Psychologia

4 rzeczy, których nastolatek potrzebuje od swojej mamy

Redakcja
Redakcja
20 listopada 2022
Fot. iStock/martin-dm
 

Bycie nastolatkiem to trudny czas, pełen odkrywania siebie i potrzeby większej niezależności To wszystko jest trudne i tym trudniejsze, że towarzyszą temu różne wahania hormonalne. Jako rodzic nastolatka masz wiele do zrobienia, aby pomóc mu nie zagubić się w tym wszystkim. Musisz mu mądrze w tym towarzyszyć.

Sama pamiętasz ten czas doskonale. Totalne szaleństwo, nieustanna huśtawka emocji i poglądów. Jednego roku byłaś hipiską, żeby po kolejnych wakacjach założyć glany i wpiąć w ucho agrafkę. Nienawidziłaś rodziców z całego serca, bo zabronili ci pójść na koncert, ale jednocześnie potrzebowałaś, żeby mama położyła ci na brzuchu ciepły termofor, kiedy dopadły cię miesiączkowe bóle. Byłaś najmądrzejsza i jednocześnie nie potrafiłaś zrobić sobie budyniu. Przypomnij sobie to wszystko i z tej perspektywy spójrz na swojego nastolatka. Zrozum człowieka! Poradzi sobie, ale jest kilka spraw, które są w tym czasie superważne.

1. Nastolatek potrzebuje zrozumienia

Kiedy przychodzi do ciebie, aby porozmawiać, proszę, nie rozmawiaj z nim z pozycji mądrzejszego dorosłego, nie fucz, nie upominaj, nie gniewaj się, nie obrażaj, nie mów, że przesadza, nie unieważniaj tego, jak się czuje. Jego myśli i uczucia zmienią się z minuty na minutę, a to, czego potrzebuje bardziej niż czegokolwiek innego, to abyś go wysłuchała i zrozumiała. W porządku jest delikatnie dzielić się z nim swoimi opiniami, ale nie atakuj ani nie pouczaj. Postaw się w jego sytuacji.

2. Potrzebuje stawiania granic

Chociaż może z tobą walczyć, kiedy mówisz mu, co ma robić, tak naprawdę wtedy testuje granice. Chce, abyś się ich trzymała. Pewnego dnia te ograniczenia i granice, które mu zapewniłaś, pomogą mu żyć uczciwie i dobrze.

3. Potrzebuje uwagi

Nigdy by ci tego nie powiedział, ale chce, żebyś zwróciła na niego uwagę. Czasami nie będzie w stanie powiedzieć, jak się czuje lub co się dzieje, więc ma potrzebę, żebyś… czasem czytała między wierszami. Nadal jest twoim dzieckiem, nawet jeśli nie chce tego słyszeć przez cały czas.

4. Potrzebuje szanowania ich prywatności

Wiem, że trudno jest ci dać mi wolność, ale bez niej nigdy nie będę w stanie zrozumieć, kim jestem. Proszę, nie dajcie mi jednak wolnej ręki, ponieważ nie jestem dorosły, a świat może być dla mnie przerażającym miejscem. Naucz mnie, jak być dobrym człowiekiem i zaufaj mi, że to zrobię.

Siedem sposobów na wsparcie nastolatki. Ona naprawdę cię potrzebuje


Psychologia

Wojciech Bojanowski o stracie dziecka. Dom pogrzebowy zaproponował wysyłkę ciała kurierem

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
20 listopada 2022

„Myślę, że nie jest fajnie, jak masz urodzić to dziecko i zostajesz z tym zupełnie sama. Dostajesz jakąś tabletkę na wywołanie porodu i masz sobie z tym sama poradzić w kiblu. Rodzisz to dziecko po to, żeby włożyć je do takiego pojemnika plastikowego jak na, nie wiem, zupę chińską i oddać do badania. Nie ma przy tym lekarza, pielęgniarki, nikogo. […] Dziewczyny zbierają te płody czy te swoje dzieci z tych białych kafelek i wkładają w te pojemniki […] i to jest dla nich tak traumatyczne przeżycie, że nawet najbliższym o tym nie mówią” – mówi dziennikarz Wojciech Bojanowski w rozmowie z Martyną Wojciechowską, wspominając trudny czas, kiedy z żoną stracili dziecko.

Wojtek Bojanowski jest jednym z najbardziej cenionych polskich dziennikarzy śledczych. Jego materiały o uchodźstwie czy tajemniczej śmierci Igora Stachowiaka we wrocławskim komisariacie poruszyły cała Polskę. Dziennikarz śledczy i reporter Faktów TVN niedawno udzielił wstrząsającego wywiadu Martynie Wojciechowskiej. Opowiedział o tym, jak wysoką cenę płaci za bycie reporterem wysyłanym na pierwsze linie frontu: kiedy nie można ugasić pożaru nad Biebrzą, kiedy toną ludzie migranci na Morzy Śródziemnym i kiedy wybucha wojna tuż za polską granicą. Dziennikarz, który dziś jest szczęśliwym ojcem dwuletniego synka, opowiedział Martynie o stracie swojego pierwszego dziecka. Zrobił to, ponieważ uważa, że sposób, w jaki traktowane są kobiety w polskich szpitalach – jest ważny podniesienia. Wojtek wraz ze swoją żoną stracili synka cztery lata temu, kiedy dziennikarz realizował na Morzu Śródziemnym dokument pt. „Niech toną”, za który dostał nagrodę Grand Press.

