Pielęgnacja Uroda

Nici autologiczne (needle shaping) – nowoczesny i bezpieczny lifting bez skalpela. Co warto o nim wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 października 2021
Nici autologiczne (needle shaping)
Fot. iStock
 

Nici autologiczne (needle shaping) mają za zadanie zwiększyć produkcję kolagenu, a przez to widocznie poprawić jędrność skóry. Ten swoisty lifting bez skalpela, dzięki małej inwazyjności uważany jest za jeden z bezpieczniejszych zabiegów z zakresu medycyny estetycznej. Ponieważ nici autologiczne  cieszą się coraz większą popularnością, warto wiedzieć, w jaki sposób działają i kiedy można je zastosować?

Czym są nici autologiczne (needle shaping) ?

Nici autologiczne to specyficzne wzmocnienie sieci włókien kolagenu i elastyny, uzyskiwanie za pomocą bardzo cienkich igieł i przepływającego przez nie prądu o mieszanych częstotliwościach. Ma to na celu minimalne odwodnienie włókien podporowych, które przyklejają się do igły i łączą ze sobą. Nadanie im właściwego kierunku daje efekt liftingu przez pobudzenie fibroplastów, które odpowiedzialne są za tworzenie włókien kolagenowych, oraz elastyny, w poszczególnych partiach twarzy lub ciała. To wpływa także na spłycenie blizn potrądzikowych oraz rozstępów.

Zastosowanie nici autologicznych jest nieinwazyjną metodą, która nie wymaga podawania pacjentowi wprost do skóry obcych dla niej substancji (wypełniaczy). Przed zastosowaniem nici autologicznych specjaliści wykorzystują krem znieczulający, który zdecydowanie zmniejsza nieprzyjemne odczucia towarzyszące zabiegowi.

Powtarzanie tego zabiegu określoną ilość razy w odpowiednich odstępach czasu wpływa na wyraźną poprawę jędrności skóry. Specjaliści najczęściej zalecają stosowanie serii zabiegów (od 4 do 6) w odstępach 2-3 tygodniowych. Uzyskany efekt może się utrzymywać w skórze do 2 lat.

Nici autologiczne (needle shaping)

Fot. iStock

Nici autologiczne można stosować z powodzeniem w następujących obszarach ciała:

Jakie skutki uboczne może mieć zastosowanie nici autologicznych?

Jedynym chwilowym śladem po tej ingerencji może być obrzęk i zaczerwienienie skóry. Z reguły takie niedogodności znikają dzień po przeprowadzonym zabiegu, rzadziej utrzymują się do kilku dni po nim. Duża ilość wkłuć wykonywanych podczas zabiegu podnosi ryzyko wystąpienia w miejscach wkłucia siniaków. Poza tym nici autologiczne nie niosą ze sobą dużego ryzyka powikłań i nie wymagają okresu rekonwalescencji po przeprowadzonym zabiegu. Z tego powodu jest on uważany za w pełni bezpieczny.

Nici autologiczne — jak długo trwa zabieg ?

Najczęściej trwa on ok. godziny, włączając w to znieczulenie, ale ostatecznie długość czasu trwania zależy od ilości miejsc poddanych zabiegowi.

Kiedy warto skorzystać z nici autologicznych?

Na zabieg z użyciem nici autologicznych decyzja się nie tylko dojrzałe panie, ponieważ mogą je zastosować także mężczyźni. Nadaje się do skóry nieco młodszej, jak i tej dojrzałej. Nici autologiczne są świetną receptą na poprawę elastyczności i wyglądu skóry.

Nici autologiczne (needle shaping)

Fot. iStock

Kiedy warto zdecydować się na nici autologiczne?

Istnieje kilka wskazań, które przemawiają do skorzystania z możliwości, jaki daje zabieg z zastosowaniem nici autologicznych:

  • do pobudzania naturalnych zdolności regeneracyjnych skóry (biostymulacja);
  • do spłycania zmarszczek mimicznych;
  • celem poprawy owalu i napięcia skóry twarzy;
  • celem rewitalizacji oraz poprawą objętości ust;
  • gdy konieczne jest spłycenie blizn i rozstępów.

Nici autologiczne — dlaczego warto je zastosować?

Nici autologiczne cieszą się coraz większą popularnością, ponieważ pozwalają na osiągnięcie szybkich i widocznych efektów. Dzieje się to komfortowo i bezboleśnie, bez skutków ubocznych, a w dodatku bez konieczności wszczepiania obcych substancji do skóry. Zastosowanie kilku zabiegów z użyciem nici autologicznych pozwala na rozbudowę mocnej sieci kolagenowej, która wpływa na poprawę jędrności i młody wygląd skóry.

