Lifestyle

Jak rozpoznać polską truskawkę? Szypułka prawdę ci powie!

Redakcja
Redakcja
12 maja 2021
Photo by Artur Rutkowski on Unsplash
 
Polska wiosenna truskawka intensywnie pachnie, a jej szypułka jest świeża, soczyście zielona, sztywna i delikatnie odstaje od owocu. Koszt jej produkcji sprawia, że jest droższa od importowanej z południa Europy i północnej Afryki. Jak rozpoznać polską truskawkę jeszcze przed jej spróbowaniem? Świeża szypułka prawdę nam powie – przypominają wielkopolscy plantatorzy truskawek.

Truskawki to według badań Kantar ulubiony owoc Polaków i najbardziej wyczekiwany owoc sezonowy. Polskie truskawki wiosenne są uprawiane w szklarniach i mają smak tych polowych. Dla wielu jest on wspomnieniem dzieciństwa. Owoce są średnio jędrne, soczyste, lekko poziomkowe i kwaskowate.

Warto wiedzieć, że nasze truskawki, uprawiane w strefie klimatu umiarkowanego, są uznawane za wyjątkowo smaczne. To kolejny argument za tym, by już wczesną wiosną szukać tych polskich.

Jak rozpoznać polską truskawkę?

Barwa i kształt są charakterystyczne dla danej odmiany, ale generalnie polskie truskawki mają stożkowaty lub sercowaty kształt. Postrzegamy go jako znany, tradycyjny. Dojrzałe owoce są jasnoczerwone i błyszczące. Są duże i pachną. Zapach jest najbardziej intensywny przy szypułce. Jest ona świeża i soczyście zielona, sztywna i delikatnie odstaje od owocu. Jak mówią producenci – szypułka zawsze prawdę powie.

Jak rozpoznać truskawkę importowaną?

Truskawki importowane są bardziej podłużne. Owoce mają jaśniejszy kolor przy szypułce, ponieważ musiały być zbierane „na blado”. Kondycja szypułki zdradza najwięcej. Nie jest ona świeża i sztywna, nie odstaje już od owocu. Szypułki truskawek marokańskich są nieproporcjonalnie duże i długie.

„Zapraszamy do poszukiwania naszych polskich owoców w sklepach i do sprawdzenia, że to jest nasz produkt. Warto, bo jej smak jest zachwycający” – mówił Janusz Cieśla, ekspert ds. produkcji szklarniowej.

„Zbierana dzisiaj, jutro ona będzie na półce. Nie mija nawet doba. Można ją poznać po smaku, jędrności i po szypułce. Szypułka po czterech dnia transportu, z dalekich krajów, nie jest świeża, jest zmęczona. Różnica jest też taka, że my zbieramy truskawkę czerwoną, taką jaka powinna być. Jej smak pochodzi w 100% od słońca. Importowana zbierana jest >>na blado<<, żeby wytrzymała podróż. Dokładnie tak jak banany. Dlatego w Europie nie znamy dobrego smaku banana. Gdybyśmy pojechali tam, gdzie one rosną poznalibyśmy smak, który przypomina miód rozpływający się w ustach. Trzeba to wiedzieć” – przekonują Aldona i Jarosław Radola, którzy od kilku lat prowadzą gospodarstwo szklarniowe, w którym uprawiają truskawki.

„Truskawka ma w szklarniach idealny klimat. Dojrzewa od stycznia, dlatego już w kwietniu i maju jest gotowa do zerwania. Truskawka odbierana jest od producentów w dniu zerwania, maksymalnie na drugi dzień rano, wtedy po dobrym schłodzeniu. Tak świeżego towaru w markecie życzylibyśmy wszystkim. Nie musi podróżować przez pół świata, nie pozostawia śladu węglowego. Polską truskawkę bezbłędnie poznamy po smaku i po szypułce. Szypułka świeżej truskawki też jest świeża. Ona prawdę wam powie” – mówią Wiesława i Zenon Janiak, pionierzy uprawy w szklarniach.

„Produkcja szklarniowa i tunelowa rośnie. Owoców zawsze jest za mało. Rośnie bowiem zapotrzebowanie i świadomość konsumentów. Polska ma olbrzymi potencjał, produkujemy znakomite owoce, wydłużając sezon na miarę naszych ambicji i możliwości jakie cały czas rosną” – mówi Krzysztof Żabówka z Daifressh Berry, firmy uprawiającej i dostarczającej świeże owoce.

