Kuchnia Lifestyle

„Siostry od kuchni” polecają: Pieczony kurczak w sosie cytrynowo-tymiankowym z ziemniaczkami i szpinakiem

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
9 lipca 2017
Fot. Siostry od kuchni
 

Kto szuka obiadowej? Zapraszamy.

Pieczony kurczak w sosie cytrynowo-tymiankowym z ziemniaczkami i szpinakiem

Czas wykonania: 65 min.

Z podanych składników przygotujesz porcję dla 3-4 osób.

Składniki:

  • 6 udek z kurczaka (bez podudzi)
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 2 łyżki masła klarowanego (lub zwykłego)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 cebula szalotka
  • 1 szklanka drobiowego bulionu (najlepiej domowego)
  • 1/2 szklanki śmietany 30%
  • 1/3 szklanki tartego parmezanu
  • sok z 1 cytryny
  • 2 duże garści posiekanych świeżych liści szpinaku
  • kilka ziemniaków

Wykonanie:

Kurczaka dokładnie umyć i osuszyć. Przyprawić świeżo zmielonym pieprzem i solą oraz papryką wędzoną. Na patelni rozpuścić 1 łyżkę masła i obsmażyć kurczaka z obu stron do zarumienienia. Kurczaka odłożyć na bok, usunąć tłuszcz z patelni.

Czosnek przecisnąć przez praskę, cebulę pokroić w drobną kosteczkę. Na tej samej patelni rozpuścić pozostałą łyżkę masła, i zeszklić na nim cebulę i czosnek (ok. 1 minutę). Dodać bulion, śmietanę, parmezan, sok z cytryny oraz tymianek i zawartość patelni doprowadzić do wrzenia. Następnie wrzucić szpinak i gotować całość jeszcze ok. 2 minuty na niewielkim ogniu.

Jeśli macie młode ziemniaki – wystarczy je tylko umyć i pokroić na średniej wielkości kawałki (czasem wystarczy je tylko przekroić na pół). Jeśli natomiast macie stare ziemniaki, należy je obrać ze skórki i również pokroić na średniej wielkości kawałki.

Fot. Siostry od kuchni

Fot. Siostry od kuchni

Przygotować naczynie żaroodporne z przykryciem.

Sos przełożyć do naczynia żaroodpornego. Na sosie układamy kurczaka, a pomiędzy kawałkami mięsa układamy ziemniaki. Naczynie przykryć i piec w piekarniku nagrzanym do 210 °C około 40-45 minut. Na 10 minut przed końcem pieczenia zdjąć przykrywkę z naczynia – dzięki temu kurczak zyska nieco chrupkości.

Podawać natychmiast. Smacznego!

Fot. Siostry od kuchni

Fot. Siostry od kuchni

Zajrzyjcie koniecznie na bloga „Siostry od kuchni” i śledźcie na bieżąco ich poczynania na Facebooku!

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.


Kuchnia Lifestyle

Szukajmy towarzystwa kobiet, z którymi jest nam po drodze. I z tego niech wykiełkuje i urośnie nasza kobieca siła!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
9 lipca 2017
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Stoję na macie w Tadasana Samashiti, jest ciepły letni wieczór. Uczę jogi w małym miasteczku na południu Polski. Patrzę na kobiety praktykujące ze mną. W bardzo różnym wieku. Na rożnym etapie życiowym. Każda w innym rozmiarze, z innymi problemami i przychodzi na jogę z całkiem różnych powodów. Wśród nas są takie, które nie opuściły żadnych zajęć. I takie, które ćwiczą też same w domu. Pytają o książki, są bardzo zaangażowane. Ale są i takie, które zjawiają się raz na jakiś czas. Ale zawsze wracają.

Często podczas jogi rozmawiamy o różnych sprawach, nie tylko tych jogowych. Zdarza nam się żalić na zmęczenie, opowiadać o minionym weekendzie czy o problemach ze zdrowiem. I o facetach też rozmawiamy. Albo śmiejemy się głośno i całą sobą. Po zajęciach dziewczyny nawzajem odwożą się do domu a przed wyjściem serdecznie żegnają się ze sobą.

Czasem urządzamy sobie przyjęcia. Z okazji świąt albo dnia jogi. Siadamy wtedy na matach na ziemi, jemy i rozmawiamy. Ktoś przynosi ciasto, ktoś humus a Asia zawsze piecze chleb. Dziewczyny dzielą się swoimi umiejętnościami – pani Irenka opowiada o ziołach, Iwonka o całkiem naturalnych kosmetykach własnej produkcji. Część z nas ma dzieci, cześć jest sama. Pracuje w fabryce, w szpitalu albo opiekuje się dziećmi. Są wśród nas bardzo młode kobiety, takie na samym początku swojej kobiecej drogi. Albo takie naprawdę bardzo dojrzałe.

