Lifestyle Macierzyństwo

Łatwiej byłoby się przeprowadzić niż tu posprzątać? Basta! Dzieci do roboty!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2015
Fot. iStock
 

Poniedziałek. Czyli dzień po weekendzie. Czyli teoretycznie w domu powinien panować porządek. Przecież dopiero co sprzątałaś… Teoria jednak w  warunkach domowych się nie sprawdza, szczególnie przy konfiguracji dwa osobniki dorosłe plus dwa osobniki niepełnoletnie. A dodajmy jeszcze jakiegoś futrzaka. O, Matko Polko! Przecież powszechnie wiadomo, że  jeśli chcesz mieć porządek, masz dwa wyjścia:

1. Zrób go sobie sama

2. Naucz dzieci, by sprzątały razem z tobą (zakładam, że szanowny małżonek już posiadł tę przydatną umiejętność)

Rozwiązanie numer jeden nie zasługuje, w moim odczuciu, na to by poświęcić mu tu więcej miejsca. Prędzej czy później doprowadzi cię ono do sytuacji, w której zmęczona po kokardę (to my mamy aż tyle rzeczy?!), sfrustrowana po czubki paznokci (cały dzień sprzątałam, a efektów nie widać), zła i rozczarowana (ja sprzątam, a oni odpoczywają) oraz rozwalona emocjonalnie (traktują mnie jak sprzątaczkę) zadasz sobie pytanie: „Dlaczego nie wybrałam bramki numer dwa?”

No dobrze, na początku wymaga to sporo cierpliwości i czasu. Twojej cierpliwości i twojego czasu. Ale uwierz, efekty są tego warte… A jeśli, tak jak ja, masz w domu (prawie) dwulatka, to obowiązkowo zacznij szkolenie już dziś. Już nigdy później twoje dziecko nie zareaguje z takim entuzjazmem na widok mopa, prania, papierków na podłodze czy kosza na śmieci… Oto krótki poradnik, który podpowie Ci, jak włączać dzieci w domowe obowiązki.

1. Dopasuj obowiązek do wieku dziecka

Już dwulatek wspaniale posprząta naczynia ze stołu. Bardzo możliwe, że nawet doniesie je w całości do kuchni! (nie zrażaj się początkowymi niepowodzeniami i zainwestuj w papierowe talerzyki). No dobra, najpierw poćwicz „na sucho”. Niech odniesie serwetki, solniczkę, pieprzniczkę. Rodowa, posrebrzana cukiernica to już wyższy etap wtajemniczenia.

Trzylatek może odkładać brudną bieliznę do kosza, a rano pięknie złożyć piżamkę… Nie, daj spokój! Nie poprawiaj. W jego odczuciu zdobył właśnie Mont Everest piżamkowego know – how. Podziwiaj i pamiętaj: to tobie będzie łatwiej!…

Gdy dwulatek zamieni się w czterolatka, możesz powoli wystawiać na stół prawdziwą zastawę. Na początek tę od teściowej.

2. Uzbrój się w cierpliwość

Twój dzielny maluch już od dwudziestu minut wkłada klocki do pudełka? Spokojnie, widocznie pięć razy zmienił koncepcję wsadu i trzy razy zauważył w zabawkach coś, czego wcześniej nie widział (nawet jeśli ma je od urodzenia). Prawdopodobnie też sam dźwięk klocków wpadających do pudła nastraja go w jakiś wyjątkowy sposób. Czy ty nie wracasz często do ukochanej piosenki? Głęboki oddech i mała refleksja:  w tym wieku to szczyt jego możliwości, robi, co może. Absolutnie nie dorzucaj innych zadań, póki nie skończy pierwszego. I tak nie zapamięta.

3. Pozwól czasem przejąć inicjatywę, chwal z uśmiechem i nie krzycz, gdy z lodówki zniknie masło

Synek znajomego z zazdrością podziwiał kiedyś Tatę pastującego podłogę. Małemu nie było wolno. Korzystając więc z tatusinej drzemki maluch wysmarował przedpokój kostką masła, przekonany, że teraz wszystko będzie pięknie błyszczeć. Jaka wspaniała niespodzianka dla rodziców! Niestety, efekt nie okazał się na tyle zadowalający, by z dumą zaprezentować go ojcu i trzeba było z płaczem schować się w łazience. A Tata? Pochwalił. Za pomysł, za inicjatywę, dobre chęci. Ostatecznie smyka włączono na stałe w prace porządkowe. I powiem wam, że dziś to jedyny dziewięciolatek, jakiego znam, który nie pójdzie spać póki nie odłoży rzeczy w swoim pokoju na miejsce. Brawo oni!

