Związek

O dawaniu „ostatniej szansy”. Podtrzymujesz iluzję, czy naprawdę wierzysz w ten związek?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 października 2019
Fot. iStock/StudioThreeDots
 

Podobno każdy z nas zasługuje na szansę. Podobno każdemu z nas szansa się należy, bo wszyscy popełniamy błędy. Dostajemy więc kolejne szansy od tych, którzy kochają, którzy budują z nami swoje życie. Od tych, którzy nie chcą z nas zrezygnować. Od tych, którzy się boją, że jeśli z nas zrezygnują, dla kogoś innego postaramy się bardziej.

„Wybaczyłam mu. Ostatni raz” – mówi przyjaciółka siadając smutnie przy moim kuchennym stole. Trochę jej głupio, ale już nawet nie bardzo. Znamy się dobrze.  Obie wiemy, że te „ostatnie razy” można by już policzyć na palcach obu rąk. Ale ona nie wybacza DLA NIEGO, dlatego, że wierzy, że on w końcu zrozumie, zmieni się, postara wspólnie z nią tworzyć ich relację. Ona wybacza dla siebie, żeby ukraść jeszcze trochę czasu. Żeby nie musieć odejść już teraz. Bo, że kiedyś w końcu odejdzie – tego jest pewna.

Zna dobrze ten schemat. Przez kilka tygodni, może miesięcy, będzie jak w bajce. On jej powie, że „już nigdy” i że „już zawsze”. Przyniesie kwiaty, zrobi kolację i będzie tylko dla niej. Ona poczuje się wyjątkowo, tak jak kiedyś. Bardzo potrzebuje tych dobrych emocji. To dzięki nim łatwiej jej wmówić sobie, że warto z nim zostać. Że powinna zaczekać. Bo on potrafi się starać.

To jej „wybaczanie” to już taki cały ich rytuał. On zawodzi na calej linii, rani ją, ona pakuje jego walizki i stawia je w przedpokoju wynajmowanego wspólnie mieszkania. Ze łzami w oczach mówi: „to koniec”. On najpierw krzyczy, próbuje zrzucić całą winę na nią, aż w końcu, żegna się z nią bardzo teatralnie. I jeszcze te słowa puste, że była miłością jego życia, ale rozumie, że ona ma już go dość. Że jest cholernym dupkiem i absolutnie nie powinna z nim być.

Stanie jeszcze na chwilę, spojrzy jej prosto w oczy, a ona wtedy rozpłynie się, roztopi jak wosk. Przepadło. To teraz właśnie padną zdania okrągłe o ostatniej szansie, o miłości, tej prawdziwej. O tym, ile on ma szczęścia, że ją spotkał. I jak był głupi. A ona jaka dobra.

Nie odbierze telefonu od mamy, której jeszcze kilka godzin temu przysięgała „tym razem to koniec”. Skłamie, że położyła się wcześniej spać, bo bolała ją głowa. Napisze mi krótkiego SMS-a, że „rozmawiają”, że „jeszcze się zastanawia”, bo przecież jest zimno i pada, więc właściwie on mógłby się wyprowadzić dopiero jutro. A ja pomyślę jak zawsze, że gdyby naprawdę chciała, sama by odeszła. Już dawno. Ale ona uparcie wybiera inaczej. Wybiera jazdę tą dziwną kolejką górską emocji, bo wydaje jej się, że kiedy daje jemu kolejną szansę, to cokolwiek kontroluje, ma na coś wpływ. A jest przecież zupełnie inaczej. Ona jest więźniem tej sytuacji. Nie umie odejść.

Przyjaciółka powoli dopija herbatę. Za oknem zmierzcha. Trochę jak w jej związku, kiedy on przestaje się starać. Ale ona jest dobrej myśli. Może naprawdę wierzy, że tym razem ukochany tę ostatnią szansę wykorzysta? Lub przynajmniej, że w tym związku będzie dobrze o moment dłużej…

 


Związek

Kochane kobiety, idźmy na wybory: nie zostawiajmy wszystkiego w rękach mężczyzn, którzy w większości wciąż są konserwatystami

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
9 października 2019
Fot. iStock
 

