Macierzyństwo

Grzechy główne babć i dziadków, czyli co często robią, a nie powinni

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
24 października 2016
 

Obecność dziadków przy rozwoju małego dziecka jest bardzo ważna. Każdy z nas kto miał przyjemność gościć dziadków w swoim życiu doskonale wie jak przyjemne były wakacyjne wyjazdy do rodziny, opowiadanie bajek przez dziadka i zapach gotowanego kompotu przez babcie. Wiele miłych wspomnień z dzieciństwa kojarzy się często właśnie z obecnością dziadków.

Skoro pamiętamy ten okres, to znaczy, że byliśmy już dziećmi nieco starszymi. Przynajmniej przedszkolakami. Niemowlęta – brutalnie mówiąc – nie potrzebują tak bardzo dziadków, jak dzieci starsze. Niemowlęta potrzebują przede wszystkim ciszy, spokoju, poczucia bezpieczeństwa w dobrze znanych im ramionach rodziców, co nie zawsze jest zrozumiałe dla dziadków. „Przecież to mój wnuk/wnuczka!”. Pewnie, że tak! Ale ten kilkutygodniowy czy kilkumiesięczny wnuk/wnuczka kompletnie nie ogarnia jeszcze otaczającej go rzeczywistości a tym bardziej nie ma pojęcia kto jest babcia i dziadek.

Natomiast z biegiem lat mocno się to zmienia. Dziecko dojrzewa, odkrywa otaczający go świat a wraz z nim poznaje członków swojej rodziny. Tak, tej rodziny POZA rodzicami. Wie już, że jest babcia i dziadek, wie, że jest ciocia i wujek, rodzeństwo cioteczne. Wie też, że są inne osoby, które prawdopodobnie są członkami rodziny lub przynajmniej bliskimi, przyjaznymi osobami. Zaczyna oceniać kto mu się podoba a kto nie. Może też zacząć decydować z kim chce spędzać czas i marudzić gdy czyjaś obecność nie będzie odpowiadać.

Gdy mamy malutkie niemowlę, dziadkowie są potrzebni rodzicom, a nie dziecku, bo niemowlę potrzebuje tylko rodziców. Natomiast im dziecko jest starsze, tym obecność dziadków w jego życiu staje się coraz ważniejsza. Dzięki nim uczy się nowych rzeczy i poznaje świat z zupełnie innej perspektywy niż pokazują go rodzice. Uczy się też empatii i szacunku do osób starszych oraz rozwja więzi emocjonalne.

Brzmi pięknie. I tak może być – pod warunkiem, że dziadkowie nie popełniają kilku klasycznych grzeszków, które nie tylko mogą bardzo popsuć relacje rodzinne, ale również mogą mieć wpływ na prawidłowy rozwój dziecka.

Oto kilka najczęściej popełnianych błędów przez dziadków, gdy pojawia się nowy członek rodziny:

