Psychologia

Nie musisz być na to gotowa. Jak sobie radzić z przemijaniem bliskich?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 września 2016
Fot. iStock / BrilliantEye
 

Dziwne to uczucie. Znasz tę osobę całe twoje życie. Pamiętasz ją w pełni sił, młodszą, sprawną, uśmiechniętą. Dziś na twoich oczach słabnie, kuli się w sobie, coraz mniej w niej życia i radości, coraz więcej cierpienia, melancholii, złości na świat i ludzi. Na starość. Babcia, dziadek, rodzice… Wiesz, że ich odejście jest nieuniknione, że przeminą, że za jakiś czas zostaną ci po nich jedynie piękne, kolorowe wspomnienia, album ze zdjęciami i trochę to, kim jesteś teraz. Ale jak zaakceptować to odchodzenie? Jak poradzić sobie z tym, że najbliżsi na naszych oczach stają się kimś obcym, tracą pamięć, tracą świadomość, by za chwilę już zupełnie zniknąć?

Jak sobie poradzić z takim przemijaniem?

Nie oczekuj, że będziesz na to gotowa

Mimo, że starzenie się i umieranie są naturalnie wpisane w nasze życie, nikt nie rodzi się z umiejętnością akceptacji śmierci najbliższych. A nawet ta akceptacja nie do końca oznacza, że jesteśmy na coś gotowi. Starzejąc się ludzie często stają się trudni, pełni żalu do świata, że tak właśnie został skonstruowany, że trzeba umrzeć. Im też nie jest łatwo. Nie jest łatwo się starzeć, tracić siły, liczyć kolejne zmarszczki, oswajać się ze świadomością, że zbliża się moment, w którym trzeba będzie się pożegnać. Jeśli widzisz, że twoi rodzice stają się „trudni”, że często sprawiają ci przykrość, robią bezpodstawne wyrzuty – nie musisz być na to gotowa. Ale z czasem nauczysz się, że taka jest kolej rzeczy i będzie ci odrobinę łatwiej.

Nie pozwól by inni umniejszali twoje poczucie straty, bądź dla siebie dobra

Jeśli jesteś w żałobie, masz prawo przeżywać ją tak intensywnie, jak to czujesz. To absolutny warunek, by przeżyć ją prawdziwie, do końca. Nie pozwól nikomu umniejszać tej straty, „stawiać cię na nogi”, zmuszać do pogodzenia się z trudną sytuacją już tej chwili. Poczucie, że tracisz bliską osobą, albo świadomość, że już ją straciłaś jest bardzo wyczerpujące emocjonalnie, fizycznie i duchowo. Bądź dla siebie dobra.

Zrozum rytm życia

A w ten rytm wpisany jest również czas, jakiego potrzebujesz, żeby zaakceptować utratę bliskiej osoby, albo zmiany w relacjach z bliskimi, spowodowane ich chorobą, demencją starczą, czy związaną z wiekiem niechęcią przebywania w towarzystwie młodszych osób (i tak się zdarza – są tacy, którzy chcą zamknąć się w tej swojej samotności i budują wokół siebie mur, są tacy, którzy tak bardzo łakną kontaktu z innymi, jakby miało to pomóc im zatrzymać jeszcze na trochę to życie).

Uwierz, że śmierć nie jest końcem

Niezależnie od tego, w co wierzysz. Śmierć nie jest końcem, bo jakaś część tej osoby, która odeszła na zawsze, lub która już cię nawet nie poznaje, pozostanie w tobie i w innych. Przyjście na świat nowego człowieka na zawsze zaburza dynamikę naszego świata, a jego odejście nie sprawi, że wszystko wróci do poprzedniego stanu. Zostanie ślad, zmiana, nic już nie będzie takie samo. Bo ON tu był i ta obecność zaważyła na tym, że i ty tu jesteś, albo na tym jaka jesteś.

Zaakceptuj lęk o siebie 

Patrząc na umieranie i odchodzenie bliskiej osoby poczujesz w pewnym momencie strach. Przecież i ciebie w końcu to dotknie, tak bezpośrednio. I ty też się zestarzejesz, zmalejesz w oczach, pomarszczysz. Jaka wtedy będziesz? Dla siebie samej, ale i dla bliskich? Czy będą o tobie myśleli jak o ciężarze? Czy starczy im cierpliwości? Odpowiedzią na te pytania jest tylko życie w zgodzie i szczerych relacjach z bliskimi. Ale obawa, która w tobie pozostanie jest czymś naturalnym.

