Uroda Zdrowie

Piersi, to coś więcej niż rozmiar miseczek. 8 rzeczy, których mogłaś o nich nie wiedzieć

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 listopada 2016
Fot. iStock /Serg Myshkovsky
 

Piersi, biust albo i bardziej po „męsku” — cycki, to wyjątkowy atrybut kobiecości, od którego nie tylko mężczyźni nie mogą oderwać wzroku. Piersi kojarzą się z erotyką, macierzyństwem, w zależności, kto akurat o nich mówi bądź myśli. Małe, duże, średnie — bez znaczenia. Wszystkie bez wyjątku, mają ciut więcej tajemnic niż rozmiar rzeczywisty, skrywany pod złudnym efektem staników z push-up`em.

Spora część kobiet — nie wspominając nawet o mężczyznach — nie ma specjalnej wiedzy dotyczącej tej tak chętnie oglądanej i omawianej części ciała. A szkoda, bo piersi to coś więcej niż rozmiar miseczek.

Fakty o piersiach, które warto znać

1. Zraziki, a nie tkanka tłuszczowa są podstawą piersi

Która kobieta jest w pełni świadoma budowy swoich piersi? Nie jest to wiedza powszechna, choć być nią powinna. Mianowicie, piersi zbudowane są z 15-20 zrazików (płatów), czyli w uproszczeniu złożonych gruczołów pęcherzykowych produkujących pokarm kobiecy. Z każdego zrazika uchodzi przewód mleczny, którym pokarm kobiecy jest wydzielany do zatoki mlecznej, a następnie na zewnątrz brodawki. Gruczoł piersiowy, zbudowany ze zrazików i przewodów, otoczony jest tkanką tłuszczową i mięśniową oraz włóknistą. Tak więc pierś nie składa się przede wszystkim z tkanki tłuszczowej, o co przez wiele z kobiet jest podejrzewana.

2. Rozmiar zapisany jest w genach

To jakie piersi miały nasze matki i babki, ma znaczenie w kontekście tego, czego my możemy się również spodziewać. Badacze zidentyfikowali siedem markerów genetycznych (tzw SNP) odpowiedzialnych za wielkość piersi. Badanie z 2012, opublikowane w czasopiśmie BMC Medical Genetics, stwierdza również, że dwa z tych wskaźników są również związane z rakiem piersi, co jednak to nie znaczy, że rozmiar biustu jest związany z rakiem piersi.

Fot. iStock / Brainsil

Fot. iStock / Brainsil

3. Na raka piersi zapadają kobiety oraz mężczyźni

Rak piersi jest najczęstszym nowotworem złośliwym wśród mieszkanek krajów wysoko cywilizowanych, takich jak USA, Kanada, Australia czy kraje Europy Zachodniej. Najmniej zachorowań notuje się w południowej Azji i Afryce.

  • Rak piersi stanowi około 23% wszystkich zachorowań z powodu nowotworów złośliwych u kobiet i około 14% zgonów z tego powodu.
  • Szacuje się, że rocznie raka piersi rozpoznaje się u 1,5 miliona kobiet na całym świecie, a około 400 tysięcy umiera z tego powodu.
  • Na raka piersi zapadają także mężczyźni, ponieważ oni również posiadają tkanki w postaci przewodów mlecznych, które jednak nie rozwijają się podczas dojrzewania. Właśnie w nich rozwijają się nowotwory piersi u mężczyzn, choć 100 razy rzadziej niż u kobiet.

4. Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna  

Tak, ok.  5-10% nowotworów piersi ma charakter dziedziczny, pozostałe są wynikiem samorzutnych mutacji genów w ciągu całego życia. Najpewniejszym kryterium dziedzicznego raka piersi jest stwierdzenie mutacji genów supresorowych BRCA1 oraz BRCA2. U kobiet z mutacją genów BRCA życiowe ryzyko wystąpienia raka piersi wynosi 80%, a raka jajnika 30%. W rodzinach z dziedzicznym rakiem piersi występują również inne nowotwory (np. rak jajnika, jelita grubego, trzonu macicy, prostaty, trzustki). Innymi genami, których mutacja może zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi, są geny: ATP, BRIP1, TP3, CHEK i PTEN.