Niezwykła kobieca społeczność.

Bo dla mnie to jest coś więcej niż miejsce do ćwiczeń. Współczesne darcie pierza – jak mawia moja Emi. Budowanie kobiecych relacji.

Fot. Monika Burszczan

Fot. Monika Burszczan

Cieszę się, że mam zaszczyt w tym uczestniczyć i tym bardziej boli mnie każde łamanie kobiecej solidarności. Ostatnio przez internet przelała się fala hejtu wobec Anny Lewandowskiej i jej płaskiego brzucha tuż po porodzie. Nie ma co wchodzić w dyskusje z płaskim brzuchem, myślę sobie, że każda z nas ma swój rozum i dokonuje swoich wyborów. Lewandowska to sportsmenka, do tego młoda (ja to w jej wieku hoho!). Nie w tym rzecz jednak. Czy nie powinnyśmy szukać raczej wspólnych i bliskich nam przykładów? Karmić się tym, co dobre? Po to, żebyśmy stawały się silniejsze i odporniejsze. (Dlatego szerokim łukiem omijam i nigdy nie lajkuję zdjęć złośliwie ośmieszających wygląd dajmy na to Beaty Szydło w zdecydowanie nie twarzowej i źle dobranej garsonce. Znam inne bardziej cywilizowane sposoby wyrażania swojego sprzeciwu.)

Wojciech Eichelberger w jednym z wywiadów tłumaczy, dlaczego w dzisiejszych czasach mężczyznom trudno jest zrozumieć kobiety:

„Zniewalane kobiety, po to by przeżyć, musiały zadawać sobie trud poznania psychiki swoich panów-mężczyzn, ich mocnych i słabych stron. Zaś męski pan nie musiał zadawać sobie tego trudu. Kto by tam się pochylał nad niewolnicą, skoro można było nad nią panować przemocą. Z tego samego powodu kobiety podejmują obecnie ogromny zbiorowy wysiłek, aby rozeznać się lepiej we własnych ciałach, sercach i duszach.” (W.E. Kobiety dopiero budują swoją siłę)

Właśnie o ten zbiorowy wysiłek mi chodzi. O rodzaj siostrzeństwa oparty na akceptacji tego, że jesteśmy bardzo różne. Bo po co skupiać się na negatywach? Szukajmy towarzystwa kobiet, z którymi jest nam po drodze. Rozwijajmy się, nie łammy kobiecej solidarności. Budujmy kobiece społeczności, w których będziemy się wspierać i wymieniać tym, co dobre. Rozmawiać ze sobą nie w kategoriach różnic i konfliktów, ale dając sobie nawzajem to, co ważne i wartościowe.

I z tego niech wykiełkuje i urośnie nasza kobieca siła!


 

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska 🙂


Kuchnia Lifestyle

Dlaczego się poddajesz? 5 najczęstszych powodów, z którymi każdy powinien się zmierzyć, jeśli chce żyć szczęśliwie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 lipca 2017
Fot. iStock/Massonstock

Ile razy w swoim życiu się poddałaś? Ile razy pomyślałaś: „to nie dla mnie”, gdy tylko zauważyłaś przeszkodę, która wydawała ci się nie do przeskoczenia?

Myślę sobie z jak wielu rzeczy rezygnujemy, na których przecież wcześniej nam zależało. Rezygnujemy z naszych planów, z marzeń, z celów, które sobie postawiliśmy. Porzucamy nasze wyobrażenie szczęśliwego życia, na rzecz tego, by to komuś innemu żyło się lepiej. A może żeby nam żyło się łatwiej? Boimy się iść pod prąd, wydaje się nam, że powinniśmy wejść w utarty schemat, stanąć na wydeptanej już przez setki tysięcy, ba miliony, ludzi ścieżce i nią podążać – według tego, co znane, ale czy dobre dla nas?

Rezygnujemy z siebie, z tego jakimi naprawdę jesteśmy wpasowując się w to, jak inni chcą nas widzieć. W ten sposób przestajemy walczyć o uczucia, porzucamy miłość, ludzi, przyjaźnie. Poddajemy się często zupełnie bez walki, czasami w wyniku nieuwagi, innym razem ze strachu przed spotkaniem się z prawdą o nas samych.

Usłyszałam jakiś czas temu, że jeśli bardzo czegoś chcemy, to nie ma mocy, żebyśmy po to nie sięgnęli. Czasami jednak zapominamy o tym, czego chcemy, bo poddajemy się na samym starcie myśląc: „i tak mi się nie uda”, choć serce się do tego wyrywa. Ale my brutalnie pozbywamy się tych pragnień, potrzeb, które sprawiłyby, że bylibyśmy szczęśliwsi.