Życie i śmierć, przemijanie przeplatają się raz bliżej raz dalej, obok ciebie. Wiesz o nich od zawsze, ale dopiero w pewnym momencie zaczynają dotyczyć cię naprawdę. Kiedy to nastąpi, tak naprawdę musisz tylko jedno: nadal kochać tych, którzy od ciebie odchodzą.


Psychologia

W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
6 września 2016
W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe
Fot. iStock / Pekic
 

Ciężko czasem rozdwoić się, roztroić, kiedy każde z dzieci ciągnie wasze ciało w swoją stronę, błagając o uwagę. Ciężko nie dryfować na granicy pełnego zrozumienia i deszczu wzajemnych zarzutów, kiedy na poligonie macierzyństwa trzyma się giwerę w pojedynkę. I chociaż oficjalnie macie zmiennika do przejmowania dowodzenia, kiedy podupadacie już z sił, to pracuje on w niepełnym wymiarze przy waszym boku, bo większość energii oddaje na innych polach walki. Siła docenienia wszelkich jego zasług, jakie z wojen wszelakich przyniósł nie ma miary i nie da się opisać w żadnej skali, a jednak nadmiar wrażeń za dnia z dziećmi i wasza doba wcale nie z gumy sprawiają, że ciężko się ostatnio dogadać. Gdzie odnaleźć balans między pracą, szacunkiem do zarobionego pieniądza, miłością do męża i zrozumieniem zasług żony, która świadomie zdecydowała się zostać z młodzieżą w domu?

Kiedy zaczynasz płakać do słuchawki i błagać o jakiekolwiek wsparcie, prawdopodobnie nie jesteś najuczciwszą osobą pod słońcem. Wiesz to przecież zaraz po tym, jak rzucisz telefonem w gniewie o łóżko, wyjdziesz zapalić papierosa, a z każdym wdechem zaczniesz spuszczać nagromadzone w głowie ciśnienie.

Nie jego winą jest przecież, że świat zmierza w bardzo destrukcyjnym kierunku, a już  na pewno prowadzi swoje auto po kilku głębszych obijając się o nadrzędne wartości, jakimi są rodzina i wspólnie spędzany z nią czas, jak o plastikowe pachołki. Nie możesz karcić go wiecznie za rozstrzyganie sklepowych histerii w pojedynkę i próbę polubownego wyprowadzenia trzylatka z działu z zabawkami, bez wyrywania sobie włosów z głowy i brzydkich słów pod nosem.

Nie powinnaś pogrywać argumentami, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci przestaną go poznawać. Nie wolno ci, bo w głębi duszy doskonale wiesz, że praca, jakiej się podjął, daje wam godne życie i spokojny sen. Mimo wszystko, w przypływie największych frustracji, czujesz się niedoceniona, a wartość twoich dokonań w domu drastycznie spada. Dlaczego tak jest? Czy jest jakiś sposób, żeby nauczyć się od siebie szacunku do rzeczywistości, w którą wprowadziło was życie?

Chciałabyś tyle razy. Pokazać mu, jak tańczy córka na zakończeniu roku w przedszkolu w kreacji, którą byłaś zmuszona szyć po nocach, bo totalnie zapomniałaś o nadchodzącej uroczystości?

Chciałabyś zobaczyć reakcję syna trochę częściej niż przypadkiem, kiedy otwierają się drzwi od sali szkolnej, a za nimi stoi on zamiast ciebie?

Chciałabyś wpakować mu w ramiona dziecko z hasłem „teraz ty!”, a samej zasnąć w wannie pełnej piany?

On też by chciał, bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić, ale zanim stanie się idealnym ojcem w twoim mniemaniu, pamiętaj, że jest jeszcze człowiekiem, a ten nie jest w stanie zaspokoić 200% normy. Dzieci będące kiedyś brakującą częścią dalekosiężnych wspólnych planów i idące za nimi obowiązki, nie powinny stać się teraz wiecznie zamkniętym szlabanem na drodze do waszej zgody.

