Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Misja spełnienie. Dlaczego dziś kochamy nasze dzieci „za bardzo”?

Karolina Krause
Karolina Krause
9 lutego 2017
Fot. iStock / South_agency
 

Zajęcia z robotyki, kółko teatralne, lekcje gry na fortepianie, taniec, konie, dodatkowe zajęcia z kosza, no i koniecznie lekcje drugiego języka. Bo przecież języki tak bardzo przydają się w życiu. Lista zajęć dodatkowych, którymi wypełniamy dziś naszym dzieciom czas wolny zdaje się nie mieć końca. Dziecko staje się dziś centrum naszego wszechświata, a dążenie do, uszczęśliwiania go za wszelką cenę, podstawowym celem jego rodziców. Dlaczego?

Powodów do traktowania dzieci, jako swoją największą inwestycję psychiczną, emocjonalną i finansową ciągle przybywa. Choć droga do takiego ich postrzegania, różniła się w zależności od społeczeństwa, tendencja ta uwidacznia się dziś zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych. Jenifer Senior, amerykańska antropolożka mieszkająca w Nowym Jorku, w swojej książce „Dużo radości, przyjemności”, stara się wyjaśnić, jak do tego doszło.

Po pierwsze ekonomia

Czasy, w których dzieci płodziło się po to, by zapewnić sobie dodatkową pomoc w dorzucaniu do rodzinnego budżetu, na szczęście odchodzą już w zapomnienie. Z danych posiadanych przez GUS wynika, że ponad połowa rodzin prowadzących gospodarstwa domowe, to rodziny z jednym dzieckiem. I choć zdecydowanie jest to krok w dobrą stronę, zmiana ta spowodowała, że dziecko stało się dziś, mówiąc wprost „ekonomicznie bezwartościowe, za to emocjonalnie bezcenne”.

Antykoncepcja

Zdolność do kontrolowania kwestii posiadania dzieci, sprawia, że rodzice w przeważającym stopniu decydują się na to, by mieć ich mniej. Mimo, że władza w Polsce, wyraźnie stara się temu zapobiegać (po przez chociażby 500+), na efekty tych zmian będziemy musieli jeszcze długo poczekać. Tymczasem standardowy model zarówno Polskiej, jak i Amerykańskiej rodziny to w dalszym ciągu 2+2, co powoduje, że zaczyna nami kierować ekonomiczna zasada niedoboru. W myśl, której im mniej czegoś posiadamy, tym większą wartość temu przypisujemy.

Wyższy wiek rodzenia

Coraz częściej też kobiety z wyższym wykształceniem decydują się na dzieci znacznie później. W Stanach Zjednoczonych średnia wieku urodzenia dla kobiet wynosi 30 lat, choć Polki ze średnią 29,1 z każdym rokiem doganiają tu zachodnie statystyki. A każda matka wie, że im dłużej czekamy na dziecko, tym nasze oczekiwania wobec czekającej nas roli rosną.

Polski PRL

Kwestia wysokich oczekiwań nie dotyczy oczywiście tutaj wyłącznie kobiet. Współcześni rodzice, jako pokolenia wychowywane w czasach komuny i PRL’u, gdzie pomarańcze uchodziły za prawdziwy luksus, a podstawową rozrywką dla dzieci był „trzepak”, chcieliby dla swoich dzieci lepszego życia. Podstawową zasadą, którą się kierują (zwłaszcza ojcowie) jest to, że „chciałbym, by moje dziecko miało lepiej niż ja”. Pytanie tylko, czy rzeczywiście mieliśmy, aż tak źle?

