Psychologia

Ludzie, których musisz opuścić. Po to, żeby odetchnąć

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
11 maja 2021
Fot. iStock
 

Jest prawie połowa maja, wiosna w pełni. A ja jestem smutna. Właśnie żegnam bliskich mi ludzi. Postanowiłam, że już nie będę o nich zabiegać. Jestem zmęczona, dość. Nie ma znaczenia, ile lat i miesięcy byliśmy obok siebie, nie ma też znaczenia, że jedna z tych osób jest członkiem rodziny. Wiosna to w sumie dobry czas na oczyszczanie, prawda?


Latami potrafimy tkwić w relacjach, które nas drenują. Nawet tego nie widzimy. Ktoś nas używa, wykorzystuje, jesteśmy dla niego przystankiem, pojawia się tylko, kiedy potrzebuje, jest tylko po to, żeby się na nas wyżyć. Nie potrafimy tego nazwać, ale czujemy się źle. Coś nie gra. I nagle spadają nam klapki z oczu. To jest bolesne, szczególnie, gdy okazuje się, że najbardziej drenuje nas ukochany, najbliższa przyjaciółka albo matka. Na początku próbujemy zawalczyć. Zaczynamy stawiać granice, prosić, zmieniać się. Efekt jest odwrotny od oczekiwanego. To nie ma sensu. Trzeba się ewakuować.

Pomyślałam, że jest sygnałów ostrzegawczych, które wyraźnie mówią: „Uważaj, trzymaj się z daleka”. Dlaczego my tak często tego nie widzimy? A naprawdę powinniśmy opuszczać ludzi, którzy…

Traktują nas, jak tło dla własnego ego

Jeśli mamy bliską osobę chcemy, żeby ta relacja była równa. Obie strony są tak samo ważne. Ich potrzeby, sprawy. Oczywiście, nie chodzi o to, że mam być codziennie po równo. To naturalne, że kiedy ktoś, kogo kochamy odnosi sukces, coś mu się udało, ma ważne wydarzenie w życiu – schodzimy na chwilę na dalszy plan. Ale tak nie jest zawsze. Ilu z nas spotyka jednak ludzi, dla których jest tylko lustrem. Chodzi o to, żeby przy nas, przez nas zobaczyli jacy są ważni, atrakcyjni, piękni. Czasem to może być facet, który spotyka się z nami
tylko dlatego, że my jesteśmy zakochane. Karmimy go, a on pełen energii odfruwa, żeby za chwilę znów do nas wrócić. Po to, żeby się najeść. Czasem są to nasze przyjaciółki. Nie dzwonią, żeby porozmawiać, ale żeby odegrać spektakl genialnej aktorki. To mi się udało, tamto się udało, w tym jestem świetna, w tym jeszcze lepsza. Ty? Na ciebie nie ma tu miejsca.

Albo poduszkę na łzy

Generalnie jesteśmy cudowne, jeśli ktoś ma kłopot. Bo musi opowiedzieć dziesiąty raz historię o kochanku, który nie dzwoni. Albo o mężu złym. Albo o narzeczonej, która zdradziła. Poświęcamy czas, dajemy energię, moc. Ale za tym nigdy nie idzie wzajemność. Gdy my mamy problem, on jest bagatelizowany. Albo niezauważany. Ostatnio moja przyjaciółka opowiadała o swojej siostrze. Siostrze. Która dzwoni tylko wtedy, jak ma ochotę się wypłakać. Później potrafimy nie odbierać telefonu tygodniami. Pouczają nas

Okropnie w tym wyglądasz, nigdy nie noś tej sukienki, dlaczego jesteś taka nieśmiała, musisz bardziej walczyć o swoje, przestań być taka napastliwa. Są ludzie, przy których czujemy się, jak dzieci. Nawet jeśli próbujemy zwracać im uwagę, dowiadujemy się, że przecież to z troski. Doprawdy to z troski kogoś się umniejsza? Ciekawe, prawda? Czasem nie muszą mówić. Wystarczy komunikacja niewerbalna. Wzruszanie ramion, przewracanie oczami, westchnięcia. I tak czujemy, że jesteśmy niewystarczające.

Bez przesady, już jesteśmy za dorosłe, żeby się w to bawić.

