Lifestyle

Uwaga! Pięć oznak, że ktoś nie jest wart twojej energii

Redakcja
Redakcja
8 czerwca 2021
Photo by Drew Hays on Unsplash
 

 

1. Plotkuje

Nawet jeśli nie pytasz lub nie chcesz tego słuchać, po prostu wyjawia Ci wszystkie osobiste szczegóły, nawet najbardziej intymne informacje, jakie ma o ludziach z waszego otoczenia. Możesz pomylić to z formą zaufania, podczas gdy w rzeczywistości jest po prostu kimś, komu brakuje szacunku i granic przyzwoitości. Jeśli mówi Ci o wszystkich sprawach innych, najprawdopodobniej gada tak samo również o Tobie.

2. Masz wrażenie, że nikt go (jej) nie lubi

Współpracownicy, najbliższa rodzina i każdy, kto może nie mieć innego wyjścia, jak tylko dzielić z nimi swoje życie, wydaje się w ich obecności stale podenerwowany lub nawet nieszczęśliwy. Możesz sobie powiedzieć, że ludzie, którzy go nie lubią, po prostu uważają je za coś oczywistego lub po prostu nie znają ich tak jak Ty, ale zazwyczaj tak nie jest. Prawdopodobnie istnieje bardzo ważny powód, dla którego ludzie, którzy są tak często zmuszani do przebywania w ich pobliżu, nie lubią ich. Zwróć uwagę.

3. O swoich byłych mówią wyłącznie źle

Jeśli przysięgają, że każda osoba, z którą kiedykolwiek nawiązali emocjonalną, intymną więź, musiała wyczołgać się prosto z czeluści piekła tylko po to, by zrujnować ich życie, jest to zazwyczaj negatywne odzwierciedlenie ich samych, a nie ich byłych. Albo przyciągają ich prawdziwie toksyczni ludzie, albo są źródłem szkód, które spowodowały, że ci ludzie stali się toksyczni. To nie jest normalne, że ktoś nienawidzi każdego, kogo kiedyś kochał. Czasami ludzie wyrastają ze siebie i idą dalej, ale żywienie tak silnych, negatywnych emocji dla wszystkich z ich przeszłości nie jest czymś, co można po prostu zaakceptować bez obaw.

4. Ciągle zmieniają zdanie i plany

Jeśli mają nawyk anulowania planów w ostatniej chwili i nawet nie przyznają, że mają w zwyczaju marnować Twój czas, przestań dawać im więcej okazji do tego. Takie zachowanie często może wiązać się z lękiem społecznym lub innymi formami choroby psychicznej, ale to nie zwalnia ich od uznania ich zachowania i prób lepszego podtrzymania swojej części przyjaźni / związku. Chociaż ważne jest, aby być cierpliwym i wyrozumiałym dla ludzi, ważne jest również, aby wiedzieć, kiedy wyznaczyć granicę i odejść.

5. Wściekają się lub znikają, kiedy wzywasz ich do swoich bzdur

Niezależnie od tego, czy jest to przyjaźń, czy związek, naszym zadaniem jest pomaganie sobie nawzajem w rozwoju. Kiedy zdecydujesz, że lubisz się nawzajem lub zależy ci na sobie na tyle, aby razem stawić czoła jakimkolwiek podróżom życia, powinniście również starać się być dla siebie najlepszą wersją siebie, aby móc wspólnie osiągać wspólne cele. Jeśli ktoś interpretuje twoją próbę pociągnięcia ich do odpowiedzialności za ich własne bzdury, raczej jako atak niż gest miłości i szczerej troski, to jest to jego odzwierciedlenie. Jeśli nie są gotowi stawić czoła własnym słabościom i nie chcą przyjąć twojego wsparcia lub nawet nie próbują się wyleczyć, to nic nie możesz zrobić. Nie możesz rozwijać się z kimś, kto odmawia uznania lub skorygowania faktu, że niewłaściwie zasadził siebie. Przestań marnować wodę na kogoś, kto nie może nawet zaangażować się w pierwszy etap rozwoju. Oszczędzaj energię. Pozwól im odejść.


