Związek

Czy on mnie kocha? Są sytuacje, kiedy wiadomo, że nie kocha! Dlaczego tak uwielbiamy się łudzić?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 lipca 2021
fot. martin-dm/iStock
 

Po co się łudzić, to pytanie retoryczne, wiem. Każda z nas, nieszczęśliwie i źle zakochanych racjonalnie wiedziała, że coś nie gra. Czuła. Gdyby jej przyjaciółka była w podobnej sytuacji, walnęłaby ją albo chociaż spytała cichutko: „Jak mogę pomóc Ci oprzytomnieć?”. Jeśli sprawa dotyczy nas, chwytamy się drobiazgów, tycich rzeczy, które on robi dobrze, bo może…

Ale przecież wiemy. Gdy byłam młodsza, leciałam do wróżki spytać. „Czy on mnie kocha?”. Albo zadręczałam przyjaciółki. Chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nie.

Prawda jest taka, że kobieta kochana czuje, że jest kochana. Nie musi o to nikogo pytać. To jest proste. A jeśli nie czuje, to widzi po drugiej stronie skruchę, chęć poprawy, zmianę zachowania. I naprawdę są sytuacje, kiedy jasno wiadomo, że on nie kocha i nie należy mu poświęcaj więcej czasu i myśli.

Po pierwsze: zostawił nas

Nie wiem, ale jesteśmy mistrzyniami w iluzji. Facet może nas zostawić, wziąć walizkę, zamknąć za sobą drzwi. Dopóki nie walnie nam między oczy: „Nie kocham cię, mam inną”, łudzimy się, że to tylko chwila. On kocha, ale zapomniał, że kocha. Ma kryzys męskości, wróci, oprzytomnieje. I nawet jak już wiemy, że mieszka z piękną (nie-piękną) blondynką/brunetką i tak się łudzimy, że to właśnie my jesteśmy miłością jego życia. Mnożymy przeszkody, przez które nie może z nami być. I często nienawidzimy naszych przyjaciółek, które mówią nam prawdę, a ufamy tym, które towarzyszą nam w tej iluzji.

Nie – jeśli nas zostawił, to nas nie kocha.

Po drugie: ma żonę

Kocham cię, ale nie mogę z tobą być, bo mam rodzinę. Kocham cię, ale jej nie zostawię, bo… Każdy zdradzający (kobiety zdradzające też) chce jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko. Mieć stabilizację, rodzinę, a jednocześnie mieć odskocznię.

Słowa są po to, żeby zatrzymać tę trzecią, tego trzeciego. Mieć go w zanadrzu. Może zdradzający robią to nieświadomie, ale jednak robią. Najczęściej kłamią albo im się wydaje, że kochają. Tyle, że raczej jeśli się kogoś naprawdę kocha, chce się z nim dzielić codzienność. Nawet jeśli to się będzie wiązało z rewolucją w życiu.

Po trzecie: nie zależy mu na czasie z nami

On pracuje, jest zajęty. Ma dla nas godzinę wieczorem, co trzy dni. Na wakacje woli jechać z kimś innym, a w weekend spotkać się ze znajomymi, niż z tobą. Czy on mnie kocha? – zastanawiasz się. Nie, raczej nie kocha. Albo ma poważne problemy z bliskością. W obu przypadkach to nie jest chyba człowiek, któremu warto poświęcać czas.

Czasem warto odwrócić sytuację. Dla kogo my nie mamy czasu w swoim życiu? Najczęściej dla kogoś, kto nie jest naszym priorytetem. Wtedy zapominamy, odraczamy, mówimy, że później, że takie jesteśmy zajęte.

Ale dla chcącego nic trudnego. Nawet najbardziej zapracowany człowiek jest w stanie odpisać na sms, czy spędzić z kimś noc. Musi mu jednak na tym zależeć.

Po czwarte: nie dba o nasze potrzeby

Idealny partner, a na wakacje jeździcie tylko tam, gdzie on chce, spędzacie, jak on chce i generalnie to jego sprawy, potrzeby są w życiu najważniejsze?

Prosisz, żeby cię przytulił, wzrusza ramionami, nie ma na to ochoty. Oczywiście, nikt nie musi spełniać naszych życzeń i realizować zawsze naszych potrzeb, tak się nie da. Ale, kiedy ludzie są naprawdę blisko, starają się. I nawet jeśli w danym momencie odmawiają czegoś, robią to z empatią i wyrozumiałością.

