Psychologia

„Chciałeś mnie lać. Padłam, 8-latka, przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił”. List do ojca

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 grudnia 2021
fot. AlenaPaulus/iStock
 

Mam 47 lat, a ciągle czuję to upokorzenie i strach, które we mnie kiedyś wzbudzałeś. Prawie czuję fizyczny ból, jak biłeś mnie na oślep, gdzie popadnie kablem od radia marki Grundig. Pamiętam, jak kiedyś byłam w domu sama, tylko z tobą, coś przeskrobałam, a ty zrobiłeś się biały jak papier, wyszła ci piana na usta i w jednej chwili zmieniły ci się oczy. Wyciągnąłeś swój ulubiony kabel i chciałeś mnie lać, jak miałeś to w zwyczaju. Nie było w domu nikogo, kto mógłby mnie przed tobą obronić, bałam się że mnie zabijesz, byłeś jak szalony. Teraz myślę, że ty zwyczajnie jesteś psychiczny, jesteś psychopatą. Sparaliżowana strachem, padłam wtedy jako 8-letnia dziewczynka przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił. Nie wiem, czy to pomogło, czy może Boża opatrzność mnie przez tobą ochroniła, bo ty się wtedy uspokoiłeś i zaniechałeś zamiaru wymierzenia mi sprawiedliwości – pisze Karolina w liście do naszej redakcji. 

– Chciałam podzielić się listem, który jakiś czas temu napisałam do mojego ojca. Jest on formą zmierzenia się z moimi demonami, które zatruły moje życie i miały wpływ na szereg złych
decyzji. Pomyślałam, że czytając ten list, ktoś może w mojej historii odnaleźć cząstkę siebie, co jest pomocne w rozliczeniu się z przeszłością, od której trzeba się odciąć, aby naprawdę żyć.


Słyszałam ostatnio takie stwierdzenie, że ojcostwo to nie jest wspólne DNA, ale stan emocji. To prawda, mogę to potwierdzić na własnym przykładzie. Ty, będąc biologicznie moim ojcem, nie wzbudzasz we mnie już dzisiaj emocji, a kiedy te emocje jeszcze były, kiedy cię potrzebowałam, ciebie nigdy nie było naprawdę przy mnie, mimo fizycznej obecności, byłeś daleki, zimny, zbyt zajęty swoimi sprawami, zbyt pochłonięty zaspokajaniem swoich egoistycznych pragnień.

Od kiedy mój syn skończył rok, zawsze zapraszałam cię do nas na jego urodziny, bywałeś u mnie wtedy przy tej okazji ten jeden raz w roku. Zapraszałam cię również na święta, ale nigdy nie przyjechałeś, bo musiałeś być u obcej rodziny, miałeś Wandzię i jej dzieci, a nie swoje własne. Zapraszałam cię potem też do Buska, gdzie mieszkam już od 5 lat, ale też nigdy nie przyjechałeś, bo powiedziałeś, że to dla ciebie za daleko, abyś jechał samochodem. Nie musiałem długo czekać, kiedy usłyszałam po raz pierwszy rok temu, że jedziesz ze swoją kochanką nad Bałtyk samochodem. Zdziwiłam się wtedy, bo ciągle pamiętałam twoje słowa, że jest ci ciężko jechać samochodem do Buska, a przecież gdzie wybrzeże, a gdzie jest Busko? Potem kolejny raz w tym roku, wiem że też wybierałeś się na urlop na Bałtyk. Widać z tego, że gdzie chcesz, tam dojedziesz, ale do nas nigdy nie było ci po drodze, nie miałeś w sobie chęci, żeby chociaż raz zobaczyć gdzie mieszka twój wnuk.

