Lifestyle

Intuicja – nasze trzecie oko. Dlaczego jest taka ważna i dlaczego należy jej słuchać?

Redakcja
Redakcja
25 stycznia 2022
fot. Kat Piwecka
 

Oczywiście, że intuicja istnieje. Często opisywana jest jako jedno z ważniejszych narzędzi podczas procesu decyzyjnego i to nie tylko wśród artystów, czy ludzi sztuki, ale też badaczy, naukowców czy przedsiębiorców. Na bardzo subtelnych i wysokich poziomach intuicji pracowali tacy geniusza jak Tesla czy Einstein. Co więcej – wcale się tego nie wypierali. 


Intuicja jest integralną częścią człowieka i uzupełnia naszą zdolność logicznego myślenia. Mogłabym nawet powiedzieć, że te dwa aspekty się wzajemnie uzupełniają. Wszyscy na co dzień korzystamy z zasobów swojej intuicji, często nawet o tym nie wiedząc. Chyba każdy doświadczył tego niepokojącego uczucia w żołądku czy w sercu, które zmusza nas do określonego działania, albo do zaniechania działania. Pozornie – zupełnie bez powodu.

Czasami podejmujemy określone decyzje odbiegające od rutyny. Na przykład – codziennie jeździmy do pracy określoną trasą aż pewnego dnia “coś” po prostu każe nam jechać zupełnie inną drogą. Za kilka godzin okazuje się, że w tym miejscu, o naszej stałej porze wydarzył się dramatyczny wypadek. Albo najprostszy – zastanówmy się ile razy pomyśleliśmy o kimś i dosłownie minutę, czy pięć pózniej ta osoba do nas dzwoni. To “COŚ” to jest właśnie nasza intuicja. Ona pozwala nam podejmować dobre decyzje i ostrzegać przed niebezpieczeństwem.

Co znaczy słuchać intuicji? I jak ją rozwijać?

Słuchanie intuicji oznacza, że jesteśmy w stanie rozpoznać i zinterpretować sygnały odbierane przez ciało oraz ufać, że istnieje jakieś odgórne “źródło informacji”, które zawiera dane o przyszłych zdarzeniach. I że słuchając go uzyskamy wskazówki dotyczące najlepszego działania, rozwiązania, które pomoże nam podjąć optymalnie najlepszą dla nas decyzję.

By usłyszeć ten głos należy skoncentrować się na tym, co jest tu i teraz. Uczyć się życia w akceptacji, otwartości i zwracać uwagę na sygnały wysyłane przez nasze ciało, nie należy koncentrować się tylko na mózgu. Eksplorujmy nasze wnętrze z ciekawością i otwartością.

Pełen zakres ćwiczeń pokazuję zawsze na moich dwudniowych warsztatach zatytułowanych „Na ścieżkach intuicji”, ale przedstawię tu jedno proste ćwiczenie, dzięki któremu zaczniesz rozwijać swoją intuicję.

Ćwiczenie: zamknij oczy i weź kilka głębokich oddechów, bardzo wolno wydychając powietrze. Skieruj swoją uwagę na to, co myślisz. Jakich myśli teraz doświadczasz? Zwróć uwagę na to, jak teraz czuje się twoje ciało. Wykonaj szybki skan swojego ciała. Jak się
czujesz? Jesteś spięty czy zrelaksowany? Cały czas oddychaj głęboko i bardzo wolno wydychaj powietrze. Uważnie eksploruj swoje wnętrze. Czy jest coś, na co teraz szczególnie powinieneś zwrócić uwagę? Jakie masz odczucia myśląc o tym? Bez względu na to, czy
otrzymujesz konkretne informacje lub wiedzę – ciesz się chwilą obecną. Bo im bardziej jesteśmy obecni i związani ze sobą, tym bardziej prawdopodobne jest, że zauważymy i podążymy za naszymi intuicyjnymi zdolnościami. A dzięki praktyce będziemy bardziej
skuteczni w tym, jak będziemy z niej korzystać.

Zapraszam na moje warsztaty z intuicji, najbliższe już w dniach 12-13 lutego w Warszawie.

