Lifestyle

„Spaliłam sukienkę ślubną, obrączkę wywaliłam do rzeki. Niech los nas chroni przed beznadziejnym życiem!”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 grudnia 2021
Fot. istock/Mixmike
 

– Bardzo mi przykro, że się rozwiodłaś – mruknęła moja toksyczna matka.
– A mnie przeciwnie, w ogóle nie jest mi przykro– zaśmiałam się.
Zaśmiał się też mój brat, dwa lata po rozwodzie.
– Zmarnowaliście sobie życie i jeszcze was to bawi.

Tak, dość nas to bawiło. Ta nasza matka kursująca całe życie z punktu A do punktu B z przystankiem w punkcie C. Kuchnia, duży pokój, kuchnia, duży pokój. Przerwa na ogarnięcie łazienki. Przy jękach ojca, że herbata za słodka, obiad za mało słony i czas na wiadomości. Nie. Nikt o zdrowych zmysłach takiego życia nie chce.

A byłam blisko, byłam blisko zwariowania u boku faceta…

…który uważał, że wszystko mu się należy. Skąd ja go wytrzasnęłam? Zupełnie jakbym wymyśliła go na obraz i podobieństwo własnego ojca, którego nawet dobrze nie znam. Tak, nie wiem, co jest jego pasją poza piwem. I bardzo przykro mi to pisać, bo wiem, że na swój sposób mnie kocha. Mówi do mnie „córcia” i nigdy na mnie nie krzyczał.
Ale to jednak za mało, żeby został ojcem roku. A nawet ojcem po prostu.

Matka za to wiecznie wkurzona, wylewająca na mnie żółć własnego życia. Nie tylko na mnie, na mojego brata też, choć dla niego łaskawsze, bo to nie jego goniła od najmłodszych lat ze szmatą, brudnymi naczyniami, nie jemu kazała sprzątać w każdą sobotę.

I w tym punkcie mama zamiast mnie przytulić i powiedzieć, że dam radę, przecież jestem silna mówi mi, że nie dbałam dostatecznie o małżeństwo.
I nie wybaczyłam mężowi.
Nie wiem, co miałabym mu wybaczyć najpierw. Pomyślmy.

To, że gdy byłam na początku w ciąży zagrożonej, zostawił mnie i pojechał z kumplami na dwa tygodnie na wakacje?
Czy może to, że mówił mi w ciąży, że się spasłam (przytyłam 10 kg).
A może to, że ani razu nie wstał do dziecka?
To, że nie potrafił mi dać wsparcia przy kolejnych poronieniach?
Czy może to, że gdy w końcu urodziłam młodszego syna, trafiliśmy do szpitala, a on nie mógł mi nawet przywieźć karimaty? Bo jemu się nie chce ruszyć i przecież mogę się przespać jedną noc na gołej podłodze.
Naprawdę mam mu więcej do wybaczenia niż tylko to, że notorycznie się obijał i uważał że moim obowiązkiem jest wszystko, a jego obowiązek nazywa się nic.

Na szczęście mam brata, wspaniałego faceta…

Jemu z kolei nie wyszło z żoną. Okej, mój brat ma wady, ale był wierny partnerce. Gdy więc znalazł jej korespondencję z innym, zostawił ją.

Jemu jakoś mama nie mówiła, że ma walczyć o żonę.
Ja słyszałam o walce wciąż. Jakby można było walczyć o nic.

Ale było mi zbyt głupio, by odejść. Nie chciałam marnować życia dzieciom.
Mąż brudną robotę odwalił za mnie.
Nie jest to zbyt miłe w dniu Wigilii dowiedzieć się, że on pisze sobie z inną.
Ale dużo mniej miłe jest usłyszeć od własnej matki: udawaj, że tego nie widzisz.
Udawaj, że tego nie widzisz. Czyli co? Zawiązać sobie oczy, patrzeć w stronę choinki?
Co to znaczy nie widzieć, że mąż odfruwa w Boże Narodzenie i większość tego czasu spędza w łazience, choć dzieci co chwila wołają: „Tato, tato, chodź tato”.

