Lifestyle

Ratunku! Dopadł mnie overthinking! Szukam problemów tam, gdzie ich nie ma

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
2 sierpnia 2016
fot. iStock/ frimages
 

Pamiętacie Beatę Kozidrak śpiewającą, że „siedzi i siedzi, myśli i myśli”? Natłok myśli w naszych głowach niby jest normalny, ale w 90% nic niego nie wynika, a jak już wynika to rzadko coś pozytywnego. I tak nakręcamy machinę, która wcale nam w życiu nie pomaga, no bo co dobrego może wyjść z rozpamiętywania jednego gestu czy dwóch słów? Overthinking czyli paraliż analityczny, to prawdziwa sztuka tworzenia problemów tam, gdzie ich nie ma.

Paraliż czy analiza?

Istnieje całkiem znacząca różnica, dzięki której możemy odróżnić wszechobecny overthinking od dokładnej analizy konkretnego problemu. Cały ambaras w tym, że nie wszyscy umiemy dobrze zapanować nad swoimi myślami, więc od dokładnej analizy jakiejś sprawy wpadamy prosto w pułapkę overthinkingu. Od nadmiaru myślenia wcale nie zostaniesz filozofem czy myślicielem, wręcz przeciwnie – paraliż analityczny może uczynić więcej szkody, niż nam się wydaje. Przede wszystkim odbiera radość z teraźniejszości i blokuje umiejętność podjęcia dobrej decyzji z powodu wszechogarniającego lęku przed złą decyzją. Ostatecznie zaczynamy się czuć bardzo słabo, nawet fizycznie albo stajemy się sfrustrowani, bo pomimo takiej ilości czasu, którą przeznaczyliśmy na przemyślenie danego problemu i tak nie przyszło nam do głowy nic nowego, a przy okazji zdajemy sobie sprawę, że sami wywołaliśmy ten zły stan emocjonalny.

Pesymizm niekontrolowany

Ile razy mówiłyśmy komuś „przemyśl to”, albo same słyszałyście to sformułowanie, które doprowadzało was do szewskiej pasji? To dopiero początek, bo kiedy zaczniemy już myśleć o tym, o czym teoretycznie powinnyśmy, zaczynają się pojawiać wątki poboczne, które mogą wprowadzić nas w jeszcze większe zakłopotanie i stwierdzenie, że wszystko jest bez sensu. Brzmi znajomo, prawda?

Badanie wykazują, że aż 73% osób pomiędzy 25-35 rokiem życia uważa się za nadpobudliwych myślowo tzw. overthinkers-ów. Oczywiście według statystyk są to w większości kobiety, ale do problemu z overthinking przyznaje się także 43% mężczyzn. Overthinking to dopiero początek, bo przecież nie trzeba być psychologiem czy socjologiem, żeby wiedzieć, że pesymistyczne myślenie bardzo często prowadzi do nadużywania alkoholu, skłonności do depresji, a w konsekwencji nawet do samobójstw.

fot. iStock/SIphotography

fot. iStock/SIphotography

Czas na zmiany

Jesteśmy istotami myślącymi, o czym często lubią przypominać profesorowie w telewizjach śniadaniowych, ale to zdrowe myślenie ma swoje granice. Teoretycznie ludzie rozważający w swojej głowie wiele możliwości działają mniej emocjonalnie, a bardziej logicznie w stosunku do drugiego człowieka, ale to właśnie tutaj pojawia się problem – czasem myślimy po prostu za dużo. Overthinking przejmuje władzę nad nami i naszym realnym życiem, a my zaczynamy egzystować dzięki wizjom, które roztaczają się w naszych umysłach. Właśnie dlatego, ponieważ lepiej zapobiegać niż leczyć, pora wprowadzić kilka zmian, żeby ostatecznie nie wylądować w zaklętym kręgu myślenia o wszystkim i o niczym. Kto wie, może dzięki temu łatwiej będzie ci zasypiać, a przy okazji zaczniesz się więcej uśmiechać?

