Lifestyle

„Musiałam przerwać mu pracę, nago przynieść drinka”. Cztery tygodnie gry erotycznej

Seksualnie
Seksualnie
10 stycznia 2022
kochanek doskonały
fot. KovacsAlex/iStock
 

„Wysyłam wam grę erotyczną do przetestowania” – rzuciła koleżanka z redakcji. „Grę erotyczną?”-  jęknął M, mój mąż. Red flag! Co się z nami stało? A nasz seks w każdym miejscu? W kinie? Na stacji benzynowej, w przebieralni, u znajomych? Nasze eksperymenty, które osoby bardziej tradycyjne przyprawiłyby o zawrót głowy?

Pieśń przeszłości. Pomiędzy nami wtedy, a nami teraz, stoi dziecko w wieku szkolnym, popsuty piec, coraz wyższe ceny gazu i wszystkiego, do tego pies i kot, które kochają się nam ładować do łóżka.

„Co?! Nie będziesz grał?” – żachnęłam się! Byłam gotowa rozpętać wojnę domową z argumentami: „Bo ty kiedyś, a teraz, bo ty już mnie nie pragniesz!”. „Zagram, spoko”, nagle zmienił front. Może też wiedział, że różnie między nami bywa z tym seksem i potrzebujemy bodźca?

Kilka dni później kurier przyniósł dwa eleganckie, nieduże pudełka. Jeden z blogerów zareklamował to tak: niebudzące podejrzeń pudełeczko, można je zabrać ze sobą wszędzie. Wszędzie, czyli pewnie na wyjazd ze znajomymi, czy na gorący weekend we dwoje. Obstawiłabym to drugie, choć to nie jest gra, którą da się skończyć w jeden wieczór. Rozgrywka trwa od ośmiu do szesnastu tygodni.

Pudełeczka dostałam dwa. „The lovers. Romantic” i „The lovers. Hardcore”. Jak można się domyślać, pierwsza wersja jest łagodniejsza, idealnie nadaje się dla pary, która dopiero się poznaje, jak i dla tych, którzy trochę zapomnieli, co to ogień w związku.

Zadanie pierwsze

Przyznaję, zanim zaczęliśmy grać, przejrzałam karty– podobno lepiej tego nie robić, bo ważny jest element zaskoczenia. To, na co zwróciłam uwagę, to naprawdę fajna grafika, choć czarno–biała, odpowiednio podkręcająca. Kart pod żadnym pozorem nie można tasować, ponieważ ułożone są w ustalonym porządku. Zadanie główne to misja. Do tego karty akcji (coś, co partner w nagrodę ma zrobić dla ciebie) lub joker (wtedy możecie zamienić się rolami w wykonaniu akcji).

Na początku ustalamy odgórnie czas na wykonanie misji.

„Jeden dzień?” – zastanawiam się głośno. „Zwariowałaś? Chociaż trzy, cztery dni” – słyszę. Nie mam czasu się kłócić, zgadzam się. Cała rozgrywka to osiem tur. W miesiąc się wyrobimy, choć twórca gry daje nam znacznie więcej czasu – osiem, a nawet szesnaście tygodni. Tu nie chodzi o tempo, a o zabawę, zaskoczenie, przyjemność.

Każde z nas dostaje swoją talię, a potem bierze z niej po trzy karty. Żadne nie może powiedzieć drugiej osobie, co wylosowało.

Moja pierwsza karta misji? Przygotować posiłek nago albo w bieliźnie, potem uprawiać seks na blacie kuchennym „Phi. Co to za łatwizna! Przecież już to robiłam nie raz. To jakieś zadanie dla seksualnych przedszkolaków” – śmieję się w duchu. Hmm, kiedy robiłam to ostatnio? Łapię się na tym, że nie pamiętam! A nie, pamiętam! Lata temu. Owocem takiej akcji jest nasza córka. Nie wierzę, że nie robię już takich rzeczy. I że mój umysł płata mi takie figle. Jestem beznadziejną kochanką, a wydaje mi się, że świetną. Żenada! Natychmiast chcę to naprawić. Muszę tylko pozbyć się córki z domu. Na szczęście chętnie idzie na noc do koleżanki (zupełnie nie wiem, jak ta gra może wyjść ludziom, którzy mają małe dzieci… na zdalnym nauczaniu na przykład).

