Lifestyle Macierzyństwo

Dziecko nocuje poza domem? Czas na szaleństwa

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 października 2015
Fot. iStock
 

3.2.1. start! Od rana odliczasz godziny do chwili, w której twoje dziecko zniknie za drzwiami na całą noc. Oczywiście, jeśli jesteś matką nastolatka, takie znikanie w żaden sposób cię nie ucieszy, ale kiedy babcia zabiera ukochanego wnusia do siebie na noc, nadchodzi czas na prawdziwe świętowanie! Nie odkładaj planowania przyjemności na sam wieczór, bo zamiast relaksu, będziesz miała imprezę dla emerytów i pójdziesz spać przed 22.00. A nie o to chodzi, żeby przespać te, z trudem zdobyte wolne chwile, prawda?

Tego nie polecam!

Gdy już szczęśliwie zatrzaśniesz drzwi po odprawieniu pociechy, zastanawiasz się, za co by się tu od razu złapać. Błąd! Wolny czas nie jest równoznacznym z czasem na zapierdzielanie ze szmatą w ręku. Zapomnij o harówce kobieto, nie bądź niemądra i bierz przykład z faceta, który z marszu obiera kurs na nic nierobienie.

A może impreza jak za studenckich czasów?

Bardzo dobry pomysł! Na pewno z łezką tęsknoty wspominasz te szalone lata, w których więcej dni spędzałaś na zabawie z przyjaciółmi, niż uczciwej „posiadówce” w uniwersyteckiej bibliotece. Niech wszyscy wiedzą, że dostąpiłaś zaszczytu czasu dla siebie. Nie przejmuj się sąsiadami, przypomnij im, że muzyka łagodzi obyczaje, a ty właśnie odkryłaś powołanie do propagowania wyższej kultury. Odmłódź się o dekadę, idź do monopolowego, kup dobre wino i zaproś znajome na imprezkę, bo druga taka okazja może, aż do Sylwestra, się nie przytrafić. 

Dla odmiany wyłącz inteligencję

Porzuć ambitne lektury i wyszukaj najbardziej głupi program w TV. Czujesz, że to strata czasu? Owszem, tylko miej z tyłu głowy to, że na co dzień nie pozwalasz sobie na lenistwo, więc tym bardziej reset zwojom mózgowym się przyda. Nocny maraton z Kardashiankami idealnie schłodzi obejrzanym luksusem, wielkimi piersiami i jeszcze większymi zadkami (jak one to do cholery robią !?) przegrzane styki w twojej głowie. Warto, osobiście taką rozrywkę polecam, bo czasem i mi zdarzało się odłożyć na półkę resztki IQ celem osiągnięcia dna intelektualnego. Później jest już tylko lepiej. Serio!

Zawalcz o urodę

Wolny wieczór oznacza czas na depilację ciała i farbowanie odrostów, które mają więcej niż centymetr. I nie wahaj się sięgnąć po akcesoria, bo jak nie zrobisz tego teraz, to raczej nie ogarniesz się w następnych dniach pomiędzy robieniem kolacji a prasowaniem ubrań dziecku do przedszkola. A jeśli nawet mając wieczór dla siebie znajdujesz wymówki, to weź wywal te kremy i depilatory, bo niepotrzebnie łapią kurz zalegając na półce. Tylko uważaj, żeby na powiększającym się pasie startowym na czubku twojej głowy, nie wylądował żaden samolot 😉 I pamiętaj o stopach, bo przed oczami mam niedawny widok dziewczyny w sandałkach z tak zarośniętymi piętami, że na dobrą sprawę jej żaden obcas już nie był potrzebny.

Zaplanuj shopping z pominięciem działu dziecięcego

To choroba większości matek, że idą kupić coś dla siebie, a wracają z gratami dla dziecka. W dodatku byle szybciej, bo obowiązki czekają. A teraz nie ogranicza cię nic, poza limitem karty kredytowej. Skorzystaj, przecież możesz łazić dla samych łajzów, bo na co dzień raczej bez celu po mieście się nie snujesz. Wrzuć na uszy muzykę, załóż ciemne okulary i udawaj, że masz z dychę mniej na karku, niż twierdzi metryka. Zabierz ze sobą kumpelę, siła rażenia się zwiększy, nawet jeśli razić będziecie głupawymi pomysłami, bo akurat uznacie, że przyszedł dobry czas na wakacje od myślenia.