Boimy się ich

Ich niestabilności, reakcji na niektóre rzeczy. Są ludzie, którzy mają swoją nieustanną emocjonalną huśtawkę i bardzo chcą, żebyśmy też się na niej huśtały. Jednego dnia są do rany przyłóż, następnego dnia chłodni i obcy. Jednego dnia nic ich w nas nie denerwuje, drugiego dnia wszystko. W pewnym momencie zauważamy, że zaczynamy chodzić koło nich na paluszkach. Uważnie, ostrożnie, w lęku.

Obrażają się, jeśli mówimy im, co nam przeszkadza

To klasyka. Jesteśmy fajne, jak tańczymy, jak nam zagrają. Wspieramy ich ego, ładujemy w nich energię, zasilamy, słuchamy, spełniamy potrzeby. Nie mamy mocy? Chcemy powiedzieć prawdę, jak się czujemy w tej relacji- katastrofa. „Nie mam ochoty tego słuchać” słyszymy. Albo coś w w tym stylu. Wiadomo, wibracje muszą być tylko dobre, bez histerii i takie tam. Czyli w tłumaczeniu na nasze: nie wychylaj się, bo za chwilę mnie nie będzie. Nie podoba ci się, to spadaj.

Milczą zamiast komunikować wprost

Mistrzowie karania milczeniem. Nie wiesz, o co chodzi. Wiesz tylko, że coś jest nie tak, bo odpowiedź na wiadomości jest lakoniczna albo nie ma jej wcale. Generalnie domyśl się i skacz wokół królewicza, czy królewny. No nie, życie to nie jest bajka jednego króla, czy królewny.

Narzekają na innych

Kiedyś usłyszałam. Jeśli ktoś bardzo źle mówi o innych, kiedyś powie też o tobie. Jeśli ktoś gardzi innymi, dlaczego ma nie gardzić tobą? Jeśli ich ocenia, nie rozumie– dlaczego ty masz tego uniknąć. Miałam kiedyś przyjaciółkę. Zaprosiła do siebie znajomą parę, a potem ich obgadywała: bałaganią, nie zmywają, za długo siedzą, są beznadziejni. Nie zwróciłam na to uwagi. Ciągu dalszego można się domyśleć- później zaczęła to samo mówić o mnie.

Tak naprawdę nie są nami zainteresowani

I tu właściwie dochodzimy do sedna. Nie są nami zainteresowani dlatego nie próbują dla nas pracować nad sobą. To na nas spada cała ekwilibrystyka. Mamy być wodą, która doskonale wypełni naczynie. Koniec, kropka. Nie to do widzenia, żegnaj. I zamiast tak bać się tego „żegnaj”, powinniśmy chyba to olać i powiedzieć: „Tak, tak, właśnie, żegnaj”. Bo prawda jest taka, że zajęci ludźmi, którzy mają nas gdzieś, nie widzimy tych, którym zależy. Naprawdę zależy. Są przy nas, gdy cierpimy, nie odstawiają spektaklu, sprawiają, że czujemy się sobą. Interesują się, nie pouczają, są i chcą dalej z nami iść przez życie. Napisałam ten tekst i zaraz zadzwonię do przyjaciółki, którą tak często przegapiam.. Nie wiem dlaczego czasem tak bardzo chcemy zaspokoić tych trudnych ludzi.

Czas z tym skończyć. Czy tak nie będzie zdrowiej?


Psychologia

„Ja ci, k… powiem jak masz żyć i co robisz źle”. Uszczęśliwianie innych na siłę. Nasza przypadłość niemiła

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
2 czerwca 2021
Fot. iStock/lolostock
 

Kilka dni temu afera na zaprzyjaźnionym forum. „Zaczynam dietę, wierzę, do wiosny schudnę” pisze X. Do jej wpisu dołącza się kilka etatowych „walczących z wagą”.  Wpis komentuje Y. ( fit terrorystka): „Taaaa, słyszę to już 10 lat”.

Ups.  Zapada cisza. W końcu ktoś: „To nie było miłe”. Y: To z miłości. Robi się jeszcze ciszej.