  1. PODWAŻAJĄ AUTORYTET RODZICÓW
    Główny grzech ciężki. Wiedzą najlepiej jak wychowywać wnuki. Dużo lepiej niż rodzice. Najpierw mowią rodzicom co mają robić i jak, a gdy ci się buntują i nie zgadzają się z ich zdaniem, zaczyna się walka i podważanie autorutetu rodziców. Jak to robią? Zwykle pozwalają na rzeczy, na które rodzice nie wyrazili zgody pokazując, że tak jest lepiej dla dziecka i wszystkich. Oczywiście oni wiedzą lepiej i w nosie mają opinie osób decyzyjnych czyli rodziców. Po prostu robią po swojemu wytykając innym błędy.
    Jak to wpływa na dziecko? W jego głowie pojawia się mętlik i chaos. Dziecko nie otrzymuje jasnych komunikatów, więc nie wie kogo słuchać. Ostatecznie nie słucha nikogo, albo tego kogo w danej chwili jest mu wygodniej słuchać. Staje się też uparte i uczy się nieszanowania zdania innych. Zaburza się jego poczucie bezpieczeństwa. Takie dzieci w przyszłości często mają duże problemy z pewnością siebie.
  2. NIE SŁUCHAJĄ RODZICÓW
    Rodzic zostawiając dziecko z dziadkami podaje listę co wolno czego nie: „nie może oglądać tv, nie może jeść słodyczy, o 19.00 kąpiel, o 20.00 do łóżka i spać”. Co robią dziadkowie? Po swojemu: oglądają z dzieckiem tv, częstują słodkościami i siedzą do późna. Jest to zaburzanie rytmu dnia dziecka oraz wprowadzanie chaosu. Oczywiście są odstępstwa na które rodzice pozwalają dziadkom, ale jeśli tak nie jest, dziadkowie powinni to uszanować.
    Jak to wpływa na dziecko? Również sieje w jego głowie chaos oraz uczy niesłuchania rodziców. Po powrocie do domu, rodzice często dość długo muszą się męczyć, żeby ponownie wprowadzać w życie dziecka swoje zasady. Jest to również podważanie ich autorytetu. W ten sposób również utrudniona jest nauka uczenia dziecka zdrowych nawyków (np. jeśli zależy nam, żeby uczyć dziecko zdrowych nawyków żywieniowych, dziadkowie w bardzo krótkim czasie potrafią zniszczyć całą naszą ciężką pracę).
  3. PRZEKUPUJĄ DZIECKO
    Dziadkowie, którzy są typami zazdrośników, często próbują przekupywać dziecko np. słodyczami czy zabawkami, żeby „kochało ich bardziej niż rodziców”. Pozwalają na przyjemności, których nie pozwalają rodzice, licząc, że w ten sposób dziecko „pokocha ich bardziej” i przeciągną na swoją stronę.
    Jak to wpływa na dziecko? Niestety jest to bardzo krzywdzące przede wszystkim dla dziecka. Nie ma wątpliwości, że najważniejszymi osobami w życiu dziecka zawsze są rodzice. Jeśli dziadkowie zaczynają zaburzać tę równowagę, może to mieć poważne konsekwencje w psychice dziecka i ze zrozumieniem ról społecznych. Zaburza też jego poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie.
  4. ROBIĄ PO SWOJEMU GDY RODZICE NIE WIDZĄ
    Rodzice zabraniają np. dawać czekoladę, dziadkowie przytakują a pod nieobecność rodziców i tak częstują nią dziecko. Znowu jest to podważanie autorytetu rodziców i wprowadzanie złych nawyków.
    Jak to wpływa na dziecko? Dziecko uczy się oszukiwania i kombinowania. Do tego widzi, że nie ma czegoś takiego jak konsekwencja. Rodzice nie pozwalają, a dziadkowie robią swoje. W ten sposób dzieci w przyszłości również będą robiły rzeczy za plecami rodziców.
  5. WYMUSZAJĄ NA RODZICACH I MANIPULUJĄ
    Dziadkowie są często jak duże dzieci. Wnuki traktują jak małe zabaweczki, które muszą mieć na wyłączność i chcą wszystko robić z nimi tak jak oni chcą, nie słuchając przy tym rodziców. Gdy rodzic nie chce się na coś zgodzić, dziadek lub babcia wymuszają robiąc smutne oczy, działają na emocje mówiąc np. „że i tak zaraz umrę a tu nikt im nie pozwala”, „przecież oni tak rzadko widzą wnuczkę/a”, albo jeszcze gorzej: „no tak, nikt nas nie chce, jesteśmy niepotrzebni” itd. To klasyczne przykłady wymuszania i manipulacji. Często robią to świadomie wiedząc, że rodzice wtedy się na coś zgodzą. I zwykle tak jest. Dlatego najważniejsze jest zamknąć klapki pt. „emocje” i konsekwentnie mówić NIE. Zdziwilibyście się jak szybko przestaną wchodzić w te gierki jak zobaczą, że są nieskuteczne.
    Jak to wpływa na dziecko? Uczy się tego samego. Wymuszania, manipulowania i wpływania rodzicom na emocje. Dziecko widzi, że tylko w ten sposób rodzic mu ulegnie. Dlatego bardzo ważne jest, żeby tego nie robić zarówno w przypadku dziecka jak i dziadków.
  6. NASTAWIAJĄ DZIECKO PRZECIWKO RODZICA/RODZICÓW
    Często to się zdarza w przypadku teściów, którzy nie lubią swojej synowej lub zięcia. Tworząc z nimi konflikty i napięte relacje pokazują również dziecku, że ten rodzic jest ZŁY a dziadkowie dużo lepsi i ważniejsi.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza jego poczucie bezpieczeństwa. Rodzic w oczach dziecka może okazać się „tym złym” i dziecko będzie się od niego odsuwało. Może dojść do konfliktów rodzinnych a nawet rozwodu. A rozwód dla dziecka to niestety trauma na całe życie.
  7. UZALEŻNIAJĄ DZIECKO OD SIEBIE
    Są dziadkowie, którzy mają opracowane to do perfekcji trenując już na swoich dzieciach. Pomagając w opiece nad dzieckiem robią wszystko, żeby rodzice nie byli sobie w stanie bez nich poradzić a przy tym uczą dziecko, że ono również bez babci/dziadka nie da sobie rady w życiu. Dziadkowie przejmują wtedy całkowitą kontrolę nad rodziną.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa. Dzieci czują się bezradne, nie radzą sobie w życiu, są strachliwe i boją się wchodzić w nowe relacje. Rodzice stają się mniej ważni, nie są autorytetem, ich zdanie jest nieważne. Liczy się tylko zdanie dziadków. Niestety gdy dziadkowie odchodzą, dziecko czuje się jeszcze bardziej zagubione.
  8. BABCIE CHCĄ BY DZIECI MÓWIŁY DO NICH „MAMO”
    Nie sądziłam, że to się tak często zdarza, a jednak. Babcie, szczególnie te, które dużo czasu spędzają z wnukami opiekując się nimi gdy rodzice pracują, niepokojąco szybko wchodzą w rolę MAM a nie BABĆ. Do tego stopnia, że uczą dzieci mówić do nich MAMO!
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie ról społecznych. Zmniejsza autorytet prawdziwej mamy i powoduję, że dziecko się odsuwa od prawdziwych rodziców. Często dochodzi wtedy do konfliktów rodzinnych a nawet rozwodów. Takie zjawisko najczęsciej występuje u bardzo młodych rodziców, gdy dziadkowie odgrywają dużo większą rolę przy wychowywaniu dziecka.
  9. ZABIERAJĄ MATKOM DZIECKO Z RĄK
    Serio. Babcie potrafią wyrywać i szarpać dzieckiem byleby tylko mieć je dla siebie, nawet wyrywając je matkom z rąk, bo „to są ICH wnuki” i one MOGĄ. Często nie chcą rodzicom oddać dziecka.
    Jak to wpływa na dziecko? Daje mu do zrozumienia, że jest rzeczą, przedmiotem, że nie należy mu się szacunek. Zmniejsza to jego poczucie własnej wartości i pokazuje, że jego zdanie się nie liczy. Poczucie bezpieczeństwa rownież jest zaburzone.
  10. ROZPIESZCZAJĄ W ZŁY SPOSÓB
    Ciągle słyszymy, że rodzice są od wychowywania a dziadkowie od rozpieszczania. Tylko większość dziadków nie rozumie tego słowa. Zwykle uważają, że mogą wszystko, że zasady wychowawcze nie panują, że mogą na wszystko pozwalać i tym sposobem: dzieci jedzą dużo słodyczy mimo zakazów rodziców, bałaganią nie sporzątając po sobie zabawek, rzucają rzeczami, wrzeszczą jak ktoś im czegoś zabrania, bo są nauczone, że wszystko im wolno. Większość rodziców narzeka, że po powrocie od dziadków muszą od nowa uczyć dziecko i wprowadzać te same zasady wychowawcze, tylko z każdą kolejną wizytą u dziadków jest coraz gorzej. Dzieci zaczynają się buntować i częściej chcą czas spędzać z dziadkami, którzy na wszystko pozwalają, bo rodzice nagle są „ŹLI”. W ten sposób powstaje błędne koło i marudne, rozpieszczone dzieci niesłuchają rodziców.
    Jak to wpływa na dziecko? Cytując Parenting.pl: „Rozpieszczone dziecko to właściwie dziecko nieszczęśliwe z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa, które swoim zachowaniem woła o pomoc.”(czyt.TU)
  11. UWAŻAJĄ, ŻE RODZICE PRZESADZAJĄ I MÓWIĄ O TYM GŁOŚNO (również przy dziecku)
    Dziadkowie wychowywali się w innych czasach i w inny sposób, dlatego współczesne metody wychowawcze mogą wydawać im się nieco dziwne i „przesadzone”. Jednak niezależnie czy im się one podobają czy nie, MUSZĄ je uszanować, bo to rodzice decydują w jaki sposób wychowują swoje dziecko. Niestety dziadkowie często, w towarzystwie dziecka mówią, np. żeby „NIE PRZESADZAĆ I POZWOLIĆ POOGLĄDAĆ DZIECKU TV”.
    Jak to wpływa na dziecko? Pojawia się w jego głowie chaos, bo rodzice nie pozwalają, a dziadkowie mówią, że można i w dodatku MÓWIĄ TO RODZICOM! Więc gdzie tu logika? Znowu zaburza to poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli dziadkowie się z czymś nie zgadzają, NIE WOLNO o tym mówić w towarzystwie dziecka. Najpierw należy porozmawiać z rodzicami. Jeśli mimo to rodzice zostają przy swoich zasadach, dziadkowie powinni to uszanować.
  12. RYWALIZUJĄ Z RODZICAMI
    To częściej babcie niż dziadkowie. Pojawia się rywalizacja i walka o względy wnuka/wnuczki. Próbują na siłę pokazać swoją lepszość, że są ważniejsi od rodziców. Dzieje się to często w przypadku tych dziadków, którzy boją się odrzucenia, samotności i tego, że wnuki nie będą ich odwiedzać.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa, uczy niezdrowej rywalizacji i negatywnych emocji.
  13. NA SIŁĘ CHCĄ WYCHOWAĆ CUDZE DZIECKO
    Nie rozumieją czym jest bycie dziadkiem i babciom. Pamiętają swoje błędy wychowawcze i teraz chcą to nadrobić i wychować dziecko na swój mądry i dojrzały sposób, którego nie znali w przeszłości. Niestety tylko nie chodzi już o ich dziecko. Często wtedy dochodzi do konfliktów i odcięcia kontaktu dziecka z dziadkami.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa. Brak kontaktu z dziadkami też nie wpływa dobrze na jego rozwój emocjonalny. Uczy tworzenia konfliktów rodzinnych.
  14. SĄ NADOPIEKUŃCZY
    Na to chyba dużego wpływu nie mamy. Klasyki: „załóż czapeczkę przecież jest tylko 25 stopni”, „ma za ciasno spodenki”, „załóż cieplejszą kurteczkę”, „nie wychodźcie z domu, bo pada i się przeziębi” itd. Często nas to irytuje, ale możemy jedynie przytakiwać i się słuchać lub przytakiwać i robić po swojemu.
    Jak to wpływa na dziecko? Raczej krzywdy mu nie robi. Czasami w skrajnych przypadkach może nasilać poczucie lęku u bardziej wrażliwych dzieci.

