Lifestyle

Tylko miłość jest prawdziwa, lęki to wytwór naszej wyobraźni. 4 kroki do ich pokonania

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
5 sierpnia 2016
Fot. iStock/BraunS
 

Zaczynamy się bać potworów pod łóżkiem, potem pierwszych kartkówek i sprawdzianów, a później jest jakby z górki – wprost do ogromnego basenu wypełnionego lękami. Najprościej byłoby się im poddać, bo tak podpowiada nam wszystko do koła. Prawda jest jednak zupełnie inna – tylko miłość jest prawdziwa, lęki to wytwór naszej wyobraźni. Niestety często o tym zapominamy. Wystarczy jeden nieoczekiwany rachunek czy nieudana randka, a my wpadamy w panikę, zamiast zaufać sobie i po prostu wyciągnąć lekcję z tego, co się wydarzyło. Lęki to poważny problem, który może prowadzić do zaburzeń psychicznych, dlatego trzeba z nimi walczyć!

1. Zauważ lęk 

Najgorszą możliwością jest bagatelizowanie lęków. Tylko stając z nimi twarzą w twarz możemy je pokonać. Moja przyjaciółka od gimnazjum panicznie bała się lekcji chemii. Wszystko dzięki nauczycielce, która w każdej klasie wybierała sobie jednego kozła ofiarnego. Nikt nie zwracał na to uwagi, nawet ona złe samopoczucie przed lekcjami zwalała na złą pogodę, jedzenie i setki innych czynników. Dopiero kiedy zdała sobie sprawę, że przyczyną jest lęki zaczęła z nim walczyć. Świadomość jest kluczem do wielu problemów. Skup się na sobie, swoim ciele. Kiedy lęk zaczyna nim rządzić, zastanów się, co takiego dokładnie się dzieje, co czujesz? Jak radzi sobie z tym twój organizm? Gdy raz całą uwagę poświęcisz na zrozumienie tego, co się z tobą dzieje, uświadomisz sobie, że lęk jest tylko zewnętrznym bodźcem do przezwyciężenia.

2. Lęk w miłość

Każde uczucia czy lęki próbują w jakiś sposób ochronić cię przed złym. To taki nasz psychiczny system immunologiczny, którego bardzo często nie doceniamy, a tylko współpracując z nim możemy odnosić ogromne sukcesy. Boimy się ciemności, bo nie wiemy, co może nas w niej spotkać. Wstydzimy się odsłonić więcej ciała, bo nie chcemy stanąć w ogniu krytyki. To samo dotyczy publicznych wystąpień, randek czy spotkania oko w oko z groźnym tygrysem, który tak naprawdę może się okazać łagodnym jak baranek kotem.  Kiedy oswoisz się z myślą, że lęk wcale nie chce zrobić ci krzywdy, ale wręcz przeciwnie, próbuje ochronić przed krzywdą, łatwiej będzie go zastąpić pozytywnymi uczuciami i radością, że potrafisz zadbać o siebie.

3. Zmiana historii 

Tak na dobrą sprawę masz dwa wyjścia – możesz się poddać historii, która trochę mija się z prawdą albo sprawić, że lęk będzie twoim sprzymierzeńcem. Wszystko co musisz zrobić to wsłuchać się w to, co czujesz kiedy lęk zaczyna mieć nad tobą kontrolę. Chodzi o to, że zapomnisz czegoś w czasie tej ważnej prezentacji? Czy może o sam fakt, że ludzie będą cię oceniać? A może nie chcesz napisać posta na Facebooku, bo boisz się, że któryś z twoich znajomych poczuje się obrażony? A teraz na spokojnie pomyśl, ile z tego wszystkiego jest prawdą. Bardzo często zdarza się, że lęk jest fikcją, która nie ma na nas żadnego dobrego wpływu. To tak jak z dziećmi, które oglądając setki bajek, boją się, że nagle jakiś zły bohater wyskoczy z szafy. Jaka jest możliwość, że tak się stanie? Pora na zmianę historii, która bazuje na lęku. Zastąp lęk pozytywną energią, która pomoże ci przetrwać kolejne dni.

4. Mantra 

Kiedy już poradzisz sobie z pierwszymi trzema krokami, pora na czwarty – najważniejszy. Lęk nie istnieje, tylko miłość jest prawdziwa. Oto twoja nowa mantra. Powtarzaj to każdego dnia, o każdej porze. Nawet jeżeli będziesz czuła spokój, umacniaj swoje przekonanie. Kiedy dojdziesz do momentu, w którym początki lęku będziesz automatycznie zastępować mantrą i spokojem, wszechświat stanie przed tobą otworem, a marzenia same będą się spełniać.


