Psychologia Samorozwój

6 szkód, które sama sobie wyrządzasz, jeśli ciągle tłumisz emocje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 lutego 2022
Tłumienie emocji negatywnie wpływa na samopoczucie
Fot. iStock
 

Tłumienie emocji dla wielu osób jest rzeczą, którą robią, by chronić siebie lub dostosować się do oczekiwań innych. Takie zachowanie być może pozwala zachować pozorny spokój w życiu, jednak w dłuższej perspektywie mści się na zdrowiu, związku i ogólnym funkcjonowaniu w codzienności. W jaki sposób szkodzimy sobie przez ciągłe tłumienie emocji?

Jakie przyczyny może mieć tłumienie emocji?

Jest wiele osób, które w dzieciństwie słyszały, że powinny być bardziej opanowane, grzeczne, powinny słuchać innych, nie mazgaić się, czy nie mówić głośno o problemach. Taka lekcja odebrana w dzieciństwie może wywrzeć negatywny wpływ na radzenie sobie z emocjami w dorosłym życiu. Być może w rodzinie, nie było dobrych wzorców, lub w najbliższym otoczeniu okazywanie emocji wciąż uważane jest za słabość. Wpływ na tłumienie emocji mogły mieć również traumatyczne przeżycia, które spowodowały pewną blokadę. Tłumienie emocji mogło też stać się ochroną przed okazaniem słabości, czy obawą przed utratą kontroli nad życiem.

Chowanie emocji w głąb siebie nie jest czymś dobrym, bo blokowanie ich nie sprawia, że one znikają. Wręcz przeciwnie.

Zobacz również: Jak emocje „zawieszają się” w ciele człowieka. Rozpoznaj napięcia, które rządzą twoim ciałem

Fot. iStock/Tłumienie emocji

6 szkód, które sama sobie wyrządzasz, jeśli ciągle tłumisz emocje

Konsekwencji takiego działania jest wiele, niektóre mogą zaskakiwać, bo przy pierwszym skojarzeniu trudne je powiązać z blokowanymi emocjami.

1. Gorzej śpisz i masz problemy z koncentracją

Być może, zamiast odpoczywać myślisz o problemach, z którymi się borykasz. Tłumienie emocji prowadzi również do obniżenia jakości snu, a w dniu następnym problemów z koncentracją, zapamiętywaniem i pogorszeniem samopoczucia. Dzieje się tak, ponieważ w ciągu dnia emocje są tłumione, ignorowane, natomiast do głosu dochodzą w nocy, gdy podświadomość próbuje „ogarnąć” to zawieszenie.

2. Przez tłumienie emocji czujesz się wyczerpana psychicznie

Nic dziwnego, że prędzej czy później dochodzi do tego, że uśmiechając się do wszystkich, w głębi siebie czujesz, że wewnętrzna walka z emocjami pochłania coraz więcej energii i powoduje wyczerpanie. Być może też łatwiej się denerwujesz, lub nie panujesz nad łzami, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. Wzrasta ryzyko pojawienia się depresji lub nerwicy. Każdy z nas ma swoją granicę wytrzymałości i nie warto sprawdzać, gdzie ona się znajduje. Bez zdrowego ujścia dla emocji trudno jest odzyskać wewnętrzny spokój i równowagę.

3. Nieświadomie przenosisz je na bliskich

Upychanie w sobie negatywnych emocji może skutkować przenoszeniem problemów na bliskie osoby. To jest wyjątkowo szkodliwe, bo nikt nie chce być workiem treningowym dla kogoś, kto zbyt długo udawał, że wszystko jest w porządku. Napięta atmosfera zdecydowanie nie pomaga w znalezieniu rozwiązania problemów.

4. Pozwalasz sobie wchodzić na głowę 

Tak się dzieje, gdy ktoś traktuje cię niewłaściwie, ale milczysz, bo tak należy, bo tak będzie lepiej, lub po prostu boisz się reagować. Przyjmowanie bez słowa protestu wszystkiego, co cię spotyka, jest bardzo złe. Co więcej, taka postawa może przyciągać toksycznych ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem mogą cię wykorzystywać.