Rób wszystko, żeby nie robić nic

Nie daj sobie wmówić, że skoro masz tyle wolnego czasu, kiedy dziecka nie ma, musisz robić coś konkretnego, bo szkoda “marnować” czasu. A choć raz zmarnuj go na zdrowie! Zobaczysz, jaka to przyjemność. Teściowej nie słuchaj, mężowi każ samemu wszystko zrobić, to przy okazji oduczysz go marudzenia. Albo zróbcie coś lajtowego razem – filmowy wieczór, spacer w deszczu, albo sex, na co wam przyjdzie ochota. Nie wysilaj się za bardzo, bo jaka to będzie przyjemność, gdy padniesz zniechęcona do działania zaraz po tym, gdy zamkniesz drzwi za dzieckiem? Carpe diem!


Lifestyle Macierzyństwo

Nie masz honoru leniwa babo! Niczym pasożyt na skórze męża

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 października 2015
Fot. iStock
 

Dzień dobry! Musi taki być dla ciebie, bo przecież wstajesz rano i robisz nic. Nawet jak robisz wiele w domu, to i tak nic nie robisz, bo nie masz pracy, jesteś na utrzymaniu męża.

Mąż ma pracę, pieniądze, władzę i szacunek w oczach współplemieńców. Nie ważne, co robi, albo czego nie robi, chodzi do pracy. Jest kimś. Ty nie masz zatrudnienia, jesteś utrzymanką, leniem śmierdzącym, pasożytem na skórze własnego męża! Bez pracy, bez kasy, bez ambicji. Horror! Nie pozwalasz domknąć wspólnego portfela, bo z twojej strony  pieniądze, zamiast ciurkiem do niego wpadać, wypadają, raz za razem, bo przecież nic nie zarabiasz, a jeść, pić, ubierać siebie musisz za coś. Dokładniej za pieniądze męża.

Nie masz honoru leniwa babo, na bank nie chce ci się robić, na pewno zasmakowałaś luksusu liczenia i wydawania cudzej kasy. Co gorsze, zupełnie nic z tym nie robisz, po prostu nie chce ci się, cwaniaro. To nic, że może i byś chciała, że szukasz, pytasz, rozsyłasz CV w oczekiwaniu na akt łaski i zaproszenie na rozmowę o pracę. Na beznadziejnym stanowisku, za najniższą krajową, z dwójką dzieci pod bokiem, dla których za Chiny Ludowe nie możesz znaleźć opieki.

To znaczy, możesz, ale za nianię zapłacisz tyle, co dostaniesz na rękę w tej cholernej robocie. No, ale nie zmienia to faktu, że jesteś w domu, z dziećmi czy bez dzieci, siedzisz i czekasz na swoją szansę jak na zbawienie.

Zapytaj sąsiadów, to ci powiedzą, co wiedzą. A wiedzą więcej niż ty sama

Co, dlaczego, jak i za ile. Zrób coś dla siebie i puszczaj mimo uszu podszyte wścibstwem pytania o pracę. Nie martw się, że pani Genia z drugiego piętra twojego bloku spać przez to nie może. O wiele gorzej jest, gdy to ty nie sypiasz dobrze.

Wkurzają cię rady, o które nie prosisz? Bądź  na nie gotowa, bo możesz się zdziwić, gdy usłyszysz od najlepszej przyjaciółki: “Nie martw się, jak trzeba do pracy możesz pójść gdziekolwiek”. Tym bardziej jeśli ona, przy kawie, od niechcenia wspomina o niedawnej podwyżce, nowym służbowym aucie czy planuje w egzotycznym miejscu utęskniony urlop. Nie martw się… rzeczywiście…zupełnie nie ma się czym przejmować (o maluczka).

Pan i władca

W tym temacie mąż jest o wiele ważniejszy. Instytucja, supermen z funkcją bankomatu, to dopiero jest coś. Ślubny, czy jeszcze nieślubny, rzadko kiedy parska na to, że jesteś w domu. Bo tak szczerze, jak pójdziesz do pracy, to będzie kłopot… bo kto się zajmie dziećmi (jeśli macie), kto odkurzy, poprasuje. Dopóki w lodówce jest więcej niż światło, dom dopilnowany, ty prawdopodobnie zadowolona, nie musicie starać się o zmiany. A nawet jak mąż czasem zmarudzi, to w miarę dyskretnie, kumplom przy piwie lub mamusi przy obiedzie.