Lifestyle

Koenzym Q10. Prawdziwy eliksir młodości?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 sierpnia 2016
Fot. iStock / Voyagerix
 

Jeśli dbasz o swoją cerę i nie masz najmniejszej ochoty poddawać się upływowi czasu, z ciekawością czytasz informacje o nowinkach ze świata kosmetycznego. Poszukiwanie nowatorskich rozwiązań, propozycje nowych substancji w kosmetykach,mające dać kobiecie to, czego ona oczekuje, pewnie nie raz okazują się niewypałem. 

I tak cudowne składniki rodem z laboratorium NASA lub te pozyskiwane z najdziwniejszych części ciał zwierząt mogą potężnie rozczarować. Coraz częściej wraca więc temat substancji znanych od dawna, ale wziętych pod lupę naukowców raz jeszcze.

Koenzym Q10 powstaje w naszym ciele

Ubichinon, czyli rzeczony koenzym Q10, to substancja naturalnie wytwarzana przez ludzki organizm, obecna we wszystkich jego komórkach. Z tego powodu ma ona ogromny wpływ na poprawne funkcjonowanie ciała. Poprzez udział w procesie wytwarzania energii w komórkach, utrzymuje w formie serce oraz organy wymagające energii do podjęcia stałej pracy, zapewnia ochronę przed destrukcyjnym wpływem wolnych rodników, przeciwdziała odkładaniu się złogów cholesterolu w tętnicach oraz poprawia dotlenienie komórek. Organizm samodzielnie wytwarza koenzym Q10, jednak z wiekiem jego produkcja sukcesywnie spada. Najwyższe stężenie w organizmie człowieka występuje między 19 a 21 rokiem życia. Po 35 r.ż. spadek się pogłębia, by koło czterdziestki osiągnąć ok. 80% swojego pierwotnego stanu. Proces przebiega szybciej szczególnie u osób nadmiernie eksploatujących organizmy jak sportowcy, osoby pracujące fizycznie i żyjące w zanieczyszczonym środowisku.

Koenzym ma znaczenie dla zachowania młodości

Co ważne dla wyglądu skóry, koenzym Q10 przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu, ponieważ:

  • wpływa na wzrost aktywności witaminy E, czyli istotnego przeciwstarzeniowego związku.
  • pobudza produkcję i regenerację komórek, spowalniając procesy ich starzenia się i obumierania.
  • wraz z witaminą E, zapobiega wytwarzaniu kolagenozy, czyli enzymu odpowiedzialnego za niepożądany proces rozkładu kolagenu w skórze.
  • wpływa na przyspieszenie gojenia się ran, chroni skórę przed niedotlenieniem.
  • zapobiega powstawaniu zmarszczek, przywraca cerze gładkość i jędrność.
  • przyśpiesza odbudowę naskórka poprzez stymulowanie procesu podziału komórek skóry oraz powstrzymuje utratę kwasu hialuronowego odpowiadającego za nawodnienie cery.

Koenzym Q10 można dostarczyć z zewnątrz

Można osiągnąć to na dwa sposoby — poprzez dietę oraz stosowanie specyfików na skórę, zawierających ten składnik.

Uzupełniając niedobory Q10 na talerzu, pamiętaj, że jest on wrażliwy na wysokie temperatury i jego zawartość spada podczas gotowania czy pieczenia. Im mniej przetworzona żywność, tym lepiej. Warto spożywać tłuste ryby morskie, takie jak makrela, łosoś, sardynki, śledzie, a także podroby – nerki, wątróbka. Dużo jest jego także w chrząstkach, można więc gotować zupy na kościach i przygotowywać domową galaretkę z nóżek. Należy także wprowadzić więcej olejów roślinnych (np. rzepakowy), otrąb, ziaren zbóż, brokułów i szpinaku. Do przyswojenia koenzymu niezbędny jest tłuszcz, a witaminy z grupy B (szczególnie kwas foliowy i wit. B12) są konieczne do wytwarzania tego związku przez organizm. Ze względu na swoje właściwości, stał się on również składnikiem różnych suplementów, które jednak nie przynoszą oczekiwanych korzyści. Zdecydowanie taniej i lepiej jest komponować zdrową dietę niż kupować nowe specyfiki.