Po jego wyprowadzce (dobrze, wywaliłam go, ale to było moje mieszkanie) wspierały mnie przyjaciółki i brat. To oni powtarzali: „Super się stało, teraz czas żyć”. Tak długo powtarzali mi te słowa, że w końcu zapadły mi w pamięć.
Bo prawda jest taka, że kochałam drania. Może nie jak na początku, ale coś się tliło w mym sercu.

Najpierw spaliłam ślubną sukienkę…

Zrobiliśmy to w ogródku koleżanki. I choć odtańczyłam pożegnalny taniec wciąż mi było mało.
Oddałam do stopienia obrączkę i pierścionek zaręczynowy.
Potem uznałam, że już czas, żeby eks zabrał rzeczy.
Ale on nie odbierał i nie odpisywał na wiadomości. Wrzucałam więc wszystko do kartonów, jak leci. Niczego sobie nie zostawiłam– nawet czajnika, kubków i laptopa, którego od niego dostałam.
Ale wiecie, on i tak miał pretensje, że zostawiłam sobie telewizor.

Wyniosłam więc biedny telewizor (był drogi, wiem!)…

…na śmietnik. Tak, podłe, okrutne, widziałam, jak zabiera go sąsiadka spod ósemki. Miałam chociaż poczucie, że zrobiłam dobry uczynek, bo sąsiadka spod ósemki nie ma za dużo pieniędzy.
Eks uznał po tym, że jestem wariatką i należy mnie leczyć.
Bo ten telewizor i mu kubków i szkła nie zapakowałam w papier. Pewnie, przecież powinnam siedzieć i zawijać w sreberka.
Siedzieć i zawijać.

Ale tak. Należy nas leczyć. Tych, którzy w końcu mówią:
Basta, dość braku szacunku.
Dość kłamstw
Egoizmu, narcyzmu, wiecznego „ja”.
Dość życia pod czyjeś dyktando.
Dość bycia miłym dla ludzi, którzy na to nie zasługują. Po prostu dość.
Dlaczego innych to tak dziwi, gdy ofiara w końcu się buntuje.

Ostatnio eks mojego brata napisała do niego: „Żałuję, chciałabym się spotkać”.
Odpisał wprost: „A ja nie”.
Chwilę później zalała go falą inwektyw. Ominę przekleństwa. Usłyszał, że jest egoistą, oszukał ją, bo udawał, że jest dobry.
Nie no pewnie, niech inni ludzie nas ranią, a my bądźmy aniołami. I czekajmy na ich powroty.

Albo udawajmy jak ta moja mama, co z punktu A do B.
Albo mój tata, który już chyba przestał wierzyć, że może czekać go coś dobrego poza kanapą.

Czy jest coś złego w tym, że my z bratem nie chcemy tak żyć?

Wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska

PS. Dziękuję M. za tę historię


Lifestyle

Doda, Tyszkiewicz, Trojanowska, Fijał… gwiazdy wspominają najlepsze wigilijne prezenty swojego dzieciństwa

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 grudnia 2021
 

Gwiazdy na święta wspominają najpiękniejsze prezenty, które dostały w dzieciństwie. Królują oczywiście lalki w zależności od epoki. Raz są słodkimi bobaskami, raz mają nogi do nieba jak Barbie. Która z polskich gwiazd dostała najdroższy prezent? A kto bał się rózgi? Przeczytajcie koniecznie.