Szczegóły na stronie https://ilianaramirez.com/produkt/walking-the-path-of-intuition/

dr Iliana Ramirez, ekspertka mindfullness i medytacji

fot. Kat Piwecka


Lifestyle

Chodzisz do psychiatry, bierzesz leki, a poprawy nie ma. To depresja lekoodporna

Media Room
Media Room
25 stycznia 2022
fot. vitapix/iStock
 
Obniżony nastrój, zaburzenia snu, niemożność odczuwania radości, pesymistyczne, a czasem i samobójcze myśli – to niektóre objawy depresji. Pacjent udaje się do psychiatry, dostaje leki, często odbywa sesje u terapeuty… i poprawy nie ma w ogóle, albo jest niewielka. Tego rodzaju odpowiedź na leczenie wcale rzadka nie jest – psychiatrzy mówią wtedy, że mają do czynienia z pacjentem chorującym na depresję lekooporną.

To wcale nie jest takie rzadkie zjawisko. „Pierwsza kuracja przeciwdepresyjna, zastosowana w trakcie danego epizodu, zapewnia remisję jedynie u 20–30 proc. chorych. Około 30–40 proc. chorych na nią nie reaguje (w czasie danego epizodu), u 70–80 proc. nie odnotowuje się pełnej poprawy (remisji), 20 proc. nie powraca do zdrowia w okresie dwóch lat, a u 10 proc. przewlekły stan depresji utrzymuje się mimo licznych interwencji terapeutycznych” – napisał prof. Stanisław Pużyński w komentarzu do artykułu przeglądowego na temat depresji lekoopornej, autorstwa dwóch badaczy: Berlima i Tureckiego (przedruk w języku polskim zamieścił portal Medycyna Praktyczna).

Jedna z firm farmaceutycznych, która zainicjowała właśnie kampanię „Powrót z depresji”, w notce prasowej informuje, że szacuje się, iż w Polsce problem depresji lekoopornej może dotyczyć aż 600 tysięcy osób.

Zaznaczyć też trzeba, że psychiatrzy zdają sobie sprawę z tego, iż część pacjentów zbyt pobieżnie jest klasyfikowanych jako „opornych na leczenie”. „Czasem mamy do czynienia z >>lekoopornością rzekomą<<, w której brak zamierzonego efektu terapeutycznego wynika z nieadekwatnej farmakoterapii, interakcji między lekami podawanymi choremu czy mylnego rozpoznania depresji. Wykazano, że około 60 proc. chorych >>lekoopornych<< w rzeczywistości należy do grupy osób z lekoopornością rzekomą, a u ponad połowy z nich zastosowano leczenie zbyt małymi dawkami leków, które ponadto chorzy często przyjmowali nieregularnie” – zastrzega w komentarzu prof. Pużyński.

Relacja pacjent-lekarz kluczowa

W terapii każdej choroby jedną z najistotniejszych kwestii jest z jednej strony fachowość lekarza, a z drugiej zaufanie do niego pacjenta. A bywa z tym różnie. Sytuacja być może komplikuje się jeszcze bardziej w dziedzinie psychiatrii – zaburzenia psychiczne, korzystanie z pomocy specjalistów w razie doświadczenia takich – wciąż jeszcze stygmatyzują.

„Konsultacja ze specjalistą jest odkładana przez pacjentów na kolejny tydzień, miesiąc, rok” – ubolewa prof. Janusz Heitzman, były dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Panują też szkodliwe mity dotyczące leków przeciwdepresyjnych – że np. uzależniają (nieprawda, silny potencjał uzależniający mają środki nasenne), zmieniają osobowość (nieprawda, osobowość nie zmienia się). Nic dziwnego, że jeśli pacjent nie rozwieje swoich wątpliwości z lekarzem, albo lekarz niewystarczająco wyjaśni pacjentowi sensu i sposobu działań leczniczych, może nieregularnie przyjmować leki, zmniejszać dawki itp.

„Warunkiem efektywnego leczenia przeciwdepresyjnego jest odpowiedni i adekwatny sposób prowadzenia terapii. Takie adekwatne leczenie polega na wyborze właściwego leku, określeniu dawki terapeutycznej (…) po ewentualnym oznaczeniu stężenia leku we krwi oraz stosowaniu leków w dawkach terapeutycznych przez odpowiedni okres (co najmniej 6–8 tyg.). Należy ponadto ocenić stan somatyczny i współwystępujące choroby oraz przeanalizować stosowane w terapii tych chorób leki i ewentualne interakcje, które między nimi mogą zachodzić. Konieczne jest uwzględnienie czynników psychologicznych podtrzymujących depresję i zapewnienie choremu pomocy psychoterapeutycznej. Bardzo ważne jest upewnienie się, czy chory przyjmuje leki zgodnie z zaleceniami” – podkreśla prof. Pużyński.