Kosmetyki zawierające koenzym Q10, dostępne są w każdej drogerii. Mają one na celu od zewnątrz wygładzić zmarszczki, uelastycznić, nawilżyć i ujędrnić skórę oraz rozjaśnić przebarwienia. Zawarty w ich koenzym najczęściej pochodzi z roślin, np. z liści tytoniu lub alg. Badania w różny sposób odnoszą się do skuteczności kosmetyków z koenzymem Q 10. W 1999 roku niemieccy naukowcy wykazali, że długotrwałe korzystanie z preparatów z Q10 spłyca zmarszczki mimiczne. Następnie udowodniono jego działanie zapobiegające procesom fotostarzenia skóry, wynikającego ze szkodliwego działania promieniowania słonecznego UVA i UVB.

Przeprowadzono również eksperyment przez fundację Warentest. U 270 kobiet przez cztery tygodnie rano i wieczorem stosowano dwa rodzaje kremów: jeden był jedynie nawilżający, a drugi przeciwzmarszczkowy (poza koenzymem Q10, przebadano także inne przeciwstarzeniowe substancje) Smarowano nimi jednocześnie po jednej połowie twarzy, o czym uczestniczki testów nie wiedziały. Efekt po miesiącu? Obie połowy twarzy wyglądały tak samo.

Czy warto sięgać po kosmetyki z koenzymem Q10?

Najlepiej zweryfikować ich skuteczność podczas długotrwałej kuracji. Jeśli kosmetyki specjalnie nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą, ponieważ Q10 jest bardzo łagodny dla cery, polecany nawet alergikom. Natomiast warto zwracać uwagę na to, co ląduje na talerzu, jako zdecydowanie skuteczny sposób na uzupełnienie naturalnie pojawiających się z wiekiem braków Q10. Koenzym ma tak wielkie znaczenie dla urody i zdrowia, że warto pamiętać o nim codziennie.


 

źródło: www.poradnikzdrowie.pl kobieta.wp.pl


Lifestyle

Samotność w związku. Czy można ją przezwyciężyć?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
5 sierpnia 2016
Fot. iStock/Peter Zelei

Dlaczego w związku bywamy samotni? Jakie są tego przyczyny i czy można zaradzić samotności we dwoje? Czy rutyna rzeczywiście zwycięży w związku, w którym już i tak każde żyje bardziej osobno? Na te i inne pytania odpowiada Paweł Jezierski – psycholog, psychoterapeuta.

Marta Jacukiewicz:  Każdy z nas od czasu do czasu potrzebuje pobyć sam ze sobą, mimo, że jesteśmy w związku. Czy jest w tym coś złego?

Paweł Jezierski: Wręcz przeciwnie. Jeśli nie mamy własnej przestrzeni, to zlewamy się z drugą osobą. Niby nic złego, ale jednak wtedy rezygnujemy z jakiejś części siebie. A to prowadzi do frustracji, żalu, złości. Ponieważ jednak wydaje nam się, że tego właśnie chcieliśmy, to nie mamy do kogo tych uczuć zaadresować. Konsekwencje mogą być różne. Depresja, ucieczka w używki, objawy somatyczne. Ci, którzy potrzebują przylgnąć do drugiej osoby, nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę, nie dostrzegają jej. Niech Pani spróbuje być tak blisko kogoś, że prawie stykacie się Państwo nosami. Czy widzi Pani wtedy tą drugą osobę? Ja bym się zastanawiał czemu to ma służyć? Dlaczego, kiedy druga osoba wyjeżdża służbowo albo na weekend, robić coś na co ja nie mam ochoty, to czuję lęk, niepokój, złość?

Chodzi też o to, aby nie uciekać przed sobą, ale nie być podporządkowany drugiej osobie?

Podporządkowanie prowadzi do frustracji i złości. Wiele osób zgłasza się na terapię zdziwionych, że druga strona odeszła, a „przecież spijaliśmy sobie z dzióbków”. Ktoś odszedł, bo nie mógł czegoś dostać w obecnej relacji. Uczepieni tej drugiej strony, to nie dostrzegamy jej potrzeb. Należy też pamiętać, że związek tworzą dwie osoby. Jedna może dążyć do dominacji, przyciągnięcia partnera, ale ta druga strona współuczestniczy w tym, nie potrafiąc się przeciwstawić, zawalczyć o swoje. Nie są to wybory całkowicie świadome i łatwo jest znaleźć „wymówkę”. Nie chcę jej ranić, wolę mieć spokój, właściwie to wolę iść z nią do kina na ten głupi film niż jechać 50km na grilla do kolegów. Podporządkowanie i uległość z góry zakładają niesymetryczną relację. A związek wymaga raczej równości, partnerstwa. Wtedy obie strony mogą jednocześnie się realizować i czerpać z relacji z drugą osobą.

