Psychologia

Jak zachować spokój umysłu? Pięć żelaznych zasad, które musisz zapamiętać

Redakcja
Redakcja
25 maja 2021
Photo by Amy Treasure on Unsplash
 

Przejmujesz się wszystkim i wszystkimi? Swoje życie uzależniasz od opinii innych? Przestań. Masz prawo być sobą i myśleć o sobie.

1. Nie ma nic złego w wyprzedzaniu innych

Utrata, zwłaszcza tych, których kochaliśmy, nigdy nie jest łatwa. Czy to będą wieloletni przyjaciele, życiowi partnerzy czy ktoś z rodziny, cios bywa druzgocący i często stawia nas przed pytaniem, czy mogliśmy zrobić więcej lub inaczej, aby zachować te relacje. Ale bez względu na to, co sobie powiemy, nie zmienia to faktu, że czasami po prostu jesteśmy już w innym miejscu, momencie życia. Nie ma już wspólnej płaszczyzny, na której można by stanąć, a kiedy próbujemy „przepchnąć” coś, co już nie pasuje, możemy zrobić krzywdę sobie lub drugiej osobie. Dobrze więc odpuścić i zrobić miejsce dla nowych relacji.

2. Możesz świętować (a nawet żyć!) po cichu

W dobie wszechobecnych mediów społecznościowych wydawać się może, że musimy pokazywać wszystko, co robimy. Ta presja każe nam myśleć, że jeśli nie ma nas na Facebooku, to znaczy, że nic się dla nas nie dzieje. A to oczywiście prostu nieprawda. Jeśli jesteś dumna z tego, kim jesteś i co zbudowałaś lub osiągnęłaś, nie ma znaczenia, czy inni ludzie o tym wiedzą, czy nie. Nie oznacza to, że powinnaś porzucić social media, to dobrze mieć poczucie bycia docenianym również przez innych, ale pamiętaj po prostu, że to nie wszytko.

3. Dobrze jest stawiać granice

Myślę, że większość z nas, jeśli nie wszyscy, chciałaby być przy ludziach, których kochamy, zwłaszcza gdy przeżywają trudne chwile. Ale pamiętaj, że nie zawsze musisz być dostępny dla wszystkich o dowolnej porze dnia czy nocy. Dobrze jest wyznaczyć pewne granice i najpierw zadbać o siebie. Nie musisz czuć się winna, kiedy nie masz czasu, nie musisz czuć się winna, kiedy czujesz się wyczerpana  i nie musisz czuć się winna, kiedy musisz pomyśleć tylko o sobie. Jeśli ludzie cenią cię tak samo, jak cenisz ich ty, zrozumieją, że każdy z nas toczy swoje osobiste bitwy i nie możemy oczekiwać, że ludzie będą walczyć z nami i dla nas przez cały czas.

4. Można się zmieniać i rozwijać

Znacie hasło „bądź najlepszą wersją samej siebie”. W różnych momentach życia jesteśmy innymi wersjami siebie samych. I spokojnie, nie muszą być „najlepsze”. Po prostu oznacza to, że w miarę lat i doświadczeń, okoliczności i konieczności, zmieniamy się. Każdy zestaw okoliczności i wyzwań daje nam możliwość uczenia się po to, by móc iść dalej, rozwijać się. Czasami może to sprawiać, że czujemy się nieswojo, wychodząc ze strefy komfortu, ale jest to konieczny proces. Zmiana może być przerażająca i denerwująca, ale może to być jedyny sposób, w jaki znajdziemy kolejne, lepsze, wersje nas samych.

5. Masz prawo do własnej drogi

To, jaką drogę wybierzesz, zależy wyłącznie od Ciebie. Ci, którzy tego nie rozumieją, powinni zniknąć z Twojego życia, pozostali będą przy Tobie niezależnie od wyborów, jakich dokonasz. Nie ma nic złego w trzymaniu się swoich celów, nawet jeśli oznacza to czasami zderzenie z krytyką. Użyj tego jako motywacji do zwycięstwa po tej drugiej stronie. Nie porównuj się z innymi, ponieważ każdy z nas ma własne sposoby nawiązywania problemów i własne role do odegrania.  „Nigdy nie porównuj swojego rozdziału pierwszego z czyimś rozdziałem 20.”. Twoja droga jest wyjątkowo piękna.

Źródło: Tought Catalog


Psychologia

Ci którzy mogli, przenieśli się na wieś. No ale co dalej? Pandemia trwa, a nasze emocje… Właśnie: co z nimi?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 maja 2021
Photo by Marcos Paulo Prado on Unsplash
 

 Jak poradzić sobie w związku, w rodzinie ze stresem, jaki powoduje covid, niewidzialny wróg, krążący wokół nas i naszych bliskich? – zastanawia się w rozmowie z Beatą Pawłowicz psycholożka Katarzyna Żukowska.