4. Świeć przykładem

No dobrze, wiem, że ty świecisz. Miałam na myśli WSZYSTKICH pozostałych członków rodziny. Tatuś, starsza siostra… Skoro WSZYSCY to robią, to widocznie to jest coś, co TRZEBA robić. No i mały człowiek od razu czuję się lepiej, skoro może tak jak ten duży… Taki drobny chwyt psychologiczny, a jednoczy całą rodzinę…

Jeśli zaś świadoma praw i konsekwencji zdecydowałaś się na przejęcie na siebie wszystkiego, co z domowymi obowiązkami związane, nie narzekaj. Wydmuchaj nos! Może jeszcze osiągniesz ten etap, w którym zażądasz natychmiastowej zmiany lokalu na inny, czysty. Albo natychmiastowej zmiany dzieci na inne, współpracujące. Nigdy nie jest za późno, by wprowadzić zmiany. Pewnie będzie trochę trudniej, a w niektórych domach wybuchnie prawdziwa rewolucja. Ale w końcu dom to coś, o co dbamy razem, prawda? Niech maluchy uczą się tego jak najwcześniej.


Lifestyle Macierzyństwo

Reklama dźwignią handlu, seks (już nie) dźwignią reklamy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2015
A może by tak seksfilm?
Fot. iStock / fabioderby
 

Denerwują was gołe pośladki na billboardzie reklamującym opony? Macie dosyć wyeksponowanych odważnie piersi w telewizyjnych spotach? Seks w reklamach to ciągle popularny chwyt.

Tymczasem, jak pokazują wyniki badań nad mózgiem, przeprowadzonych przez naukowców z Ohio, wcale nie taki skuteczny…

 

Analiza 53 badań dowiodła, że zawartość seksu zmniejsza skuteczność reklamy. Dzieje się tak dlatego seks przyciąga naszą uwagę mocniej niż towarzyszące mu w reklamie (a kluczowe dla niej) treści. Odbiorca skupi się więc na damskich pośladach i biustach, a mniej na samych markach. Reklama nie będzie skuteczna, a marka nie zostanie zapamiętana. Ten sam efekt, w jeszcze większym stopniu dotyczy reklam zawierających sceny przemocy, o ile nie są one spójne z kontekstem.

Co istotne, im bardziej nachalna seksualność w reklamie, tym mniejsza skłonność do zakupu produktu.

A więc kochani reklamodawcy, macie wreszcie jasne dowody na to, że ani seks ani przemoc już się nie sprzedają. Pora wciągnąć odbiorcę w bardziej ambitną grę skojarzeniową.

Źródło: Science of us

 

 


Lifestyle Macierzyństwo

Jedz, kochaj i NIE tyj! O tym dlaczego tyjemy z miłości

Monika Głuska-Bagan
Monika Głuska-Bagan
12 października 2015
Fot. iStock

Rok temu zakochałam się i wkrótce potem… przytyłam. Mówi się, że z miłości się chudnie, ale czy to prawda? Może rzeczywiście coś w tym jest, bo na początku jesteś wiecznie podekscytowana. Ale po kilku miesiącach, gdy poznajesz lepiej partnera, a on okazuje się fajny, wijesz gniazdo, gotujesz lub biegasz po restauracjach.

Idę ulicą, przechodzę obok dziewczyny, która radośnie się do mnie uśmiecha.– Dzień dobry nie poznaje mnie pani? – zaczepia mnie. Po chwili namysłu rozpoznaję, to Ania, koleżanka mojej córki, 24-letnia studentka. Wygląda promiennie, ale mocno przytyła, zawsze była chuda jak patyk.

– Wiem, wiem, jestem gruba – przyznaje Ania z nieśmiałym uśmiechem, łapiąc moje spojrzenie na jej brzuchu.  Czuję się dziwnie, bo sama w tym momencie myślę o swojej figurze, która mocno odbiega od ideału.

Dziewczyna nigdy nie miała problemów z wagą, jadała regularnie, w trakcie przerwy w zajęciach biegła coś przekąsić lub wpadała na obiad do mamy, trzy razy w tygodniu ćwiczyła w fitness klubie. Dopóki nie poznała Grzegorza. W ciągu pół roku przybrała ponad pięć kilo, przez następne pół kolejne pięć.– Przez kilka miesięcy widziałam tylko wpatrzone we mnie oczy Grzesia i nawet nie zauważyłam, że powoli obrastam tłuszczem – mówi. – Pewnego dnia przymierzałam w sklepie sukienkę, ta w moim rozmiarze 36 nie pasowała, ledwo zmieściłam się w 38, teraz noszę 40.

Psychologowie nazywają to syndromem ustatkowania się, wraz ze stanem zakochania przychodzi pewność siebie. Partner zapewnia nas o miłości, a my czujemy się akceptowane. Na początku miłość wydaje się wieczna i idealna, nie widzimy swoich wad, wspaniale do siebie pasujemy i wierzymy w szczęśliwą gwiazdę.W udanym związku uspokajamy się, wyciszamy i cieszymy życiem.