Pierwszego dnia nie mam nastroju na seks, zresztą mąż zamówił jedzenie, drugiego siedzę i piszę teksty i nie mam głowy do erotycznych zabaw. Nadchodzi trzeci dzień. Czas się zebrać i pojechać na zakupy. W wyszukiwarce wpisuję hasło: „najbardziej podniecające potrawy”. „Co robisz?” – zagląda mi przez ramię mój facet. „Szukam pomysłu na kolację” – udaję, że wcale nie chodzi o jakieś zadanie. „O nie, nie, dziś ja urządzam wieczór”. „Ale ja muszę”,  mruczę. „Ja też muszę”-  uśmiecha się przekornie.

Okazuje się, że to było jego zadanie – przygotować piknik (jeśli to zima może być w domu), który kończy się seksem. I co powiem? Było super, ale to on zdobył punkty, nie ja. Przy następnej turze postanawiam zadziałać od razu.

the lovers

ekskluzywna gra erotyczna dla dwojga

Zadanie drugie

– Trochę za bardzo zwyczajne są te zadania, nie uważasz? – stwierdza wieczorem mój mąż.
– Przeglądałeś karty!

Tak, przeglądał. Wspólnie uznajemy, że ta pierwsza wersja, romantic, jest najlepsza dla par, które się dopiero poznają lub przeżywają kryzys w związku. Masaż stóp, wspólne wyjście zakończone seksem, przetestowanie erotycznego gadżetu…. Takie działania na pewno zbliżą, my mamy ochotę się zabawić.

Znów losujemy karty. Moja misja? Masturbować się i wysłać mu nagranie. Uśmiecham się, bo wiem, że kiedyś bardzo lubił, jak wysyłałam mu takie zdjęcia. Prawda jest taka, że pandemia mocno ograniczyła naszą erotyczną korespondencję. Gdy próbuję w historii rozmów znaleźć coś pikantnego, mam ochotę palnąć sobie w łeb, oj słabiutko. Piszemy do siebie: kup to, tamto, o zobacz, jaka fajna fota, jaki fajny tekst, kiedy wracasz, śpij kochanie. Śpij kochanie????? Tak właśnie napisał do mnie mój demon seksu dwa miesiące temu, kiedy wyjechałam bez niego – co to za nuda jakaś!

Podekscytowana przystępuję do zadania – czas znów obudzić ogień. Postanawiam trochę podkręcić atmosferę i mimo dość mroźnej temperatury, onanizuję się w samochodzie w środku lasu. Tak, kilka razy przebiega mi przez myśl, że jestem idiotką, że to robię, ale potem poddaję się atmosferze. Na koniec klikam „wyślij”. Odpowiedź przychodzi po dosłownie sekundzie: „Ale to zajebiste! Chcę cię teraz!”.

To jest gorący wieczór, bo partner po moim filmie porwał mnie, zanim zdążyłam dobrze zamknąć drzwi od domu. Znów plus – córka była u koleżanki.

Wieczorem oglądamy serial i zasypiamy. Rano mam ważne spotkanie do którego muszę się przygotować. Budzi mnie M., gmera przy mojej cipce. To straszne, ale mam ochotę go odepchnąć. Nienawidzę, jak ktoś mnie budzi w środku nocy. Jeszcze seksem? O nie! Sen to rzecz święta. Nie obwiniam się, zawsze tak miałam, nawet w fazie miodowej naszego związku.
Po chwili jednak myślę sobie, że raz w życiu się temu poddam, szczególnie, że M. robi to sprawnie, doskonale zna drogę do mojego orgazmu. I mam orgazm. I to szybko. I czuję mega ulgę, że nie muszę mu się odwdzięczać tym samym. Przecież to tylko i aż gra!

Oboje zyskaliśmy punkty.

Co ważne – karty akcji nie są obowiązkowe. Ale co to za zabawa bez nich? Wykonujesz misję? Nagrodą jest karta akcji. Partner robi coś dla siebie.

Zadanie trzecie i tak dalej

Kolejna misja jednak trochę mnie przeraża. Na szczęście mogę po prostu odmówić jej wykonania. Przyznaję – czekanie nago w obroży, z kitą (wymiennie z czymś długim i miękkim ) w pupie to jednak nie coś, co mnie kręci. Dużo bardziej kręci mnie podanie partnerowi drinka w seksownej bieliźnie. I robię to już następnego dnia… w południe. Cóż, home office.  I bardzo mnie kręci, że kiedy przychodzę z jego ulubioną whisky z lodem (o czternastej!) właśnie rozmawia z pracownikiem i zaczyna się jąkać. Cieszę się, że po tylu latach związku, i jednak nieidealnej figurze, wciąż jestem w stanie doprowadzić go do takiego wrzenia. Uprawiamy seks, choć na górze córka ma zdalne lekcje. Tak, kiedyś non stop robiłam mu takie akcje (oczywiście bez córki!). Dlaczego, do cholery, przestałam?

