Lifestyle

Zdarza się, że rak zamienia się w podróż. Taką najważniejszą z podróży, w jakie kiedykolwiek przyszło nam się udać

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
17 lipca 2017
Fot. iStock / Oleh_Slobodeniuk
 

Po świecie wielu chadza sobie takich, którzy z konsekwencją i uporem utrzymują, że rak zmienił ich życie, otworzył im oczy, pchnął ich na tory, na które zawsze chcieli wjechać rozpędzeni, jednak jakoś tak nigdy nie było im to dane. Siedzieli na życia bocznicy zamiast tego, marnując cenny swój czas, kiedy to całkiem nagle i bez ostrzeżenia raczysko, jak Super Express wpadło na trakt i porwało ich w zupełnie nowy rozdział życia. Nie jest to miłe uczucie, nic takiego na co z niecierpliwością czekali. Bądźmy w końcu realistami! Zderzenie z pociągiem nie może nie być bolesne. A jeszcze jak ciągnie cię taka maszyna po szynach, obijając niemiłosiernie ciało, duszę i umysł, no to i myślisz sobie na szybko: boże mój kochany! Jakże ja z tego wyjdę?

Przy całym bólu i strachu, który spada na nas wraz z diagnozą, nie jest więc łatwo pomyśleć o raku jak o sposobności. A już sugestia, by chorobę tę potraktować, jako swego rodzaju prezent od losu, wydaje się być niedorzeczna. Tymczasem bywa i tak.

Zdarza się, że rak zamienia się w podróż. Taką najważniejszą z podróży, w jakie kiedykolwiek przyszło nam się udać. Podróż, która zabiera nas do samego środka naszej duszy. Podróż, która budzi w nas potencjał, o jaki się nawet nie podejrzewaliśmy, podróż, która daje siłę, mądrość, która powoduje, że przechodzimy poniekąd na inny poziom i zaczynamy postrzegać życie zupełnie inaczej. Choć zarazem wymaga od nas, abyśmy przeszły przez prawdziwą dżunglę. Bo to przecież rak, a on lubi mieć te swoje żniwa. Zabierze piersi, wyrwie włosy, zmaltretuje ciało, spowoduje, że będziemy płakać, krzyczeć, czasem nawet myśleć o tym, by się poddać.

To jak podchodzimy do choroby, ma przy tym znaczenie zasadnicze. Jeśli bowiem dobrze się zastanowić, to poniekąd jasne się staje, że nadając znaczenie zdarzeniom w naszym życiu, kreujemy naszą własną rzeczywistość.

Na co dzień, obserwujemy świat, uczestniczymy w niekończących się wydarzeniach, nasza głowa wypełniona jest wspomnieniami i wiedzą, jaką nieustannie nabywamy na temat życia. Przez pryzmat tego wszystkiego oceniamy otaczający nas świat oraz interpretujemy zdarzenia. Do tego stopnia, że poniekąd łatwiej jest nam przyjąć diagnozę, jeżeli w naszej rodzinie kobiety chorowały i przeżyły raka. Dużo trudniej jednak, gdy choroba zabrała nam bliskich bezpowrotnie.

Doświadczenia, jakimi dysponujemy, mają bowiem pierwszorzędny wpływ na kształt naszych własnych oczekiwań w danym temacie. Znów więc posłużę się przykładem z własnej rakowej grządki. Otóż, kiedy to ja dostałam swoją diagnozę, nie pytałam wcale: DLACZEGO JA?. Wynurzyłam się przecież z rodziny Amazonek, jak jakaś pozbawiona piersi Afrodyta z morskich fal. Nie miałam co pytać: dlaczego ja? Sprawa była przecież aż nadto oczywista.

Pytanie DLACZEGO?, jednak mnie nie ominęło. I Bogu dzięki, bo to ono zabrało mnie na ten wspomniany inny poziom i puściło galopem do miejsca, w którym z braku lepszego określenia: wpadłam w siebie po same uszy. Siedząc tam sobie i ucząc się siebie od nowa, drążyłam zarazem znaczenie choroby.

Instynktownie czułam, że muszę ustalić, o co chodzi z tym całym rakiem. W jakim celu mi się przytrafił i co takiego muszę w życiu i w sobie zmienić, bym tu i teraz mogła uzyskać dostęp do drzemiących we mnie pokładów zdrowia. Bo że takowe w sobie miałam i mam, wydało mi się nagle oczywiste. Nawet więc się zbytnio nie zdziwiłam, jak dnia pewnego po prostu poszłam jak burza, wzmocniona tym boskim przekonaniem, że rak nie ma ze mną szans. Proces zdrowienia jak maszyna, ruszył po szynach, tym razem jednak podróż należała do najniezwyklejszych i najbardziej odkrywczych podróży mojego życia. A ja, w jej wyniku, przewartościowałam cały mój świat.

