Lifestyle Zdrowie

Jak zrzucić tłuszczyk z pleców bez wizyt na siłowni? Wykonuj te 3 ćwiczenia, a za niedługo zobaczysz różnicę

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
23 maja 2017
Fot. iStock / gpointstudio
 

Wiele kobiet marzy o pięknych plecach, które będą mogły pokazywać bez skrępowania. Jednak przed odsłanianiem ciała często powstrzymuje je tłuszczyk, który znajduje się w okolicach zapięcia biustonosza. Jeśli na niego narzekasz, zacznij wykonywać proste ćwiczenia. Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz chodzić na siłownię – wystarczy, że znajdziesz czas, żeby wykonywać je w domu. Druga dobra wiadomość – poświęć na nie czas 1-2 razy w tygodniu, a efekty zauważysz po kilku tygodniach.

Jeśli cierpisz na poważne bóle pleców lub masz wadę kręgosłupa, zanim przystąpisz do wykonywania ćwiczeń, skonsultuj się z lekarzem.

Dociąganie kolan

To proste ćwiczenie pomoże ci wymodelować plecy. Połóż się wygodnie na plecach i przyciągnij prawą nogę ugiętą w kolanie do klatki piersiowej. Wytrzymaj 10 sekund i powtórz z drugą. Wykonaj 10 serii na każdą nogę.

Pływanie

Połóż się na brzuchu i unieś do góry wyprostowane ręce. Oderwij od podłoża klatkę piersiową i imituj ruchy rąk, jakie wykonujesz płynąc żabką. Wykonaj 5 takich ruchów, następnie odpocznij 10 sekund. Powtórz ćwiczenie 5 razy.

Nożyce na brzuchu

Połóż się na brzuchu. Pod brodę włóż splecione ręce. Unoś na przemian wyprostowaną prawą i lewą nogę – każdą po 10 razy. Po tym czasie dołóż ruch rąk. Jednocześnie podnoś prawą rękę i lewą nogę, potem lewą rękę i prawą nogę. Wykonaj 3 serie po 10 powtórzeń na każdą z kombinacji.

Wykonuj je regularnie, najlepiej jak najczęściej, a na plaży zaprezentujesz smukłe plecy.


Lifestyle Zdrowie

Mąż wybaczył mi romans i za to go znienawidziłam. Wolałabym, żeby krzyczał, wyzywał i… puścił mnie wolno

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 maja 2017
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

Czy zdarzyło wam się kiedyś popełnić błąd z pełną świadomością tego, że robicie źle, idziecie w niewłaściwym kierunku, działacie na własną szkodę? Na pewno, w końcu to takie ludzkie. Wkładamy rękę do ognia, choć wiemy, że grozi to poparzeniem. Stojąc na wysokości patrzymy w dół, choć efektem tego jest paniczny strach i zawroty głowy. Sięgamy po kolejną czekoladkę, choć dobrze wiemy, że potem będziemy tego żałować. Wikłamy się w romanse pomimo tego, że mamy świadomość zniszczeń, które nagłe porywy uczucia wywołają.

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że zdradzę swojego męża, roześmiałabym mu się głośno prosto w twarz i nazwała szalonym. Ja, oddana żona, przykładna matka, wierna i lojalna wobec osoby, której przysięgałam miłość i szacunek do grobowej deski. Ja, która z niedowierzaniem kręciłam głową na plotki o romansach znajomych i cmokałam z dezaprobatą na wieść o cudzołóstwie. Teraz już wiem, jak bardzo można się pomylić, jak wiele prawdy jest w słowach poetki „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.

Swojego kochanka poznałam podczas organizowania urodzin męża – czy to nie ironia losu? Czterdziestka, okrągły jubileusz, niespodzianka w restauracji z udziałem rodziny i przyjaciół. Miało być pięknie, magicznie i wyjątkowo, tymczasem okazało się początkiem końca. Paweł był właścicielem lokalu i to właśnie z nim uzgadniałam wszelkie szczegóły. Najpierw mailowo i telefonicznie (już sam jego głos nieco mnie zauroczył, zawsze miałam słabość do niskich i głębokich tonów), potem osobiście. Pierwsze spotkanie twarzą w twarz było niczym wstrząs – powitanie, podanie ręki, rozmowa, moje miękkie kolana i zdenerwowanie, jego ujmująca uprzejmość, elegancja i spokój. Nie stało się wtedy nic, a mimo tego byłam oszołomiona i nie mogłam przestać o nim myśleć.  Karciłam się w myślach, mówiłam sobie „głupia, chyba dopada cię kryzys wieku średniego„, łudziłam się, że moje uczucie szybko minie. Ale stało się inaczej.