Wyrzuty sumienia

Kolejną zmianą, z jaką musiało zmierzyć się nasze społeczeństwo, jest fakt, że dziś nie da się już utrzymać rodziny z jednej pensji. Przez co coraz więcej kobiet pracuje dziś zawodowo. Wiele z nich ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Bo przecież „pracująca matka, to zaniedbane dziecko”. Aby więc odkupić swoje poczucie winy, starają się zostać tymi na wskroś idealnymi „matkami roku”. Zapominając przy tym, że ich własne matki, które zostały w domu, by „zająć się dzieckiem” niekoniecznie spędzały z nimi więcej czasu. Chociażby, dlatego, że w tym samym czasie trzeba było: dom wysprzątać, obiad ugotować, a na głowie miały zazwyczaj więcej niż jedno dziecko. W efekcie, czego dzieci dostawały od nich krótkie hasło „idź się pobaw” i wychowywały się głównie wśród swoich rówieśników.

„Nie mam, co z nimi zrobić”

Oficjalnym powodem, dla którego rodzice zapisują dziś swoje pociechy na szereg zajęć dodatkowych jest to, że nie wiedzą, co im się w przyszłości może przydać. Świat zmienia się dziś, bowiem w tak zawrotnym tempie, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie umiejętności okażą się kluczowe do osiągnięcia sukcesu za najbliższe 5 lat, a co dopiero za 10! I nie ma nic dziwnego, że starają się zadbać o przyszłość swoich dzieci.

Tylko, że bardziej bezpośrednią przyczyną wydaje się być to, że zwyczajnie nie mają, co z nimi zrobić! Większość rodziców kończy, bowiem pracę o 17: 00, a świetlice szkolne działają, co najwyżej do tej godziny. Nie dalej, jak kilka miesięcy temu znajoma pracująca w szkole, opowiadała mi o matce, która przyjechała po swego syna o 17: 30, zmuszając ją do zostania w pracy po godzinach. Zrozpaczona mama tłumaczyła się, że nie ma jak odebrać dziecko wcześniej, bo inaczej zostanie zwolniona. Więc, albo będzie musiała poszukać dla niego dodatkowego zajęcia, albo zwolni się z pracy. I koło się zamyka.

Dystrybutorzy szczęścia

W spadku po trudnym dzieciństwie zostało nam jednak jeszcze jedno ważne marzenie, a mianowicie to, że ponad wszystko chcemy, by nasze dzieci były szczęśliwe. To szczytny cel, ale jednocześnie mało realny. Bo, co to tak naprawdę oznacza? Nie ma jednego przepisu na szczęście, ani na to jak wychować szczęśliwe dziecko. Niektóre dzieci nie będą takie nigdy i nie mamy na to żadnego wpływu.

Dlatego poświęcając się uszczęśliwianiu ich skazujemy siebie na syzyfowe pracę, a nasze dzieci na to, że staną się mniej odporne emocjonalnie i narcystyczne. Jak więc nie dać się temu zwariować?

Po pierwsze nie traktujmy naszych dzieci, jako przedłużenie nas samych. To odrębne jednostki, a jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni przede wszystkim za to, by wychować ich na porządnych ludzi, zapewnić im dach nad głową, przekazać im pewien kodeks moralny i wyposażyć ich w jedną dowolnie wybraną umiejętność. Szczęście to, bowiem efekt uboczny. Wypadkowa tego, że robimy to, w czym jesteśmy dobrzy. Po za tym wasze dzieci już mają ogromne szczęście – mają was.


 

Źródło: wysokieobcasy.pl


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Mity na temat staników, w które prawdopodobnie wciąż wierzysz

Karolina Krause
Karolina Krause
9 lutego 2017
Fot. iStock/Zhenikeyev
 

Chcąc nie chcąc, wszyscy od czasu do czasu dajemy się na coś nabrać. Nawet jako dorosłe kobiety wierzymy często w bajki na temat staników, które usłyszałyśmy w przeszłości. Niezależnie od tego, czy padło to z ust naszych mam, sióstr, przyjaciółek, czy niedoinformowanych brafitterek, te 8 mitów z pewnością mija się z prawdą. Zobacz, czy przypadkiem nadal nie stosujesz się do którychś z nich:

Mit pierwszy: Spanie w staniku ujędrnia piersi

Choć spanie w biustonoszu ma wiele zwolenniczek, o tyle teoria tego naturalnego liftingu piersi, nie została do tej pory poparta żadnymi badaniami.