Dopóki druga połówka zarabia przyzwoicie, nie zżera was kredyt w obcej walucie, macie maleńkie dzieci, nikt nie każe ci iść wbrew tobie na znienawidzoną kasę do znienawidzonej “stonki”, czy innego marketu. Podobnie kiedy masz wyrozumiałego faceta, albo chorego na głowę zazdrośnika, który zadowolony jest z faktu, że nie ruszasz się z domu. Nie wnikam. Wiem tylko, że kobiety domowe bez pracy z przymusu, a nie własnego wyboru, nie mają sielskiego życia. Uzależnione od pomocy i pieniędzy męża liczą się zazwyczaj z każdą złotówką. Bo jakoś tak pieniądz w łapy parzy, kiedy wydaje się nie swoją gotówkę.

Kiedy kura domowa nie ma własnych dochodów, musi wyciągać rękę do tego, który zarabia i to nie może być przyjemne. “Na co znowu potrzebna ci kasa?” w ustach męża brzmi tak, że nawet sprane i rozjechane jeansy, na powrót jawią się jako całkiem znośne.  Nie zapominaj, że masz coś takiego, jak poczucie własnej godności i zwyczajnie ciągłe proszenie o cokolwiek może upadlać.

Cudownie, jeśli darzycie się obustronnym szacunkiem, łatwiej przebrniesz przez trudy, jeśli będziesz mocna wsparciem od męża, przyjaciółki czy matki. Bez względu na to, czy wyciągną cię z domu na spacer, zabiorą na głupawy film, czy z uporem maniaka będą wyszukiwać dla ciebie oferty pracy, bo ty już nie masz sił na to, ciesz się z tego.

Moja Mama powtarzała mi

“Córcia, ty musisz się uczyć i mieć pracę, pieniądze, nie możesz być jak ten pasożyt na skórze męża”, wierzcie mi, wiedziała kobieta, co mówi i nawet nie chciałam sprawdzać na własnej skórze, jak to smakuje. Wyuczyłam się, znalazłam pracę. A jednak, przyszedł taki czas, że chcąc – nie chcąc z kobiety niezależnej zmieniłam się w tego przeklętego “pasożyta”. Nie mogąc wrócić do pracy, bez złamanego grosza na własnym rachunku, zawisłam z konieczności i przymusu na długie miesiące na moim mężu.

Mam szczęście, bo ślubny nigdy mi nie marudził, nie poganiał do pracy na kasie i skręcania długopisów. I nawet nie chodzi o to, że spadłaby mi korona z głowy. Ja na chwilę zamroziłam niezależność. Nie było lekko, chwilami wręcz beznadziejnie, nawet marzyć się odechciewało. Ale na wszystko przychodzi czas. I przyszedł, skończyło się “pasożytowanie”. On wytrzymał, ja dałam radę, chwała Bogu.

Czas mija, a ja na spacerach nadal spotykam znajome, które nie znają innego życia, niż za kieszonkowe. Przykro też widzieć te,  które za wszelką cenę dorabiają do skarbonki, żeby tylko Go nie błagać o drobne na dezodorant, ale i tak znają smak pytania: „Na co Ty wydajesz do cholery te pieniądze”? Choć same do cholery je zarabiają. I jaki z tego morał? Wytrzymać wszystko można, jeśli tylko się chce. Tylko nie warto się męczyć dłużej, niż wymaga tego sytuacja.


Lifestyle Macierzyństwo

Czy seks w sieci to już zdrada? Zanim odpowiesz, przeczytaj

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 października 2015
Fot. i Stock

Wyglądali na świetnie rozumiejącą się parę.  Byli małżeństwem trzy lata, kiedy urodziła się Hania. Po pięciu latach od ślubu ona przyłapała go na zdradzie. 

W idealnym związku

Anka i Maciej poznali się na studiach. Oboje kochali chodzenie po górach i wycieczki rowerowe. Najpierw byli przyjaciółmi. Ślub wzięli kilka lat później. Praca, mieszkanie. W ich życiu pojawiła się córka – Hania.  

ONA
 
Ciąża była cudownym czasem. Byliśmy sami, bez rodziców i teściów. Dużo rozmawialiśmy, wyobrażaliśmy sobie, jak to będzie, kiedy zostaniemy rodzicami.”

ON
– Dwie kreski na teście  zaskoczyły nas. Planowaliśmy dziecko, ale chyba się nie spodziewaliśmy, że tak szybko nam się uda. Kiedy urodziła się Hania, oszalałem na jej punkcie. To prawda, że mężczyzna czuje się ojcem, dopiero, kiedy może dziecko wziąć na ręce, a prawdziwa więź tworzy się przez kilka pierwszych miesięcy życia dziecka.