„Życzę, aby konsumenci nie mylili się w zakupie polskich owoców. Jako branża podpowiadamy, jak odróżnić nasze lokalne owoce od importowanych. Truskawki z zachodnich upraw są często przepakowywane. Jeśli ktoś kupi takie owoce i nie będzie zadowolony, i pomyśli, że nie umiemy produkować” – mówi Mariusz Chenczke.

„Współdziałamy, tak by pokazywać różnice i aby namawiać na bardziej świadome zakupy. Patrzmy na etykiety, szukajmy informacji o gospodarstwie, w którym owoce są produkowane” – dodaje Chenczke.

Współpraca pomaga budować nawyk świadomych zakupów i codziennej konsumpcji polskich owoców jagodowych. Działania liderów są wspierane przez „Czas na polskie superowoce!” – projekt integrujący producentów i przetwórców.

Więcej o arkanach produkcji truskawek w szklarniach na https://bit.ly/3o7lyLR

Opracowanie sfinansowano ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw w ramach realizacji przez Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw kampanii „Czas na polskie superowoce! III edycja”.

Źródło informacji: PolskieSuperowoce.pl


Lifestyle

„Pospiesz się, babo” słyszę. Jestem jedna na oddziale, pracuje 23. godzinę. Dzień z życia pielęgniarki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 maja 2021
 

Bohaterki: Malwina, szefowa pielęgniarek na jednym z oddziałów chemioterapii w Polsce. Staż pracy: 20 lat

Zofia, pielęgniarka onkologiczna, staż pracy: 35 lat

Zofia: – Nie mogę uwierzyć w to „babo”. Co prawda był to tylko sceniczny szept, ale słuch mam dobry. Mam ochotę odpowiedzieć coś złośliwego, nakrzyczeć na pacjentkę. Gryzę się w język. Jest po chemioterapii, zwija się z bólu, czeka na lek. Druga pielęgniarka na chwilę zeszła na inny oddział. Środek nocy, jestem sama. Oprócz mnie jest lekarz dyżurny i 36 innych pacjentek.

Uśmiecham się, przepraszam. O czwartej rano już nie myślę. Nocą, co półtorej godziny, czasem co godzinę, mamy obchód. Pacjentki śpią niespokojnie. Muszę sprawdzać  m.in wynaczynienie, czyli pilnować, czy lek nie dostał się poza żyłę czy naczynie krwionośne. To niebezpieczne.

Po obchodzie wracam do pokoju. Włączam komputer, opisuję stan chorych– jaka saturacja, czy rana po operacji nie krwawi, ile było w drenie treści, jaka to treść, ile moczu w cewniku.

O szóstej pracę zaczyna oddziałowa, musimy z koleżanką zdać raport. Pracuję 24 godziny, potem jadę do innego szpitala, na inny oddział. Jestem na granicy wyczerpania i wypalenia. Całym sercem wspieram protest pielęgniarek.

Malwina: – Gdy wiele lat temu zaczynałam pracę, inaczej to sobie wyobrażałam. Wierzyłam, że wszędzie da się stworzyć domową, ciepłą atmosferę, choć wciąż jestem przekonana, że od personelu zależy bardzo dużo, już odpuszczam. System jest jaki jest. Pielęgniarek jest mało, pracy bardzo dużo. Co roku jest jej więcej, bo dokładają obowiązków, biurokracji.  Onkologia to trudny oddział, ludzie walczą o życie, empatia jest bardzo ważna. Ale też wiem, że pielęgniarka wypalona, zmęczona do granic możliwości może czasem coś burknąć, być nieuważna. Emocje pacjentki to jedno, ale my musimy pilnować tysiąca rzeczy. Też dla niej. Dla jej zdrowia.