Jego zadanie? Przywiązać mnie do krzesła tak, żebym nie mogła się ruszać, podniecać mnie, a potem mocno przelecieć. No cóż, takie gierki już uwielbiam.

Nie chcę wam po kolei opowiadać, co jest kolejną misją, a co akcją. Ale słowo, jeśli gdzieś zapominacie o codziennym seksualnym szaleństwie, teraz sobie je przypomnicie.  A jeśli w nowej relacji nie macie jeszcze na tyle odwagi – karty zrobią to za was. Seks oralny w przebieralni w sklepie, przebieranki, jakie on lubi i jakie ty lubisz, spełnianie swoich fantazji. Zapewniam, że gra podkręca, zbliża, czasem po prostu jest fajną i dobrą zabawą. No bo my jednak trochę padliśmy z tej kity w pupie. Ale może się nie znamy i daleko nam do Greya. Na szczęście ta gra jest dla wszystkich, a ci co pragną bardzo mocnych eksperymentów i nie mają żadnych zahamowań, dostaną trzeci poziom: Pervert.

Dobrej zabawy!

The lovers gra

 


Lifestyle

Seks podczas miesiączki może być bezpieczny i dać nieziemską przyjemność. Trzeba tylko wiedzieć, jak TO robić

Seksualnie
Seksualnie
20 stycznia 2022
Seks podczas okresu
Fot. iStock
 

Seks podczas okresu dla wielu osób jest propozycją trudną do zaakceptowania. W wielu przypadkach partnerzy mają na niego ochotę, ale w rozmowach pomijają ten temat jako tabu. Tymczasem seks podczas okresu może dać niezapomniane doznania, jeśli tylko ma się świadomość pewnych rzeczy. Jak uprawiać seks podczas miesiączki, by było przyjemnie i zdrowo?

Seks podczas okresu nie jest szczególnie często i głośno omawianym tematem. A szkoda, bo jeśli partnerzy mają ochotę, nic nie stoi na przeszkodzie, by czerpać z niego przyjemność. Miesiączka to bardzo specyficzny czas w życiu kobiety, ale jako że towarzyszy nam przez długie lata, warto ją obłaskawić i przestać traktować jako coś brudnego, wręcz odrzucającego i brudnego. Podczas trudnych dni zazwyczaj nic nie stoi na przeszkodzie, by uprawiać sport, spotykać się z przyjaciółmi, czy chodzić na zakupy. Wbrew pozorom, miesiączka, mimo swojej specyfiki, nie jest również przeciwwskazaniem do uprawiania seksu.

Seks podczas okresu

Fot. iStock

Seks podczas okresu ma swoje zalety

Przede wszystkim daje przyjemność. W zależności od nastawienia partnerów na seks podczas miesiączki współżycie w czasie tych dni może dawać równie wielką przyjemność, jak seks w trakcie dni płodnych. Wszystko zależy od kobiecej wrażliwości na hormonalne zmiany zachodzące w ciele podczas cyklu miesięcznego. Wiele kobiet odczuwa silne podniecenie właśnie podczas okresu i nic niezwykłego w tym, że mają one ochotę na masturbację czy współżycie w czasie tych dni. Jeśli partner również jest otwarty na to, orgazm będzie intensywny, a przyjemność będzie obopólna.

Poza tym trzeba wiedzieć, że seks podczas okresu nie tylko może rozładować napięcie i przynieść przyjemność w trakcie, ale przynieść ulgę po nim. Ponieważ orgazm wiąże się z wyrzutem hormonów szczęścia, działa on również łagodząco na ból brzucha czy pleców pojawiających się w trakcie miesiączki. Jest jeszcze jedna zaleta seksu podczas miesiączki — krew i komórki endometrium stanowią dodatkowe nawilżenie.

O czym trzeba pamiętać, by seks podczas miesiączki był bezpieczny?

