Lifestyle

„Wyszłam z domu bez kurtki i butów”. Rok terapii, rok zmian

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
8 października 2021
kobieta
 

Był covid, mróz, byłam boso, w lekkiej sukience. Nie wzięłam torebki, szczotki do zębów, pieniędzy. Wyszłam, jak stałam. Zgarnęłam tylko kluczyki z szafki, na szczęście miałam swoje auto. A ile kobiet nie ma?
Na szczęście nie musiałam wyciągać też dziecka. A ile kobiet musi to zrobić?

1.

To było po kolejnej awanturze. Krzyczał, że jestem nikim, że do niczego nie potrafię dojść. On, mój życiowy partner, człowiek mający prestiżowy zawód, znajomych, przyjaciół. Ceniony. Dla innych uroczy.

– Naprawdę tak uważasz, jestem nikim? – spytałam.
– Jeszcze się pytasz? Ile razy ci to mówiłem? Głucha jesteś! – odwrócił się i zaczął kroić cebulę. Cebulę. Jak gdyby nigdy nic. Jak zawsze.

Podobno osoba doświadczająca przemocy średnio siedem razy próbuje odejść od partnera, zanim w końcu to zrobi. Wcześniej też próbowałam.

Bo byłam na imprezie ze znajomymi z pracy, napiłam się wina. Wróciłam do domu pełna energii. On siedział przed telewizorem. „Zeszmaciłaś się. Dupy też dałaś?”, „Swędzi cię?”. „Jak ty wyglądasz, jakbyś z rynsztoka wyszłaś”. „Gźiłaś się z nim na klatce?”
To nie był pierwszy taki atak zazdrości. Słyszałam, że zachowuję się, jak dziwka. Noszę za krótką sukienkę, nie tak się nachylam i za bardzo uśmiechnęłam się do sprzedawcy. „Jak sucz. Jakbyś go zapraszała do dymania”.

Wstydziłam się, bo na początku znajomości ta zazdrość mi się podobała. Czułam się ważna. Ile nas, kobiet, wpada w taką pułapkę? Może nie tylko kobiet, bo mężczyźni też doświadczają przemocy, tego dowiedziałam się na terapii. O tym tylko się nie mówi.

Próbowałam też odejść, jak zostawił mnie na środku skrzyżowana, w nocy, w obcym mieście, obcym kraju. Bez telefonu. I portfela. „Histeryzujesz, przecież dałaś radę wrócić. Nie rób z siebie dziecka” – mówił.

I jeszcze wtedy, gdy powiedział, że jestem nieudacznikiem, bo zarabia więcej ode mnie. I ma już dość finansowania fanaberii. „Okradasz mnie” – darł się. A potem mówił, że przecież żartował, moja kasa jest jego, najważniejsze, żeby dobrze poszła mi firma. A ja zapłaciłam jego kartą tylko dlatego, że moja została w domu.

2.

Tamtego dnia, gdy wreszcie odeszłam naprawdę,  wsiadłam do auta i pojechałam 300 km do domu ojca i jego partnerki.

– Bije cię? – pytała ona.
– Nie bije, obraża.
– Wszyscy się kłócą, taka jesteś nadwrażliwa – stwierdziła moja macocha.

Była kolejną osobą, która dołożyła kamyk do mojego wora poczucia winy. Przecież to ja jestem zła, beznadziejna. Jestem nikim, prowokuję. Mój partner powtarzał: „Nigdy o nikogo nie byłem tak zazdrosny, przecież nie jestem nienormalny, co ty ze mną robisz”. Grałam w to. Tłumaczyłam, że nic mnie nie swędzi, że kocham tylko jego. Kochałam. Bo miał też dobre momenty, bo pamiętałam to, co najlepsze między nami. Bo mnie nigdy nie uderzył.

Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że nie trzeba być bitym, żeby czuć się maltretowanym. Latami ukrywałam to, kim się stałam. Że boję się zostawić bałagan w kuchni, bo nazwie mnie brudasem. Że boję się odezwać przy znajomych, bo powie, że nie mam racji, zacznie się ze mnie śmiać, rzuci coś niby żartem. A jak odpowiem, wyjdzie i mnie tam zostawi. A potem przez dwa tygodnie będzie karać mnie milczeniem. Że boję się wybrać w sklepie majonez, który chcę, bo on powie, że to zły majonez, a inny jest lepszy. Że boję się odezwać, bo wszystko może być powodem jego złego nastroju. Że nawet nie mogę odpowiedzieć mu o swojej pracy, bo on i tak wie najlepiej, co powinnam w niej zrobić. A oczywiście, nie robiłam. Nigdy nie zrobię takiej kariery, jakbym mogła, bo go nie słucham. Nigdy nie dojdę tam, gdzie on, bo jestem za słaba.

Ale w jednej rzeczy byłam silna.
W postanowieniu, że pójdę na terapię. Tej nocy, gdy partnerka mojego taty powiedziała, że on przecież mnie nie bije, postanowiłam, że gdzieś się zgłoszę. Bo inaczej zatonę. Wrócę do niego. Po to, by mógł mnie nie szanować bardziej i bardziej. A ja będę się pocieszać, że przecież mnie nie bije. Szczerze, sama nie wiem, czy bym szanowała osobę, która ze mną jest, mimo że traktuję ją, jak gówno.

3.

Terapia. Jeśli myślcie, że to bułka z masłem, to się mylicie. Terapia to bolesny proces i tylko na początku wydaje się miłą, zwyczajną rozmową. Dziesięć osób w różnej sytuacji życiowych. Dziesięć historii. Wśród nas była kobieta doświadczająca przemocy psychicznej ze strony córki, facet uzależniony od kobiety o osobowości narcystycznej, mężczyzna zniszczony przez swojego kochanka. Byliśmy kupkami nieszczęścia, w których pulsowała też złość i poczucie niesprawiedliwości. Jedna dziewczyna, porzucona przez faceta, jeździła pod jego dom, błagała, potem go śledziła. Nakręcała się sama, a rano budziła z takim wstydem, że znów musiała szaleć, żeby zapomnieć.

Wszyscy czuliśmy się winni.

Dlaczego nas to spotkało? Dlaczego jesteśmy tacy słabi, dlaczego jesteśmy nieszanowani. Jakby na te pytania dało się odpowiedzieć…?

Terapia oduczyła mnie myślenia o sobie jako o ofierze. Doświadczałam przemocy psychicznej, ale nie jestem ofiarą. Ofiara to rodzaj stygmatu, nie potrzebujemy jej.

Terapia pokazała mi, że przemoc jest demokratyczna, można spotkać każdego z nas. Wszystkich nas łączyła więź z tym drugim człowiekiem. Oni najczęściej są na początku cudowni. Potrafią dać więcej niż inni. Eskalacja przemocy trwa. Druga osoba zyskuje siłę, my ją tracimy. Nie dam już sobie wmówić, że byłam ułomna, że na to pozwoliłam.

Terapia uświadomiła mi, że z przemocowcem nie ma mediacji. Mediacja zakłada równość, a my nie jesteśmy równi. Ktoś nas nadużywa, stajemy się bezbronni. Jedyne, co trzeba robić to zniknąć, uciąć. Szukać pomocy. Nie spotykać się, nie dawać szansy. To czasem jest po prostu nie tylko walka o wolność, ale o przeżycie.

Terapia pomogła mi przetrawić cały żal, który w sobie miałam. Do siebie, do niego. Do świata. Nagle zobaczyłam, ze nie jestem sama. Każdego dnia wielu z nas doświadcza czegoś złego od bliskich osób. Rzadko potrafimy coś z tym od razu zrobić

W końcu terapia pokazała mi cały mechanizm toksycznego, złego związku. Huśtawki. Zrozumiałam, że miałam prawo doświadczać złości, gniewu, niepewności, braku nadziei. Że mogłam zmieniać zdanie, bo żeby człowiek mógł znieść tego rodzaju przeżycia, uczy się wypierać. Poza tym druga osoba przecież cały czas powtarza: to ty jesteś nienormalna/nienormalny.

Nauczyłam się też nie złościć na innych, którzy jeszcze tkwią w tym mechanizmie. Ja zostawiłam mojego partnera, ale jeden chłopak trwał twardo przy swojej dziewczynie z borderline. Zdradzała go, rzucała się na niego w złości, wyrzucała z domu- wracał. Musiał sam dojrzeć do zmian. Dojrzał, za co też dziękował nam.