Paweł zadzwonił parę dni po naszej pierwszej rozmowie w cztery oczy, chciał doprecyzować pewne szczegóły, omówić menu, wystrój. Zaproponował kolejne spotkanie, na które z radością się zgodziłam. Byłam tak pewna samej siebie, wyznawanych zasad i własnej uczciwości, że zlekceważyłam wszelkie niepokojące objawy – staranniej zrobiony makijaż, dłużej niż zawsze wybieraną sukienkę, euforię niczym u licealistki i skupianie się na obcym mężczyźnie zamiast na własnym mężu i szykowanej niespodziance. Sprawy związane z urodzinami omówiliśmy w godzinę, ale żadne z nas nie zamierzało kończyć spotkania – nie wiedzieć kiedy przeszliśmy „na ty”,  kawa zamieniła się w obiad, a rozmowy zawodowe w osobiste tematy i zwierzenia. Dobrze wiedziałam, że proszę się o nieszczęście, że popełniam błąd, którego będę później gorzko żałować, jednak znajomość konsekwencji nie powstrzymała mnie przed brnięciem w tę fatalną sytuację.

Pierwszy pocałunek miał miejsce podczas… urodzin męża! W pośpiechu, ukradkiem, w restauracyjnej szatni, jego ręce na moim biodrze, głębokie spojrzenie w oczy, zapach perfum, który do tej pory czuję, gdy zamykam oczy i przypominam sobie tamtą chwilę. Po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat całowałam innego mężczyznę! Czułam się z tym paskudnie, a jednocześnie fantastycznie. Wyrzuty sumienia dopadały mnie naprzemiennie z pragnieniem czegoś więcej, wewnątrz toczyłam walkę serca z rozumem. Chociaż nie, rozum mi odebrało kompletnie, zostało tylko serce, które wyrywało się w kierunku Pawła.

Zaczęliśmy się regularnie spotykać. Nauczyłam się okłamywać najbliższych bez mrugnięcia okiem, stałam się mistrzynią wymówek i oszustką doskonałą. Dobry humor tłumaczyłam sukcesami zawodowymi i zdaną maturą syna, zmiany w wyglądzie kryzysem zbliżającej się czterdziestki, wieczorne wyjścia z domu wynikały z nieszczęścia przyjaciółki i konieczności jej pocieszania. Prowadziłam podwójne życie łudząc się, że uda mi się tak lawirować bez końca; zaślepiona namiętnością i miłością czułam się bezkarna, poza prawem i wszelkimi zasadami. Ale mąż znał mnie zbyt dobrze, by po pewnym czasie nie zorientować się, że dzieje się coś złego, że myślami i sercem jestem gdzieś zupełnie indziej…

Przyparta do muru, zarzucona przez niego pytaniami, do wszystkiego się przyznałam i postanowiłam skończyć z kłamstwami – jednak została we mnie odrobina przyzwoitości i szacunku do samej siebie i małżonka. Choć było mi ciężko z tym, co zrobiłam, z tym, że zniszczyłam nasze życie, w głębi duszy poczułam się lekka i wolna, zrzuciłam z siebie ciężar i byłam gotowa ponieść konsekwencje, zmierzyć się z rozwodem, cierpieniem dzieci, niedowierzaniem znajomych. Byłam gotowa na nowo ułożyć sobie życie u boku Pawła – tak, i o tym wtedy myślałam! Ale mąż odebrał mi tę możliwość – wybaczył mi romans, zaproponował terapię, nawet wziął na siebie część winy i obiecywał poprawę. Byłam zszokowana, bo spodziewałam się czegoś innego. Wolałabym, żeby krzyczał, wyzywał, obwiniał, rzucał talerzami i powiedział jasno, że to koniec. Okazał się jednak dobrym i kochającym mężczyzną, za co… zaczęłam go nawet nienawidzić – jak teraz miałam go opuścić? Jak miałam odwrócić się do niego plecami i rozpocząć nowe życie? Dlaczego musi być taki szlachetny?