Lifestyle

Życie z Piotrusiem Panem. Kolorowe i niestabilne. Czy to możliwe, żeby on dorósł?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
9 czerwca 2021
Photo by Ali Kazal on Unsplash
 

Jest cudowny. Każda kobieta czuje się przy nim świetnie. Niczym się nie przejmuje, pięknie uwodzi, kocha się bawić, problemy zaczynają się później. Bo trzeba płacić rachunki, dotrzymywać zobowiązań, czasem czegoś sobie odmówić. Czy da się ujarzmić Piotrusia Pana? Magda spróbowała.

Magda z Kubą, Piotrusiem Panem, jak go nazywa, jest w związku piętnaście lat. Mają piętnastoletniego syna i siedmioletnią córkę.

Sobota popołudniu, tuż przed niedzielą bez handlu. Dzwonię do Kuby „Zrobiłeś zakupy, jak obiecałeś? pytam. Po drugiej stronie cisza. W końcu słyszę: „ Zapomniałem. Mogłabyś zrobić ty? Zresztą jutro na pewno będzie coś otwarte”. „Nie mogłabym, bo to było twoje zadanie, a do jutra nie będę czekać” ucinam. Wyłączam telefon i idę na długą kawę. Liczę, ile mniej więcej Kubie zajmie zrobienie zakupów, a potem ich układanie w szafkach i lodówce. Gdybym wróciła do domu od razu, Kuba przyszedłby ze sklepu, siatki rzucił w przedpokoju i z rozbrajającą minął spytał: „Ogarniesz to już? Tyle się w kolejce do kasy nastałem”. Nie mam zamiaru już go wyręczać.

Albo inna sytuacja. Wracam do domu. Autobus się spóźnia, przystępuję z nogi na nogi. Jestem wściekła, bo zostawiłam Kubie samochód. Kolejny raz. Bo on nie jest przyzwyczajony do życia bez auta, a dziś miał kilka spotkań w sprawie nowej pracy. Już na klatce schodowej słyszę hałasy dobiegające z naszego mieszkania. Śmiech,
muzyka i krzyk, przekleństwa i dopingowanie do walki, krew napływa mi do mózgu. Kumple i głupie gry. Rok temu weszłabym do domu z okrzykiem radości i uśmiechem na twarzy. „Super, że znów wpadliście” czarowałabym, a potem spytała, jak idiotka, czy nie  wyjść im jeszcze po piwo. Dziś mówię wprost: „Słychać was na dole, chcecie, aby sąsiedzi znów wezwali policję?” Daję Kubie znak, że ma przejść ze mną do kuchni. Tam już podnoszę głos: „Koledzy mają 10 minut do wyjścia, inaczej nie śpię dziś w domu”. Jestem potworem? Nie. Nauczyłam się tak go traktować, jak on traktuje mnie. To jest trudne, ale nie możemy matkować wiecznym chłopcom, bo tylko jeszcze bardziej ich psujemy.

Mężatki opisują życie z wiecznym chłopcem

Rachunki nieopłacone, a on wpada do domu z nowymi gadżetami: deską, grą. Oczywiście dla siebie. Bo egoizm to też cecha wiecznych chłopców. Wszystkie historie do siebie podobne, jakby to był ten sam mężczyzna. Różnią się tylko szczegóły. Bo jeden wyda wszystko na wyjazd, a drugi kupi sobie drogi sprzęt muzyczny. Ale każda z nas opowiada, jaki on był wspaniały w pierwszych miesiącach związku.