Sam nas do siebie też nigdy nie zaprosiłeś ani na święta, ani żadną inną okazję, choćby na kawę i słone paluszki. Powiedziałeś tylko kiedyś, że jakbyśmy chcieli cię czasem odwiedzić,
to mam cię o tym uprzedzić 3 dni wcześniej. W czasie, kiedy myślałam, że jest jeszcze sens podtrzymywać naszą słabą relację, powiedziałeś mi, że mogę do ciebie dzwonić tylko we wtorki do godz. 12.00, bo tylko wtedy jesteś wolny i możesz rozmawiać. Myślę, więc ze nie powinieneś mieć do mnie dzisiaj żalu o to, że się do ciebie nie odzywam. Jeśli jednak czujesz żal, powinieneś go mieć tylko i wyłącznie do siebie samego.

Nigdy nie byłeś dobrym mężem, ani ojcem, a dzisiaj nie jesteś dobrym dziadkiem. Nie miałeś nigdy odwagi, żeby szczerze porozmawiać, albo przyznać się swoich błędów. Wygląda na to, że już na zawsze pozostaniesz zakłamany z tym swoim przyklejonym fałszywym uśmieszkiem obłudnym.

Nie mam praktycznie żadnych dobrych wspomnień związanych z tobą, ani z dzieciństwa, ani wczesnej młodości, ani późniejszych lat. Nie wiem, czy warto o tym pisać, czy nie, ale jeśli teraz tego nie napiszę, to nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będzie ku temu lepsza okazja.

Mam 47 lat, a ciągle czuję to upokorzenie i strach, które we mnie kiedyś wzbudzałeś. Prawie czuję fizyczny ból, jak biłeś mnie na oślep, gdzie popadnie kablem od radia marki Grundig. Pamiętam jak kiedyś byłam w domu sama, tylko z tobą, coś przeskrobałam, a ty zrobiłeś się biały jak papier, wyszła ci piana na usta i w jednej chwili zmieniły ci się oczy. Wyciągnąłeś swój ulubiony kabel i chciałeś mnie lać, jak miałeś to w zwyczaju. Nie było w domu nikogo, kto mógłby mnie przed tobą obronić, bałam się że mnie zabijesz, byłeś jak szalony. Teraz myślę, że ty zwyczajnie jesteś psychiczny, jesteś psychopatą. Sparaliżowana strachem, padłam wtedy jako 8-letnia dziewczynka przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił. Nie wiem, czy to pomogło, czy może Boża opatrzność mnie przez tobą ochroniła, bo ty się wtedy uspokoiłeś i zaniechałeś zamiaru wymierzenia mi sprawiedliwości.

Wiesz co, ja też mam dziecko i w odróżnieniu od ciebie, ja zawsze stoję po jego stronie, choćby nie wiem jak działał mi na nerwy, nawet jakby dopuścił się najgorszego, dalej bym go
broniła. Gdybym miała go bić kablem, wolałabym się powiesić. Innym razem jak mnie dopadłeś na górze w łazience nad umywalką, chwyciłeś mnie za kark i tak mną targałeś, że byłam wtedy pewna, że powybijasz mi wszystkie zęby.

Razy wymierzane przez ciebie kablem od radia pamiętam do dzisiaj, pamiętam czerwone pręgi na moim ciele i to jak mama się w takich sytuacjach martwiła razem z babcią, co będzie jak zobaczą to przedszkolanki w przedszkolu, a w późniejszych czasach, nauczycielki w szkole. Pręgi na moich nogach, pośladkach i plecach się zagoiły, ale rany emocjonalne pozostały i przez lata tworzyły głęboki krater w moim poczuciu własnej wartości prowadząc do prawie całkowitego zaniku wiary w siebie, a skutki tego ciągną się za mną jeszcze do dzisiaj.

