Lifestyle

Wakacje w telefonie, wakacje bez telefonu? Przyłącz się akcji „Urlop bez monitora”!

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
8 lipca 2016
wakacje bez telefonu
Fot. iStock / vladans
 

Obrazek numer 1:

Rodzina siedzi w holu, czekając chyba na taksówkę. Mama, tata, dwoje dzieci w wieku około 6 i 9 lat. Dziewczynka, chłopiec, w kolejności on starszy, ona młodsza- jak w podręczniku szczęśliwej rodziny. Są wakacje, Hiszpania, słońce. Mogliby rozmawiać, przecież wszystkim nam na co dzień brakuje rozmowy. Mogliby też nie rozmawiać, ale patrzeć na siebie. Być może ona (matka) zauważyłaby, że jej córka ubrała bluzkę na lewą stronę, a syn ma śliczne piegi od słońca. Mogliby się do siebie bardziej zbliżyć, mogliby zbudować kapitał na kolejny szkolny rok, który ich czeka, tym bardziej, że pewnie mała idzie do szkoły. Ale oni wszyscy mają nosy w ekranach telefonów, tata rozmawia, mama przegląda strony z butami, chłopiec gra, a dziewczynka rysuje coś na tablecie. Nowoczesna, multimedialna rodzina na wakacjach.

Obrazek numer 2:

Ta sama wyspa, to samo słońce, te same wakacje. Ona ma około trzydziestki i pcha wózek z dwu-trzylatkiem. Na oko taki, co mu się kryzys wieku trzeciego za chwilę włączy. Pani rozmawia przez telefon, wygimnastykowana w wirtuozji motorycznej na tyle, by trzymać torebkę z zakupami, lizać loda, którego młody odrzucił, rozmawiać i pchać wózek jednocześnie. Dziecko w tablecie ogląda jakiś filmik. Polacy, Hiszpanie, może Anglicy. Wszyscy w monitorach.

Obrazek numer 3:

Para na romantycznym wyjeździe. Ona wygalantowana w kieckę i szpilki, kok upięty, oko zrobione, siedzi na kolacji z nosem w telefonie a właściwie kciukiem, który niczym formuła jeden wypisuje elaboraty wakacyjne do koleżanki, kuzynki lub Bóg wie gdzie. On chichocze pod nosem, czytawszy coś w swoim monitorku, może dowcip, może mem – coś, o czym ona nie ma pojęcia, bo zajęci są czymś innym i mimo, iż razem, to jednak osobno. Ważne, że stolik ten sam, bo tak pomyśleć by można, że obcy.

Wiem, wiem. Wszyscy popełniamy te grzeszki, telefon niby wyłączony, a jednak wciąż z nami. To zrozumiałe, w telefonach mamy dziś wszystko, w Internecie także. Ktoś powie, że nie mógłby wyjechać bez telefonu, bo jego praca nigdy się nie kończy. Ktoś ma kogoś chorego i monitoruje postęp leczenia. Ktoś zostawił psa pod opieką sąsiadki, ktoś czeka na telefon z propozycją nie do odrzucenia. Ale czym się to różni od dnia codziennego? Od poniedziałku w pracy? Od tygodni żmudnej roboty, na którą wszyscy narzekamy? Dlaczego nie umiemy odłożyć telefonu, gdy mamy wreszcie upragnione wakacje? Jaki dajemy przykład naszym dzieciom?

Wiecie to wszyscy, wiem i ja. Że cierpimy dziś na chorobę zwaną deficytem intymności w relacjach. Każdych. Partnerskich, z dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi. Brakuje nam przestrzeni do prawdziwego kontaktu. Takiego, w którym jesteśmy tylko my ludzie i nic więcej. Nic, co stoi pomiędzy. Żaden zagłuszacz, rozpraszacz, żaden argument, który wytłumaczy obcość. Telefon to technologiczny cud, ale także przekleństwo współczesnych czasów. W sensie budowania relacji między ludźmi. Szczególnie to smutne, gdy patrzymy na dzieci. Mam w głowie taki obrazek (numer 4), gdy idziemy na kolację, a jedno z dzieci (na szczęście nie moje) mówi do swojej mamy „Czy mogłabyś choć raz nie brać telefonu?”. Ma 7 lat i już wie, że telefon zabiera mu mamę.

