Lifestyle Psychologia

Rodzice nie dali ci w dzieciństwie wsparcia? Wyrzuć to ze swojej głowy. Jak pozbyć się fałszywych przekonań o sobie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 lutego 2017
Fot. iStock/Nadezhda1906
 

Rodzice, wychowując dzieci mają przed sobą szczególnie ciężkie zadanie do wykonania, jeżeli sami nie otrzymali odpowiednich wzorców i nie są pewni, jak to właściwie zrobić. Ich życie pełne jest presji i napięć, często dość nieudolnie starają się więc łączyć obowiązki zawodowe, wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych, rozwiązywanie problemów zdrowotnych i problemów rodzinnych, z opieką nad swoimi dziećmi. W całym tym stresie, przy braku doświadczenia i mądrych wskazówek, toczy się wewnętrzna walka o to, by dać synowi czy córce bezwarunkową miłość. Walka nie zawsze wygrana.Rozczarowani tym, jak potoczyło się ich własne życie rodzice, pragną dla swoich dzieci zupełnie innej przyszłości, stawiają poprzeczki nie do osiągnięcia, wytwarzają atmosferę presji i nastawienia na sukces za wszelką cenę. A jeśli dzieci nie „współpracują” tak, jak założyli rodzice, albo ich umiejętności, czy możliwości im to uniemożliwiają, padają słowa krzywdzące:

„Nigdy do niczego nie dojdziesz.”

„Jesteś taka, jak twoja matka / ojciec / babcia – leniwa, niezdolna”.

„Robisz się gruba.”

„Jesteś za chuda, nie mogę na ciebie patrzeć.”

„Nie jesteś zbyt mądry.”

„Żałuję, że cię urodziłam „.

Pewnie wielu z was potrafiłoby zapełnić tę listę innymi, zasłyszanymi przez siebie zdaniami. I pewnie większość rodziców, którzy je teraz czytają, wie, że nie kocha swojego dziecka „mniej”, nawet jeśli tak właśnie do niego mówi. Jednak świadomość, że słowa ranią, musi prowadzić do jakiejś, głębszej refleksji.

Dzieci, które słyszą tak krzywdzący przekaz z ust najważniejszych dla siebie osób, wyrastają na dorosłych, których wewnętrzny głos ciągle przekonuje, że nie są „wystarczająco” dobrzy, godni miłości, że nie są w stanie osiągnąć założonych celów, zrealizować marzeń. Niechętnie próbują w życiu nowych przedsięwzięć, są mniej skłonni do ryzyka i sięgania po to, co im się należy. Ich brak pewności siebie w kluczowych sytuacjach powoduje permanentny stres i nieprzemyślane, nielogiczne decyzje. To nie zawsze jest wina twoich rodziców, ale z całą pewnością głosy, które słyszałeś w dzieciństwie przyczyniają się do tego, jaki masz dziś, jako osoba dorosła, obraz samego siebie w swojej głowie.

Jeśli ten obraz jest tak negatywny, że wywołuje skrajnie negatywne emocje, jeśli wewnętrzne głosy powtarzają okrutne przekonania na twój temat, nieustannie ciągnąc cię w dół, należy z pełną świadomością rozpocząć pracę nad tym, by je zmienić.

Jak pozbyć się fałszywych przekonań o sobie, nabtych w dzieciństwie?

Zacznij od dokładnej analizy tego, jak się postrzegasz, co mówisz o sobie samym, o swoim życiu i tym, jak sobie z nim radzisz. Czy cokolwiek, co przychodzi ci do głowy przypomina zdania wypowiadane w przeszłości przez twoich rodziców? Takie, które sprawiały ci ból i zostawiały z poczuciem niesprawiedliwości, bycia niekochanym, nieakceptowanym? Choć to nie zastąpi ci terapii, masz do podjęcia cztery, dość oczywiste kroki, na dobry początek.

1. Zapisz na kartce to, co o sobie myślisz/ mówisz do siebie w myślach

Możesz nawet być w szoku, że jesteś w stanie powiedzieć do siebie i o sobie takie rzeczy, których nie powiedziałbyś najgorszemu wrogowi. Potrafisz być dla siebie okrutny, prawda? Na papierze wszystkie przekonania, które w sobie nosisz, stają się czymś realnym, przerażającym. To właśnie ten moment pomoże ci „obudzić się” i zobaczyć, jak bardzo surowy dla siebie jesteś.

