Macierzyństwo

TRZEPAK-FACEBOOK MOJEGO DZIECIŃSTWA

Midoblog
Midoblog
21 lipca 2016
 

 

Do popełnienia tego wpisu zbierałam się dobrych parę dni. Tak to zazwyczaj bywa, kiedy człowiek sam przed sobą musi się przyznać do błędu. Ale pociesza mnie to, że kto ich nie popełnia. Jak ja to mówię, jedynie ci, którzy nic nie robią (teoretycznie).

Kiedy nadchodzą wakacje, chcę wszystko nadrobić – sprzątanie, układanie rzeczy w szafie, wyrzucanie zbędnych ale i kupowanie nowych (no bo przecież promocje, więc jak tu nie skorzystać). A ponieważ nie chciałam zostawiać Ann u babci czy też dziadka, jeździła ze mną. Później na siłę starałam się szukać logicznych argumentów przemawiających za tym, że aż tak mało pedagogiczne to to nie było. Uwierz mi, że z marnym skutkiem. Dziś sobie mówię „było, minęło”.

Najważniejsze dostrzegać, że coś nie tak, jak być powinno i zmieniać… Tak też zaplanowałyśmy obecny tydzień…

Czas spędzany na dworze

Ostatnie dni staramy się wykorzystywać od rana do późnego wieczora. I mimo wakacji, ja typowa sowa, staram się wstawać w miarę wcześnie. Do południa obowiązkowy spacer. Do akcji przyłączył się rower. Nie wiem czy to późno, myślę, że w sam raz, zważywszy na to, że Ann dotąd jakoś nie ciągnęło do roweru. Nawet biegowy, niestety, sprzedaliśmy, bo leżał w kącie. Ale o rowerze już niebawem. Mam nadzieję, będę mogła podzielić się z Tobą sprawdzoną – skuteczną metodą nauki jazdy dla powściągliwych.

W obowiązkowych codziennych spacerach (z zegarkiem w ręku) utwierdziła mnie ostatnia dyskusja w jednej z telewizji śniadaniowej.

Więźniowie spędzają więcej czasu na dworze niż dzieci

Tak to nie pomyłka ani żaden mój wymysł. Okazuje się, że codziennie więźniowie wychodzą mniej więcej na dwie godziny na deptak. Dwie godziny to wcale nie tak dużo, prawda? To wyobraź sobie, że dzieci spędzają czas na dworze czterokrotnie krócej. Sama byłam zaskoczona. Zaczęłam więc sprawdzać ile my czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Na szczęście zawyżamy tą średnią i godzina przelatuje nam od tak. W najbliższym czasie tym bardziej nie będzie z tym kłopotu – zakotwiczamy się w górach.

Skąd jednak się wzięły takie dane? Szczerze wystarczy sobie przeanalizować normalny dzień po pracy – o której ją kończymy, ile mamy po niej siły i ile jeszcze przeróżnych obowiązków czeka na nas w domu. Nie każdy ma pod domem ogródek, na którym dziecko może bezpiecznie spędzać czas. A to już niestety nie te lata, kiedy można było pozwolić spędzać czas dzieciom samotnie na dworze (oko zawsze trzeba na nie mieć). Więc coś za coś. Albo mamy pięknie wypucowane mieszkanko, w którym wszystko jest idealne albo… Myślę ostatnio, że można to wszystko jakoś połączyć. Zorganizować sobie czas na wszystko. A przede wszystkim na co dzień dbać o ład i porządek w naszych rzeczach. Wtedy z całą pewnością znajdziemy czas na godzinny spacer, czy zabawę na placu zabaw. Uwierz mi z zegarkiem w ręku to wcale nie tak dużo.

Dziecko musi się wyszaleć

Ann, jak każde dziecko ma w sobie niezmierzone pokłady energii. Samo odbudowującej się i nigdy, przenigdy niekończącej. Zapewne, jak każde dziecko. W wakacje, kiedy spędzamy prawie każdy dzień od rana do wieczora razem zauważam to dość dosadnie. Tym bardziej takie wyżycie się na dworze jest strzałem w dziesiątkę.

Dać upust emocjom

W materiale przedstawionym w telewizji wypowiadało się kilkoro więźniów. Jeden mówił, że była by to dla niego największa katorga, gdyby ograniczyli mu czas spędzany na dworze. Jednak najważniejsze, co mi utkwiło w głowie, to słowa „gdyby ktoś ograniczył mi możliwość wyjść, grania w piłkę, biegania, to narastałaby we mnie coraz większa, silniejsza złość”.

