Lifestyle

Jesteśmy, jak rozkołysane żaglówki. Szkoła na jakiś czas staje się dla nas przystanią, za którą zatęsknimy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 sierpnia 2018
Fot. iStock / shapecharge
 

Zawsze zazdroszczę bohaterom komediowych seriali familijnych. Zazdroszczę im nielimitowanej bliskości, czasu, który scenarzyści zatrzymali i rozciągnęli jakby był z gumy. W ich świecie, codziennie wszyscy spotykają się w salonie, w kuchni – zupełnie jakby nie musieli gnać do swoich zajęć. To świat, który obrany ze wszystkich gagów i przygód, ilustruje rodzinną utopię. Daje przestrzeń do bycia razem, przypomina o starych czasach, gdy rodzicie nie mieszkali w swoim biurze, a domy były pełne, głośne i trochę brudne, ale zawsze otwarte. Dziś jest inaczej.

Moje znajome mówią: „dziś dzieci dużo szybciej dorastają…”. A może to my, jesteśmy z nimi tak rzadko, że omija nas spory kawałek tego dorastania? Być może nie mieliśmy szansy towarzyszyć im podczas tej drogi. Kończą się wakacje, niebawem akcja szkoła zdominuje życie większości rodziców. Książki, tenisówki, okładki i wpisowe za angielski na chwilę zajmą nas bez reszty. Zatęsknimy za wakacjami, ale w końcu odetchniemy, gdy wszystko wróci do szkolnego stabilnego rytmu. Zobaczymy, jak bardzo znów zmieniły się nasze dzieci.

Jesteśmy  jak rozkołysane żaglówki, które spotykają się co wieczór przycumowane do wspólnego pomostu. Czasem wypływamy bardzo daleko i gubimy drogę, innym razem, świadomie nie wracamy do portu. Tych portów mamy kilka, przystanków, które odwiedzamy w naszych życiach. Szkoła na jakiś czas staje się dla nas przystanią, za którą kiedyś zatęsknimy. Możemy narzekać, szarpać się i milion razy powiedzieć „Nienawidzę tego, tych wszystkich schematów, zadań, obowiązków, nie mogę się doczekać aż moje dzieci będą samodzielne”, ale szybciej niż byśmy chcieli zapytamy siebie „Kiedy to się stało? Jak to możliwe, że już nie jestem im potrzebna?”. Usypiamy kołysani monotonią naszego morza i zapominamy o tym, że nawet mała łódka, może i potrafi wypłynąć daleko.

Są rzeczy, których nie da się kupić, które każdego dnia coraz bardziej uciekają nam przez palce. Wybory naszych dzieci, które coraz dalej wyfruwają z gniazda, coraz mocniej żyją swoim życiem, tak intensywnym i często dla nas niezrozumiałym. Nadchodzi taki moment w życiu każdego rodzica, gdy zastanawia się po cichu: ile jeszcze nam zostało tych wspólnych projektów z biologii, wypracowań do sprawdzenia i pomysłów na najlepszą rzeźbę z papieru? Ile jeszcze zostało nam zrobionych kanapek i sprawdzianów z historii?

Nie zatrzymamy czasu, możemy tylko trochę zaczarować swoje życie. Obowiązki zamienić na okazje do bycia razem, bycia wzajemnie potrzebnym. Bo każde „pomóż mi mamo” to sposób na umocnienie naszych więzi. Nie złośćmy się o te „stracone” minuty, nieprzeczytane gazety, nieobejrzane wiadomości. Spróbujmy się nimi cieszyć, póki są.

Nawet tak prozaiczne urządzenie jak drukarka, może być powodem do bycia razem. Może być waszą najlepszą „wymówką”, by usiąść razem i wydrukować ukochane zdjęcia z wakacji (tyle ich jest, a tak rzadko do nich wracamy). Przecież wasze jeszcze kilkuletnie dziecko samodzielnie nie obsłuży drukarki i nie wykona prezentacji. Teraz możecie je nauczyć, pokazać, być – teraz jesteście potrzebni. Za rok, dwa, trzy wasze „razem” może zmienić całkowicie znaczenie. Zobaczycie jak przewrotne jest życie, uczeń stanie się mistrzem (szybciej niż się tego spodziewacie) i wzdychając pod nosem, będzie uczył was jak wydrukować fotografię z komórki…

Kiedy patrzę na swoje dzieci myślę o tym, jak bardzo przez te wspólne lata zmieniały się nasze kompetencje. Taki urok relacji rodzic – dziecko. Na początku wspólnej drogi jesteśmy niezastąpieni, niepowtarzalni, potrzebni – jesteśmy jedynym nośnikiem kompetencji, które stopniowo oddajemy dzieciom. W naszym małym wszechświecie czas przesuwa je, jak piasek w klepsydrze, ziarnko po ziarnku. Na długi czas, gdy dzieci dorosną, oba naczynia będą podobnie zapełnione, a my najmniej od siebie zależni. I znów czas będzie niepostrzeżenie przesuwał paciorki z naszego naczynia, żeby za 40 czy 50 lat, to nasze dzieci mogły stać się jedynymi – dla swoich dzieci i dla nas.

I kiedy o tym myślę, mija mi złość na szkolne zakupy, na te niekończące się przygotowania, bieganie od papierniczego do księgarni. Każdego roku uczę się doceniać to, co mam w coraz lepszy, pełniejszy sposób. Tę swoją przystań, w której wciąż się jeszcze spotykamy. To, jak wiele mogłam nauczyć swoje dzieci i to, jak wiele one nauczyły już mnie. Wielkie szczęście kryje się od zawsze w najprostszych chwilach. We wspomnieniach, które dzisiaj tworzymy. Również w plakacie na konkurs i zdjęciach powieszonych na lodówce.