5. Karmienie piersią niszczy wygląd biustu?

Taki przesąd pokutuje od dawien dawna, co rzutuje na obawy związane z naturalnym karmieniem dziecka a późniejszym wyglądem piersi. Owszem, piersi mogą różnić się wyglądem po zakończeniu karmienia, ale nie ze względu na jego długość. Tu bardziej winę za zmiany ponosi sama ciąża i zmiany hormonalne, jakie wtedy następują. Piersi powiększają się znacznie, zaczyna gromadzić się w nich pokarm, rozciągają się więzadła i skóra. Gdy piersi kurczą się po porodzie, te naturalne podpory mogą nie odzyskać dawnej formy. Im później kobieta decyduje się na dziecko, tym większe ryzyko, że piersi nie urosną za dużo. Nadmierne podjadanie i przybieranie na masie, szkodzi im jeszcze bardziej, bo skóra biustu jest sukcesywnie rozciągana i z czasem wiotczeje.

6. Kiedyś piersią karmiły mamki lub matki z niższych sfer

Obecnie karmienie piersią — także w miejscach publicznych — to norma. W dawnych czasach kobiety z arystokracji nie zaprzątały sobie tym głowy, miały od tego mamki. Teraz kobiety, które nie mogą karmić, lub chcą oddać nadmiar pokarmu, mają do dyspozycji banki mleka kobiecego. W 2009 roku aktorka Salma Hayek karmiła piersią głodne dziecko innej kobiety w Sierra Leone w czasie podróży charytatywnej.

7. Pierwszy stanik

Od antycznych czasów kobiety przewiązywały biust pasmem materiału, by sylwetka uzyskała cylindryczny kształt. W średniowieczu szyto gorsety z krochmalonego płótna lub ze skóry, z czasem wzbogacono je o drewniane i metalowe wstawki, mające na celu lepsze utrzymanie kształtu sylwetki. Później ten pomysł na kobiece katusze ewoluował, by płeć piękna z ulgą mogła zamienić go na biustonosz. Zaczęły się one pojawiać się na przełomie XIX i XX wieku. Magazyn „Vogue” po raz pierwszy użył terminu „biustonosz” w roku 1907. W 1914 roku Mary Phelps-Jacobs opatentowała pierwszy projekt biustonosza, który składał się z dwóch zszytych chusteczek i wstążki stosowanej jako ramiączka. Pierwszy push-up wprowadził w 1948 roku Frederick Mellinger, rozsławiając go także poza Hollywood. Według magazynu Redbook przeciętna kobieta obecnie posiada w swojej szafie dziewięć biustonoszy.

8. Nagie piersi kochali już jaskiniowi artyści

Golizna i zamiłowanie do uwieczniania w aktach kobiecych piersi to nie pomysł współczesnej seksualnej rewolucji. Już 35.000 lat temu, w jaskiniach powstawały dzieła, uwieczniające podziw dla tego atrybutu kobiecości. Przy czym ludzie paleolitu nie czcili ich jako obiektu seksualnego, ale „narzędzia” kojarzącego się z płodnością i możliwością wykarmienia potomstwa. Można rzec, że zupełnie odwrotnie niż dziś, gdzie pierś kojarzy się przede wszystkim z przyjemnością i erotyką.


źródło: www.livescience.com onkologia.org.pl


Uroda Zdrowie

Gorące trendy ślubne na sezon 2017 – dla niej i dla niego

Redakcja
Redakcja
10 listopada 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Przygotowania do ślubu to szczególny czas, w którym inspiracje są na wagę złota! Jaką suknię wybrać? Jaki garnitur? Na jakie dodatki się zdecydować? Co jest trendy, a co passé? Między innymi na te pytania znajdziecie odpowiedź podczas najbardziej inspirującego weekendu ślubnego na Targach Ślubnych WEDDING, które odbędą się w dniach 19-20 listopada, w prestiżowej lokalizacji PGE Narodowy w Warszawie. Dla spragnionych nowości, już dziś prezentujemy krótki przewodnik po trendach ślubnych na sezon 2017 dla niej i dla niego.