Dlatego wiem, aż za dobrze, że w takim kontekście rak naprawdę może zamienić się w losu dar. Jeżeli dobrze mu się przyjrzymy, jeżeli zrobimy rachunek sumienia, popatrzymy na własne życie trzeźwo i szeroko otwartymi oczyma i jeżeli podejmiemy wysiłek, by wprowadzić zmiany, których powinnyśmy dokonać lata świetlne temu, wtedy mamy szansę na to, że przekierujemy nasze życie na właściwy tor. Jakość życia, jakiej wtedy przyjdzie nam doświadczyć, sama w sobie ściągać nas będzie codziennie z łóżka, a my wiedzione potrzebą życia, istnienia, bycia i tworzenia, na pełnych żaglach popłyniemy przez życie.

Inaczej, rak to choroba bez sensu.

Rak to choroba braku sensu. To choroba nie tylko ciała, ale także duszy i umysłu. To choroba, w której nie ma nadziei, energii, radości, śmiechu. To głupia, wredna choroba, która nic poza bólem nie wnosi. Nikt nie chce chorować na taką chorobę. No przecież, że nikt!

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.


Lifestyle

Ona nie jest łatwa, jest „głodna” męskiej akceptacji. To narcystyczny ojciec sprawia, że jego córka tak nachalnie szuka miłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 lipca 2017
Fot. iStock/vadimguzhva
 

Denerwujemy się dziś i wydymamy z dezaprobatą usta: jak te dziewczyny się zachowują?! Są takie nachalne w stosunku do chłopców, takie „napraszające się o ich zainteresowanie”. To okropne, poniżające. Nie zdajemy sobie być może sprawy z tego, że sporą winę za taki stosunek córek do kolegów ponoszą ojcowie, poprzez swój specyficzny styl wychowywania dziewczynek. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielką moc posiadają.  Ojciec może łatwo zniszczyć poczucie wartości dziecka i sprawić, by była wręcz głodne męskiej miłości, uwagi i akceptacji. A wszystko zaczyna się wtedy, gdy twoja córka jest jeszcze mała, tato.

1. Wypełniasz jej głowę romantycznymi opowieściami

Napełnij głowę opowieściami o bajowym romansie, gdzie każda bajka kończy się ślubem księżniczki z przystojnym księciem. Wygląda na to, że to spełnienie marzeń każdej kobiety, że jedynym jej, życiowym celem, szczytem osiągnięć jest „zdobycie mężczyzny.

2. Chcesz być jej jedynym przyjacielem

Nie pozwól jej mieć przyjaciół wśród chłopców, przynajmniej spraw, by nie miała ich poza szkołą. Odizoluj ją. Naucz ją, że mężczyźni ranią.

3. Ignorujesz fakt, że zaczęła dojrzewać albo masz z tym problem

Dzień, w którym dziewczyna zaczyna być kobietą, może być dla niej bardzo trudny. Możesz sprawić, że będzie jeszcze gorzej. Powiedz na przykład ” Nadal cię kocham”. Jak gdyby stając się kobietą, stawała się niekochaną. Jakbyś się na to nie godził.

4. Zmieniasz swój stosunek do niej, kiedy wejdzie w okres dojrzewania (na gorszy)

Do tej pory była twoją małą księżniczką. Mówiłeś jej, że jest ładna, kochana. Teraz nadszedł czas, aby to przerwać – widzisz przed sobą pyskatą, pryszczatą nastolatkę i nie umiesz zaakceptować tej „zmiany”. Jakby to już nie była twoja córka, tylko jakaś kosmitka.

5. Nie pozwalasz jej na randki

Ma 16 lat i chłopak zaprosił ją do kina. Albo na spacer czy koncert. Podziękuj mu w jej imieniu. Przecież to ty tu podejmujesz decyzje, zwłaszcza takie decyzje. Jesteś jej właścicielem.

6. Sprawiasz, by czuła się „inna”

Jeśli jej koleżanki noszą wyzywające obrania, na wszelki wypadek nie ufaj w jej rozsądek i „ubierz ją” jak zakonnicę.

7. Niszczysz jej poczucie wartości, nieustannie ją „naprawiając “i krytykując

Przecież wszystko można było zrobić lepiej. Jest rozkojarzona, bo weszła w okres dojrzewania? Nie „kupuj” tłumaczeń jej mamy. Mów, że jest leniwa, że się przestała starać, że w życiu do niczego nie dojdzie. Przyzwyczaj ją do złego traktowania.

