Lifestyle

Tak, mają siwe włosy. Tak, wiedzą, że to widać. Dziewczyny z „Seksu w wielkim mieście” powracają!

Redakcja
Redakcja
9 grudnia 2021
 

Doczekałyśmy się! Już dziś premiera kontynuacji serialu „Seks w wielkim mieście”. Na platformę HBO trafiły pierwsze dwa odcinki „And just like that”. Od miesięcy produkcja dawkowała informacje na ten temat, tłumacząc – słusznie zresztą – że po co psuć niespodziankę. To tak jakbyśmy już w listopadzie wiedziały, co znajdziemy pod choinką. Obejrzymy pierwsze dwa odcinki i na pewno damy Wam znać, jak się ogląda i czy warto! Śledźcie naszą stronę i Facebooka – tekst pojawi się jeszcze dziś!

Informację o tym, że legendarny serial HBO, który przez lata zdobył osiem Złotych Globów i siedem statuetek Emmy, doczeka się kontynuacji w postaci siódmego sezonu, potwierdzono w styczniu. Nowa odsłona serii zatytułowana „And Just Like That…” zaprezentuje dalsze losy bohaterek serialu, ukazując „perypetie i zmagania kobiet po pięćdziesiątce”.

Zobaczcie trailer!

Sarah Jessica Parker umiejętnie podsyca zainteresowanie fanów, publikując zdjęcia z planu – a to z koleżankami, a to ekwipunku, który jej bohaterka będzie miała w jednym z odcinków.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez SJP (@sarahjessicaparker)

Tak, mają siwe włosy. Tak, wiedzą, że to widać

Jak informuje serwis „People”, na pierwszych zdjęciach z planu długo oczekiwanej kontynuacji serialu widać, że… główne bohaterki mają widocznie siwe włosy. „Silver generation” staje się faktem.

Ze zdjęć opublikowanych na Instagramie przez HBO MAX można wywnioskować, że skończył się w życiu bohaterek etap spełniania mniej lub bardziej zwerbalizowanych oczekiwań innych. Parker (która gra Carrie Bradshaw) i Nixon (Miranda Hobbs) wreszcie zaczęły żyć w zgodzie z własnymi potrzebami. A zatem serialowa Miranda zaprezentowała jakże praktyczną fryzurę pixie, przetykaną eleganckimi srebrnymi pasmami, podczas gdy Carrie postawiła na starannie przemyślaną nonszalancję, pozwalając, aby z fal delikatnie przebijało srebro.

O czym będzie nowy sezon? Sarah Jessica Parker w wywiadzie dla „Vanity Fair” zapowiedziała, że scenariusz obejmuje czas pandemii.

„Covid-19 oczywiście będzie częścią fabuły, bo dotknął miasto, w którym żyją bohaterki serialu. Jak zmieniają się przyjaciele, gdy przyjaciele znikają? Mam nadzieję, że scenarzyści dobrze się temu przyjrzą”- mówiła.

„Jak sobie radzą z mediami społecznościowymi? Jak wygląda życia Mirand i Charlotte, kiedy oboje są matkami nastolatków. Gdzie Carrie, której rodziną są przyjaciele, jest teraz zawodowo? Jak zmiany polityczne wpłynęły na to, co robi? Czy wciąż prowadzi swoją rubrykę? Czy napisała jeszcze jakieś książki? A może ma podcast? Co znaczy dla niej teraz moda?” – aktorka nie dała się naciągnąć na wyjawienie szczegółów.