W 2018 roku znajdował się na pokładzie statku Sea-Watch 3. Z niego nagrywał migrantów, którzy próbowali przedostać się do Europy na różnych łódkach, pontonach i statkach.

„W tym samym czasie Marta była w ciąży. Dogadaliśmy się, że to jest OK, że ja pojadę”, opowiada Wojtek. Dziennikarz miał nadzieję, że za trzy tygodnie na święta Bożego Narodzenia uda mu się wrócić do żony. Okazało się jednak, że żaden europejski port nie mógł przyjąć pasażerów jego łodzi. W pewnym momencie Wojtek otrzymał telefon od żony z informacją, że jej ciąża jest zagrożona. Był zrozpaczony, nie mógł do niej wrócić.

„Dzwoni i mówi, że była na badaniach. Okazuje się, że nasze dziecko jest chore, bardzo. Prawdopodobnie nie urodzi się żywe, że ma na wierzchu wnętrzności. Że ta ciąża się nie może udać, nie może się skończyć dobrze. No i jest oczywiście rozpieprzona tym zupełnie. Ja jestem na tym statku i czuję się bezsilny, bo mogę stanąć na głowie, ale nie zmuszę włoskiego rządu i straży granicznej, żebyśmy mogli się zbliżyć do tego brzegu”, opowiadał Bojanowski.

Czuł się bezsilny. Jednak stacja zrobiła wszystko, by reporter mógł wrócić do żony. Wysłał po niego statek. W końcu udało mu się przylecieć do Warszawy w sylwestra.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Wojciech Bojanowski (@w.bojanowski)

Trauma w szpitalu

„Późno wieczorem, jedziemy do Wrocławia po to, żeby się przekonać już chwilę później, że temu chłopczykowi przestało bić serce”, wspomina Bojanowski. „Strata dziecka to taki temat, o którym warto mówić. Co to znaczy dla rodziny, też dla faceta. Myślę sobie, że jest naprawdę bardzo dużo do zrobienia, jeśli chodzi o to, co się dzieje w szpitalach i w jaki sposób traktowane są kobiety, które trafiają na oddziały położnicze po to, żeby mówiąc wprost, urodzić martwe dziecko. Bo to naprawdę pozostawia bardzo, bardzo wiele do życzenia”.

Marta – żona Wojtka została w szpitalu, by urodzić martwy płód. Wiedziała, że nie będzie miała dziecka, jednak w szpitalu nie udało się znaleźć dla niej osobnej sali, tak by nie musiała leżeć razem z innymi kobietami, które czekają jeszcze na poród i zwyczajnie są szczęśliwe, a co jakiś czas przychodzi do nich pielęgniarka, by zrobić KTG i posłuchać bicia serca maluszka.

„Myślę, że nie jest fajnie, jak masz urodzić to dziecko i zostajesz z tym zupełnie sama. Dostajesz jakąś tabletkę na wywołanie porodu i masz sobie z tym sama poradzić w kiblu. Rodzisz to dziecko po to, żeby włożyć je do takiego pojemnika plastikowego jak na, nie wiem, zupę chińską i oddać do badania. Nie ma przy tym lekarza, pielęgniarki, nikogo. […] Dziewczyny zbierają te płody czy te swoje dzieci z tych białych kafelek i wkładają w te pojemniki […] i to jest dla nich tak traumatyczne przeżycie, że nawet najbliższym o tym nie mówią”, zaznacza Bojanowski.

Chcieli pochować dziecko

Doszło jednak do kolejnej traumatycznej sytuacji, tym razem w domu pogrzebowym.

„To jest taka rzecz, która naprawdę mnie wkurwia. Chciałbym zaapelować do zakładów pogrzebowych, które zajmują się takimi rzeczami, gdy ktoś stracił dziecko, że nie jest najlepszym pomysłem, żeby proponować rodzicom, że wyślą przesyłką kurierską to ciało tego dziecka, bo jak rodzic coś takiego słyszy, to nie jest fajne dla niego”, powiedział Bojanowski ze łzami w oczach.

Ukochany synek

Reporter opowiadał dalej Martynie Wojciechowskiej, że kiedy jego partnerka była drugiej ciąży – on znów pojechał zrealizować materiał na temat gaszenia gigantycznego pożaru w Puszczy daleko od domu. Kiedy już miał wsiadać do helikoptera, z którego mógł nakręcić wspaniałe zdjęcia z góry, zadzwoniła do niego żona, która byłą w ósmym miesiącu ciąży. Powiedziała, że właśnie odeszły jej wody. Wojtek był wtedy 250 km od domu. Postanowił jednak, że po raz pierwszy w życiu rzuca obowiązki zawodowe i natychmiast do niej jedzie. Kiedy dojechał pod szpital, Marta już urodziła. Ponieważ była pandemia nie mógł wejść i uściskać żony ani zobaczyć szczęśliwie urodzonego synka.


Zobacz także

Najbogatsi ludzie tego świata, robią tych 5 rzeczy inaczej

Dystymia, niepozorna „siostra” depresji. Na czym polega to zaburzenie?

Koniec tak naprawdę jest zawsze początkiem. Pętelki twojego życia: doświadczenia, ludzie, emocje, kryzysy i zwycięstwa; zahaczają jedna o drugą