Ktoś, kto nie dba o nasze potrzeby, lekceważy je, raczej naprawdę ma nas gdzieś…

Po piąte: nie uwzględnia nas w swoich planach

Mieszkaniowych, życiowych. I nie chodzi o to, że ktoś ma się nam oświadczać po miesiącu znajomości, chodzi o to, żebyśmy czuły się ważnym elementem czyjegoś życia, jeśli się nie czujemy, to znak, że komuś nie zależy. Po prostu.

***

Dlaczego napisałam o tym tekst? Bo bliska mi kobieta, mądra, racjonalna wpadła w emocjonalną pułapkę. A nie jest już nastolatką. Kiedy powiedziała dziś: „On mnie kocha, ale…”, pomyślałam: jak to jest. Mamy doktoraty, robimy kariery, kupujemy samodzielnie mieszkania, utrzymujemy siebie, dzieci, jesteśmy sprawcze. Jak to jest, że jeśli chodzi o „zakochanie”, tak niewiele z nas potrafi zachować zimną krew i racjonalny ogląd sytuacji. Tak łatwo nas zwieść, oszukać, omotać. I robimy wszystko, żeby nie stanąć twarzą w twarz z prawdą.

Dlaczego?

 

 


Związek

„Nie czuję wakacji. Dlaczego nawet na urlopie muszę zastanawiać się nad nastrojami mojej rodziny? Mam dość zaspokajania potrzeb wszystkich. Ludzie, radźcie sobie sami

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 lipca 2021
fot. Constantinis/iStock
 

Napisałaś: „Wakacje, a ja ich nie czuję. Dlaczego muszę zajmować się nastrojami swojej rodziny, nie chcę tego robić. Kiedy ja odpocznę?”.

Wiesz, że ostatnio na jednej z kobiecych grup poruszany był podobny temat? Dlaczego tak wiele z nas nie potrafi odpuścić, stresuje się tym, jak czują się bliscy, czy są zadowoleni. Rozładowujemy każde napięcie, wakacyjne też, czujemy, że musimy mieć nad wszystkim kontrolę, bo jak jej nie mamy– coś się stanie. Ktoś się pokłóci, dojdzie do spięcia tych członków rodziny, którzy lubią, rozumieją się mniej.

Uczę się na terapii, jak nie mieć tego napięcia. Odpuścić, zająć sobą. Wiesz, że też nie musisz trwać w oczekiwaniu? Nie musisz się przejmować, co czuje Twoja rodzina, jak się bawi każdego dnia i w każdej minucie Waszych wakacji?

Odpuść, bo to tylko mechanizm

Terapeutka kazała mi się przyjrzeć, dlaczego to robię. Dlaczego zajmują mnie inni. Dlaczego czuję się za nich odpowiedzialna.

Masz podobnie, prawda? Kilka razy opowiadałaś przecież o kłótniach w domu, które „rozładowywałaś” zabawiając rodziców.
Albo ta historia o tym, jak Twoja młodsza siostra miała konflikt z tatą. Ile razy byłaś miła, usłużna, zabiegająca za nich oboje, żeby tylko się znów nie pokłócili? Bo wtedy tata ją karał, a Ciebie przy okazji też. Zawracał z drogi, chociaż mieliście jechać na cały dzień nad morze, odwoływał bilety do kina i teatru. Dzień później żadne z nich nie pamiętało konfliktu, Ty za to przez wiele dni analizowałaś, jak mogło być cudnie na wycieczce, czy na spektaklu.

Albo mama. Lubiła się obrażać, milczała przez parę dni, a Ty robiłaś wszystko, żeby jej przeszło. Nauczyłaś się nawet reagować wcześniej. Jako jedyna z rodziny potrafiłaś odczytywać sygnały ostrzegawcze, a potem „rozbrajać” mamę. Zdajesz sobie sprawę, ilu konfliktom zapobiegłaś.

Tak ma wiele z nas. W dzieciństwie nauczyłyśmy się mediować między rodzicami, być miłe, ciepłe, wszystko po to, żeby ktoś obok nie był niezadowolony.

Kontrola to nasze drugie imię. Kontrolerki nastrojów innych. I wieczne pomocnice.