Nie znamy jeszcze szczegółów fabuły, ale wiadomo już, jakich bohaterów możemy się spodziewać. I tak:

Nie będzie Samanthy 🙁

Media od dawna szeroko relacjonują spory serialowych Samanthy i Carrie. Sama Kim Cattrall często i chętnie wypowiadała się na ten temat. Po śmierci brata za pośrednictwem mediów społecznościowych ostro skrytykowała Sarah Jessikę Parker: „Nie jesteś moją przyjaciółką. Piszę więc, aby powiedzieć ci ostatni raz, żebyś przestała wykorzystywać moją tragedię, aby przywrócić swoją opinię „miłej dziewczyny”. Sarah Jessica Parker natomiast nigdy nie wypowiadała się w tym tonie o byłej koleżance z planu. Przeciwnie, w jednym z talk shows powiedziała, że Kim Catrall zawsze będzie jej bliska i zawsze będzie częścią ekipy „SATC”. W 2017 roku, kiedy zaczęły krążyć rozmowy o trzecim filmie „Seks w wielkim mieście”, Cattrall dała jasno do zrozumienia, że nie będzie brała udziału ani w nim, ani w żadnym innym projekcie SATC w przyszłości.

Za to zobaczymy Mr. Biga!

Wielokrotnie to on dostarczał serialowej Carrie Bradshaw inspiracji do jej kolejnych felietonów, stając się jednym z powodów jej sercowych rozterek. Trudno byłoby sobie wyobrazić „Seks w wielkim mieście” bez Mr. Biga. Zapewne tej postaci brakowałoby również w reboocie serialu, nad którym właśnie rozpoczęły się prace. Chris Noth, którego doskonale pamiętamy z serialu zdradził, że początkowo nie był pewien, czy wniesie coś wartościowego i nowego do roli Mr. Biga, która ponownie przypadła mu w udziale. Aktor przyznał jego udział w produkcji stał pod znakiem zapytania. „Nie czułem, że mam coś do zaoferowania w tej roli” – powiedział aktor.

„To były trochę kreatywne negocjacje, ponieważ naprawdę nie czułem, że znów mam coś do zaoferowania w tej roli” – powiedział Noth w wywiadzie dla „Yahoo!”. Na szczęście scenariusz okazał się na tyle kuszący, że Noth nie był w stanie odmówić propozycji, którą złożył mu producent wykonawczy Michael Patrick King.

Do swoich ról powrócą Sarah Jessica Parker, Cynthia Nixon, Kristin Davis oraz serialowi amanci – wcielający się w Mr. Biga Chris Noth i John Corbett, który sportretował na ekranie Aidena. Czekających na premierę kontynuacji serialu widzów rozczarowała jednak informacja o nieobecności Kim Cattrall, czyli Samanthy Jones. Aktorka wyjaśniła, że nie ma zamiaru wracać na plan, gdyż „Seks w wielkim mieście” to dla niej zamknięty rozdział.

 

 

 


Lifestyle

Carrie i Mr Big – wielka miłość czy toksyczny związek?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
9 grudnia 2021
 

Serialowi Carrie i John James „Big” poznali się jeszcze w pierwszym sezonie serialu. W pierwszej części filmu o tym samym tytule para, po licznych perypetiach, wzięła ślub. W drugiej części filmu producenci scementowali ich związek. Nie ma wątpliwości, że chemia między nimi nie znikła. W końcu to zawsze było ich największą siłą, prawda?

Zastanawiałyście się kiedyś jaki typ związku prezentuje para bohaterów? Zadzwoniłam dziś do paru przyjaciółek, fanek serialu. I można powiedzieć, że to, co mówią bardzo pasuje do skrajnych opinii, które można poczytać na internetowych forach, Od „Ale oni są cudowni” po „te bujdy mieszają dziewczynom w głowie”. Skupmy się, więc może na tym, co w tym filmowym związku jest toksyczne i dlaczego raczej należy unikać takich relacji.

Bojący się zaangażować facet

Czy może być coś gorszego niż facet, który nie jest pewny, że jesteśmy tą jedyną? (Szczególnie, gdy my jesteśmy pewne?). A taki właśnie był Big. Romantyczny, szarmancki, cudowny, ale gdy ona spytała go tuż przed wyjazdem na romantyczny weekend, czy jest „the one”, on uciekł wzrokiem i zaczął coś bąkać! Dopiero w połowie drugiego sezonu para dała sobie drugą szansę, a Big zaczął przedstawiać Carrie jako swoją dziewczynę. Czy to koniec kłopotów? Oczywiście, że nie, bo gdy ona umówiła go na spotkanie ze swoimi przyjaciółkami biedny Mr Big… uciekł.