Bo początki z Piotrusiem Panem  są bajką. Kubę poznałam u znajomych. Najgłośniej się śmiał, opowiadał najlepsze
dowcipy. Krążyła koło niego grupka adoratorek i fanów. Dzień później podjechał pod mój dom. „Masz jakieś plany” rzucił. Nie miałam planów. Zabrał mnie wtedy w góry. Zarezerwował pokój, w bagażniku miał namiot i śpiwory. „Spotkałam ideał” opowiadałam potem przyjaciółkom. Kuba pomagał ojcu prowadzić firmę, nie wiem, kiedy to robił, bo większość czasu spędzał na zabawie. Miał lekką rękę do pieniędzy. Spodobały mu się buty? Kupował. Na wystawie zobaczył fajne koszule- kupował. Spełniał każdą swoją zachciankę. Pamiętam nasz pierwszy dłuższy wyjazd: nad morze, gdzie co roku spędzał lipiec i sierpień jako instruktor kite’a. W dzień pływał, wieczorem pił piwo i palił jointy z kumplami. Zwróciłam uwagę na jedyne małżeństwo w grupie. Facet cały czas na desce, jego żona na kempingu z półtoraroczną córką. Mąż dołączał do rodziny na chwilę, popołudniu. „Moja córunia” robił dziewczynce karuzelę albo nosił ją na rękach. Cierpliwości mu starczało najwyżej na piętnaście minut. Potem zostawiał dziecko żonie i szedł bawić się z kolegami.

Pomyślałam wtedy: „Koszmar, nie chcę tak żyć”. Ale do głowy by mi nie przyszło, że Kuba to podobny typ. Uwielbiał dzieci, z mojej przyjaciółki synem bawił się pół wieczoru, ze starszym oglądał gangsterskie filmy. Koleżanki mi zazdrościły. Trzeba rozkręcić idealną imprezę? Tomek pogrzebał w płytach i znajdował perełkę. Kochał tańczyć. Spontaniczny wyjazd z grupą znajomych? Tomek potrzebował pół godziny, żeby zabukować piękne miejsce. Na wyjeździe lało i cała ekipa snuła się z minorowymi minami, wyciągał karty i zarządzał grę w makao i wyścigi. „Będę miała z nim wspaniałe życie” myślałam.

Kryzys numer jeden

„Zobacz jaki kupiłem rower, to klasyk klasyków, a na allegro jedyne trzy tysiące”. Kuba wpadł do mieszkania rozpromieniony z nowym rowerem. Oniemiałam. Trzy tysiące to nam brakowało do wakacji. I na odświeżenie łazienki, nie wspominając już o talerzach i łyżkach, bo mieliśmy każde inne, wstydziłam się przed znajomymi. „A co z naszą umową, że inwestujemy w mieszkanie?” spytałam. „Na to też się znajdą pieniądze! Nie nudź?”.

Albo organizowaliśmy imprezę w domu. Podzieliliśmy zadania. Ja miałam zrobić zakupy, Kuba sprzątać. Po kilku godzinach wróciłam obładowana do domu. W przedpokoju potknęłam się o rozwalony odkurzacz i części do małego, latającego samolotu. Kuba siedział w dużym pokoju i próbował zamontować silnik samolotu, wokół porozrzucane narzędzia, a ze stołu nawet nie sprzątnięte po śniadanie. „Co ty wyrabiasz? Miałeś sprzątać!” zdenerwowałam się. „Zacząłem i nie mogę przestać. Coś tu źle działa, chyba wadliwy egzemplarz. A sprzątanie nie zając, nie ucieknie” uspokajał. Skończyło się tak, że ja szorowałam mieszkanie i gotowałam, a on robił swoje. Potem coraz częściej myślałam, że żyje z chłopcem, a nie mężczyzną. Całe weekendy spędzane z kumplami na grach, piwka, rowery. I nie byłoby nic w tym złego gdyby koledzy nie byli najważniejsi. Zachowywał się jak piętnastolatek, który do życia nie potrzebuje partnerki, ale kumpli.

