Lifestyle Moda Patronaty

Wielka moda i życie po życiu, czyli Kristin Stewart jako medium w mrocznej „Stylistce”

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. materiały prasowe filmu
 

Koncepcji na to, co dzieje się z nami po śmierci jest co najmniej kilka. Niektórzy wierzą w reinkarnację, inni w ostateczny koniec, jeszcze inni w życie po życiu i ludzie dusze błąkające się po śmierci i raz po raz odwiedzające żyjących. Dlaczego piszę tutaj o duchach? Niech nie zwiedzie was tytuł filmu, bo „Stylistka” to coś zupełnie innego niż film o modzie i urodzie – to opowieść metafizyczna sięgająca nieco dalej niż zwykłe, ziemskie życie.

Modna medium

Maureen jest Amerykanką na co dzień mieszkającą w Paryżu. Pracuje jako asystentka i stylistka znanej celebrytki Kyry – kupuje i dobiera dla niej drogie kreacje oraz dodatki. Jednak dla Maureen nie jest to nic satysfakcjonującego i traktuje swoją pracę jedynie jako sposób na zarabianie pieniędzy. Tak naprawdę to głównym zajęciem dziewczyny jest czekanie – czekanie na znak od zmarłego przed trzema miesiącami brata bliźniaka, z którym dzieliła nie tylko genetyczną wadę serca, ale także umiejętność kontaktowania się z duchami. Przed śmiercią rodzeństwo zawarło bowiem pakt – kto odejdzie pierwszy, da drugiemu znak z „tamtej strony”.

Film rozpoczyna się od sceny, w której Maureen wchodzi po raz pierwszy od śmierci brata do jego paryskiego, pustego teraz domu – ma nadzieje, że właśnie tam Lewis nawiąże z nią kontakt. Widzowie od razu są świadkami sceny niczym z horroru, zostają wciągnięci w mroczny, ciemny i cichy klimat, który utrzymuje się niemal przez cały film. Wyraźnie czuć atmosferę tajemnicy i grozy, nie wiadomo nic o głównej bohaterce i jej życiu, nie wiadomo, czego można się spodziewać. Film intryguje, ciekawi i niepokoi od pierwszych do ostatnich minut.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Choć główna bohaterka jest stylistką, to moda w filmie zdecydowanie znajduje się na dalszym planie. Kyra, celebrytka, dla której pracuje Maureen, przemyka przez ekran i kontaktuje się z dziewczyną głównie za pomocą poleceń w formie notatek i karteczek z wiadomościami. Widz dostaje jednak kilka scen z oryginalnymi kreacjami, eleganckimi butikami i showroom’ami, zerka odrobinę za kulisy show biznesu i świata wielkiej mody.

Nowe oblicze Kristin Stewart

Jeśli do tej pory Kristin Stewart kojarzyła się wam jedynie jako dziewczyna, która ugania się za przystojnym wampirem w filmie „Zmierzch” to czas nieco poszerzyć swój światopogląd. W filmie „Stylistka” aktorka pokazuje swoje mroczne oblicze i bez wątpienia jest na pierwszym planie produkcji – liczbę scen bez jej udziału można chyba policzyć na palcach jednej ręki. Kamera śledzi każdy jej krok, każdy ruch i najmniejszy gest. Stewart w roli pogrążonej w żałobie, smutnej i zamkniętej w sobie medium wypada bardzo przekonująco, a w scenach pokazujących jej zdenerwowanie lub przerażenie widz bardzo mocno i prawdziwie odczuwa przeżywane przez nią emocje. Choć Stewart w „Stylistce”, ze względu na charakter filmu i osobowość głównej bohaterki, nie może pokazać całej gamy emocji, to jednak produkcja świetnie pokazuje, jak wiele ma do zaoferowania młoda aktorka i jak duży, czekający jeszcze na odkrycie potencjał w niej drzemie.