Kochani, są wakacje. To taki czas, gdy możemy mieć wreszcie siebie na wyłączność. Kochać się, przytulać, grać w piłkę, w karty, chińczyka, kalambury. Przestańmy dostarczać sobie kolejnych wytłumaczeń, odłóżmy telefony, Ipady, komputery. Wyłączmy je na ten jeden czas, który zamieni się w magię, obiecuję wam. Niczym nie zmąconą miłość, która buduje się między ludźmi, gdy mają czas spojrzeć sobie w oczy. Zauważyć piegi. Zaśmiać w tym samym momencie, bo zobaczyli coś głupiego. Pomilczeć. Ponudzić. Tylko wtedy dzieją się rzeczy niezwykłe.

Zachęcam Was, przyłączcie się do akcji „Urlop bez monitora”. Piszcie o tym, co odkrywacie nowego, gdy wyłączycie wszystkie sprzęty, piszcie o swoich obserwacjach, a my nagrodzimy najfajniejsze listy. Ściskam was z Hiszpanii znad monitora, który włączyłam tylko na chwilę, by napisać ten tekst, a teraz lecę grać w piłkę ręczną, choć już ręce mnie bolą.

Bye bye!


Listy wysyłajce na adres: [email protected] z dopiskiem „Urlop bez monitora”

 


Lifestyle

Golono – strzyżono. Moda na brazylijskie bikini wcale nie jest zdrowa

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lipca 2016
brazylijskie bikini
Fot. iStock/mediaphotos
 

Lato jakoś częściej staje się pretekstem do rozmów o depilacji bikini. Depilować, czy nie. A jeśli tak, to w jakim stopniu. Dotknęła nas moda brazylijskiego bikini, czyli całkowitej depilacji miejsc intymnych. Są tacy, którzy twierdzą, że moda ta pochodzi  z przemysłu pornograficznego, gdzie na filmach kobiety są gładko wygolone prezentując (tak wiem, bywa, że wątpliwe, ale jednak) wdzięki.

W kobietach natomiast wyrosło przekonanie, że dokładna depilacja bikini ma związek z higieną. Im bardziej wygolone, tym bardziej higienicznie. Otóż nie, moje drogie panie – włosy łonowe nie rosną bez powodu. Natura nic nie wymyśliła bez konkretnej przyczyny.

Fot. iStock/shironosov

Fot. iStock/shironosov

Dr Vanessa Mackay, która jest członkiem Królewskiego Kolegium Położnych i Ginekologów, podkreśla w rozmowie z Independent, że włosy łonowe są naturalną barierę, wspomagająca zachowanie higieny, powodują zmniejszanie kontaktu pochwy z wirusami i bakteriami oraz chronią wrażliwą i delikatną w tym miejscu skórę.

I jasne, że można dyskutować, czy golić, czy też nie. Kobiety wyrastają trochę w przekonaniu, ze dopiero gładko ogolone stają się atrakcyjne dla mężczyzn. Czy tak jest naprawdę, czy faktycznie pozbawione włosów łonowych miejsca intymne są bardziej uwodzicielskie? Nie nam na to pytanie odpowiadać. Jedno jest pewne – może atrakcyjniej, ale na pewno nie zdrowiej.

Co o tym myślicie?


źródło: Independent

 


Lifestyle

Mąż dostał kontrakt. Wyjeżdżamy! Jak przeżyć – krótki poradnik dla żony

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
8 lipca 2016
Fot. iStock / Pilin_Petunyia

Kiedy mąż pakuje biurko, żona zaczyna pakować swoje dotychczasowe życie.  Często rezygnuje z pracy, ze swoich rytuałów i miejsc.  Myśli o wszystkim – co zabrać, jak poradzą sobie dzieci, czy pies zniesie daleką podróż, co będzie z pozostawionym domem lub mieszkaniem, czy przetrwa bez rodziny, przyjaciółek?

