Lifestyle

„Kudły siwe, twarz w zmarszczkach, a taka pełna seksu”. Uwaga, trend na siwe włosy ma się coraz lepiej!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 listopada 2021
 

Kiedy zobaczyłam Sarah Jessicę Parker, gwiazdę „Seksu w wielkim mieście” z siwymi pasmami włosów, związanymi w ciasny warkocz, oniemiałam. Te zdjęcia zrobiono jej, gdy była na kolacji z przyjaciółmi w centrum Nowego Jorku w przerwie zdjęć do kontynuacji kultowego serialu. Przecież ta kobieta jest symbolem kobiecości i najprawdziwszą niekwestionowaną ikoną mody. Mój szok chyba wynika z tego, że jak większość jej fanek i ja uległam naiwnemu złudzeniu, że czas jej nigdy nie dosięgnie! Kiedy zaczynała grać w „Sex and the city” miała 33 lata. Dziś jest 56-letnią, dojrzałą kobietą i wszystko wskazuje na to, że nie zamierza ściemniać. Nadal będzie świetnie ubraną Carrie Bradshaw na szpilkach od Louboutina, ale siwych włosów nie zmierza już ukrywać.

Nie ona jedyna! Niedawno na czerwonym dywanie w Cannes pojawiła się Andie MacDowell z burzą srebrzystych loków. Kobiety zamarły, bo jakim cudem 63-latka w efektownej sukni iskrzącej się kryształkami śmiała rozpuścić srebrne włosy? Okazuje się, że coraz więcej aktorek, dziennikarek i piosenkarek sięga dziś chętnie po luksus, jakim jest pozwolenie sobie na to, by czuć się w końcu… SOBĄ.

Trudno mówić w tym wypadku o jakimś trendzie czy modzie. Wydaje się raczej stawką w tej grze jest odzyskanie samej siebie. To powrót do naturalności, na który wiele kobiet (nie tylko Sarah i Andie!) pozwoliła sobie podczas wielu miesięcy spędzonych w domu w czasie pandemii. Naturalności, z która o dziwo… coraz więcej kobiet dojrzałych czuje się dobrze.

Jednak nie obyło się bez fali oburzenia i hejtu! Nie mężczyzn, ale niestety części kobiet.

„Sadomasochistyczne plemię kobiet znad Wisły pluje jadem na Andie MacDowell, że ta wyglądała jak wiedźma na czerwonym dywanie w Cannes. Bo kudły siwe, długie, twarz w zmarszczkach, a jednocześnie jakaś taka pełna seksu baba bezczelna, jakby młoda, ki czort? Ciało pełne życia, giętkie. Tfu, żmija!”, napisała dziennikarka Paulina Młynarska, która sama też nie farbuje od kilku lat włosów, ale uprawia i uczy jogi.

Młynarska dodała: Jest 2021 rok. Kobiety mogą wyglądać, jak chcą i robić, co chcą. Być, kim chcą”. Chyba miała rację. Bo hejterki Andie po prostu panicznie boją się starości i od lat zamalowują ją centymetr po milimetrze u fryzjerów na rudo, blond lub kasztanowo.

 

Co ciekawe, wśród polskich gwiazd mamy też takie, które od dawna nie wstydzą się srebrnych pasemek. „Eleganckie kobiety na świecie nie farbują włosów. Nigdy nie zapomnę, gdy kilka lat temu weszłam do banku w Nowym Jorku. Oniemiałam, bo żadna z pracujących tam kobiet nie farbowała włosów. Dyrektorką banku okazała się zjawiskowo piękna 60-letnia pani o siwych włosach”, opowiada Krystyna Janda i dodaje: „Pomyślałam, że są w tym nieprawdopodobna elegancja i godność. Podoba mi się takie nieprzejmowanie się tym owczym pędem za młodością. (…) Dużo zależy od klasy. Moim zdaniem każda z nas jest lub może być piękna, a na pewno atrakcyjna i zadbana. Mieć swój styl, charakter, osobowość. To się ceni i to widać. Banalna uroda w tysiącach egzemplarzy, kobiety podobne do siebie, jednakowe, prawie nie do odróżnienia – to mnie nie zachwyca”.

