Psychologia Uroda Zdrowie

Presji na BE FIT mówię zdecydowane NIE! Stawiam na przyjemność!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 października 2015
Fot. iStock
 

Nie macie wrażenia, że zewsząd zalewają was informacje o dietach, ćwiczeniach, wymaganiach stawianych współczesnej kobiecie, która musi zrobić wszystko, by być szczupłą, wysportowaną i zadowoloną z życia?

Dzisiaj nie wystarczy już, że dbasz o to, co jesz. Że nie podjadasz wieczorami, a pizza pojawia się na stole tylko przy wyjątkowych okazjach. Nie. Teraz powinnaś żyć bez glutenu. Albo zostać weganką. Najlepiej na pamięć znać wszystkie nazwy E i rozróżniać po numerach te szkodliwe i dopuszczalne.

Media krzyczą o otyłości, dietetycy na stałe wpisali się w codzienny krajobraz i nawet na portalach społecznościowych możesz zapoznać się z ich ofertą. Dieta jest wszędzie. Plus zdjęcia tych, co schudły – obcych i znajomych. I te głosy zachwytu w komentarzach, często fałszywego, bo podszytego ukrytą złośliwością w stylu: „I tak zaraz wróci do swojej wagi.” Do tego dochodzą dobre rady, że wszyscy wiedzą, co powinnaś jeść, z czego zrezygnować, do kogo zwrócić się o pomoc w odchudzaniu.

Oczywiście, że nikt nie mówi o idealnym rozmiarze, ale i tak wiadomo, że 38 to ten minimalny minimalizm najbardziej wyczekiwany i popularny. Bo przecież nie chodzi o 36 – no, że niby bez przesady, ale jak już komuś się uda, to nie omieszka o tym poinformować świata i poinstruować innych, jak do ten rozmiar osiągnąć, by być naprawdę szczęśliwą i spełnioną. (dobra może trochę wyolbrzymiam, ale wcale nie tak dużo)

A nie daj Boże, jak powiesz, że biegasz. Licz się z tym, że pierwsze pytanie, jakie padnie, to ile kilometrów przebiegasz i w jakim tempie. Gdy mówisz, że zapisujesz się na ćwiczenia, to z pewnością ktoś spyta, czy to cross fit, czy coś równie wyczerpującego. A jeśli Chodakowska to powinnaś wiedzieć, że najlepszy jest skalpel, bo podobno najtrudniejszy.

Każde przejście na dietę, podjęcie aktywności to komunikat dla świata: „Od dziś muszę coś ze sobą zrobić, muszę schudnąć, muszę wyglądać lepiej.”  A gdyby tak to „muszę”, zamienić na „mam ochotę”?

„Mam ochotę zadbać o siebie.” Czyż nie brzmi lepiej? Bo kto z nas lubi przymus? Tak, wiem, na niektórych wywieranie presji wpływa motywująco, ale to są chyba chwalebne wyjątki. Na mnie na nie działa długoterminowo.

I myślę sobie, że może tak zmienić trend i zamiast ulegać presji postawić na przyjemność. Tyle rzeczy w dorosłym życiu musimy, a narzucana zewsząd konieczność dbania o siebie, często skutecznie pogłębia w nas niechęć do podjęcia jakichkolwiek działań.

Buntujemy się, kiedy ktoś nas do czegoś zmusza. Buntujemy się nawet sami przed sobą, gdy narzucamy sobie rygorystyczną dietę, czy zbyt napięty plan ćwiczeń. Tak nasza natura – buńczuczna. Więc może od jutra zacznijmy inaczej.

Niech dbanie o siebie sprawia nam przyjemność. Niech kojarzy się z czymś bardzo miłym w gnającej codzienności. Niech będzie jak kawa z bitą śmietaną i porcją ulubionych lodów. Bo wszystko jest w naszej głowie.

Fot. Flickr/adifansnet / CC BY-SA

Fot. Flickr/adifansnet / CC BY-SA

Dieta dla przyjemności?

Więc nie rozpoczynajmy od następnego poniedziałku żadnej diety. Najpierw pomyślmy o tym, jak świetnie się czujemy po zjedzeniu sałatki ze świeżych warzyw. Dlaczego mamy sobie odmawiać przyjemności codziennego jedzenia tego, co zdrowe. Zróbmy zakupy i niech lodówka po otwarciu wygląda kolorowo i niech znajdzie się  w niej zawsze coś, co możesz przegryźć i pomyśleć: „Ale pyszne i do tego zdrowe.” Nie musi to być jeden pomidor, masz ochotę na cztery. Zjedz cztery! I pal sześć kilogramy i rozmiary. Spraw sobie przyjemność. I ugotuj od czasu do czasu coś smacznego i zdrowego. Choćby zupę z soczewicy, której tak dawno nie jadłaś. Szczerze, w ten sposób nawet się nie spostrzegniesz, kiedy zaczniesz zdrowiej jeść, a kto wie, może i pozwoli ci to na zgubienie kilku kilogramów. Z czystej przyjemności, a nie presji.