Dopiero, kiedy będzie wyjeżdżać kolejny raz, spakuje jedynie kilka walizek, zabierze ulubiony obrazek ze ściany, kupi większą klatkę na podróż dla psa, spokojnie zamknie dom na klucz i powie: „Do zobaczenia”.

Nie pakuj domu do walizki

W pierwszym odruchu kobiety, zwłaszcza domatorki, chcą zabrać dosłownie wszystko, bo przecież dom…to dom – ta malowana szafka pod telewizor, stara kochana komoda z sypialni i stół, a jak stół to przecież muszą być krzesła starannie dobrane i jeszcze portrety przodków ze ściany. W ten sposób na kilka dni przed wyjazdem rośnie sterta kartonów, a panowie z firmy przeprowadzkowej zastanawiają się jak wytaszczą ogromne łóżko z sypialni. Na koniec przyjeżdża ciężarówka, w której jest miejsce nawet na samochód, a ty zastanawiasz się czy jednak nie przesadziłaś z pakowaniem.

Tak naprawdę wystarczy zabrać kilka rzeczy, które darzymy szczególnym sentymentem, rzeczy osobiste, kilka książek, do których tak lubimy wracać. Przyda się na pewno ładna zastawa stołowa – zawsze robi wrażenie i będzie niezwykłą ozdobą, kiedy zaserwujecie tradycyjne polskie dania. Niech każdy weźmie ze sobą cząstkę siebie to, co lubi najbardziej. Pozwól dziecku zabrać wszystkie zabawki, jeśli ma takie pragnienie, mężowi płyty z jego muzyką, a sobie…kilka pudeł z butami. I dopilnuj koniecznie, żeby klatka dla psa była na pewno odpowiednich rozmiarów, bo służby na lotnisku są bezlitosne!

Wszystko czego potrzebujesz, znajdziesz na miejscu

No może z wyjątkiem mąki ziemniaczanej…to bywa w niektórych miejscach problematyczne.  Za to szwedzki sklep z meblami jest w zasadzie wszędzie.  Firmy wysyłając pracowników na kontrakt zapewniają im zazwyczaj domy, wygodne mieszkania – do wyboru urządzone lub nie. Jeśli zdecydujecie się na pusty dom, otrzymacie środki na jego wyposażenie – takie są standardy w dużych korporacjach. Pamiętajcie, że jesteście w danym miejscu na dwa do pięciu lat, a bywa, że jeszcze w trakcie trwania kontraktu przemieszczacie się do kolejnego kraju. Rozpakowywanie i pakowanie walizki o nazwie „dom” to gehenna – uwierzcie mi!

Warto urządzić tymczasowy dom wygodnie i prosto. Zrobić sobie frajdę kupując jakiś wyjątkowy mebel, ozdoby charakterystyczne dla kraju, w którym teraz przyszło wam żyć. Wszystko nowe idealnie połączy się z przywiezionymi drobiazgami zarówno w przestrzeni, jak i w sercu.

 Zorganizujesz sobie życie

Podczas kiedy mąż spędza długie godziny w pracy, żona organizuje życie rodziny …i swoje. Bo jak tu zrobić schabowego, kiedy przez lata kupowała mięso w jednym i tylko jednym sklepiku? A gdzie kupić świeże warzywa, jeśli wokół jedynie supermarkety? Spokojne! Wyjdź śmiało poza mury ogrodzonego osiedla, odkrywaj miasto, szukaj a znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Pytaj mam w szkole, sąsiadów – oni chętnie podzielą się informacjami, pomogą, bo przecież doskonale rozumieją twoje rozterki. Dodatkowo ludzie, przebywający na kontraktach są zazwyczaj bardziej otwarci i przyjaźni… przynajmniej pozornie.