Lalka z kryształowym sercem

Doda Rabczewska, wokalistka, pamięta prezent, w którym się absolutnie zakochała i ma go do dzisiaj. Jest to taka duża lalka, która na mostku ma przycisk w kształcie kryształowego serca. Kompletny odlot! Jak się go przyciskało, lalce zaczynały się świecić pierścionek. Pamiętam, że długo o tym prezencie marzyłam, ale ponieważ nie pochodziłam z zamożnej rodziny, wydawało mi się, że nigdy jej nie dostanę. Szybko też zaczęłam robić prezenty samodzielnie. Długo oszczędzałam swoje kieszonkowe, by potem w perfumerii wybierać dla rodziców zapachy. Zawsze marzyłam, by zarabiać tyle pieniędzy, by móc rodzicom podziękować za ogrom miłości, którą mnie obdarowali” – wspomina Dorota Rabczewska.

Samochód i kokarda

Beata Tyszkiewicz, aktorka twierdzi, że najpiękniejszym prezentem i jednocześnie najdroższym, który dostała od rodziny, był samochód przewiązany kokardą. „Był już zarejestrowany, nic przy nim nie musiałam robić. Idealny prezent”, śmieje się gwiazda w „Pytaniu na śniadanie”. Zdradziła też, że jej córka, której ojcem chrzestnym jest Daniel Olbrychski, dostała kiedyś od niego swojego pierwszego konia. Karolina Wajda „wyrosła” na świetną amazonkę.

Kapelusz dla dziewczynki

Ada Fijał, aktorka już w dzieciństwie kochała modę, jak wszystkie kobiety w jej rodzinie. Jako mała dziewczynka napisałam list do Św. Mikołaja, w którym poprosiła o piękny, duży kapelusz. „Moja babcia bardzo ceniła przedwojenną elegancję i klasę. Opowiadała mi dużo ciekawych historii o modzie, pokazując stare filmy. Mówiła też o tym, że każda prawdziwa dama powinna mieć kapelusz. Byłam przeszczęśliwa i pamiętam, że jak go już dostałam, to długo się z nim nie rozstawiałam, a nawet raz w nim spałam”-  opowiadała Ada we „Fleszu”.

Ada Fijał

Bobaski, Barbie i jeden Ken

Maja Sablewska, prezenterka,  wspomina w „Party”, że jako mała dziewczynka pilnowała młodszą siostrę Natalię, żeby nie zbijała bombek na choince i nie zjadała pierniczków, które upiekła babcia. „Miałam wtedy absolutnego fioła na punkcie opieki nad dziećmi. Już w wieku 10 lat opiekowałam się wszystkimi berbeciami z naszego podwórka. Dlatego też uwielbiałam pod choinką znajdować prezenty w formie lalek bobasów, którym zamykały się powieki i które można było karmić za pomocą butelki. Pamiętam też, że któregoś roku zamarzyłam o Barbie, ale ku mojemu zdziwieniu pod choinką leżał zapakowany Ken. Muszę przyznać, że byłam zawiedziona. Dziś przypuszczam, że ten zakup musiał poczynić mój tata w sieci sklepów Baltona. Pewnie w 1885 roku szybko zniknęły z półek Barbie i zostali tylko jej męscy odpowiednicy,” opowiada.

Gipsowa lala

Izabela Trojanowska, aktorka i wokalistka, opowiada, że kiedy była małą dziewczynką, dostała lalkę, której dała jej na imię Ewa. Lalka byłą wyjątkowa – miała mrugające oczy i była wykonana z gipsu. „To było wielkie wydarzenie, bo przyjechała do mnie z Niemiec. Wszystkie koleżanki na podwórku zazdrościły mi jej. Nie rozstawałam się z Ewą, wszędzie ją ze sobą targałam”, opowiada w „Pytaniu na śniadanie”. Czy Ewa miała domek? „Pamiętam, że tata sam mi kiedyś zrobił domek dla lalek, był niebieski i drewniany, a mama uszyła do niego firanki. Wszystko, co zrobi się własnoręcznie, ma specjalną wartość”, wyznała aktorka.