Kiedy w średniowieczu wybuchały zarazy, królowie przenosili się do puszczy, tam mieszkali aż morowe powietrze minęło…

Intuicyjnie wielu z nas zrobiło to samo. Pierwsza fala pandemii sprowokowała wielu ludzi do przeprowadzki za miasto, na wieś. Do kupienia domu, działki, ziemi. Czuliśmy, że tam będzie łatwiej nam znieść tę sytuację. Było to działanie instynktowne. My w chwili ogłoszenia lockdownu z całą rodziną wyjechaliśmy na wieś.

Jak trwoga to do natury? To nas ratuje?

Wielu moim znajomym powrót do źródeł pomógł poradzić sobie z trudną sytuacją. Kiedy zaczęła się pandemia, to wszyscy piekli chleb, ćwiczyli jogę, a zimą kąpali się w przeręblach. Może wydawać się to zabawne, ale te zachowania służyły temu, abyśmy się lepiej poczuli.Badania światowe pokazują, że pandemia negatywnie wpłynęła na naszą odporność psychiczną, zaktywizowała wiele problemów, które były uśpione. Czas pandemii i niepewności, to też niestety czas lęków, obniżonego nastroju, zachowań obsesyjno-kompulsywnych. To wszystko jest skutkiem przewlekłego stresu, którego źródłem jest pandemia.

Jakie są objawy przewlekłego stresu?

A jak pani śpi? Czy ma pani problem z zasypianiem? Nie łączymy bezsenności ze stresem, tymczasem to jeden z sygnałów, że nazbierało się go w naszej psychice i ciele za dużo. Stres sam nie mija. Odkłada się, kumuluje. Sama tego doświadczyłam, gdy zaniedbałam świadomy relaks. Na poziomie ciała sygnałem, że mamy za dużo stresu, którego nie rozładowaliśmy, są także bóle głowy albo brzucha, bóle mięśni, stawów.

Tych objawów zazwyczaj ludzie nie wiążą ze stresem, a ignorowane mogą w dłuższym czasie prowadzić do poważniejszych konsekwencji.

To aż tak poważna sprawa ten przewlekły stres? Przecież żyjemy z nim od zawsze? Pisze się, że nawet pomaga, bo mobilizuje!

Do pewnego momentu, ale teraz jest go za dużo. Sama czuję i rozumiem w jakim stresie żyję dopiero, jak biorę kilka dni wolnego. Na co dzień o tym nie myślimy. Czasem wręcz wymagamy od innych, żeby funkcjonowali, jak przed pandemią. Nauczyciele, na przykład, pytają rodziców, co z ich dzieckiem jest nie tak, bo nie odrobiło zadania domowego. A przecież to wszystko wokół jest „nie tak”. Dzieci od miesięcy nie widzą znajomych, od rana do wieczora siedzą przy komputerach, czują lęk rodziców i słyszą różne informacje z mediów. My wszyscy, tak jak ci nauczyciele, powinniśmy rozumieć, że wiele naszych zachowań, zachowań innych ludzi, także dzieci, może być wynikiem zmęczenia psychicznego pandemią, a nie wynikiem złośliwości czy lenistwa.

Jak możemy pomóc sobie i bliskim w tym czasie, kiedy zalewa nas stres?

Dzieci znajomej chodzą do kanadyjskiej szkoły, zajęcia mają online, ale tam wychowawcy piszą: „Obserwujcie dzieci, czy wszystko jest z nimi ok. Jeśli coś jest nie ok, to zróbcie sobie dzień wolnego, idźcie na spacer, porozmawiajcie z nimi i dajcie nam znać”. Najważniejsze, żeby dzieci się dobrze czuły. Dlaczego musimy zadbać o ich samopoczucie.

Samopoczucie, a nie oceny?

Właśnie o to chodzi, żeby przetrwać pandemię w całości, w jednym psychicznym kawałku. To realne zagrożenie, że my sami, nasi partnerzy, czy nasze dzieci, wyjdziemy z pandemii osłabieni. Z badań światowych wynika, że liczba zaburzeń psychicznych wzrasta. Podobnie jak wzrasta ilość ludzi szukających pomocy psychiatry czy psychoterapeuty, czy szukających ratunku w farmakoterapii.

Budujące jest to, że są miejsca, w których zwraca się uwagę na to, co jest dziś najważniejsze. U nas też są szkoły, w których przez pierwsze dwa tygodnie po powrocie do nauczania stacjonarnego, nie planuje się lekcji. Ten czas przeznacza się na to, żeby dzieci dobrze poczuły się razem, na nowo poznały. Nawiązały też relacje z nauczycielami. Przez ten ostatni miesiąc niewiele się można nauczyć, ale można zadbać o emocje. Reszta zależy od rodziców. Bo to, jak dzieci radzą sobie w pandemii, zależy od tego, jak radzą sobie z nią rodzice.

