Psychologia

Psychologia wyjaśnia, dlaczego lepiej być singlem niż żyć w toksycznym związku

Redakcja
Redakcja
11 maja 2022
Singielko, koniec z narzekaniem, głowa do góry! Masz przecież kilka powodów do radości
Fot. iStock/ Cristian Kerekes
 

Są tacy, którzy uważają, że bycie singlem jest najgorszą rzeczą, jaka może im się przydarzyć. Ale są i tacy, którzy woleliby być samotni niż być w złym związku. I chociaż samotność nie najlepszym, co może nas spotkać, istnieje wiele powodów, dla których pozostawanie w złym związku jest dla ciebie złe. 

Jasnym jest, że bycie w zdrowym związku jest satysfakcjonujące. Może wzmocnić układ odpornościowy, złagodzić stres, a nawet pomóc złagodzić objawy depresji. Jednak zadowalanie się toksycznym związkiem może być szkodliwe dla zdrowia.

W jednym z badań, określanych jako badanie Whitehall, naukowcy obserwowali ponad 10 000 osób przez 12 lat. Wśród uczestników byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety w wieku od 35 do 55 lat.

W trakcie badania osoby były proszone o wypełnienie kwestionariuszy dotyczących ich najbliższych relacji. Chociaż były one ograniczone do czterech relacji, naukowcy ocenili je, aby zobaczyć, która z nich została uznana za najważniejszą. 64% najbliższych relacji uczestników stanowiły relacje małżeńskie. Celem badania było sprawdzenie, jak negatywne bliskie relacje wpływają na nas na poziomie fizycznym i emocjonalnym.

Okazało się, że uczestnicy, którzy doświadczyli bliskiego negatywnego związku, byli bardziej narażeni na choroby serca i idąc o krok dalej, byli bardziej narażeni na śmiertelne choroby sercowe niż ci, którzy nie mieli bliskiego negatywnego związku w swoim życiu.

Naukowcy doszli do wniosku, że toksyczne związki są nie tylko toksyczne dla naszego stanu emocjonalnego, ale także mogą być toksyczne dla naszego zdrowia serca.

Chociaż może wydawać się przerażające myślenie o samotności lub samotności, nie jest tak źle. Dostosowanie się wymaga czasu, zwłaszcza jeśli zawsze miałeś kogoś w swoim życiu, ale kiedy już się do tego przyzwyczaisz, samotny czas jest naprawdę miły. Ważne jest to, że jeśli jesteś otwarty na miłość, to ci się ona przydarzy. O wiele lepiej nie marnować czasu z kimś, kto jest nie tylko toksyczny dla twojego dobrego samopoczucia emocjonalnego, ale także dla twojego zdrowia fizycznego.

LIST DO REDAKCJI: 

Toksyczny związek jest jak jazda na rollercoasterze. Długo zajęło mi, zanim zrozumiałam ten mechanizm

Jak nie pozwolić sobie wpaść w pułapkę toksycznych związków? Należy nauczyć się jak najszybciej identyfikować zagrożenie.

10 alarmujących sygnałów w toksycznym związku:

  1. Od razu myślisz, że znalazłeś miłość swojego życia
  2. Za bardzo idealizujesz swojego partnera
  3. Zaniedbujesz przyjaciół, aby zadowolić swojego partnera
  4. Zapominasz o swoim hobby, o tym co wcześniej sprawiało ci radość, było dla ciebie ważne
  5. Przymykasz oczy na niepokojące sygnały (agresywne zachowania, kłamstwa)
  6. Bezgranicznie ufasz opinii swojego partnera
  7. Czujesz niekontrolowaną zazdrość z byle powodu
  8. Nie możesz znieść, gdy twój partner nie jest w pobliżu
  9. Usprawiedliwiasz negatywne zachowanie partnera
  10. Nie możesz mu po prostu powiedzieć „nie”.

Co zrobić, gdy czujesz się zaniepokojona, gdy emocje i uczucia cię przytłaczają

  1. Nie przenoś odpowiedzialności za swój stan emocjonalny na twojego partnera. Jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za swoje emocje.
  2. Nie miej obsesji na punkcie tego, co robi twój ukochany, co powiedział, jak to rozumieć i interpretować. Nie dopuść, aby dręczyły Cię negatywne fantazje i spekulacje. Koncentruj się na „tu i teraz”.
  3. Spróbuj być swoim „wewnętrznym obserwatorem”. Obserwuj swoje emocje.
  4. Poszukaj innych zasobów: co może cię pocieszyć i odwrócić od obsesyjnych myśli o twoim partnerze? Filiżanka kawy, dobry film lub książka, ćwiczenia, gorąca kąpiel, rozmowa z przyjacielem? Jakikolwiek sposób na pozbycie się go na chwilę z twojej głowy jest dobry.

Psychologia

Jestem „tą drugą”. Uwierz, kochanie twojego męża boli jak cholera

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 maja 2022
fot. max-kegfire/iStock
 

Nie wiem, co sobie myślałam. Być może w ogóle nie myślałam. Ale z jakiegoś powodu skończyłam w związku z żonatym mężczyzną.

Cztery lata temu pokiwałabym tylko głową na myśl o człowieku oszukującym swojego partnera. O kobiecie sypiającej z żonatym mężczyzną też nie miałabym najlepszego zdania, mówiąc oględnie. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się stało. Na początku był moim współpracownikiem. Pracowaliśmy razem na odległość nad projektem. Szczerze mówiąc, na początku nie mogłam znieść tego człowieka.