Modelka Lidia Popiel (62), która reklamuje nawet kosmetyki do siwych włosów, opowiada: „Zmiany są najlepsze na świecie. Te z własnego wyboru, nie pod presją. Te, które poszerzają horyzonty albo są dobre dla nas, albo po prostu dają dobrą zabawę. Dla mnie zmianą był powrót do naturalnego koloru włosów — siwego.

Zostało to od razu zaakceptowane przez najbliższych i wielu moich znajomych. Siwe, naturalne włosy stały się też moją wizytówką. Niestety też nie ominęła mnie krytyka. Skojarzenia były proste, niemiłe, kojarzone z zaniedbaniem. Te moje włosy rosną, są coraz bardziej siwe, coraz bardziej mi się podobają. To takie trochę pójście pod prąd. Nauczyłam się też o nie lepiej dbać, bo z wiekiem ich struktura uległa zmianie. Nie bójmy się tego! Zmiany są naturalnym procesem”.

Zabawnie na ten temat o mówi pisarka Manuela Gretkowska (57). Na pytanie dziennikarki, czy to była dla niej trudna decyzja, by nie farbować włosów, odpowiada: „To było raczej niedowidzenie. Zawsze miałam platynowy blond, nie zauważyłam, jak on nawet nie posiwiał, ale zbladł”.

Nie tylko ona nigdy nie farbowała włosów. Dziennikarka Kinga Rusin (50), która słynie z ekologicznego stylu życia, dawno już zapomniała o przesadnej opaleniźnie i mocnym makijażu. Gwiazda twierdzi, że nie korzysta z chemicznych farb. Z biegiem lat jej siwe pasma po prostu zaczęły być widoczne i ona je lubi.

POLECAMY: 5 powodów, aby nigdy nie ignorować siwych włosów w młodym wieku

 

Małgorzata Szumowska (48) także dumnie prezentuje siwe pasemka i mówi w „Elle”: „Dla mnie twarz oznacza tożsamość. To moja wizytówka, wszystko mam na niej wypisane. Lubię swoje zmarszczki, siwe włosy, nie farbuję ich. Podoba mi się, że po słońcu wychodzą mi piegi. To, że twarze się do siebie upodabniają za pomocą zabiegów, uważam za coś smutnego. Mnie ciekawi to, że każda twarz jest inna. Przyglądam im się w kawiarniach, obserwuję na ulicy. Uwielbiam ludzkie twarze, za każdą stoi jakaś historia”.

****

A my jesteśmy ciekawe, czy w pandemii odważyłyście się w domowych zaciszach poeksperymentować trochę z odrostami. Ja to zrobiłam. Po prostu odkryłam, że mogę je trochę tonować za pomocą naturalnych mieszanek henny, które dziś są dostępne nie tylko w odcieniach intensywnie rudych. Znalazłam mieszkankę kasztanową, jest dla mnie idealna. Farbuję nią włosy od roku co kilka miesięcy i tu niespodzianka, bo ten kolor szybko się z włosów spłukuje. Od kilkunastu tygodni jej nie używam i nagle zboczyłam, jaki mam odcień włosów naprawdę. To było wyjątkowo miłe uczucie, bo okazało się, że całkiem fajnie wyglądam. Kompletnie nie przeszkadzają mi siwe pasma. Czuję się z nimi bardzo naturalnie. Czuję się w końcu sobą! I jestem ciekawa, jakie wy macie doświadczenia pandemiczne z włosami. Czy też zdecydowałyście na metamorfozę? A może nie wyobrażacie sobie siebie bez farby? Bo jak mówi moja przyjaciółka… siwe włosy budzą w nas lęk przed przemijaniem…


Lifestyle

Joanna Krupa świętuję 2. urodziny córki na przyjęciu w LA. Mamy zdjęcia!