Rano

Malwina: – To najtrudniejszy moment dnia. Działam od szóstej. Dowiaduję się od pielęgniarek z dyżuru nocnego w jakim stanie jest każda z pacjentek, rozdzielam pracę, sama idę do każdej sali, sprawdzam. Pani Alicja z sali 6 nie może się podnieść, pielęgniarka musi jej pomóc w porannej toalecie. Alicja jest zła. Chce poznać wyniki badań. Tłumaczę: „Lekarz pani powie”. Alicja zaczyna burczeć. „O nic nie można się doprosić”. Przepraszam, ale muszę ją zostawić. Reszta pacjentek też ma miliony pytań. 29- letniej Magdzie zaczynają wypadać włosy, chciała dopytać się o to, czy na dole można kupić ładną perukę. Pani Oliwia dziś wychodzi do domu. Mam dla niej rozpisaną całą karteczkę z dietą. Muszę jej wytłumaczyć, że nie powinna wychodzić na słońce, powinna za to pić sok z buraka i dużo wody. Po chemioterapii łatwo o odwodnienie. Próbuję zagadać panią Karolinę, odwraca się na drugi bok. Nie chce, żebym była miła. Jest zła. O nowotworze dowiedziała się niedawno, od razu trafiła na oddział. W ciagu dnia włącza laptopa i pracuje. Telefon nie przestaje dzwonić. Ze smutkiem myślę, że niedługo nie będzie miała na to siły. I że w końcu się otworzy, zacznie rozmawiać, pytać. Znam takie kobiety, jak ona. Zawsze silne, nie potrafią stać się słabe. Do czasu, gdy ich ciało staje się słabe bez ich zgody. Wciąż boli mnie to tak samo, choć kiedyś może bardziej, ale też dlatego, że jak zaczynałam rak był równoznaczny z wyrokiem.

W pierwszym tygodniu pracy miałam cztery zgony. Dostałam zlecenie od oddziałowej- mam zrobić toaletę pośmiertną. Potem wspólnie z inną koleżanką, pakowałyśmy ciało do worka i wkładałyśmy na specjalny wózek. Lata pracy stępiły wrażliwość. Ludzie na oddziale onkologii pojawiają się po ileś razy, wielu z nich znam już dobrze. Pani Krysia (jest tu już 20 raz) wita mnie i dopytuje o panią Helenkę, taką drobną, koło sześćdziesiątki. Nie musi tego robić, doskonale znam panią Helenkę. Zmarła miesiąc temu. Mam gulę w gardle, gdy muszę przekazać taką informację. Widzę, jak uśmiech pani Krysi gaśnie. Wiem nad czym się zastanawia. Czy z nią będzie tak samo?

Zofia: – Rano jest najgorszy młyn. Na oddział przyjmujemy „jednodniówki”, czyli pacjentki ze skierowaniem na jednodniową chemię. Najpierw trzeba zmierzyć im temperaturę, potem badania krwi, czekać na wyniki. Niektóre mają krew w strasznym stanie. Trzeba robić im transfuzję albo podawać kroplówki, niektóre nazywam „czekoladą”, bo jest w nich potas i magnez. Potem kolejne badania i dopiero zlecenie chemii. Dużo bardzo opieki wymagają „paliaty” i „leżaki”. To kobiety, które nie są w stanie same wstać, ich stan jest ciężki. Jednej potwornie spuchły nogi, nie może dojść do łazienki, druga płacze z bólu. To jej kolejna chemia, widzę po wynikach, że nic już nie da, ale wiem, jak trudno pacjentkom się poddać.

Czasem łapie się, że może nie powinnyśmy nadawać im ksywek, ale tak jest chyba w każdym zawodzie. Skrót, który ułatwia nam pracę, a może też ratuje przed kompletnym zwariowaniem.

Są też jeszcze dziewczyny, które przygotowujemy do zabiegów. I te, które chemię biorą kolejny dzień.

Lekarz wypisuje zlecenia. Jest nowy, myli dawki. Potem pyta mnie, jaki ma podać antybiotyk. Tak, taka jest prawda, ale o tym się nie mówi. Sporo rzeczy robimy za lekarza. Niektórzy, ci nowi, sami się pytają jakie mają badania rozpisać, jak podać leki. Ten nowy jest miły, stara się, uczy. Ale mamy tu takiego, nigdy nie przeprosił, że coś mu się pomyliło. Zlecenia pisze tak, ze nie dajemy rady ich odczytać. Jakby naszą pracą było jeszcze odczytywanie bazgrołów albo bieganie za lekarzem i dopytywanie się, o co konkretnie mu chodziło.

Choć bywają lekarze cudowni, dający wsparcie, rozumiejący, ile mamy pracy.