Wśród znajomych uchodzimy za idealny związek. Wracamy do mieszkania, ale nie dogadujemy się już tak dobrze jak kiedyś. Wiele rozmów kończy się kłotnią. Czujemy się nierozumiani…

Wtedy powstaje pytanie, co z tym robimy? Najczęściej osoby, które zgłaszają się do mnie na terapię po rozpadzie związku, mówią o oddalaniu się od siebie. „Czułam się nie rozumiana, nie było o czym rozmawiać, to zapisałam się na jogę. On wtedy poszedł na kurs fotografii. Ja zaczęłam jeździć na rowerze a on zapisał się na taniec. Wracaliśmy po godzinie 22 zmęczeni i szliśmy spać. W weekend też nie było okazji do rozmowy”. Raczej należy powiedzieć, że trudno nam było ją podjąć, bo czas zawsze można znaleźć. A to, że znajomi nas postrzegają jako idealny związek? Wytłumaczenia mogą być różne. Przykładowo wynieśliśmy z domu „a co ludzie powiedzą” więc dbamy o wizerunek zewnętrzny lub nie chcemy być źle postrzegani, bo „to fajne” jak inni nam zazdroszczą. To nic, że nie ma czego. Przez chwilę możemy poczuć się jak w bajce, że mamy księcia/księżniczkę za partnera, skoro  tak nas widzą i tak mówią.

Może fakt, że nie widzimy już zaangażowania, miłości u drugiej osoby – to kwestia naszego wychowania, doświadczenia, niskiego poczucia własnej wartości?

Po to między innymi jest terapia, by zrozumieć, co jest przyczyną naszej „ślepoty”. Zdarza się, że nie chcemy widzieć braku zaangażowania, bo czujemy, że to będzie zbyt bolesne i dlatego trzymamy się iluzji, że nasz związek kwitnie. Tymczasem on jest już w fazie rozkładu. Możemy też bać się, że już nikogo innego znajdziemy i zostaniemy sami dlatego kurczowo trzymamy się partnera. Niestety, fałszując rzeczywistość, zaczynamy działać kiedy zazwyczaj jest już za późno. Ona odeszła, bo związek się skończył. A my tkwimy w wielkim bólu i zdziwieniu, bo przecież było tak cudownie.

Jakie są przyczyny samotności w związku?

Tyle ile osób czuje się samotnych w związku, tyle może być przyczyn. Frustracja, że ja tyle robię, poświęcam się a nie dostaję nic w zamian. Ciągle się nie domyślił, czego od niego oczekuję. Może unikamy zaangażowania w relację, bo mamy złe doświadczenia z bliskimi osobami i nieświadomie boimy się ponownego zranienia. W takim związku czegoś brakuje, niby jesteśmy razem ale jednak to nie to. Więc szukamy dalej. I historia się powtarza. Bo problem nie leży w innych tylko w nas.

Mogę się też czuć samotny, bo partner się realizuje, a ja tego nie potrafię. Zamiast też coś zrobić dla siebie, walczę z nim, oskarżam go. Albo nieskie poczucie własnej wartości sprawia, że czuję się niedoceniana. I cotygodniowe kwiaty, kolacje, wypady weekendowe to ciągle za mało. Często takiej postawie towarzyszą myśli „na pewno mnie nie kocha” i „dociskanie” by to sprawdzić. Co prowadzi do rozstania i wtedy odczuwamy gorzki triumf: miałam rację. Wiedziałam, że tak będzie. Nie widzimy swojego udziału w tej sytuacji. Pracowałem z pacjentką, która po trzech latach związku uważała, że partner „wciąż oszukuje w uczuciach”. A z jej relacji wynikało, że on się bardzo starał, zależało mu. Tylko pacjentka nie była w stanie tego przyjąć i zaakceptować. Przez co czuła się samotna i nieszczęśliwa.

Jak można być samotnym we dwoje?