Dziecko to nie dorosły. Nawet nam czasem tak trudno opanować negatywne emocje. Nie skazujmy zatem naszych dzieci na to, żeby złe emocje nimi sterowały. Powszechna opinia, że najgrzeczniejsze są dzieci, które potrafią usiedzieć w miejscu, zająć się sobą i być cicho, to wygoda dorosłych. Wystarczy dać dziecku możliwość do swobodnego ruchu, odreagowania. Tworzyć okazje do zabawy i spędzania wspólnego czasu – najlepiej aktywnie. Sami wówczas zobaczymy, że nasze dziecko potrafi być grzeczne a nawet spokojne.

Za naszych czasów, czyli przykład idzie z góry

Na pewno przeglądając różne portale natrafiłeś na poniższe zdjęcia

IMG_6184IMG_6185

 

Czy czasem też nie odnosisz wrażenia (ja jestem tego wręcz pewna), że to były lepsze czasy… i były takie też dzięki naszym rodzicom. Oni nie spędzali wieczorów na facebook’u, insta czy innych mediach społecznościowych. Nie szukali wrażeń w sieci. Spotykali się ze znajomymi naprawdę, a gdy przychodził weekend wyjeżdżali na cały dzień w góry, zamiast do centrów handlowych.  Ktoś powie „to były inne czasy” – zapewne, ale dzisiejsze w ogromnej mierze zależą od nas. I taki przykład przekazujemy naszym dzieciom. Dzieciom, u których coraz częściej diagnozowane są zaburzenia, problemy z radzeniem sobie z emocjami… Musimy być świadomi, że to nie bierze się znikąd.

 


Macierzyństwo

HUNT RUN

Midoblog
Midoblog
21 lipca 2016
 

Tytuł może mało błyskotliwy, ale uwierz mi – zawiera w sobie wszystko. Nawet jeżeli nie wiesz do końca z „czym to się je”, to też idealne zrozumienie tematu. Ja właśnie do takich ludzi należałam (mogę już o sobie mówić w czasie przeszłym). Teraz już dokładnie, dosadnie i na własnej skórze dowiedziałam się czym jest zagadkowy Hunt Run.

Ale może zacznę od początku. Jeżeli nie czytałeś Biegnąc pomagam  napiszę, że cel biegu był bardzo szczytny – pomoc dla małego Oliwierka. Na początku tylko tyle wiedziałam, to mi w zupełności wystarczyło. Dopiero z czasem zaczęły do mnie docierać hasła – bieg z przeszkodami, bieg „hardkorowy”, bagna, czołganie się w rurach. Uwierz mi, że mój strach osiągnął takie apogeum w piątek,  jak przed obroną pracy magisterskiej (co najmniej). Dawno więc nie czułam takiego strachu i ciężko było mi sobie z tym poradzić.

Dookoła wszyscy pocieszali. Ale wybaczcie (Ci którzy to mówili), jakoś do mnie nie przemawiały, aż tak bardzo, słowa „dasz radę” od osób, które już brały udział w podobnych biegach, które na co dzień ćwiczą kilka godzin, które biegają, jeżdżą na rowerach, pływają…

No naprawdę… a ja

  • ostatnio zrobiłam sobie dwa tygodnie przerwy
  • nigdy nie przebiegłam więcej niż 9 km
  • nie należę do osób, które lubią pływać (chociaż zdarza mi się)
  • nigdy nie właziłam do rur, ani innych zakamarków, bo boję się ograniczonej przestrzeni
  • nigdy nie wspinałam się po górach, tak stromych, żeby liny były potrzebne

To by było tak w skrócie. Więc jednego możesz być pewny – bałam się jak… no wiesz.

_MG_1516

Jedyne, co mnie pocieszało to myśl, że nie biegnę sama. Całą trasę biegłam z moją połówką. Trasę, która okazała się troszeczkę dłuższa niż planowana – 10 kilometrów zamieniło się w prawie 15.