A rodzice mają problemy nie tylko ze sobą, ale i z partnerem. Bywa naprawdę strasznie, bo wzrosła ilość przemocy domowej. Albo po prostu smutno, kiedy mężczyzna zajmuje się swoją pasją, na przykład, zegarkami, a kobieta bezskutecznie oczekuje od niego uwagi i bliskości…

Nie wiem, czy powiem coś oryginalnego, ale pandemia zniszczyła nasze rutynowe sposoby radzenia sobie ze stresem, z trudnościami, z wewnętrznymi konfliktami. Nie pogadamy, w przerwie na kawę, z koleżanką z pracy o mężach. Nie pójdziemy na lunch z siostrą. Przed pandemią mogliśmy dłużej zostać w pracy, uprawiać wieczorami sport, iść z kumplami na piwo itd. W pandemii już nie. Kiedy więc nastała, nasze wszystkie „niezaopiekowane sprawy” wyszły na wierzch, doszły do głosu konflikty, żale, niedopasowania.

Czyli, to nie wina pandemii, ale tego, że nie opiekowaliśmy się naszym związkiem, naszą miłością? Nie rozwiązywaliśmy konfliktów tylko zamiataliśmy je pod dywan?

Pandemia dla wielu ludzi stała się okazją, żeby przyjrzeć się sprawom, które były trudne. Wielu ludzi widzi, że coś nie działa w ich związku, w ich życiu.

Co zrobić, by uniknąć rozwodu, jak wiemy ich ilość znacznie wzrosła, bo jest miedzy nami miłość, ale są też trudności?

Sama miałam na początku pandemii ataki lęku. To że siedzieliśmy wtedy poza miastem bardzo mi pomogło. Jestem psycholożką, poradziłam sobie. Ale w takiej sytuacji, kiedy pandemia otwiera w człowieku, jakieś niezałatwione konflikty, wewnętrzne napięcia, warto poszukać pomocy specjalisty. Psychoterapeuta może nam pomóc przyjrzeć się temu lękowi, czy innym trudnym emocjom, zastanowić, skąd się one wzięły? Śladem jakich trudnych wydarzeń z naszego życia są? Może to jakaś historia o mnie, która wymaga zaopiekowania się, czyli poświęcenia uwagi, czułości, dania prawa do zaistnienia. Może to być stary konflikt. Jakieś traumatyczne wydarzenie. Coś, co wydarzyło się dawno.

No właśnie, ja podczas pandemii, na psychoterapii, odkryłam, że mam wciąż ogromny żal i gniew do ojca o to, że mnie odrzucił. I że to te emocje zaostrzają moje problemy w związku, bo nieświadomie przenoszę te złości na partnera.

To, co dawne, zasłania lub zaostrza obraz tego, co dziś. Psychoterapeuta ma narzędzia i doświadczenie, by nam w tym procesie samopoznania pomóc. Pomóc także odreagować te emocje, aby nadal nie wpływały na nasze obecne życie.

Jak poznać, że to, co dzieje się ze mną, to echo przeszłości, a nie efekt tego, co wyprawia partner?

Jeśli pojawiają się we mnie bardzo silne i bardzo trudne emocje, nieadekwatne do sytuacji, kiedy te emocje mnie zalewają, to to nie wynika tylko z tego, co się dziś wydarzyło. Ale skoro to wiem, to mogę wyruszyć w trudną podróż do prawdziwego źródła tego, co czuję. Trzeba jednak pamiętać, że refleksja nad trudnymi emocjami wymaga energii i zasobów. A w pandemii możemy ich nie mieć, bo wszystkie nasze siły są skierowane na to, jak przetrwać kolejny dzień, jak zapłacić rachunki. Mówiąc po ludzku możemy nie mieć siły na to, by się teraz rozwijać…

A więc z jednej strony covid konfrontuje nas z wypartymi emocjami, a z drugiej utrudnia zajęcie się nimi?

Dokładnie tak. Dlatego ten czas jest taki dla nas trudny i wymagający. Mamy dużo problemów bytowych związanych z pracą, z domem, z dziećmi. Do tego ten permanentny stres związany z niepewnością i zagrożeniem, a więc możemy nie mieć możliwości, aby zatrzymać się i pochylić się nad sobą. Nie dla wszystkich to jest czas na rozkminki.

Możemy łatwo o to, co czujemy obwinić partnera. „To przez ciebie tak się boję, to przez ciebie jestem taka wściekła, bo ty zawsze…!”. Czy to może stać się powodem rozwodu?