Aktywność bez presji?

A teraz pomyślmy, jaka forma aktywności sprawiłaby nam przyjemność? Gdzieś, gdzie dużo potu wylewać nie trzeba? To może joga. I ta jędrność ciała po niej i brak bólu karku i pleców. A może lubisz tańczyć? Zumba byłaby prawdziwą przyjemnością. A jeśli aerobik, to prowadzony przez przystojnego instruktora. Przyjemność dla oczu też się liczy. Bieganie jest o tyle przyjemne, że nie narzuca rygoru dnia i godziny. Wychodzisz, kiedy masz ochotę. Pomyśl w jakie dni, o której godzinie nie będzie ci sprawiać problemów wyjście z domu. Na pół godziny. Dla przyjemności wystarczy. I BŁAGAM nie zakładaj sobie, że za osiem miesięcy przebiegniesz półmaraton. Nie. Pomyśl, że będzie super, gdy za miesiąc te pół godziny będziesz mogła przebiec bez zadyszki. Dwie minuty biegu, trzy minuty marszu. To prawdziwa przyjemność aktywności, a nie wypruwanie sobie płuc i flaków. Wstydzisz się, że nie dasz rady biec dłużej niż dwie minuty? Kochana, wytrawny biegacz uśmiechnie się ze zrozumieniem widząc twoją ochotę do aktywności. Bo właśnie na taką jej formę masz ochotę.

Zróbmy sobie dobrze

Nie czyńmy sobie po raz setny obietnic. Nie róbmy listy zakazów i nakazów. Usiądź i spisz, co może sprawić ci przyjemność. Nie myśl o kilogramach, centymetrach, kaloriach. Bo nie to jest celem. To efekt uboczny przyjemności, tylko ją wzmacniający. Celem jest robienie tego, na co masz ochotę dbając o swoje zdrowie. I tylko tyle. Zacznij z tą myślą jutrzejszy dzień. I podaruj sobie odrobinę przyjemności 😉


Psychologia Uroda Zdrowie

Do widzenia Perfekcjo! Tak naprawdę nie istniejesz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 października 2015
Fot. iStock
 

Nie ma ludzi idealnych, nie ma też perfekcyjnych kobiet. Myślisz, że taką znasz? Przekonaj się, jak bardzo się mylisz.

Słowa „Tak. Oczywiście. Nie ma żadnego problemu” są ci dobrze znane? Uśmiechasz się i mówisz, że pomożesz, upieczesz, odbierzesz, pojedziesz? A kiedy dzwonią znajomi, że wpadną na weekend, ty po ciężkim tygodniu mówisz ciepłym głosem, jak bardzo się cieszysz?

I nie ma w tym fałszu. Z przyjemnością spotykasz się z  innym. Pomagasz im też z przyjemnością. Mówią o tobie: „Perfekcyjna”. Krygujesz się: „To nieprawda. To, co robisz, nie stanowi dla ciebie problemem, lubisz taka być.

Dzwoni koleżanka pytając, czy możesz podwieźć ją na lotnisko o czwartej nad ranem. Robisz szybką kalkulację w głowie. Zgadasz się, wiedząc,  że zdążysz wrócić, nim dzieci wstaną i trzeba będzie wyjść z  psem na dwór. Innego dnia przyjaciółka prosi o upieczenie tortu na urodziny swojego męża. Wiesz, że będzie ci trudno, ale przecież jakoś dasz radę, w końcu to dla przyjaciółki.

Masz dzieci, męża. Nigdy nie narzekasz. Mówisz, że przeciwności cię nakręcają, że lubisz, gdy życia stawia przed tobą nowe wyzwania. Każdą złośliwość losu potrafisz przekuć w pozytyw.

Jesteś świetną koleżanką, na którą zawsze wszyscy mogą liczyć. Znajomi uwielbiają do ciebie przychodzić, bo wiedzą, że zawsze wyczarujesz coś dobrego do jedzenia i stworzysz atmosferę.

Czasami mówisz, że dzieci cię wkurzają, ale raczej nikt nie traktuje tego poważnie. Przecież wszyscy wiedzą, że jesteś świetną matką. Z mężem stanowicie dobraną parę w oczach bliskich i dalszych znajomych.

Szef w pracy z pobłażaniem patrzy, gdy mówisz, że masz wątpliwości, czy uda ci się dopiąć nowy projekt. Śmieje się: „Ty nie podołasz, chyba żartujesz. Kto, jak nie ty.”

