Związek

Chcesz rozwodu? Najpierw mediacja. Trwają prace nad nowym prawem

Redakcja
Redakcja
18 maja 2021
Photo by Fred Moon on Unsplash
 
Rodzinne postępowanie informacyjne ma poprzedzać rozwód i separację par posiadających wspólne małoletnie dzieci – takie zmiany przygotowuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Dodatkowo, jak ustaliło Prawo.pl, resort proponuje prostszy sposób liczenia alimentów natychmiastowych. Projekt został już skierowany do zespołu programowania prac rządu.

Ma to być pierwszy etap reformy prawa rodzinnego i procedury cywilnej.

Jak poinformował Prawo.pl Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości, ma on objąć trzy filary: alimenty natychmiastowe, postępowanie informacyjne w sprawach rozwodowych i kompleksowe uregulowania postępowania wykonawczego.

Sądy rodzinne będę też musiały, a nie jak obecnie mogły, informować prokuraturę o sprawach dotyczących ograniczenia lub pozbawienia władzy rodzicielskiej, w których zagrożone jest dobro dziecka.

Nowe rozwiązanie ma być stosowane tylko w przypadku par posiadających wspólne małoletnie dzieci. Pozew o rozwód takich par ma być poprzedzony wnioskiem o rodzinne postępowanie informacyjne, podczas którego sąd w obecności mediatora będzie informował o możliwości mediacji, wskaże społeczne i indywidualne skutki rozwodu, w szczególności dla dzieci, i zalety mediacji oraz ugody, a następnie skieruje sprawę na miesiąc do mediacji.

„I to jest istotny argument za tym, że zmiany nie zmierzają do przedłużania tego typu spraw, bo praktycznie nie zdarza się, by od momentu złożenia pozwu do wyznaczenia rozprawy minęło mniej czasu aniżeli miesiąc” – powiedział w rozmowie z Prawo.pl wiceminister Romanowski.

Prawnicy do tych propozycji podchodzą z mieszanymi uczuciami.

„Na początku mojej praktyki prawniczej byłem uczestnikiem posiedzeń pojednawczych w sprawach rozwodowych i w 99 proc. przypadków były one stratą czasu dla wszystkich” – ocenia cytowany przez Prawo.pl adwokat Robert Ofiara.

Jednak obecnie wprowadzenie takiego instrumentu należy ocenić pozytywnie, jeśli będą spełnione dwa warunki: sędziowie muszą być edukowani w zakresie tego, co się dzieje w rozpadającej się rodzinie, po drugie – muszą być miejsca zapewniające wsparcie dziecku i rodzicom, konsultacje diagnostyczne, psychologiczne, wychowawcze, miejsca na terapię indywidualną oraz na terapię pary – wylicza ekspert.

Resort chce też, aby wysokość alimentów natychmiastowych była obliczana na podstawie minimalnego wynagrodzenia i liczby dzieci w rodzinie – zgodnie z zasadą 21 proc. jak jest jedno dziecko, 19 proc. przy dwójce, 17 proc. przy trójce, 15 proc. przy czwórce i 13 proc., gdy jest ich pięcioro i więcej.

Więcej: prawo.pl

Źródło informacji: PAP MediaRoom


Związek

Harry i Oprah przygotowali serial o zdrowiu psychicznym. „Zastąpmy wstyd mądrością i współczuciem”

Redakcja
Redakcja
18 maja 2021
fot. materiały na prawach cytatu/insider.com
 

Oprah Winfrey i książę Harry pokazali światu zwiastun serii filmów dokumentalnych „The Me You Can’t See”, poruszających temat zdrowia psychicznego. Premiera już 21 maja w AppleTV+.

– Ludzie na całym świecie odczuwają jakiś rodzaj psychicznego, psychologicznego, emocjonalnego bólu – mówi Oprah, siadając naprzeciwko Harry’ego. – Kluczowym jest mieć możliwość powiedzenia głośno o tym, co się z nami dzieje – dodaje.

– Podjęcie decyzji o sięgnięciu po pomoc nie jest oznaką słabości. W dzisiejszym świecie, bardziej niż kiedykolwiek, to znak siły

– mówi Harry, który już w zwiastunie mówi o własnych doświadczeniach, zwłaszcza tych, związanych ze śmiercią mamy w 1997 r.

Dwuminutowy zwiastun zawiera archiwalny film z pogrzebu Dian, przedstawiający Harry’ego, wtedy zaledwie 12-letniego, stojącego z pochyloną głową, gdy obok przechodzi trumna jego matki.

W serialu o zdrowiu psychicznym opowiedzą też największe gwiazdy. Zobaczymy tam Lady Gagę czy Glen Close. Kilku rozmówców wydaje się bliskich łez, kiedy mówią o swoich doświadczeniach. Winfrey mówi: „To po prostu coś, co zaakceptowałam”.

 

 

 

Harry mówi w zwiastunie: „Skutki tego roku będą odczuwalne przez dziesięciolecia. I dotkną wszystkich: dzieci, rodzin, mężów, żon”.

Harry i Winfrey są współtwórcami i producentami wykonawczymi projektu. Witryna internetowa Archewell w Sussexes mówi, że będą prowadzić „szczere rozmowy na temat zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia emocjonalnego, dotykając jednocześnie na temat ich osobistych podróży i zmagań”.

Już wcześniej Harry zdawał się sugerować, że jego ojciec, królowa i książę Edynburga zawiedli jako rodzice. Przemawiając w podcaście Armchair Expert, powiedział, że chce „przerwać cykl genetycznego bólu i cierpienia” ze względu na własne dzieci.