Bardzo ciekawa forma okazywania uczuć. Jak się okazuje my zawsze wszystko robimy z troski. Wbijamy innym szpile, pouczamy ich, w imię oczywiście Wyższego Lepszego Celu. ( licho wie jaki jest ten cel) Szkoda, że osoby, które robią to notorycznie, nie znają podstaw empatycznego słuchania i wspierania. A to nie jest trudne. Wystarczy przestrzegać jednej zasady: „Nie komentuj, jeśli ktoś o to nie poprosi. Nie radź, dopóki nie zostaniesz o to wprost poproszona”. I przestań ziać jadem, bo to męczące.

Biegaj, ćwicz, choć na terapię. Zrób coś z tym – ale nie zarażaj.

Ale nie, wiele kobiet to ekspertki od wszystkiego. Odpowiedniej diety, odpowiedniej miłości, wykształcenia, wychowania, życia, pracy, moralności. Słabo się robi.

Dlatego bardzo chciałabym napisać apel do Pani Dobrej Rady. Pani Wiem Wszystko Najlepiej. Niezależne od tego czy jest naszą siostrą, przyjaciółką, koleżanką, współpracownicą. Milczenie naprawdę czasem jest złotem. Częściej jest, niż nie jest.

Kochana, błagam, proszę…

  przestań  używać frazy: „Na twoim miejscu to….”. Nie jesteś na moim miejscu. Ani na miejscu innej osoby, do której to mówisz.

– mówić z wyższością: „No kompletnie cię nie rozumiem”. Wspaniale, że kogoś nie rozumiesz, ale może to ty masz problem z empatią, a nie ktoś ze sobą.

– używać zdań w trybie rozkazującym: powinnaś schudnąć/ więcej ćwiczyć/ rozwieść się z mężem/ znaleźć sobie porządnego chłopaka/ zmienić pracę– uff. Nie wiem, skąd właściwie wiesz, co ja powinnam?

– kamuflować krytykę mówiąc: „Masz świetną pracę, ale….”, „Twoje dziecko jest fajne, ale…”, „Jesteś dobrą matką, ale….”. Jeśli będę chciała poznać to „ale” – spytam. Obiecuję.

  obgadywać bliskie mi osoby. „No ja do tego nic nie mam, ale wiesz inni to uważają”. Cieszę się, że nic do tego nie masz i szczerze zupełnie nie obchodzi mnie, co uważają inni

– obgadywać mnie tylko w białych rękawiczkach. „No ja cię rozumiem, nie uważam tak, ale X.Y.Z to myślą”. Gdzieś mam co myśli X. Y i Z też. Czy serio trzeba mi to przekazywać? Czy my wszyscy musimy wiedzieć, co mówią i myślą  o nas inni? Nie, nie musimy.

Lepiej by było, gdyby każdy zajął się swoim życiem, serio? O ile wszystko byłoby prostsze.

A co tam u ciebie, kochanie? I dlaczego tak bardzo chce ci się pouczać, obgadywać, oceniać innych? Wiesz to?

Jeśli wiesz, to już połowa sukcesu:)


Psychologia

A gdyby tak zniknąć? Zostawić kartkę: wyjechałam szukać siebie, obiadu nie zostawiłam

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 maja 2021

To byłaby bardzo kulturalna kartka. Zostawiona na stole. Zamiast śniadania, czy porannej kawy. Kochani, pojechałam pozałatwiać najważniejsze sprawy. Nie, tym razem to nic związanego z wami.


Ależ by było zdziwienie, co? Co ta matka ma niezwiązanego z pracą i domem? Ale jak to, tak bez ostrzeżenia? Wyłączyć telefon, jak to ma czasem w zwyczaju nastolatek, czy nastolatka do których próbujesz się bez końca dodzwonić, bo przecież mieli być przed chwilą. Przed chwilą, trzy godzin temu. Teraz oni nie mogliby się dodzwonić do ciebie. No bardzo mi przykro, stwierdziłabyś później, padł telefon, wjechałam do tunelu, o dzwoniliście? Nie widziałam. Ale pech!  W ciągu tego jednego dnia nie musiałabyś być:

Spoiwem łączącym rodzinę

Terapeutką z radarem w ręku. Kto ma jaki humor, kto ma ważny dzień. Kto lubi jajecznicę, kto jej nie lubi, bo od wczoraj nie je nabiału. Starszy kłóci się z młodszą, trzeba ich oddzielić, rozbawić. Najmłodszy płacze, bo ojciec czegoś mu zabronił.  Wychwytujesz te nastroje bliskich, próbujesz dać każdemu troskę i uwagę. A i tak od najstarszego słyszysz, że wolisz jego siostrę, od siostry słyszysz, że nic i tak nie rozumiesz. Najmłodszy zaraz będzie płakał z innego powodu, a ojciec rodziny już nie może wytrzymać i kto wymyślił te cholerne zdalne.