Zawsze jesteś stawiana za wzór – bo konsekwentna (biegasz, dbasz o dietę), empatyczna, lojalna, dotrzymująca danego słowa.

Lubisz siebie taką.

A inni lubią przebywanie w twoim towarzystwie, choć niekoniecznie lubi ciebie samą. Przecież nikt nie przepada za idealnymi osobami, bo to one wpędzają nas w poczucie winy. Pokazują,  że staramy się za mało.

Fot. Flickr / Garry Knight / CC BY

Fot. Flickr / Garry Knight / CC BY

Nadal czytasz o sobie? Tej perfekcyjnej?

Bo perfekcja to samotność. To łzy gdzieś chowane w poduszkę. To zmęczenie, które czasami odbiera zdolność racjonalnego myślenia. To też strach. Nie, nie są dominujące. Czają się gdzieś z tyłu głowy. Bo przecież przychodzi moment, kiedy masz dość, czujesz zmęczenie i tym razem, to ty chciałabyś kogoś prosić o pomoc. Tylko jak? Kogo? Czy ktokolwiek potraktuje cię poważnie? Przecież ty nie narzekasz. Zapomniałaś, jak to jest się komuś wyżalić, pokazać, że jesteś słabsza.

Dzwonisz do przyjaciółki: „Mam chandrę, padam na twarz” – mówisz, a ona odpowiada: „Ty?!? Kochana, połóż się szybciej spać, rano znowu będziesz w formie.” Ne wyczuwa, że to głębszy problem, że sen nie pomoże,  a ty nie masz odwagi pociągnąć rozmowy. Słuchasz o jej podłej koleżance z pracy i kończysz rozmowę, gdy wiesz, że ona się wygadała.

Bycie perfekcyjną skazuje cię, na bycie  jedynie słuchaczem. Ty nie miewasz problemów, a jeśli już je masz, to zdaniem innych świetnie sobie sama z nimi radzisz, za co podziwiają cię wszyscy wokół.

Mówisz partnerowi, że dusisz się, że brakuje ci przestrzeni, że poczucie stania w miejscu dobija cię. A on głaszcze po plecach i żartuje, żebyś poszła pobiegać,  wtedy będziesz miała i przestrzeń i więcej powietrza.

Bycie perfekcyjną to brak zrozumienia dla gorszych dni, dla dylematów i wątpliwości. Przecież ty zawsze wiesz, czego chcesz i umiesz dążyć do celu.

Kiedy wychodzisz z imprezy, bo masz dość uśmiechania się do wszystkich i zmuszania się do świetnej zabawy, koleżanka obraża się, że nie dotrzymałaś jej towarzystwa, na którym jej tak bardzo zależało.

Bycie perfekcyjną to zgoda na udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że zawsze będziesz w nastroju jakiego oczekuje od ciebie otoczenie.

Siedzisz w domu i czujesz bezsilność. Pomimo wielu przyjaciół wokół nie masz do kogo zadzwonić, komu się wyżalić. Nie wiesz, kto mógłby ciebie wysłuchać i doradzić.

Bycie perfekcyjną to samotność, na którą sama się skazujesz. Przecież idealni nie mają dylematów, nie potrzebują doradców, by podjąć istotne decyzje,  świetnie sobie radzą sami. W końcu za to inni tak ich uwielbiają…

Nadal jesteś tą perfekcyjną?

A może kogoś tak nazywasz? Jeśli tak, zadzwoń do niej, spytaj co słychać i zaproponuj wspólny wypad do kina, wpadnij z ciastem. Pokaż jej, że jest ktoś, kto o nią zadba, przy kim wcale nie musi być idealna. To wystarczy.


Psychologia Uroda Zdrowie

Naturalne sposoby na przeziębienie? Idealne! Wypróbowałam na własnej rodzinie!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 października 2015
Fot. iStock

Słyszmy jesień, myślimy: katar, kaszel, gorączką i grypa. Nic miłego, a nieuniknionego. Otóż niekoniecznie. Jesiennym przeziębieniom można zapobiec i wcale nie biec w tym celu do apteki.

Trzy warunki

Fakt, naturalne sposoby potrzebują czasu i cierpliwości oraz systematyczności. Trzy słabe punkty współczesnych rodzin. Bo jak znaleźć czas,gdy trzeba wrócić do pracy,  kolejne L4 na dziecko nie wchodzi w grę. Cierpliwość – tym bardziej, bo jak być cierpliwym w oczekiwaniu na ozdrowienie. Chcemy szybko i skutecznie, a że za dwa tygodnie jesteśmy w tym samym stanie. Cóż, taki organizm. Ważne, żeby nas medykamenty jak najszybciej postawiły na nogi. Zatem systematyczności też nam brak, bo na trzy dni może i nam jej starczy, ale na siedem?