Pierwszych kilka metrów i od razu skok do zimnej wody. Niby super, bo upał straszliwy, ale jakoś tchu nie umiałam złapać. A serce waliło, jak oszalałe. W ustach sucho, ledwo łapałam oddech. Na szczęście, po czołganiu się, spacerze z oponą na ramieniu, wejściach na szczyt po to, żeby zaraz zejść  i zjeżdżalni wodnej dotarłam do „wodopoju”. Pierwszy kryzys minął i już było tylko lepiej. Uwierzyłam, że mogę dać radę. Przeszkody, mimo, że dla moich 165 cm wzrostu ogromne, pokonywałam z pomocą obcych, ale jakże serdecznych ludzi. Nawet, jeśli było to kosztem ich czasu.

_MG_1599_MG_161313557766_477866395756586_3248614679694150029_n13557903_477882892421603_2072720532279068645_n13592202_477881849088374_5875991654866550831_n13592446_477877819088777_6360546208301665882_n13528739_477887702421122_4470658154391851683_n

Rozmowy po drodze uświadomiły mi, że to „najgorsza” edycja. Najtrudniejsze podejścia zostały wybrane  właśnie w tym roku. Więc chyba mogę być podwójnie dumna.

_MG_1679

I niczego nie żałuję! Biegłam przede wszystkim dla Oliwiera i dla siebie. Pokonałam własne lęki i słabości. Nie będę udawać, że było łatwo. Ale naprawdę było cholernie warto!

_MG_1705_MG_1698

 


Macierzyństwo

Biegnąc pomagam

Midoblog
Midoblog
9 czerwca 2016

W życiu wszystko dzieje się po coś.

Może stwierdzisz, że to niemądre zrzucać odpowiedzialność na los. Może nie wierzysz w przeznaczenie i zbieg okoliczności. Ja tak. Tylko moja wiara, jak na matematyka przystało, jest raczej logiczna – wierzę, że na wszystko w naszym życiu mamy wpływ, a przynajmniej na tę większą połowę. Wierzę też, że pewne doświadczenia pojawiają się wielokrotnie, właśnie po to, aby nauczyć nas, czego jeszcze nie potrafimy.

Ale tym razem nie o doświadczeniach, nie o przeżyciach, chociaż te są bezpośrednio związane z ludźmi, a o ludziach chcę pisać. Jeżeli czytasz mnie już jakiś czas, to wiesz, że lubię przebywać wśród ludzi, poznawać nowych, obserwować i słuchać. A już tym bardziej takich, jakich ostatnio los postawił na naszej drodze. Nie potrafiliśmy przejść obok nich obojętnie. Czasem czuje się właśnie to „coś”, a ja wierzę, że Oni pojawili się po coś. Nie wiem skąd. Tak po prostu wiem. Napędzają mnie, nas pozytywnie i mobilizują do działania. To ludzie, którzy dodają skrzydeł, ciągną w górę. Ludzie, którzy poszerzają nasz horyzont widzenia świata i okazuje się, że można widzieć coś zupełnie inaczej, a Twój dotychczasowy sposób patrzenia był tak naprawdę zero jedynkowy.

Znajomych mamy wielu, ale są wśród nich tacy, przy których (niezależnie od nich samych) wychodzi z nas gorycz, narzekanie, sami dla siebie stajemy się niemili. Przy nich jest zupełnie odwrotnie. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć – może to jakaś wewnętrzna energia, układ planet, który towarzyszył naszym narodzinom. To wszystko tylko spekulacje. A prawda jest taka, że to od nas zależy, jakimi ludźmi się otaczamy i jacy się przy nich stajemy. Przy nich stajemy się lepsza wersją nas samych.

To dzięki nim zapisaliśmy się na bieg Huntrun.

image

Realizowany przez Fundację Petralana projekt „Biegnąc pomagam” ma jasno określony cel – pomoc dla małego chłopca Oliwierka, który urodził się z wrodzonym brakiem przedramienia, dłoni lewej oraz prawej, obustronnym brakiem podudzi oraz stóp. Edycja biegu odbywa się w Bałtowie 2 i 3 lipca.

imageimage

Huntrun to ekstremalny 10 kilometrowy bieg z przeszkodami (2 lipca) oraz 5 kilometrowy bieg z przeszkodami w kolejnym dniu. (Ekstremalny brzmi naprawdę poważnie). Sam bieg jest okazją by pokazać, że są ludzie zaangażowani w niesienie pomocy. Chociaż tyle możemy od siebie dać.

„Niewiele dajesz, jeśli dajesz to, co posiadasz. Dopiero jeśli dajesz siebie, dajesz naprawdę„

Zachęcam do wspólnego udziału – Bałtów 2 i 3 lipca

Do następnego!