Zobacz również: 10 kroków do wyjścia z toksycznego związku. Zacznij wszystko od początku

5. Tłumienie emocji sprawia, że chorujesz

Obciążona psychika negatywnie wpływa na zdrowie. Badanie Uniwersytetu Stanforda wykazało, że ukryte negatywne emocje mogą prowadzić do chorób. W tej sytuacji dochodzi do wzrostu tętna, ciśnienia krwi, ponieważ podnosi się poziom kortyzolu, zwanego hormonem stresu. Tłumienie emocji sprawia, że ciało absorbuje wynikający z tego stres i cierpi. W związku z tym rośnie ryzyko nie tylko pojawienia się problemów sercowo-naczyniowych, ale także bólów głowy, problemów trawiennych, wrzodów żołądka i dwunastnicy, bólów mięśni, obniżenia odporności i rozwoju stanów zapalnych.

6. Zajadasz problemy

Wiele osób, które tłumią w sobie emocje, szuka pocieszenia w jedzeniu. Zajadanie emocji prowadzi nie tylko do przybierania na wadze i obniżenia samopoczucia, ale także może powodować problemy ze zdrowiem, takie jak np. wysokie ciśnienie krwi czy cukrzyca.

Jak widać, tłumienie emocji na dłuższą metę staje się realnym zagrożeniem nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale i fizycznego. Jeśli zauważysz, że masz problem z właściwym radzeniem sobie z emocjami, porozmawiaj z terapeutą lub psychologiem, który może pomóc ci wyjść z impasu.


źródło:  www.powerofpositivity.com 

Psychologia Samorozwój

Po dniu relaksu obudziłam się wściekła i bardziej zmęczona niż byłam. Do diaska, dlaczego!?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 lutego 2022
Photo by Annie Spratt on Unsplash
 

Dziś robię sobie wolne od wszystkiego – powiedziałam przez telefon mojej przyjaciółce. – Jest niedziela, a ja mam posprzątane i ugotowane. Poprosiłam nawet córkę, by przez cały dzień wychodziła z psem. Nic nie może mi zaburzyć tego dnia spokoju. Nie pościeliłam nawet łóżka, wracam tam w piżamie i będę czytała sobie książki. Chwilo, trwaj! Tylko jeszcze zrobię aromatyczną herbatkę – dodałam i rozłączyłam się, wcześniej otrzymując od przyjaciółki gratulacje za pomysł.

Niedawno robiłam wywiad z pewną lekarką, która zajmuje się technikami prawidłowego oddychania. Byłam na jej wykładzie i oświeciło mnie: ja w ogóle nie odpoczywam! Ale nie chcę się tu użalać, bo tak żyje większość kobiet. Kiedy mamy wolne, to sprzątamy kuchnię albo zajmujemy się inną zaległością. Teraz miało być inaczej. Nawet zamknęłam drzwi do swojej sypialni, wcześniej wyrzucając z pokoju kota, by mi nie przeszkadzał. Wzięłam książkę Olgi Tokarczuk „Bieguni”, którą zaczynałam już drugi raz i odpłynęłam, bo to jest fascynująca lektura, pod warunkiem, że nikt ci nie przeszkadza.

Układ współczulny i przywspółczulny – co to ma do odpoczynku?

Muszę tu nadmienić, że od wspomnianej lekarki dowiedziałam się też, że mój autonomiczny układ nerwowy składa się z dwóch – współczulnego i przywspółczulnego. Ten pierwszy często nazywany jest systemem „walcz lub uciekaj”, ponieważ jest zaangażowany w sytuacjach stresowych. Tymczasem przywspółczulny nazywamy układem „odpoczynku i trawienia”. Dlaczego? Bo często uruchamia się po niedzielnym obiedzie, kiedy mamy czas na relaks i ogarnia nas błogość. Ale w tym samym czasie nasz organizm przeprowadza różne bardzo skomplikowane działania naprawcze, które sprawiają, że potem mamy więcej sił, bo jesteśmy wypoczęci.

