Lifestyle

Jak nauczyć dzieci życia? Pamiętaj, młodzi chcą rozmawiać, umieją też wspaniale słuchać

Redakcja
Redakcja
18 maja 2022
fot. MStudioImages/iStock
 

Pamiętam historię sprzed 8 lat, kiedy zapytałam ówczesnych 11-latków, jakie inne formy przemocy znają oprócz tych co wymieniłam, a jeden chłopiec odpowiedział na to: obojętność. Zapytałam, kompletnie zaskoczona, jak to rozumie. A on na to odpowiedział: obojętność jest wtedy, kiedy jedna osoba stoi sama, a inna na to nie reaguje i nie chce się z nią bawić. Ten młody chłopak pewnie dziś tego nie pamięta, ale ja do dziś wspominam jego mądrość. Życzyłabym wielu dorosłym, aby wyszli zza swoich barykad i posłuchali dzieci uważnie – można się od nich bardzo wiele nauczyć. Rozmowa z Izą Jąderek, seksuolożką, autorką książki dla nastolatków „Zmieniam się. Co się ze mną dzieje podczas dojrzewania”.


Jak zdjąć magiczne odium ze sformułowania „edukacja seksualna”? Czemu kojarzy się ono w obiegowej opinii z wiedzą li i jedynie o seksie?

Bo zdecydowana większość dorosłych kojarzy seksualność wyłącznie z seksem. Nikt ich tego nie uczył, sami nie zawsze chcą dziś sięgnąć po tę wiedzę, kierując się obiegowymi informacjami, i nie weryfikując ich, nie edukując się. Wydaje im się, że na zajęciach z edukacji seksualnej ich dziecko będzie się uczyło o seksie właśnie. A nauka o seksualności to nauka o wszystkim, co jest związane z płcią. Czyli to obszar wiedzy zarówno o ciele, jego anatomii i fizjologii, ale również, jeśli nie przede wszystkim – o relacjach, uczuciach, bliskości, stereotypach, zainteresowaniach, pasjach, agresji – jak jej nie stosować, jak się przed nią chronić, czym są granice. To nauka o życiu po prostu. A seks jest
tylko jedną z jego części.

Zapomnijmy zatem o wyjaśnianiu „skąd się biorą dzieci”, bo to anachronizm, który już współcześnie wypadł z obiegu? Powinniśmy rozmawiać o tym, jak żyje się w dorastającym ciele, a potem wszystko się zacznie układać?

Skąd się biorą dzieci, to pytanie od kilkulatka, a nie od nastolatka. Nastolatek już dawno wie skąd się bierze. Może nie zna szczegółów, ale o seksie dużo słyszał. I widział, np. w internecie. Ale to pytanie od małego dziecka ma znaczenie fundamentalne. Ono jest ciekawe świata, chce wiedzieć jak on funkcjonuje, ciekawe jest otaczających zjawisk. I takich pytań na pewno będzie zadawać mnóstwo. A o dojrzewaniu mamy za zadanie uczyć dzieci wchodzące w ten wiek i zainteresowane tematem. Z biegiem czasu, można dziecku wyjaśniać, dlaczego kobiety mają piersi i noszą stanik, kiedy one rosną.

Podobnie, jeśli leżą w łazience tampony czy podpaski można opowiedzieć, czym jest miesiączka i kiedy przychodzi. Słowo dojrzewanie to jeden wielki worek, w który można włożyć tematy związane zarówno z fizjologią ciała, ale też z relacjami, z myśleniem o sobie, kształtowaniem się zainteresowań, wyrażaniem uczuć, respektowaniem granic dziecka, swoich i innych osób. Dojrzewanie jest burzliwe i intensywne na wielu poziomach i przygotowuje dziecko do życia generalnie, kształtując jego postawy, wyobrażenia, stosunek do siebie i innych osób.

Przeciwnicy prowadzenia zajęć z edukacji seksualnej mówią, że poruszanie tej tematyki z dziećmi przedwcześnie rozbudza je seksualnie. Czy uda się kiedyś rozprawić z tym mitem?

Życzyłabym tego nie tylko sobie, ale i dzieciom, a również ich opiekunom. Ciągłe powtarzanie tego zdania i powoływanie się na niezliczone badania naukowe mówiące o tym, że tak nie jest, zaczyna  przypominać groteskę. Tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie.