To nie pierwsze spotkanie Kristen Stewart z francuskim reżyserem Olivierem Assayasem – jej rola w filmie „Silm Maria” został świetnie przyjęta przez krytyków i przyniosła aktorce między innymi prestiżową statuetkę Césara, W 2016 za film „Stylistka” Olivier Assayas, zdobył Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Film inny niż wszystkie

Olivier Assayas zrobił film nietuzinkowy i intrygujący, odważny, wymagający od widza zdystansowania się od dobrze znanych konwencji i zerwania z przyzwyczajeniami gatunkowymi – mamy tutaj dramat psychologiczny, kryminał, thriller, a nawet odrobinę horroru. Reżyser łączy i żongluje różnymi gatunkami kinowymi, nie boi się łamania zasad i przekraczania granic, zmusza widzów do świeżego spojrzenia na kino i przewartościowania swoich ocen. Twórcy filmu puszczają także oko do współczesności i technologii – okazuje się bowiem, że nawet duchy wiedzą, jak obsługiwać telefony komórkowe i wysyłać wiadomości. A może to jednak nie siły nadprzyrodzone?

Reżyser nie odpowiada wprost na pytanie, czy po śmierci istnieje inne życie i czy duchy mogą nas nawiedzać – tę sprawę musimy rozważyć i przemyśleć sami, a film może być jedynie ku temu inspiracją. Zakończenie jest niejednoznaczne i klimat tajemnicy utrzymuje się do samego końca. Tak naprawdę każdy może odczytać je zgodnie z własnymi przekonaniami na swój sposób – i dobrze, bo kino powinno być czasami czymś więcej niż kolorowym obrazkiem migającym na ekranie, powinno angażować nas i zmuszać do przemyśleń. Assayasowi udało się osiągnąć ten efekt w „Stylistce” i bez wątpienia pokazał w niej, że ma swój unikatowy styl.

Zapisz


Lifestyle Moda Patronaty

5 zachowań, które ujawniają brak inteligencji emocjonalnej

Redakcja
Redakcja
1 sierpnia 2017
Fot. iStock / MundusImages
 

Umiejętność rozumienia i zarządzania emocjami pozwala lepiej odnaleźć się w życiu osobistym i zawodowym, czy społecznym. Według ‚regułki’, inteligencja emocjonalna (EI), to kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób. Inteligencja emocjonalna pozwala na wykorzystywanie własnych emocji i radzenie sobie ze stanami emocji innych osób. Nie da się ukryć, że ma ona wielki wpływ na nasze życie.

Wiele mówi się o tym, czym cechują się ludzie o wysokiej EI. Chwali się to, że są oni optymistami, którzy zarażają dobrym humorem, są asertywni, ciekawi innych ludzi i bez problemu odnajdują się w społeczeństwie. A co można powiedzieć o cechach tych z nas, którzy inteligencji emocjonalnej nie mają mocno rozwiniętej?

5 zachowań, które ujawniają brak inteligencji emocjonalnej

1. Brak cierpliwości, gdy trzeba tłumaczyć coś komuś do skutku

Osoba o słabo rozwiniętej inteligencji emocjonalnej nie rozumie tego, że nie każdy w mig pojmuje jej intencje. Bywa niesympatyczna, zdarza się, że używa zwrotów takich jak „czego tu nie rozumieć?” i szybko przechodzi do postawy agresywnej. Często taka rozmowa kończy się nerwami i obwinianiem drugiej osoby o to, że nie zrozumiała intencji.

2. Brak zrozumienia sytuacji, w której żart bawi, a kiedy powoduje dyskomfort

Osoba o niskiej EI sama siebie widzi jako osobę rozrywkową i bardzo towarzyską. Chętnie opowiada żarty, ale często przekracza delikatną granicę dobrego smaku i nie potrafi odczytać jasnych sygnałów, że granica została przekroczona. Nie zauważa tego, że powoduje dyskomfort i obwinia innych o brak poczucia humoru.

3. Brak potrzeby rozważania różnych opinii

Osoba z niską inteligencją emocjonalną ma problem z braniem pod uwagę innych opinii. Uważa, że wszelkie pomysły najlepsze są jedynie wtedy, gdy są jej autorstwa. Osoba z niską EI zazwyczaj nie wychodzi poza wąskie granice własnego światopoglądu, który staje się powłoką ograniczającą rozwój.

