Lifestyle

6 rzeczy, które warto wprowadzić w życie, by poczuć cudowną lekkość bytu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 lipca 2017
6 rzeczy, które warto wprowadzić w życie, by poczuć cudowną lekkość bytu
Fot. iStock/gruizza
 

Jak często doświadczacie poczucia, że to, o czym myślicie, czym się przejmujcie to pierdoła, głupota. Ktoś wam mówi: „daj spokój, przejmować się czymś takim, szkoda czasu”. I wy to wiecie, a jednak nie możecie przestać. Głupota urasta do większego problemu, a ten do jeszcze większego i tak toczy się lawina złożona z drobnych rzeczy, która niszczy nasze samopoczucie, nastrój i lekkość bytu.

Bo jak żyć lekko i szczęśliwie, skoro do swojego plecaka co chwilę dokładamy jakieś ciężary? Ja wiem, że nie jest łatwo tak po prostu zmienić swoje nastawienie, odpuścić. To jest diabelnie trudne, bo sama przez to przeszłam, ale uwierzcie, że na końcu tej drogi, a właściwie już na poszczególnych jej etapach, jest zdecydowanie lżej pozbywać się kamieni, które ciążą, a które kompletnie do niczego nie są nam potrzebne.

Porzuć kontrolę

Pamiętam rozmowę z pewną kobietą, która mówiła: „Wiesz wydawało mi się, że ja nienawidzę kontroli, tymczasem okazało się, że kontroluję każdą minutę dnia”. Z doświadczenia wiem, że to masakra. Kontrola zabija w nas radość życia, nie pozwala się cieszyć tym co tu i teraz i brać co najlepsze z każdej chwili. Ale spróbuj, pozwól się poprowadzić najpierw w błahych sprawach, pozwól pewnym rzeczom po prostu się zadziać bez twojego udziału. Przez chwilę nie planuj, nie oczekuj od innych, że postąpią zgodnie ze scenariuszem, który urodził się w twojej głowie. Pomimo lęku, który z pewnością się pojawi, skręć w pierwszą lepszą ulicę  i zwyczajnie zobacz, co się wydarzy.

Otwórz się na to, co nowe

Dopiero odpuszczając kontrolę jesteś w stanie otworzyć się na to, co nowe. Przecież to nuda żyć według utartego schematu zakładając, że wszystko co poza nim nie jest ciekawe, godne poznania. Zobacz, ile rzeczy cię omija, gdy smakujesz nowego. Może dzisiaj już zacząć od zupełnie nowego smaku lodów na spacerze z dzieciakami albo kupić sobie sukienkę w innym niż dotychczas kolorze. Zobacz, jak wiele się wydarzy, jak dzięki próbowaniu nowego twoje życie nabierze innych, wyraźniejszych barw.

Mów, co czujesz

Chcesz żyć lekko – mów, gdy ci źle, gdy jesteś wkurzona, gdy ci smutno. Nie trzyma w sobie negatywnych uczuć, bo one zatruwają cię od środka. Uwierz, nikt nie wymaga od ciebie, byś była nieustannie miła, uśmiechnięta i bezproblemowa. Przecież wiemy, że tacy ludzie nie istnieją. Nie udawaj kogoś kim, nie jesteś. A jak w towarzystwie chcesz iść spać, bo jesteś zmęczona, to po prostu zrób to. Nie działaj przeciw sobie, w końcu to ty jesteś dla siebie najważniejsza.

Odpuść

Kocham to słowo. Po prostu odpuść. Nie zadręczaj się, nie analizuj, nie wracaj do czegoś, co już było i nijak nie da się cofnąć czasu, by coś zmienić. Więc odpuść, nie masz na to wpływu Podobnie jak nie masz wpływu na ludzi, na to co myślą, czują, jak się zachowują. Zamiast się wściekać, smucić – odpuść. Każdy idzie drogą, którą sam wybrał. Ty idziesz swoją, na której naprawdę wiele rzeczy możesz mieć zwyczajnie w czterech literach. I nie ma w tym nic złego. Masz do tego pełne prawo.