Kryzys numer dwa– dziecko z Piotrusiem Panem

„Rodzę, weź torbę dla dziecka i przyjedź jak najszybciej” napisałam. „Dobra, wychodzę z pracy i jadę” odpowiedział Kuba. Minęła godzina, dwie, trzy, wciąż nie przyjeżdżał. Kiedy dzwoniłam, włączała się poczta. Ryczałam ze złości. Syna urodziłam sama. Kuba wpadł do szpitala po 20.00. „Błagam, wybacz, nie wiedziałem, że tym razem naprawdę rodzisz, położyłem się na kanapie na chwilę i zasnąłem”. Co mogłam zrobić? Co można powiedzieć człowiekowi, który zaspał?

Ale zrozumiałam, że nie mogę na nim polegać. Później takie historie zdarzały się coraz częściej. „Kochanie, Wojtuś płacze” budził mnie w środku nocy. „Nie mogłeś wstać i zrobić mu mleka” denerwowałam się. „Boję się, że zrobię coś nie tak” tłumaczył. Ciągle się bał. Dopiero z czasem zrozumiałam, że jemu wygodniej się bać. Zwala mnie pracę, którą mógłby sam wykonać. Przecież oboje mieliśmy dziecko pierwszy raz, też się tego uczyłam. Tylko, że ja musiałam się tego nauczyć, on nie chciał. To jest chyba często najtrudniejsza konfrontacja- mieć dziecko z Piotrusiem Panem. Wiem, że wielu z nich szybko pakuje manatki i znajduje kolejną dziewczynę bez zobowiązań. Bałam się tego, więc nigdy nie robiłam awantur.

Mijały lata, syn dorastał. Kuba był super tatą do zabaw. Układał skomplikowane budowle z klocków lego, biegał na spacery, uczył jeździć na rowerze, kopać w piłkę. Na wyjazdach był najlepszym wujkiem. Trzeba z chłopakami na
pograć w piłkę? Zgłaszał się od razu. Zorganizować podchody? Był pierwszy. Tyle że ja nieustannie przeżywałam podobne emocje. Wracałam do domu zmęczona, w domu bałagan, syn z tatą gra na komputerze. „Dałeś mu kolację?”. „Nie, jedliśmy paluszki. „Pamiętałeś, żeby dać mu leki?” „Boże, zapomniałem”. Jego „zapomniałem” tolerowałam jeśli dotyczyło mnie, nie mogłam tolerować, gdy zaczęło dotyczyć naszego syna.

Przełomem był moment, gdy zaszłam w drugą ciążę. Kuba się nie ucieszył tylko przeraził. „Nie jestem na to gotowy. Brakuje mi wyjazdów, życia” rozpaczał. Patrzyłam na jego histerię i czułam narastającą nienawiść. Zawsze tylko on, jego sprawy, pragnienia, dziecięce marzenia. On, on. Miałam tego dość. Nie chciałam żyć z chłopcem tylko z mężczyzną. Odwiedziłam jedną koleżankę. Jej mąż gotował i ogarniał dziecko. Druga, w ciąży: leżała na kanapie, a mąż donosił kolejne frykasy, spełniał jej zachcianki. Nagle zrozumiałam, że są kobiety, które nie muszą obsługiwać swojego faceta, bo same są obsługiwane.

Granice, które trzeba postawić

Nieustanne kłopoty w pracy, zapominanie, zwalanie wszystkiego na mnie. Lekkie podejście do zobowiązań. To mogło byś jeszcze zabawne na studiach, ale nie u prawie czterdziestolatka z dwójką dzieci. Zapisałam się na terapię. Pobiegłam do notariusza zrobić rozdzielność majątkową. „Sam się zajmuj swoimi finansami, nie chcę długów”
wyrzucałam. Kłóciliśmy się codziennie, zawsze wracał z kwiatami, przepraszał, obiecywał zmianę. Tyle że ja w nią nie wierzyłam.