Przez te traumatyczne dla mnie wydarzenia zmagałam się jako około 10-letnie dziecko z ogromną agresją, która się we mnie skumulowała. Złapałam wtedy na podwórku niewinnego kota, przyniosłam go do góry do łazienki i zamknęłam za nim drzwi, wyciągnęłam skórzany gruby rzemień od torebki mamy, do dzisiaj pamiętam dokładnie tą torebkę, i zlałam nim tego kota. Lałam go zapamiętale, długo i na oślep, dokładnie tak samo, jak ty lałeś mnie. Nie wiedziałam wtedy i nie rozumiałam na tamtym etapie dlaczego to zrobiłam. Czułam potrzebę odreagowania na kimś słabszym twojej agresji wymierzonej we mnie.

Pamiętam też ból fizyczny i emocjonalny, upokorzenie, kiedy pobiłeś mnie pewnego razu w Sylwestra. Targałeś i rzucałeś mną o płot z drewnianych szczebli tak, że połowę tych szczebli
połamałeś. Potem zresztą bardzo długo sterczały połamane. Pobiłeś mnie wtedy dotkliwie za to, że za późno wróciłam z imprezy sylwestrowej u Baptystów. Upokorzyłeś mnie na oczach chłopaka, który odprowadzał mnie do domu, a na którym mi zależało, jeśli cię to interesuje. Tamto wydarzenie jednak na zawsze pogrzebało jakąkolwiek szansę na kontynuowanie tej znajomości, bo był to chłopak z rodziny ewangelicznej, którego ojciec nigdy nie dopuściłby się wobec nikogo takiej przemocy. Nic zatem dziwnego, że ten chłopak się ode mnie odsunął, to co wtedy zobaczył było dla niego patologią, jakiej prawdopodobnie nigdy wcześniej nie widział, a mi było przed nim tak wstyd, że nie umiałam mu w oczy spojrzeć.

Byłam zawsze dzieckiem samotnym i zagubionym, mającym problemy z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Potem we wczesnej młodości te problemy się pogłębiały, doszły do nich niska samoocena i wiele kompleksów. Ty jako ojciec nigdy nie zrobiłeś nic, aby moją samoocenę podbudować, sprawić, żebym zaczęła bardziej w siebie wierzyć, nigdy się nie interesowałeś tym, co ja czuję, jakie mam problemy i potrzeby i z czym się zmagam. Nie, ty miałeś co innego do roboty, ciągłe zdrady, których się dopuszczałeś, kłamstwa, znikanie z domu, itp. Tryb życia, jaki prowadziłeś, musiał być dla ciebie ekscytujący i na tyle absorbujący, że nie miałeś dla mnie czasu. Nie miałeś dla mnie zresztą nie tylko czasu, ale nie okazałeś mi nigdy ciepła i miłości. Zawsze mnie od siebie odtrącałeś, kiedy ja jako dziecko się do ciebie garnęłam i nigdy nie było inaczej. Może dlatego potem podświadomie wyszłam za mężczyznę, który odtrącał mnie tak samo jak to robiłeś ty.

Tak to już jest, że z domu rodzinnego wynosimy wzorzec rodziny i później powielamy go w swoim życiu. Pamiętam też, że począwszy odkąd skończyłam 12, a może 13 lat, często natykałam się na ciebie w różnych częściach domu, jak się masturbujesz po kątach. Czy zdajesz sobie chociaż sprawę, że narażanie nieletniej na taki widok, jest molestowaniem seksualnym, czy wiesz że są na to paragrafy KK? Długo nie wiedziałam, co to właściwie znaczy i co ty właściwie robisz, ale czułam, że jest to złe, niewłaściwe, brudne i że nie powinnam tego jako dziecko oglądać. Do tego jeszcze dochodziło do ciągle i nagminnie powtarzającej się sytuacji, kiedy po kąpieli szedłeś do mojego pokoju oglądać telewizję, kładłeś się w rozchełstanym szlafroku do mojego łózka, a poły tego szlafroka dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze rozchodziły się tak, że widać było twoje przyrodzenie. Nie przeszkadzało
ci, kiedy wchodziłam niczego nieświadoma do swojego pokoju i się na ciebie w takim stanie natykałam. Podniecało cię to, lubiłeś ten ekshibicjonizm, macałeś się jeszcze przy tym bezwstydnie po przyrodzeniu. Zresztą w ogóle często macałeś się po kroczu, nawet w miejscach publicznych, przy ludziach. Nieraz było mi za ciebie wstyd. Czy zdajesz sobie chociaż sprawę, że dopuszczałeś się w ten sposób gwałtu na mojej psychice?

