Psychologia Związek

Zdradzał mnie, ale wmawiał, że to moja chorobliwa zazdrość projektuje problemy i rzuca fałszywe oskarżenia. Gaslighting – byłam jego ofiarą

Z życia kobiety
Z życia kobiety
6 lipca 2018
Fot. iStock / Trevor Hunt
 

„Tylko tak ci się wydaje”, „To nieprawda”, „Jesteś histeryczką”, „Wyolbrzymiasz, nie masz racji”, „Nie znam nikogo, kto by na twoim miejscu tak pomyślał” – to najczęściej słyszałam od mojego męża. Byłam głupia, roztrzęsiona emocjonalnie, zniewolona hormonami. Przez lata naszego związku wmówił mi, że wszystko, co czuję i co myślę, jest błędne, że postrzegana przeze mnie rzeczywistość, wcale nie wygląda tak, jak mi się wydaje.

Kiedy byłam roztrzęsiona, on ze stoickim spokojem tłumaczył, żebym się uspokoiła, nie robiła afery. Przecież to niemożliwe, żeby on się całował z jakąś kobietą, której nie znał. To moje urojenia. A moje przyjaciółki, które widywały go przypadkiem na ulicy z koleżanką z pracy, chciały doprowadzić do rozpadu naszego małżeństwa. Potrafił tak zamotać mi w głowie, że naprawdę chwilami nie wiedziałam, co jest prawdą. Ta manipulacja była tak silna, że gdyby chciał mi wmówić, że moje oczy są zielone, to po jakimś czasie zaczęłabym się zastanawiać, że może faktycznie ma rację, że wcale nie są niebieskie, a ja mam jakiś problem z rozróżnianiem kolorów. Wszystko w białych rękawiczkach. Bez przemocy, bez agresji takiej wprost. To ja szalałam, krzyczałam, płakałam, a on pokazywał mi swoją wyższość panując nad emocjami.

Dlaczego o tym piszę? Bo kiedy trafiłam na terapię z depresją, załamaniem nerwowym, okazało się, że wiele jest kobiet do mnie podobnych, które żyją w bliźniaczych związkach, z partnerami, którzy ich kosztem podnoszą swoją wartość, budują pewność, są zaburzeni psychicznie, choć to tobie próbują wmówić, że jesteś wariatką. A ty naprawdę zaczynasz w to wierzyć… Poznałam historię dziewczyny, której mąż przestawiał auto na parkingu, a ona panikowała będąc przekonaną, że coś złego się z nią dzieje, skoro nie pamięta, gdzie zostawiła auto. Później mówił, że to był żart. Inna opowiadała, że mąż zdradzał ją z przyjaciółką i nawet, gdy nakryła ich we własnej sypialni, potrafił jej powiedzieć, że się pomyliła, że tak histerycznie boi się bliskości, więc swoimi oskarżeniami próbuje zniszczyć relacje z dwoma najbliższymi jej osobami. Jest dużo kobiet, które powiększają sobie usta, piersi, zaczynają ubierać się tak, jak jemu się podoba, choć jest to dla nich nienaturalne. Wszystko dlatego, że on wmawia im, że tak są piękniejsze, bardziej atrakcyjne dla niego, że tylko, gdy tak będą wyglądać – on nadal będzie je kochać.