Redakcja
Redakcja
5 listopada 2021
 

Z okazji 2. urodzin córki Joanna Krupa wyprawiła wspaniałe przyjęcie urodzinowe, na którym gościli mali przyjaciele Ashy. Impreza odbyła się w pięknie udekorowanym ogrodzie w domu Joanny w Los Angeles. Wydarzenia zorganizowano we współpracy ze znanym producentem zabawek dla dzieci – marką Fisher-Price. Jak przystało na przyjęcie dla dzieci nie obyło się bez kolorowych balonów, dmuchanych atrakcji oraz mnóstwa zabawek!


Dwa lata temu na świat przyszła upragniona córeczka Joanny Krupy i Douglasa Nuneza. Od tego momentu Asha stała się oczkiem w głowie znanej modelki i zawładnęła również jej
social mediami. Rok temu gwiazda programu Top Model w czułych słowach napisała o córce „Marzyłam o Tobie przez 41 lat.” Od początku dumna mama chętnie dzieliła się ze swoimi obserwatorami zdjęciami córeczki. Wiadome było zatem, że drugie urodziny Ashy nie mogłyby przejść bez echa!

Przyjęcie urodzinowe z okazji drugich urodzin dziewczynki odbyło się w domu Joanny w Los Angeles, w pięknie udekorowanym ogrodzie. Jak przystało na imprezę dla dzieci nie obyło się bez tony kolorowych balonów, dmuchanych atrakcji oraz ogromnej ilości zabawek Fisher-Price, którymi obecni na przyjęciu mali goście ochoczo się bawili.

Kulminacyjnym momentem imprezy było wniesienie wielkiego tortu z postacią ulubionej zabawki Ashy, przykuwającej uwagę wszystkich gości.

Joanna Krupa chętnie podzieliła się tym wyjątkowym wydarzeniem ze swoim obserwatorami. Na jej profilu na Instagramie pojawiła się obszerna relacja oraz zdjęcia z imprezy, na których widać, że zarówno Asha jak i goście świetnie się bawili.

Warto zaznaczyć, że z relacji gwiazdy wynika, że było to kameralne przyjęcie tylko dla najbliższych przyjaciół mamy i dziecka.

Czyż nie tak właśnie wygląda kinderbal z najskrytszych marzeń każdego dziecka? Musimy to przyznać – impreza wygladała magicznie!

 


Lifestyle

10 afirmacji od Katarzyny Miller. Co robić, żeby znaleźć szczęśliwą miłość

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 listopada 2021
Katarzyna Miller

„Używam i uczę ich”, twierdzi psycholożka. „Afirmacja to nie jest panaceum na wszystko, jak niektórzy próbują wmawiać, ale jest przydatna. Chodzi o to, by w swojej głowie tak poprzestawiać myśli, by być dla siebie bardziej życzliwym, uczyć się na błędach, wybaczać je sobie i wręcz polubić je. Mamy w głowie mnóstwo negatywnych myśli i same siebie oceniamy”. Zajrzyjcie koniecznie do nowej książki psycholożki „Znaleźć faceta i nie zwariować”.

Co to są afirmacje?

To treści pozytywne, zawsze mówione w czasie teraźniejszym. Dotyczą ważnych dla nas spraw. W książce autorki Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska zamieściły afirmacje dotyczące relacji z mężczyznami, ale one mogą się odnosić do wszystkiego – bogactwa, urody, zdrowia, nauki, pracy. Absolutnie do wszystkiego!

Przepis na afirmacje od psycholożki Katarzyny Miller

Ważne jest to, by pracować nad afirmacją. Co to znaczy? Należy wybrać taką, w którą NIE WIERZYMY. Weźmy na przykład afirmację: „Mężczyźni się za mną oglądają, bo im się podobam”. Jeśli kobieta w to nie wierzy, ma do wykonania zadanie.