Organizatorem wolnego czasu

Tak, naprawdę się starasz. Niech będzie, jak na Instagramie, w dobrej, szczęśliwej rodzinie. To może zagramy w Monopol? W Monopol nie? To może rowery? Jedni się cieszą, drudzy jęczą: „Nieee, pada”. Dobrze, to rodzinny serial. O serial, świetny pomysł. Pytanie który. Pół godziny walki przed Netflixem, ktoś w końcu wkurzony rzuca: „Dobra, ja już nie chcę”. Za chwilę nikt już nie chce, tworzą się podgrupy, a raczej samotne satelity, każdy po swojemu.

Szefową ekipy sprzątającej

Niby każdy pomaga. Właśnie pomaga. Co to za słowo, tak jakbyś tylko ty tu mieszkała, reszta pojawia się i znika, może ewentualnie pomóc. Zwykle z łaski. I od rana rozdzielasz zadania, przypominasz, wyjdź z psami, idź po chleb, dziś twoja kolej na śmieci i zmywanie. Hmm, i jakoś nie pamiętasz, żebyś brała oddzielną pensję za bycie ochmistrzynią. I halo, też pracujesz zdalnie.

Workiem treningowym

„Jezu, mamo, nie ma jogurtu? Dlaczego tata nie kupił”. „Nienawidzę tej matematyczki!” „Dlaczego Anka nie zadzwoniła, ona mnie nie lubi”. „Nie chce mi się do szkoły, nienawidzę tego życia”. Tak biegasz z chusteczką na łzy, ramieniem do przytulenia, ciepłym słowem. I nagle się łapiesz, że jakoś ty nie narzekasz, a inni? No cóż, inni zawsze mogą się wyżalić. Mogą też nakrzyczeć, jeśli nie potrafią wyrazić emocji. W końcu piętnastolatek ma prawo czuć się zagubiony i wywalić złość na matkę. Łagodzisz, tłumaczysz, w najlepszym razie słyszysz: „Aha” , w najgorszym już przemilczę.

Intruzem na cudzej przestrzeni

Nie no, zupełnie nie wiesz, jak to się stało, ale w tym mieszkaniu nie ma miejsca dla ciebie. Duży pokój zajął życiowy partner, sypialnię jedno dziecko, pokój niby dziecięcy najmłodszy, kolejny pokój córka. Łazienkę też zajęła córka. „Nie wchodź tam, zaraz będę potrzebować” słyszysz. I tak podróżujesz z tym laptopem między pomieszczeniami i masz wrażenie, że zaraz pójdziesz pracować do samochodu. Zresztą i tak to czasem robisz.

No i pomyśl, czy ucieczka nie byłaby kusząca? Owszem, domownicy mogliby się pozabijać. Obrazić. Poczuć nieszczęśliwi, głodni, niezaspokojeni, wkurzeni. Gdzie ty właściwie jesteś? Co na obiad, gdzie kredki, toner do drukarki, jak zrobić zadania z angielskiego i napisać wypracowanie z polskiego, jak zafarbować włosy, jak zadzwonić do fryzjera, o której to szczepienie i w której przychodni. Czy dziś naprawdę nie może być ziemniaków, dlaczego taka zupa, za słona, za ostra, dlaczego trzeba jeść tyle warzyw. I dlaczego masz takie, a nie inne poglądy polityczne, ty się nie znasz na polityce, mamo.

Tak, pozwoliłaś sobie wejść na głowę. W tym kieracie sama o tym zapominasz. Ale jak zostawisz kartkę i wyjdziesz, będziesz miała trochę czasu na zrozumienie. A oni? Oni przecież też wciąż szukają siebie, wymagają, budują swoją tożsamość, testują, znikają, stawiają na swoim. Powiesz im po powrocie, że raz zrobiłaś to samo i chętnie powtórzysz.