Zapach pomarańczy

Odeta Moro, dziennikarka, nie pamięta specjalnych prezentów pod choinką. „Jestem typowym dzieckiem PRL-u, dla którego zapach pomarańczy był już czymś nadzwyczajnym. Mogę powiedzieć, że im więcej pomarańczy dostałam na święta, tym byłam szczęśliwsza. Na Wigilię moja rodzina dostawała paczki z NRD, w których znajdowały się marcepanowe batony i rodzynki. Ponieważ wtedy słodycze były na kartki, każde coś słodkiego wydawało się dzieciom na wagę złota. Jednak mi ten marcepan wyjątkowo nie przypadł do gustu. Podobnie rodzynki, które do dziś nazywam „żabinki”, bo wydawało mi się, że mają wyjątkowo dziwną konsystencję”, opowiada w Party.

Odeta Moro

Kredki kontra rózga

Marta Wierzbicka,  aktorka, bała się, że pod choinkę dostanie rózgę. „Nie wiem dlaczego. Przecież byłam grzecznym dzieckiem. Choć muszę przyznać, że byłam też okrutnym niejadkiem, który żywił się podczas Wigilii głównie pierogami i ciastami. Być może dlatego lepienie pierogów stało się naszą domową tradycją”, opowiada. A jakie prezenty najbardziej zostały jej w pamięci? „Może zabrzmi to paradoksalnie, ale o klasycznych lalkach szybko zapominałam. Najlepsze prezenty kupował mi chyba tata, a były to farby, suche pastele, albo książeczki z instrukcjami, jak rysować różne zwierzęta. Takie drobiazgi, kształtowały moją wyobraźnię i zostawały ze mną na dłużej”, wspomina Marta.

Zobacz także: Najpiękniejsze świąteczne chwile to te spędzone z najbliższymi. Prezenty dla całej rodziny


Lifestyle

Komu dała z liścia? Czy kłóci się z teściową? Skąd u niej taki temperament? 12 tajemnic Basi Kurdej-Szatan

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
13 grudnia 2021

 Jak to się stało… że dziewczyna z niewielkiego miasta, bez znajomości w świecie show-biznesu stała się jedną z największych gwiazd w Polsce? Dlaczego od niemal dekady jej popularność nie słabnie, mimo że wróżono jej tak zwane 5 minut? Co sprawiło, że „blondynka z reklamy” gra w teatrze, filmach i serialach, śpiewa, prowadzi programy telewizyjne i ma miliony obserwatorów w mediach społecznościowych, a przy tym jest szczęśliwą żoną i mamą? O tym wszystkim w nowej książce, szczerej do bólu, Basia opowiada swojej przyjaciółce – Magdzie Bober. Dziewczyny znają się od ponad 20 lat. Razem śpiewały w zespole Soul City, a mimo to, Magda przyznaje, że i ją Basia zaskoczyła …

Książka „Jak to się stało? I ile było w tym przypadku” jest już w sprzedaży!

1. Mama Basi była najpiękniejszą dziewczyną  w Opolu

Rodzice Basi poznali się w 1970 roku w Klubie Młodzieżowym „Sfinks”, kiedy mieli zaledwie po 16 lat. Mama Basi chodziła wtedy do trzeciej klasy Liceum Ogólnokształcącego nr III w Opolu. Tata był w drugiej klasie Technikum Elektrycznego. Barbara opowiada: „Tato twierdzi, że to mama go poderwała, bo od razu wpadł jej w oko; szczupły w biodrach, szeroki w barkach. (…) Była piękna i wysoka, wyższa od niego. Wcześniej nie pomyślałby, że taka dziewczyna mogłaby się nim zainteresować”, opowiada Basia.  Kiedy się rozstali, jej mama przez całe studia miała w sumie jedenastu chłopaków. Tata też nie tracił czasu i spotykał się z pięknymi dziewczynami. „Pewnego dnia, po pięciu latach od zerwania, tato był na imprezie u sąsiada, wypił trochę i zadzwonił do mamy z życzeniami, bo akurat wypadał Dzień Kobiet. Umówili się na randkę i tak zaczęła się druga część ich wspólnego życia”, wspomina Basia.