I mam wrażenie, że pod spodem tego przekonania leżą zupełnie inne kwestie – między innymi to, że na „doradzaniu każdy się zna”, podobnie jak na seksie, więc nie potrzeba do tego kogoś z zewnątrz. Bo któż przecież wie lepiej co dla dziecka jest dobre w tym temacie. Opiekun sądzi, że on. I tak wpadamy w błędne koło– sami sprawy nie załatwimy, a nikomu innemu rozmowy z dzieckiem, otwierającej nieco oczy na świat nie powierzymy. Dodatkowo pokutuje przekonanie, że dziecku wiedza o tym, co się z nim dzieje, nie jest do niczego potrzebna. Jak również, częste wśród bardzo wielu dorosłych, przeświadczenie, że seks jest samotną wyspą funkcjonowania, oddzieloną od emocji, relacji, stosunku do siebie i ciała. Trudno się dziwić rodzicom, że nie chcą, żeby ktoś uczył ich dzieci o seksie, jeśli im samym wydaje się, że są to kwestie rozłączne.

Skoro rozmawiamy o obiegowych opiniach i stereotypach – czy w rozwoju, w dojrzewaniu naszych dzieci istnieje coś takiego, jak norma?

W seksuologii trudno mówić o pojęciu jednej normy, to pojęcie złożone i wielopłaszczyznowe. I w zależności od tego, do czego się odnosimy, normy mogą być różnie rozumiane. Podam przykład: jeśli zastanawiamy się, co jest normą statystyczną, to np. najczęściej młode osoby mają pierwszy stosunek seksualny około 17.-18. roku życia. Nie znaczy to jednak, że współczesne nastolatki nie odbywają inicjacji seksualnej wcześniej lub później, lub że tak „ma być”.

Mówiąc o normie statystycznej odnosimy się do czegoś, co najczęściej występuje. Mamy też normę, która mówi, że np. wszystkie orientacje seksualne są ok, żadna nie jest chorobą, żadnej nie należy leczyć. Ale jest też taka norma, nazywa się rozwojową normą, która służy jako kryterium oceny zachowań seksualnych dzieci i młodzieży.

Żeby była jasność – zachowań seksualnych, to nie znaczy, że chodzi o stosunek seksualny, ale związanych z płcią, i np. zainteresowanie wyglądem narządów płciowych jest ok, zaciekawienie się tym, jak wyglądają rówieśnicy jest ok, w wieku nastoletnim wchodzenie w relacje z osobą mniej więcej w tym samym wieku jest ok, ze starszą np. o 5 lat i więcej
już nie, masturbacja celem osiągniecia przyjemności jest ok, ale np. taka, kiedy dziecko masturbuje się bo jest zestresowane, napięte, smutne już nie. Jest tu sporo wytycznych, których specjaliści używają, aby określoną ekspresję, postawę, zachowanie zaliczyć do normy bądź nie.

Gdybyśmy mieli wskazać, jakie najważniejsze pytania stawia sobie współczesny nastolatek, czy możemy wysnuć prosty wniosek, że – nawet przy założeniu, że dostępność do informacji jest znacznie większa – niektóre pytania pozostały podobne?

Większość pytań pozostała uniwersalna. Przede wszystkim są to pytania dotyczące relacji. Jak ją budować? Jak przychodzi pierwsza miłość? Po czym poznać, że się komuś podobam? Czy to jest normalne? Czy dobrze wyglądam i czy dobrze się zachowuję? Informacje techniczne można znaleźć, wyjaśnienie nazewnictwa zwykle też, ale nie da się napisać definicji czegoś, czego składnikiem są emocje, osobiste doświadczenie, zainteresowania, potrzeby, odniesienie do grupy rówieśniczej, wątpliwość i rozterki. Zagubienie, ciekawość, poszukiwanie siebie wymyka się granicom podawania definicji. Te pytania i przeżycia są uniwersalne teraz, były kiedyś i będą za kolejne 10 lat.

Powiem więcej, przeżywa je każdy, niezależnie od tego czy ma lat 10 czy 30 czy 50. Różnica jednak polega na tym, że dorosły poszuka pomocy: pójdzie do psychologa, przeczyta odpowiednią książkę, jest samodzielny i niezależny, a dziecko jest zdane na rodzica, całkowicie zależne i czeka na jego troskliwą i uważną pomoc. Zadaniem rodzica jest na te potrzeby pomocy odpowiadać.

W takim razie: czy powinniśmy, jako dorośli zacząć od powrotu do tego uniwersum, do swoich wspomnień z czasu dzieciństwa? Do tego, czego nam zabrakło na etapie dojrzewania – głównie ze strony rodziców. Do tego, jakich informacji, jakiego wsparcia potrzebowaliśmy?

Zdecydowanie. Jestem zdania, że gdyby rodzice wyszli z często pielęgnowanego przez siebie obrazu bycia dorosłym, szalenie dojrzałym i pewnym, że wiedzą doskonale, czego potrzeba ich dziecku lub że dziecko to przecież nie ma żadnych problemów, i powrócili pamięcią do swoich wspomnień, to znakomita większość z nich uświadomiłaby sobie, że w dzieciństwie w wielu sytuacjach byli sami, zagubieni, mało kto odpowiadał na ich wątpliwości, a wiele nasuwających się im pytań pozostało w zawieszeniu.