Zakochani zmieniają styl

– Dopóki nie poznałam ukochanego, jadałam głównie warzywa i kasze, prawie zrezygnowałam z mięsa, ale od kiedy mieszkamy razem, przygotowujemy codziennie duże kolacje. On lubi mięso, więc i ja jem, bo nie lubię wyrzucać jedzenia. Często przygotowuje lasagne, czy chińszczyznę, więc zajadam się, bo jest smaczna i dokładam kolejne porcje – opowiada dziewczyna.Dodaje, że nie ma czasu na ćwiczenia, często z partnerem chodzą do kina i restauracji.

Trzeba jednak pamiętać, że niestety w restauracjach nie zawsze podaje się świeżo i lekko. Dania często przygotowywane są wcześniej, zawierają mniej witamin i składników mineralnych, dodaje się do nich zbyt duże ilości tłuszczu. Wrogiem figury jest alkohol, a kieliszek czerwonego wina ma 70 kcal, tyle, ile cztery łyżeczki cukru.

Podobno kobiety łatwiej przejmują nawyki żywieniowe partnera, ciężej im zrezygnować z posiłku. Częstszy u nas brak asertywności, sprawia, że trudniej nam określić własne potrzeby, łatwiej ulegamy i choć tego nie potrzebujemy, jemy tyle samo, co nasz mężczyzna.

Nie przesadzajmy jednak z wadami wspólnego jedzenia, bo ma i ono swoje plusy. To stara prawda, że potrawy przygotowane przez ukochaną osobę dają mnóstwo przyjemności i ukojenia. Seksuolodzy tłumaczą, że popęd płciowy zaczyna się w podwzgórzu, to ta część mózgu, która rządzi też apetytem. Jedzenie i seks są ściśle ze sobą związane. Zaspokajanie głodu i rozsmakowanie się w potrawach może mieć wpływ na wzbudzanie i odczuwanie pożądania. Nasze najwcześniejsze doznania przyjemności związane są właśnie z jedzeniem. Noworodek karmiony piersią jest bezpieczny i szczęśliwy. Jedzenie zaspokaja potrzebę bliskości i miłości.

Związek między kuchnią a łóżkiem, to jednak nie tylko podświadome wspomnienia z dzieciństwa. Wiele spożywanych produktów wpływa na produkcję hormonów i funkcjonowanie narządów płciowych. Duży wpływ na pożądanie ma dieta bogata w białko, owoce, warzywa. Najedzeni czujemy się  spokojni, krew szybciej krąży, narządy są ukrwione, w organizmie wytwarza się więcej hormonów, skóra staje się bardziej wrażliwa na dotyk, wyostrza się wyobraźnia.    

Co wybrać u Chińczyka, co u Włocha?

Kiedy rozmawiam z Anią słyszę: – Dziś, po roku bycia razem, oboje staramy się jeść rozsądnie. Na ulubione przez mojego chłopaka burgery, wychodzimy tylko raz w miesiącu, częściej zabieram partnera na te wegetariańskie, bardzo je polubił.

W miłosnej diecie warto bowiem ograniczyć produkty bogate w tłuszcze zwierzęce, które źle wpływają na układ krążenia i obniża u mężczyzn poziom testosteronu. Pokarmy powinny być mniej kaloryczne, za to zawierać dużo witamin i mikroelementów. Jemy regularnie cztery, pięć razy w ciągu dnia, unikamy dużych kolacji. Wybieramy ciemne pieczywo, kasze pełnoziarniste, ciemny ryż. Ograniczamy też alkohol. A jeśli już pijemy, to najlepiej po posiłku, nigdy przed, bo to za bardzo pobudza apetyt i zwiększa wydzielanie soków trawiennych. We włoskiej restauracji zamawiajmy spaghetti z sosem pomidorowym, a nie śmietanowe, czy serowe. Nie przegryzajmy dań pieczywem, posmarowanym czosnkowym masełkiem. Duża pizza z serem i mięsem to ponad 1000 kcal.  U Chińczyka nie jedzmy wieprzowiny słodko-kwaśnej, naleśników spring rolls, ani smakowitej kaczki. Z karty wybierzmy potrawy gotowane, dania z kurczaka, warzyw, lub tofu i soi.

Ech, trzeba utrzymać formę, w końcu to dopiero początek wspólnego życia.


Zobacz także

23 rzeczy, które każda kobieta powinna przestać robić, by zacząć żyć

23 rzeczy, które każda kobieta powinna przestać robić, by zacząć żyć

„Oddaję Ci skórę”, czyli historia niezwykłej siostrzanej miłości

Synku, ona do ciebie nie pasuje, czyli pozwólmy każdemu kochać tego, kogo i jak chce