O higienie, przede wszystkim. Największą nawet ochotę na seks może zabić brak odpowiedniej higieny i dotyczy to obojga partnerów. Ponadto higiena jest konieczna, aby ograniczyć ryzyko rozwoju infekcji intymnej lub chorób przenoszonych drogą płciową (zapalenie wątroby typu B, zapalenie wątroby typu C, wirus HIV), ponieważ podczas miesiączki szyjka macicy jest bardziej podatna na zakażenie. Dla bezpieczeństwa warto sięgnąć także po prezerwatywę, która stanowi mechaniczną blokadę dla wirusów.

Aby seks podczas okresu był źródłem przyjemności, a nie stresu, warto pomyśleć o zabezpieczeniu miejsca współżycia starym prześcieradłem czy też ręcznikami. Może nie brzmi to specjalnie romantycznie i zachęcająco, ale na pewno zdejmie z głowy problem ewentualnego zabrudzenia pościeli i konieczności dopierania z niej trudnych plam z krwi. Jest jeszcze jedna zaleta stosowania prezerwatyw — obniżenie ryzyka zajścia w ciążę. Wciąż jeszcze pokutuje błędne przekonanie, że podczas okresu nie można zajść w ciążę. Co prawda ryzyko jest niewielkie, ale istnieje. Nie każda kobieta ma regularny okres i może się zdarzyć, że właśnie w trakcie tych dni dojdzie do owulacji, a plemniki przeżywają nawet do 7 dni w drogach rodnych. Wystarczy stresujący czas w życiu, przemęczenie, rozregulowanie hormonalne, i wtedy rzeczywiście może dojść do ciąży.

Fot. iStock

Pozycje polecane podczas okresu

Nie każda pozycja seksualna da taki sam komfort współżycia w te dni. Najlepiej wybierać pozycje, które pozwolą skupić się na przyjemności, a nie na ewentualnym wycieku krwi menstruacyjnej. Wiele osób preferuje w czasie okresu seks na stojąco pod prysznicem, ze względu na wygodę, higienę i brak ewentualnego problemu z widokiem wyciekającej krwi. Inną polecaną pozycją jest tzw. seks na pagony, czyli pozycja huzarska. Gdy partner klęczy przed kobietą, która opiera nogi na ramionach partnera. W tej pozycji biodra i pupa kobiety są na tyle wysoko, że nie grozi wielki bałagan po tym, a i wrażenia będą wyjątkowo intensywne. Poza tym nie ma przeciwwskazań, by próbować także innych pozycji, które będą odpowiadały oczekiwaniom partnerów.

Kiedy lepiej odpuścić seks podczas okresu?

Mimo swoich zalet seks podczas okresu nie jest dla wszystkich. Przede wszystkim, gdy kobieta cierpi na obfite miesiączki, może ze względów higienicznych oraz dla własnego komfortu nie chcieć uprawiać seksu w trudne dni. I to jest ok. Trzeba pamiętać, że okres okresowi bywa nierówny i u jednej kobiety krwawienie będzie niewielkie, a radość z seksu ogromna, a u drugiej obfite krwawienie będzie powodowało niechęć do współżycia. Bywa też, że kobiety podczas miesiączki czują się opuchnięte, nieatrakcyjne, i ostatnie, o czym myślą, to żeby je partner oglądał nago, a już na pewno nie o tym, by uprawiać seks. Często też sami panowie wolą dać spokój partnerce podczas krwawienia, bo już sama myśl o zbliżeniu w tym czasie budzi opór. Nie ma więc sensu robić czegoś na siłę.

Przeciwwskazaniem innej natury może być tendencja kobiety do łapania infekcji intymnych, oraz wrażliwość na otarcia. Trzeba pamiętać, że podczas miesiączki szyjka macicy i pochwa stają się bardziej podatne na infekcje, które mogą powodować drobnoustroje obecne na penisie partnera. Również otarcia stanowią pewne ryzyko do rozwinięcia się zakażenia.

Co zamiast seksu w trudne dni?

Jeśli klasyczne współżycie jest dla pary nie do przyjęcia podczas okresu, to w razie ochoty na przyjemność można ją osiągnąć na inne sposoby. Sprawdzą się tu alternatywne sposoby na orgazm, takie jak seks oralny, seks analny, pieszczoty stref erogennych, które także mogą dać ogromną przyjemność. W razie obawy, że podczas stymulacji łechtaczki kobieta będzie krwawić, zawsze można po skorzystaniu z prysznica założyć na ten czas tampon. Są nawet specjalne tampony umożliwiające współżycie.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl 

Lifestyle

Znudzenie seksem w małżeństwie? Oboje to czuliśmy. Podpisaliśmy umowę: zero zbliżeń przez pół roku