Więcej grzechów nie pamiętam i w internecie nie znalazłam. Dodalibyście coś z czym się spotkaliście? 

Przeglądając fora internetowe i portale trafiłam na bardzo dobre uzasadnienie rozpieszczania przez dziadków i tego co powinniśmy w tych sytuacjach robić. Na problem Barbary i Macieja odpowiada lekarz i terapeuta dr Marcin Gajda:

„Panie Marcinie,
Jesteśmy rodzicami dwóch wspaniałych dziewczynek. Obecnie mieszkamy poza krajem, we Włoszech. Często jednak przyjeżdżamy do Polski, dbając o to, by nasze córki miały jak najczęstszy kontakt z językiem, polską tradycją, a także z rodziną, zwłaszcza z dziadkami. Rodzice i dziadkowie i w naszym życiu odegrali ważną rolę, szczególnie jeśli chodzi o przekaz wartości chrześcijańskich i narodowych. Zabiegamy więc, by Kasia i Marysia miały tę samą szansę. Problem jednak polega na tym, że dziadkowie na zbyt wiele pozwalają dziewczynkom. Najtrudniej je ogarnąć po miesięcznym bądź dwumiesięcznym wakacyjnym pobycie u naszych rodziców w Polsce. Co robić w takiej sytuacji? Chcemy, by przynajmniej podczas letniego wypoczynku miały z dziadkami dłuższy kontakt, ale zmiany w zachowaniu dzieci po powrocie do domu stają się coraz bardziej niepokojące.”

p. Marcin Gajda:

„Drodzy Państwo,
Śmiało można powiedzieć, że przypadek, który opisujecie, należy do kanonu problemów wychowawczych, z którymi zmagają się rodzice: Jak postępować w sytuacji, kiedy dziadkowie rozpuszczają dzieci? Trudność, która się pojawia, ma zawsze ten sam schemat: albo dziadkowie (otwarcie lub niejawnie) nie zgadzają się z rodzicami co do sposobu wychowania wnuków i „robią to po swojemu”, tak jak uważają za stosowne i właściwe; albo – pomimo że wiedzą, iż popełniają błąd wychowawczy – ulegają wnukom, ponieważ nie potrafią postawić jasno i konkretnie granic swym ukochanym milusińskim.
Niezależnie, z którym przypadkiem mamy do czynienia, nigdy nie wolno pozostawić nam takiej sytuacji bez reakcji – w przeciwnym razie dzieciom będzie działa się krzywda. I może właśnie od tego zacznijmy: zastanówmy się wspólnie, na czym polega ta krzywda. Kiedy dziadkowie rozpuszczają dzieci, skutkiem jest nie tylko późniejsze złe zachowanie rozbrykanych wnuków, ale przede wszystkim utrata poczucia bezpieczeństwa przez dziecko, co niemal zawsze jest widoczne (przynajmniej dla specjalisty). Mechanizm jest dość prosty: kiedy dorosły nie potrafi postawić konkretnej granicy i ulega złym zachowaniom lub kaprysom dziecka (na przykład w kwestii długości przesiadywania przed telewizorem czy komputerem, w kwestii zakupów i innego rodzaju zachcianek, godziny powrotu do domu, kulturalnego zachowania, grzecznych odpowiedzi itd.), jest ono na pozór zadowolone – „kręci” opiekunami w dowolny sposób, jak mu się podoba. Jednak bilans emocjonalny takiego dziecka jest zdecydowanie ujemny. Otrzymuje ono bowiem pośrednio informację: „Twój opiekun, ten, który powinien cię bronić i strzec, jest słabszy od ciebie”. Nic dobrego dla dziecka z tego nie wynika: spada jego poczucie bezpieczeństwa. Właśnie takie dzieci często bywają u mnie w gabinecie terapeutycznym, skarżąc się na różnego rodzaju lęki.

Kiedy opiekun potrafi łagodnie, ale jednak stanowczo i konsekwentnie stawiać granice i wymaga dla siebie szacunku, dziecko trochę pomarudzi, być może, będzie próbowało się buntować (jest to znak dobrze postawionej granicy!), jednak ostatecznie podporządkuje się i… poczuje bezpiecznie, bo ten, kto się nim opiekuje, jest silny i godny zaufania – „nic ci nie zagraża, skoro masz obok kogoś silniejszego od ciebie”.