One, podobnie jak ja, zatracają swoją tożsamość, zaczynają w siebie wątpić. Urodziłam bliźniaki, dość szybko po ślubie zaszłam w ciążę. Mąż był jedynakiem, kochanym, przekonanym o swojej wyjątkowości – jak się okazało. Zaczął urządzać mi piekło, gdy chciałam wrócić do pracy. Odkładał ten moment, mówiąc, że jeszcze pół roku w domu mi nie zaszkodzi, a potem kolejne pół. Zaczął czepiać się tego, jaką jestem matką. Pytał, czy wiem, czym karmię dzieci, czy kupuję im bezpieczne zabawki, czy spędzam z nimi czas tak, by wzmacniać ich rozwój. To było jak rollercoaster, bo żadna mama nie ma pewności, czy wszystko dla swojego dziecka robi dobrze. Targało mną ogromne poczucie winy wobec dzieci, jak w takim stanie miałam wrócić do pracy? Byłam wykończona, zmęczona, rozdrażniona. Dwa lata z dwójką dzieci w domu potrafią dać w kość tak, że wyczerpana fizycznie i psychicznie dawałam przewagę mojemu mężowi. Najpierw byłam złą matką, później słyszałam: „Kto cię zatrudni, naprawdę wierzysz w swoje kwalifikacje?”. To nie było napastliwe, to jak stwierdzanie faktów. Jak ktoś mówi ci patrząc prosto w oczy: „jesteś debilką” tonem nie wnoszącym sprzeciwu. Skołował mnie. Nic już nie wiedziałam, a później było coraz gorzej. Gdy chciałam odejść – a chciałam nie raz, zmieniał się w anioła. To było kilka tygodni, a nawet miesięcy spokoju, uwielbienia, powtarzania mi, jak jestem cudowna, by za chwilę znowu zrzucić mnie na samo dno własnych wątpliwości.

Miał potrzebę panowania nade mną – tak powiedziała terapeutka, i to mu się świetnie udało. Brałam tabletki na sen, byłam u psychiatry po antydepresanty, ale dopiero trafiając na terapię zrozumiałam mechanizmy zachowań mojego męża, zobaczyłam siebie jako ofiarę jego manipulacji, spekulacji. Matko, a przez chwilę to ja byłam pewna, że jestem wariatką.

Dzisiaj piszę o tym, by ostrzec inne kobiety, które u boku swoich zdawałoby się doskonałych mężów, wątpią w to, co czują i co myślą, bo on próbuje wam to wmówić. Zastrasza, przekręca fakty, przegaduje problemy tak dobierając argumenty, że w końcu sama nie wiesz, o co właściwie ci chodzi? Uciekaj. Ratuj się. Nawet, jeśli on powie, że jesteś wariatką, bo chcesz iść do psychoterapeuty, zrób to dla siebie, dla swoich dzieci, nie pozwól się zniszczyć.

Mój mąż notorycznie mnie zdradzał, pewnie jeszcze przed ślubem. Wszystkie moje podejrzenia, zmieniał w chore insynuacje. Wmówił mi, że jestem chorobliwie zazdrosna, że to moja zazdrość i potrzeba kontroli niszczy nasz związek, że nie potrafię nikomu zaufać, bo mój ojciec odszedł, gdy byłam dzieckiem i zerwał kontakt ze mną i moją matką. To nie były zwykłe kłamstwa, krycie się przed oszustwem. Był w tym wyrachowany, potrafił użyć takich argumentów, że wątpiłam w zdolność własnej percepcji. Czytałam książki o tym, jak uwolnić się od potrzeby kontroli, jak zapanować nad zazdrością, część z nich on sam mi podrzucał. To ja miałam problem! Kiedy widziałam, że trzyma rękę na udzie koleżanki z pracy na imprezie służbowej – szczerze – nie byłam pewna, czy to moja projekcja, czy dzieje się naprawdę.

Ktoś taki jak mój mąż, z zaburzeniami psychicznymi, zapanuje nad twoim umysłem, zmysłami i emocjami do tego stopnia, że niczego nie jesteś pewna, dopóki on tego nie potwierdzi. A jak wiadomo, nigdy nie przyzna się do błędu, oszustwa, kłamstwa. Zrobi wszystko, by się wybielić, zrobi z ciebie paranoiczkę. I będzie chciał cię zmienić. Kto wie, może nawet zaproponuje trójkąt? Albo związek otwarty? Podsunie link do tekstu o swingersach? I ty uwierzysz, że to uratuje ciebie w tym związku, że zrobisz w końcu coś dla niego, udowodnisz swoją miłość i to, że nie jesteś wariatką, która trzyma go na smyczy i mu nie ufa?