I proszę, jesteś na wakacjach, miało być cudownie. Dla Ciebie. A nie jest. Mediujesz między synem a córką. Basen, plaża, czy rowery. Jeśli plaża, to która. Jednocześnie zerkasz na męża (jest z wami naprawdę rzadko, wreszcie oderwał się od pracy), patrzysz, bo czujesz, że zaraz wybuchnie i powie, że skoro dzieci nie potrafią się dogadać, on wybierze autorytarnie. I wybierze zwiedzanie w upale, którego nikt dziś nie chce.

Odpuść, bo nie masz wpływu

Zobacz, tyle energii wkładasz w zaspokajanie potrzeb innych, a i tak ktoś jest niezadowolony, córka nastolatka fuka, syn przewraca oczami. Zostaw to wszystko, idź sobie sama na kawę. Co z tego, że on mówi, że to bez sensu marnować czas na kawę (we Włoszech!), nie chce, niech nie idzie. Co z tego, że powiedzą, że jesteś egoistką. A oni nie są wszyscy egoistami? Przyzwyczaili się, że mają Cię na każde zawołanie.

Trzydaniowy obiad, w trzech wersjach najlepiej, bo córka jest wegetarianką, a mąż na diecie keto. Samochód wiecznie w użyciu, bo trzeba zawieźć, przewieźć, ogarnąć. I przecież nie ograniczasz się tylko do rodziny.

Nikt się nie zgłosił do trójki klasowej, zgłosiłaś się Ty
Nikt się nie zgłosił, żeby pomóc wspólnej przyjaciółce, zgłosiłaś się Ty
Nikt się nie zgłosił do dodatkowego projektu, zgłosiłaś się Ty

A teraz jesteś nieszczęśliwa na wakacjach, bo oni wszyscy polegają na Tobie. Jaka restauracja (wybierz, ale jak wybierzesz ktoś i tak będzie niezadowolony), który hotel (znów są niezadowoleni, niech następnym razem znajdą lepszy), kierunek, kawiarnia, wszystko Ty.

„Co mam zrobić” pytasz. „Zostaw ich” odpowiadam.

Chociaż wiem, jakie to cholernie trudne. Ale kiedy sama zaczęłam odpuszczać, zauważyłam, że nic się nie dzieje. Świat się nie wali. Nie reaguję już na każde skrzywienie twarzy syna, złą minę taty, nie nadskakuję koleżankom i przyjaciółkom. Jestem lżejsza, szczęśliwsza.

Trochę osób odeszło, bo nie mogło mnie ścierpieć w nowej wersji (to na ogół Ci, którym chodziło o to, żebym nadskakiwała i na tym opierała się nasza relacja). Trochę osób przestało oczekiwać tego ode mnie. A trochę było mi wdzięcznych za to, że przestałam się wreszcie NARZUCAĆ z pomocą. I odgadywaniem ich potrzeb. Innych czasem to męczy. A co najważniejsze, zobaczyłam, że ludzie doskonale SAMI sobie radzą. Ktoś się z kimś pokłóci, ktoś musi sam poradzić sobie z frustracją i gniewem. Ale w efekcie wszystkim wychodzi to na dobre.

Dlatego, błagam, nie myśl o innych choć w wakacje. Poradzą sobie. Nawet twój nastoletni syn czy córka. Oni najbardziej. Zajmij się tą osobą, która potrzebuje Cię najbardziej i z którą już zawsze będziesz. Sobą.


Związek

„Nie pytajmy, z kim chce zamieszkać i nie przedstawiajmy mu każdego swojego nowego partnera! Dziecko potrzebuje bezpieczeństwa”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
26 lipca 2021
fot. MagMos/iStock

Mam apel: „Nie wciągajmy dzieci w martyrologię rozwodową, nie opowiadajmy nadmiernie o swoich kłopotach. Syn czy córka to nie jest twój przyjaciel, któremu możesz się zwierzać. Nie pytajmy, z kim chce zamieszkać i nie przedstawiajmy mu każdego swojego nowego partnera! Po rozwodzie dziecko bardzo potrzebuje bezpiecznego przewidywanego świata. Stwórzmy taki dla niego”, mówi Magdalena Chorzewska, psycholog i psychoterapeutka.

Jak być dobrym rodzicem po rozwodzie?

– Myślę, że wystarczy, jeśli będziemy „wystarczająco dobrymi rodzicami” po rozwodzie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a rozwód jest tak stresującą sytuacją, że na pewno jakieś błędy popełnimy. Ważne, byśmy mieli wtedy świadomość swoich emocji i potrzeb i nie przelewajmy frustracji, wynikających z problemów między dorosłymi na dzieci.