Powiedział o Karolu: „Traktował mnie tak, jak był traktowany, więc jak mogę to zmienić dla moich własnych dzieci?”

Harry wspominał wcześniej o emocjonalnej tragedii, z jaką się zmierzył po tym, jak jego matka zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu w 1997 roku, mówiąc, że spędził prawie dwie dekady „nie myśląc” o jej śmierci, zanim ostatecznie uzyskał pomoc po okresie „totalnego chaosu”.

 


Związek

Robimy z własnych dzieci „mikrocelebrytów”. Jak to na nie wpływa?

Redakcja
Redakcja
18 maja 2021
Co czwarty rodzic permanentnie udostępnia w mediach społecznościowych informacje o swoich dzieciach, które traktowane jak „mikrocelebryci” dorastają w przeświadczeniu, że dzielenie się szczegółami z prywatnego życia jest naturalną praktyką – wynika z badań dr Anny Brosch z UŚ.

Zjawisko to nazywa się sharentingiem (ang. share – dzielić się i parenting – rodzicielstwo) i odnosi się do częstego upubliczniania informacji intymnych o dziecku, które naruszają jego prywatność i które mają zasięg publiczny, a więc mogą trafić do anonimowego odbiorcy. Mogą to być np. zdjęcia przedstawiające codzienne życie, ale i zdjęcia prześmiewcze np. gdy dziecko zaśnie z nosem w talerzu.

Zdaniem badaczki z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach skala tego zjawiska nie jest aż tak powszechna, jak mogłoby się wydawać.

„Z moich ostatnich badań przeprowadzonych w 2018 r. na grupie 1036 rodziców dzieci w wieku przedszkolnym wynika, że co czwarty z nich nagminnie udostępnia takie informacje. Nie jest to więc aż tak popularny proceder, ale na pewno zauważalny, bo jeżeli ktoś upowszechnia dziesiątki albo nawet setki zdjęć swoich dzieci to odbiorcom wydaje się, że media społecznościowe są nimi zalane” – powiedziała dr Brosch.

Sharenting dotyczy głównie matek. „Dawniej np. w latach 70. XX wieku młode matki siadały przed blokiem na ławce, dzieci bawiły się w piaskownicy, a one rozmawiały o dzieciach. Teraz matki przeniosły się do sieci” – podkreśliła.

Jak wskazała dr Brosch, udostępniają one zdjęcia swoich dzieci z kilku powodów. Po pierwsze, żeby pokazać innym, jak dobrymi są matkami, że sobie doskonale radzą. Po drugie, poszukują wsparcia i poparcia społecznego dla tego, co robią.

„Trzeci motyw związany jest z charakterystyczną dla naszych czasów modą na popularność. Chodzi o uzyskanie aprobaty społecznej poprzez lajki, co prowadzi do popularności. Wiele osób w sieci naśladuje innych – znanych tylko z tego, że są znani. Następnie oni sami chcą stać się takimi celebrytami. A że nie mają szansy dzięki sobie, to starają się to uzyskać chociaż dzięki dziecku. Stąd np. te zdjęcia ośmieszające dzieci, które mają po prostu przykuwać uwagę” – tłumaczyła badaczka.

Dodała, że ojcowie w dużo mniejszym stopniu ulegają sharentingowi, a jeżeli już, to najczęściej w sytuacji, gdy starają się o prawa do opieki nad dzieckiem.

Dr Brosch zauważa, że poprzez sharenting rodzice zapominają, że w ten sposób odbierają dziecku jedno z najistotniejszych praw – prawo do bycia zapomnianym. „Internet nigdy nie zapomina, więc trudno przewidzieć konsekwencje tego procederu dla dzieci w przyszłości. W sieci nic nie ginie, a jeżeli wrzuci się do sieci jakieś zdjęcie to zaczyna ono żyć własnym życiem. Nie mówiąc o skrajnych, ale jednak, przypadkach kradzieży tożsamości w internecie czy pedofilach w sieci” – wskazała.

Kolejnym skutkiem takiej aktywności rodziców jest traktowanie dzieci jak „mikrocelebrytów”, które dorastają w przeświadczeniu, że dzielenie się szczegółami z prywatnego życia jest naturalną praktyką. „Można więc przypuszczać, bo to wymaga jeszcze badań, że gdy w przyszłości sami zostaną rodzicami, będą jeszcze bardziej otwarci i skłonni do samoujawniania. Ale z drugiej strony, to już się dzieje, nastolatkowie proszą rodziców o usunięcie zdjęć i informacji o sobie; za granicą były nawet przypadki sądowych rozpraw” – mówiła dr Brosch.

Z jej badań wynika, że sharenting zmienia się. „Coraz mniej już jest zasypywania całymi seriami przypadkowych zdjęć. Teraz są one przemyślane. Wzrasta jednak nastawienie rodziców na zachowania celbryckie i na zyski – im więcej lajków, tym większa popularność i być może możliwość zarabiania pieniędzy z umów na produkty lokowane. W takich przypadkach mogą to być nawet kompromitujące filmy, ale liczy się zasięg” – dodała.

W kolejnych latach dr Brosch chciałaby kontynuować temat sharentingu i przeprowadzić badania porównawcze z innymi krajami europejskimi oraz afrykańskimi. (PAP)

autorka: Agnieszka Kliks-Pudlik

Źródło informacji: Nauka w Polsce


Zobacz także

5 sygnałów cichej przemocy, które często lekceważymy

6 powodów, dla których rezygnujemy z miłości

35 rzeczy, których powinnaś szukać u partnera życiowego