2. Dokonaj obiektywnej analizy

Czy naprawdę nie jesteś wart miłości, nic ci nie wychodzi w życiu i nie jesteś w stanie do niczego dojść sam, bez niczyjej pomocy? Przypomnij sobie, że nikt nie jest doskonały, każdy ma mocne i słabe strony.

3. „Zredaguj” swoje przekonania na nowo, wzbogacając je o dobre, dorosłe doświadczenia

Nie myśl „nic mi w życiu nie wyszło”. Przypomnij sobie każdy moment, w którym mogłeś poczuć się z siebie dumny. Każdy najmniejszy sukces, może być w twoim wypadku kamieniem milowym w tym procesie zmiany myślenia o sobie.

4. Miej zawsze w głowie, pod ręką pod ręką piosenkę, wiersz, modlitwę, mantrę lub inne przesłanie, które pomaga ci być pozytywną osobą

Posiadanie takiej życiowej „instrukcji” pozwoli ci się koncentrować na tym co realne, ważne i pozytywne.

Negatywne słowa, to ciągle tylko… słowa. Nie mogą determinować całego twojego życia, nie mogą „zaprogramować” cię na stałe i hamować przed rozwojem osobistym, przezwyciężaniem negatywnego wizerunku, który w sobie nosisz. Zmiany nie przyjdą łatwo, ale nie są niemożliwe. Zapłatą za twoją ciężką pracą będzie wolność, nowe możliwości, w tym – ta najważniejsza. Możliwość uzyskania życiowej harmonii.


Na podstawie: psychologytoday.com


Lifestyle Psychologia

Uczucie pustki w życiu. Jak sobie z nim poradzić?

Karolina Krause
Karolina Krause
1 lutego 2017
Uczucie pustki w życiu. Jak sobie z nim poradzić?
Fot. iStock / borchee
 

W życiu każdego z nas od czasu do czasu pojawia się to przytłaczające poczucie pustki. Wrażenie, że wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy nie ma żadnego sensu, a przyszłość rysuje się w niepewnych barwach. Jeśli czujesz, że ten brakujący element układanki odbiera ci zarówno szczęście, jak i ochotę do działania, powinnaś wiedzieć, że nie jesteś w tym sama.

Musisz także wiedzieć, że to uczucie nie bierze się w nas bez przyczyny. Najczęściej jest to sygnał, że właśnie straciliśmy istotny element samego siebie. Tego, co nas definiuje. Może to wynikać z utraty bliskiej osoby, rozstania, czy zatracenia ważnych dla nas wartości.

Gdy przestajemy wsłuchiwać się w głos naszych własnych potrzeb i aspiracji, na rzecz uznania ze strony innych lub dążenia do perfekcji – gubimy swoją drogę, a wszystko, co się wokół nas dzieje traci sens. Przestajemy wówczas dbać o siebie, skupiając całą swoją energię na jednym obszarze naszego życia – karierze, dzieciach, rodzinie. Zapominamy, by od czasu do czasu trochę się poruszać lub wreszcie porządnie się wyspać. Takie porzucenie samego siebie może prowadzić do lęku, depresji, poczucia winy i wszechogarniającego wstydu.

Uczucie pustki w życiu. Jak sobie z nim poradzić?

1. Oswój swoją pustkę

Postaraj się ją zrozumieć. Nazwać emocje, jakie się w tobie pojawiają. Pamiętaj jednak, by nie być w tym wszystkim dla siebie zbyt surową. Nie obwiniaj siebie za to, co czujesz, nie staraj się temu zaprzeczać ani z tym walczyć.

Jeśli ta pustka pojawiła się w tobie w wyniku śmierci ukochanej osoby, nie złość się, że po latach nadal nie możesz przejść nad tym do porządku dziennego. Bardzo możliwe, że nigdy nie będziesz w stanie jej zapełnić. Dlatego musisz nauczyć się z nią żyć, a kluczem do tego jest akceptacja. Nie tego, co się stało, ale tego jak sama się z tym czujesz.

Możesz także spróbować „mówić do siebie” w współczujący sposób. Mówiąc na przykład „Trudno mi poradzić sobie z tą samotnością”, „Czuje się fatalnie, ale wiem, że nie zawsze tak będzie” lub „To prawda, potrzebuje więcej miłości”.