Jesteś człowiekiem chorym, masz dewiacje, a nigdy nie chciałeś się leczyć. Widocznie było ci z tym dobrze. Będąc człowiekiem psychicznie ułomnym zarówno na tle seksualnym, jak również w zakresie braku kontroli na wzburzeniami emocjonalnymi i zapędami sadystycznymi, nigdy nie powinieneś mieć dzieci. Nigdy. Molestowanie, którego się dopuszczałeś trwało całe lata, zanim powiedziałam o nim mamie.

Niestety, poza kilkoma ostrzejszymi rozmowami, jakie z tobą wtedy przeprowadziła, nic się nie zmieniło. Doszłam tak do wieku 15 lat, kiedy pojawiły się u mnie duszności i kołatanie serca. Trafiłam wtedy do kardiologa, który powiedział mi w oczy, że mam poważną, wrodzoną wadę serca i że pożyję co najwyżej 3 miesiące. Zostałam wtedy przyjęta na oddział do szpitala, gdzie zrobiono mi serię badań diagnostycznych, które wykluczyły wadę wrodzoną, ale potwierdziły diagnozę silnej nerwicy serca. Jak myślisz, czym ta nerwica mogła być spowodowana? Oprócz twoich wybryków seksualnych, w domu były ciągłe awantury, w czasie których porywałeś się z pięściami na matkę, a nawet na babkę. To było dla mnie istne piekło. Pewnie dlatego od najmłodszych lat chciałam się z domu rodzinnego jak najszybciej wydostać. Trafiłam na pierwszego chłopaka, który mnie chciał, miałam wtedy 20 lat, to był naprawdę mój pierwszy chłopak. Niestety, chcąc uciekać z deszczu trafiłam pod rynnę, ale tak to bywa z dziewczynami z patologicznych domów, które mają niską samoocenę i totalnie nie wierzą w siebie.

Mogłabym jeszcze wiele napisać, ale i tak się już rozpisałam bardziej niż początkowo chciałam. Chciałam na początku napisać tylko to jedno zdanie o tym, że ojcostwo to nie jest wspólne DNA, ale stan emocji. Tak jednak wyszło, że po napisaniu tego jednego zdania, poczułam jakby pękła we mnie tama, której już nie chciałam zatrzymywać.

Na koniec, chcę żebyś wiedział, że mimo wielu krzywd i bólu, których od ciebie doświadczyłam, wszystko ci wybaczam przez łaskę i miłość Boga. Nie wiem tylko czy umiem z tobą rozmawiać, a relacja, której naprawdę nigdy między nami nie było jest ziejącą dziurą głęboką jak Kanion Kolorado, którego niczym już nie da się zasypać. Smutek, który we mnie jest, pogłębia się, kiedy myślę, że ja nigdy nie miałam ojca, a Maciuś nie ma dziadka.

Czy kiedykolwiek coś przemyślisz? Czy powiesz: „przepraszam, źle to wyszło”? Czy pod koniec życia przyjdzie na ciebie opamiętanie? Refleksja? Czy nie oskarża cię własne sumienie? Czy ty sam tego nie widzisz, że wszystko przegrałeś? Czy ty się poczuwasz do winy? Z tymi pytaniami cię zostawiam i modlę się za ciebie, abyś dostąpił łaski pokuty i przebaczenia.