Przeciwwskazania do zastosowania nici autologicznych

Niestety nie każdy może skorzystać z efektów liftingu bez skalpela po zastosowaniu nici. Do sytuacji, w których nie należy decydować się na ten zabieg, zaliczamy:

  • choroby nowotworowe;
  • istniejące stany zapalne skóry i infekcje;
  • posiadanie metalowych implantów;
  • posiadanie wszczepionego rozrusznika serca;
  • ciąża oraz okres karmienia piersią.

FB/ohmepl

 


źródło: medicusuroda.com

Pielęgnacja Uroda

Bataty są znacznie zdrowsze od ziemniaków, ale wciąż rzadko goszczą na naszych talerzach. Dlaczego warto to zmienić?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 października 2021
Bataty
Fot. iStock
 

Bataty goszczą na polskich stołach o wiele rzadziej niż tradycyjne ziemniaki. Warto się im przyjrzeć, ponieważ są znakomitym źródłem witamin, minerałów i antyoksydantów. Jak jeść, i za co dokładnie warto polubić bataty?

Bataty (słodkie ziemniaki) — charakterystyka

Bataty (Ipomoea batatas) znane pod nazwą słodkich ziemniaków lub patatów, wywodzą się z Ameryki Południowej i Środkowej. Ich obecność na stołach całego świata zawdzięczamy odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Współcześnie uprawia się je w całej strefie tropikalnej. Bataty można również uprawiać na własne potrzeby w donicach, szklarni, lub pod folią.

Bulwy słodkich ziemniaków przybierają podłużny, stożkowaty kształt. Wyróżniamy ok. 400 odmian batatów, które różnią się od siebie kolorem skórki, od białego po fioletowy. Także miąższ poszczególnych gatunków może mieć inny kolor — od białego do pomarańczowego. Bataty wydają jadalne zarówno bulwy, jak i liście, wykorzystywane jako pokarm dla ludzi, a także zwierząt. Można je przygotowywać na słodko i słono, a więc stanowią uniwersalny dodatek do codziennej diety.

Bataty

Fot. iStock

Bataty — wartości odżywcze 

Bataty w 100 g zawierają 86 kcal (jeden średni batat bez skórki to ok. 230 g). W 100 g porcji słodkich ziemniaków znajdziemy ok. 20,12 g węglowodanów, 1,57 g białka, 0,05 g tłuszczu oraz ok. 3 g błonnika.

Są one dobrym źródłem witamin z grupy B (zwłaszcza B6 i B9 – kwas foliowy), zawierają witaminę C, E. Nie brakuje w nich minerałów takich jak: wapń, fosfor, potas, sód, magnez, siarka, chlor, żelazo, jod, mangan, miedź, molibden i selen. Odmiany o żółtym zabarwieniu miąższu są doskonałym źródłem karotenoidów (m.in. luteiny). Ich indeks glikemiczny może się wahać, co zależne jest od odmiany i sposobu przyrządzenia. Bataty gotowane mają indeks glikemiczny (IG) od 44 do 61, a pieczone nawet 90.

Właściwości dla zdrowia

Bataty nie zawierają glutenu, więc są bezpieczne dla osób chorujących na nietolerancję lub alergię na gluten, oraz na celiakię. Ponadto mają kilka innych właściwości, dzięki którym ochronnie wpływają na zdrowie. Jako źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych chronią przed rozwojem nadciśnienia oraz miażdżycy.

Obniżają ryzyko rozwoju nowotworów

Bataty obfitują w antyoksydanty. Czerwona odmiana jest świetnym źródłem likopenu i beta-karotenu, a fioletowe zawierają antocyjany. Badania sugerują, że kobiety spożywające więcej produktów bogatych w beta-karoten, są mniej narażone na ryzyko zachorowania na raka piersi. Z kolei badanie dotyczące fioletowych batatów przeprowadzone na samcach szczurów dowiodło, że ich obecność w diecie hamuje rozwój niebezpiecznych zmian w jelicie grubym. Jeszcze inne badanie przeprowadzono na pacjentach chorujących na nowotwór pęcherza. Według wniosków z niego płynących bataty należą do warzyw najlepiej chroniących przed tym nowotworem. Słodkie ziemniaki mogą również obniżać ryzyko rozwoju nowotworu nerek.