2. Prowadź dziennik

W oswojeniu pustki i zredukowaniu związanego z nią stresu, pomoże ci także prowadzenie własnego dziennika. Poświęć około 20 minut na to, by przelać na kartkę swoje myśli i uczucia. Jeżeli nie wiesz, od czego zacząć, spróbuj od odpowiedzenia sobie na tych kilka pytań:

  • Kiedy po raz pierwszy zdałaś sobie sprawę z poczucia wewnętrznej pustki? Jak długo nosisz ją w sobie?
  • Jakich emocji doświadczasz, kiedy nachodzi cię to uczucie?
  • W jakich sytuacjach najczęściej się to zdarza? Czy zauważyłaś jakieś zmiany w swoim otoczeniu, gdy to odczuwasz?
  • Jakie myśli nachodzą cię w trakcie doświadczania pustki?

2. Zrozum, co straciłaś

Jedną z przyczyn wewnętrznej pustki jest żałoba, czyli śmierć osoby, która miała istotne znaczenie w naszym życiu. Poczucie straty nie musi jednak wiązać się wyłącznie z żałobą. Może się ono pojawić, w gdy zostajemy zwolnieni z pracy (utrata pracy), zachorujemy (utrata zdrowia), kiedy nasze dzieci wyprowadzają się z domu (syndrom pustego gniazda) lub w trakcie każdej innej życiowej zmiany. Nazwij to, co straciłaś i podziel się tym, z kimś z bliskiego otoczenia – przyjacielem lub członkiem rodziny. Mówienie głośno o tym, co nas boli, pozwala nam z rzucić siebie ten ciężar i znaleźć rozwiązanie dla naszych problemów.

3. Spędzaj czas z tymi, którzy cię kochają

Może to być rodzina, albo grupa zaufanych przyjaciół. Spędzanie czasu z tymi, którzy nas kochają i życzą nam jak najlepiej jest prawdopodobnie najlepszym wypełnieniem dla naszej wewnętrznej pustki. Skup się na wzmocnieniu więzi z tymi ludźmi i czerp jak najwięcej z chwil, kiedy jesteście razem. Pomoże ci to zredukować stres i da ci poczucie przynależności.

Zadbaj także o to, by ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy w jakiś sposób sprawiają ci ból (niezależnie
od tego, czy robią to świadomie, czy nie). Jeśli musisz spotkać się z osobą, której obecność podważa twoje poczucie wartości i odbiera ci siłę do działania, zadbaj o to, by nadać temu konkretne ramy czasowe.

4. Poszukaj profesjonalnej pomocy

Poczucie wewnętrznej pustki, może być także oznaką poważniejszych problemów w twoim życiu. Takich jak depresja, czy szeroko rozumiane uzależnienie. W takim przypadku zwykła rozmowa z bliskim przyjacielem może nie wystarczyć do tego, by sobie z tym poradzić. Wówczas powinniśmy zgłosić się po pomoc do psychologa lub psychoterapeuty.

5. Odkryj swoje cele i wartości

Poświęć chwilę na refleksję nad swoimi wartościami i dalekosiężnymi planami. Zastanów się, czy twoje działania współgrają z tym, czego oczekujesz od życia.

Nasze dążenia ulegają w życiu częstej zmianie. To, czego pragnęliśmy od niego 5 lat temu, dziś może być już dawno nieaktualne. Zatracając się w jakimś celu, możemy także zapomnieć o wartościach, które są dla nas bardzo istotne. A działając wbrew sobie, nigdy nie odnajdziemy poczucia spełnienia. Dlatego odpowiedz sobie na tych kilka pytań:

  • Jakie wydarzenia w życiu sprawiają, że się „zapalasz”? Które sprawy mają dla ciebie kluczowe znacznie i dlaczego?
  • Wybierz jeden moment, w którym poczułaś się całkowicie spełniona. Jakie szczegóły na temat tego wydarzenia sprawiły, że czułaś się tak a nie inaczej?
  • Wybierz 3 najważniejsze wartości w swoim życiu. Jakie działania realizujesz, by to pokazać?
  • Czy coś w twoim życiu odstaje od tych wartości? Co to jest?
  • Co mogłabyś zrobić, żeby to zmienić (bardziej dopasować się do wyznawanych przez siebie celów i wartości?)