Dobrym pomostem będzie być może rozmowa i podgrzewanie wygasających emocji, które kiedyś targały wami jak nienormalne, kiedy potrafiliście kochać  się czwarty raz jednego dnia na podłodze brzydkiej kuchni wynajmowanego mieszkania. W każdej podbramkowej sytuacji i na fali rytmicznej licytacji, kto ma gorzej, wróćcie myślami do waszych początków i przypomnijcie sobie nareszcie, jakie pierwotne uczucie postanowiło związać was na zawsze.  Powtórzcie je, a otrzepiecie płaszcze bo bitwie  i wrócicie na dobre drogi zrozumienia.

A ona? Pamiętaj, że odpowiedzialna rola matki, której podjęła się na pełen etat, nadal należy do głównych osiągnięć, jakim będzie chwaliła się publicznie. Ona to naprawdę lubi i ceni sobie czas, który może poświęcić na wychowywanie waszych dzieci. Nie spychaj jednak jej codziennych zadań na margines obowiązkowego planu minimum, jaki ciąży na niej każdego dnia, a samo macierzyństwo staje się nagle smutną rutyną i projektem „do dostarczenia”.

Przynieś wieczorem kwiata, nawet jakiegoś rachitycznego badyla zerwanego na szybko pod blokiem. Zamachaj nimi przed zmęczonymi oczami i powiedz: „Dzięki, że jesteś. Doceniam wszystko, co robisz”. Rozmawiajcie i zarzucajcie się argumentami. Cisza i kiszenie wzajemnej frustracji może zaprowadzić pod ścianę, spod której może nie być już wyjścia. Wdech i wydech. Walczymy.


Psychologia

Jak to plotka przed ołtarz ich zaprowadziła…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
6 września 2016
Jak to plotka przed ołtarz ich zaprowadziła...
Fot. iStock / VasjaKoman

Plotka – niesprawdzona lub kłamliwa wiadomość, zwykle powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. Plotka potrafi zranić, a nawet zniszczyć drugiego człowieka. Rozbić rodzinę czy wieloletnią przyjaźń, doprowadzić do nieporozumień i morza wylanych łez. Plotka ośmiesza i wywołuje negatywne emocje. Ale czasem przewrotnie, swoimi konsekwencjami prowadzi… przed ołtarz. Jak to możliwe?

O tym, że Asia woli dziewczyny, a Adam chciał być tylko jej kumplem

Asia: Gdy byłam na drugim roku studiów, ktoś puścił plotę o tym, że jestem lesbijką. Domyślałam się kto i że był to mój eks chłopak, którego zostawiłam po dwóch latach związku. Po prostu on wolał imprezować i palić zioło, a  ja miałam trochę inne pomysły na przyszłość. Rozstaliśmy się i odcięłam się od facetów, romansów, spotkań. Chciałam trochę czasu poświęcić sobie i zaniedbanym przyjaźniom. Niestety, choć mamy niby XXI wiek, to zachowanie ludzi było dość dziwne. Nikt mnie w zasadzie nie zapytał, czy to prawda, z żadną dziewczyną w czułych objęciach nie widział, ale co tam, skoro tak gadają, to pewnie tak jest. Śmiałam się z tego, bo co mi innego zostało, przecież tylko winny się tłumaczy, ja nie zamierzałam. Zresztą, dzięki tej plotce, dochodziło do mnóstwa prześmiesznych sytuacji, mogłam poobserwować zachowania kolegów ogłupionych nieprawdziwą informacją. Czasem przerażających i smutnych, ale w większości bardzo zabawnych, więc nie przeszkadzał mi specjalnie ten stan rzeczy.

Adam: Przeniosłem się z innego miasta, i gdy pierwszy raz zobaczyłem Asię, to mnie zatkało. Piękna, subtelna, z magicznym uśmiechem. Kumplowi z studiów o tym wspomniałem i usłyszałem, że mam pecha, bo ona nie lubi chłopaków. Mimo to postanowiłem ją bliżej poznać, czegoś o niej dowiedzieć. Mieliśmy wspólne zajęcia, jakoś tak niby przypadkiem koło niej usiadłem, zagadałem i nie pomyliłem się. Inteligentna, z doskonałym poczuciem humoru, oczytana. Zażartowała, czy nie boję się tak blisko niej być, bo jednak niektórzy uważają, że homoseksualizm to choroba. Odparłem coś wymijającego i pomyślałem, że skoro nie mogę jej mieć jako dziewczyny, co mi się marzyło najbardziej, to fajnie byłoby się zaprzyjaźnić, bo wartościowy z niej człowiek. I tak z dnia na dzień, coraz bardziej się lubiliśmy, chodziliśmy do teatru, na wystawy, do Chińczyka coś zjeść. Było po prostu fajnie.