I patrząc z takiej perspektywy łatwiej można dostrzec zagubienie i potrzebę wiedzy ze strony własnych dzieci. Wtedy też łatwiej jest znaleźć język do rozmowy z dzieckiem, zredukować jego lęk i niepewność, udzielić odpowiedzi. Dziecko jest bezbronne i zdane na swojego opiekuna, potrzebuje przede wszystkim relacji z dorosłym, kogoś, komu będzie mogło ufać i kto je wysłucha i wesprze, poprowadzi jak przewodnik. Ale to wymaga czasu, zaangażowania i ciągłej pracy. Rodzice nie zawsze to robią, a potem dziwią się, że dziecko nie przychodzi do niego z pytaniami i problemami.

Nie przychodzi, bo pod względem budowania relacji i słuchania dziecka rodzice czasami zawodzą. Co jest najbardziej fascynujące w pracy seksuologa? Bo chyba nie jest to praca, która może się znudzić, skoro młodzi ludzie nadal potrafią nas zaskakiwać?

Ja jako seksuolog prowadzę zajęcia i z dziećmi, i młodzieżą w różnych placówkach, a na co dzień pracuję w gabinecie z dorosłymi, zarówno indywidualnie, jak i z parami. Praca związana z psychoedukacją młodych ludzi jest tylko częścią mojej pracy, ale niezwykle wdzięczną. Świadomie podjęłam jakiś czas temu decyzję, że oprócz pracy gabinetowej chcę również pracować jako edukatorka. Chcę pomagać dzieciom i młodzieży w budowaniu ich świata wewnętrznego i oswajać to, co przeżywają i ten burzliwy czas, przechodząc przez kolejne etapy rozwoju. Młodzi są dziś najczęściej sami: mało kto pod tym względem traktuje ich poważnie, często odmawia się im dostępu do wiedzy mówiąc, żeby się pewnymi kwestiami nie interesowali.

Opiekunowie zapomnieli, jak to było, kiedy sami byli dziećmi i kiedy się zakochali to ten problem był najważniejszy na świecie. Dziś potrafią umniejszać takie same problemy dziecka, jakie oni kiedyś przeżywali A dziecko wobec natłoku emocji
i przeżyć nie wie, jak sobie poradzić. Nie wie, co jest normalne, a co nie. Jest ciekawe świata, ale nie ma z kim porozmawiać o tym, jak ten świat z jego perspektywy wygląda. Młodzi chcą rozmawiać, umieją też wspaniale słuchać.

No właśnie, czym najbardziej cię zaskoczyli?

Musiałabym przygotować zeszyt zaskoczeń, tyle było sytuacji, w których dzieci mnie poruszyły. Czasem na wesoło, czasem na poważnie. Pamiętam, jak kiedyś prowadziłam zajęcia z edukacji seksualnej na Legii, dla chłopców uczących się grać w piłkę nożną. Mieli około 12 lat. Cały czas mówili o swoich penisach „kutas”. Zamiast wyłącznie ich poprawiać, zapytałam, dlaczego tak mówią. Odpowiedzieli zgodnym chórem „bo my już nie mamy siusiaków”. Trudno się z nimi nie zgodzić, prawda? I, jak później dodali, rodzice nie uczyli ich, że oni mają penisy i że to słowo jest ok. Nie znali innego określenia, więc mówili w taki sposób. A przecież powiedzenie do nastolatka, że ma siusiaka
jest już nieadekwatne.

Inna sytuacja: dziewczynka podczas zajęć, kiedy omawialiśmy różne formy dojrzewania, powiedziała, że to emocjonalne mogłoby się już skończyć, bo oni sami już nie mogą ze sobą wytrzymać. Miała na myśli to, że często zmieniają im się nastroje. Wspaniałe, prawda? Jeszcze inna sytuacja na tych samych zajęciach: chłopiec powiedział pierwszy raz na forum całej klasy, że jest adoptowany. Jeszcze inna, bardziej smutna: prowadziłam zajęcia dla nastolatków we Wrocławiu, na temat przemocy na tle seksualnym. W trakcie omawiania przykładów zobaczyłam konsternację na twarzach niektórych dzieci i okazało się, że 4 dziewczynki w tej grupie zrozumiały po moich zajęciach, że takiej przemocy doświadczyły i zajęcia pomogły im zrozumieć, czym jest przemoc. Zgłosiliśmy to wspólnie do psycholożki pracującej z tą klasą.