Terapeutka nie doradzała mi rozstania, jak wiele samodzielnych, często samotnych koleżanek. Próbowała zrozumieć dlaczego tyle lat godziłam się na takie życie, dlaczego nie stawiałam granic. Zrozumiałam, że do Kuby miałam te same emocje co do taty – bałam się. Bałam się go stracić, a uważałam, że jeśli się zbuntuję, on odejdzie do młodszej, zabawnej dziewczyny, która pozwoli mu się wciąż bawić.

Zastanawiałam się też dlaczego Kuba taki jest. Żadnych traum. Kochany syn rodziców, fajna siostra. Szczęśliwa rodzina. „Może tęskni za swoją Nibylandią? Miejscem, gdzie nic nie musiał?” zaśmiała się. Uzmysłowiłam sobie, że jestem jedyną osobą, która coś Kuby wymaga. Całej reszcie świata, w tym jego rodzinie wystarczy to, że zabawia nas na święta, nieustannie mówi komplementy i miłe rzeczy. Zaczęłam uczyć się od niego lekkiego podejścia do życia. Wyjeżdżałam z koleżankami, przestałam tak oszczędzać. Nauczyłam się nie panikować z powodu niezapłaconego
rachunku. Kuba był w szoku. „Ale jak to jedziesz?”, „Ale jak to nie zapłaciłaś?”. „A tak to” odpowiadałam. Tracił grunt pod nogami. Od terapeutki usłyszałam, że to jest dużo lepsze od awantur. Trzeba odpuścić kontrolę, żeby musiał on musiał ją przejąć.

Nie mam złudzeń, że on się zmieni. Nieustannie widzę w nim nawyki chłopca: wieczorem jedzie do supermarketu, robi zakupy dla siebie. Myślał, że ja kupię sobie sama. Rozmawiamy kto bierze dziś samochód, on zawsze potrzebuje go bardziej. Ograniczył jednak kolegów, przestał kupować sobie miliony rzeczy. Wciąż jesteśmy dobrą parą, choć czasem marzę, żeby to właśnie mną się ktoś kiedyś zaopiekował.


Lifestyle

Niestety mężczyźni wciąż twierdzą, że dbanie o zdrowie jest niemęskie. Czas to zmienić

Redakcja
Redakcja
8 czerwca 2021

Czy dbanie o zdrowie jest niemęskie? Wręcz przeciwnie, ale niestety jeszcze spora część mężczyzn myśli w ten sposób. Zafunduj mu przegląd zdrowia „Świadomy Mężczyzna”

Nie od dziś wiadomo, że faceci boją się strzykawek, krwi i diagnozy. Szerokim łukiem omijają zazwyczaj lekarzy, twierdząc, że prawdziwy facet nie choruje. Otóż choruje. Chorują wszyscy, ale warto wiedzieć, że to właśnie panowie żyją w Polsce aż o 9 lat krócej niż kobiety.

Dlatego, że mimo natłoku zajęć – pracy na etat (albo nawet dwa!), ogarniania dzieci, ich zajęć pozalekcyjnych, obiadów, wakacji, pediatrów, my po prostu bardziej dbamy o swoje zdrowie. To prawie pewne, że Ty też tak masz. Najprawdopodobniej to właśnie Ty musisz zmobilizować swojego partnera do zatroszczenia się o jego zdrowie. Być może warto zapisać go do specjalisty i postawić przed faktem dokonanym? Kto wie, może dzięki temu uratujesz mu
życie?

Co drugi mężczyzna w Polsce boi się nowotworu. Faceci najbardziej drżą przed udarem mózgu, chorobami serca i układu krążenia, a także Alzheimerem. Szkoda, że strach o zdrowie nie popycha ich w stronę profilaktyki czy diagnostyki.

Do tego, jak wynika z Raportu Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia”, 46% mężczyzn ma nadwagę, a co piąty nadciśnienie. Co dziesiąty Polak nie zrobił nigdy żadnego badania spośród wymienionych: RTG klatki piersiowej, USG jamy brzusznej, USG tarczycy, kolonoskopii, badania krwi pod kątem markerów nowotworowych*. Nie brzmi to optymistycznie, prawda?