Nie idź tą drogą. Ja tam byłam. Były inne kobiety mające mężów hazardzistów, alkoholików, narcyzów. Były w tym piekle, w którym godziły się na takie rzeczy, które do dziś wywołują w ich oczach łzy. Jeśli intuicja, choć zagłuszona, a jednak krzyczy: „uciekaj” – posłuchaj jej uważnie, zrób pierwszy krok. Być może nie poradzisz sobie sama, być może nie masz już wokół bliskich osób, bo on je wyeliminował, ale jesteś ty. Ważna. Zdrowa psychicznie, choć w to wątpiąca. Pomóż sobie. Pamiętaj – on nie ma racji. Wszystkie argumenty są po twojej stronie, choć dziś trudno ci w to uwierzyć. Skoro mi się udało, ty też dasz radę.


Psychologia Związek

Kochany, proszę – bądźmy niedoskonali i kochajmy jak szaleni

Z życia kobiety
Z życia kobiety
21 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy
 

Widzę siebie – pochyloną nad zlewem, szorującą zawzięcie garnek po przypalonym mleku. Patrzę i zastanawiam się, gdzie jest ta dziewczyna, która przecież znam. Gdzie uśmiech, beztroska, skąd na twarzy tyle zawziętości i smutku.

I widzę ciebie, jak przechodzisz obok. Bierzesz kubek z szafki, nalewasz sobie coś do picia. Odchodzisz, jakbym była niewidzialna, nawet nie musnąłeś ręką moich pleców, nie pochyliłeś się nad moim karkiem. Ja nawet na ciebie nie spojrzałam.

Co się stało? Gdzie jesteśmy? Gdzie się zgubiliśmy? Gdzie ten blask, ta energia, która zawsze nam towarzyszyła? Kiedy odeszła?

Kochany, złap mnie za rękę i ucieknijmy. Chodź. Śmiejmy się. Zostawmy wszystkie nasze zmartwienia i pójdźmy przed siebie. Życie jest zbyt krótkie, żeby przegapiać chwile szczęścia. Nie chcę okłamywać mojego serca i udawać, że dzisiaj jest w porządku, że dobrze jest tak, jak jest. Nie chcę tracić kolejnej minuty na wyjałowionym z emocji związku. Chcę czuć, że jestem twoja, że jesteśmy razem, że się kochamy.

Dlaczego tracimy czas na bezsensowne dyskusje, na przekrzykiwanie się, jakby ten, kto głośniej mówi, miał mieć więcej racji? Dlaczego ze sobą rywalizujemy, walczymy? Dlaczego tak trudno nam zrobić dla siebie coś dobrego? Przecież mamy tak mało czasu, dzień mija nam za dniem, a my nie dostrzegamy już zupełnie tego, co między nami dobre. Kto wie, ile czasu nam pozostało? Ile jeszcze będziemy razem? Nikt nie jest w stanie nam powiedzieć, czy nasz czas nie skończy się za pięć lat, rok, a może i za miesiąc.

Nauczmy się w końcu ze sobą być w naszej niedoskonałości. Bądźmy razem niedoskonali. Ty popełnisz jeszcze niejeden błąd. Ja zepsuję jeszcze wiele rzeczy. Pewnie nie raz będziemy na siebie krzyczeć, chcieli uciec w przeciwnych kierunkach. Ale skorzystajmy z tej szansy, że się spotkaliśmy, że jesteśmy razem, że łączy nas jednak coś więcej niż wspólne kłótnie, pretensje i obojętność.