Bataty

Fot. iStock

Dla zdrowych oczu 

Bataty, jako skarbnica karotenów i karotenoidów (np. luteiny), chronią wzrok przed przedwczesnym starzeniem się i zwyrodnieniem plamki żółtej, które prowadzi do pogorszenia wzroku, a nawet jego utraty. Słodkie ziemniaki o żółtym miąższu zawierają tych ochronnych związków więcej niż dynia, brokuły, jarmuż i szpinak.

Słodkie ziemniaki przeciw cukrzycy

Bataty wykazują również potencjał chroniący przed rozwojem cukrzycy. Badanie przeprowadzone na szczurach, w którego trakcie podawano im przez 8 tygodni słodkie ziemniaki o białym miąższu, wykazało, że poprawiło się u nich działanie komórek trzustki, wyregulował poziom lipidów i gospodarki glukozowej, doszło do zmniejszenia insulinooporności.

Inne badania sugerują, że bataty poprawiają również wrażliwość na insulinę u ludzi. Słodkie gotowane ziemniaki zawierają węglowodany, które się wolniej wchłaniają, nie podnosząc tak bardzo poziomu glukozy we krwi. Inaczej jest z ziemniakami pieczonymi, których indeks glikemiczny może sięgać nawet 90.

Bataty w kuchni

Bataty można przygotować przez gotowanie, pieczenie, i grillowanie. Są uniwersalnym warzywem, które można wykorzystać do zup i zapiekanek, przygotowania purée, ciasta, puddingu.

Bataty

Fot. iStock

Przepis na bataty z piekarnika

Największą popularnością cieszy się przepis na bataty z piekarnika, jako nieskomplikowana i doskonała w smaku przekąska. Można je potraktować jako zdrową alternatywę dla tradycyjnych frytek z ziemniaka.

Składniki na bataty z piekarnika:

Pieczone bataty — przygotowanie:

  1. Piekarnik nagrzej do temperatury 220º C. Słodkie ziemniaki umyj, osusz i pokrój na mniejsze kawałki, ćwiartki lub np. długie i dość cienkie frytki. Pokrojone oprósz solą, pieprzem, przyprawami do smaku, i wysmarować oliwą z oliwek.
  2. Tak przygotowane słodkie ziemniaki wyłóż na blachę do pieczenia i piecz do miękkości przez około 20 minut. Im większe kawałki, tym  więcej czasu będą potrzebowały, by zmięknąć, dlatego warto kontrolować je podczas pieczenia widelcem. Na chwilę przed wyjęciem warto ustawić opcję grillowania od góry, co nada pieczonym batatom chrupkości.

źródło: dietetycy.org.pl, www.poradnikzdrowie.pl

Pielęgnacja Uroda

W „Down the road” stoi w cieniu Kossakowskiego. Ale to ona zna wszystkie tajemnice uczestników show

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
25 października 2021

– W Polsce brakuje integracji włączającej, do czego teraz dąży Europa. Chciałabym, byśmy wszyscy żyli razem i potrafili się taką wspólnotą cieszyć. By niepełnosprawni byli aktywni zawodowo. Byśmy wzajemnie wspierali się, znajdowali czas i cierpliwość, a nie gonili tylko za własnym szczęściem i pieniędzmi. To byłby ideał – mówi.

To ona od trzech edycji „Down the road. Zespół w trasie” jest zawsze na planie. Stoi trzy kroki za Przemkiem Kossakowskim, jeździ razem z ekipą w słynnym vanie. Zawsze gotowa, by tłumaczyć, przytulić i wspierać. Patrycja Bartoszak-Kempa jest terapeutką i pedagogiem specjalnym. Nie ma nikogo, kto wie więcej na temat osób z Zespołem Downa. 


Patrycjo, jaka jest twoja rola w programie „Down the road. Zespół w trasie”?

– Na planie pojawiam się wtedy, gdy mamy kryzys, bo jestem pedagogogiem i arteterapeutką osób z trudnościami, w tym z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Do programu trafiłam przez casting. Spodobałam się na tyle, że poproszono mnie, żebym czasem pojawiała się na wizji. To było dla mnie i nadal jest wyznawaniem, bo nie czuję się osobą medialną. Zdradzę ci, że przy tym programie pracuje cały zespół terapeutyczny: jest druga terapeutka – Marta Śnioch, wcześniej Weronika Borowska i do tego zawsze osoba z kadry medycznej, teraz ratowniczka Ola Mazurowska, wcześniej Małgorzata Błaszczyk. Wszystko dla bezpieczeństwa uczestników. Kiedy nasi bohaterowie mają trudności emocjonalne lub nie potrafią zrozumieć jakiejś sytuacji, pomagamy im rozładować napięcie, wspieramy, rozmawiamy, przytulamy.