Pewien, znany z zamiłowania do przyrody, były minister powiedział dwa dni temu, że żłobki i przedszkola to relikt PRL-u, a normalnością jest sytuacja, w której te instytucje w ogóle nie są potrzebne. Prezes dużej partii politycznej oświadczył w telewizji, że jeśli będzie rządził kolejne cztery lata, to Polska będzie krajem wolności i tolerancji, ale na małżeństwa homoseksualne i inne „dziwne rzeczy” nigdy się nie zgodzi. Znana psycholożka zacytowała na swoim funpage’u wnioski z ostatnich badań: gdyby w wyborach głosowały same kobiety, wyniki byłyby odwrotnie proporcjonalne do tego, co pokazują wyborcze sondaże. Kochane kobiety, bardzo was proszę: nie zostawiajcie wszystkiego w rękach mężczyzn, decydujcie o sobie same!

Jak was przekonać, o ile jeszcze nie jesteście do tego przekonane, że wasz głos realnie kształtuje codzienność, w której żyjecie? Chyba tylko przytaczając najprostsze, najbardziej namacalne przykłady – coś, co dotyczy bezpośrednio każdej z nas.

Prezes rządzącej partii ogłasza plan na następne cztery lata sprawowania władzy. Zapowiada między innymi dokończenie reformy sądów, która w praktyce oznacza po prostu wymianę sędziów „niepokornych” na tych, którzy są zgodni „ideowo i moralnie” z linią partii. Jeśli więc w trakcie sprawy rozwodowej, pozywając partnera, który się nad wami znęcał psychicznie i fizycznie, który pozbawił was środków do życia oraz groził utratą życia lub zdrowia, traficie na sędziego „moralistę” nie liczcie na sprawiedliwość. Spodziewajcie się przymusowych mediacji, przeciągania procesu oraz niekoniecznie korzystnego wyroku. Bo rodzina, niezależnie od tego jaka patologia by w niej nie wystąpiła, jest dla PiS – u komórką świętą. I jej dobro jest dobrem wyższym niż bezpieczeństwo, zdrowie i życie kobiety i jej dzieci.

Komórką świętą jest również komórka zapłodniona. Przygotujcie się więc na kolejne kroki ku zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej i prześladowanie kobiet i mężczyzn biorących udział w Czarnych Marszach. I na wszechobecną kontrolę waszego życia seksualnego.

Kilka dni temu moja znajoma, która mimo dawno już skończonych trzydziestu lat wygląda na uczennicę liceum, realizowała w aptece receptę na pigułki antykoncepcyjne. Farmaceutka najpierw zapytała ją o wiek (mimo, że na recepcie widniał pesel), a potem skomentowała „bo przychodzą do nas młode dziewczyny i my to musimy sprawdzać, bo nas sprawdzają”… Czy to nie jest sytuacja absurdalna, jeśli ogranicza się dostęp do antykoncepcji młodym, wchodzącym w życie seksualne osobom? Jak zatem ograniczyć liczbę niechcianych ciąż? Nie liczcie na edukację seksualną z prawdziwego zdarzenia, gdzie podstawową, niezbędną każdemu młodemu człowiekowi wiedzę będą przekazywać przeszkoleni edukatorzy. Po kolejnych wyborach wygranych przez PIS  w szkole zajęcia z wychowania do życia w rodzinie nadal będzie prowadziła katechetka, a wasze córki i synowie dowiedzą się, że seks to jedynie prokreacja, że dziewczynki są słabe i płaczliwe, a chłopcy z natury odważni i racjonalni.

Nie liczcie na dobrą edukację w ogóle. W liceum, szesnastoletnia córka przyjaciółki nie jest w stanie na przerwie dobić się do toalety żeby wymienić podpaskę, bo fatalna reforma spowodowała, że uczniowie szkół średnich dosłownie tłoczą się na korytarzach i w salach, gdzie brak nawet krzeseł. Czy to są warunki do nauki? Czy normalne jest to, że podręcznik do języka polskiego w szóstej klasie zawiera homilię Karola Wojtyły jako tekst do interpretacji? Prezes Kaczyński ogłasza, że cywilizacja chrześcijańska jest zagrożona i my, Polacy będziemy jej bronić. Zdaje się, że pierwsze bojówki już są organizowane.