Poprosiłam Pawła o chwilę cierpliwości, czas na namyślenie się i poukładanie emocji. Jestem kompletnie rozdarta od środka, pełna wątpliwości i niezdolna do podjęcia decyzji. Serce i namiętność ciągną mnie w jedną stronę, a poczucie odpowiedzialności za rodzinę i szacunek wobec człowieka, z którym spędziłam większość życia podpowiada coś zupełnie innego. Co powinnam zrobić? Nie wiem… Czuję, że bez względu na dokonany przeze mnie wybór, przyniesie on ból i cierpienie – moje własne i innych.


Lifestyle Zdrowie

Zaatakuj swoją szafę i oczyść… umysł. Akcja „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 maja 2017
Czy kobiety powinny dostawać wynagrodzenie za siedzenie w domu?
Fot. iStock – Czy kobiety powinny dostawać wynagrodzenie za siedzenie w domu?

Czy wiecie, co dziwnego najczęściej można znaleźć w polskich mieszkaniach (oprócz bombki choinkowej, której ktoś zapomniał schować i leży sobie tak na meblościance w czerwcu)? Ubrania zasymilowane z krzesłem (ewentualnie fotelem), kanapy segregujące (na równo ułożone na nich kupki ubrań z suszarki: „moje”, „twoje”, „dzieci”) i inne bardzo bliskie nam twory.

Dlatego dziś ujarzmiamy dzikie tekstylia i atakujemy szafy.

KROK PIERWSZY: PRANIE

Na początek szokująca rada: jeśli chcesz siadać na swojej kanapie lub fotelu, a nie na małym Beskidzie uformowanym z legginsów, kup tylko jeden przedmiot…

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

… magiczny kosz na pranie!

Jak to działa? Zasada jest dość prosta – minimalizm znów wygrywa. Jedna zasada, jeden koszyk i jeden problem z głowy. Zdejmując pranie z suszarki, od razu ułóż je w koszyku. Tak, poskładaj od razu swoje ubrania.

Co zyskujesz? To tylko jedna czynność  – zazwyczaj odkładasz rzeczy „gdzieś”, potem je składasz, potem biegasz z nimi do szafek lub szuflad (albo i nie 😉 ). Gdy ułożysz ubrania w koszu, zabierasz i nosisz jeden kosz, żaby pochować ubrania do szafek. Pokonujesz tylko raz taką trasę, ubrania się nie gniotą, a gdy nie zdążysz tego zrobić lub masz nieplanowanych gości – przestawiasz lub wynosisz tylko jeden i to w dodatku estetyczny koszyk. Co jeszcze? Ach, nie musisz mieć już dodatkowych misek do noszenia mokrego prania. Przechowywanie? Co za problem, przecież jest piękny, postaw go w łazience i wykorzystaj jako miejsce na ręczniki lub w pokoju – możesz w nim trzymać dodatkowe koce i poduszki.

KROK DRUGI: KRÓLESTWO SZAFY

Dlaczego regularnie nie chowamy ubrań do szafy? Bo:

  • się nam nie mieszczą
  • boimy się ją otworzyć
  • bo jej nie lubimy!

Pora na porządki. Nie będziemy dziś was przekonywać do wyrzucania na masową skalę – doskonale wiecie, że warto pozbyć się ubrań, których naprawdę nie nosicie. Dzisiaj pokażemy wam jak pokochać swoją szafę, nawet, gdy nie jest piękną i wymarzona garderobą.

Nie masz cud-garderoby? Nic nie szkodzi. Wystarczy niskim kosztem nieco doposażyć swoją starą, poczciwą szafę!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Znów z pomocą przychodzą wszelkiego rodzaju pudełka i koszyki. Dzięki nim zorganizujesz przestrzeń w szafie, zyskasz dodatkowe „szuflady”, wykorzystasz wolną przestrzeń w części wiszącej. No i oczywiście zakochasz się w swojej zliftingowanej i pięknej szafie.