Jak podaje profesor Amber A. Guth, chirurg plastyczny z NYU Langone Medical Center: „Nie ma naukowych dowodów na to, że noszenie stanika, w jakikolwiek sposób wpływa na to, co dzieje się z naszymi piersiami w miarę upływu czasu. Przeważająca część zmian w tym zakresie wiąże się z doświadczeniami, które spotykają nas w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią.”

„To po prostu naturalna kolej rzeczy” – dodaje Guth.

Mit drugi: Noszenie stanika sprawia, że piersi szybciej stają się obwisłe

Fot. Istock/Inquieta

Fot. Istock/Inquieta

Z kontrowersyjnego badania przeprowadzonego we Francji wynika z kolei, że noszenie stanika może przynosić więcej szkód niż korzyści. Zdaniem francuskich naukowców uwięzienie w piersi w miseczkach ma bowiem zapobiegać ich naturalnej zdolności do stawiania oporu grawitacji, a przez co zanikania mięśni, które mają utrzymywać ich jędrność.

Guth tłumaczy jednak, że nasze piersi w przeważającej większości składają się głównie ze skóry, tłuszczu i wiązadeł. Dlatego tłumaczenia związane z ćwiczeniem mięśni wydają się co najmniej absurdalne.

Mit trzeci: Biustonosze mogą powodować raka piersi

Część naukowców jest także zdania, że ucisk piersi spowodowany noszeniem stanika może skutkować problemami z krążeniem krwi, co z kolei może wywołać niedotlenienie i niedożywienie komórek, a w efekcie prowadzić nawet do powstawania nowotworu.

Przyznają jednak, że takie powiązania wykazano wyłączenie u kobiet, które miały źle dobraną bieliznę (zbyt ciasną) i nie zdejmowały jej nawet do snu.

Jeśli więc nie nosimy bielizny za małej o przynajmniej dwa rozmiary. Nie mamy się o co martwić.

Mit czwarty: Nie powinnaś prać swego biustonosza zbyt często

Fot. Istock/Inquieta

Fot. Istock/Inquieta

Pomyśl: czy naprawdę założyłabyś tę samą sportową odzież kilka dni z rzędu, bez wsadzenia jej najpierw do pralki? No właśnie.

Tak samo jest z naszą bielizną – nawet jeśli tego nie czujemy – nasze ciało ciągle się poci. Związki te przenikają potem wewnątrz bieliźnainego materiału, powodując jego niszczenie. Jeśli więc zależy ci na dłuższym życiu twojego stanika, pierz go jak najczęściej.

Mit piąty: Nie wkładaj swojego bistonosza do pralki!

W tym micie kryje się jednak sporo prawdy. Pranie naszego biustonosza w pralce znacząco skraca bowiem jego żywot. Dlatego najlepiej, jeśli będziemy prać go ręcznie, w zimnej wodzie, z dodatkiem proszku do prania (choć podobno najlepiej sprawdzają się szampony dla dzieci!).

Jeżeli jednak nie przeszkadza ci częsta zmiana swojej kolekcji bielizny, możesz spokojnie wsadzić go do pralki.

Mit szósty: Dobry stanik może przetrwać przez długie lata

Zdarza się, że bardzo przywiązujemy się do swoich staników i najchętniej zatrzymałybyśmy je na wieczność. Prawda jest jednak taka, że po upływie roku większość staników traci swoje właściwości: materiał niszczy się i rozciąga, przez co pierś nie jest właściwie podtrzmywana. Dlatego powinniśmy pamiętać o tym, by co jakiś czas zrobić remanent w swojej „bieliźnianej szafie”.