Jakie najczęściej błędy popełniamy podczas rozwodu?

– Z mojego doświadczenia z gabinetu terapeuty wynika, że dorośli nie informują dzieci o rozwodzie. Rodzice targani swoimi emocjami często o swoich synach i córkach zapominają. Wydaje im się, że są za mali i że nie rozumieją, albo po prostu nie wiedzą, co i jak mówić. Wolą więc milczeć. A dzieci są wtedy takimi małymi niedoinformowanymi świadkami nowej bardzo stresującej sytuacji.

I tu mam apel: „Rozwód jest stresujący dla nas, ale dla dzieci jeszcze bardziej, bo one mają mniej narzędzi do tego, by radzić sobie z trudnymi emocjami. Pomóżmy im przez to przejść!”

Jak przeprowadzić rozmowę o rozwodzie?

– Zapewniajmy przede wszystkim i na wszystkie sposoby, że kochamy dzieci i że to, co wydarzyło się między rodzicami nie jest ich winą. Oczywiście każda rozmowa musi być dostosowana do wieku dziecka, które powinno dostać informacje logistyczne: co będzie się działo w najbliższym czasie w związku z planowanymi zmianami. Maluchy, a nawet nastolatki potrzebują rutyny i przewidywalności, wtedy czują się bezpieczniej.

Mamy mówić im prawdę? A jeśli ona jest trudna, bo przyczyną rozstania był alkohol lub zdrada?

– Nie miałam na myśli tego, żeby ze szczegółami opowiadać, dlaczego rodzice postanowili się rozstać. Dla małego dziecka słowo „rozwód” znaczy coś zupełnie innego niż dla dorosłego. Ono nie ma w głowie gotowej precyzyjnej definicji rozwodu. Nie chodzi o to, by mówić:

„Rozstajemy się, bo mama mnie zdradziła”. Powiedzmy: „Rozstajemy się, a dla ciebie oznacza, że nie będziemy teraz mieszkać razem. Od września tata wyprowadza się i będziesz spędzać co drugi weekend u niego, a resztę tygodnia u mamy”.

Czy można spytać dziecko, u którego rodzica woli mieszkać?

– W Polsce zgodnie z prawem dziecko w wieku 13 lat może zdecydować, z kim chce mieszkać. Natomiast moim zdaniem to jednak dorośli powinni przejąć ciężar decyzji i odpowiedzialność. To ich rola, by wszystko ustalić, kto weźmie na siebie dominującą część opieki.

Dlaczego?

– Bo nastolatki kierują się różną motywacją i często wolą wybrać mieszkanie u tego rodzica, z który będą mieć więcej luzu. Owszem, moim zdaniem trzeba o tym z młodym człowiekiem rozmawiać i brać pod uwagę jego sugestie, ale to jednak rodzice muszą podejmować kluczowe i ostateczne decyzje.

Moim zdaniem nawet nastolatek nie powinien mieć decydującego głosu. Oczywiście rozmawiamy o sytuacjach, gdy nic mu nie zagraża, gdy oboje rodzice są „wystarczająco dobrzy”.

Czy wolno prosić dzieci o radę i pytać: „Słuchaj, czy ja powinnam rozwodzić się?”

– Zacznijmy od tego, że ludzie, którzy postanawiają się rozwieść, najczęściej przez lata cierpią i po prostu są nieszczęśliwi. Natomiast dzieciaki rodziców, którzy mają problemy w związkach, zazwyczaj szybciej dojrzewają i sprawiają wrażenie „prawie dorosłych”, takich „dobrych partnerów do rozmowy”. To tylko pozory! Bo tak naprawdę to nadal są DZIECI, które potrzebują poczucia bezpieczeństwa. Dlatego jeśli mama mówi: „Słuchaj, czy ja mam się z ojcem rozwieść?”, to przerzuca ogromny ciężar odpowiedzialności na swojego syna lub córkę.

Taki młody człowiek z jednej strony widzi ogromne cierpienie matki, a z drugiej strony nadal przecież kocha ojca. Jeśli w tej rodzinie jest problem alkoholowy czy przemocowy, to on nadal darzy ojca miłością. Taka jest natura dzieci wobec rodziców. Zadając więc takie pytanie, obsadzamy synów i córki w bardzo trudnej roli, której nie są w stanie sprostać.