Depresja lekooporna: przyczyny

Warto wiedzieć, że nieadekwatne leczenie depresji to wzrost ryzyka wystąpienia depresji lekoopornej. Inne przyczyny to na przykład przewlekłe choroby. Mówił o tym w wywiadzie dla „Serwisu Zdrowie” prof. Piotr Gałecki, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii. Wskazywał, że te osoby, które cierpią na choroby ogólnoustrojowe, takie jak na przykład cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), choroba Hashimoto, znajdują się w grupie ryzyka depresji lekoopornej.

„Takie schorzenie jest też czynnikiem ryzyka epizodu depresyjnego, który nie będzie miał nic wspólnego ze stresorami psychologicznymi pochodzącymi ze środowiska, czyli na przykład doświadczenia straty, czy z cechami osobowościowymi takiej osoby. Ten epizod depresyjny będzie wynikał bowiem z faktu nasilenia się choroby podstawowej, którą jest RZS, Hashimoto czy inne tego typu schorzenie” – mówił.

Psychiatrzy podkreślają, że w takiej sytuacji konieczne jest dobre leczenie tych chorób i szczególne zwrócenie uwagi na higienę życia, czyli np. dobry odpoczynek. Warto też pamiętać, że mimo wszystko depresję da się leczyć, nawet taką lekooporną. Nagrodą jest remisja, a zatem normalna koordynacja, wydolność intelektualna, umiejętność cieszenia się, spokojny sen. Po prostu życie.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Lifestyle

Dekalog dobrego życia na podłe czasy. Po pierwsze: nie udawaj, że to się nie dzieje

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 stycznia 2022
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Jak chronić siebie, a jednocześnie nie pozostać obojętnym? Gdzie jest złoty środek, który być może pozwoli nam wszystkim przeżyć? Jest kilka wskazówek, które pomogą.

Po pierwsze: nie udawać, że to się nie dzieje…

Nie chodzi o to, że mamy teraz codziennie od rana do wieczora mieć włączone wiadomości, czy spędzać w Internecie długie godziny. Nie, ale nie udawajmy też, że rzeczywistość nie istnieje. Wielu z nas stosuje mechanizm wyparcia. W jakimś sensie jest on uzasadniony, bo pozwala nam się nie martwić i spokojnie żyć, gdy wokół burza. Jednak czasem warto się z rzeczywistością skontaktować i zmierzyć. Wiedzieć, jak wygląda nasza sytuacja finansowa, co się zmieni, jak ma się sytuacja z pandemią. To też pozwala nam przygotować się na ewentualne zagrożenie.

Po drugie: być w kontakcie ze swoimi emocjami…

Często robimy dobrą minę do złej gry, a potem okazuje się, że zaczynamy chorować. Mamy problemy z sercem, boli nas głowa.  Nawet skoki cukru, czy zatkane zatoki mogą być wynikiem silnego stresu.

Doktor Agnieszka Mościcka-Teske z SWPS w jednym z wywiadów powiedziała: ”Emocjonalność człowieka ma jednocześnie podbudowę fizjologiczną i psychologiczną. Złość jest emocją podstawową i w jej przypadku fizjologia i psychologia są ze sobą szczególnie powiązane. Podbudową fizjologiczną złości jest aktywacja układów i organów naszego ciała do tego, żeby intensywniej działały, by pobudzić nas do aktywności na zewnątrz – do ekspansywności, ingerencji w otaczające nas środowisko, by przybliżyć nas i skonfrontować ze źródłem tego, co naszą złość wzbudziło. Złość aktywizuje różne partie mięśni – w złości mamy szczególnie ukrwione kończyny i twarz i w tych partiach ciała pojawia się największe napięcie mięśniowe. Przeciwne złości emocje, jak smutek czy strach, „cofają nas” do wewnątrz – zamykamy się z naszym smutkiem, aby się zająć sobą, a emocja strachu odsuwa nas od źródła strachu”.