Hania rosła, a Ania miała poczucie, że bez obecności osób trzecich wspólnie z mężem dzielą obowiązki. Bardzo dbała o to, by nie dopuścić do tego, przed czym wszyscy ostrzegają – odtrąceniem mężczyzny, kiedy kobieta całą swoją uwagę skupia na dziecku. Ona karmiła, a on kąpał, na zmianę wstawali w nocy. Wspólnie chodzili na spacery. Tylko Anka zmęczona codzienną rutyną przestała o siebie dbać.

Czyżby kryzys?

Hania nie miała jeszcze roku, gdy  wyjechali w trójkę w góry, dla potwierdzenia, że choć tyle się zmieniło, oni nadal mają pasję i ją realizują. Coś jednak zazgrzytało. „Zobaczyłam zdjęcia z gór i przeraziłam się swoim wyglądem. Nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie widziałam. Otyła, w szerokich spodniach, matka Polka, którą nigdy nie chciałam być.” wspomina Anka. Maciej tego czasu nie wspomina zbyt dobrze: „Hania wyciągała z nas energię. Byłem też zmęczony zmęczeniem żony. Rozumiem, że można nie dosypiać, że rutyna sprawia, że zaplątujemy się w jakieś dziwnej atmosferze i nastroju. Ale ja też tam byłem, też pomagałem. Czułem się niewidoczny. To, że wstawałem do Hani w nocy nic nie dawało, Anka i tak wieczorem zasypiała razem z dzieckiem.”

Walka o lepsze

Anka postanowiła wziąć się za siebie. Dieta, sport, zdrowe jedzenie w domu. Piekła chleb, robiła sałatki, wymyślała wyjątkowe dania. Miała poczucie, że robi to dla siebie, ale przede wszystkim dla Macieja, dla ich związku. Chciała mu pokazać, że nadal o siebie dba, w ten sposób udowodnić mu, że zależy jej, by w jego oczach być cudowną kobietą, nie tylko matką. On natomiast, pomimo całej miłości do córki, chciał mieć w domu także kobietę. „Ktoś może powiedzieć – męski egoista. Ale to nie tak. Wy kobiety wymagacie od swoich partnerów, by o was dbali, chcecie, by dawali wam poczucie bezpieczeństwa. Co więcej, zależy wam na tym, by w naszych oczach czuć się wyjątkowo i atrakcyjnie. I was nikt nie nazywa egoistkami. A nam zależy na tym samym. Wtedy, gdy Hania miała około roku tęskniłem za spojrzeniem pełnym namiętności, ponownie chciałem poczuć się jak mężczyzna, który pociąga kobietę, którą kocha. Tyle tylko, że widziałem poplamioną koszulkę żony i ją samą zasypiającą wieczorem przy Hani.”

Inny punkt widzenia

Ance się wydawało, że w jej związku wszystko powoli wraca na dobre tory. Wyznała przyjaciółce, że po długim czasie znowu poczuła, że są małżeństwem.  Mówiła, że to dobry czas w ich życiu, szczęśliwy. Z punktu widzenia Macieja rzeczywistość wyglądała inaczej: „Nasze rozmowy sprowadzały się do tego, co Hania jadła, ile spała, co zrobiła. Jaki jest plan na jutro, na pojutrze, co wspólnie w trójkę zrobimy w weekend. Byliśmy jak dobrze naoliwiona trójczłonowa maszyna.” Anka miała natomiast poczucie, że właśnie tak powinno wyglądać ich życie.Kiedyś podczas kolacji ze znajomymi Maciej powiedział, że w domu brakuje mu kobiety. Obruszyła się. Przecież tak się starała.

ONA

„Śmiałam się, że on się starzeje. Że wstaje nerwowy, strzela fochy, nie może spać. Bywało, że czułam się nieswojo budząc się w środku nocy, kiedy on siedział przy komputerze. Myślałam, że taki etap po prostu. Kwestia wieku, nie wiem… Próbowałam nie widzieć tego, co wokół.”

ON 

„Nie zauważała mnie. Byłem w jej oczach ojcem, partnerem do podziału domowych obowiązków. Kumplem. Kobiety myślą, że jesteśmy zakodowani na seks. Szybki numerek wieczorem i załatwione, odkreślone. Ale my potrzebujemy dodatkowych bodźców, które stereotypowo przeznaczone są dla kobiet – uwodzenia, spojrzeń, namiętności.”