Może. Dlatego warto sobie zdać sprawę, że to, co przeżywam w efekcie jakiejś bardzo trudnej sytuacji, to są głównie moje emocje. Przychodzą z mojego wnętrza. Jeśli nie byłoby we mnie lęku, to skąd on by się tu wziął? Jeśli jest we mnie dużo lęku, czy złości, to wszystkie sytuacje zewnętrzne, które mogą te emocje wzbudzić, rezonują z moim lękiem, czy gniewem, uaktywniają je.

Gdyby nie było we mnie lęku, to bym lęku nie odczuwała?

Nauka, jaką wyciągnęłam z pandemii, mówi, że każda sytuacja, która angażuje nasze emocje, jest jakąś informacją o mnie. Mogę ją przyjąć. Mogę odrzucić.

Obwiniane partnera o swoje lęki czy gniew, może stać się powodem niepotrzebnego rozwodu. Ale w tym pandemicznym życiu, wciąż
razem, możemy odkryć, że po prostu do siebie nie pasujemy i uznać to za uzasadniony powód rozwodu?

Pandemia sprawiła, że ten obraz nie jest taki oczywisty. Bo jak odróżnić,czy do siebie nie pasujemy, od tego, że każdy dzień jest trudny? A może pasujemy, tylko rok życia w poczuciu zagrożenia, sprawił, że nasze nerwy są, jak postronki i właściwie wszystko nas wyprowadza z równowagi? Na początku pandemii pojawił się taki mem, żona mówi do męża: „mógłbyś ciszej mrugać?”. Mem był podpisany: „drugi tydzień pandemii”. No a dziś minął już ponad rok.

Ale jak żyć, kiedy mężczyzna spędza każdą wolną chwilę na przykład: nad zegarkami albo w garażu przy swoim land roverze, a kobieta pragnie bliskości, rozmowy, czułości?

Mężczyźni mają tendencje do dystansowania się od trudnych emocji i stąd to skupienie na przedmiotach, czy na jakiejś pasji. To im pomaga. A więc zapewne w czasie pandemii mężczyźni mogą znajdować w zegarkach czy w land roverze swój sposób na lęk. Kobiety mają zazwyczaj inne sposoby radzenia sobie ze stresem. Mają też często inne potrzeby. Nie wynika to tylko z różnicy płci, każdy z nas ma swoją historię, doświadczenia, inne sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Dlatego im więcej o sobie wiemy, tym łatwiej nam o naszych potrzebach mówić i łatwiej szukać wsparcia u partnera czy innych bliskich nam ludzi, jeżeli tego potrzebujemy.

Mężczyzna powinien odłożyć zegarki i porozmawiać z kobietą, kiedy ona go o to prosi?

Nie wiem, co byłoby najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Warto brać pod uwagę kontekst, w którym obecnie się znajdujemy. Nie zawsze możemy pomóc sobie nawzajem w naszej potrzebie rozmowy, bliskości. Może ten mężczyzna dystansuje się od emocji, które by go rozwaliły? Nie od partnerki, tylko od siebie. W ten sposób próbuje poradzić sobie z tym, co budzi w nim silne emocje, bo on ma już ich w sobie zbyt wiele by móc poradzić sobie z kolejnymi?

Czy po pandemii nasze kłopoty się skończą? Czy może dopadnie nas zespół stresu posttraumatycznego, bo pandemia była traumą?

Badania pokazują, że początek pandemii to duży stres dla wielu osób. Wszystkie struktury przestają działać. Nie wiadomo, co będzie dalej? Nie wiadomo co robić? Nie ma procedur, zasad. Kiedy jednak minie jakiś czas, przystosowujemy się do nowych warunków, już wiemy, jak to wszystko wygląda. Nadal jednak odczuwamy stres, gdyż wciąż zagrożone jest nasze życie, życie naszych bliskich. Długotrwały stres, w którym zagrożone jest nasze życie lub życie naszych bliskich może skutkować zaburzeniami posttraumatycznymi.

Stres nie mija, a tylko my się przyzwyczajamy do pandemicznych warunków życia?

Właśnie, a kiedy zagrażająca życiu sytuacja się skończy, wbrew pozorom, nie będzie to euforyczne doświadczenie, ale kolejny stres. Okaże się wówczas, że świat się zmienił, że jest jednak inny niż ten sprzed covidu. Będziemy więc znów musieli dostosować się do nowej sytuacji, a już przywykliśmy do pandemicznej. Nie wiemy dziś, jak będzie z pracą, jak ze szkołą? Mieszkamy za miastem, no więc czy trzeba będzie dojeżdżać? Może dwa razy w tygodniu a reszta dni hybrydowo?