2. Jej rodzice mieli długi

Basia pochodzi z niezamożnej rodziny. „Nie wiodło się nam wtedy najlepiej. Tato miał długi. Jako elektryk nie był w stanie nas utrzymać, dlatego starał się dorabiać. Jeździł do Tunezji, Turcji, przywoził stamtąd zegarki i różne inne rzeczy na handel. A nam welurowe dresy. Zakładał też nowe firmy, które nie przynosiły jednak większych dochodów”, opowiada. Natomiast na pytanie, czy odczuwała brak pieniędzy w domu, odpowiedziała: „Nigdy nam niczego nie brakowało. Dzieci chyba po prostu nie uświadamiają sobie takich przyziemnych problemów. Mogło brakować pieniędzy, ale nie brakowało przygód. Rodzice starali się urozmaicać nam dzieciństwo na wszystkie sposoby.”

3. Dała koledze w twarz z liścia

„Szanowałam innych, miałam swoje zdanie, ale zawsze dało się ze mną dogadać. Byłam bezproblemowa, może poza jedną sytuacją, kiedy przyłożyłam w twarz z liścia koledze, bo powiedział do mnie coś niemiłego. Podeszłam do niego z poważną miną, on na mnie popatrzył zaskoczony, uderzyłam go i poszłam. To był syn dyrektorki szkoły muzycznej. Poza tym jednym występkiem starałam się godzić ze sobą cały świat” – przyznaje aktorka.

 

4. Była najgorszą uczennicą w klasie

Rodzice nie stresowali się jej ocenami w szkole. W pierwszej klasie podstawówki wychowawczyni powiedziała rodzicom Basi, że nie nadaje się jeszcze do szkoły. Aktorka opowiada: „Przychodziłam ze swoimi lalkami, rozkładałam je na ławce i nie zwracałam na nikogo uwagi. Robiłam, co chciałam. Jak miałam ochotę wyjść na korytarz albo do toalety, to bez pytania wychodziłam. Nie miałam dobrych ocen, ale radziłam sobie po swojemu. Rodzice nigdy nie robili z tego problemu.

Nie uczyłam się dobrze do piątej klasy podstawówki. Przyłożyłam się do nauki dopiero po tym, jak się okazało, że ja i moja przyjaciółka jesteśmy najgorsze w klasie.

Byłyśmy czwórkowe, ale w porównaniu z innymi wypadałyśmy słabo. (…) Czerwony pasek miałam raz w życiu, w ósmej klasie, tylko dlatego, że wybłagałam panią z polskiego, żeby zamiast czwórki plus dała mi piątkę”.

5. Mało brakowało, a zostałaby informatyczką

Dopiero pod koniec liceum zdecydowała, na jakie studia chce iść. Długo rozważała kierunek matematyczno-informatyczny. Jednak ważną część jej życia stanowiło śpiewanie i szkoła muzyczna. „Poświęcałam muzyce dużo czasu, ale traktowałam ją jako dodatek, dzięki któremu miałam znajomych i się rozwijałam. Nigdy nie myślałam, że śpiewanie to mógłby być mój zawód. O aktorstwie wiedziałam początkowo niewiele. W trzeciej klasie liceum przez jeden semestr chodziłam na zajęcia teatralne w szkole. (…) Pamiętam, że wystawialiśmy „Śluby panieńskie”. Przed samymi egzaminami do szkoły teatralnej poszłam na jedno spotkanie przygotowawcze z Andrzejem Czernikiem, aktorem z Opola. Przyszłam z fragmentem prozy, on dał mi parę uwag. I tyle”, wspomina Barbara, która finalnie ukończyła krakowską szkołę teatralną.