Przeprowadzka uwagi

Uniknięcie paraliżu analitycznego może okazać się nie lada wyzwaniem. Nike jednak nie obiecał, że będzie łatwo, ale że będzie warto! Czasem nie możesz powstrzymać się przed rozmyślaniem na danym temat, ale za to możesz przenieść swoją uwagę na coś zupełnie innego, rozpraszać siebie samą, dzięki czemu myśli nie będą miały czasu na swobodne napływanie do twojej głowy. Kiedy tylko poczujesz, że to się dzieje, znajdź zadanie do wykonania, najlepiej na wczoraj, idź pobiegać, poćwicz lub postaw na hobby, na którym będziesz mogła się skoncentrować. Z pomocą mogą przyjść kolorowanki, które ostatnio stały się bardzo popularne. Rób wszystko, żeby skupić się na jednej rzeczy, nie mającej nic wspólnego z twoim aktualnym problemem.

Zacznij żyć!

Overthinking bardzo mocno wiąże się z prokrastynacją, a więc odkładaniem wszystkiego na potem. Nie podejmę teraz decyzji, bo muszę ją jeszcze raz przemyśleć; nie pójdę na tą imprezę, bo mam tyle rzeczy do przemyślenia – i tak oto tworzy się zamknięte koło. Może mówienie, że trzeba żyć chwilą jest banalne, ale za to jak najbardziej trafne i zdrowe. Dzięki temu w twojej głowie pojawiają się problemy życia codziennego, na które masz realny wpływ, jak na przykład co zrobić dziś na kolację, jak ubrać się na wieczorny wypad do kina, czy który serial zobaczyć po powrocie do domu. Brzmi dobrze, prawda?

Zwolnij, przez dwie minut skup się tylko na tym, co dzieje się obok ciebie – tu ktoś przejeżdża rowerem, a z drugiej strony ulicą przebiega czarny kot. Poczuj, usłysz i naprawdę poczuj atmosferę miejsca, w którym się znajdujesz. Mów o tym, co teraz czujesz, zapisuj to i twórz dziennik. Spędzaj więcej czasu z ludźmi, którzy mają masę pozytywnej energii i nie pozwolą ci znów wpaść w overthinking.  Nawet jeżeli za pierwszym razem nic to nie pomoże – próbuj dalej, a podziękujesz sobie samej!


Lifestyle

Sportowiec też człowiek, seksu mu trzeba!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
2 sierpnia 2016
fot. iStock/ luoman
 

O tym, że zwycięstwo i sukces jest ogromnym afrodyzjakiem wiemy wszyscy. Wszyscy słyszeliśmy też o wstrzemięźliwości seksualnej, którą mają zachowywać sportowcy przed ważnymi startami. Okazuje się jednak, że w świecie sportu seksu nie brakuje, także na Igrzyskach Olimpijskich. Międzynarodowy Komitet Olimpijski z okazji Igrzysk Olimpijskich w Rio zamówił 350 tysięcy zwykłych prezerwatyw, 100 tysięcy kondomów receptywnych oraz 175 tysięcy lubrykantów. Przy założeniu, że sportowcy spędzą w wiosce olimpijskiej 17 dni, każdy z nich dostanie 42 prezerwatywy! A idąc jeszcze dalej, każdy z nich będzie uprawiał seks 2,5 raza dziennie.

Zamawianie prezerwatyw do wioski olimpijskiej nie jest niczym nowym, już w Londynie pojawiło się ich 150 tysięcy. I choć dla przeciętnego kibica, który nigdy nie miał styczności ze światem sportu od kulis może to być wstrząsające, dla tych którzy w sporcie siedzą nie ma w tym nic dziwnego, wręcz przeciwnie – pytają dlaczego tak mało! Bo przecież na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi większość żyła aplikacjami randkowymi, dzięki którym mogła umawiać się na szybki seks. Czy to coś złego? W końcu sportowcy to zazwyczaj piękni, młodzi, wysportowani ludzie, którzy są atrakcyjni dla płci przeciwnej (lub tej samej).