Facet, który po rozstaniu z tobą szybko żeni się z inną

Albo inna sytuacja. Nagle dowiadujesz się, że on planuje wyjechać na rok do Paryża. Dlaczego ci nie mówił? Dlaczego cię w tym planie nie uwzględnił?
Rozstajecie się, a kilka miesięcy później spotykasz go przypadkiem z inną, młodszą kobietą. Co więcej dowiadujesz się, że on planuje się z nią ożenić. Tak szybko? Tak nagle? „Przecież nie chciałeś się żenić, boisz się zobowiązań” mówiła do Biga Carrie. Siedzieli wtedy w restauracji, bo ona postanowiła, że spróbuje być jego przyjaciółką. A on bez ceregieli odpowiedział coś w stylu: „wszystko się zmienia”.

Ty w roli cierpliwej, wybaczającej nawet jak się złościsz

Dziennikarka, samodzielna, niezależna. W wielkim mieście. A przy mężczyźnie zachowująca się czasem, jak bezradne dziecko. Czy to jednak nie toksyczny związek? Co najmniej kilkanaście razy chciałoby się walnąć serialową Carrie w głowę. I wrzasnąć: „Otrząśnij się, dziewczyno!”. Choćby wspomnijmy o tym nieszczęsnym Paryżu. Carrie się wściekła, że Big jej nie powiedział o wyjeździe, a następnego dnia wraca do niego, słodka i rozkoszna, z paczką z MacDonalda i radośnie szczebiocze, że ona rzuci wszystko i poleci z nim do Europy. Big niekoniecznie jest zadowolony i mówi jej wprost: „Ale poleć dla siebie, nie dla mnie”. Dla siebie? Przecież wiadomo, że chciała to zrobić dla niego. Zresztą Carrie nieustannie analizuje zachowania Biga, każdego faceta porównuje do niego i tak naprawdę zawsze mu wybacza. Prawdziwa miłość, powiecie. No być może. Ale żeby aż tak?

Facet uciekający sprzed ołtarza

Już nie chodzi nawet o tych czekających ludzi, suknie, przygotowania, ale o zawiedzione oczekiwania. Gdy Big w dniu ślubu ma wątpliwości, ona wierzy, że to będzie najszczęśliwszy jej dzień. Co byście powiedziały przyjaciółce, gdyby jej ukochany zwiał w dniu ślubu? Albo kręci nosem? Żeby dała sobie na zawsze spokój! I niby przyjaciółki też jej to mówiły. Tyle że potem i tak do siebie wrócili….

Mężczyzna, który dopada cie tylko, jak jesteś szczęśliwa i… wszystko psuje….

John James „Big” najbardziej kochał Carrie, gdy jej nie miał. Gdy już układała sobie życie z nowym facetem, on pojawiał się, jak bumerang z wyznaniami uczuć, z tęsknotą i wszystkimi tymi wielkimi „ach”. Normalnie powiedziałybyśmy: no narcyz!

Wieczna drama– emocje na wysokim C

Jest tu chyba wszystko, czym toksyczny związek się charakteryzuje: odrzucenia, zdrady, rozstania, powroty. Seks, porywy uczuć, oddalenia. Bliskość, która niemal zawsze kończy się krokiem w tyłu. Do dziś mam przed oczami scenę, gdy Carrie opiekuje się ukochanym w chorobie, troszczy się o niego, a gdy on w końcu się budzi już w lepszej formie, głos mu się zmienia, staje się zimny i znów niedostępny.