Nieopatrznie jednak zabrałam ze sobą do sypialni… telefon. Bzzz… Brrr… – rozległy się dzwoneczki. O matko, jakie to były głupoty: najpierw masa reklam, informująca mnie o najróżniejszych intratnych zniżkach: na soczewki, karmę dla psa i loty do Radomia. Kiedy ja udzieliłam na to wszystko zgód? Kiedy pozwoliłam się tak rozpraszać? Po co? Byłam zirytowana. Czy to w ogóle da się jakoś zablokować?

Potem zabrzęczały mi nad uchem rozmowy znajomych na różnych messengerach. Próbowałam to jakoś ogarnąć, coś grzecznościowo odpisać, ale powiem wam, że ludzie (których bardzo lubię!) piszą  głupoty, w ogóle nie zwracając uwagę na interpunkcję, literówki i sens. Co za zabieranie czasu!

Postanowiłam więc wyłączyć telefon. Niech dzwonią i piszą, ja mam tryb samolotowy i czytam. Dalej więc moje oczy wędrowały po kartach Biegunów” i czułam się przez chwilę fantastycznie. Ale po godzinie takiego bezruchu wszystko zaczęło mnie uwierać. Poszłam po poduszki i umościłam się wygodnie na nowo. Jak ktoś czytał „Biegunów”, to wie, że wątki są tam bardzo pourywane, przywiążesz się do jednej historii i już pojawia się nowa. To chyba jednak nie jest książka, którą da się przeczytać za jednym posiedzeniem – pomyślałam i natychmiast poczułam, że moje powieki stały się dziwnie ciężkie.

Nagle nad swoją głową zobaczyłam córkę. Absolutnie rozbawioną i mówiącą: „Widzę, że twój układ współczulny absolutnie zdechł”.
O rany, a która to godzina? Było już grubo po 18.00, więc spałam 5 godzin. Co ja teraz będę robić i czy usnę w nocy? – zadałam sobie pytanie, ale postanowiłam się nie poddawać i odpoczywać dalej.

Jak zamiast odpoczywać marnowałam czas

Podreptałam do lodówki, a tam po moich wczorajszych urodzinach pełno jedzenia. A na pierwszym planie prawie nietknięty tort czekoladowy. „To będzie mój obiad”, pomyślałam. Nałożyłam sobie podwójną porcję i wróciłam z nią do łóżka. Zemdliło mnie. Dobra, odpoczywam dalej. Wróciłam do „Biegunów”, ale już mi nie szło. Wygrzebałam z półki więc inną książkę: „Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba” Artura Nowaka i Marka Sekielskiego, znanego duetu, który pracował nad filmem dokumentalnym „Zabawa w chowanego”. Panowie opowiadają w niej o tym, jak zrywali z nałogiem alkoholowym. Czyta się znakomicie, ale to momentami mocno dołująca lektura.

Po godzinie nie dałam rady i włączyłam telefon. Matko, siedem nieodebranych. Postanowiłam oddzwonić do mamy, która od razu wkurzyła mnie tym swoim pytaniem wytrychem: „Czy u was wszystko dobrze?”. Zbyłam ją kilkoma dennymi opowieściami o tym, jak to u nas dobrze i po trzech minutach byłam wolna.

Ponieważ telefon już miałam włączony, zaczęłam nieopatrznie scrollować Instagram. I tym sposobem obejrzałam milion pięćset sto dziewięćset dennych filmików. Nie wiem, jak wy macie, ale na moim Instagramie wyświetlają się zazwyczaj rzeczy dotyczące psów i zębów. Już tłumaczę. Chyba chodzi o to, że śledzą nas jakieś pliki cookies i podsuwają nam te obrazy, nad którymi zawieszamy najdłużej oko. A ja lubię oglądać, jak ktoś wierci w zębach, a potem wypełnia go plastyczną masą, albo jak robią te piękne białe nakładki szczerbatej dziewczynie. Co zaś się tyczy zwierząt, oglądam głównie labradory. Jest taka seria: właściciel warczy na psa i czeka na jego reakcję. A pies hyc pod kanapę się chowa z przerażenia. Albo jest taki gość, co nazywa się „Grunt the fetch ball king” i on ma filmiki, na których ogląda, jak ktoś adoptuje, ratuje lub reanimuje pieska. I ten wielki umięśniony facet płacze jak małe dziecko, kiedy to ogląda. Czujecie, ja oglądam gościa, co płacze, że coś ogląda. Masakra! Ani się obejrzałam, a na zegarze wybiła godzina. 21.00 godzina. Scrollowałam dwie godziny. To ma być wypoczynek? To chyba bardziej przypomina niszczenie sobie mózgu!