4. Obwinia innych o własne problemy

Cokolwiek by się nie działo, osoba z niskim EI stara się na siłę określić, kto jest winny, nie widząc własnych niedoskonałości. Bardzo często obwinia swojego partnera, zespół w pracy czy rodzinę, za własne niepowodzenia.

5. Osoby z niskim EI nie są zbyt pracowite

Osoby z niskim poziomem inteligencji emocjonalnej, starają się obdzielić innych swoimi obowiązkami, uważają, że strata nadmiaru czasu i energii na pracę jest głupotą. Często zrzucają swoją odpowiedzialność na inne osoby, umywając ręce od odpowiedzialności i porażek.

Na szczęście inteligencja emocjonalna jest kompetencją, nad którą można pracować i którą można rozwijać. Warto podjąć ten wysiłek, aby nie tylko więcej czerpać z życia, ale lepiej współdziałać z innymi ludźmi.


 

źródło: exploringyourmind.comcharaktery.eu


Lifestyle Moda Patronaty

Poruszający film, który pokazuje, że w miłości – bez względu na orientację seksualną – warunki dyktuje nasze serce

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

Pierwsze, szczenięce miłości to nie tylko wielkie porywy serca, ale także niepewność i strach przed odrzuceniem. Jeszcze trudniej jest, gdy jesteś nastoletnim chłopcem, który zakochuje się w swoim koledze i musi skonfrontować się nie tylko z obiektem swoich westchnień, ale także wrogo patrzącym otoczeniem. Pięknie pokazali to twórcy krótkometrażowego filmu „In a heartbeat”, który wzruszył internatów i udowodnił, że miłość nie potrzebuje (wielkich) słów.

Wobec miłości i zauroczenia drugą osobą wszyscy  jesteśmy bezbronni – bez względu na nasz wiek, pochodzenie, status społeczny, doświadczenia czy orientację seksualną. Nasze serce zaczyna dyktować warunki i decydować za nas – lub tak jak w tej krótkometrażówce, wyrywa się nam z piersi i zmusza nas do podążania jego śladem. Choć w filmie nie pada ani jedno słowo, to nic nie pozostaje niedopowiedziane i trudno jest się nie rozczulić i wzruszyć.

Twórcy animacji Beth David i Esteban Bravo stworzyli swój projekt w ramach pracy dyplomowej w college’u. W swoim filmie odwołują się do wielu emocjonalnych przeżyć, z którymi mogą utożsamiać się widzowie –  bezradność szczenięcej miłości i pierwszych zauroczeń, nastoletnie przerażenie, że zostanie się uznanym za homoseksualnego, krytyczne opinie rówieśników, gdy zdecydujesz się na comingout, a także komfort wynikający z przekonania, że nie jesteś sam.

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

Twórcy są zaskoczeni i zadowoleni z pozytywnego odbioru, który udowodnił im, że istnieje potrzeba poruszania tematów LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender, czyli dotyczących Lesbijek, Gejów, Biseksualistów oraz osób Transgenderycznych) w sposób bezstronny i pozytywny. Mają tez nadzieję, że film przyczyni się do większej otwartości, tolerancji i akceptacji w tym temacie.

Bez względu na intencje twórców, ta czterominutowa animacja w piękny sposób pokazuje jak rodzi się miłość i jak bardzo na nas oddziałuje. Bez względu na poglądy i orientację seksualną, warty jest zobaczenia.

Na podstawie: www.upworthy.com


Zobacz także

Jestem dumna z tego, kim jestem. Nie muszę być lepsza, mocniejsza… Niczego nie muszę udowadniać

Mam 40 lat, jestem po rozwodzie i czasami boję się, że do końca życia będę już sama

Co sobie ludzie pomyślą... to ich sprawa. Ty żyj własnym życiem, masz do tego przynajmniej kilka, ważnych powodów

Co sobie ludzie pomyślą… to ich sprawa. Ty żyj własnym życiem, masz do tego przynajmniej kilka, ważnych powodów