Podsumujmy zatem: jeśli dziadkowie ulegają wnuczkom, bo nie są wystarczająco silni, aby im się przeciwstawić, to dzieci zawsze będą traciły poczucie bezpieczeństwa (może się to odbijać w ich psychice dużo później, i to w sytuacjach zupełnie niezwiązanych z pobytem u dziadków) oraz prawdopodobnie będą miały z roku na rok coraz mniej szacunku do swych wakacyjnych opiekunów.

Najgorsza jednak sytuacja ma miejsce wtedy, kiedy dziadkowie mniej lub bardziej świadomie podważają autorytet jednego lub obojga rodziców. Dzieje się tak, gdy dziadkowie nie zgadzają się z opiniami ojca i (lub) matki, mówiąc o tym dzieciom wprost lub nawet nie mówiąc, ale „po kryjomu” pozwalając na coś, na co „źli rodzice” nigdy by się nie zgodzili. Niekiedy dziadkowie potrafią nawet rywalizować z rodzicami o serca dzieci, próbując je w różny sposób „przekupić”. Nie trzeba posiadać wiedzy pedagogicznej, żeby sobie wyobrazić, jakie spustoszenie w psychice i świecie dziecka czyni taka postawa! Uderza ona w najważniejszą osobę dla dziecka: własnego rodzica, co zawsze niesie ze sobą bardzo złe konsekwencje.

Cóż zatem robić? Najpierw próbujmy rozmawiać z dziadkami, jasno przedstawiając swoje oczekiwania i zasady. Czasem taka rozmowa wystarcza, dość często jednak nie skutkuje.

Jeśli dziadkowie mają „za miękkie serca” i nie potrafią się przeciwstawić dzieciom, będziecie Państwo musieli skrócić pobyty waszych dzieci u dziadków – ponieważ korzyści wynikające z tych wakacyjnych wyjazdów będą zbyt małe w stosunku do szkody, jaką dzieci ponoszą. Podczas krótszych pobytów złe zachowania i nawyki nie utrwalą się i zauważycie Państwo, że dzieci u dziadków funkcjonują na ich zasadach, jednak po powrocie do domu szybko dostosowują się z powrotem do Państwa warunków. 

Gdyby jednak dziadkowie podważali Wasz autorytet (podkreślam, że to nie musi się odbywać wprost, na poziomie werbalnym) lub wręcz rywalizowali z Wami, to stanowczo odradzam pozostawianie dzieci sam na sam z dziadkami, nawet na bardzo krótkie okresy. Żadne korzyści nie zrównoważą strat związanych z utratą Waszego autorytetu. Trudno, dziadków będzie można odwiedzać tylko całą rodziną, zwracając uwagę na to, czy Państwa autorytet nie jest podważany. Gdyby jednak zdarzało się to nawet i w Waszej obecności (na przykład: Państwo mówicie dzieciom „nie”, a dziadkowie i tak pozwalają na coś, co według Was nie powinno mieć miejsca; dziadkowie krytykują otwarcie przy dzieciach Wasze decyzje lub też zauważycie, że córki zaczynają prowadzić swego rodzaju grę między Wami a dziadkami), zalecałbym stanowczo ograniczyć do minimum kontakty wnuczek z dziadkami. Tu przecież chodzi o rzeczywiste dobro Waszych dzieci!

Serdecznie Państwa pozdrawiam i życzę konsekwencji wobec dzieci i… dziadków.”

Podsumowując: Pamiętajmy jak ważna jest rola dziadków w wychowaniu dziecka. Jednak nie zapominajmy też o tym, że to dziecko jest w tym wszystkim najważniejsze i mimo szczerych chęci i dobrych intencji dziadków, musimy ustalić pewne zasady i granice. Ponieważ chcąc sprawić radość dziadkom, możemy nabawić się sporych problemów wychowawczych z naszym maluchem.

Przede wszystkim: ustalmy CZYM JEST ROZPIESZCZANIE DZIECKA. Dziadkowie mają do tego święte prawo. Oni nie wychowują, oni rozpieszczają. Niech będzie. Ale są pewne granice rozpieszczania, które należy ustalić. Przede wszystkim nie wolno podważać autorytetu rodziców. To jest świętość. Należy też pamiętać, że dzieci uczą się przez obserwacje i naśladownictwo. Dlatego widząc konflikty rodziców i dziadków uczą się, że tylko w ten sposób rozwiązuje się problemy. Budowanie więzi rodzinnych nie polega na rywalizacji rodzic vs. dziadek/babcia. Wszystkie nasze złe zachowania, pokazują dziecku w jaki sposób ma funkcjonować w świecie. My jesteśmy odpowiedzialni za to jak nasze dziecko będzie się zachowało, czy będzie szanowało zdanie drugiego człowieka, czy będzie się zachowywało sprawiedliwie, moralnie i etycznie. Nie powinniśmy uczyć dziecka kłamstwa ani kombinowania, a raczej zdrowego podejścia do życia i drugiego człowieka.

 

 


Macierzyństwo

Grzechy główne babć i dziadków – część II. Wasze historie!

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
25 października 2016
Fot. iStock / Supersizer
 

Nie sądziłam, że mój wczorajszy wpis „Grzechy główne babć i dziadków czyli co często robią a nie powinni” wywoła takie poruszenie… Jestem miło zaskoczona, ale i przerażona po tym co przeczytałam. Jak to Monika skomentowała na moim Fanpage’u: „jestem w szoku, bo nie myślałam,ze to dzieje się na skalę globalną.” Powiem szczerze, że ja też. Poproszono mnie o drugą część wpisu, uwzględniając Wasze listy, komentarze i przemyślenia… I szczerze boję się tego wpisu, bo Wasze komentarze i wiadomości są bardzo szczere, emocjonalne, widać w nich wiele złości, smutku i żalu. Nie mam pojęcia jak to zostanie odebrane i co się stanie po publikacji.

Czytając to wszystko i pisząc ten tekst, samej jest mi cholernie przykro, że tak to wszystko często wygląda. A przecież nikt nie ma na celu mówić źle o swoich rodzicach czy teściach. Ustalmy więc jedną zasadę: Poniższe wypowiedzi to Wasze doświadczenia, historie. Jedne lepsze drugie gorsze. Cieszę się, że się nimi podzieliliście, jednak nie będę żadnej z nich oceniać. I Wam drodzy Czytelnicy, polecam też skupić się na przemyśleniach i refleksjach, a nie na ocenianiu innych ludzi, bo znamy tylko kilka zdań z życiorysu danej osoby.