Jeśli jesteś zła, poszukaj źródła złości
Jeśli się boisz, znajdź przyczynę

Po trzecie: nie nienawidzić i nie gardzić

Wszystko, co złe, dzieje się z nienawiści i pogardy. A nienawiść często bierze się z naszego głodnego ego. To ja wiem, co jest najlepsze, więc nienawidzę tych, którzy myślą inaczej. Albo inaczej żyją. To ja chcę osiągnąć sukces, być kimś, więc nienawidzę tych, którzy już go mają. W końcu to ja jestem lepszy, wszyscy inni są gorsi. Z nienawiści są wojny, konflikty, rasizm, brak tolerancji. Nie bierzmy w tym udziału.

Po czwarte: wspierać dobro

Drogi są dwie, można się odwrócić i uznać, że świat jest podły i nic z tym nie można zrobić. Można włączyć media społecznościowe, zobaczyć, ilu ludzi prosi o pomoc, ile organizacji szuka wsparcia i odwrócić głowę. W końcu to nie nasza sprawa. A można zrobić cokolwiek. Wysłać choć złotówkę. Zawieźć ubrania, czy potrzebne komuś sprzęty, których my już dawno nie używamy.

Po piąte: reagować na przemoc

Jedno to nie oceniać, drugie to pozwalać, żeby komuś obok działa się krzywda. Udawać, że się nie słyszy krzyku za ścianą, czy nie widzi, jak ktoś traktuje dziecko, psa. Gdyby każdy z nas reagował, wielu dramatów by nie było albo skończyłyby się w odpowiednim momencie. Reagujmy, nawet jeśli się boimy, czy po głowie krąży myśl: „Nie można wtrącać się w cudze sprawy”.

Po szóste: odpuścić urazy

Szczęśliwie może żyć ten, w kim nie ma zduszonego żalu do drugiej osoby. Nie ma żądzy zemsty, udowodnienia własnej racji, nawet obsesyjnego pragnienia sprawiedliwości dla siebie. Nasz żal niszczy tylko nas, podobnie, jak chęć zemsty, czy jakakolwiek obsesja. Nie, nie jest łatwo odpuścić. Ale po co nieść kolejny krzyż?

Po siódme: znaleźć własną drogę

Właśnie dziś, w tym hałasie, świecie nadmiernych bodźców, walce o urodę, młodość, sukces, prestiż. Szczęśliwi ludzie nie rywalizują, nie są dziećmi, które wciąż szukają głasków. Sami potrafią się pogłaskać, a potem iść tam, gdzie tylko oni chcą iść. Niezależnie od tego, co myślą o tym inni ludzie.

Po ósme: odrzucać to, co nieistotne

Plotki z sąsiadką, które nam nie służą, a bierzemy w nich udział tylko dlatego, że głupio nam przerwać. Wdawanie się w dyskusje z ludźmi, którzy tylko chcą udowodnić swoją rację. Rozmyślanie, co zrobił szef, a co ja powinnam była zrobić. Emocjonalne śmieci są wszędzie. Warto posprzątać z nich swoje życie. A przynajmniej codziennie próbować.

Po dziewiąte: kochać

Nie, nie tylko partnera, partnerkę, rodziców i dzieci. Kochać życie, bo to pozwala na wdzięczność. Kochać świat. Kochać siebie. I jak najwięcej czasu spędzać z bliskimi. Ludźmi, którzy nas akceptują i kochają takimi, jacy jesteśmy.

Po dziesiąte: wiedzieć, że ma się wpływ

Na swoje reakcje, zachowania, myśli, działania, życie. Wpływ to nie pełna kontrola, przekonanie, że nic nas nie zaskoczy to raczej przyglądanie się i reagowanie, działanie. A jeśli czujemy, że nie mamy wpływu – próba zmiany. Choćby sięgnięcie po pomoc.

 


Zobacz także

Drżenie powieki z reguły samo przechodzi. Kiedy należy się niepokoić?

Co mówi o tobie kolor twoich oczu

„Dziewczynka wszystkiego nauczyła się od rodziców: kłamstw, manipulacji, wchodzenia w rolę partnerki ojca, dogadzania mu, kajania się kiedy było trzeba”

Tuż przed ważną imprezą miała wypadek. To, co zrobiła polska makijażysta zdumiewa!