4.

Wiem, że są w życiu sytuacje, że już nie widzimy niczego. To jest ten moment, by szukać pomocy. To jedyna rzecz, którą warto dla siebie zrobić. O reszcie pomyśli się później.

Mam dziś nowy dom.
Mam partnera, przy którym jestem sobą.
I jestem w ciąży.

Zawsze można zacząć od nowa.
Ale czasem nie da się zrobić pierwszego kroku samemu. I to też jest okej.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska

Lifestyle

„Krążył jak sęp. Pierwszą rzeczą, jaką musiałam zrobić po powrocie do domu było… ściągnięcie majtek”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 października 2021
fot. Martin Dimitrov/iStock
 

Ta historia trwała dwa lata. A jej początki były po prostu fantastyczne. Nie wychodziliśmy z łóżka przez kilka dni. Zadzwoniłam do pracy, że jestem chora, a w tym czasie uprawiałam ze Stefanem seks. Czułam się wybrana i wyjątkowa. Muszę powiedzieć z ręką na sercu, że faktycznie seks z nim był wtedy po prostu znakomity. Jeden z najlepszych, jakie miałam w życiu. Jak to wytłumaczyć? On był gotów zrobić dosłownie wszystko, bym czuła spełnienie. Nie chodzi o żadną perwersję. Zupełnie nie. Miałam orgazm, za orgazmem i pewnie z tego właśnie powodu byłam ze Stefanem tak długo. To mnie przy nim trzymało.

Po dwóch tygodniach wspólnego mieszkania wiedziałam już, że z tego związku kompletnie nic nie będzie. To, co było między nami, zwyczajnie zaczęło mnie zabijać. Niewiele robiliśmy razem fajnych rzeczy. Stefan miał ponurą naturę, był raczej samotnikiem. Chodził do pracy, a po niej czytał książki. A ja? Zostałam jego człowiekiem, który jak wracał do domu, to jedną z pierwszych rzeczy, które musiał zrobić to… ściągnąć gacie. Tak dla świętego spokoju. Stefan krążył wokół mnie jak jakiś sęp, osaczał.

Chodziło o to, że te jego potrzeby, ten temperament, a raczej ta okropna częstotliwość i presja uniemożliwiały mi normalne życie. Ja miałam przecież tysiąc innych rzeczy na głowie – zakupy, spotkania z przyjaciółkami, rozmowy z dorosłym synem przez telefon. Czułam, że nie mogę rano w biegu normalnie pomalować sobie rzęs przed wyjściem do pracy, albo po powrocie ugotować w spokoju obiadu. Tu chodziło właśnie o te drobne codzienne rzeczy. Presja Stefana stawała się coraz większa. Sama sobie zadaję pytanie, dlaczego pozwoliłam, by ten związek trwał tak długo. Postaram się wytłumaczyć.

Nasz dzień zaczynał się od tego, że Stefan dzwonił do swojego kumpla Adama rano o ósmej rano i wracał do mnie z informacją, że jego przyjaciel już trzy razy zdążyli mieć seks z żoną, a my jeszcze nie. To nie było tak, że Stefan miał jakieś prymitywne skojarzenia, że jak zobaczył banana, to nagle zaczynał myśleć o pójściu do łóżka. To jest jakiś głupi mit na temat seksoholików.

Tak naprawdę to jego gadanie miało dla mnie znamiona po prostu przemocy psychicznej – dziś tak to postrzegam. Nie było między nami uczuć, porozumienia, on je miażdżył tym seksem jak jakąś moreną czołową.

Całe nasze życie kręciło się wokół jednego tematu i wokół mojego zastanawiania się, jak mu delikatnie odmówić, by nie było z tego afery. Te jego słowa wobec mnie nie były nawet wulgarne, ale poddawana w taki sposób, jakby sączyły się na siłę do mojego krwiobiegu, pozbawiając mnie sił. Całe dnie słyszałam, że ktoś z kimś był w łóżku. A my jeszcze tam nie byliśmy. I teraz fakty: my kochaliśmy się wtedy pięć, sześć razy dziennie. Obłęd!