Tak, tak wiem, bywały wielkie i cudowne emocje godne pozazdroszczenia. Big potrafił „w romantyzm”. Mieli cudowną chemię, cudowny seks. Scenarzyści nie mogli nam dać stabilnej, spokojnej pary, bo zanudzilibyśmy się na śmierć.
Ale i tak sądzę, że to jednak niebezpieczna, współczesna bajka o bad boyu w przebraniu szarmanckiego maklera i zakochanym w nim dziewczęciu, która nawet, jak buduje nowe związki i tak ma z tylu głowy tego jedynego. Który w końcu przecież uwalnia ją z rąk rosyjskiego „ukochanego” i w Paryżu (ładna klamra) wyznaje jej miłość. Tak, po sześciu sezonach mówi jej wreszcie, że to ona jest „The one”.

Trochę ciary:)

 


Lifestyle

Robert Motyka z Paranienormalnych: modlę się, by przyśniła mi się mama i doceniam każdą chwilę z tatą

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
8 grudnia 2021

Mając 15 lat, wyprowadził się z domu z Sieniawy Żarskiej i potem rzadko go odwiedzał. Został komikiem (Paranienormalni) i stand-uperem. W nowym programie TTV „Rzeczy, których nie nauczył mnie mój ojciec” – Robert i jego tata Tadeusz porwali się na remont pawilonu, by powstał w nim wiejski lumpeks. Po trzydziestu latach obydwaj mają do załatwienia parę innych spraw. Rozmawiamy z Robertem o świadomym ojcostwie, relacji z chorym ojcem i o miłości jego życia. Tej od pierwszego wejrzenia.

Jak będzie nazywa się lumpeks twojego taty?

– Sklep już działa, ale nazwy nie ma. Dlatego na Instagramie zorganizowałem konkurs i wygrała „Szmatka u Tadka”. Na święta jadę do taty i spróbuję zorganizować szyld. Sporo osób pisało do mnie z pytaniem, gdzie dokładnie jest ten sklep, bo chcą tam jechać na zakupy. Może podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, ale włożyliśmy w remont kawał serca? Dla taty to nie jest zwyczajna praca, ale zajęcie, które wyznacza mu rytm dnia. On fajnie odnajduje się w rozmowach z ludźmi. Wielu przyjeżdża nie po ciuchy, ale po to, by z nim pogadać.

Jak twój tata znosi popularność?

– Dla taty wszystko skończyło się, kiedy zgasły kamery i ekipa filmowa wyjechała latem z Sieniawy. Po trzech tygodniach filmowania emocje opadły, ale od tej pory dzwonimy do siebie codziennie, ja mówię: „halo Warszawa”, a on: „halo Sieniawa!” Takie mamy hasło, po którym pada kilka krótkich żołnierskich, ale serdecznych zdań. Kiedy zaproszono nas niedawno do studia „Dzień Dobry TVN”, tata już dzień wcześniej mówił, że może on nie pójdzie, bo to jednak telewizja na żywo. Jednak kiedy wjechaliśmy na górę do studia i drzwi windy otworzyły się, popatrzył i powiedział tylko:

„Synek, ale dlaczego tu jest tyle ludzi?”. Potem dziwił się, że wszyscy go witają: „Panie Tadeuszu”. Ja mu powiedziałem: „Tata, ale ty przecież jesteś gwiazdą. Ludzie cię lubią i znają”.

Jak mówię, że fani chwalą jego cudowne powiedzonka, on macha ręką. Ma taki zwyczaj, że przyjmuje komplementy, tak samo jak nimi częstuje, czyli oszczędnie.

Robert, ty podczas programu często płakałeś. Nie wstydziłeś się?

– Jestem kolesiem, który nie wstydzi się pokazać, że czegoś nie potrafi albo że się wzrusza. Normalnie płaczę, a czasem potrafię się obsmarkać i potrzebuję kilku minut, by dojść do siebie. Ludzie wcześniej postrzegali mnie przez pryzmat estrady, gdzie zawsze jestem pod krawatem, dobrze uczesany i taki „ą”, „ę”. Może wyobrażali sobie, że jestem celebrytą, które żyje w zamku i mam złote klamki? Tymczasem okazuje się, że jestem facetem, który wychował się w niewielkiej Sieniawie. My z ojcem bardzo zbliżyliśmy się podczas trwania programu. Przez lata te uczucia, które były tłumione, naturalnie eksplodowały.