Narastanie problemów

Jej niepokój wzbudził kiedyś sms przeczytany przypadkiem. Od kobiety, której nie znała. Nigdy nie przeglądali sobie telefonów, znali swoje hasła do poczty. Nawet chodzili osobno na imprezy. Zaufanie było podstawą ich związku. Ale ona przestała czuć się komfortowo. Miała wrażenie, że w czasie seksu on traktuje ją przedmiotowo, jest nieobecny, jakby jej nie widział. Nie rozmawiali o tym, może nie chcieli widzieć problemu. A może ona bała się pytać, czy coś jest nie tak. Wolała tkwić w przekonaniu, że wszystko dobrze się układa. Na zewnątrz byli nadal świetną parą

ONA

Kiedy zasieje się w Tobie ziarnko niepewności, to nie chce wyjść. Wręcz przeciwnie każe rozejrzeć się dookoła, przyjrzeć, czy czegoś nie przegapiasz. To nie było węszenie, to raczej poczucie, że dzieje się coś złego, pomimo wciąż tkwiącej we mnie pewności, że nasz związek wszedł w zupełnie nową szczęśliwą fazę.

ON

Jak się zaczęło? Zwyczajnie od reklamy gdzieś na boku strony. Kiedy żona spała nie reagując na moje prośby, byśmy razem spędzili wieczór, ja mogłem chociaż popatrzeć na nagie laski w sieci. Myślałem, że tyle mojego. Przecież nie robię nic złego. Później już było prosto, trafiasz na stronę, czat, ty zaczepiasz, ktoś zaczepia ciebie, zamykacie się w wirtualnym pokoju. Najpierw otwarta rozmowa o tym, jaki seks lubisz, na co masz ochotę. A później ona – ta po drugiej stronie robi to, o czym mówisz, opisuje ci wszystko dokładnie. Nigdy z Anką nie rozmawiałem tak o seksie, nie wiem czemu.

To, co nieuniknione?

Anka nie wytrzymała i pewnego dnia sprawdziła jego pocztę. Nie czuła się z tym dobrze, to jak zdrada – zaglądanie komuś w prywatność bez pozwolenia, nawet tej najbliższej osoby. Zobaczyła maile, zdjęcia przysłane od różnych kobiet, czasami nie twarz była ważna, ale ich waginy czy piersi. Jego zdjęcia też były – nagie, bez pokazywania twarzy. Wysyłane w odpowiedzi. W szoku złapała jego telefon, sms-y po północy od nieznanych numerów: „Jestem”, „Śpisz? Czekam.” Zarejestrowany seks na skype-ie.

ONA

„Kręciło mi się w głowie. Zwymiotowałam. Potem siedziałam pod ścianą, Hanka bawiła się klockami,  a ja jak odrętwiała gapiłam się w jeden punkt. Nie wpadłam w szał. Musiałam wszystko sobie poukładać. Podrukowałam zdjęcia.  I czekałam. Sama nie wiem na co.”

ON

„Kiedy rzuciła mi zdjęciami w twarz w środku nocy w pierwszym momencie pomyślałem, o co jej do cholery chodzi? O co afera? O kilka zdjęć nagich kobiet na mojej poczcie?!? Co w tym złego?  Przecież żadnej z nich nawet nie dotknąłem. To tylko taka zabawa, która nikomu nie robi krzywdy.”

Maciej nie miał poczucie, że zdradził żonę. Zarzekał się: „Nigdy w życiu bym jej nie zdradził. Nie mógłbym. Kocham ją. Seks w sieci to zdrada? Poważnie? To, co by było, gdybym faktycznie z jedną z nich się umówił w realu?” – myślał wówczas rozdrażniony.

Anka wspomina, że Maciej zachowywał się, jakby to on był ofiarą. Jakby to kobiety go nagabywały, przysyłały mu zdjęcia, o które on przecież w ogóle nie prosił. Kiedy pytała, skąd miały jego numer telefonu? Milczał. Kiedy mówiła, że przecież on też do nich pisał. Nie odpowiadał. Kiedy w końcu powiedziała: „Pomyśl, co one o mnie myślą. Facet, który ma żonę i dziecko siedzi w nocy przed kompem i pieprzy się z obcymi laskami??” , nie wytrzymała. Dostała szału, krzyczała, że nigdy nie pozwoli mu się dotknąć, że go nienawidzi, że gdyby nie Hania już dziś kazałaby mu się spakować.