Asia: Adam się pojawił nie wiadomo skąd. Od razu widziałam, że wpadłam mu w oko ale też zauważyłam, że jak cała reszta on też  myśli, że jestem innej orientacji. A on mi się cholernie podobał!  Taki facet, o którym się śni –  przystojny, mądry, spokojny, z głową na karku. Przysiadał się na wykładach, czasem chodziliśmy coś zjeść, razem coś obejrzeć, wzbudzając coraz większe zainteresowanie. Tym bardziej, że Adaś był widywany tylko z kolegami, więc zostaliśmy dziwakami roku – lesbijka i gej. I nie przeszkadzałoby mi to jakoś szczególnie, gdyby nie fakt, że on mnie coraz bardziej pociągał, a moje uczucia, coraz mniej udawało się ukryć. Zaczęłam się zastanawiać jak z tego wybrnąć i wtedy, zobaczyłam go z jakimś kolesiem, jak się przytulają. I runęłam. To co w moim przypadku, było bzdurą wyssaną z palca, w jego było bolesną dla mnie prawdą. On kogoś ma, i to nawet nie dziewczynę. Nie wiem, co wtedy było dla mnie gorsze. Bo gdyby miał inną kobietę, to może jeszcze byłaby jakaś szansa zawalczyć, a tak? Wszystko stracone.

Adam: Były momenty, gdy wydawało mi się, że podobam się Asi, że nawet ją jest między nami jakaś chemia, że czuć takie przyjemne napięcie. Spędzaliśmy ze sobą tak dużo czasu, nigdy nie wspominała o swoich partnerkach, a ja nie chciałem naciskać i wypytywać. Trochę mnie tylko niepokoiły głosy za naszymi plecami, że nie tylko ona, ale ja też jestem homoseksualny. Wynikało to pewnie z tego, że gdzieś tam po cichu liczyłem na zmianę nastawienia i dlatego wolałem, żeby Aśka mnie z innymi pannami nie widywała, żeby widziała że dla mnie istnieje, tylko ona. Chciałem tego dnia zaprosić ją gdzieś wieczorem i pogadać otwarcie, bo coś mi tu nie pasowało, ale pech chciał, że przyjechał mój starszy brat. Zostawiła go żona, zabrała dzieci, był w rozsypce. Dawałem mu klucze od mojego mieszkania, żeby tam chwile pobył, uspokoił się, pozbierał myśli, kiedy go przytulałem, przyszła Aśka. Widziałem jej minę, wtedy jeszcze nie do końca rozumiałem, ale domyślałem, że albo teraz albo nigdy. Bo coś mi ewidentnie nie grało, jej wzrok, taki zawiedziony, wręcz zrozpaczony!

Asia: Siedziałam rozbita w pokoju, który wynajmowałam i nie wiedzieć czemu, płakałam. Taki żal mnie ściskał, że Adam jednak ma faceta, że nic z tego nie będzie, że coś sobie uroiłam, gdy dotykał czasem mojej dłoni albo patrzył ciepło. Że pewnie tylko mi się wydawało, że nawet się dobrze nie zaczęło, a już musi zakończyć. I wtedy on stanął w drzwiach, zapytał czy możemy pogadać. A ja jak idiotka, zaczęłam nerwowo tłumaczyć, że co prawda  jestem hetero, bo tylko mój były złośliwie bzdur o mnie naopowiadał, ale lubię Adama tak bardzo, że chętnie poznam jego chłopaka, że jestem tolerancyjna. Bylebyśmy mogli tylko dalej utrzymywać kontakt, bo mi na nim zależy, jak na człowieku. A on odpalił – Ja p*ole! Bogu dzięki! I…zaczął mnie całować.