Nie bałeś się, że to zostanie odczytane jako niemęskie?

– Być mężczyzną to nie znaczy, że trzeba mieć duże mięśnie i groźną brew. Moim zdaniem to odpowiedzialność najbardziej świadczy o męskości. Od ojca nauczyłem się dotrzymywać „słowa honoru”. Dla nas obu to są wiążące słowa, które sprawiają, że nie trzeba podpisywać umowy ani stawiać pieczątek. Oczywiście to dziś traci na znaczeniu. W jednym z odcinków opowiadałem, że pożyczyłem komuś pieniądze i do tej pory nie mogę ich odzyskać. Ojciec mówi, że bywam naiwny, ale ja zrobiłem to, bo ktoś mi kiedyś pomógł i chciałem, by dobro krążyło po świecie. Dlatego też nie wstydzę się łez. Czasem tylko obawiałem się, że widz pomyśli, że tego płakania w programie było za dużo i że Motyka beczy pod publiczkę. Pamiętam taki moment, kiedy poszliśmy z ojcem na cmentarz, by odwiedzić grób mamy, ekipa zachowała się wspaniale. Kamery odjechały, prawie ich nie widzieliśmy, nie filmowano naszych twarzy i naprawdę przeżyliśmy z tatą bardzo intymny dobry moment.

Uczysz syna, że emocji nie można tłumić?

– Kiedyś mówiłem do syna: „Bądź twardy, nie rozklejaj się”. Ale dziś wiem, że te hasła nie działają. Jeżeli ktoś płacze i to niezależnie czy dziewczyna, czy chłopak, trzeba mu dać popłakać. Kiedy mój syn albo córka nie radzą sobie z emocjami, bo np. nie zaliczyli testu, to nie wchodzę w tę sytuację z butami i nie mówię, żeby się ogarnęli. W takim momencie człowiek potrzebuje wsparcia i bliskości. Mówię więc, że mi przykro i że rozumiem, co czują, bo to bardziej pomaga niż stawianie do pionu. Jako rodzic jednak daję do zrozumienia, że mogę pomóc.

Michael Jordan, którego uwielbiam, powiedział, że dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Ja się tego trzymam.

Starasz się nie popełniać tych błędów, które popełnił twój ojciec?

– Jasne. Wczoraj mój syn, który ma 22 lata, przyszedł i powiedział, że chciałby ze mną wypróbować drona. W pierwszym odruchu miałem ochotę powiedzieć: „Daj spokój!” Byłem zaspany, leżałem pod kocem. Spojrzałem na termometr, było minus 3°C i szaro z oknem. Ale mu powiedziałam: „Stary jasna sprawa” i poszliśmy na łąkę. Nie jestem oczywiście idealnym ojcem, zdarzało mi się, że odpisywałem ludziom na smartfonie nieistotne rzeczy, kiedy dzieci do mnie przychodziły z prośbą o pomoc. Potrafiłem je ignorować. Dopiero moja córka postawiła mnie do pionu.

A czego cię nauczyła twoja żona?

– Zawsze się wzruszam, jak opowiadam, że poznaliśmy się w technikum, kiedy ona miała 16 lat, a ja 18. Spojrzałem w jej brązowy oczy i w nich przepadłem. Uważam to za wielkie szczęście, bo niektórzy ludzie całe życie szukają miłości i jej nie znajdują. Ja od początku czułem, że to jest kobieta, z którą chciałbym się zestarzeć. Zawsze będę podkreślał, że żona poświęciła swoją karierę zawodową, żebym ja mógł realizować własne marzenia. Gdybyśmy oboje postawili na pracę zawodową, chyba nie udałoby nam się zbudować szczęśliwego domu. Tym bardziej że dużo jeżdżę po Polsce z kabaretem. Monia jest inspiracją dla wielu pomysłów, to ona podsuwa mi różne fajne grafiki do plakatu czy na okładkę do płyty.