Zmień swoje nastawienie

Bywa, że są sytuacje, z których nie widzisz wyjścia, których zmienić nie możesz, bo praca, bo dzieci, bo dom, bo mąż. Jasne, nie wszystko da się ot tak po prostu rzucić i wjechać w Bieszczady. I chociaż nie możesz zmienić tego, co na zewnątrz, to jednak możesz zmienić to, co wewnątrz – swoje własne nastawienie do tego wszystkiego, co cię męczy, czym się zadręczasz. To jest klucz do spokojnego życia.

Uśmiechaj się częściej

Uśmiech otwiera wszystkie drzwi. Uwielbiam się uśmiechać do siebie w lustrze, do innych, do pani w sklepie i pana na przystanku. Wiecie, że nawet, gdy nam źle, grymas twarzy, który trudno nam nazwać uśmiechem, jest w stanie oszukać nasz mózg wysyłając sygnał: „jest okej”. Uśmiech to tak ważny szczegół naszego życia, a my często o nim zapominamy. Uśmiechajcie się jak najczęściej, nawet do swoich myśli, wspomnień, planów, gdy idziecie zamyśleni ulicą. Nic tak nie przykuwa uwagi i nie napełnia pozytywną energią, jak widok kogoś, kto nas mija i kto uśmiecha się do samego siebie.


Lifestyle

Twoje emocje zależą od… bakterii w jelitach!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
29 lipca 2017
Fot. iStock / Ben-Schonewille
 

Nie od dziś naukowcy i badacze twierdzą, że jelita są niczym nasz drugi mózg i mają wpływ na znacznie więcej niż tylko trawienie pokarmów. Najnowsze odkrycia pokazują, że od bakterii w jelitach zależy „wygląd” mózgu i nasze emocje.

Nasz drugi mózg

Coraz więcej mówi się o wpływie mikroorganizmów zamieszkujących nasze ciało na ogólne zdrowie i samopoczucie człowieka, a jelita nazywa naszym drugim mózgiem. Naukowcy z University of California w Los Angeles sprawdzili, czy pomiędzy bakteriami w jelitach a pracą mózgu i naszym zachowaniem istnieje jakiś związek. Wyniki swojego eksperymentu opublikowali w piśmie „Psychosomatic Medicine: Journal of Biobehavioral Medicine”. Wskazówek na ten temat udzieliły wcześniej przeprowadzone badania na gryzoniach, które wykazały związek pomiędzy reakcjami emocjonalnymi i zachowaniem zwierząt (włącznie z depresją i rozdrażnieniem) , a mikroorganizami w jelitach.

Myślenie zależne od bakterii

Naukowcy z Kalifornii pobrali próbki bakterii z jelit od 40 kobiet przebadali je z pomocą rezonansu magnetycznego. Okazało się, że 33 z nich miały więcej pałeczek z rodzaju Bacteroides, a siedem więcej bakterii z rodzaju Prevotella. Te rozbieżności pociągały za sobą różnicę w wyglądzie mózgów i w zachowaniu. Badane kobiety z większością Bacteroides posiadały grubszą warstwę substancji szarej w rejonach kory mózgowej odpowiadających za skomplikowane procesy przetwarzania informacji, miały też większą objętość hipokampa – części mózgu, odpowiadającej za zapamiętywanie. Natomiast duża ilość Prevotella wpływała na mniejszy rozmiar różnych obszarów mózgu (w tym hipokampa) oraz silniejsze połączenie między obszarami odpowiadającymi za uwagę, przetwarzanie emocji i sygnałów pochodzących ze zmysłów.

Emocje pod kontrolą jelit

Kobiety biorące udział w eksperymencie reagowały też inaczej na tę samą sytuację. Panie z przewagą bakterii Prevotella w jelitach na widok nieprzyjemnych obrazów odczuwały silniejsze negatywne odczucia – lęki, zdenerwowanie, czy rozdrażnienie – a ich hipokampy działały przy tym słabiej. Według autorów badania wyniki mogą być dowodem na prawdziwość teorii o relacjach między mikroorganizmami w jelitach a mózgiem.

Niestety, na podstawie eksperymentu nie można stwierdzić, czy to bakterie w jelitach decydują o pracy mózgu, czy różnice w jego budowie mózgu wpływają na skład jelitowego mikrobiomu. Bez wątpienia jednak eksperyment pozwala nam spojrzeć inaczej na ludzkie emocje i postępowanie.