Karolina

Chcesz opowiedzieć swoją historię? Napisz do nas: [email protected]


Psychologia

Bawią, ucząc i uczą, bawiąc – książki, królowe świątecznych prezentów

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2021
 

Czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownictwo, otwiera oczy na światy, których nie dotykamy na co dzień. Książki są doskonałymi prezentami, sprawdzają się zawsze. 

 

„Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych Polek”, Sylwia Chutnik

Specjalne wydanie bestsellerowej serii inspirującej dzieci na całym świecie! 100 nowych opowieści na dobranoc inspirowanych życiem niezwykłych Polek, od Królowej Jadwigi po Marię Krasowską.

Po sukcesie poprzednich tomów „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” obsypanych licznymi nagrodami, przetłumaczonych na 49 języków i przeczytanych przez ponad 5 milionów dzieci, do rąk czytelniczek i czytelników trafia 100 historii niezwykłych kobiet, które związały swoje życie z Polską. Sławne na całym świecie i anonimowe, żyjące dawniej i współcześnie, pewne siebie i nieśmiałe, przemierzające dalekie kraje i działające lokalnie, Polki z pochodzenia i Polki z wyboru. Od królowych i podróżniczek po wybitne pisarki, aktywistki, aktorki, mistrzynie sportu i naukowczynie – wszystkie inspirują do tego, by brać sprawy w swoje ręce.

W tym tomie będzie można spotkać Izabelę Czartoryską, Agnieszkę Osiecką, Martynę Wojciechowską, Polę Negri, Stefanię Wilczyńską, Ewę Kłobukowską, Aretę Szpurę, Zosię Kaczmarek, DJ Wikę i wiele innych fascynujących kobiet. Każda z tych wyjątkowych bohaterek może zachęcić do podążania za marzeniami, a w chwilach zwątpienia przypomnieć, że trudności da się przezwyciężyć.

Współczesny bajarz polski

Legendy i baśnie polskie. Trzeba je znać. Warto, żeby dzieci je znały. No tak, ale jak przekonać najmłodszych do starych i nudnych opowieści? Dzięki Współczesnemu bajarzowi polskiemu nudy już nie będzie. W naszym zbiorze umieściliśmy 20 tradycyjnych legend i baśni, w tym lektury obowiązkowe, w nowej i znakomitej odsłonie, autorstwa Zuzanny Orlińskiej. Historie o diabłach, strzygach, królewnach i czarnoksiężnikach opowiedziane zostały współczesnym, dynamicznym i pełnym humoru językiem. Każda z czterech części książki została zilustrowana przez inną artystkę. Nic więc tylko czytać i oglądać. W szkole i poza nią. Na co dzień i od Święta!

Autorka: Zuzanna Orlińska

Psy i koty pod lupą naukowców

Czy koty lubią, by je głaskać po brzuchu i do czego potrzebne są im wibrysy? Co potrafi wywąchać psi nos i jakie jest prawdziwe oblicze psich spacerów? Odpowiedzi na te pytanie i wiele innych znajdziesz w książce” Psy i koty pod lupą naukowców”. To lektura dla dzieci, które już mają psa albo kota, oraz dla tych, które marzą o własnym zwierzątku. W krótkich, przystępnie napisanych rozdziałach francuski naukowiec i popularyzator nauki Antonio Fischetti pomaga zrozumieć zachowania zwierząt domowych, a dowcipne ilustracje Sebastiena Mourraina uzupełniają te arcyciekawe opowieści.

Tekst: Antonio Fischetti

 

Strażnicy Cytadeli. Księga Axlin, Laura Gallego Młody Book

Tłumaczenie: Karolina Jaszecka

Pierwsza część niezwykłej trylogii fantasy jednej z najpopularniejszych hiszpańskich autorek literatury młodzieżowej! W świecie pełnym potworów ocalenie może zapewnić tylko ta księga! Świat, w którym żyje Axlin, jest nękany przez potwory. Niektóre atakują podróżnych na drogach, inne napadają i niszczą wioski, ale są też takie, które wślizgują się do domów, by porywać śpiące dzieci.