Błagałam szefa, by przydzielił mi do zespołu kogoś innego. „Nie da się z nim pracować” – mówiłam. Niestety, był nieugięty.

Powoli, w czasie, gdy pracowaliśmy razem, nasze rozmowy pogłębiały się. Niespodziewanie zaczął wydawać się miły, inteligentny i czasami troskliwy. Nie patrzyłam na niego jak na kogoś innego niż współpracownika, a w najlepszym razie dobrego kolegę. Potem zaczął opowiadać mi o swoim trudnym związku. Mówił, nie bez żalu, że jego związek się kończy – nie było już między nimi prawdziwego uczucia.

Potem przeniósł się do mojego miasta z powodu naszej pracy i nagle zamieszkał zaledwie kilka przecznic ode mnie. Pewnego dnia spotkaliśmy się na kawie, aby omówić nasz najnowszy projekt. Od słowa do słowa, zanim zdałem sobie sprawę, co się dzieje, wylądowaliśmy w hotelu. Potem odbywaliśmy razem podróże służbowe. Jednak te podróże były znacznie mniej biznesowe, niż osobiste.

Zanim dowiedziałem się, co się dzieje, byliśmy w pełnym związku.

Z jednej strony było to ekscytujące i zabawne. Ale, podobnie jak wszystko, co dotyczy romantycznych spotkań, nasz przypadkowy związek przerodził się w coś znacznie głębszego. A potem zdałam sobie sprawę, że go kocham.

Kiedy siadamy do kolacji w knajpie kilka km od naszego rodzinnego miasta, kelnerka podchodzi, aby odebrać nasze zamówienie na drinka. On zamawia nam obojgu wino, a ja uśmiecham się do niego. Kilka chwil później widzę, jak jego wzrok przesuwa się w stronę okien, które wychodzą na ruchliwą ulicę, i widzę, że zauważa parę wchodzącą do restauracji. Wyraźnie wygląda na zaniepokojonego i widzę, jak usiłuje wyjąć pierścionek z kieszeni.

Wybiegamy z knajpki do samochodu. „Bardzo mi przykro”, mówi. Powstrzymując łzy, mówię: „W porządku, chcę po prostu wrócić do domu”. On niewiele mówi, ja też nie. W drodze do domu łzy zaczynają się lać. Nie mogę się dłużej powstrzymać.

Mimo że nigdy nie myślałam o wspólnej przyszłości, fakt, że nie mamy na nią szans niespodziewanie łamie mi serce. Jednak potrzebuję więcej. Martwię się, że on zadzwoni do mnie i zerwie. Łapię powietrze. Co ja tu do robię? Dlaczego robię to sobie?

Nie mam już myśli, że opuści żonę. W głębi duszy wiem, że tak się nie stanie. Jest po prostu zbyt wiele powodów, dla których musi zostać.

Wiem, że muszę się od niego odciąć. Ale kocham go. Nikt nigdy nie mówi ci, jak bardzo boli bycie tą drugą kobietą. Dni, w których nie rozmawiam z nim, sprawiają, że wierzę, że w końcu naprawił z nią wszystko i skończył ze mną. Potem dzwoni do mnie, mówi swoje słodkie słówka i jak ryba, znów jestem na haku.

Kiedy nie dzwoni po tamtym incydencie, obawiam się, że to już koniec. Prawie się z tym godzę. To jest to, na co zasługuję. Następnego dnia dzwoni mój telefon. Na początku wspomina o nowym projekcie w pracy. Ale zanim rozmowa się skończy, zapewnia mnie, że kocha mnie z całego serca. „Może następnym razem pojedziemy nieco dalej” – mówi.

  • „Tak, to brzmi dobrze.” Uśmiecham się na myśl o tym, że zobaczę znów. Rozłączamy się i nagle znowu płaczę. Płaczę za jego żonę. Płaczę za siebie. I płaczę, ponieważ nagle zdaję sobie sprawę, że narażam swoją przyszłość… na nic.

Bycie drugą kobietą nie jest łatwe. Dzwonię do szefa i pytam ją o proces składania wypowiedzenia. Niepewnie wyjaśnia mi wszystko. Następnie wysyłam aplikacje i CV do pięciu innych firm.

Dzwonię do niego i proszę o spotkanie. „Nie, nie teraz. Jestem z nią”. Wysyłam mu e-maila z informacją, że to koniec. Kochanie czyjegoś męża stało się zbyt trudne do zniesienia. Mówię mu, że życzę jemu i jego żonie wszystkiego najlepszego. Proszę mojego szefa o nowego partnera, dopóki mój czas w firmie się nie skończy. Chce wiedzieć dlaczego. Mówię mu, że nie mogę i nie będę już z nim pracować.

Wysyła mi wiadomości pięć razy dziennie. Dzwoni do mnie przy każdej nadarzającej się okazji. Ale nie mogę już tego ciągnąć. Moje serce jest w rozsypce. Po cichu mówię jego żonie, jak bardzo mi przykro – mimo że nie słyszy mojego wewnętrznego dialogu. Mówię jej, że wiem, że ją skrzywdziłam. I że kochanie jej męża boli mnie jak cholera.



Zobacz także

Jestem babcią, mamą i żoną. Pół roku temu próbowałam popełnić samobójstwo. Kto to widział, żeby w moim wieku mieć depresję?

Małgorzata Ohme: koniec tak naprawdę jest zawsze początkiem

Jak żyć w związku i nie zwariować? Kilka rad szczęśliwej mężatki