Koszyczki, szczególnie te niewielkie, to świetne rozwiązanie do dziecięcych szuflad i szuflad  z bielizną. Szczególnie, jeśli posiadasz bardzo głębokie meble. Przedmioty czy ubrania ułożone w takich koszyczkach wyjmiesz bez najmniejszego problemu, bez przekopywania pierwszych rzędów! Maluchom ułatwi to np. samodzielne ubieranie czy chowanie ubrań do szafy – koszyczki lub pudełka możesz oznaczyć kolorami lub etykietami tak, by dziecko wiedziało, gdzie znajdzie konkretną cześć garderoby.

W pudełkach ułożysz też odzież sezonową, buty czy kapelusze – aby uniknąć ich odkształceń.

Jak przechowywać ubrania – ściagawka:

szafa

KROK TRZECI: NIECH CI NIE WISI!

Nie bój się, zrób to! Ruszaj z krucjatą na swój przedpokój. Wystarczy niewiele, by opanować chaos i uzyskać efekt WOW!

  1. Sprzątnij wszystkie wiszące na haczykach i wieszaczkach ubrania i torebki – NIECH CI NIE WISI! To pierwsze pomieszczenie, które oglądasz po powrocie do domu!
  2. Zorganizuj sobie ładny, nieduży  koszyczek lub pojemnik na drobiazgi (klucze, okulary, smycz dla psa etc.)

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

  3. Dodaj miły akcent – odświeżacz powietrza w ulubionym zapachu, kwiaty? To, co sprawi, że gdy otworzysz drzwi się uśmiechniesz.

Gotowe!

KROK CZWARTY: OCZYŚĆ UMYSŁ

Pomyśl o tym, czego naprawdę potrzebujesz i co ci odpowiada! Bardzo często zarzucamy naszą przestrzeń „górami” ubrań, które nie nosimy. I najczęściej jedyną rzeczą, która nas w tym ogranicza, są pieniądze. „(…)Nie bądź manekinem na ubrania. To, co nosisz, powinno oddawać twoją prawdziwą osobowość…”*. Jeśli uporządkujesz swoją przestrzeń i szafę – naprawdę poczujesz ulgę. Sztuka porządkowania opiera się na umiejętności rozstawania z niektórymi przedmiotami we właściwym momencie.

Do dzieła! Pamiętajcie, by w komentarzach do tego artykułu napisać, czy podjęłyście wyzwanie i co udało wam się zrobić 🙂 .

 

Akcja „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

Co trzeba zrobić?

Przez najbliższe dwa tygodnie będziemy przygotowywać dla Was wskazówki, jak uporządkować swoją przestrzeń i uwolnić głowę. Zróbcie swój plan wielkiego sprzątania i korzystajcie z naszych podpowiedzi. Pod artykułami publikowanymi w ramach akcji, piszcie, co udało wam się zrobić, co planujecie i oczywiście, jak się z tym poczułyście. Żeby żyło się lekko warto odpiąć odrobinę ciężarów, które nosimy!

Najfajniejsze komentarze nagrodzimy 🙂 Jak zawsze będziemy brać pod uwagę waszą aktywność i zaangażowanie w zmiany.

Akcja trwa od 17.05.2017 do 31.05.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na stronie Oh!me do dnia 10.06.2017 roku

Nagrody:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

8 x zestaw koszy Knit, składający się z kosza na bieliznę KNIT 57l oraz kosza do magla KNIT 40l

Linia produktów Knit jest nowoczesną kolekcją o unikatowym designie, nawiązując do modnego trendu robienia na drutach. Tkana struktura oraz dbałość o detale dodaje jej emocjonalnego i artystycznego charakteru, a wytrzymały materiał zapewnia wysoką funkcjonalność. Stylowe kosze na bieliznę w szczególności pomagają zachować porządek w łazience czy pralni, dodając jednocześnie tym wnętrzom niesamowitego uroku.

curver

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


*”Sztuka minimalizmu w codziennym życiu”, Dominique Loreau, Czarna Owca, 2017

 


Zobacz także

10 mitów na temat surimi. Nie dajcie się nabrać!

Wiele może się zmienić?

Gdzie dzisiaj jesteś kobieto? Kochasz? Wierzysz, że jeszcze wiele może się zmienić?

A ty? Dlaczego jesteś brzydka? Obejrzyjcie koniecznie ten filmik