8 Zawstydzasz ją

Podoba jej się jakiś chłopak? Powiedz, że jest „łatwa”, że to wstyd, że w ogóle nie powinna zajmować się takimi sprawami. Interesuje się modą, kosmetykami? Nie pozwalaj na to, mów, że jest próżna. Nie akceptuj.

9. Sprawiasz, by się ciebie bała

Będzie perfekcjonistką, pracoholiczką, bo wychowujesz ją w poczuciu, że musi spełniać oczekiwania. Jeśli tego nie zrobi, nie zasłuży na miłość. Wmów jej, że mężczyzna powinien „trzymać ją twardą ręką”, zupełnie tak jak ty.

10. Nie rozmawiasz z nią o seksie

Nie odpowiadaj na „trudne pytania”, daj do zrozumienia, że to „nieodpowiedni temat”. Wmawiaj, że i tak tego nie zrozumie.

11. Wyśmiewasz jej małe sekrety

Najlepiej przy znajomych lub podczas spotkań z rodziną. Nie szanujesz jej i przyczyniasz się do tego, że sama przestanie się szanować

12. Zawsze cieszysz się, kiedy zerwie z chłopakiem

Wmawiaj, że żaden na nią nie zasługuje i żeby nie myślała „o tych rzeczach”. Stygmatyzuj i wyśmiewaj, jeśli cierpi.

13. Jeśli się zakocha, podkopujesz to uczucie

Sprawiaj, że ​​ma wątpliwości, że wątpi w swoje uczucia, swoją mądrość. Tylko ty możesz zadecydować, kto jest dla niej odpowiedni. A wszystko pod pozorem „troski i miłości”.

14. Nie akceptujesz jej wyborów

Bo są JEJ wyborami. Jakim prawem sama decyduje o sobie? Przecież „należy” stale do ciebie, a jak jej się nie podoba, to niech się wynosi z domu.

15. Jesteś złym ojcem

Cóż, tato. Nic tylko od ciebie uciekać. Prosto w ramiona innego mężczyzny, a może jeszcze chłopaka. W poszukiwaniu akceptacji, miłości, życzliwości. Odrobiny zainteresowania. By poczuć się ważną i kochaną. Nawet przez chwilę.

Ale życie pisze różne scenariusze. Jeśli twoja córka będzie miała szczęście, w pewnym momencie spotka kogoś, kto pokocha ją bezwarunkowo. W końcu wypełni tę pustkę, którą celowo stworzyłeś w jej sercu.


Na podstawie: blogs.psychcentral.com

 


Lifestyle

„Wcale nie muszę kupić sobie tego kremu”. Dlaczego to źle, jeśli boisz się swojego partnera

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 lipca 2017
Fot. iStock/Mixmike

Zaczyna się niewinnie. Łapiesz się na tym, że szybko kończysz rozmowę, kiedy tylko słyszysz dźwięk otwieranych kluczem drzwi. Albo że zatajasz przed nim jakieś, właściwie niewiele znaczące fakty – poszłaś na kawę z przyjaciółką, sama spacerowałaś po parku, nawiązałaś kontakt z dawnym znajomym (tylko! znajomym).

Długo nie rozpoznajesz tego dziwnego, niewygodnego uczucia. Potem ze zdziwieniem uświadamiasz sobie, że kieruje tobą obawa, lęk przed partnerem. Albo może, uświadamia ci to inna, bliska osoba – przyjaciółka lub mama. „Słuchaj, przecież ty się jego boisz, to nie jest normalne”. No nie, to nie jest normalne. Jeśli odczuwasz lęk przed mężem czy partnerem, to świadczy o tym, że twój związek ma znamiona „przemocowego”, choć przemoc fizyczna wcale nie musi być w nim obecna. Że jest tu jakieś poważne zachwianie równowagi sił, krzywdzące dla jednej ze stron i dające przewagę, a może i władzę (emocjonalną) drugiej.