Seksualnie
Seksualnie
9 listopada 2021
Fot. iStock/kieferpix

Uczyłam syna matematyki, z córką bawiłam się w dinozaury, sprzątałam, oglądałam z mężem film, a potem szłam do łazienki masturbować się pod prysznicem. Przez długie miesiące wstydziłam się przyznać, ze wolę to, niż seks z mężem. Potem on przyznał, że czuł to samo, zmęczyła go walka o to, bym znów zaczęła go pragnąć. Poza tym, nie ukrywajmy, zaniedbałam się. Depilowałam się najwyżej raz w tygodniu (dobra, rzadziej), chodziłam w rozciągniętych sukienkach, a moje włosy zapomniały co to jest grzebień. A gdy chciałam sobie przypomnieć, kiedy się ostatnio umalowałam– nie pamiętałam.

Nie spodziewałam się tego, że może mi się kiedyś przestać chcieć seksu. Nie potrafiłam też zrozumieć facetów, którzy zaczynają unikać bliskości z żoną. Jak to? Przecież to taka moc, mieć miłość, rodzinę i seks. Mieć wszystko z jednym facetem, to mnie kręciło dużo bardziej niż jakiś Tinder, nieznajome ciała, nowe fascynacje.

Zauważyłam, że kobiety o małżeńskim seksie mówią na dwa skrajne sposoby. Pierwsze opowiadają, jak im jest cudownie, uprawiają seks codziennie, jest raj. Drugie mówią o tym, że seks jest przereklamowany (akurat!), kochają się raz w tygodniu albo raz na miesiąc. Niektóre przestały to robić w ogóle. My długo plasowaliśmy się gdzieś po środku. Ot, zwyczajna wieloletnia para, która uprawia seks dwa, trzy razy w tygodniu. Raz jest genialnie, raz po prostu miło. Statystyki wzrastały nam na wyjazdach, ale to klasyka.

A potem zaczął się COVID, lockdown i zaczęliśmy dusić się razem w domu– wszyscy! Dwa nieduże pokoje, dwoje dzieci. Rozkrzyczana, rozkoszna sześciolatka i podirytowany czternastolatek, którego po prostu rozsadzała energia, bo dom nie jest jego naturalnym miejscem życia.

Nasz dzień? Przysięgam, dzień Świstaka wersja XXI wiek

Obudzona w środku nocy, mogłabym krok po kroku opisać to, co będę robić. Pobudka, kawa, przeglądanie fejsa, śniadanie dla dzieci, zmuszenie Młodej, żeby siadła do zdalnych.

Potem ja, która zajmowałam miejscówkę na kanapie (z laptopem). I on, mężczyzna mojego życia, przy stole. Czujecie? Klepiemy w klawiaturę, czasem gadamy, słyszymy każdą swoją rozmowę. Jak jedno ma spotkanie online, drugie musi iść do łazienki z słuchawkami. Jesteśmy na siebie skazani.
Potem na zmianę ogarniamy sześciolatkę, wychodzimy na spacer z psem (zawsze tą samą trasą!!)wieczorem gramy w rodzinne gry, czasem coś oglądamy.
Seks? To była ostatnia rzecz, o której myśleliśmy.

Owszem, czasem się kochaliśmy. Jak się okazało potem, każde z nas robiło to dla tej drugiej osoby. Pewnie, po było super, obiecywaliśmy sobie, że musimy częściej, ale kończyło się tak samo. Za tydzień znów pospieszny seks. Bardziej dla tej drugiej osoby niż dla siebie. Czasem sobie wypominaliśmy: Ej, za mało mamy seksu – mówił on. Ej, za mało mamy tego seksu– odpowiadałam.

I nagle zdałam sobie sprawę, że ja tego seksu nie chcę, wolę sama zrobić sobie dobrze

Któregoś dnia pogadaliśmy. I to był nasz sukces. Nie zamiataliśmy tego pod dywan, nie udawaliśmy, ze jest okej, pary tak żyją, to życie nas zmienia.
Rozmowa raczej nie była miła.

„W ogóle mnie nie dotykasz w ciągu dnia”, „Nauczyłeś się, jak robić mi dobrze i ciągle idziesz tym samym szlakiem, jestem znudzona”. „Jestem zmęczony, ciągle pracujesz, nie pamiętam, kiedy powiedziałaś mi coś fajnego”. „W łóżku jest nudno”.