Źródło: psychcentral.comwikihow.com


Lifestyle Psychologia

Zamartwiając się kochamy kogoś mniej

Karolina Krause
Karolina Krause
1 lutego 2017
Fot. iStock/alexeyrumyantsev

Gdy po raz pierwszy słyszymy od kogoś, żebyśmy na siebie uważali, powiemy „dzięki, postaram się”. Za drugim razem, gdy usłyszymy coś takiego, przyjdzie nam pomyśleć, że może rzeczywiście mamy się czego bać, a to sprawia, że rodzi się w nas lęk. Po kilkukrotnym wysłuchaniu tego samego, oklepanego frazesu zaczynamy się jednak zastanawiać, czy danej osobie rzeczywiście chodzi o nasze dobro, czy o swoje własne. Dlaczego zamartwiając się kochamy kogoś mniej?

Zamartwianie się to obrona przed spotkaniem z drugą osobą

Martwić się znaczy tyle, co być martwym. A przynajmniej było tak jeszcze w XV wieku. Nie bez powodu to słowo kojarzy się nam z czymś związanym ze śmiercią. Zamartwianie ma w sobie coś z usychania, z uciekania od tego, co żywe i realne. Martwienie się nigdy bowiem nie odbywa się w teraźniejszości. To zawsze jakieś wyobrażenie na temat przyszłości, oparte o nasze doświadczenia z przeszłości (lub ich interpretację). Gdy martwimy się o kogoś, wydaje nam się, że wyciągamy rękę w kierunku tych, których kochamy. W rzeczywistości jednak uciekamy od rzeczywistej bliskości z drugim człowiekiem. Od związanych z tym emocji, od intymności.

Martwienie się a realna troska

Realna troska, to coś więcej niż tylko zamartwianie. Jest czymś o wiele trudniejszym. Wymaga od nas prawdziwego zainteresowania drugą osobą. Dbania o jej dobro. Kiedy jesteśmy blisko z człowiekiem, który cierpi, jego cierpienie zazwyczaj automatycznie przechodzi także na nas. Sztuką jest wytrwać w takiej obecności, nie odwracać się zarówno od drugiej osoby, jak i jej cierpienia. Nawet wtedy, albo zwłaszcza wtedy, gdy czujemy się wobec niego bezradni. Na tym właśnie buduje się prawdziwą bliskość.

Jednak większość z nas w takim momencie wybiera zazwyczaj zamartwianie – czyli tworzenie wyobrażeń.

Brak wiary w drugą osobę

Bo tak naprawdę wolimy się martwić, niż być blisko: pytać, pomagać, wykazać zainteresowanie, dać komuś przestrzeń. Łatwiej nam powiedzieć „uważaj na siebie”, dać złudzenie obecności.

Pod zamartwianiem może kryć się jeszcze inny komunikat – brak wiary w drugą osobę. Najczęściej słyszymy to od naszych rodziców i partnerów: „ja się o ciebie po prostu martwię”, gdy to, co naprawdę chcą nam powiedzieć, to: „nie wierzę”. „Nie wierzę, że sobie poradzisz”, „nie wierzę, że jesteś w stanie sam się o siebie zatroszczyć”, „nie wierzę, że jesteś wystarczająco dorosły”…

Zamiast tego moglibyśmy zapytać: „jak mogę ci pomóc?” lub „co mogę dla ciebie zrobić?”. Na tym właśnie polega realna troska.

Wyuczony nawyk

Czasami nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że się martwimy. Robimy to nawykowo, od zawsze, a przez to wydaje nam się to naturalne, życzliwe. W końcu nasze myśli wędrują wokół tej drugiej osoby. Warto by się jednak zastanowić nad tym, czy martwiąc się rzeczywiście komuś pomagamy. Zapytać siebie – po co to robię? Dlaczego odpływam myślami w zmartwienie, zamiast wybrać troskę?


Źródło: erient.info


Zobacz także

3 pomadki, które musi mieć w kosmetyczce każda kobieta (bez względu na typ urody!)

Czy potrafimy jeszcze mówić językiem miłości, skoro nawet podczas Świąt nie szanujemy drugiego człowieka?

Bolesna prawda czy kłamstwo? Co ty wybierasz?