Zobacz także: Robert Motyka z Paranienormalnych: modlę się, by przyśniła mi się mama i doceniam każdą chwilę z tatą

6. Na studiach nieźle imprezowała

Od zawsze lubiła imprezować i to z rozmachem. „Do dzisiaj mam tak, że nie zastanawiam się za dużo, nie analizuję, czy powinnam tańczyć do rana albo wypić kolejnego drinka, tylko bawię się w najlepsze, nie martwiąc się na zapas. I tak było z eksperymentowaniem, próbowaniem zakazanego owocu, przekraczaniem granic, kiedy byłam nastolatką. Dzisiaj myślę, że czasami przesadzałam „, opowiada. Gwiazda w swojej książce wspomniała także o tym, że ma bardzo mocną głowę, ale nie ma skłonności do uzależnień. Od czasu do czasu zdarza jej się zapalić papierosa.

7. Mama zaprowadziła ją do ginekologa, a jej siostrze zorganizowała „pierwszy raz”

Mama Basi była liberalna, otwarta, a starsza siostra Basi – Kasia nie miała problemu, żeby szczerze z mamą rozmawiać o sprawach intymnych. „Po dwóch latach mojego związku z Łukaszem powiedziała: Córeczko, jakbyście chcieli zacząć, to pójdziemy do ginekologa. Miała po prostu zdrowe i rozsądne podejście do sprawy! Czułam jej wsparcie, bo była tolerancyjna i rozmawiała z nami o seksie. Wiedziałam, że mogę na nią liczyć. Bardzo ufałam też Łukaszowi, dzięki czemu, kiedy przyszedł ten dzień, czuliśmy się ze sobą bezpiecznie, byliśmy podekscytowani i przejęci. Uciekliśmy z lekcji i stało się, ale nie zwierzałam się z tego mamie”, opowiada Basia.

8. Na casting do słynnej reklamy zabrała wszystkich znajomków

Podczas studiów lubiła imprezować. Mogła na dobę spać tylko godzinę i nie było po niej znać zmęczenia. Była też bardzo koleżeńska. Casting na dziewczynę do reklamy Play, który ostatecznie wygrała i który zapewnił jej popularność, odbył się między próbami do programów live „X Factor”. Zabrała więc tam ze sobą cały zespół Soul City. Chciała, żeby inni też spróbowali swoich sił. Na tym castingu była z nimi też malutka Hania. Basia miała do zagrania scenkę, w której ekscytuję się kimś, kto wchodzi do salonu sprzedaży, bo rozpoznała gwiazdę i trochę przesadnie okazuje emocje. Basia weszła na plan i nie zagrała scenki a vista. Zaczęła dopytywać reżysera castingu o intencje, kontekst i sposób, w jaki powinno to być zagrane. A potem genialnie weszła w rolę. Wygrała!

9. Tylko raz pokłóciła się z teściową

Barbara ma bardzo dobry kontakt z teściami, a to wcale nie takie oczywiste. „Szczerze się uwielbiamy. Spędzamy ze sobą święta, wyjeżdżamy na wspólne wycieczki. Mam super relację z teściową. Miałyśmy tylko jedną kłótnię, w której wszystko sobie wyrzuciłyśmy, a potem nigdy więcej się to nie powtórzyło, bo chyba każda z nas wyciągnęła wnioski. Zawsze pojawiają się jakieś nieporozumienia, ale potrafimy je sobie spokojnie wyjaśniać”, opowiada.

10. Ona lubi swoje nogi

Basia bez ogródek mówi, że często czytam, że ma nogi jak u słonia. „Mam świadomość tego, jak wyglądają. Może właśnie dlatego nie ruszają mnie tak te nieprzychylne opinie. Lubię siebie, akceptuję swoje ciało. Rodzice często mi mówili, że jestem piękna, i ich słowa mają moc.

Powtarzam też Hani, że jest moją ślicznotką. Bardzo ważne jest, żeby nie mnożyć pretensji do siebie. Polubić się.