Prezes partii rządzącej mówi również, że na kontach prywatnych przedsiębiorstw są pieniądze, które „powinny pracować”. Obawiam się, że po wygranych wyborach PIS zrobi wszystko, by je w jakiejś części przejąć. Już teraz firma znajomej co i rusz boryka się z problemami z Urzędem Skarbowym, blokadami konta i wezwaniami do zapłaty, choć regularnie płaci VAT i ZUS… Bo przecież skądś trzeba wziąć na obiecane wcześniej Polakom 500+ , trzynastą i czternastą emeryturę…

Były minister powiedział w mediach: „W przyszłości mam nadzieję, że będziemy wracali do normalności, w której mąż będzie zarabiał na tyle dużo, że jeśli będzie chciał to utrzyma i żonę i pięcioro dzieci”. I najsmutniejsze jest to, że w naszym kraju jest wielu mężczyzn, którzy się z nim zgodzą. Nie pozwólmy na to, by oni decydowali o tym jaki model rodziny wybieramy i czy w ogóle chcemy ją założyć. Głosujmy! Głosowanie to realny wpływ na to, co nam najbliższe, co bezpośrednio wpływa na jakość naszego życia, na nasz komfort,  bezpieczeństwo – nie tylko psychiczne.

Znajomy Europejczyk żartował dotąd ironicznie za każdym razem, gdy się widzieliśmy: „To Polki mają jeszcze prawa wyborcze?”… Ostatnio, pod wpływem krótkiego reportażu dotyczącego sytuacji kobiet w Polsce przestał żartować. Wie, że mnie to irytuje, rozumie, że ponury żart staje się w jakimś sensie niebezpiecznym proroctwem. Może część z was uzna moje lęki za irracjonalne, ale jednak mam poczucie zagrożenia, świadomość, że krok po kroku odbiera się nam prawo do decydowania o tym, co powinno być osobistym wyborem, rozstrzyganym zgodnie z własnym sumieniem i wartościami.

Według ostatniego sondażu gdyby głosowały tylko kobiety, partię rządzącą poparłoby 36%, a opozycję 53%. O czym to świadczy? Mężczyźni w naszym kraju (a przynajmniej ci głosujący) są w dużej mierze konserwatystami, którzy swoje partnerki najchętniej widzieliby w domu, w bardzo tradycyjnym modelu rodziny, gdzie kobieta nie realizuje się zawodowo i nie podejmuje żadnych ważnych decyzji…

Kochane kobiety, prawo wyborcze zyskałyśmy 101 lat temu. Ktoś o to walczył, ktoś wierzył, że to się uda. Ktoś pokładał nadzieję w naszej mądrości, w doświadczeniu. Ktoś wiedział, że potrafimy mądrze decydować. Nie zmarnujmy tej szansy.


Związek

Jesteśmy samotne, tak bardzo samotne. Jednak tylko od nas zależy, czy będziemy w tej samotności tkwić do końca

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 czerwca 2019
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Jesteśmy samotne. Przytłoczone obowiązkami, bo nie umiemy umiemy dzielić się nimi z innymi. Jesteśmy samotne w związkach, które „kiedyś były świetne”, ale minęło trochę czasu i okazało się, że nie tego od miłości pragnęłyśmy. Albo, że on się zmienił. Samotne w relacjach z rodzicami, którym nie mówimy wszystkiego, żeby ich nie martwić. Bo nie zrozumieją.

Coraz bardziej samotne w rozmowach z córkami, którym chciałybyśmy powiedzieć „bądź inna – odważna, bezkompromisowa w walce o swoje szczęście”, a w rezultacie bezsilnie patrzymy, jak i one powielają nasz schemat. Schemat samotnych, zmęczonych życiem kobiet, w których w pewnym momencie budzi się w końcu chęć zmian. I świadomość, że jeśli nie teraz, to już nigdy. Skąd się ta samotność bierze, skoro wokół tak wiele osób i zdarzeń?

Basia ma męża, dwoje dzieci i kota. A może powinna raczej powiedzieć „mam kota, dwoje dzieci i męża”? Kot to chyba jej najwierniejszy towarzysz. Dzieci są już nastolatkami i relacje z nimi bardzo się rozluźniły. A mąż, wiecznie nieobecny duchem oddala się coraz bardziej również fizycznie, bo ma swój rower, swoich znajomych, swoje podróże. Prawie nie rozmawiają, a jeśli rozmawiają okazuje się, że chyba nigdy nie myśleli o niczym w podobny sposób. On ma swój świat, a  ona ma przecież dom i dzieci, choć coraz mniej. To im poświęciła całe swoje życie, zaniedbując to, co kiedyś kochała, w czym była dobra. W piątki wieczorem Basia jest sama. Ale wcale nie wtedy najbardziej odczuwa samotność. Samotność doskwiera jej, gdy on jest tuż obok, ale jej nie rozumie, nie stara się. Nie pyta, nie chce wiedzieć. Milczy. I tak sobie trwają 17 lat. Basia podejrzewa, że on kogoś ma. Ale boi się zapytać. Boi się, że straci to, co jest.