Ewa:
Dzień dobry,
świetny wpis! Jakbym czytała o swojej rodzinie. Mam dwie córki – 4 lata i 6 miesięcy. Przy pierwszym dziecku zarówno moja mama jak i teściowa bardzo się wtrącały w nasze życie i wychowanie. Nie tylko mówiły mi co mam robić (jakbym była jakaś ułomna…) to do tego wiecznie pretensje, że za rzadko widzą się z wnuczką (mieszkały blisko, więc przychodziły co drugi dzień…). Kłótnie, krzyki, awantury.. to była codzienność. Jaki był tego efekt? Kasia mi wiecznie płakała, w nocy nie chciała spać, była płacząca i rozdrażniona. Teraz ma 4 lata i nadal jest jakby wycofana, a jak tylko mamy jechać do dziadków, to „dziwnym zbiegiem okoliczności” zaczyna kasłać i mówi, że się źle czuje… Oczywiście zwykle wtedy nie jedziemy, a dziecko jest zdrowe 😉 . Z drugą córką już jestem mądrzejsza. Od początku ograniczyłam kontakt z dziadkami do rozsądnych częstotliwości – raz na 3-4 tygodnie. Tak jak w artykule: dziecko nie potrzebuje ich tak naprawdę! Moim zdaniem przez pierwsze 1,5 roku powinni być tylko jako goście. Dzieci potrzebują nas – rodziców. Powiem szczerze, że Wiktoria – młodsza córka jest dużo spokojniejszym, pogodnym i śmiejącym się dzieckiem. Pięknie śpi. A i my z mężem się już nie kłócimy. Także popieram wszystko co w tym tekście!”

Gosia:
„Moja teściowa regularnie wyrywała mi dziecko z rąk. Krzyczała na mnie, że odciągam od niej i syna i wnuczka. Co nie było prawdą, ja tylko chciałam zapewnić swojemu dziecku spokój i bezpieczeństwo, zwłaszcza, że zrobił się bardzo niespokojny. Nie godzę się na szarpanie. W końcu wybuchłam i sama na nią nawrzeszczałam, że dziecko to nie jest zabawka i nie wolno nim szarpać! Zabroniłam jej brać syna na ręce. Mogła się z nim bawić tylko w mojej obecności. Synek się uspokoił. Ech…”.

Ela:
„Niestety brutalnie mówiąc z dziadkami tak jest. Oni są jak duże dzieci. Nie rozumieją większości rzeczy, a my rodzice też boimy się im zwracać uwagę. Osobiście uważam, że trzeba tak robić, nawet kosztem tego, że się obrażą czy że nie będzie się ich odwiedzać. Dziecko jest najważniejsze a złe nawyki z dzieciństwa niestety zostają na całe życie”.

Karolina:
„Popieram w 100%! Jestem matką dwóch dziewczynek i chłopca. Syn najstarszy ma 10 lat, a dziewczynki (bliźniaczki) 5 lat. Nie raz zostawali z dziadkami i niestety, ale dziadkowie nie słuchali naszych próśb. Zabranialiśmy dawać słodyczy, a dziadkowie dawali. Zabranialiśmy skakać po łóżku, a dziadkowie swoje. Zabranialiśmy oglądać telewizje a dziadkowie swoje. Do tego jak syn uczył się chodzić, to pediatra powiedział, żeby nie brać go ciągle na ręce (był trochę leniwy) zeby częściej cwiczył nóżki. A dziadkowie zawsze tylko na rekach i potem jak wracaliśmy do domu to było darcie się, bo syn chciał na ręce. I za każdym razem było coraz trudniej cwiczyć z nim chodzenie 🙁 Ostatecznie zaczął bardzo późno 🙁 Z dziewczynkami było gorzej. Z racji, ze my z mężem pracowaliśmy, dziadkowie zajmowali sie dziewczynkami po przedszkolu przez 2-3 godziny do naszego powrotu. Dziewczynki miały zakaz jedzenia słodyczy. Standard. Po jakimś czasie patrzę.. a im zaczęły psuć się zęby!!!!! Szybko do dentysty a tam pruchnica! u 5-latek!!! Dziadkowie się przyznali że dawali im cukierki a do tego dziewczynki zobaczyły w której szafce są chowane i same sobie brały gdy miały ochote!! To jest skandal! I to dziadkowie nauczyli je oszustwa a do tego popsuli im zęby! Zmieniłam prace na pół etatu i już dziadkowie nie zajmują się córkami. Przykre.”

Daria:
„Konsekwencja konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja. My z mężem od początku pilnowaliśmy dziadków. Wkurzali się na nas, obrażali, tupali nogami jak małe dzieci, ale my byliśmy nieugięci 😉 nasze dziecko nasze zasady. Najważniejsze jest pierwsze pół roku. Jak dziadkowie zobaczą, że rodzice są pewni siebie, zdecydowani i mają swoje zasady i są nieugięci to nawet potem nie próbują kombinować po swojemu. Po prostu automatycznie się pytają co mogą a czego nie i się słuchają 😉 a jeśli widzą, że rodzice nie są pewni, wstydzą się zwrócić uwagę, głupio im, albo sami nie wiedzą czy dobrze robią, to naturalne jest, że dziadkowie wkraczają do akcji 😉 . U moich nawet jeśli coś nie pasuje to pytają na boczku, a nie wprost przy dziecku, albo tym bardziej nie wprowadzają zmian sami. Myślę, że to problem wielu rodziców: z jednej strony narzekają, a z drugiej sami nie są konsekwentni i boją się „wychować” sobie dziadków, a niestety tak trzeba, bo potem wejdą nam na głowe i niestety straci na tym tylko i wyłącznie dziecko.”

Marta:
„Co to w ogóle za koszmarna tradycja z tymi niedzielnymi obiadkami u babci?! mój mąż pracuje od poniedziałku do piątku. Wraca do domu o 19.00. Krótka zabawa, kąpiel i usypianie. Potem mamy czas dla siebie przed snem, ale zwykle oboje jesteśmy padnięci. Sobota to często czas załatwiania spraw, sprzątania itd. Mąż zajmuje się dzieckiem a ja mam czas, żeby ogarnąć dom i ugotować obiad na kilka dni. Więc niedziela to jest jedyny dzień w tygodniu który możemy spędzić z dziećmi. Jedziemy wtedy przeważnie do zoo, do lasu, na rower, spacer itd. Nie oddam za żadne skarby tego dnia dziadkom! Oczywiście do dziadków jeździmy. Na święta, na imieniny i urodziny. I uważam, że to bardzo zdrowe i naturalne. Najważniejsze jest budowanie więzi dziecka z rodzicami. Zwłaszcza jeśli rodzic lub oboje rodziców pracuje w tygodniu i nie ma go całe dnie w domu.”