  1. Weź kartkę i podziel ją na dwie części.
  2. Po lewej stronie napisz pod numerem jeden: „Za mną, Krysią, oglądają się faceci, bo bardzo im się podobam”.
  3. Po prawej stronie napisz pod numerem jeden: „To nie jest prawda, nie podobam się mężczyznom”.
  4. Wtedy wróć do pierwszej kolumny i napisz pod numerem dwa: „Za mną, Krysią, oglądają się faceci, bo bardzo im się podobam”. Później znów w drugiej kolumnie pod numerem dwa pisze: „Przecież to jest nieprawda, po co w ogóle to piszę”. I znów: „Za mną, Krysią, oglądają się faceci, bo bardzo im się podobam” pod trójką w lewej kolumnie, a później pod trójką w prawej wytłumaczenie: „Bzdura, to już jest nudne, ja się nikomu nie podobam”, na przykład.
  5. I tak dwadzieścia razy, codziennie. „Kiedy napiszemy te wszystkie rzeczy w prawej kolumnie, zaczyna się coś dziać. Możemy tam zawrzeć wszystko, co siedzi w naszej głowie: to, że siebie nie lubimy, to, że jesteśmy brzydkie, że mamy dosyć, że jesteśmy wściekłe – co tylko przyjdzie nam na myśl. Piszemy tak długo, aż w środku zaczynamy wierzyć w afirmację. W końcu uznamy: „No tak, przecież mężczyźni oglądają się za mną”. Dlaczego? „Bo im się podobam!”, opowiada Katarzyna Miller.

Kiedy skończymy jedną afirmację, zabieramy się do kolejnej!

Co prywatnie afirmuje teraz Katarzyna Miller?

Psycholożka twierdzi, że co jakiś czas różne rzeczy.

– Ostatnio SPOKÓJ WEWNĘTRZNY, bo złapałam się na tym, że miewam do siebie czasem pretensje lub żal. Tu stosuję taką procedurę, że najpierw siebie chwalę, że w ogóle się na tym złapałam i przepraszam samą siebie za te pretensje. Następnie sprawdzam, czy wewnątrz siebie przyjęłam te przeprosiny i jeśli nie, to powtarzam do momentu, aż je przyjmę. A potem zamieniam tę negatywną myśl na co najmniej pięć pozytywnych. Bo chcę siebie traktować przecież serdecznie.

Psychologowie uważają, że dzieci, które są przytulane, nazywane skarbami i cudami, rosną w siłę. „Wywaliłaś się? O jaka dzielna!”, „Rozlałaś wodę? Nie szkodzi”., „Stłukłaś coś? A to przecież stary garnuszek był”. Jeśli będziemy siebie tak traktowały, przytulały do serca swoje wewnętrzne małe dziecko i były dla niego serdeczne, to poczujemy się lepiej. W tym właśnie tkwi moc afirmacji.

W książce Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska zapisały kilkadziesiąt afirmacji do przetestowania dla każdej czytelniczki. My zamieściliśmy dziesięć z nich.

  1. W związku i poza nim stoję zawsze za sobą.

  2. Miłość spotykam łatwo. Jest ona dla mnie dobra i rozwija się.

  3. Wszystkie moje doświadczenia pomagają mi także w znalezieniu dobrego partnera.

  4. Jestem pełna miłości i mam dużo do dania.

  5. Jestem wystarczająco dobra, atrakcyjna, mądra, by spotkać właściwego mężczyznę.

  6. Wybiorę dla siebie najlepszego mężczyznę.

  7. Ufam sobie i ufam swoim decyzjom.

  8. Dobrze odnajdę się w związku. Będę szczęśliwa i będę umiała dawać szczęście.

  9. Mam szczęście w miłości.

  10. Umiem dawać miłość i umiem ją przyjmować.

Spróbujcie, życzymy powodzenia!

Katarzyna Miller: „Facet nie może być dla nas rozwiązaniem życia. Facet nie jest ratunkiem!”


Zobacz także

„Miłość spłaca się na raty. Kłopot w tym, że zwykle miłość się kończy, a pozostają jeszcze raty do spłacenia”. 15 złotych myśli od Coco Chanel

Trądzikowa mapa ciała. Jest 10 stref – to na której pojawiają się wypryski, świadczy o innym problemie ze zdrowiem

Świąteczny reset. Kto znajdzie jajo?