Nudno. Właśnie. Byliśmy na siebie źli. Jednocześnie otwarcie mówiliśmy, że wciąż się kochamy. Chcieliśmy, żeby wrócił nam niezły seks.

Myśl pierwsza – ktoś trzeci

To ja wyszłam z tym pomysłem, wydawało mi się, że jak zaprosimy do łóżka inną kobietę to ożywi nasz związek. Ale potem zaczęliśmy rozkminić. Znałam parę, która tak zrobiła– mąż potem odszedł z tą nową. Można się śmiać, ale jaka jest gwarancja, że to jeszcze bardziej nie popsuje relacji. Słaba. Seks na raz? Ale z kim. W czasie pandemii? Gdzie skoro zamknięte są hotele. Odrzuciliśmy ten pomysł.

Myśl druga – wyjazdy regularne

Nie wchodziło w grę, bo covid. Seks w samochodzie? Jakoś się nam się nie uśmiechało. Nie potrafiliśmy niczego wymyślić. W końcu wpadłam pomysł, że najlepszym pomysłem jest umówienie się, że nie możemy tego seksu uprawiać. Pół roku postu. „Ale tak zupełnie?” jęknął mój mąż. Przypomniała mi się rada pewnej seksuolożki. Jeśli pary mają problemy seksualne, czasem dobrze jest odstawić seks. Przestać robić sobie presję.

Ale brak seksu oznacza brak seksu, ale nie bliskości fizycznej. Fizyczna bliskość jest bardzo ważna. Przytulanie, czułe dotykanie, rozmowa. Wbrew pozorom to jest też gra wstępna, nie tylko całowanie i erotyczne zabawy. Grą wstępną jest budowanie atmosfery dużo wcześniej zanim dojdzie do seksu.

Pierwszy tydzień

Nie dotykaliśmy się wcale. Byliśmy na siebie wściekli i tak naprawdę chyba zirytowani naszym głupim postanowieniem. Mąż parę razy próbowałam przytulać mnie w nocy, ale czułam irytację.

Drugi tydzień

Zaczęliśmy rozmawiać, to on zainicjował tę rozmowę. Zaczęliśmy też spędzać ze sobą czas. Nie na oglądaniu filmów, na dzielenie się sobą. Miałam ochotę się do niego przytulić, robiłam to. Trochę chyba kręciło nas, że nie możemy, bo nagle przyznaliśmy się, że mamy ogromną ochotę na seks. Powstrzymaliśmy się, ja też nie poszłam szukać ulgi sama– chciałam zobaczyć, co się będzie z nami działo dalej.

Trzeci tydzień

Dotyk, pojawił się między nami prawdziwy dotyk. Do tej pory każde dotknięcie mnie przez męża kończyło się wkładanem ręki w moje majtki. Nie znosiłam tego. Tak jakby nie potrafił być ze mną blisko bez seksu. Zresztą przyznał to. W jego domu nikt nikogo nie przytulał. Dotyk kojarzył mu nie z seksem. Uczyliśmy się, on się uczył, że bliskość nie musi oznaczać seksu.

Czwarty tydzień

Zasypialiśmy się i budziliśmy przytuleni. Otwarcie gadaliśmy o tym, że człowiek jest jednak dziwną istotą– pragniemy często tego, czego nie możemy mieć.

Piąty tydzień

Już raczej wiedzieliśmy, że tego nie przetrwamy. Wysyłaliśmy do siebie erotyczne wiadomości (nie pamiętam, kiedy robiliśmy to wcześniej, ale dawno), po raz pierwszy od wielu miesięcy mieliśmy ochotę na wspólną kąpiel. I zrobiliśmy to.

Szósty tydzień

Uzmysłowiliśmy się, że zapomnieliśmy co to jest prawdziwa gra wstępna, kuszenie. Kiedyś mój partner uwielbiał, jak dla niego tańczyłam, czy robiłam mu masaż. Dlaczego przestałam? Dlaczego on przestał? Na te pytania nie ma oczywiście łatwych odpowiedzi poza banalnym: bo się nie staraliśmy, nie chciało się nam.

Siódmy tydzień

Tak, zerwaliśmy te cholerną umowę. I mieliśmy świetny seks. Taki, jak kiedyś. Nie będę mówić, że wszystko zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo nie. Ale zmieniło się wiele. Nie używamy swoich ciał do odpuszczenia napięcia z pracy, czy z życia. Zaspokojenia się. Znów jesteśmy blisko. I pamiętamy o sobie.