Wtedy też możemy odczuć wiele emocji, które do tego momentu trzymaliśmy na wodzy, bo nie było na nie miejsca. Chwilę więc potrwa zanim odnajdziemy się w nowej rzeczywistości. My się przecież także zmieniliśmy.

Co robić, żeby do nowej rzeczywistości dotrzeć w jak najlepszym stanie, razem w zdrowiu?

Dbać o siebie, o to, żeby się wysypiać, dobrze jeść, odpoczywać. Proste rzeczy, które sprawią, że nasze zasoby się regenerują. No i brać pod uwagę kontekst, w którym żyjemy, to, że pandemia wpływa na nasze emocje.

Są metody na poradzenie sobie ze stresem takie jak IMDR (terapia oparta na ruchu gałek ocznych) czy TRE (terapia oparta na kontrolowanych drgawkach ciała). Czy warto po nie sięgnąć?

To dobre metody. EMDR ma wiele badań, które potwierdzają skuteczność tej metody. To są terapie prowadzone przez wykwalifikowanych terapeutów, przeznaczone dla osób, które naprawdę cierpią z powodu traumatycznych doświadczeń. A zapewne problemy z zespołem stresu posttraumatycznego mogą mieć pracownicy służby zdrowia, wszyscy, którzy mieli do czynienia z chorymi i umierającymi na COVID-19. Ozdrowieńcy, osoby, które bardzo ciężko przeszły chorobę. Oni wszyscy mogą potrzebować profesjonalnego wsparcia. Podobnie jak ci, którzy stracili bliskich.

Jak poznać, że dotknął nas zespół stresu posttraumatycznego?

Zazwyczaj diagnozujemy go po kilku miesiącach od tragedii, jeśli do tego czasu określone objawy nie przechodzą. To znak, że potrzebna jest fachowa pomoc. Tymi symptomami są problemy ze spaniem, z jedzeniem, z koncentracja. Jest nim także nadmierne pobudzenie, i trudności z uspokojeniem się. Symptomy traumy są też często połączone z sytuacją, która je wywołała. Oznacza to, że często myślimy o tym, co się wydarzyło, o pandemii, mamy flashbecki. Może jednak być też odwrotnie, zespół stresu post traumatycznego może ujawniać się w tym, że unikamy informacji i rozmów o pandemii, unikamy miejsc, które się nam z nią kojarzą.

O traumie możemy mówić, kiedy to, co się wydarzyło, utrudnia nam zwyczajne funkcjonowanie

Przekażemy tę traumę naszym dzieciom, a one swoim? Czy pandemia stanie się traumą trans generacyjną?

Miejmy nadzieję, że nie. Ale doświadczenie pandemii wpłynie na nas. Jeśli mamy przeświadczenie, że jakaś sytuacja zagraża naszemu życiu, to wtedy nieświadomie przekazujemy informacje o tym kolejnym pokoleniom. No i nasze wnuki już nie będą wiedziały, skąd się bierze w nich ten paniczny lęk przed wirusami. Dlaczego każą dzieciom wciąż myć ręce i nie zbliżać do ludzi na mniej niż półtora metra… Gdy tymczasem w europejskiej kulturze, do czasów pandemii, naturalny społeczny dystans to było 70 cm.

Mgr Katarzyna Żukowska. Psycholog. W pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniach związanych ze stresem traumatycznym. Interesuje ją zwłaszcza, w jaki sposób katastrofy, traumy i kryzysy wpływają na społeczeństwo oraz funkcjonowanie jednostki. Bada także objawy wtórnego stresu traumatycznego. Wśród jej zainteresowań naukowych są również nowe technologie, a szczególnie ich wykorzystanie w psychologii. Jest członkiem interdyscyplinarnego, międzynarodowego zespołu realizującego projekt E-COMPARED. W ramach projektu prowadzi badania mające na celu porównanie skuteczności leczenia oraz kosztów terapii depresji przy wykorzystaniu Internetu z leczeniem standardowym. Należy do zespołu badaczy StresLab, działającego przy Uniwersytecie SWPS, a także Europejskiego Towarzystwa Badań nad Stresem Traumatycznym oraz The International Society for Research on Internet Interventions.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Odłącz się od gniazdka

Grzyb do zadań specjalnych, czyli soplówka jeżowata i cztery korzyści dla mózgu

„Zapominałam o spotkaniach, brakowało mi słów, szukałam rzeczy, których nie zgubiłam” Jak mgła mózgowa po COVID-19 utrudnia życie

Jak zmienia się twoje ciało, gdy odpuszcza stres?

„Wszystko się kręciło dobrze do czasu, gdy zaczęło wymykać się spod kontroli”

Brak motywacji, znużenie, stres – jak w naturalny sposób sobie z tym poradzić?