Lęk przed partnerem może wynikać z różnych, nie zawsze zrozumiałych i nie zawsze uświadomionych, powodów. Najczęściej boisz się:

Jego agresji

To sytuacja, w której obawiasz się fizycznej bądź słownej przemocy. Tego, że za coś, co zrobiłaś, zostaniesz „ukarana”: może cię popchnie, może uderzy, może nazwie jakimś wulgarnym słowem. Choć w głębi serca wiesz, jesteś przekonana, że nie ma tu twojej winy, jesteś w stanie przewidzieć jego zachowanie, odczuwasz lęk przed tą reakcją i strach. Czyli, to nie jest pierwszy raz. Nauczyłaś się już i zaakceptowałaś to, że on wykorzystuje przeciwko tobie fakt, że ma nad tobą przewagę fizyczną. Prawdopodobnie ukrywasz tę prawdę przed innymi, bliskimi osobami, starając się chronić swojego partnera. To nie jest miłość.

Jego krytycznego spojrzenia na ciebie i wszystko, co robisz

Nie czujesz się akceptowana. Obawiasz się żyć i postępować w zgodzie z samą sobą, bo najważniejsze jest to, co on o tobie pomyśli. A myśleć ma tylko dobrze, choć tak naprawdę nie masz na to wpływu: co jest normą, ustala on. Czym to skutkuje? Nie możesz być ze sobą szczera, więc wolisz postępować i być taka, jak on by chciał. „Tworzysz się” na nowo, byleby był zadowolony, nie obraził się, nie stracił dobrego humoru, nie spojrzał krzywo. Stałaś się zakładnikiem sytuacji: boisz się, że on odejdzie, jeśli nie będziesz taka, jak trzeba. Z drugiej strony dusisz się i męczysz w „nieswojej” skórze. Przyjmujesz wartości, które są ci obce. To nie jest miłość.

Jego krytycznego spojrzenia na innych

Ze strachu, że nie będzie zadowolony odsuwasz się od znajomych, których ty cenisz i lubisz, ale on nie akceptuje. Dla niego są albo nudni albo zarabiają za mało albo po prostu są dla ciebie nieodpowiedni. Naprawdę się na to godzisz? Przecież jesteś dorosła! A jednak – w jego towarzystwie nie spotkasz się z przyjaciółką, której on nie lubi, bo boisz się, że „coś jej powie”. Nie jesteś sobą. Na własne życzenie tracisz osoby, które są ci życzliwe (może z tego powodu on widzi w nich zagrożenie), którymi łączą cię dobre wspomnienia i ważne doświadczenia. To nie jest miłość.

Jego reakcji na to co zrobisz, zadecydujesz

Mimo, że macie oddzielne konta i od lat zarabiasz na swoje utrzymanie, nie potrafisz przyznać się, ile wydałaś na nowy ciuch, wyczekaną książkę, interesujący kurs. Boisz się, bo nie jesteś w stanie przewidzieć, jak zareaguje. Może uzna cię za zbyt rozrzutną, może zbeszta jak dziecko? Albo nawet: macie wspólne konto, a ty pracujesz w domu, ale nie zawodowo. Obowiązuje was układ: on wychodzi do pracy, ty zajmujesz się dziećmi, mieszkaniem, zakupami. Zadecydowaliście tak oboje. Podział obowiązków jest jasny. Idziesz do sklepu i boisz się, jeśli rachunek wyniesie więcej niż zazwyczaj, nawet jeśli ta różnica to kilkanaście złotych. Zastanawiasz się, czy nie wyjąć z koszyka paczki ciastek, kremu, którego właściwie „wcale nie potrzebujesz”. Wiele twoich potrzeb może poczekać. Naprawdę?… Co on powie? Jak zareaguje?… To nie jest miłość.

Uważasz, że to absurd? A jednak w takim lęku żyje bardzo wiele kobiet. Tkwią w związkach, na pierwszy rzut oka partnerskich, które z partnerstwem nie mają nic wspólnego. Niekoniecznie z winy partnera, czasem zdarza się, że tę rolę przerażonej ofiary przejmujemy instynktownie, odgrywając ją na wzór naszych mam, które całe życie przeżyły „pod dyktando” mężów, a my byłyśmy tego świadkiem. Nasz lęk „dziedziczymy” więc razem z trudnym, „nieprzepracowanym” dzieciństwem, w którym dominowała obawa przed autorytarnym ojcem, bądź matką.

Jeśli odczuwasz lęk przed partnerem, jest to zdecydowanie bardzo niepokojący sygnał. Trzeba koniecznie znaleźć źródło tej sytuacji. Zadać sobie pytanie, kto ma decydujące zdanie w waszym związku i na jakich zasadach tak naprawdę funkcjonujecie.


Zobacz także

Otyłość to nie problem, tylko jego objaw

Przestań się „dopasowywać”. Jeśli naprawdę szanujesz samego siebie, nigdy nie pozwolisz na te kilka zachowań

5 zmian stylu życia, które pomogą ci obniżyć ciśnienie krwi