Z osobami z Zespołem Downa jest tak, jak z osobami zdrowymi. Na każdego działa coś innego. Na jednego dobre słowo, na drugiego chwila odpoczynku. W trzecim sezonie mamy wielkie indywidualności. Daria jest pierwszą osobą, która mieszka samodzielnie, w czym oczywiście wspiera ją rodzina. Paweł jest pierwszym uczestnikiem po czterdziestce, dlatego możemy obserwować, jak funkcjonują osoby dojrzałe z Zespołem Downa. Oprócz tego jest pierwsza para – Agnieszka i Tomek, którzy spotykają się ze sobą od 10 lat.

Oglądając ten program, można odnieść wrażenie, że osoby z Zespołem Downa niewiele się od nas różnią. Kibicujemy im, kiedy mówią, że ich największym marzeniem jest odnalezienie miłości i posiadanie dzieci. Serce nam się kraje, że nie mogą spełnić tych marzeń!

– Może to zabrzmi brutalnie, ale tylko nielicznym udaje się funkcjonować w jakiejś mierze samodzielnie. Osoby z Zespołem Downa nastawione są do życia optymistycznie i do końca nie mają świadomości, jakim wyzwaniem jest np. opieka nad małym dzieckiem czy prowadzenie gospodarstwa domowego. Moje zadanie jako terapeutki często polega na tłumaczeniu im tego. Nie ukrywam, że to bardzo trudne, bo samodzielność, miłość, a przede wszystkim seks i potomstwo osób z niepełnosprawnością nadal są tematami tabu. Często więc rozmawiam o tym nie tylko z nimi, ale też z ich rodzicami.

Zauważ, że wszyscy bohaterowie „Down the road” otwarcie mówią, że marzą o miłości. To czasem jest możliwe, czego najlepszym dowodem są Agnieszka i Tomek z trzeciej edycji. Przyznam jednak, że nie znam par z Zespołem Downa, które mieszkają razem. Znam natomiast dwie osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, którym się to udało, ale dzięki wielkiemu wsparciu ich rodzin, które zadbały także o zabezpieczenie ich za pomocą antykoncepcji.

Między Tomkiem i Agnieszką widać wiele czułości. Jednak w trzecim odcinku Tomek wyznał przy ukochanej, że podoba mu się Paulina, a przecież chwilę wcześniej kupował pierścionek zaręczynowy dla Agnieszki. Ten moment był bardzo zaskakujący i niezrozumiały dla mnie jako widza. Co się wtedy wydarzyło?

– Często dostaję pytanie, dlaczego osoby z Zespołem Downa tak łatwo się zakochują. Odpowiadam wtedy, że niektórzy z nich pod wpływem drobnego impulsu podążają za swoją emocjonalnością. Tomek tak zrobił i spontanicznie powiedział swojej ukochanej, że podoba mu się inna kobieta. Niestety w przypadku osób z Zespołem Downa bywa tak, że brakuje im pełnej świadomości, czym jest oddanie się drugiej osobie. Dlatego właśnie rodzice i opiekunowie mają wiele obaw, kiedy ich dzieci łączą się w pary. Ja to w pełni rozumiem. Rodzice martwią się i obawiają nie tylko ewentualnej ciąży, ale też zranienia.

Daria, uczestniczka trzeciej edycji jest osobą, która mieszka sama. Jak wielu osobom w jej sytuacji się to udaje?

– Daria ma wsparcie, do niej przychodzą od czasu do czasu osoby z rodziny, które jej pomagają. Szczerze mówiąc, taki rodzaj samodzielności nadal jest rzadki w Polsce. Dopiero teraz powstają u nas pierwsze Mieszkania Treningowe. To jest wspaniały pomysł, bo w takich miejscach osoby z niepełnosprawnością mogą ćwiczyć czynności życia codziennego – pranie, gotowanie, sprzątanie. Sama organizuję takie turnusy wyjazdowe i wtedy okazuje się, że dla moich podopiecznych umiejętność gotowania ogranicza się do zrobienia sobie kanapki albo odgrzania obiadu. Jednak część z nich jest w stanie nauczyć się takiej samodzielności, która pozwala, by mogli przez kilka dni mieszkać bez kontroli innych dorosłych.