Psychologia

„Maskowałam piersi. Postanowiłam, że odłożę pieniądze na operację pomniejszenia biustu”

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
25 maja 2021

Przekonałam się, że mogę mieć dobrze dobrany biustonosz, który zmienia proporcje mojego ciała. Biust został uniesiony, zebrany, ukształtowany. Poczułam, że fajnie wyglądam i dobrze czuję się ze swoimi piersiami – opowiada międzynarodowa ekspertka brafittingu Izabela Sakutowa, kobieta, która o kobiecym biuście i biustonoszach wie wszystko.

Klaudia Kierzkowska: Jaka jest historia powstania biustonosza?

Izabela Sakutova: Pierwsze biustonosze nosiły spartanki uprawiające sport w starożytnej Grecji. Opaski zabezpieczały piersi w czasie intensywnego ruchu. Pierwsza moda bieliźniana ma swoje początki w XVI wieku, gdzie została zdominowana przez gorsety. Z kolei pierwszy biustonosz, który do złudzenia przypominał dwa złączone ze sobą koszyczki do zaparzania herbaty, powstał pod koniec XIX wieku w Anglii. Bardzo podstawowa wersja biustonosza, została opatentowana w Niemczech w 1889 roku, a w 1935, agencja reklamowa w Stanach Zjednoczonych, stworzyła numerację miseczek. Piersi zostały podzielone na cztery rozmiary A – biustonosz dla nastolatek, B – średnie piersi, C – większy biust, D – bardzo duże piersi.

Wydałaś książkę „Brafitting. Lifting piersi bez skalpela’”, co skłoniło Cię do jej napisania?

Wiedza na temat brafittingu była w Polsce naprawdę znikoma. Współpracuję z wieloma sklepami, szkolę wiele kobiet i ze wszystkich stron słyszałam, że sklepy prowadzą wręcz„wojnę” z klientkami, by przekonać je do doboru odpowiedniego rozmiaru biustonosza. Istniała potrzeba wsparcia i książka była takim pierwszym kamieniem milowym w udostępnieniu wiedzy i wyjaśnieniu przeciętnej Polce potrzeby noszenia dobrze dopasowanej bielizny i korzyści, które z tym są związane. Brafitting, dla mnie – kobiety biuściastej, która przez lata miała wielkie kompleksy związane ze swoim biustem, zrobił bardzo wiele. Nosiłam źle dopasowane biustonosze, nie podtrzymujące dobrze piersi. Ramiączka wrzynały się w ramiona, co skutkowało bólami ramion, pleców i karku. Mój niewłaściwie podtrzymany biust sprawiał, że wyglądałam na osobę tęższą, większą, nieproporcjonalną. Będąc nastolatką często słyszałam nieprzyjemne komentarze na swój temat.

Maskowałam piersi, chowałam je pod ubraniem. Uciekałam z lekcji wychowania fizycznego, by otoczenie nie zwracało uwagi na mój duży, żyjący własnym życiem, biust. Postanowiłam, że gdy zacznę pracować, odłożę pieniądze na operację pomniejszenia biustu.

Pomniejszałaś biust, czy jednak zrezygnowałaś z tego pomysłu?

Na szczęście, na trzecim roku studiów było mi dane wyjechać latem do Anglii na prace sezonowe, by dorobić sobie do studiów zbieraniem truskawek. Właśnie tam, pomiędzy zbiorami, poznałam brafitting. Przekonałam się, że mogę mieć dobrze dobrany biustonosz, który zmienia proporcje mojego ciała. Biust został uniesiony, zebrany, ukształtowany. Pomimo tego, że właściwie dopasowany biustonosz miał na metce większą literkę, moje piersi wyglądały na o wiele mniejsze, niż kiedy nosiłam mniejsze oznaczenie miseczki, połączone z o wiele za dużym rozmiarem obwodu stanika.

Poczułam, że fajnie wyglądam i dobrze czuję się ze swoimi piersiami. Zaczęłam nosić bardziej dopasowane ubrania, których nigdy wcześniej bym nie założyła. Świat stanął dla mnie otworem, przeszłam mentalną zmianę. Jestem dumna, że założona przeze mnie firma jako pierwsza w 2004 roku zaczęła promować brafitting w Polsce.

Dużo kobiet ma źle dobrany biustonosz?

Zgodnie ze statystykami powstałymi w latach 90. ubiegłego wieku aż 85 proc. kobiet na całym świecie ma źle dobrany biustonosz. Niestety, ale nie ma aktualnie żadnego globalnego badania, które mogłoby potwierdzić obecny stan. Z doświadczenia wiem, że dziewięć na dziesięć kobiet, które przychodzą po raz pierwszy do brafitterki, mają źle dobrany biustonosz. Wiele z nich sądzi, że biustonosz kupiony na bazarku czy w sieciówce za 30 zł jest równorzędny z tym dostępnym w sklepach brafittingowych. A prawda jest taka, że różnią się od siebie diametralnie, nie tylko pod względem oferowanego kształtu i jakości, ale także długości użytkowania. Dobrze dobrany i dopasowany biustonosz jest inwestycją na o wiele dłuższy czas.