Pamiętam inną historią sprzed 8 lat, kiedy zapytałam ówczesnych 11-latków, jakie inne formy przemocy znają oprócz tych co wymieniłam, a jeden chłopiec odpowiedział na to: obojętność. Zapytałam, kompletnie zaskoczona, jak to rozumie. A on na to odpowiedział: obojętność jest wtedy, kiedy jedna osoba stoi sama, a inna na to nie reaguje i nie chce się z nią bawić. Ten młody chłopak pewnie dziś tego nie pamięta, ale ja do dziś wspominam jego mądrość. Życzyłabym wielu dorosłym, aby wyszli zza swoich barykad i posłuchali dzieci uważnie – można się od nich bardzo wiele nauczyć.

Iza Jąderek, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog (ECPS) Europejskiej Federacji Seksuologicznej i Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Praktykuje w Warszawie, prowadząc swój gabinet oraz w Centrum Terapii Lew-Starowicz i pracując z pacjentami Oddziału Psychiatrycznego Szpitala Bielańskiego. Jest wykładowczynią w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.

Przygotowuje programy z zakresu edukacji seksualnej, prowadzi zajęcia z tego obszaru z młodzieżą, rodzicami i nauczycielami. Edukuje profesjonalistów: przyszłych i obecnych psychologów, seksuologów, lekarzy, psychoterapeutów, kadrę nauczycielską. Szkoli adeptów policji, prowadzi szkolenia dla kadry więziennej. Przygotowuje również warsztaty z rozwoju własnej seksualności.

Jest autorką i współautorką badań i artykułów naukowych o zasięgu krajowym i międzynarodowym. Autorka książek „Seksolatki – jak rozmawiać z młodzieżą o seksie” i najnowszej, „Zmieniam się. Co się ze mną dzieje podczas dojrzewania”, Wyd. Słowne Młode, 2022.


Lifestyle

Kiedy twoja znajomość przeradza się w „coś więcej”. 4 nie zawsze subtelne znaki

Redakcja
Redakcja
18 maja 2022
Fot. iStock/PeopleImages

Czasem wchodzimy w relację jakby „mimochodem”, z ciekawości co z tego wszystkiego wyniknie. Niewinny flirt trwa i okazuje się, że relacja, która nie miała być niczym ważnym, staje się związkiem, który zmienia nasze życie. Rodzi się przywiązanie, miłość, chęć bycia ze sobą „naprawdę”, nie tylko na chwilę. Subtelne momenty przeradzają się w kolejne etapy, uczucie pogłębia się, choć przecież wcale nie tak miało być…

1. Zaczynasz dzielić się z nim tym, co dla ciebie ważne

Albo interesujące, zaskakujące, dobre. To może być twój ukochany jazz albo świt gdzieś na szlaku w Bieszczadach. Wspomnienie  dzieciństwa lub ścieżka w parku odkryta w zeszłym tygodniu. Kiedy zaczyna nam na kimś zależeć, otwieramy się, pokazujemy to, co dla nas istotne, co nas wzrusza. Nawiązujemy bardziej osobistą relację, dopuszczamy kogoś do swojej duszy.

2. Bliżej nieokreślone „kiedyś” staje się konkretnym planem

Nie planujesz przyszłości z osobą, na której Ci nie zależy. Jeśli łączy was jedynie świetny seks, nie widzisz was razem podczas wymarzonej wycieczki po Tybecie. Gdy relacja staje się ważna, pragniemy wspólnej przyszłości, widzimy się w niej razem. I zaczynamy ją sobie jakoś organizować.

3. Tęsknisz

Za tą jedną, konkretną osobą. Za jej bliskością głosem, odgłosem kroków w kuchni, kiedy parzy sobie herbatę w kubku. To nie ma być „wszystko jedno kto”. To ma być właśnie on/ona.

4. Chcesz poznać z nią inne bliskie ci osoby

W relacjach „bez przyszłości”  raczej nie zaprzątamy sobie tym głowy. Poza tym, boimy się ryzyka. Przywiązanie to odpowiedzialność za drugą osobę, za siebie, za relację. Jeśli zaczyna ci zależeć, chcesz wprowadzić tę osobę do swojego życia,chcesz by poznali ją inni, ważni dla ciebie ludzie. Poznali i zaakceptowali.

Na jakim etapie jest twoja relacja?…


Zobacz także

Zjawiała się i odchodziła, gdy zmieniał się kierunek wiatru. Kto dziś nie marzy o takiej niani jak Mary Poppins

Twoje działania, to coś innego niż Ty sama. I jeśli przydarzy Ci się porażka – to nie znaczy, że jesteś porażką

Błogosławieństwo pary młodej – kiedy i gdzie ma miejsce oraz jak się do niego przygotować?