Trudno jest mi się zmobilizować do ćwiczeń, jeżeli nie mam nad sobą bata, bo jestem mało systematyczna. Podczas pandemii udawało mi się robić więcej, mogłam ćwiczyć w ciąży, wykupiłam sobie nawet aplikację z ćwiczeniami. Potrafię się wkręcić w gimnastykę, ale najtrudniej jest zacząć”, mówi.

11. Niestety nadal ma aktywną boreliozę

Po długiej kuracji antybiotykowej powtórzyła badania i wyszły identyczne, jak przed leczeniem. „Wyglądało na to, że nic się nie zmieniło. Opowiada: Byłam sfrustrowana, że zafundowałam organizmowi taki szok z zerowym rezultatem. Po antybiotykach leczyłam się ziołami, później bioprądami. Przeszłam na dietę i od tamtego czasu w sumie cały czas czuję się dobrze, ale zastanawiam się czasem, czy borelioza kiedyś nie wróci. (…)

Z drugiej strony, może dzięki temu, że non stop byłam na wysokich obrotach, organizm mobilizował się i jakoś sobie radził z chorobą.

(…) A testy potwierdzają, że nadal mam to paskudztwo aktywne. Teraz czuję się dobrze, dbam o siebie, dobrze się odżywiam, jem witaminy, trenuję i mam generalnie pozytywne podejście do życia, a jak wiemy – układ nerwowy ma ogromny wpływ na samopoczucie”.

 

12. Nie zamartwia się długo

Przyjaciółka Basi twierdzi, że widzi u niej wielki spokój w codziennych sytuacjach. Kiedy po długim czasie lockdownu, w końcu wznowiono spektakle, jechały razem do Krakowa. Magdalena Bober miała jej pomóc ci w opiece nad Heniem. Wsiadły do samochodu i Magda przypomniałam sobie czasy, kiedy jej córka Emilka miała kilka miesięcy. Rzuciła lekko zestresowana: A co, jeśli Henio będzie płakać całą drogę? Basia powiedziała: „Nigdy nie martwię się na zapas. Staram się tak wszystko organizować, żeby było dobrze. Nie jestem przecież w stanie przewidzieć, co się wydarzy i kiedy. Reaguję na bieżąco i chyba po prostu uczę się na błędach. Natomiast nie lubię czarnowidztwa, pesymizmu i podcinania skrzydeł. Uciekam od takiej energii albo próbuję kogoś przekonać do innego spojrzenia na świat”, twierdzi Barbara.

Na pytanie, czy nie ma żadnych obaw, lęków, odpowiada: „Zawodowo, nie bardzo. Wiem, że zawsze jakaś praca się znajdzie. Nawet jeżeli nasza sytuacja się zmieni, nie będę siedzieć z założonymi rękami, tylko jak zwykle będę działać.

Czasem nachodzą mnie myśli, że coś może się stać moim bliskim, Rafałowi, Hani, Heniowi. (…) Zwykle, kiedy mam za dużo czasu na myślenie, przychodzi do mnie taki strach. Albo kiedy jest tak dobrze, jak teraz, to mam wrażenie, że zaraz stanie się coś złego. Wtedy wiem, że powinnam natychmiast zająć czymś głowę.”

Przyjaciółka aktorki – Magdalena Bober (napisała książkę)  jest podobna do Basi.  Czasem były brane za siostry.

 

Zobacz także: Kamil Maćkowiak: Nie wstydzę się powiedzieć, że pokonałem uzależnienie i depresję

 


Zobacz także

Szpinak i truskawki oraz inne produkty, które powinieneś spożywać razem. Dla zdrowia!

Zatrzymaj witaminy, czyli zalety blendowania w próżni

Jedz czekoladę i pij wino. Kilka prostych, choć nieoczywistych sekretów, które sprawią, że będziesz żyć dłużej