Oni też są zmęczeni – jest nas mało. Dużo personalu zostało odesłanych do szpitali covidowych, część do punktów szczepień, dostali podwyżki.

My też jesteśmy narażeni, ale żadnych pieniędzy nie dostajemy.

Popołudnie

Malwina: – Do pacjentek przychodzą goście, rodzina. Jeszcze ich nie wpuszczamy na oddział, pacjentka może wyjść do kogoś bliskiego na patio albo do ogrodu szpitalnego.

Czas pandemii to czas samotności, pacjentki po dwie na sali, od rana do wieczora w maseczkach. Wpuszczaliśmy tylko najbliższych członków rodziny do pacjentek w ciężkim stanie. Ale na onkologii ciężki stan może być w każdym momencie. Niedawno przywieziono dziewczynę zaraz po porodzie. Dostała krwotoku, guz był już za duży, następnego dnia zmarła. Sama. Na inną czekała na dole rodzina– poszła tylko do łazienki, dostała zawału.

Tęsknię za czasami, gdy popołudniu na oddziale pojawiało się życie. Ludzie spotykali się na korytarzu, śmiali się, atmosfera często, jak na kawie u przyjaciół. Nieważne, że większość bez włosów, ze stojakami, gdzie umocowany był worek z chemią. Nawet nam, pielęgniarkom robiło się dobrze od tej zwyczajnej radości.

Zofia: – Znów przepraszam. Czegoś nie zauważyłam, kogoś ominęłam. Czasem zalewa mnie złość chorych. Bywają, jak dzieci, chcą uwagę koncentrować na sobie, nieustannie potrzebują pomocy. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej walczę o siebie. Mam na oddziale ponad 35 osób, którymi muszę się zaopiekować. Odliczam godziny do końca dyżuru. Mój telefon prywatny dzwoni, nawet nie odbieram, nie mam czasu na inne życie. Działam etapami, patrzę tylko pod nogi.

Wieczór

Zofia – Wieczór to częste, nagłe przyjęcia. Ktoś się odwodnił po chemii, mdleje w domu, ktoś skręca się z bólu. Pacjentka lat 28, prosto od ginekologa, z wodobrzuszem. Odciągamy jej z brzucha cztery litry płynu. Patrzę na wyniki, guz jest wielki.

„Kiedy była pani ostatnio u ginekologa?” pytam zakładając wenflon. „Rok temu”- kłamie. Tak, wiem, że kłamie i robi mi się przykro. Taki guz nie rośnie w rok. Inna pyta mnie, co to jest cytologia. Ona tylko o tym gdzieś czytała. Mam ochotę krzyczeć: „Dziewczyny, dlaczego wy się nie badacie”. Pacjentki są coraz młodsze.

Malwina: Odbieram telefon, dwie pielęgniarki chore. Czyli zostaję na następny dzień z dwoma. To jest niemożliwe. Zamiast wyjść do domu szukam pielęgniarek na zastępstwo. Swoich nie mogę prosić, bo mają prace już gdzieś indziej. Mam dziesięć pielęgniarek, osiem dorabia. W końcu, po półtorej godzinie mam– przyjdzie jedna pielęgniarka z hematologii, druga z neurologii. To tylko półśrodek. Każdy oddział ma swoją specyfikę inny system pracy, podaje leki w innych godzinach, inne leki, w innych dawkach, wiem, że dla moich dziewczyn to dwa razy więcej pracy, bo te z innego oddziału trzeba będzie kontrolować.

Tak, jestem za strajkiem. Nasze warunki muszą się zmienić.

Choć każdego dnia wstaję z uśmiechem na twarzy. Nieważne, że to jest czwarta rano. Szykuję się do pracy i śpiewam. Wiem, że muszę dać energię pacjentkom. Taką pracę wybrałam, chcę być odpowiedzialna.

Zofia: A ja jestem wypalona. Wracam do domu i nie mam na nic siły. Za dużo widzę cierpienia. Za dużo mam zadań. Niech przyjdą te młode, wykształcone, ze specjalizacją. Potrzebujemy ich. Tyle, że one nie mają motywacji- robota ciężka i niewdzięczna. Wolą wyjechać zagranicę, pracować w prywatnych ośrodkach. Kto zostanie na oddziałach w szpitalach państwowych?