 

Na podstawie: www.portalspozywczy.pl


Lifestyle

On nie wie, a ona nie ma już siły. Choć jest źle, dobrze jest, jak jest… Siła wyuczonej bezradności

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 lipca 2017
Fot. iStock / Maria Kuznetsova

On

Wykształcony, po trzydziestce. Dużo pracuje. Żona, jedno dziecko – syn, o którym marzył. 3 pokoje  z kuchnią i znośną ratą w złotówkach. Seks w weekendy, w każdą rocznicę i urodziny. Lubi filmy starego kina i te z superbohaterami.

Marzenie: żyć inaczej, znów być młodym.

Oczekiwania: żyć bez większego wysiłku, mieć czas dla siebie.

Plany: nie planuje do przodu, ma angażującą pracę, chociaż chciałby, żeby kiedyś to się zmieniło.

O sobie: zabawny, lubi pracować, najważniejsza jest rodzina.

Późny wieczór. Jest już po 21-ej, gdy słychać dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Wchodzi, jak zwykle odstawia torbę po lewej stronie korytarza i zdejmuje buty. Przechodzi do kuchni, wyjmuje z lodówki wodę i idzie do sypialni. Drzwi się zamykają.

Spędzi tam następną godzinę, przeglądając maile i drapiąc się bezwiednie po za lewym uchem. Jak zawsze. Potem weźmie szybki prysznic, na wieszaku obok szafy zawiesi starannie wyprasowaną koszulę, żeby rano nie tracić czasu, obejrzy wiadomości i jakiś dokument an Discovery. Nie zastanawia się na tym, jest zmęczony, wie, że ma mało czasu, bo za chwilę przyjdzie ona. Lepiej, żeby zasnął zanim się to stanie.

Nie lubi, gdy się spotykają po tym, jak późno wrócił. Kiedy wchodził siedziała jeszcze u Franka. Słyszał potem jak sprząta w kuchni. Zdążył wtedy wziąć prysznic.

Jest zmęczony i nie ma najmniejszej ochoty na jej wyrzuty. Zresztą czego by nie zrobił, ona i tak będzie miała pretensje.

Ona

Wykształcona, po trzydziestce. Pracuje w nowej branży, wciąż dużo się uczy. Mąż, syn Franek. Rata kredytu w wysokości czynszu za wynajem nie przytłacza. Opiekuje się dzieckiem, zajmuje domem. Lubi pływać i słuchać starego rocka. Czasem myśli, że to dobrze być tak zmęczonym, żeby nie mieć już siły marzyć.

Marzenie: żyć inaczej, teraz – nie kiedyś.

Oczekiwania: czuć się kochaną, mieć czas dla siebie.

Plany: chciałaby za rok pojechać na prawdziwe wakacje i kupić mały ogródek blisko domu, kupić karnet na pływalnie – i móc wieczorem na nią chodzić.

O sobie: dojrzała, zmęczona, zbyt często smutna.

Dziś znów bardzo późno wrócił z pracy, kiedy usłyszała krótki sygnał otwieranego domofonu siedziała jeszcze z małym. Słyszała jak przeszedł szybko przez mieszkanie i zamknął się w sypialni. Gdy wyszła poszła pozmywać naczynia po kolacji, sprawdzić, czy ma jabłka na jutro do szkoły.

Mieli porozmawiać o tym tygodniu, ale widzi, że on jej unika. Przemyka cicho, jak najciszej przez dom, dzień, byleby tylko dobrnąć już do wieczora. Przez chwilę pomyślała, że wejdzie tam i wyłączy telewizor, ale było tak późno. Przecież wie, że jak zawsze i ta rozmowa skończyłaby się jej płaczem i jego „nie wiem, o co ci chodzi”.

Starannie nałożyła na twarz krem i kładąc się udała, że wcale nie widzi, że on  jeszcze nie śpi.

Terapeuta

Lekko szpakowaty, po czterdziestce, takich, jak oni spotykał już wiele razy. Lubi jazz i często jeździ z psem do lasu. Rozwiedziony, ma nową partnerkę. Dwójka dzieci. Gabinet otworzył niedawno. Lubi swoją pracę.