W Polsce cały czas trudnym tematem jest też zatrudnianie osób niepełnosprawnych. Wielu przedsiębiorców nie zdaje sobie sprawy, że to może wiązać się dla nich z korzystnym dofinansowaniem, a osoby z Zespołem Downa mają potencjał, by pracować, bo świetnie uczą się czynności powtarzalnych, takich jak kelnerowanie. Mnie bardzo cieszy fakt, że kilku naszych bohaterów znalazło pracę po programie. Paulina („Szefowa”) pomaga w przedszkolu w sprzątaniu, podawaniu obiadów. Adam również w przedszkolu prowadzi zajęcia muzyczne i taneczne. Dominika jest zatrudniona na pełen etat w szkole, sama dojeżdża do szkoły autobusem, w której jest asystentką nauczycielki. Może to oni dają nam właśnie nadzieję, że mentalność Polaków wokół osób niepełnosprawnych zmienia się na lepsze?

Mnie wydaje się, że przez ostanie 50 lat zrobiliśmy gigantyczny postęp jako społeczeństwo w tej sprawie. Mam rację?

– W latach powojennych dziecko niepełnosprawne intelektualnie często było przez rodziców postrzegane jako powód do wstydu. Dlatego oddawano je do zamkniętych Ośrodków Szkolno-Wychowawczych, które funkcjonowały wtedy na dużą skalę. Związane to było z tym, że rodzice nie mieli dostępu do specjalistów i różnorodnych form wsparcia. Moi rodzice pracowali w PRL-u jako terapeuci w takim ośrodku położonym w środku lasu pod Łodzią. Teraz mamy mniej Ośrodków Szkolno-Wychowawczych i one znacznie lepiej funkcjonują. Powstało też wiele stowarzyszeń, fundacji, szkoły specjalne i integracyjne oraz poradnie terapeutyczne. Bardzo otworzyliśmy się na osoby z niepełnosprawnością, choć w porównaniu z Europą nadal jesteśmy w tyle.

Jak jest na świecie?

– W Polsce, gdy rodzice nie mogą opiekować się już swoimi dorosłymi niepełnosprawnymi dziećmi, to trafiają one najczęściej do Domów Opieki Społecznej, gdzie nie są uczone samodzielności. Tam nie ma na to środków i czasu. Zapewnia się im głównie wikt i opierunek. Natomiast świetnym rozwiązaniem na przykład w Skandynawii są Hostele. U nas dopiero powstają na ich wzór Mieszkania Wspomagane. Zagadnij, ile ich jest? Trzy, może cztery. W Sopocie powstał niedawno pierwszy duży ośrodek, w którym osoby niepełnosprawne mieszkają same, ale jednak w grupie i pod kontrolą terapeutów. W Norwegii w takich ośrodkach ci ludzie już dawno mają swoje pokoje z łazienkami, a czasem nawet kawalerki z aneksami kuchennymi. Do tego dochodzi przestrzeń wspólna, gdzie odbywają się zajęcia plastyczne, artystyczne i terapeutyczne.

W Polsce brakuje integracji włączającej, do czego teraz dąży Europa. Chciałabym, byśmy wszyscy żyli razem i potrafili się taką wspólnotą cieszyć. By niepełnosprawni byli aktywni zawodowo. Byśmy wzajemnie wspierali się, znajdowali czas i cierpliwość, a nie gonili tylko za własnym szczęściem i pieniędzmi. To byłby ideał.

Jestem ciekawa, czy ty czegoś nauczyłaś się od uczestników programu?

– Pracując z osobami niepełnosprawnymi od 12 lat, nauczyłam się odczuwać radość z małych rzeczy i być wdzięczną za to, co mam. Wielu moich podopiecznych pokazało mi, że trzeba iść do przodu, mimo swoich ograniczeń. Nawet jak świat się wali. Lubię podążać za ich wyluzowaniem i poczuciem humoru. Podczas zdjęć panuje bardzo radosna atmosfera.

W trzecim sezonie mieliśmy wiele trudnych sytuacji – już na początku w Turcji zabrano nam kamery, potem zachorował jeden z uczestników. Naszą tajną bronią był więc czasem śmiech, bo tym sposobem próbowaliśmy rozluźniać atmosferę. A na planie „Down the road” nauczyłam się, że jak jestem zmęczona, mam prawo usiąść i odpocząć. Była taka dwójka bohaterów – Grzegorz i Szymon, która dała mi wspaniałą lekcję większej uważności i dbania o siebie.


Zobacz także

Depilacja intymna - francuska, brazylijska, hollywoodzka

Depilacja intymna – francuska, brazylijska czy hollywoodzka? Sposoby na idealne bikini

9 rzeczy, które warto wiedzieć, by dobrze się czuć i wyglądać. Czyli tego nie wiedziałaś o kolagenie

9 rzeczy, które warto wiedzieć, by dobrze się czuć i wyglądać. Czyli tego nie wiedziałaś o kolagenie

Małe przestępstwa przeciwko skórze