Jeśli nie widzimy drugiej osoby z jej potrzebami, wadami, miłością i całym bagażem, to czujemy się samotni. Jesteśmy w tej relacji tylko fizycznie. Jeśli wybieram kogoś, bo chcę z nim być, to go dostrzegam. Szanuję jego potrzeby, reaguję jak coś się dzieje. Gdy wiążemy się, bo nie możemy żyć bez drugiej osoby, to łączymy się samolubnie. Realizujemy tylko swoje potrzeby. Druga osoba jest traktowana przedmiotowo, służy realizacji naszego celu. Jak czerpać z takiej relacji, skoro istniejemy w niej tylko my?

Poczucie samotności może być też początkiem pytania, czy dalej chcę trwać w tym związku?

Tak. Stawianie pytań powoduje, że zaczynamy dostrzegać sytuację w jakiej się znaleźliśmy. A stąd następnym krokiem może być podjęcie działania by coś zmienić. Przyczyn samotności może być wiele, dlatego tak ważnym jest odkryć dlaczego  my się tak czujemy. Dlaczego to dzieje się w naszym związku? Może ja mam obecnie trudny okres, obciążenia w pracy, nadmiar obowiązków i nie potrafię czerpać z partnera? A może on rzeczywiście się oddalił? Już nie jest jak dawniej. Tylko czy to oznaka, że już mnie nie kocha? Czy może on przechodzi przez coś trudnego?

Co w przypadku, kiedy w tej samotności nie widzimy nic złego, a w związku jesteśmy już tylko z przyzwyczajenia?

To rzadko spotykana sytuacja. Raczej bym pomyślał, że tłumaczymy wówczas, racjonalizujemy sobie naszą samotność. Po co? Żeby się chronić. Nie podejmować odpowiedzialności za to co dalej zrobić ze swoim życiem. Mam obiad i wyprane koszule, to po co to zmieniać? A że nie czuję nic do partnerki? Trudno, znosiłem gorsze rzeczy. Tylko, że kiedy zaczyna nam czegoś brakować, a nie wiemy czego, to zaczynamy szukać. Alkohol? Koleżanka z pracy? Może czas na dzieci? Zazwyczaj nie trafiamy i nie znajdujemy ukojenia. Należy też pamiętać, że jest druga strona, którą ranimy. Być może ona się angażuje w ten związek. A my tkwiąc w nim, oszukujemy ją. Może teraz ten związek trwa, ale wcześniej czy później ktoś nie wytrzyma i zdecyduje się coś zmienić lub odejść.

„Myślałem, że najgorsze w życiu to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze to być z ludźmi,  którzy sprawiają, że czujesz się samotny” mówił Robin Williams Trudno się nie zgodzić…

Nie wiem, co aktor miał na myśli. Nie wiem też, co jest gorsze. Ja rozumiem te słowa tak, że jeśli nie potrafimy korzystać z dobrych relacji, a widzimy jak inni są szczęśliwi obcując ze sobą, to jest to dla nas trudne i smutne. Oni mają coś czego ja pragnę, a czego nie potrafię sobie stworzyć, wziąć. Patrzenie na dobre relacje międzyludzkie może zwiększać u osoby samotnej poczucie izolacji, pogłębiać poczucie wyobcowania.

Jak radzić sobie z samotnością w związku? 

Słuchać i rozmawiać. Jeśli widzę drugą osobę, to nie jestem samotny. Jeśli jestem w związku, a czuję się samotny, to powinienem postarać się zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Rozmowa z partnerem to już jest sposób, by dostrzec, że nie jestem sam. To duża wartość mieć wsparcie w trudnych momentach. Słuchając partnera również czuję, że w czymś uczestniczę, jestem w relacji, czuję się potrzebny. Jeśli to jest trudne, a wierzę, że takie może być,  zawsze można zgłosić się po pomoc do specjalisty.


 

IMG_8601Marta Jacukiewicz – dziennikarka i managerka. Studiowała w Toruniu, gdzie ukończyła dziennikarstwo i politologię, współpracowała z licznymi mediami. Od 2015 roku jest zastępcą redaktora naczelnego portalu mojafigura.com. Czas wolny najchętniej spędza w górach i na siłowni. A jej życiowe motto brzmi: Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali! (Św. Jan Paweł II)

 

 

 

 


Zobacz także

Co widzisz pierwsze na tym obrazku?

Kilka prostych sztuczek z uważności, które pozwolą ci zapanować nad lękiem

„Ciebie można tylko zostawić, nic dziwnego, że tata cię zdradza”. Kiedy dziecko jest katem