Zobacz także: Anita Lipnicka: „Kochałam, szalałam, płakałam… To wszystko człowieka zmienia”

Dlatego uważam, że mój sukces to jest nasz wspólny sukces.

Ale wracając do twojego pytania, powiem ci, że żona jest moim bezpiecznikiem, żebym nie zwariował. Kiedy widzi, że mam za dużo na głowie, to szuka możliwości, żebym odpoczął. Ona nauczyła mnie podróżować. Czasem mówi, że kupiła bilety i lecimy na kilka dni do Rzymu. Ja wtedy bronię się, bo mam dość wyjazdów z kabaretem. Ona jednak potrafi mnie namówić, że bilety teraz kosztują 99 złotych i już taka okazja się nie trafi. „Ogarnij się; ciesz się, że jesteśmy razem”, krzyczy. Ale to nie znaczy, że jestem pod pantoflem, my po prostu jesteśmy jakby jednym organizmem.

Jak czujesz się z tym, że twoja córka ma teraz dokładnie tyle lat, ile ty, gdy poznałeś żonę?

– Hania ma 16 lat i jest zakochana, ale na szczęście ja lubię jej chłopaka. To jest oczywiście trudne przeżycie dla każdego taty.

Na początku myślałem sobie: „To już koniec! On mi ją zabierze! A przed chwilą razem z córką lepiłem bałwana”.

Myślę, że moim największym sukcesem jest to, że choć nie naciskam i nie wyciągam na siłę informacji, to my z Hanią możemy rozmawiać na takie tematy. Bo ja jako dzieciak nie rozmawiałem z ojcem o moich emocjach. Kiedy teraz patrzę na Hanię i jej chłopaka, widzę wszystko przez pryzmat tego, co sam przeżyłem z Moniką. Widzę piękną miłość. Pamiętam, że gdy ktoś próbował mi przed laty powiedzieć, że Monika jest na chwilę, odgrażałem się, że to na całe życie i nie pomyliłem się. Myślę, że moja córka widzi, jakim uczuciem darzę żonę, dlatego moja relacja jest dla niej wzorem, jak budować w przyszłości rodzinę. Jestem więc spokojny i mam do córki zaufanie.

 

Robert, co ci dał ten program?

– Oglądam każdy odcinek, choć byłem tam i sam to wszystko przeżywałem. A jednak o godzinie 22.00 siadam, by znów popatrzeć na tę przygodę dwóch facetów, którzy próbują odnaleźć się pod przykrywką remontowania pomieszczenia na lumpeks. Obserwuję nasze miny. Widzę moją zachmurzoną twarz i pamiętam, że w tym momencie chciałem coś powiedzieć, ale ugryzłem się w język, choć gotowało się w mnie. Teraz jak więcej rozumiem.

Kumple mi mówią: „Stary, jak ty to wytrzymałeś? Ja po trzydziestu minutach ze swoim starym nie mam już o czym gadać!” albo: „Jakby mi ojciec tak powiedział, awantura gotowa”.

Jednak ja teraz bardziej doceniam chwile z ojcem. Być może dlatego, że nie mam już mamy. Niech nikt mi nie mówi, że czas leczy rany. Co wieczór modlę się, żeby ona mi się przyśniła, bo okropnie za nią tęsknię, ale mama – cholera jasna! – mi się nie śni. Dlatego doceniam, że ojciec jest. Nawet to, że pokłócić się z nim mogę. Jak teraz przyjeżdża do mnie do Warszawy, to przygotowuję dla niego play listę z filmami i oglądamy „Poszukiwacze zaginionej Arki”, „Parszywa dwunastka”. Mogę z nim tak pięć godzin siedzieć, choć wszystkie te filmy już widziałem.


Zobacz także

„Ale o co ci chodzi?” Czyli czym jest zdrada emocjonalna i czy można o niej po prostu „zapomnieć”

Lubisz UNO? Z pewnością polubisz DOS. Idealny prezent dla całej rodziny

18 powodów, dla których lubię być dorosła