Każda moja próba rozmowy ze Stefanem, że jest uzależniony i musi się leczyć, była ignorowana. Każda sugestia, że jak tak dalej pójdzie, to seks mi się znudzi, bo ileż razy dziennie można mieć apetyt na zupę ogórkową, była zbywana. Obrażał się i dąsał. Słyszałam za to, że jestem oziębła. I faktycznie po jakimś czasie zaczęłam w to wierzyć. Wkręcił mnie w takie myślenie, że to ze mną jest coś nie tak, że jestem jakaś chora. Jak można coś takiego dziwnego wmówić kobiecie po czterdziestce? Kobiecie, która już niejedno przeżyła? Kobiecie, która ma dorosłego syna z pierwszego małżeństwa? Jest niezależną bizneswoman w korporacji z kilkunastoma podwładnymi? Uwierzcie, że niestety można.

Pamiętam taki moment, że jak wróciłam z pracy i wspinałam się po schodach naszej kamienicy do swoich drzwi i nagle poczułam, że nie jestem w stanie wejść do środka. Zwyczajnie bałam się. W mojej głowie była jedna myśl, że tam za tymi drzwiami czeka na mnie jakiś okropny monster, który za chwilę zafunduje mi psychiczny koktajl seksualny. Usiadałam na tych schodach, zdjęłam szpilki i w jakimś zadziwiającym stuporze siedziałam tak przez czterdzieści minut, zanim się odważyłam. Nie myliłam się. Znów się zaczęło: z kim byłam, gdzie byłam, dlaczego nie odbierałam telefonu, na pewno go zdradzam. Ta stała gadka, że inni to już się trzy razy kochali, a my nie.

Ta niagara seksu była czymś potwornym. Jak tortury jak przetapianie człowieka pod wodą. Zaczęłam go okładać pięściami. Nie oddał. To była przemoc psychiczna, to było jak straszne osaczenie. On sobie skanalizował w tym seksie wszystko – nieszczęśliwe dzieciństwo, kłopoty z apodyktyczną matką, stres, niezadowolenie z pracy w korporacji, nieszczęśliwe własne życie.

Na samym końcu tego związku czułam już tylko do niego wstręt i potworne zmęczenie fizyczne. Został mi w głowie taki obraz – on siedzi na fotelu. Ja już nie mogę na niego patrzeć. Mówię mu: „Wyjdź, spakuj się i koniec!” On mi się wtedy wydawał jak jakiś karaluch, jak nietoperz. Udało mi się z nim rozstać chyba tylko dlatego, że byłabym już wtedy kobietą dojrzałą. Gdyby taka historia przydarzyła mi się wcześniej, gdy byłam jeszcze niedoświadczoną przez życie dwudziestolatką, to nie pozbierałabym się tak łatwo. Myślę, że byłabym w zupełnej rozsypce.

Czy po tym wszystkim miałam traumę? Chyba nie! Nie czułam się nawet rozgoryczona. Po prostu wiedziałam, że muszę trochę czasu pobyć sama, by się z tego otrząsnąć. Po historii ze Stefanem przez wiele lat byłam sama, nie zadawałam się kompletnie z mężczyznami.

Po co piszę ten list? Chcę powiedzieć wszystkim kobietom, że życie z seksoholikiem nie daje żadnych perspektyw. Nie wierzę, że można takie człowieka zmienić. To jest uzależnienie jak każde inne od alkoholu czy narkotyków. Moja terapeutka powiedziała mi, że tym ludziom naprawdę bardzo trudno zerwać z nałogiem. Bo papierosy czy alkohol możesz odstawić i po nie nie sięgać. Możesz to traktować jak swojego wroga, którego unikasz. A seks? Przecież taki seksoholik nie może się tego wyzbyć raz na zawsze. Kiedy znów się kocha z kimś w łóżku, dostaje dawkę swojej używki. I następuje błyskawicznie kaskada emocji, która wciąga go jak wir znowu prosto w paszczę uzależnienia.


Lifestyle

Sensokosmetyki do kąpieli i pielęgnacji ciała od Herbal Care SPA – NOWOŚĆ!