Myślałaś o tym, co oznaczałoby to dla Ciebie? Co w praktyce oznacza choroba mężczyzny? Wiadomo, że, gdy poważnie choruje członek rodziny, choruje cała rodzina (zwłaszcza mężczyzna, który ciężko przechodzi nawet katar…), choroba często przekłada się na niemożność pracy, co z reguły negatywnie wpływa na sytuację finansową rodziny, chory partner nie może być odpowiednim wparciem w obowiązkach domowych czy opiece nad dziećmi, chory tata nie może być kompanem w dziecięcych sportowych aktywnościach.

Kiedy faceci zjawiają się u lekarza? Zazwyczaj dopiero wtedy, gdy sytuacja jest już podbramkowa, kiedy poważnie zagrożone jest ich zdrowie lub nawet życie. Z badania „Profilaktyka zdrowotna Polaków” przeprowadzanego dla Szpitala Medicover wynika, że panowie szukają pomocy dopiero wtedy, kiedy pojawia się u nich ból w okolicy mostka, bóle żołądka, kolka nerkowa czy ból kręgosłupa. Późno. Wcześniej przecież nie mieli czasu (bo praca, awans, podróże służbowe…) lub po prostu stracili czujność…

Lek. Agnieszka Motyl, Dyrektor Działu Standardów Medycznych Medicover trafnie podsumowuje sytuację „Najwyższy czas, aby Świadomy Mężczyzna oznaczał nie tylko mężczyznę, który ma dobrą pozycję zawodową, jest wysportowany, dobrze wygląda i realizuje swoje hobby. Czas, aby oznaczał mężczyznę dbającego o swoje zdrowie”.

Medicover przygotował kompleksowy przegląd stanu zdrowia „Świadomy mężczyzna”, który zawiera badania i konsultacje dopasowane do panów. Jeśli Twój mężczyzna skarży się na złe samopoczucie, jeśli wiesz, że w jego rodzinie zdarzały się nowotwory lub inne poważne choroby, namów go na zakup pakietu lub zrób mu prezent i zafunduj przegląd zdrowia! Pamiętaj, że to troska nie tylko o niego, ale o całą waszą rodzinę. Nie pozwól chorobie pokrzyżować waszych planów ani odebrać sobie poczucia bezpieczeństwa.

W skład pakietu wchodzą badania laboratoryjne i obrazowe oraz usługi dodatkowe (konsultacja lekarska, pomiar ciśnienia tętniczego, pomiar wzrostu, masy ciała, obwodu pasa, wyliczenie BMI).

Szczegółowe informacje znajdziesz TUTAJ.

Badania zawarte w przeglądzie pomogą określić ryzyko zachorowania na poszczególne choroby, ocenić stan narządów wewnętrznych, sprawdzić, czy nie doszło do zakażenia wirusami WZW C, WZW B czy HIV. Statystyczny mężczyzna jest w stanie podnieść znacznie cięższe ciężary niż kobieta, ale nie zawsze jest na tyle silny, by zatroszczyć się o swoje zdrowie. W takiej sytuacji to my musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko nasze argumenty mogą skruszyć opór przed badaniami i zmobilizować mężczyznę do zainteresowania się swoim zdrowiem. Pamiętajmy, że to „gra o największą stawkę” – o zdrowie i życie całej naszej rodziny.

*Raport z badania przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Ministerstwa Zdrowia


Zobacz także

Wczesne objawy załamania nerwowego

Przyjaciółka czy rywalka? 6 oznak, że twoją kumpelę zżera zazdrość

Przyjaciółka czy rywalka? 6 oznak, że twoją kumpelę zżera zazdrość

„Na twoje miejsce jest stu innych”. Więc zasuwaj grzecznie, to może dostaniesz podwyżkę