Dorota:
„Czytałam… i popłakałam się. Teściowa rozbiła moją rodzinę. Ile ja się nasłuchałam, że się do niczego nie nadaje, że męża nie wykarmię, że dziecka nie wychowam… że jej synuś to lubi to, a jej synuś to lubi tamto. A jej WNUCZKA to lubi to, a jej WNUCZKA to lubi tamto! Bo oczywiście ona dużo lepiej wiedziała co lubi moja córka! Od urodzenia! Każdego dnia od porodu płakałam. Od tego stresu straciłam pokarm i przeszłam na mleko modyfikowane. To też bardzo źle zniosłam a teściowa od razu, że to moja wina, że jak można stracić pokarm. I znowu, że dziecka nie wykarmię… Prosiłam męża, żeby porozmawiał z mamą, żeby jej wytłumaczył. On twierdził, że przesadzam. A ona w sumie sprytna była: wszystkie uwagi kierowała do mnie tylko jak jego nie było w pobliżu. Więc jak potem mu się żaliłam, to wychodziło na to, że to ja ta zła jestem i wymyślam, bo jej nie lubię.. bo przy nim to teściowa – anioł! Przepłakałam pierwsze miesiące razem z córką. Oczywiście ciągle musieliśmy do nich jeździć, jakby nie można było dać temu dziecku spokoju… a ja głupia się na to zgadzałam. Bo co innego miałam zrobić? W końcu mąż się wkurzył na mnie. Stwierdził, że robię ciągle awantury, histeryzuje, że jestem egoistką, przecież babcia ma prawo widzieć się z wnuczką. Że jestem złośliwa i przesadzam, że jego mama nie jest takim potworem jak przedstawiam… kłóciliśmy się, aż spakowałam rzeczy, dziecko i się wyprowadziłam. Jego matka do mnie wydzwaniała, że jestem pindą i teraz ona zajmie się swoim synusiem bo ja nie potrafiłam! Do tej pory nie mogę się pozbierać. Mąż ma widzenia. Pozew złożony. Córka niedługo skończy roczek. Gdybym wiedziała jak to będzie wyglądało, to od razu bym powiedziała, że musimy się wyprowadzić na drugi koniec świata, żeby uratować naszą rodzinę. Chociaż cicho liczę, że on jeszcze zmądrzeje i wróci do nas…”

Kamila:
„My na szczęście mieszkamy 1500 km od jednych i drugich dziadków, wiec z dziećmi widzą się raz w roku, zwykle na święta Bożego Narodzenia. Jest to dla nas trudny czas, bo przyjeżdżamy wtedy wlaśnie na 2 tygodnie do jednych i na 2 tygodnie do drugich. A potem dwa miesiące robienia porządków w głowach córek. Jednak wiemy, że dziadkowie tęsknią, bo i my tęsknimy, dlatego na kilka rzeczy przymykamy oko, ale w innych sprawach jesteśmy konsekwentni i pilnujemy. Czasami uprzedzamy telefonicznie jeszcze przed przyjazdem: „Niech mama pamięta, że one słodycze jedzą tylko w sobotę!”, „Po umyciu zębów już nic nie jedzą!” itd. Ogólnie polecam wszystkim mieszkać jak najdalej dziadków 😛  mimo, że wspólnie spędzony czas jest ogólnie miły 😉 ale gdybym miała takie coś co weekend to bym nie wytrzymała.”

Dagmara:
„Ja za to mam cudownych rodziców i teściów. Nigdy niczego mi nie zarzucali, zawsze pytali o zdanie i uwzględniali nasze zasady wychowawcze. Nie było problemów, żeby zostawić dzieci u dziadków, bo byliśmy spokojni, że nic złego się nie wydarzy. Ale to wszystko wzięło się z tego, że jeszcze przed narodzinami starszego syna ustaliliśmy jasne zasady: usiedliśmy przy stole i powiedzieliśmy jak sobie wyobrażamy życie po urodzeniu dziecka. Dziadkowie uszanowali to, że cenimy spokój, że nie chcemy zbyt często gości i, że przez pierwszy rok sami nie będziemy za często przyjeżdżać z dzieckiem. Wysyłaliśmy zdjęcia, dzwoniliśmy, a oni cierpliwie czekali aż pozwolimy im się bardziej do dziecka zbliżyć. Bo najgorsze co może być to taka wczesna nadgorliwość: pojawia się dziecko, ma kilka dni czy tygodni a dziadkowie właśnie już chcą nosić na rękach, bawić, zabierać na wycieczki itd. A to dziecko jest przerażone i niespokojne wtedy 🙁 super napisane, że małe dziecko nie potrzebuje dziadków, potrzebuje tylko rodziców. Bo to jest prawda. Dziadkowie wchodzą tak naprawdę po 2-3 roku życia. Nasze dzieci są już w podstawówce, więc wiem co mówię. Pierwsze 3 lata obyło się tak naprawdę bez dziadków. Oczywiście widywaliśmy się, żeby dziecko przyzwyczajało się do ich obecności, ale nie było to zbyt częste. Raz na kilka tygodni wystarczy. Ten okres to też był czas obserwacji dziadków jak my wychowujemy dziecko. Oni się uczyli od nas, a my pokazywaliśmy im sposób w jaki wychowujemy i to co lubią nasze dzieci, jak się z nimi obchodzić itd. To była świetna nauka dla wszystkich, która zaprocentowała tym, że mamy dzieci-aniołki i żadnych konfliktów z moimi rodzicami ani teściami 🙂 Polecam wszystkim zachowanie takiego spokoju ducha i szczerą rozmowę. Dziadkowie powinni uszanować to, że pierwsze lata życia dziecka to czas dla rodziców. A oni niech zbierają siły na później 🙂 pozdrawiam”

Basia:
„Moja mama zawsze podważała nasz autorytet. Mówiła wprost przy dziecku, że źle ją ubraliśmy, że wybraliśmy złe przedszkole, że źle je… przymykałam na to oko, do momentu aż Antosia mając 5 lat zapytała: „Mamo, czemu ty wszystko robisz źle? czy to znaczy, że ja też będę wszystko robić źle, bo mnie źle wychowalas?”. Wtedy żarty sie skonczyły i ograniczylismy kontakt z dziadkami. Przyjeżdżamy tylko na święta raz w roku.”