Adam: Ileż ja się na starałem, żeby jej adres nowy zdobyć! Wiedziałem że się przeniosła, ale jakoś tak nie było okazji, o tym pogadać. Biegiem tam leciałem, śnieg sypał, wywróciłem się, stłukłem kolano. Jeszcze jej współlokatorka, jak mnie zobaczyła na klatce schodowej, to wypaliła: – Ty pewnie do Joaśki, mówiła, że dziś prawie poznała twojego faceta. Co trzy schody przeskakiwałem, nawet nie pukałem, po prostu wszedłem i usłyszałem, że płacze. I ona wyrzuca z siebie, razem z tymi łzami, o byłym chłopaku, o tym, że nigdy nie była w związku z inną kobietą, że to tylko pomówienia.  I czuję, jaka mnie radość zalewa, szczęście rozpiera, że kamień z serca mi spada. I w tym porywie uczuć zacząłem ją całować. A ona…odepchnęła mnie wystraszona i kazała się  wynosić! Myślę sobie, o nie, teraz?! Gdy już się wszystko wydało i nic, a raczej nikt nam nie stoi na przeszkodzie? I wtedy mnie olśniło, że ona nadal myśli, że stoi przed nią gej i to na dodatek uwikłany w związek!

Asia: Patrzę na niego, oczy mam wielkie, trzęsą mi się dłonie. Myślę sobie: „Co za gnojek, ma kogoś i usiłuje ze mną jeszcze coś, na dwa fronty”. I to w jego przypadku tak skrajnie odmienne! Pewnie jest bi, a nie homo! Co za łajdak. A ja go… no, zdążyłam się zakochać, snuć w myślach plany, nawet mamie coś o nim wspomniałam, że chyba znalazłam to, czego szuka się nieraz latami. Każe mu wyjść, zniknąć, rzucam, żeby się nie martwił, nic nie powiem jemu partnerowi. A on zaczyna mnie przekrzykiwać, że to przecież ja jestem lesbijką, on tylko chciał mnie bliżej poznać, pokazać, że mu to nie przeszkadza, bo jestem świetnym przyjacielem. Ale po drodze się trochę w tym zagubił, przestał panować nad tym, co do mnie czuje, i że choć wiedział, że to bez sensu, przestał się pilnować i zaczął mnie kochać. I że to jego brat był na uczelni, po klucze od mieszkania, bo ma duże problemy rodzinne. Ostatniego zdania już nie zdążył dokończyć, bo to ja rzuciłam się na niego. To znaczy na jego usta.

Adam: Gdzieś między jednym a drugim pocałunkiem zrozumiałem, że jesteśmy ofiarami intrygi, choć nie do końca podłej. Bo dzięki niej zyskaliśmy szansę na miłość. Gdy już ochłonęliśmy, to wtuleni w siebie, powoli, wszystko wyprostowaliśmy. I przyznaliśmy się do swoich pragnień i marzeń wspólnie patrząc w przyszłość. A potem było pięknie aż do momentu, gdy koleżanka Aśki po powrocie do domu zapomniała zapukać do drzwi pokoju, w którym spaliśmy. Wparowała tam i niemalże krzyknęła: – Gej i lesbijka uprawiają seks? Albo świat stanął na głowie albo ktoś ma mi tu, coś do wyjaśnienia!

Asia i Adam: Wciąż, choć minęło już trochę czasu, widzimy minę mojej lokatorki, gdy złapała nas w łóżku. I zawsze tak samo się na to wspomnienie, szczerze uśmiechamy. Dziś mamy swoje mieszkanie, obrączki na palcu a za kilka miesięcy, powiększy się nasza pokręcona rodzina. Przyjaciółka na naszym ślubie, uśmiechając się z przekąsem, stwierdziła, że powinniśmy iść do Ewy Drzyzgi z „Rozmów w Toku”, z tą naszą historią. I, że mój eks, odcinek o nas oglądałby setki razy. Żeby się oduczyć, plotkowania.

Życzę więc wszystkim tylko dobrych plotek, na wasz temat 🙂


Zobacz także

Nie masz honoru leniwa babo! Niczym pasożyt na skórze męża

Każdy ma swój niewysłany list. „Każdego dnia budzę się w dwóch światach. W tym z nim i w tym bez niego, ale z Tobą”

„Jeśli chcemy być szczupłe całe życie, musimy w końcu przestać się odchudzać”. Sezon bikini za nami, czas na efekt jo-jo