Zobaczysz, że wkrótce odtworzysz swoje rytuały i będziesz ponownie kupowała pomidory u jednej pani, chodziła do tej samej kosmetyczki tyle, że za każdym razem nauczysz się nowego słowa w obcym języku. Naturalne jest tęsknota za tym, co znałaś do tej pory, ale wykorzystaj dany ci czas na zmiany, potraktuj jako przygodę, wyzwanie i sposób na zagospodarowanie dnia, być może porzucisz dotychczasowe rytuały, odkryjesz nowe hobby – to dobry moment!

 Dzieci dadzą sobie radę

Najważniejsze, że są z rodzicami. Oczywiście będą tęsknić za kolegami i koleżankami, jednak w dobie Facebooka i skypa zdecydowanie łatwiej pokonać pierwsze chwile rozstania. Zobaczysz, wkrótce pojawią się nowi przyjaciele, a ty będziesz musiała nieźle się natrudzić szykując lunch z poszanowaniem ich religii i nawyków kulturowych.

Dzieci, które wyjeżdżają na kontrakty z rodzicami uczą się szybko języków, poznają inne obyczaje, stają się bardziej tolerancyjne dla odmienności. To bardzo ważne i zaprocentuje im w całym przyszłym życiu.

Trudny moment dla związku

Życie na kontrakcie bywa egzaminem dla związku. Każde z was przechodzi trudny moment nawet, jeśli potraktujecie wszystko jako wspaniałą przygodę, jesteście obciążeni potężną dawką stresu – przynajmniej w pierwszych miesiącach wyjazdu.  Dbaj o niego i wymagaj, by on dbał o ciebie jeszcze mocniej niż zazwyczaj. Nie narzekaj na kraj, w którym przyszło wam żyć, bo on potraktuje to jako osobistą krytykę i niedocenienie. Z drugiej strony pamiętaj, że masz prawo do smutku i tęsknoty.

Te kwestie nie są proste, bowiem tak naprawdę wiele zależy od tego, co spakowaliście do walizek oprócz rzeczy, gdy opuszczaliście dom…Jedno jest pewne – najważniejsze, że jesteście razem. Związek na odległość w tym wypadku nie jest dobrym rozwiązaniem

Nowe znajomości

Będzie ich całe mnóstwo, wiele skazanych na zapomnienie. Bądź ostrożna w kontaktach z ludźmi, niestety za uśmiechami i sympatią często kryje się pustka i fałsz…jak wszędzie.. Ale…zdarzają się prawdziwe perły, przyjaźnie na lata, może na zawsze bez względu na dzielące was różnice religijne, kulturowe.  Zobaczysz, rozpoznasz swoje dusze pokrewne – one mimo innego koloru paszportu, mówią zawsze tym samym językiem.

Życie ekspatów oznacza zazwyczaj lepsze warunki bytowe, prestiż. Może być wspaniałą przygodą, ale może okazać się też porażką. Nie wszystkie kobiety odnajdują się w nowej rzeczywistości i nie pomaga tu elegancki dom z basenem. Niektórzy mogą pomyśleć, że to wręcz grzech mieć tak wiele i tęsknić za zwyczajnością…, więc niech ruszają i zmierzą się z życiem na kontrakcie. Ciekawe za czym zatęsknią najbardziej?


Malgorzata mueldner gosia awatarMałgorzata Mueldner

Mama Mikołaja, 4 kotów i psa. Ponad wszystko ceni sobie spokój domowego zacisza i ogródka, ale miewa zaskakujące przygody. Przed laty zaczynała  jako obiecujący pracownik dużej korporacji, a dziennikarzem została dzięki splotowi różnych okoliczności i ludzkiej życzliwości.


Zobacz także

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?

Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki

Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki – makijażystki gwiazd

„Kiedyś, jak kobieta przychodziła do lekarza i mówiła, że podczas seksu ją boli i cierpi na bolesne miesiączki, słyszała, że jak urodzi dziecko, to wszystko minie". Kobiecy wróg - endometrioza

„Kiedyś, jak kobieta przychodziła do lekarza i mówiła, że podczas seksu ją boli i cierpi na bolesne miesiączki, słyszała, że jak urodzi dziecko, to wszystko minie”. Kobiecy wróg – endometrioza