Ewa ma chłopaka „z doskoku”. Niby ma, a jednak nie ma. Sa razem raz, dwa razy w miesiącu, bo on mieszka 1680 km stąd. Więc przez większość czasu ona jest sama z domem, pracą, rachunkami i dziećmi z pierwszego, nieudanego związku. A on jest wolny. Między spotkaniami z Ewą, życiem zawodowym i towarzyskim ma jeszcze sporo czasu dla siebie – na kilka godzin z ukochaną książką, na samotną podróż w góry. Czy ten związek jest udany? Trudno powiedzieć, choć oboje są szczęśliwi. Może raczej – Ewa bywa szczęśliwa, gdy są razem. Ale są momenty, że Ewie jest bardzo źle. Kiedy codzienna samotność i niemożliwość podzielenia z nim zwykłego „surowego” życia doskwiera bardziej niż zwykle. Tak, można napisać SMS-a „mały ma gorączkę, męczy się, płacze, ale muszę dokończyć to zlecenie, rozpadam się, nie mam już siły”. On odpowie za jakiś czas, coś w rodzaju „jesteś niesamowita, silna, dasz radę”. I pójdzie na kolację do restauracji. A ona zostanie ze swoimi problemami w swoim kraju.  Ewa jest samotna, choć uważa, że ma dobry związek. Nie można narzekać. Nie można chcieć „za dużo”. Trzeba zadowolić się tym, co się ma.

Wiele z nas nauczono w dzieciństwie, że o tym, że w domy dzieje się źle się nie mówi. Więc pragnąc za wszelką cenę być silne – nie mówimy. Lata tkwimy w złych związkach, z mężami i partnerami, którzy nas nie szanują lub którzy nie dają nam miłości. A może to my nie umiemy jej sobie wziąć tyle, ile nam trzeba? Czekamy tylko, by zostać zauważone, pokochane. Wybrane.

Wiele z nas pozostało więźniarkami swoich własnych wyobrażeń o mężczyznach, których kochamy. Jakże często wchodzimy w relacje z kimś, kto w codziennym życiu, czasem po kilku miesiącach, ale częściej po kilku latach okazuje się inny, niż go sobie wymyśliłyśmy. Nagle nie ma o czym rozmawiać, zacierają się wspólne plany… Zaraz, zaraz – nagle? A może tak było zawsze, tylko my starałyśmy się tak bardzo mieć idealny związek, że wydawało nam się, że to on, nasz partner mówi, a nie, że wszystko się dzieje w naszej głowie?

Zaciskamy zęby i godzimy się na samotność. Wychowujemy po cichu, w milczeniu dzieci z mężczyzną, który sam nie jest do końca przekonany, czy tego właśnie chce. Czy w ogóle chciał tego domu i dzieci i czy właśnie z tobą. Na Facebooka wrzucamy zdjęcia, na których on obejmuje nas czule. Świetny ojciec, świetny tata – rzucamy w wirtualną przestrzeń. A prawda jest przecież zupełnie inna…

Mamy oczekiwania, ale obawiamy się o nich mówić. Godzimy się na „trochę” mając nadzieję, że z czasem pojawi się „więcej”. Ale ono się nie pojawi. Bo błąd popełniamy już na samym początku.

Jesteśmy samotne z wyboru, choć nie wybieramy świadomie poczucia osamotnienia. Nasza samotność jest konsekwencją decyzji, tego z kim się wiążemy, z czego rezygnujemy, jaki mamy stosunek do siebie samych. Kiedy uświadomimy sobie, że tak naprawdę jesteśmy jedynymi osobami, które odpowiadają za tę samotność, zdecydujemy, czy nadal chcemy w niej tkwić. Odetchniemy głębiej, zobaczymy więcej – własnych możliwości, dobra. Rozwiązań.