Axlin od najmłodszych lat żyje w strachu, że w każdej chwili może paść ich ofiarą. Postanawia więc dowiedzieć się jak najwięcej o potworach i spisać swoją wiedzę w księdze, która mogłaby się stać swego rodzaju podręcznikiem i posłużyć innym ludziom za ochronę. Wkrótce jednak okazuje się, że jeśli dziewczyna naprawdę chce kogoś uratować, musi opuścić rodzinną wioskę i wyruszyć w podróż przez wielki i niebezpieczny świat. Podczas wędrówki odkryje rzeczy, których wcześniej nie potrafiła sobie nawet wyobrazić.

Książkowa Basia wspiera dzieci od lat!

Jedną z książkowych bohaterek, po której przygody chętnie sięgają przedszkolaki, jest Basia. Dziewczynka z krwi i kości, lubiąca żelki, miewająca humorki i zmartwienia typowe dla
każdego kilkulatka. Od ponad 10 lat kolejne roczniki dzieci wspólnie z Basią oswajają nowe sytuacje. W najnowszej książce z serii Zofia Stanecka poruszyła ważny temat dziecięcego
prawa do decydowania o sobie i swoim ciele. Wydana pod patronatem Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „Basia i granice” to jeden z najważniejszych tytułów, jakie w tym roku pojawiły
się na polskim rynku wydawniczym.

 

Wraz z Basią dzieci mogą poznać całą paletę emocji i sposobów radzenia sobie z nimi. Pomoże w tym książka Basia. Wielka księga o uczuciach. Opisano w niej aż 45 „czuć” – tak
Basia nazywa emocje – między innymi lubienie i nielubienie, zachwyt i zaciekawienie, miłość i czułość. Ale też smutek, rozczarowanie, irytację, żałobę. Opowiadają o nich różne
osoby z otoczenia dziewczynki. Koleżanki, dziadkowie, rodzeństwo, a nawet Misiek Zdzisiek, ukochany pluszak Basi. Bohaterowie mówią, z czym kojarzą się im poszczególne
uczucia, dzielą się swoimi doświadczeniami i pomysłami na to, jak poradzić sobie ze smutkiem, stresem czy strachem.

Gdy mówienie o emocjach jest trudne…

Nie wszystkie dzieci chcą jednak o emocjach rozmawiać. Często dlatego, że nie chcą martwić rodziców – zabieganych, zestresowanych, zajętych pracą. Choć przeżywają trudne chwile, nie dają nic po sobie poznać. Tak jak rodzeństwo, którego przygody opisała Emilia Kiereś w ciepłych i niosących nadzieję książkach „Srebrny dzwoneczek” i „Złota gwiazdka”. W pierwszej z nich poznajemy siedmioletnią Marysię, spokojną dziewczynkę, którą w ciągu kilku najbliższych miesięcy czeka wiele życiowych zmian. Zostanie straszą siostrą, pójdzie do pierwszej klasy, po raz pierwszy w życiu spędzi wakacje bez rodziców, bo ciężarna mama nie ma siły na podróże. To wszystko napawa Marysię lękiem. Cieszy się, że będzie miała brata, ale nie jest pewna, czy będzie dobrą siostrą. Ma natomiast pewność co do tego, że w szkole nikt jej nie polubi, że nie będzie miała żadnych przyjaciół. Teraz jest wyśmiewana i popychana na podwórku, dlaczego w klasie miałaby być traktowana inaczej? Dorośli bagatelizują jej obawy. „Jesteś wesoła i ładna, nie da się ciebie nie lubić” – mówią i uważają sprawę za zamkniętą.

Cytat: – …Nie wiem, czy te wszystkie dzieci… no… czy będą miłe… i czy w ogóle mnie polubią. Ciocia spojrzała na nią poważnie. – Ciebie nie można nie lubić – zapewniła. – Na pewno znajdziesz wielu przyjaciół. Mówiła to samo co rodzice! – a jednak Marysia nie poczuła się bardzo pokrzepiona.