Choć brafitting naprawdę dobrze przyjął się w naszym kraju i wiele kobiet o nim słyszało, to jeszcze wiele z nich nie zdecydowało się na taką bezpłatną konsultację. Istnieje przekonanie, że brafitting jest stworzony dla kobiet z dużymi piersiami, co oczywiście nie jest prawdą. „Tak słyszałam o brafittingu, moja koleżanka z niego korzysta, ona ma takie duże piersi.” Każda z nas potrzebuje wygody funkcjonowania i piersi każdej z nas są pod wpływem grawitacji. Nie da się jej oszukać.

Jakie błędy kobiety najczęściej popełniają wybierając biustonosz?

Przeważnie to za duży pas obwodu biustonosza. Biustonosz jest po prostu za luźny, a dobrze dopasowany pas obwodu daje aż 80 proc. podtrzymania. Dobrze dobrany stabilnie zakotwicza miseczki na klatce piersiowej, co zapobiega wymykaniu się z nich piersi przy wykonywaniu nawet najmniejszych ruchów. Drugim, często popełnianym błędem, jest złe dobranie miseczek – kobiety z małym biustem najczęściej wybierają za duże, a te z dużym, za małe.

Jak sprawdzić, czy biustonosz, który mamy na sobie jest dobrze dobrany?

Zawsze polecam wykonanie takiego prostego ćwiczenia. Jeśli podniesiemy ręce do góry, a następnie opuścimy, miseczki powinny zostać na swoim miejscu. Jeśli po tym krótkim ćwiczeniu, musimy poprawić miseczki to znak, że biustonosz jest źle dobrany, gdyż jego obwód z tyłu podnosi się do góry i wjeżdża na łopatki, tym samym nie utrzymuje stabilnie miseczek. Ponadto, na dobrze dobranym obwodzie biustonosza, czyli takim, który stabilnie opina klatkę piersiową, miseczki są bliżej siebie osadzone. Nie spłaszczają więc biustu, a bardziej zbierają do środka klatki piersiowej, ładnie formując linię dekoltu.

Dlaczego odpowiedni dobór biustonosza jest tak ważny?

Dobrze dobrany biustonosz prawidłowo podtrzymuje piersi, zmienia naszą postawę, sylwetkę i wpływa na nasze zdrowie, komfort funkcjonowania i poczucie pewności siebie. Odejmuje nam kilogramów, stajemy się wizualnie szczuplejsze i smuklejsze. Sprawia, że czujemy się komfortowo, pewniej siebie, kobieco.

Jak wygląda wizyta u brafitterki, tak krok po kroku?

W pierwszej kolejności dowiadujemy się czy kobieta korzystała kiedyś z usług brafitterki, czy to jej pierwsza wizyta. A jeżeli odbyła wcześniej konsultację brafittingową, to kiedy to było.

Musimy pamiętać, że nasze ciało się zmienia, a co za tym idzie zmienia się rozmiar biustonosza. Rekomendowane jest, by sprawdzać go co sześć miesięcy. Dowiadujemy się jakie są potrzeby klientki i czego szuka. Zapraszamy do przymierzalni i prosimy o ściągnięcie bluzki i pozostanie w biustonoszu. Niektóre kobiety myślą, że brafitterki oglądają piersi, co jest nieprawdą.

My już na podstawie piersi w biustonoszu jesteśmy w stanie określić ich rozmiar i prawidłowo dobrać nowy biustonosz. Widzimy kształt biustu, jego konsystencję, osadzenie na klatce piersiowej i jej budowę. Tłumaczymy, co mogłoby być lepiej dopasowane w dotychczasowym biustonoszu i dajemy nowy do wypróbowania.

Jestem przeciwna mierzeniu centymetrem, dlatego na moich szkoleniach brafittingowych uczę brafitterki bacznej obserwacji kobiecego ciała i na tej podstawie wyboru rozmiaru i konstrukcji biustonosza. Tabelki dość często mijają się z rzeczywistością. Konieczną częścią dobrej konsultacji brafittingowej jest nauka układania piersi w biustonoszu, odpowiedniego wygarniania. Profesjonalna brafitterka nie tylko dobierze właściwy biustonosz, ale i wyjaśni, po czym poznać, kiedy ten będzie już niedobry. Da także rady, jak dbać o bieliznę, aby była udaną inwestycją na długi czas.

Brafitterka powinna stać się naszą przyjaciółką?