Może już czas najwyższy przyjąć do wiadomości, że nie zawsze jesteśmy i będziemy wobec siebie bezinteresowni, że nie będziemy się nawzajem uszczęśliwiać w stu procentach. Że czasem w złości mówimy to, o czym w ogóle nie myślimy. Że zapominamy o obietnicach, jakie złożyliśmy sobie nawzajem. Że czasami zachowujemy się tak cholernie niedojrzale.

Niech w końcu dotrze do nas, że nie poznamy drogi, którą warto iść, dopóki nie spróbujemy myśleć o sobie, kiedy odpuścimy choć trochę potrzebę kontrolowania tego, co się wokół dzieje. Moglibyśmy tu i teraz zginąć w wypadku samochodowym, a ja nie chciałabym myśleć tylko o tym, co by było, gdybyśmy złapali się za rękę i zrobili wspólnie krok do przodu. Krok do zrozumienia siebie nawzajem.

Chcę prawdziwie czuć, podążać za sercem, być z tobą.

Bądźmy razem niedoskonali. Zamknijmy tę kontrolną listę, na której odhaczamy w jakich punktach się mijamy, a ile mamy tych stycznych. Przestańmy słuchać ludzi wokół. Oni nie są w naszych butach. Nie siedzą w naszych sercach. Nie wiedzą, co my czujemy tak naprawdę, w głębi siebie.

Przestańmy szukać odpowiedzi, których nie znajdziemy. Przestańmy pozwalać naszym lękom kontrolować nasze umysły i serca.

Bądźmy razem niedoskonali. Krzyczmy na siebie, pozwólmy sobie nawzajem upadać. Walczmy o głupie rzeczy i kłóćmy się o nie z pasją. Zapomnijmy spuścić deskę w toalecie albo wyrzucić śmieci. Całujmy się mocno i często. Wydajmy pieniądze na jakiś szalony pomysł. Porozmawiajmy o przyszłości, jaką ją widzimy i uwierzmy, że dla nas może być ona dobra.

Zróbmy to i ogarnijmy wszystkie te piękne rzeczy, które dzieją się, kiedy oddajesz swoją duszę komuś tak samo niedoskonałemu jak ty. Kochajmy się, do cholery. Kochajmy jak szaleni.

Dzisiaj już tyle rzeczy o sobie wiemy. Wiemy, że potrafimy zachować się podle, że nieumyślnie skrzywdzić, a czasem nawet celowo, niedojrzale. Wiem, że nie zawsze będę tą kobietą, którą chcesz, żebym była. Ale to przecież w miłości wzrastasz, uczysz się, zmieniasz obok kogoś. I zdajesz sobie sprawę, że czasami nie będziemy się pragnąć, potrzebować. Ale masz pewność, że zawsze zawalczysz, aby zostać.

Mamy tyle pięknych chwil. Możemy oglądać zachody i wschody słońca, spać w soboty do południa, jeść śniadanie w łóżku, a wieczorami pić wino na dachu jakiegoś budynku. Możemy się przytulić, gdy jedno z nas się spóźnia, możemy się kochać, gdy padną słowa „przepraszam”, możemy tańczyć, śmiać się i płakać razem. I odnajdywać te zbłąkane myśli między nami, których czasami nawet nie musimy wypowiadać. Kocham cię. Chcę być z tobą tu i teraz.

Bądźmy niedoskonali. Bądźmy dla siebie dobrzy. Nikt nie wie, ile czasu nam zostało.


Psychologia Związek

Nie bój się kochać. Nieustannie powinniśmy doświadczać wzlotów i upadków rollercoastera miłości

Z życia kobiety
Z życia kobiety
22 czerwca 2018
Fot. iStock/themacx

Kiedy jesteśmy nastolatkami, dorośli powtarzają nam:

– Bądź mądry.

– Bądź ostrożny.

– Dba o swoje bezpieczeństwo.