W trakcie wakacji na wsi u cioci Marysia poznaje dziewczynkę, która jest bardziej nieśmiała od niej samej. I znajduje w sobie siłę, żeby przekonać koleżankę, że mogą się zaprzyjaźnić i miło spędzać razem czas. Ratuje też kota dręczonego przez dzieci z sąsiedztwa i dotrzymuje towarzystwa samotnej starszej pani, która mieszka za płotem. To wszystko sprawia, że staje się odważniejsza i zaczyna patrzeć w przyszłość z nadzieją, a nie z lękiem.

O tym, że Marysia została dobrą siostrą, przekonujemy się podczas lektury Złotej gwiazdki – toczącej się kilka lat później historii Antka, którego narodzinami zakończył się Srebrny
dzwoneczek. Tym razem to chłopiec uczy się nowej roli. Niedawno przestał być najmłodszym dzieckiem w rodzinie i musi pogodzić się z tym, że mama poświęca większość czasu
noworodkowi. Wydaje mu się, że nikt nie zwraca na niego uwagi, że jest nikomu niepotrzebny. Zazdrość miesza się z miłością do małego braciszka, Stasia. Nieczęsto w literaturze dziecięcej opisywane są emocje środkowego dziecka, które na nowo musi zdefiniować swoje miejsce w rodzinie.

Cytat: Stasiek zaczął popłakiwać głośniej, więc mama przemówiła do niego łagodnie i cicho, głaszcząc go po łysawej główce. Antek spojrzał na nich przeciągle, czując nagle lekkie ukłucie gdzieś w środku. Naszła go ochota, żeby przytulić się do mamy, ale wydawało mu się, że w tej chwili byłoby to nie na miejscu. W tej chwili mama należała do Staśka.

Perspektywa chłopca zmienia się, kiedy poznaje dziewczynkę tęskniącą za bratem, który czeka w szpitalu na poważną operację. Antek stara się, żeby Iga nie spędziła nadchodzącego
Bożego Narodzenia samotnie. Pomaga jej uporać się z lękiem i smutkiem z powodu rozdzielenia z całą rodziną – szpital jest daleko, a rodzice dziewczynki czuwają przy łóżku
syna. To kolejny motyw, który rzadko pojawia się w książkach dla dzieci. Przyjaciele są dla siebie wsparciem w trudnych chwilach. Tym wsparciem mogą się podzielić z dziećmi, które sięgną po książki.

Możliwość utożsamienia się z osobą, która przeżywa podobne rozterki, może być dla dzieci bardzo wspierająca. Książkowe historie dla najmłodszych bowiem zazwyczaj dobrze się
kończą, podsuwają też pomysły na rozwiązanie problemów. Już sama świadomość, że na świecie jest więcej małych ludzi, borykających się z podobnymi problemami, może dodać
otuchy.

 


Psychologia

Trycholog podpowiada jak dbać o włosy zimą

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2021

Sezon zimowy nie jest łaskawy dla urody. Nie tylko skóra twarzy, ale także włosy znacząco tracą na atrakcyjności. O to, jak dbać o włosy zimą zapytaliśmy trychologa.

Czym zajmuje się trycholog?

Trychologia jest dziedziną nauki zajmującą się problemami w obrębie włosów i owłosionej skóry głowy. Trycholog, nie zawsze lekarz, a specjalista od włosów, szczególnie od ich wypadania, ale nie tylko. Można się do niego zwrócić w przypadku łysienia, atopowego zapalenia skóry głowy, łuszczycy, łupieżu, łojotoku, a także, jeśli mamy włosy zniszczone np. wielokrotnym farbowaniem.