Jak najbardziej. Dość często to my, brafitterki, w przymierzaniach, pomagamy uwierzyć kobietom w to, że ich ciało jest piękne takie, jakie jest. Dobrze dopasowana bielizna jest w tym procesie bardzo pomocna. Wiele kobiet przychodzących po raz pierwszy do brafitterki nie akceptuje swojego ciała, nie lubi patrzeć na jego odbicie w lustrze. Dobrze dobrany biustonosz pozwala poczuć się dobrze we własnym ciele i daje odwagę do nawiązania z nim nowej relacji. Zdarzają się łzy szczęścia, wzruszenia i gorące podziękowania za to, że po kilkudziesięciu latach pomogłyśmy kobietom spojrzeć na siebie w innym świetle i
zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem. Brafitterki widziały tysiące różnych biustów i biustonoszy w różnym stanie. Absolutnie nie należy się wstydzić, krępować i przepraszać za wygląd naszych piersi, ciała czy naszego dotychczasowego biustonosza. Biustonosze, jak każda rzecz mają prawo się zużyć, a do brafitterki przychodzimy właśnie po to, by wymienić go na nowy.

Dobrze dobrany biustonosz jest chyba świetną alternatywą dla operacji powiększania czy redukcji piersi?

Na pewno tak. Kobietom decydującym się na operację, polecam w pierwszej kolejności skorzystanie z bezpłatnej konsultacji brafittingowej. Być może brafitting będzie właśnie odpowiedzią na ich potrzeby. Tak było w moim przypadku. Jeśli jednak okaże się dla nich niewystarczający, to nie ma nic złego w tym, że podejmą decyzję o powiększeniu czy redukcji piersi. Musimy jednak pamiętać, że nawet piękne i krągłe piersi po operacji piersi muszą mieć dobrze dobrany biustonosz, aby utrzymać je w dobrej kondycji.

Niektóre kobiety nie lubią biustonoszy i rezygnują z ich noszenia. Wyrządzają tym swoim piersią krzywdę?

To indywidualna kwestia każdej kobiety. Jeżeli bez biustonosza czujemy się dobrze, to nasza decyzja czy będziemy nosić stanik, czy nie. Mamy do tego pełne prawo. Warto jednak znać konsekwencje, jakie się z tym wiążą. Jeżeli chodzenie bez biustonosza kultywujemy przez długi czas to istnieje ryzyko, że odbije się to na kondycji naszych piersi, które szybciej opadną w stosunku do piersi noszonych w dobrze dopasowanym biustonoszu. O wiele bardziej narażone też będą na powstanie rozstępów.

Izabela Sakutova

międzynarodowy ekspert brafittingu z siedemnastoletnim doświadczeniem. Prekursorka polskiego brafittingu – w 2004 roku wprowadzając do Polski markę Panache, zapoczątkowała propagowanie brafittingu w naszym kraju. Autorka wydanej w 2017 roku w Polsce i w Rosji książki „Brafitting. Lifting piersi bez skalpela” oraz napisanej w 2020 roku charytatywnie książki „Pokochaj swoje piersi. Biustopozytywny poradnik dla dziewcząt i ich mam”, z której 100% dochodu zostało przekazane na stworzenie biustopozytywnej aplikacji skierowanej do nastolatek, budującej w nich zdrowe nawyki dotyczące dbania o piersi.

Propagatorka profilaktyki raka piersi. Inicjatorka i organizatorka 10 edycji kampanii Dotykam=Wygrywam promującej zdrowie piersi. Założycielka fundacji „Wsparcie na Starcie” edukującej nastolatki w szkołach w temacie samobadania piersi i brafittingu. Telewizyjny ekspert programu Pytanie na Śniadanie. Wspiera swoją wiedzą także wiele innych znanych ogólnopolskich tytułów prasy drukowanej i mediów internetowych. Brafittingowa stylistka gwiazd m.in. Daria Widawska, Beata Sadowska, Marzena Rogalska, Elżbieta Romanowska, Karolina Szostak, Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Ilona Felicjańska, Aleksandra Kisio, Anna Męczyńskiej, Anna Iberszer, Anna Gzyra i wielu innych.

Wielokrotnie nagradzana kobieta biznesu – współwłaścicielka prężnie działającej bieliźnianej firmy dystrybucyjnej So Chic, reprezentującej marki Panache Lingerie, Soak Wash i Booby Tape. Założycielka profesjonalnej sieci salonów brafittingowych Bra Studio w Bułgarii i salonu Stanikowy.pl w Malborku.


Zobacz także

Jesteś wystarczająco silna by odejść i wystarczająco mądra by wiedzieć, że zasługujesz na więcej

W kim tak naprawdę się zakochujemy? W facetach czy w naszych wyobrażeniach o nich?

Po czym poznać, że ktoś tobą manipuluje? 10 cech manipulatora