Czy rząd się nami zainteresuje?

Czy ludzie na szczytach zrozumieją, jak odpowiedzialne rzeczy robimy.

Nikt tego nie widzi.


Lifestyle

Znowu zakalec? Sprawdź, jak uniknąć wpadek podczas pieczenia ciast!

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
12 maja 2021
Photo by Pablo Lancaster Jones on Unsplash

Podczas pieczenia nietrudno pomylić proporcje, a nawet zapomnieć o dodaniu najważniejszego składnika. Próbując zaoszczędzić czas, robimy coś na skróty, pomijamy – na pozór nieistotne – kroki lub stosujemy kupne zamienniki. Ciasto poniekąd jest wizytówką pani domu, dlatego warto nabyć pewne umiejętności, poznać wskazówki i magiczne tajniki, dzięki którym biszkopt wyrośnie, sernik nie opadnie, a krem będzie miał idealną konsystencję. Czego nie robić, a na co zwrócić szczególną uwagę, by czas spędzony na pieczeniu był dobrze wykorzystany?

Dlaczego ciasto należy mieszać w jedną stronę?

Niby wszystko robimy zgodnie z przepisem, krok po kroku, a ciasto nie rośnie jak należy lub co gorsza – wyszedł zakalec. Dlaczego tak ważne jest, by mieszać ciasto w jedną stronę?
Podczas mieszania składników ciasta, białka zawarte w mące łączą się tworząc „magiczne” włókna – sieć glutenową – zatrzymujące powietrze. Pęcherzyki powietrza są niezbędne, aby ciasto pięknie wyrosło. Pęcherzyki powstają niezależnie od tego czy mieszamy w lewo czy w prawo, ale ważne by mieszać w jedną stronę. Gdy mieszamy raz tak a raz tak, niszczymy
wiązania, które już powstały.

Dlaczego sernik opada?

Sernik to rodzaj ciasta deserowego, uwielbianego przez Polaków. Zarówno wiedeński, krakowski czy nowojorski mają miliony fanów. Jednak dlaczego po wyjęciu z piekarnika sernik tak często opada? W „klasycznym”, mącznym cieście powstaje siatka glutenowa, która więzi pęcherzyki powietrza. Ciasto rośnie – o ile mieszamy je w jedną stronę – i nie opada po pieczeniu. Do sernika mąki dodaje się znacznie mniej, a tym samym wiązań glutenowych jest niewiele. Choć ubita masa serowa podczas pieczenia pięknie wyrasta, to po wyjęciu z piekarnika, pod ciężarem twarogu, pęcherzyki powietrza uciekają.

Jak odczarować sernik, by był idealnie prosty, bez dziur i zagłębień?

  1. Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Dlatego minimum godzinę przed pieczeniem wszystkie produkty należy wyjąć z lodówki by osiągnęły temperaturę pokojową.
  2. Składniki mieszamy tylko do połączenia, nie dłużej, dzięki czemu będziemy cieszyć się iście królewskim sernikiem, nie tylko podczas pieczenia, ale i po wystudzeniu.
  3. Aby sernik był bardziej puszysty, kremowy i idealnie prosty dobrze jest piec go w kąpieli wodnej. Formę umieszczamy w naczyniu z wodą, a para wodna zdziała cuda.
  4. Masa serowa nie powinna stykać się bezpośrednio z metalową formą, ponieważ twaróg łatwo nabiera metalicznego posmaku.

Dlaczego warto przesiewać mąkę?

Często podczas pieczenia idziemy na skróty, w pośpiechu dodajemy wszystkie składniki, przecież mikser i tak je wymiesza. Niekoniecznie. Czy naprawdę trzeba przesiewać mąkę? Oczywiście! Suche składniki podczas przesiewania zostają napowietrzone, a tym samym do ciasta wprowadzamy więcej powietrza. Ponadto przesiewanie pomaga uniknąć grudek mąki i skraca czas mieszania, dzięki czemu mniej powietrza ucieknie z ciasta. W konsekwencji ciasto lepiej wyrasta. Jednak przesiewanie mąki do ciast kruchych i drożdżowych nie jest konieczne, nic nie zmieni, afekt finalny będzie ten sam.

Jak zrobić idealne ciasto kruche?