Bogusia:
„Dzień dobry, jestem mamą 8-letniej Basi i (za chwilę;)) psychologiem. Popieram wszystko co tu napisane w 100%. Dziadkowie są mile widziani w życiu rodziny, pod warunkiem, że nie wpływają na jej jakość. Jeśli choć jedna ze stron odczuwa jakikolwiek dyskomfort związany z wpływem dziadków, warto zastanowić się czy czegoś w tych relacjach nie zmienić, bo niestety emocje, które się nasilają z czasem mogą popsuć związek, a nawet wpłynąć na relacje z dzieckiem. Dziecku krzywda się nie stanie jeśli będzie rzadziej widywać dziadków, natomiast złe stosunki z rodzicami już mają ogromny wpływ na psychikę dziecka i jego dalsze życie. Faktycznie, jeśli rodzice dużo pracują, to lepiej wolny czas spędzić tylko w gronie rodzice + dziecko”.

Asia:
„Z tym przekupywaniem dziecka to prawda. U mojej siostry teściowie tak robili. Byli tak cholernie zazdrośni, że na siłe przeciągali dziecko na swoją strone.. jaki był tego efekt? dziecko nie chciało potem ani do dziadków ani do rodziców. Było płaczące i bardzo niespokojne. Ewidentnie zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Płakało, potrzeowało bliskości ale nie wiedziało czyjej… 🙁 moim zdaniem to na pewno rodzi inne zaburzenia”.

Ania:
„Oj z tym rozpieszczaniem to jakiś dramat… ja nigdy nie zostawiam dzieci sam na sam z dziadkami. Oni nie rozumieją co to znaczy rozpieszczać. Mówię im to i tłukę do głowy! Ale fakt, że bez wsparcia męża to jest prawie nie możliwe.. A z racji, ze to ja siedzę z dziećmi to mąż myśli że przesadzam, bo wraca wieczorem i idzie przed tv i koniec. A nie wie co za koszmar przechodzę potem w ciągu dnia i jakie negocjacje nasze dzieci potrafią stosować :/ Juz nie wspomnę o tym, że dziadkowie kupowali wszystko co tylko dzieci chciały, a potem było tupanie, krzyczenie, wrzeszczenie… ale jak raz w sklepie moja córka położyła sie na podłodze, zaczęła mnie gryźć, szarpać i bić na oczach tłumu ludzi drąc sie „NIE KOOCHAM CIE!!! KOCHAM BABCIE BO BABCIA BY MI KUPIŁA TĘ LALKĘ!!” to miarka się przebrała. Więcej nie zostali sam na sam i przyjeżdzamy raz na pół roku.”

Zosia:
„Moje dziecko ma dopiero 2 miesiące, ale wiem, ze na pewno za szybko nie zostanie samo z dziadkami. Nie rozumiem w ogóle tego zostawiania z dziadkami takich maluchów… Przeciez dziecko potrzebuje rodziców! 4-5 latkę może bym zostawiła, ale na pewno nie niemowlę! To jest trauma dla dziecka i dla matki (ojcowie przeważnie mają to gdzieś…sorry). Mimo, że bolą mnie plecy, ręce, nogi, to za żadne skarby nie dałabym takiego malca dziadkom pod opiekę. Mogą przyjść, popatrzeć, pouśmiechać się i tak też będzie przez najbliższy rok czy im się to podoba czy nie. Dla mnie najważniejsze jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, a przekładanie z rąk do rąk i zostawianie z obcymi dla niego ludźmi to jakis horror, który na pewno nic dobrego nie przyniesie. Więc popieram!”

Mariola:
„Smutno się czyta takie artykuły, zwłaszcza jeśli są tak bardzo prawdziwe… Instytucja dziadków kojarzy się z czymś tak miłym, ciepłym, pachnącym. Z cynamonem, z jabłecznikiem, z kompotem, ze zbieraniem jabłek.. ale to tylko wizerunek Disneya. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Może dla dzieci ten wizerunek w jakiś sposób jest przyjemny, ale jest to przeważnie koszmar dla rodziców. Dzieci nie ogarniają jaką dziadkowie im wyrządzają krzywdę dając im cukierki gdy mama nie widzi. Mój dziadek własnie tak robił. Mama zabraniała a dziadek dawał. Teraz jako dorosła kobieta widzę ile taki duperel wyrządził mi krzywdy. Uzależniłam się od słodyczy mając 7 lat! Skoro dziadek pozwalał to jadłam… Potem byłam grubym dzieckiem. Babcia karmiła mnie tłustym mięsem a dziadek cukierkami. Jak poszłam do podstawówki byłam najgrubsza. Dzieci się ze mnie śmiały, a ja zamykałam w sobie. Nienawidziłam ich za to jako nastolatka, bo żadne diety nie pomagały. Potem było kompulsywne podjadanie, zajadanie stresu itd… Dlatego teraz będąc matką pilnuje tego jak niczego na świecie! Jak tylko widzę, że dziadkowie zaczynają za dużo sobie pozwalać to pakuję dzieci do samochodu i wracamy do domu. A dziadkom zostawiam czas na przemyślenie sprawy….”

Aneta:
„Ja bardzo liczyłam na swoich rodziców po porodzie. Liczyłam, że będą takimi samymi dziadkami dla mojego syna jak byli rodzicami dla mnie. A byli cudownymi rodzicami. Jednak dziadkami już niekoniecznie… i tak jak uwielbiam spędzać czas z moją mamą na pogadudach, tak nienawidzę jak bierze na ręce moje dziecko. Nie zwraca uwagi na jego potrzeby, ONA CHCE. to egoistyczne podejście. Za to mój tata juz lepiej. Uważa, że dziecko najpierw musi dojrzeć do tego, zeby chcieć do kogoś. Sam powtarza, ze dziecko ich teraz nie potrzebuje. Mama oczywiscie sie obraza i taki z tego finał…”

Magda:
„Mega dobry artykuł do tego stopnia, że postanowiłam pokazać go moim teściom 😉 . Teściowa się oburzyła, a teść pokiwał głową i powiedział: „to, że Mania się obraziła już pokazuje ile w tym tekście jest prawdy. Powinni to przeczytać wszyscy przyszli dziadkowie, żeby nie popełniać tych błędów! Z wielu rzeczy nie zdawałem sobie sprawy, ale fajnie otworzyć sobie oczy”. Wiec ogromne dzieki za ten tekst!.”