Tymczasem naprawdę można inaczej. I jestem tego żywym przykładem, który śmierdzi czosnkiem, cebulą i… nie choruje. Ba, nikt u mnie w rodzinie nie choruje. I jasne, że każdy jest inny, że odporność różna, ale jak możemy już o nią zadbać, to dlaczego tego nie zrobić?

Jak z reklamy

Pozwólcie sobie tej jesieni na inny sposób działania w walce z przeziębieniem. Ha, zabrzmiało jak jesienne hasło reklamowe. Tyle tylko, że tych sposobów nikt nie reklamuje, a szkoda.

No więc idąc tropem reklamy wyobraźcie sobie dom, do którego tuż na pograniczu lata i jesieni – aura widoczna za oknem – raz deszcze, raz słońce, wchodzi rodzina z zakupami. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, tryskający energią. Widzicie to? Zaczynają rozpakowywać zakupy, z torby wyciągają miód, czosnek, świeży majeranek, a w tle pojawia się hasło: „My już się przygotowaliśmy na jesienne przeziębienia, a ty?” Tymczasem właśnie w telewizji słyszę, że „lek niewłaściwie stosowany zagraża…” I żeby nie było, nie jestem jakąś propagatorką naturalnych metod leczenia przeziębień. Uważam jednak, że jeśli możemy czemuś zapobiec lub zmniejszyć ryzyko infekcji, to czemu nie skorzystać. Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku, bo komuś z utrzymującą się wysoką gorączką nie odważyłabym się aplikować jedynie syropu z cebuli, czy buraków.

Majeranek i olejek

Chcesz spróbować? Jeśli tak, to proponuję wybrać się na zakupy, by w domu mieć pod ręką olejek eukaliptusowy lub miętowy, którym można skropić poduszkę przed snem. Taka inhalacja może pomóc przy zwykłym katarze. Jeśli do kataru przyłącza się kaszel warto olejkiem posmarować sobie nawet klatkę piersiową. Moim dzieciom i sobie samej przy wczesnej fazie przeziębienia wstawiałam do pokoju na noc zaparzony majeranek do inhalacji. Tu ważna jest cierpliwość, której nie powinno zabraknąć przy odgrzewaniu lub parzeniu na nowo ziół. Do inhalacji można też wykorzystać rumianek i szałwię. My trwaliśmy przy majeranku, innych nie wypróbowywałam.

Chyba jednak najważniejsze, to od pierwszej słoty, czy chłodnego dnia zadbać o odporność organizmu czy to swojego, czy innych członków rodziny. U nas panuje zasada podawania domowych syropów przez jeden tydzień w miesiącu. Najczęściej wieczorem, bo jednak zapach, który zostawia czosnek czy cebula lepiej zachować w czterech ścianach niż wynosić chociażby do szkoły.

Można na próbę przygotować syrop z cebuli lub buraków (tego akurat nigdy nie robiłam). Kroisz drobno, zasypujesz cukrem i czekasz, aż warzywo puści sok. Warto chociaż raz dziennie, a przy oznakach przeziębienia nawet kilka razy dziennie wypijać po kilka łyżek.

U nas w domu przyjął się syrop z czosnku. Czosnek kroję drobno (około półtorej główki), wyciskam sok z dwóch cytryn, zalewam niemal dwoma szklankami letniej wody i dodaję miód, najczęściej do smaku, by syrop każdemu smakował. Moich synów do picia nie muszę namawiać, a sama, gdy czuję się gorzej sięgam po tę miksturę. Nie wiem, na ile taki witaminowy zestaw działa na organizmy moich dzieci i na mnie. Jedyne, co mogę powiedzieć, że w przypadku choćby zaczątku kataru, jedynie na nim się kończy. Kiedy jestem już słaba, ból gardła i głowy mnie dopada, zjadam kanapkę z czosnkiem. Dla niektórych to ekstremalne. Ale dla nas skuteczne.

I to właściwie wszystko. Naturalne sposoby na przeziębienie? Może nie brzmi fachowo, jak ulotka rozpuszczalnych tabletek na przeziębienie, ale nie wiem, czy czasami nie bywa bardziej skuteczne. Spróbujcie w tym roku. Przezornie. Koszt niewielki, może jeszcze przed przeziębieniem zdążycie zrobić syrop (a to raptem 20 minut pracy i chociaż godzina odstania i wstawienia zapasu do lodówki). W końcu niczym nie ryzykujecie, a może i nawet możecie zyskać ciut więcej zdrowych dni najbliższej jesieni.


Zobacz także

Jak uniknąć rozwodu? Rady od czterech par z długim stażem

Rak pęcherza moczowego. 4 objawy, które powinny skłonić do wizyty u specjalisty

Jeśli nie traktujesz mnie poważnie, nie marnuj dłużej mojego czasu – znikaj z mojego życia