Kluczem do sukcesu jest czas – ciasto kruche nie lubi długiego wyrabiania. Szybko dochodzi do ogrzania znajdującego się w nim masła, ciasto zmienia konsystencję, podczas pieczenia
może się skurczyć, a po upieczeniu wyjść dość twarde.

Jak upiec idealny biszkopt?

Masa biszkoptowa nie lubi czekać, dlatego wszystko lepiej przygotować zawczasu. Dno formy wyłóżmy papierem do pieczenia, boków nie ruszajmy, żeby ciasto miało się po czym
piąć do góry podczas pieczenia. Już na etapie przygotowywania ciasta, warto nagrzać piekarnik do wskazanej temperatury.

Dlaczego krem się zważył?

Zważony krem czy śmietana potrafi popsuć nawet dobrze zapowiadające się ciasto. Dlaczego mimo iż na pozór wszystko robimy jak należy, krem się zważył? Być może składniki nie były w takiej samej temperaturze lub śmietana nie była wystarczająco schłodzona. Kremu nie można ubijać zbyt długo, gdy tylko osiągnie odpowiednią konsystencję wyłączmy mikser.

Jak uratować zważony krem?

Do kremu budyniowego lub maślanego należy dodać kilka łyżek wrzącej wody i zmiksować. Cały krem można podgrzać w kąpieli wodnej, jednak przed ponownym ubijaniem należy go dokładnie schłodzić. Z kolei do zważonej bitej śmietany należy dodać niewielką ilość zimnej śmietany i delikatnie zmiksować lub podobnie jak w przypadku kremu budyniowego, podgrzać całości w kąpieli wodnej, schłodzić i ponownie ubić.

Cukier waniliowy czy wanilinowy?

Choć często uważane są za tożsame, różnica między nimi jest znacząca. Wanilina to sztuczna przyprawa o intensywnym aromacie, która znaczne zmienia smak kremów czy ciast. Z kolei wanilia, pozyskiwana bezpośrednio z lasek wanilii, ma niezbyt intensywny, ale niezwykle bogaty aromat, który podkreśla charakter wypieków. Cukier wanilinowy jest
tańszym i zdecydowanie gorszym zamiennikiem cukru waniliowego.

Jak uniknąć zakalca?

Zakalec to zmora niejednej pani domu. Na co zwrócić uwagę, by go uniknąć? 

  1.  Składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Jeśli użyjemy zbyt zimnych to upłynie więcej czasu zanim ciasto ogrzeje się w piekarniku. Z kolei zbyt ciepłe produkty – np.
    gorące mleko czy rozpuszczone masło – także mogą doprowadzić do zakalca, dlatego zawsze należy wystudzić je przed dodaniem do ciasta.
  2. Suche składniki – mąkę czy proszek do pieczenia warto przesiewać, o czym niestety często w pośpiechu zapominamy.
  3. Składniki mieszamy w jednym kierunku, by nie zniszczyć powstałych wiązań glutenowych.
  4. Zbyt długie mieszanie niesie za sobą więcej szkody niż pożytku. Mieszamy tylko do połączenia składników, w przeciwnym razie z ciasta ucieknie zbyt dużo pęcherzyków
    powietrza.
  5. Ciasto wkładamy do nagrzanego piekarnika i wyciągamy z niego wtedy, gdy mamy pewność, że się dopiekło. Możemy to łatwo sprawdzić patyczkiem – jeśli na patyczku
    nie będzie śladów surowego ciasta, to znak, że jest już gotowe.

Dlaczego do ciasta warto dodać sól?

Podczas mieszania ciasta tworzą się wiązania glutenowe, które zatrzymując pęcherzyki
powietrza sprawiają, że pięknie wyrasta. Dodanie szczypty soli wzmacnia wspomnianą sieć.
Ponadto sól wydobywa smaki, dodaje charakteru i wyrazistości. Posiada działanie
dezynfekujące, a tym samym dzięki niej, bakterie i pleśnie nie rozwijają się tak szybko.

Źródło: cakeit Cake It – Bądź dumna ze swoich wypieków! –


Zobacz także

Siedem zaskakujących powodów, dla których warto spać z psem

baba sama w podróży

Zostaw przeszłość i rusz do przodu. Wystarczy, że zrobisz pięć pierwszych kroków

Niesamowita sztuka ulicy. Ciekawe, jak wy byście zareagowali?