W tym momencie wiedziałam już, że mój dzień relaksu jest skrajnie beznadziejny. Totalnie go sobie zepsułam.

Nie muszę już chyba mówić, że nie mogłam tej nocy zasnąć do 3.00 nad ranem. Wszystko mnie od leżenia bolało, przekręcałam się całą noc z boku na bok. A rano? Obudziłam się bardziej zmęczona, niż byłam dobę wcześniej.

Co o odpoczywaniu piszą w „Psychology Today”?

  1. Odpaliłam Psychology Today” – by poczytać, co się ze mną działo. Przecież naprawdę tego „dnia odpoczynku” zatrzymałam się i nic nie robiłam. Co było nie tak?
  2. „Nie oczekuj, że stres zniknie, gdy przytulisz się na kanapie. Nasze mózgi są zaprogramowane na regenerację poprzez relaksację, ale nie zawsze od razu nadrabiają zaległości”, napisała Grace Blair, dziennikarka i studentka nauk biologicznych na Uniwersytecie Floryda.
  3. Uzależniając czas odpoczynku od tego, czy na niego zasłużymy po wykonaniu określonej pracy, może skutkować  odczuciem niepokoju, gdy w końcu pozwolimy sobie na zwolnienie tempa.
  4.  Innym czynnikiem, który może sprawić, że relaksacja będzie rozczarowująca, jest posiadanie z góry przyjętych wyobrażeń, jak ona powinna wyglądać.
  5. Czasem wymuszamy na sobie ten relaks, choć akurat tego dnia czujemy się fizycznie i psychicznie bardziej przygotowane do aktywności.

Grace Blair napisała na koniec: Usunięcie wszelkich oczekiwań związanych z relaksem może być kluczem do prawdziwego czerpania z niego radości. Wykluczając wszelkie progi produktywności związane z zasłużeniem sobie na dzień wolny lub wszelkie pomysły, jak powinien wyglądać relaks, możemy sprawić, że nasz ODPOCZYNEK stanie się naprawdę tym, czym powinien być: przerwą od wymagań.

Może i racja? ! A wy, co o tym wszystkim myślicie?


Psychologia Samorozwój

Wybuchowy i energiczny, w życiu nie kieruje się sentymentami. Czego można spodziewać się po choleryku?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 lutego 2022
Choleryk prowadzi auto
Fot. iStock

Choleryk to osoba, z którą nie zawsze łatwo jest się dogadać. Bywa wybuchowy, niecierpliwy i lubi narzucać innym swoje zdanie. Osoba o takim temperamencie nie zawsze przejmuje się uczuciami innych, ale nie znaczy to, że sama uczuć nie ma. Kim jest choleryk, jakie cechy go charakteryzują?

Choleryk jako typ temperamentu

Po raz pierwszy teorię dotyczącą cech temperamentu określił starożytny grecki lekarz Hipokrates. Założył on, że na każdy typ temperamentu wpływa płyn, którego jest więcej w organizmie. I tak:

  • na flegmatyka miała wpływać przewaga flegmy;
  • na sangwinika krwi,
  • u melancholika przeważała czarna żółć;
  • choleryka cechowała przewaga czarnej żółci, która miała warunkować jego zachowania.