Redakcja
Redakcja
8 października 2021

Na co dzień często jesteśmy zapracowani, zabiegani i zestresowani. Dlatego szukamy drobnych przyjemności, które polepszą nam nastrój – kosmetyków, które nie tylko poprawią kondycję naszej skóry, ale i samopoczucie. Z myślą o potrzebach Klientów, nowa marka Herbal Care SPA opracowała linie sensokosmetyków do holistycznej pielęgnacji ciała, przynoszące odprężenie zarówno naszemu ciału, jak i umysłowi. Produkty o niepowtarzalnych kombinacjach zapachowych są w 100% wegańskie, a receptury w 95% naturalne. Inspirowane najpiękniejszymi i najbardziej malowniczymi regionami Polski, pozwolą zamienić codzienną higienę w chwilę wytchnienia. Tatrzańska Dolina pachnąca lasem sosnowym, fiołkami i konwalią. Mazurska Łąka pełna wonnych kwiatów i aromatu geranium. A może Bałtycka Plaża przywodząca na myśl ciepłą woń bergamotki i macierzanki? Dzisiaj to Ty decydujesz gdzie i jak chcesz odpocząć.

Regenerująca kąpiel borowinowa TATRZAŃSKA DOLINA z olejkiem sosnowym

Dzięki wyjątkowemu połączeniu borowiny, ekstraktów z kwiatów fiołka i konwalii oraz aromatycznego olejku sosnowego otrzymano niepowtarzalną kompozycję składników pielęgnacyjnych, które pozostawią skórę gładką, miękką w dotyku i długotrwale nawilżoną. Miękka piana otula ciało, zapewniając wymarzony relaks i odnowę biologiczną.

Nawilżająca kąpiel kwiatowa MAZURSKA ŁĄKA z olejkiem geraniowym

Zamknięto w niej potęgę ziół z ekstraktem z chabra, piwonii i aromatycznym olejkiem geraniowym. Niezwykłe połączenie ekstraktów z kwiatów pochodzących z czystych ekologicznie regionów Polski skutecznie nawilży ukoi podrażnienia i zapewni skórze komfort. Kąpiel z puszystą pianą wyciszy i przyniesie upragnioną odnowę biologiczną.

Odżywcza kąpiel solankowa BAŁTYCKA PLAŻA z olejkiem bergamotowym

Powstała w wyniku połączenia siły solanki z ekstraktem z macierzanki, akacji i aromatycznym olejem bergamotowym. Ekstrakty z kwiatów charakterystycznych dla regionu Bałtyku sprawiają, że skóra jest wyraźnie zregenerowana i odżywiona. Zatrać się w gęstej pianie i pozwól sobie na prawdziwe odprężenie.

Nawilżający balsam kwiatowy MAZURSKA ŁĄKA z olejkiem geraniowym

Przywodzi na myśl mazurską łąkę, pachnącą chabrami, piwonią i aromatem geranium. Zrelaksuj się w domowym SPA dzięki kwiatowemu balsamowi, który nawilża skórę i wycisza zmysły, a jego zachwycający zapach przywołuje piękne wspomnienia.

Odżywczy balsam bursztynowy BAŁTYCKA PLAŻA z olejkiem bergamotowym

Przywodzi na myśl słoneczną bałtycką plażę, oddziałując na zmysły i wprowadzając w odpowiedni nastrój. Połączenie mocy bursztynu i ekstraktów z akacji oraz macierzanki odpowiednio zregeneruje skórę i zapewni jej skuteczne odżywienie.

  • Regenerująca kąpiel borowinowa TATRZAŃSKA DOLINA z olejkiem sosnowym: 15,99 zł/ 400 ml
  • Nawilżająca kąpiel kwiatowa MAZURSKA ŁĄKA z olejkiem geraniowym: 15,99 zł/ 400 ml
  • Odżywcza kąpiel solankowa BAŁTYCKA PLAŻA z olejkiem bergamotowym: 15,99 zł/ 400 ml
  • Nawilżający balsam kwiatowy MAZURSKA ŁĄKA z olejkiem geraniowym: 17,99 zł/ 400 ml
  • Odżywczy balsam bursztynowy BAŁTYCKA PLAŻA z olejkiem bergamotowym: 17,99 zł/ 400 ml


Zobacz także

Chcesz wyglądać młodziej i poprawić wygląd skóry? Pomoże ci w tym indywidualny plan rewitalizacji

Zestarzeć się razem – cudowne doświadczenie miłości dojrzałej

Bój się i … działaj – o sztuce sięgania gwiazd