Kwiatki, kropki, dzwoneczki 

Suknie ślubne na sezon 2017 zachwycają rozmaitymi printami. W nadchodzącym sezonie modny będzie motyw florystyczny i to w dowolnej wersji: wysadzanej kamieniami, haftowanej, koronkowej, organzowej, jedwabnej czy nawet 3D!

Patricia Avendaño / Fot. Materiały prasowe

Patricia Avendaño / Fot. Materiały prasowe

Kropki, które są popularne od kilku sezonów, tym razem wracają w nowej odsłonie – większej i bardziej graficznej. Mogą pokrywać całą powierzchnię sukienki lub tylko jej fragmenty, na przykład ramiona. Większe grochy będą doskonałym wyborem dla wielbicielek stylu retro. Specjalnie dla gustujących w klimatach baśniowych pojawią się też printy w kształcie motyli, które doskonale odnajdują się na długich tiulowych sukniach.

Francesca Miranda / Fot. Materiały prasowe

Francesca Miranda / Fot. Materiały prasowe

Warto też zwrócić uwagę na kroje. Przyszłe panny młode rozkochane w stylu boho powinny przymierzyć suknie z rękawami w kształcie dzwoneczka, które doskonale podkreślają kształt dłoni i ramion. Z kolei specjalnie dla kobiet poszukujących odważniejszych kreacji, projektanci w nadchodzącym sezonie przygotowali seksowne gorsety i wycięte spódnice w stylu rockowym. Jak co roku, w modzie ślubnej nie brakuje także sukien „princesek”, dzięki którym czujemy się jak księżniczki. Ten model niezmiennie jest jednym z najpopularniejszych wśród panien młodych.

Charo Ruiz / Fot. Materiały prasowe

Charo Ruiz / Fot. Materiały prasowe

Koronkowy welon 

Wszystko wskazuje na to, że welon będzie nadal niezastąpionym dodatkiem dla panny młodej. Absolutnym faworytem sezonu 2017 jest welon hiszpański w kształcie koła. Może występować w dowolnej długości, choć bardziej majestatycznie prezentują się dłuższe modele – kościelne czy katedralne. Długie i wyraziste welony jednak lepiej prezentują się na pannach młodych o pełniejszej budowie ciała, więc jeśli jesteś niska i drobna pomyśl raczej o jego krótszej wersji – do ramion lub linii biustu. Ważne jest, aby welon był odpowiednio dobrany do fryzury panny młodej – hiszpański model świetnie wygląda przypięty do koka z tyłu głowy. Jeśli zaś przykryjemy nim twarz, to haft lub ozdobna koronka będą wyrazistym dodatkiem, który śmiało może zastąpić wisiorek czy kolczyki.

Pronovias / Fot. Materiały prasowe

Pronovias / Fot. Materiały prasowe

Chaber i mięta 

Wśród biżuterii na sezon 2017 niesłabnącą popularnością cieszą się długie, wiszące kolczyki. Przyszłe panny młode coraz chętniej wybierają je w kolorze chabru czy mięty, aby ożywić klasyczną stylizację. Jeśli zdecydujesz się na zwiewną, koronkową suknię przy doborze biżuterii lepiej kieruj się prostotą i minimalizmem – taką stylizację świetnie dopełni ażurowa bransoletka.

Scallini1

Scallini

Scallini2

Scallini

Muszki i krawaty 

W męskiej modzie ślubnej króluje będzie klasyka. Garnitur, który jest ponadczasowym strojem, z pewnością podkreśli doniosłość tej niezwykłej uroczystości. Podobnie jak biała koszula, która jest symbolem elegancji. Dobierając koszulę, pan młody powinien zwrócić uwagę na kształt kołnierzyka –  ważne jest zachowanie proporcji między kształtem kołnierzyka a rozmiarem twarzy. W nadchodzącym sezonie będą modne krawaty w kolorze granatu, fioletu czy błękitu, jeśli zaś chodzi o muszki, to klasyczna czerń i biel coraz częściej jest wypierana przez granat lub print.

 

Vistula

vistula2

Vistula

 

Zapraszamy na najlepszy weekend ślubnych inspiracji w Polsce. Nie może Was  zabraknąć!