Słyszymy, żeby nie ufać zbyt łatwo ludziom i żeby być nieufnym wobec obcych. Wkłada się nam do głów, żebyśmy zachowywali się w określony sposób bez względu na to, czy mamy do czynienia z pozbawionym emocji mężczyzną czy zrównoważoną i dojrzałą kobietą. Jesteśmy karmieni łyżeczkami pomysłów na temat związków – tego jak powinny wyglądać, jakie powinny być, co powinniśmy czuć i jak działać. Tyle tylko, że chwilę później dostajemy sprzeczne informacje pochodzące z filmów, komedii romantycznych, książek…

Mówiono nam, że mężczyźni muszą ratować kobiety jak książęta w bajkach. Ale kilka lat później słyszymy, że kobiety muszą być mocne, silne, nie potrzebują specjalnego, zbyt troskliwego traktowania. Tłumaczono, że nie powinniśmy oddawać naszych ciał, ale zachęcani wokół jesteśmy do głębszych kontaktów z tymi, których zostawiamy. Powtarzano, żeby być wiernym sobie, a mimo to kształtować swoją zewnętrzną powierzchowność, aby stać się ludźmi, których warto znać i lubić.

Jednak przede wszystkim powiedziano nam, jak wspaniała jest miłość, ale jak niegodni jej jesteśmy. Albo jak musimy w nią wierzyć i dać się jej porwać, tylko mamy uważać, żeby nie wpaść zbyt głęboko, zbytnio się nie zaangażować.

Szalejemy. Nie wiemy, kto ma rację… Tak, jak nie wiemy, co jest dla nas dobre, ani co powinniśmy zrobić. Nie wiemy, co nas uszczęśliwi, a nawet gdy to odkrywamy, przez połowę czasu zbyt bardzo boimy się, co się stanie, dlatego często nawet nie próbujemy.

Ale jestem tu, by ci powiedzieć, że miłość zawsze jest warta spróbowania.

Widzicie, naszym celem na tej ziemi jest kochać i być kochanym, wpuszczać ludzi do naszego życia, angażować się w rozmowy, zobowiązania i uwikłania i, co najważniejsze, w miłość. Powinniśmy pozwolić naszym sercom bić dziko. Powinniśmy dopasować się do życia innych ludzi i iść obok nich w ich życiowej podróży. Powinniśmy odczuwać uczucia i przyjmować je we wszystkich swoich szaleństwach.

Powinniśmy pozwolić sobie wpaść na siebie. I nieustannie powinniśmy doświadczać wzlotów i upadków rollercoastera miłości.

Ale tak często nam mówiono, żebyśmy byli ostrożni i niezdecydowani, nieufni i pełni lęku. Nie bądź taka. Nigdy więcej. Nie bój się negatywnych rzeczy, które miłość może ci przynieść. Wybierz świadomie jej pozytywne strony. Kochaj. Nie na ślepo, ale odważnie. Pozwalaj ludziom wchodzić w twoje życie i zaufaj ich dobroci. Obserwuj, jak twoja dusza rozkwita, kiedy pozwalasz innym widzieć cię taką, jaką naprawdę jesteś.

Stań się osobą otwartą i miękką, nie surową i ukrytą. I zobacz, jak świat otwiera się przed wami.

Nie obawiaj się troszczyć o ludzi, mieć uczucia, wyrażać emocje, mówić o tym, co masz w sercu i ile dla ciebie znaczą ci, których kochasz.

Nie bój się pozwolić miłości zająć stałe miejsce w twoim sercu, bez względu na to, co się wydarzy, nawet na ból, którego z pewnością doświadczysz.

Nie obawiaj się przeciwstawić wszystkiemu temu, co wpojono ci w dzieciństwie – jak być, czuć, działać. To jest twoje życie i twoje serce. Ty decydujesz, czy wpuszczasz kogoś do swojego świata, dzielisz z nim swoje emocje.

Nie bój się czuć.

Nie bój się pozwolić na to, by twoje serce zostało wypełnione miłością.