Odpowiedz sobie na pytanie – tak szczerze, sama sobie – z ilu rzeczy w swoim życiu zrezygnowałaś? Pomyśl, dlaczego się poddałaś? Nigdy nie jest za późno, żeby spróbować jeszcze raz.

Dlaczego się poddajemy? 5 najczęstszych powodów

Boimy się porażki

Wizja porażki, a co więcej ośmieszenia w oczach innych nas paraliżuje. Ktoś nam powie: „porywasz się z motyką na słońce”, a my tracimy cały swój zapał i chęci zaczynając analizować: a co jeśli faktycznie mi się nie uda? A gdybyś odpowiedziała sobie na pytanie co najgorszego mogłoby się stać, gdyby mi się nie udało? Co jest takiego strasznego w wizji porażki, z czym ty byś sobie nie dała rady. Wyobraź sobie – ponosisz klęskę w swoich planach, marzeniach – czy ty tylko przegrana bitwa? Czy wojna? Czy jest tam coś, z czym sobie nie poradzisz? No właśnie – więc dlaczego nie spróbujesz? A co, kiedy się uda?

Boimy się iść pod prąd

Trudno coś zrobić innego, wyłamać się ze schematu: rodzina, dom, praca, mniej lub bardziej szczęśliwy związek. A jeśli ty chcesz inaczej, jeśli pracą twoich marzeń nie jest ta wymarzona przez twoich rodziców, jeśli miejsce, gdzie mieszkasz, nie jest tym, gdzie chciałabyś być? Myślisz sobie – wszystko zmarnowałam, nie żyję tak, jakbym sama tego chciała, może życie to splot wielu kompromisów i rezygnacji z mnóstwa rzeczy, na których mi zależało. Ale nigdy nie jest późno na zmiany. Nigdy nie jest za późno, by znaleźć w sobie odwagę, by iść pod prąd. Bo jak nie teraz, to kiedy?

Nie wiemy, czego naprawdę chcemy

Bardzo często nasze pragnienia zagłuszane są przez głosy i podszepty innych. Wybieram studia, które wskazali mi rodzice, faceta, o którym koleżanki mówiły, że fajny, pracę – bo dobrze płacą. Tak rzadko pytamy siebie: a czego ja chcę, czego ja pragnę, co dla mnie jest najlepsze, co najważniejsze. Właśnie – co najważniejsze? Postaw sobie to pytanie i znajdź w sobie odpowiedź. Tylko tak będziesz w stanie zrobić to, co dla ciebie jest dobre, a nie co innym się wydaje, że dla ciebie byłoby najlepsze.

Nie wierzymy w siebie

Bardzo często poddajemy się na samym początku drogi uważając, że nie damy rady, że nie podołamy, że jesteśmy zbyt słabi, zbyt głupi. Pamiętaj, że to są tylko myśli. To krytyk wewnętrzny mówi nam: „daj spokój, zostań tu gdzie jesteś, nie ma co wychodzić poza to, co znane i oklepane”. On ma z tobą wygrać? Masz poddać się tylko dlatego, że w głowie nosisz fałszywe przekonania na swój temat? Pokonaj je, udowodnij sobie na ile cię stać, zaryzykuj, bo nic nie stracisz, najwyżej głos w twojej głowie będzie miał rację, że się nie nadajesz. Ale to się nie zdarzy – obiecuję ci, wystarczy spróbować i choć przez chwilę uwierzyć w siebie.

Nie ufamy sobie

To tak, jakbyśmy za każdym razem kupując lody pytali wszystkich wokół: „jakie mi będą smakować?”. A przecież wiemy, które są naszymi ulubionymi i które mogą nam smakować. W życiu jednak nie jesteśmy pewni wielu naszych wyborów i decyzji, więc pozwalamy, by podejmowali je za nas inni. Nie ufamy sobie, a przecież kto, jeśli nie my ma wiedzieć najlepiej, co jest dla nas dobre i czego tak naprawdę chcemy? Wsłuchaj się w siebie, posłuchaj swojej intuicji i idź drogą, która ona ci wskazuje. Nie poddawaj się, nie rezygnuj z tego wszystkiego, czego w głębi swojej duszy pragniesz.


Zobacz także

8 prawd, do których nie chcemy się przyznawać, choć mogłoby nam to pomóc

Niepowtarzalne wnętrza nie rodzą się w katalogach. Zainspiruj się na dobre

Kochana Córeczko, miłość to nie zabawka, a złamane serce boli dokładnie tyle, ile mu na to pozwolisz. List do córki