Jak już się rozwiedziemy, jakich zasad powinniśmy się trzymać?

– Trzeba ustalić ze sobą jasne zasady, by dziecko miało przewidywalny rytm życia. Oczywiście z czasem rodzice będą modyfikować te ustalenia, ale warto, by przynajmniej na samym początku sztywno trzymali się ustaleń, godzin i terminów. Jeśli tata lub mama umawia się, że odbiera córkę ze szkoły we wtorki i piątki, niech robi wszystko, by nie żaglować tymi terminami.

Czasem dzieci są wciągane jako rozjemcy do konfliktów pomiędzy rodzicami, bo ci nie mogą się sami dogadać?

– To niestety jest dla nich bardzo krzywdzące. Oczywiście idealnie by było, aby ludzie rozstawali się z klasą, by nie było kłótni i walki. Natomiast doświadczenie pokazuje, że wiele osób wikła swoje dzieci do tej bardzo nierównej walki. Dlaczego? Część rodziców bardzo długo przeżywa kryzys spowodowany rozstaniem. Ja się temu nie dziwię, bo pamiętajmy, że to jest druga z najbardziej stresujących sytuacji w życiu dorosłego człowieka, zaraz po śmierci bliskiej osoby, a przed utratą pracy. Dlatego trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne i dobrostan przy pomocy przyjaciół, rodziny, terapeutów, ale nie przy pomocy dziecka.

Nie wciągajmy ich w martyrologię rozwodową, nie opowiadajmy nadmiernie o swoich kłopotach. Syn czy córka to nie jest twój przyjaciel, któremu możesz się zwierzać.

Jak wprowadzać nowych partnerów do naszej rodziny?

– Przede wszystkim pamiętajmy, że nie każdy partner musi być od razu przedstawiany dziecku. Nie każdego trzeba wprowadzać w jego życie, bo to zazwyczaj łączy się z dużym przeżyciem i zachwianiem poczucia bezpieczeństwa. Niestety osoby rozwiedzione często boją się być same i mają tendencję do tego, by tuż po rozstaniu łapczywie poszukiwać „kolejnej drugiej połowy”.

A kiedy już znajdziemy partnera, czy powinniśmy powiedzieć o tym byłemu mężowi?

Znam takie rodziny patchworkowe, które po rozwodzie chodzą na wspólne obiady, a nawet wyjeżdżają razem na wakacje. Oczywiście pewnie takie „zjawiska” występują w przyrodzie w mniejszości, ale są możliwe. Natomiast jeśli w systemie rodzinnym pojawia się nowa osoba, która będzie pełnić funkcję ojczyma czy macochy, to moim zdaniem ten drugi rodzic powinien zostać o takiej sytuacji poinformowany.

Tym bardziej że w przypadku ojców, którzy po rozwodzie najczęściej spędzają ze swoimi dziećmi mniej czasu, to może być trudna informacja. W końcu dowiadują się, że inny mężczyzna będzie teraz widywał ich dzieci codziennie i miał realny wpływ na kształtowanie ich osobowości. Ale to też nie jest tak, że matka ma pytać byłego męża, czy może się z kimś związać. Nie popadajmy w skrajności.

Jak taki nowy partner powinien traktować dzieci?

– To zależy na co się umówimy i na co on jest gotowy. Zazwyczaj pary umawiają się, że partner nie będzie wychowywał ich dzieci, jedynie towarzyszył im po przyjacielsku w dorastaniu, nie podejmując ważnych decyzji i nie biorąc odpowiedzialności. Do mojego gabinetu często trafiają młode kobiety, które mówią: „jestem zazdrosna o dziecko partnera”. Tłumaczę wtedy, że jeśli weszła w związek z rozwodnikiem, to jako dorosła kobieta powinna pogodzić się z tym, że dziecko będzie dla niego najważniejsze.

Jedna z moich pacjentek opowiadała, że tak bardzo bała się odrzucenia przez dziecko i zazdrości ze strony jego mamy, że w ogóle nie angażowała się w pomoc w opiece nad trzyletnim synem partnera. Jednak ponieważ jej zależało na tym związku, zaczęłyśmy pracować nad relacją i asymilacją „ona – dziecko”.

Co robić, kiedy dzieci stają się niegrzeczne po rozwodzie?