Wiadomo, że choleryka można określić mianem osoby impulsywnej, która często najpierw działa pod wpływem emocji, a dopiero później zastanawia się nad możliwymi konsekwencjami. Choleryk jest szybki w działaniu i głośny, zwraca na siebie uwagę, szczególnie wtedy, gdy jest w centrum wydarzeń lub po prostu ekscytuje się czymś. Kojarzony jest z tym, że łatwo go wyprowadzić z równowagi, a wtedy wpada w wielki, choć raczej krótkotrwały gniew. Mówi się również, że życie z cholerykiem to wyzwanie, a próba obrony własnego zdania w konfrontacji z nim grozi katastrofą.

Owszem, choleryk nie zalicza się do osób najbardziej towarzyskich i skłonnych do poświęceń dla innych, ale warto przyjrzeć się jego sylwetce, by poznać jego cechy zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Zobacz również: Jest kreatywny, zaraża energią i mówi wprost, co myśli. Czym jeszcze cechuje się sangwinik?

Fot. iStock

Choleryk i jego dobre cechy

Choleryk ma swoje zalety. Jest odporny na krytykę i naprawdę ciężko jest sprawić mu przykrość. Nie ma najmniejszego problemu z określaniem własnych potrzeb, potrafi także prosto z mostu, bez owijania w bawełnę, powiedzieć prawdę prosto oczy. Ponieważ lubi mieć rację, jak lew broni własnego zdania, a przekonanie o tym, że to, co robi, ma sens, pozwala mu osiągać założone cele.

Choleryk patrzy w dal, nadając kierunek działania sobie i innym. W pracy działa rzeczowo, jest odważny i nie boi się stanąć do walki o założone cele. Chętnie sam podejmuje decyzje i oczekuje sukcesu. Jest energiczny, ma siły i chęć do działania, potrafi wpływać na innych i mobilizować do wysiłku. Doskonale odnajduje się w roli lidera, który bierze na siebie odpowiedzialność za los projektu. Sprawdza się na stanowisku kierowniczym, oraz w pracy, która gwarantuje nowe wyzwania. Jeśli choleryk zobowiąże się do czegoś, można założyć, że na pewno to zrobi. Jest uparty i konsekwentny, choć nie można o nim powiedzieć, że cierpliwość jest jego mocną stroną.

Zobacz również: Melancholik to nie tylko zamknięty w sobie pesymista. Jaki jest naprawdę?

Ciemne strony choleryka

Nie ma ludzi idealnych, więc u choleryka, jak wiadomo, można znaleźć również kilka wad. Choleryk skupia się na sobie. Nie przejmuje się szczególnie uczuciami innych osób, nie kieruje się w życiu sentymentami, często wykorzystując ludzi do osiągnięcia celu. Jego przekonanie o własnej sile i czekającej go roli zwycięscy sprawia, że czasem czuje się lepszy od innych. Nie utrzymuje zbyt wielu ciepłych relacji z ludźmi z otoczenia, nie ma też szerokiego grona oddanych przyjaciół i wcale go to nie boli.

Niestety dla innych, choleryk ma wybuchowy temperament. Kiepsko radzi sobie z grzecznym wyrażaniem emocji, które często wyładowuje na otoczeniu. Bez skrępowania używa ostrych słów, gdy coś idzie nie po jego myśli, miota się, nadmiernie gestykuluje. Uwielbia narzucać swoje zdanie innym, a każdy sprzeciw stara się zdusić w zarodku. Współpraca z nim może być przyjemna, o ile trafi on na kogoś, kto nie będzie mu się sprzeciwiał. Jeśli tylko jakaś znajomość może mu się przydać, wykorzysta ten fakt bez mrugnięcia okiem. Choleryk jest osobą niecierpliwą i nie znosi czekać. Niepowodzenia wywołują u niego złość, a prowokowany do reakcji nakręca się zbyt mocno, działa gwałtownie, co może mieć negatywne konsekwencje dla niego jak i otoczenia.


źródło: psychoterapiacotam.pl 

Zobacz także

20 zdań, które warto powtarzać, by stać się lepszym

Barbara i Maciej Stuhrowie w poruszającym spocie o tym, jak mówić o potrzebach opiekuna osoby chorej

Mamy tę moc! Naprawdę! Ma ją każda z nas!