Mit siódmy: Nowy stanik powinien zapinać się na ostatni zamek

Fot. Istock/Inquieta

Fot. Istock/Inquieta

Większość brafitterek obala także mit, że idealnie dobrany stanik to taki, który pasuje nam, gdy zapniemy go na ostatni (najluźniejszy) zamek. Zamiast tego powinniśmy dobierać biustonosze zapinając je na środkowy zamek. Nigdy bowiem nie wiemy, czy w międzyczasie nie przybierzemy lub nie stracimy trochę na wadze. W ten sposób będziemy mieć pewność, że nasza bielizna jest do nas idealnie dopasowana.

Mit ósmy: Zawsze znasz swój rozmiar

Choć może się to nam wydawać śmieszne. Prawda jest taka, że nie zawsze wiemy, jaki mamy rozmiar. Tylko dlatego, że przez większość czasu kupowałyśmy biustonosz w jednym sklepie, na przykład w rozmiarze 85B, nie oznacza to, że ta metoda zawsze będzie się sprawdzać. Większość marek dobiera bowiem rozmiary według własnych norm i czasami może się okazać, że zamiast 85B powinniśmy kupić stanik w rozmiarze 75 C. Dlatego za każdym razem powinniśmy przymierzać bieliznę, zanim ją kupimy.


Źródło: health.com


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

5 rad terapeuty, które okazują się naprawdę pomocne w życiu. „To” nie dzieje się teraz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 lutego 2017
5 rad terapeuty które okazują się naprawdę pomocne w życiu
Fot. iStock/lolostock

Kiedy decydujesz się na pomoc specjalisty, zdarza się, że zaczynasz terapię z błędnym założeniem: on/ona rozwiąże moje problemy. A jednak spotkanie z terapeutą to tylko kolejna szansa na to, żebyś ty sam naprawił swoje życie. Jeśli będzie to odpowiednia osoba, słowa, które między wami padną, zapamiętasz na zawsze i nigdy nie nazwiesz ich „banalnymi”.  Może nawet czasem, uratują ci one skórę.

 5 wskazówek terapeuty, które okażą się naprawdę pomocne, w życiu

1. „To” nie dzieje się teraz

Cokolwiek wydarzyło się w twojej przeszłości, nie może „rządzić” twoim obecnym życiem. Pora zakończyć rozdziały, które już dawno powinny byś zamknięte. Pełna świadomość, umiejętność rozróżnienia tego, co się już wydarzyło i na co nie mamy wpływu od tego, co jest naszym „tu i teraz” daje wyzwolenie.

2. Jesteś w porządku, taki jaki jesteś

To nie oznacza „nie pracuj nad swoimi słabościami”, ale – zaakceptuj fakt, że one są, że taki jesteś. Nie piętnuj się za to całe życie, tylko działaj.

3. Jeśli czujesz się źle psychicznie, to nie dzieje się bez powodu

Niezależnie od tego, co mówią osoby z twojego otoczenia, twoje poczucie emocjonalnego dyskomfortu świadczy o jakiś nieprawidłowościach, nie można tego lekceważyć.

4. To co czujesz i myślisz, ma znaczenie

Zdanie „każdy człowiek jest ważny” nie przewiduje wyjątków. Twoje odczucia, opinie, przemyślenia są tak samo ważne, jak odczucia i myśli twojego partnera, dziecka, rodzica. Zasługujesz na szacunek i na to, by cię wysłuchano.

5. Zawsze masz wybór

Nawet wtedy, kiedy wydaje ci się, że spadasz na samo dno, możesz zdecydować się przezwyciężyć wstyd i poprosić o pomoc. To tylko przez chwilę jest niekomfortowe. Potem przychodzi ulga.


Zobacz także

Slow jogging – idealna forma ruchu dla tych, którzy ruszać się nie lubią

Osierocone dzieci radzą sobie tylko w bajkach. Nie milcz

Jak być psychicznie elastycznym