– Po rozwodzie dziecko bardzo potrzebuje bezpiecznego przewidywanego świata. Ono się przyzwyczai do nowej sytuacji, ale zajmie mu to trochę czasu. Kiedy staje się niegrzeczne, to zawsze coś znaczy. Agresja czy przeciwnie wycofanie się to zazwyczaj reakcje zwrotna na to, co wydarza się wokół rozwodu. Może przeprowadzka jest bardzo stresująca? Może nastolatek stracił kontakt ze swoimi przyjaciółmi? Może jest świadkiem agresji między rodzicami albo wobec niego jest stosowana bierna agresja?

Jak taka bierna agresja może wyglądać?

– Kiedy matka wypytuje dziecko: „A co było u taty na obiad? W co on cię ubrał na przyjęcie u koleżanki? Co sobie kupił do salonu? Oooo, wróciłeś przez niego chory! Nie dba jak należy!” W takiej sytuacji młody człowiek czuje się fatalnie! Nie wolno wytwarzać poczucia lojalności u dziecka w stosunku do jednego z rodziców.

Przecież kontakt i z mamą i z tatą jest kluczowy do tego, by potem potrafiło zbudować własną szczęśliwą rodzinę. Niestety dorośli o tym zapominają.

Dlaczego córce i synowi tak bardzo potrzebny jest kontakt z ojcem?

– Stereotypowo rzecz ujmując, to matki częściej przejmują większą część opieki po rozwodzie. Chcę być sprawiedliwa, bo dziś wielu ojców potrafi znakomicie dbać o potrzeby dzieci. Ale wracając do pytania: ojcowie zazwyczaj uczą dzieci spontaniczności, odwagi, pewności siebie, nieprzejmowania się wszystkim.

Ojciec dla dziecka jest takim pierwowzorem mężczyzny. Jeśli wierzy w dziecko i daje mu pozytywne informacje zwrotne oraz „wypycha i ośmiela do świata” jest jak dobra szczepionka na lęk, kompleksy i niskie poczucie wartości.

Wiele kobiet ma kłopoty z puszczeniem kontroli. Po rozwodzie trudno zaakceptować, że nie mamy już wpływu, jak będzie ustawione łóżko naszego dziecka w domu u byłego męża. Jak sobie z tym radzić?

– No dobrze, ale teraz to już jest inny dom, inny ekosystem i były partner ma prawo sam podejmować pewne decyzje bez konsultacji z drugim rodzicem. Gdy dziecko ma rok, nie dziwię się, że kobieta martwi się, czy ono jest nakarmione, czy dobrze przewinięte. Z czasem jest już łatwiej, bo nastolatek sam potrafi postawić granice. Jeśli wydarzy się coś, co mu nie podoba się, opowie o tym drugiemu rodzicowi. Natomiast na wścibskie pytanie usłyszymy odpowiedź: „Nie wydzwaniaj do mnie. Jak wrócę, to ci opowiem”. Pacjentkom, które w weekendy dzwonią do swoich dzieci i wypytują je o szczegóły, psując ten czas: sobie, ojcu i dziecku, mówię: „Słuchaj, ty się już rozwiodłaś. Masz teraz bonus – dostałaś wolne, możesz z tym czasem zrobić, co tylko ci się podoba. To jest benefit tego rozwodu, korzystaj z niego. Matki pełnoetatowe tego nie mają.

Jeśli posiadamy przekonanie, że ojciec kocha dziecko i jak najlepiej dla niego chce, warto kierować się zasadą: „co z oczu, to z serca”. Mój apel jest taki: „To jest ojciec, dorosły człowiek, daj mu się zaopiekować i przejąć kontrolę”. I vice versa. Bo odwrotne sytuacje też się zdarzają.

***

Magdalena Chorzewska, psycholog, psychoterapeutka, coach, trenerka. Pracuję z pacjentem indywidualnym, grupowym, a także prowadzi szkolenia dla firm i instytucji. Jej pacjentami są zarówno dzieci, jak i nastolatki, ludzie dorośli, pary. Od 8 lat udziela się w mediach, współprowadzi program „Ślub od pierwszego wejrzenia” i była konsultantem psychologiem przy produkcji „Love Island” (TVN).

Magdalena Chorzewska


Zobacz także

Sześć rzeczy, które, według terapeutów, powoli mogą zabić każde małżeństwo

Kochankowie, wspólnicy czy rodzice? 6 typów relacji w małżeństwie

Partner wysoko wrażliwy i jego związek. 19 faktów o tej trudnej miłości