Czuła się zdradzona i upokorzona. Mężczyzna, którego kochała, któremu ufała bezgranicznie, zamiast powiedzieć: „Kochanie, mamy problem. Coś jest nie tak w naszym związku”, uciekł w swój świat. A on powtarzał, że chciał jedynie poczuć się znowu mężczyzną, którego pożąda kobieta. To nic, że namiętność była wirtualna. Jemu dawała namiastkę tego, czego brakowało mu w domu. Nie powiedział tego Ance? A może próbował, a ona nie słuchała pochłonięta tysiącem innych rzeczy.

Budowanie ze zgliszczy

Anka wspomina rozmowy z przyjaciółkami: „Ile razy pytałyśmy siebie nawzajem, co byś zrobiła, gdyby cię zdradził? Podczas tych rozmówi często definiowałyśmy tę zdradę. Jedna mówiła, że seks z inną kobietą skreśla mężczyznę od razu, inna, że nigdy nie zniosłaby, gdyby on był zafascynowany inną kobietą, a zdrada fizyczna byłaby jedynie wynikiem tej fascynacji” wspomina Anka dodając: „Nigdy nie przypuszczałam, że zdrada może mieć jeszcze jedno oblicze.”

Pytam, czy wie, czy kiedyś z którąś się z nich spotkał na żywo? „Nie wiem, nie interesowało mnie to. Jakie miało znaczenie? Zdradził nas. Poszedł na łatwiznę zapełniając sobie w najbardziej prymitywny sposób braki, które odczuł w naszym małżeństwie” – odpowiada Anka.

Maciej długo nie rozumiał, co się wydarzyło. „Przyszedł moment, kiedy dotarło do mnie, jak Anka to odebrała. Odważyłem się w końcu spojrzeć na całą sytuację jej oczami… Ona powtarzała; „Postaw się w mojej sytuacji. Odwróć ją. To ja siedzę w nocy przed kompem i jestem jedną z tych kobiet, które wysyłają zdjęcia obcym mężczyznom.” Bałem się, że ją stracę. Że już nigdy nie odzyskam.”

Pół roku życia obok. Później rozmowa, łzy, deklaracja, że on już nigdy i że ona wybaczy, zapomni. Dwa lat udawania, że wszystko wróciło do normy i że znowu są ze sobą szczęśliwi. Nikt nie wiedział, co się między nimi wydarzyło. Na zewnątrz nadal byli dla innych związkiem godnym naśladowania.

W końcu ona nie wytrzymała. Poszła na terapię. „Byłam jak wyzuta z pożądania. Ale tylko wobec mojego męża. Pociągali mnie inni mężczyźni. Fantazjowałam o nich, żeby pobudzić wyobraźnię podczas seksu z mężem. Z drugiej strony widziałam, jak on się starał wszystko naprawić. Nie mogłam już tak dłużej. Miałam poczucie, że mogę z nim żyć, ale na boku chciałam mieć kochanka.” W końcu zdecydowali się na wspólną terapię.

Minęło pięć lat. Dziś dopiero mówią jednym głosem, że to ciężka praca, że walka o ten związek nauczyła ich wiele.  „Tego nie da się zamieść pod dywan, przejść do porządku dziennego udając, że nic się nie wydarzyło, że zapewnienia, że już nigdy więcej nie wystarczą.” – mówi Anka. Maciej dzisiaj wie, gdzie jest granica, której już nigdy nie chce przekroczyć. „Nauczyliśmy się siebie słuchać i rozmawiać, nawet o tych najtrudniejszych rzeczach. Jesteśmy mocniejsi. Ja jestem.”

Pytam jeszcze Ankę, co by zrobiła, gdyby zdradził ją fizycznie, realnie, czy byłoby trudniej? „Nie ma dla mnie żadnej różnicy pomiędzy jedną zdradą o drugą. Zdrada to upokorzenie drugiej osoby, bez względu czy ma miejsce w wirtualnym czy rzeczywistym świecie.”


Zobacz także

Naucz się odpuszczać i doceniać pomoc innych – Małgorzata Ohme podpowiada, jak radzić sobie z obowiązkami domowymi

35 zastosowań sody oczyszczonej. Musisz je wypróbować!

Niewidome dzieci w Indiach – rozmowa z s. Sarą