Bezpieczny seks to podstawa, a w tym roku do głosu dochodzi kolejny problem – wirus Zika, który przenoszony jest także drogą płciową, a powoduje deformacje płodu. Większość sportowców zdążyła się zaszczepić przed wylotem do Brazylii, ale tak jak wszystko, tak i szczepionka nie daje stu procentowej gwarancji, że do zarażenia nie dojdzie. Można różnie oceniać rozdawanie kondomów w prezencie tuż po przybyciu do wioski olimpijskiej, ale z drugiej strony lepiej tak niż w ogóle. Seks jest ludzki, a sportowcy to przecież ludzie potrzebujący bliskości, tylko mają silniejsze mięśnie i częściej występują w telewizji.


Lifestyle

Pracujesz godzinami w biurze? Wypróbuj prosty sposób na załagodzenie skutków takiej pracy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
2 sierpnia 2016
Fot. iStock / Poike

Praca w biurze wdaje się być atrakcyjnym zajęciem i pod względem obowiązków a często także i płacy. Jednak to z pozoru wygodne zajęcie w jednym miejscu ma także swoje ciemne strony, które odkrywa każdy pracownik po krótszym bądź dłuższym czasie. Bóle pleców spowodowane kilkugodzinnym „uziemieniem” przy biurku, potrafią wyjątkowo dotkliwie dać każdemu w kość. Ale mniej sprawny kręgosłup to nie wszystko, co może na ciebie czekać.

Nie szukaj winy daleko

Przyczyn problemów zdrowotnych występujących na skutek pracy za biurkiem jest kilka. Chcąc uciec przed nimi, należy przyjrzeć się temu, w jaki sposób pracujesz. Np. dla kręgosłupa ważne jest to, jaką postawę utrzymujesz podczas siedzenia, oraz czy w czasie przerw, zamiast prostować nogi pod biurkiem, wstajesz i idziesz choćby na krótki spacer po korytarzu. Ale najbardziej szkodliwy jest dla całego organizmu bez wątpienia całodniowy brak ruchu, który dotyczy aż  42 proc. Europejczyków! Tak więc, poza nieznośnym bólem pleców, przez brak ruchu jesteś bliżej wystąpienia u siebie czterech głównych chorób cywilizacyjnych: chorób wieńcowych serca, cukrzycy typu II, nowotworu jelita grubego i nowotworu piersi.

Receptę wypisz sobie sama

Badacze z Cambridge oraz Norwegian School of Sports Sciences doszli do wniosku, że idealnym panaceum na kłopoty dla wszystkich cierpiących z powodu braku ruchu i tych przywiązanych na wiele godzin do biurka, jest … spacer. Uwaga! Wystarczy tylko godzina umiarkowanie szybkiego spaceru, by złagodzić skutki 8-godzinnej pracy za biurkiem. To śmiesznie mało, by w znaczący sposób poprawić zdrowotne rokowania na przyszłość i ułatwić funkcjonowanie organizmu na już i teraz. Spacery cię nudzą? Wskocz na rower lub w buty do biegania. A podczas samej pracy zadbaj o siebie, podczas nawet krótkich przerw, wstań od biurka, wyjdź choćby na kawę, co zminimalizuje szkody w organizmie, które są wynikiem długotrwałego siedzenia za biurkiem.


źródło: www.polityka.pl


Zobacz także

Toksyczna pomoc szkodzi. Czasem, żeby naprawdę komuś pomóc, trzeba przestać pomagać

Top 10 zawodów, w których najlepiej czują się psychopaci. Gdzie możemy ich spotkać?

Oczami Matki – moje spotkania z nieznanymi mamami gwiazd