Przychodzą do niego od niedawna. On nie chciał tych spotkań, tak mówił na początku. Po paru tygodniach zaczyna współpracować. Ona odwrotnie, im dłużej siadają na turkusowych fotelach, co czwartek, tym bardziej się w tym fotelu zamyka.

Każde z nich chciałoby zmian. On nie wie, a ona nie ma już siły, więc oboje tylko mówią, że chcą. W domu każde z nich wraca w utarty, bezpieczny schemat. Są wobec siebie bezsilni, bez wyjścia…

Odporni na zmiany i silni swoją słabością. Jej bronią najmocniej.

Wie, że niedługo oni przestaną przychodzić, gdy zacznie coś mocno prowadzić ich do zmiany. Odsapną w swoim mieszkaniu otuleni cichym „nie ma wyjścia”. Być może po jakimś czasie wrócą. To czasem się zdarza.

Oni

Zdecydowali się na terapię, żeby ratować małżeństwo. Chodzą regularnie od kilku tygodni. Ale nie dzieje się nic. Ona nie przestaje narzekać na ich związek – a on już nie chce tego słuchać, nie po to godził się na ten cyrk, żeby nadal takiego napięcie wisiało w powietrzu. On obiecuje różne rzeczy, a potem znika. W pracy, w łóżku, w weekendowej zabawie z Frankiem. Zupełnie jakby kupował czas przed ostateczną rozgrywką. Kto wie, a może gdyby kupić odpowiednio dużo czasu, ona odpuści?

Nie myli się, bo i ona coraz częściej odpuszcza. –  Jest źle, ale dobrze jest, jak jest. I dobrze, że „jest” – myśli sobie coraz częściej, gdy wieczorem nakłada balsam na nogi – A może, z tego zmęczenia niepotrzebnie się czepiam?

– Kobiet i tak nie zrozumiesz – duma on, gdy powoli goli co rano brodę – przecież ja to wszystko robię dla rodziny.

I tak sobie krążą, między jego pracą, na którą on nie ma wpływu i jej żalem, którego ona nie potrafi ciągle odpuścić. Między ich „bo ty zawsze…” a „a ty nigdy…”

Bezradność

Oboje nauczyli się swojej bezpiecznej bezradności.

Ona tego, że przed każdym odchodzę, powstrzymuje ją dziecko, jego cierpiące oczy i nadzieja, że tym razem będzie inaczej. Będzie inaczej, bo tak – nie dlatego, że oni zaczną coś zmieniać. Lubi dawać sobie czas, następne szanse. Mają przecież tyle wspólnego życia. Choćby ten przedpokój i ratę, i Franka.

On nauczył się, że nie można go winić. Że nie ma wpływu ani na złego szefa, ani na to, że tak wygląda jego życie. Wie, że tak już jest i trzeba się  z tym pogodzić. Ona nie rozumie, że on bardzo by chciał, tylko nie wie jak. Ale przecież dla dobra, ich dobra, warto to przetrwać. Już niedługo, gdy Franek będzie starszy, na pewno coś się zmieni.

Chodzą przecież na terapię.

Oboje wierzą najmocniej na świecie w swoją bezradność. On – bo co on jeden może zmienić? Ona – bo cóż ona może, skoro on nic a nic nie zmienia…

Wieczorem kładą się w tym samym łóżku i myślą: nie chcę tak dłużej żyć, to wszystko jej/jego wina. A potem dopowiadają sobie:

On – … i tak nic nie mogę zrobić, bo jej nie da się zadowolić…

Ona – … nie mam siły na kolejne kłótnie, on i tak niczego nie zmieni, lepiej nie będzie…

I żyją życiem, którego nienawidzą. Z nudnym seksem z obowiązku, z wzajemnym żalem. Przemykając przez przedpokój jak duchy. Mistrzowie budowania dystansu, królowie znikania na tych paru metrach kwadratowych, które ich jeszcze łączą.


Zobacz także

Odczaruj piżamę! 3 błędy, które popełniasz już, kiedy o niej myślisz

„Nie da się jednak dobrym słowem naprawić tego co popękało, rozciągnęło się…”. Akcja „Mama, znaczy piękna”

Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą. Zależy od nas więcej niż nam się wydaje