Na pewno warto udać się do trychologa, jeśli zaobserwujemy nadmierne wypadanie włosów lub jakiekolwiek zmiany skórne w obrębie owłosionej części głowy. Trzeba jednak pamiętać, że jesienią włosy wypadają bardziej intensywnie i nie ma w tym nic niepokojącego.

W diagnozowaniu stanu włosów i skóry głowy pomocne jest badanie trichoskopowe. Dzięki niemu można dokładnie ocenić ich stan oraz – jeśli jest taka potrzeba – zaproponować pacjentowi odpowiednią kurację. Badanie przeprowadza się przy pomocy dermatoskopu, urządzenia umożliwiającego oglądanie wybranych obszarów w dużym powiększeniu.

Kiedy warto wybrać się do trychologa?

Jednorazowe swędzenie głowy lub kilka włosów pozostawionych na szczotce nie powinny budzić niepokoju. Jeśli jednak swędzenie ma charakter przewlekły, a włosy wypadają przysłowiowymi garściami, na pewno warto skonsultować to ze specjalistą. Do „lekarza od włosów” warto się udać także wówczas, gdy dostępne w drogeriach szampony nie radzą sobie z nadmiernym łojotokiem lub łupieżem.

Czasem warto udać się do trychologa profilaktycznie. Dotyczy to przede wszystkim osób, które mają prawo czuć się obciążone genetycznie skłonnością do łysienia lub łuszczycy, bo takie dolegliwości występują u innych członków rodziny. Np. wielu mężczyzn dziedziczy skłonność do łysienia.

Co robić, by ograniczyć wypadanie włosów w sezonie zimowym?

Może zabrzmi to zaskakująco, ale włosy wypadają, gdy… nie nosimy czapki! Niskie temperatury ograniczają prawidłowe odżywianie mieszków włosowych, a w konsekwencji także włosów, które robią się słabsze i szybciej wypadają.

Jeśli włosy są kruche, łamliwe i mają skłonność do wypadania mimo noszenia czapki, warto przyjrzeć się bliżej swojej diecie. Jeśli brakuje w niej witamin i mikroelementów, pierwszymi „poszkodowanymi” będą właśnie włosy i paznokcie.

Ostry grzebień najlepiej zamienić na szczotkę z zaokrąglonymi końcówkami na szczecinie. Dzięki temu każdorazowe czesanie będzie też masażem skóry głowy. Przy myciu włosów warto stosować odpowiednie odżywki. Alternatywą dla nich mogą być olejki do włosów wcierane w nie po kąpieli.

Ile włosów musi wypaść, żeby zacząć się martwić?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak zadane pytanie, niemniej spróbujmy się z nim uporać.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że zdrowemu człowiekowi wypada dziennie od pięćdziesięciu do stu włosów. Rzadko zauważamy je wszystkie. Jeśli jednak po przebudzeniu zobaczymy na poduszce znaczną liczbę włosów, a przy kąpieli prysznic będzie się zatykał jak nigdy dotąd, dodatkowo szczotka będzie wymagała częstszego czyszczenia, pora spojrzeć prawdzie w oczy – dzieje się coś niepokojącego. W takim wypadku, zamiast szukać ratunku w internecie lub na własną rękę wypróbowywać różnorakie specyfiki, lepiej udać się do trychologa, który przeprowadzi szczegółowy wywiad oraz badanie, a następnie – po postawieniu diagnozy – zaproponuje plan leczenia.

Źródło: medycynaestetyczna.waw.pl


Zobacz także

Karma wraca. To co dajesz, to też do ciebie przyjdzie. 12 praw Karmy, które warto wcielić w życie

Karma wraca. To co dajesz, to też do ciebie przyjdzie. 12 praw Karmy, które warto wcielić w życie

nauczyciel

Bądź mądrym nauczycielem, współpracuj z podopiecznymi i naucz ich jak być dobrymi kumplami!

Kochany, nie po drodze nam. Nie kochasz lub ja nie kocham. Dlaczego tak trudno nam odejść?