O organizatorze Targów:

Organizatorem Targów jest lifestyle’owy magazyn WEDDING, lider na rynku prasy ślubnej, w którym znajdziecie praktyczne porady i wyjątkowe inspiracje dotyczące każdego tematu związanego z organizacją ślubu i wesela. Więcej o magazynie: www.e-wedding.pl

Szczegółowe informacje o Targach Ślubnych WEDDING dostępne są na stronie: targislubnewedding.pl

Patroni medialni: Styl.pl, Ohme.pl, Example.pl, Glamour.pl, Cosmopolitan, Pakamera.pl, Newseria Lifestyle oraz TVN Style.


Uroda Zdrowie

Świat był przeciwko niemu i voila! Wygrał wybory ku zaskoczeniu tegoż świata. Taki powyborczy kac

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
10 listopada 2016
Fot. iStock / Bastiaan Slabbers

W tym roku zostałam Amerykanką. Otrzymałam paszport pełen obrazków, list od Prezydenta Obamy i prawo głosu. W chwilę potem przeczołgała mnie Ameryka przez prezydencką kampanię jakiej się nie spodziewałam, choć jak mniemam, w tym to raczej osamotniona nie jestem.

Pamiętam jak parę lat temu słuchałam jak Donald Trump wypowiadał się na różne tematy publicznie i oboje z Wesem Wielkim Podróżnikiem (małżonkiem moim) myśleliśmy z rozbawieniem, że taki Trump to dobrze by Ameryce zrobił. Z rozbawieniem, zaznaczam, myśleliśmy o tym, bez jakiejkolwiek intencji czy nie daj boże pragnienia, żeby The Donald w Białym Domu zasiadł. Żartowaliśmy sobie siarczyście, że jakby tak pan Trump dostał prezydencką posiadłość w swoje ręce, tak pewnie parę pięterek by dorzucił, przemalowałby Biały Dom na czarny zawieszając złote TRUMP litery na froncie, tak co by dobrze widoczne były, po czym w Izbie Owalnej na stempelku ustawiłby stół do rulety, a pod ścianą piękny szereg jednorękich bandytów. Tak sobie żartowaliśmy ludzie! Żartowaliśmy! I do głowy nam nie przyszło, że myśl ta nasza z głów nam uleci i wpadnie pomiędzy Donaldowe zwoje.

Potem żartowaliśmy sobie równie zażarcie jak już The Donald ogłosił wszem i wobec, że na Prezydenta startować będzie. Uznaliśmy to nawet za komediowy hit sezonu, że człowiek ten najwyraźniej opętany ma takie mega–ego, żeby w swojej pełnej urojeń głowie sięgać po prezydencki urząd Ameryki. Śmialiśmy się tak i śmialiśmy, aż nagle mina nam zrzedła.

Abstrahując jednak od Trumpa i jego wybryków, ciągle żyliśmy przekonani, że to Hillary właśnie, (choć osobiście nigdy za nią nie przepadałam), jest jedyną słuszną opcją w świecie…. bez opcji. Mówię bez opcji, bo patrząc na kandydatów jakich Ameryka wystawiła w tych wyborach trudno jest tu mówić i myśleć inaczej. W kraju, w którym żyją miliony, i w którym możliwości wyłonienia prawdziwej politycznej gwiazdy jest tak wiele, ludzie dostali jakże nędzny wybór pomiędzy złym i gorszym.

No i zrobiło się piekiełko, w którym dwa czarne charaktery walczyły o tron. Ciągle jednak The Donald wydawał nam się kandydatem bez znaczenia i szans na wygraną.

Jak się jednak okazało, Trump znaczenie miał i to zasadnicze, choć nikt tak naprawdę w tej chwili nie wie co ta wygrana oznacza i gdzie nas poprowadzi.

Komentatorzy, jak Ameryka długa i szeroka, zastanawiają się teraz co się stało i jak to się stało. Wszyscy jak jeden mąż zadziwieni obrotem spraw, przecierają oczy z niedowierzaniem.  W tej kampanii Trump miał przeciwko sobie wydawałoby się wszystkich. Nie tylko Hillary, jej kampanię i popierających ją wyborców. Jego własna partia Republikańska odżegnała się od niego, a i media nie zostawiały na nim suchej nitki… Świat był przeciwko niemu i voila! Wygrał wybory ku zaskoczeniu tegoż świata. Ktoś więc jednak był za nim, ktoś go jednak popierał i czynił to konsekwentnie, skutecznie z maniackim wręcz uporem. Kim są wyborcy Trumpa, zastanawiają się dziś różne umysły? Na czym polegała ich siła?