Michalina:
„Pokażę ten tekst moim rodzicom i teściom, może to im przemówi do rozsądku i potwierdzi moje „marudzenie”. Oczywiście mężowi też. Bo on też uważa, że przesadzam… Ale faceci nie widzą takich rzeczy i nie rozumieją ile krzydy można wyrządzić takiemu dziecku pierdółkami. Ja uważam, że dziadkom trzeba stawiać jasne granice. Nie może być tak, że oni będą decydować o wychowaniu naszego dziecka. My jesteśmy rodzicami i my ponosimy pełną odpowiedzialność za to co robimy. Amen.”

Kochani, co mogę Wam więcej powiedzieć… To są Wasze historie i Wasze doświadczenia. Przykre, ale prawdziwe. Cieszę się, że pisały zarówno świeże mamy jak i te z większym stażem, bo widzimy co się dzieje po kilku latach takich zachowań. Najbardziej żal mi Doroty. Przykro mi, że aż taki był u Ciebie finał.

Dlatego to co moim zdaniem jest najważniejsze:

  • Wspólny front z Partnerem i pełne wsparcie
  • Ustalenie jasnych zasad (super pomysł Dagmary z ustaleniem wizji przyszłości przy herbacie ;))
  • Konsekwencja!
  • Ustalenie priorytetów jakimi jest relacja RODZIC-DZIECKO
  • Szczerość w rozmowach z dziadkami
  • Ustalenie granic i konsekwencji ich przekraczania

Ale przede wszystkim pamiętanie, że to rodzina jest w tym wszystkim najważniejsza, więc szukajmy kompromisów i świadomie podejmujmy decyzje.

Dzięki za wszystkie historie!


Macierzyństwo

Dlaczego nie powinniśmy chodzić z małymi dziećmi do centrów handlowych?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
21 października 2016
Fot. iStock / Brian Jackson

Obraz spacerującej szczęśliwej rodzinki z małym kilkutygodniowym brzdącem w rozkosznej kondoli w centrum handlowym jest już codziennością. I to nie są przeważnie matki, które wpadły na szybko coś kupić, bo nie mają z kim zostawić dziecka, tylko szczęśliwe małżeństwo, spoglądające w witryny sklepowe, rozsiadające się w kawiarni czy ogródku jedzeniowym… ogólnie: sielankowy weekend z dzieckiem w centrum handlowym. 

Ja jestem zdania, że centrum handlowe to nie jest miejsce dla dziecka. Niestety ostatnio sama wybrałam się na dosłownie 15 minut z 3,5 miesięczną córeczką do CH Posnania na otwarcie (tak, wieczorem, tak w ten dziki tłum), ale zrobiłam to tylko dlatego, że mój mąż razem ze wspólnikami otworzyli wyspę z kosmetykami Paese Cosmetics (szybka reklama: zapraszamy do Paese w Posnani i na fanpage 😉), więc nie mogło nas tam nie być, choćby na te kilka minut. Jednak na razie na dłuuuugi czas już starczy.

Dlaczego nie powinniśmy zabierać małego dziecka do centrum handlowego? 

  1. ZARAZKI, BAKTERIE
    Przede wszystkim jest to ogromne skupisko ludzi. Wszyscy kichają, prychają, szczególnie w sezonie grypowym. Do tego wszystkie poręcze, barierki, klamki, wieszaki na ubrania, produkty sklepowe, które wszyscy biorą do rąk i macają – to są największe skupiska zarazków i bakterii. Dlatego tak ważne jest MYCIE RĄK. Niezależnie czy jesteśmy w sklepie sami czy z dzieckiem, zawsze po powrocie do domu, zawsze przed kontaktem z dzieckiem – myjemy ręce. Myślę, że nawet nie mając dziecka, mycie rąk jest ważną kwestią z przyczyn czysto higienicznych. W centrach handlowych przeważnie nie ma otwartych okien, są tylko wywietrzniki i klimatyzacja, więc to powietrze krąży, ale się nie „wywietrza” i stąd większe ryzyko zarażenia się czymś niż na świeżym powietrzu.
  2. GRZYBY I PLEŚŃ W KLIMATYZACJI
    Z racji, że zarówno na grzyby jak i pleśń mam alergie od razu czuję gdzie nie jest czyszczona klimatyzacja: w większości centrów handlowych. Piekące oczy, napływające gluty w nosie i glut w gardle od razu mi mówi: TU JEST GRZYB I PLEŚŃ. Dlatego nie jestem miłośniczką takich miejsc, a tym bardziej uważam, że takie maluchy nie powinny tych grzybów i pleśni wdychać swoimi wrażliwymi noskami. 
  3. NADMIAR BODŹCÓW
    Dużo świateł, muzyka, hałasy, kolory itd… małe dzieci mają bardzo wrażliwy układ nerwowy, więc zabieranie je w takie miejsca sprawia, że później są „przebodźcowane”. Po prostu sobie z tym nie radzą i przez to gorzej śpią, częściej płaczą, są rozkojarzone i marudne. Więc nie zawsze to „dziecko jest PO PROSTU takie płaczące”. Czasami ono jest PO PROSTU przebodźcowane! Miałam okazję zobaczyć to po naszej córce. Po 15 minutach w CH Posnani wróciliśmy do domu a ona była jak po kokainie. Nakręcona, pobudzona, raz się śmieje po chwili płacze, w nocy się wierciła, kręciła, jadła niedojadając, do tego w ciągu jednej nocy miała sześć odruchów MORO, które już od dłuższego czasu w ogóle się nie pojawiały, co potwierdziło, że jej układ nerwowy rozszalał się fest!

Nie będę dodawać argumentów typu „w centrach handlowych porywa się dzieci”, „ktoś może je zrzucić ze schodów” czy „pobrudzi jakieś ubranie sklepowe i będzie trzeba za to zapłacić”. To są zagrożenia, które mogą mieć miejsce gdziekolwiek i też nie zdażają się tak często jak złapanie kataru przez niemowlę w galerii handlowej.

Jeśli zatem nie masz z kim zostawić dziecka a musisz zrobić zakupy:
1. Wybierz raczej mniejsze sklepy a nie wielkie molochy,
2. Nie rób sobie spacerów po witrynkach sklepowych. Kup co masz kupić i wracaj do domu,
3. Możesz korzystać z zakupów online (ja korzystam z tego tak często jak tylko mogę – Tesco, Piotr i Paweł, Allegro, ciuchy, wszystko co się da kupuję online. Oszczędzam czas, swoje zdrowie (alergia), zdrowie dziecka (kichacze i bodżce) oraz pieniądze (kupuję to co potrzebuje, a nie co jeszcze wpadnie mi w oko w sklepie).

I Wam również to polecam! A z dzieciaczkami lepiej wybrać się na spacer po świeżym powietrzu niż po długich korytarzach galerii handlowych 🙂