Mówi się o zawścieku. O tym, że ludzie zmęczeni rządami politycznych elit, które nijak nie odpowiadały na męczące ich bolączki, wzięli i się zawściekli. Trump ten zawściek wykorzystał i wbił się w ludzką złość, zaapelował do emocji, która od dawna szukała ujścia. I zaiskrzyło. Zawściek zjednoczył miliony, zapalił w nich uczucie, wyłączył mózg tak by logika przypadkiem szyków mu nie pomieszała i koniec końców, poprowadził ludzi do lokali wyborczych. Sam Trump nazwał to zjawisko ruchem.

Czy Hillary miała za sobą podobny ruch? Absolutnie nie. Wokół jej kandydatury nie było euforii, nie było zapału, wielu głosowało na nią tylko po to, by blokować Trumpa. Już sama energia dookoła Clinton była ciężka, jakaś taka niesprzyjająca i to pomimo tego, że media zasadniczo miała po swojej stronie, nie wspominając o wielu przekonwertowanych Republikanach, którym przyświecał jeden cel: zablokować Trumpa.

Mówią przy tym, że Hillary za bardzo była anty-Trump, a za mało pro-Hillary. Że to błąd był, za który przyszło jej zapłacić, zwłaszcza w kontekście jej politycznych grzechów i grzeszków, które w pewien uparty i konsekwentny sposób wyskakiwały  jak Filip z konopi na różnych etapach kampanii, demolując jej wizerunek. I nawet karta: pierwszy Prezydent kobieta, nie była wystarczająca, skoro sondaże bezlitośnie wskazywały, że to właśnie kobiety nierzadko po prostu nie darzyły jej zaufaniem. Wyniki zaś powyborcze dodatkowo do Clintonowego pieca dorzuciły, jak się okazało, że białe kobiety z wyższym wykształceniem (a więc jakże ważna i zasadnicza grupa pośród jej wyborców) niekoniecznie oddawały na nią swe głosy. Porażka to tym bardziej bolesna, jeżeli zważyć, że przecież po raz pierwszy w historii była szansa na to by urząd prezydencki w Stanach Zjednoczonych objęła kobieta. Niestety. Obejmie go Trump. Człowiek, o którym głośno się mówi, że jest szowinistą, rasistą, narcyzem i socjopatą.

Co zatem oznacza ten wybór? Czego jest odbiciem na poziomie społecznym?

Słowa, które najczęściej padają w odpowiedzi to podział, rozdźwięk, polaryzacja społeczeństwa. Do tej pory bowiem elity jakoś radziły sobie, psim swędem prześlizgując się przez kolejny polityczny rok trzymając pewne grupy społeczne jak to się mówi na smyczy. Nie tym razem jednak. Do urn poszli bowiem ci, których tolerancja na polityczny układ sił po prostu się wyczerpała i którzy nie tyle logiką kierowali się w swoim wyborze ile czystą emocją. Tych ludzi zjednał sobie Trump. Zainspirował ich do tego by tym razem bierni nie byli i by ruszyli do urn wyborczych liczebną siłą. Podjudził ich, rozjuszył, zantagonizował. Pozwolił im poczuć, że nienawidzą. Pozwolił im się zawściec. Pod hasłem: Uczyńmy Amerykę Wielką Ponownie przemycił treści rasistowskie, anty-imigracyjne, anty-gender. Ci ludzie są prawdziwie wściekli i do tego operują z pozycji emocji. Jakie będą tego skutki i czy Donald Trump będzie potrafił je ogarnąć, czas pokaże.


Zobacz także

Jak zadbać o skórę twarzy po zimie?

Wiosenna regenarcja w czterech krokach. Jak zadbać o skórę twarzy po zimie?

Smerfy zachęcają najmłodszych do picia wody

Picie filiżanki herbaty dziennie zmniejsza ryzyko zawału serca

Picie filiżanki herbaty dziennie zmniejsza ryzyko zawału serca