Kiedy w tym roku wybierzecie się na szkolne zakupy, spróbujcie zamiast rzeczy, zobaczyć możliwości. Nie traćmy energii na walkę ze szkołą i zadaniami, które przed nami stawia. Jeszcze kiedyś za tym wszystkim zatęsknimy.


Lifestyle

20 prostych trików, by letnie ciuchy z powodzeniem nosić jesienią

Redakcja
Redakcja
1 września 2018
Fot. iStock
 

Co jest grane? Ledwo tydzień temu, smarowałaś się w popłochu kremem z filtrem, a tu nagle deszcz, spadek temperatury i… jesień. Serio, już? Twoje jesienne ciuchy ukrywają się głęboko na dnie szafy albo jeszcze nie wyszły z tobą ze sklepu. Spokojnie, mamy dla ciebie 20 trików, które pozwolą ci jeszcze długo nosić kwiatowe sukienki, białe szmatki i prawie wszystko, co nosiłaś latem.

20 prostych trików, by letnie ciuchy z powodzeniem nosić jesienią

  1. Dodaj nieco zamszu do swojej stylizacji, najlepiej w jesiennych barwach.

  2. Czapka z daszkiem typu kaszkiet lub gazeciarz i kurtka odmienią twoją letnią sukienkę.

    Fot. iStock

  3. Twoje letnie, przycięte dżinsy z białą koszulą, świetnie będą prezentowały się pod długim trenczem.

  4. Twoja letnia długa, zwiewna spódnica świetnie zestawi się z jesienną torbą i blezerem.

  5.  Buty z odkrytą piętą dopełnią większość jesiennych stylizacji!

  6.  Letnia, kwiatowa spódniczka? Dodaj do niej eleganckie szpilki i marynarkę i… ruszaj do biura.

  7.  Letnią sukienkę z rozcięciami doprawisz za pomocą sportowych butów.

  8. Do szortów o długości do kolana możesz dodać, ciężkie, wysokie buty –  chyba, że będzie już za zimno. 😉

  9. Załóż swoje lekkie bluzki razem z ciężką dżinsową spódnicą.

  10.  Do letniej, eleganckiej sukienki wystarczy dodać tweedowy żakiet i botki.

  11. Możesz nosić sandały tak długo, jak pozwoli na to pogoda, ale staraj się zestawiać je z gładkimi, długimi spodniami.

  12. Letni top możesz zakładać do skórzanych spodni.

  13. Pastelowe letnie spodnie zestawiaj z ciężkimi swetrami w tym samym kolorze.

  14. Do dżinsów 3/4 zakładaj cięższą górę i solidną torbę, całość podkreślą trampki.

    Fot. iStock

  15. Twoje krótkie spódniczki – zwłaszcza dżinsowe, zyskają nowy look, dzięki botkom nad kostkę.

  16. Kwiecistą sukienkę ujarzmisz skórzaną kurtką.

  17. Letni, długi kardigan możesz wykorzystać jako sukienkę i dodać do stylizacji długi, ciężki płaszcz.

  18. Przeźroczystą bluzkę zakładaj do dżinsów

  19. W cieplejsze dni możesz założyć szorty, zestaw je koniecznie z koszulą z długim rękawem.

  20. Potrzebujesz więcej ciepła, a chcesz nadal nosić dżinsową kurtkę? Zakładaj pod nią modną bluzę.


Na podstawie: popsugar.co.uk


Lifestyle

Dlaczego wpadamy w sidła ślepej miłości, a potem cierpimy w nieudanych związkach?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 sierpnia 2018
Fot. iStock / AleksandarNakic

Powiedzmy sobie szczerze, że wszystkie porady dotyczące związku – jak być szczęśliwym, jak stworzyć udany związek nie mają sensu, gdy od samego początku wybieramy niewłaściwego faceta. Trudno jest zamienić coś, co z góry skazane jest na przegraną, na zwycięstwo. Nikogo nie zmusimy do zmiany, do tego, by czuł, tak jak my byśmy chciały.

Zakochujemy się w facetach, bo odurza nas chemia, często także aura niedostępności. Przekonujemy same siebie, że kochamy na zabój, że on jest tym jedynym bez którego nie wyobrażamy sobie życia.

Tyle tylko, że potem pojawiają się problemy – pytania, łzy, wątpliwości, niepewności i lęki. Ale jest za późno, bo już macie dzieci, bo wzięliście ślub i nie jest wam już tak prosto z tego związku się wyplątać.

Zobaczcie dwie sytuacje, pewnie znajome dla każdej z nas.

Spotykasz kogoś, coś klika i nagle wydaje ci się, że jakaś obca siła nad tobą zapanowała. Już po jednym spotkaniu nie możesz tego faceta wyrzucić z głowy. Próbujesz myśleć o innych rzeczach, ale nic nie działa. Analizujesz, co powiedziałaś, co on powiedział, jak on się zachował, a jak ty.

Cały czas patrzysz telefon sprawdzając czy zadzwonił lub wysłał SMS-a. A jeśli już się odezwie twój żołądek fika koziołki, serce bije jak oszalałe, a ty masz ochotę krzyczeć z radości. Ale chwila – musisz się opanować i pomyśleć, co mu odpisać, żeby było idealnie.

I tak się to ciągnie. Wszystko na wysokim A, nie wiesz czy on już jest pewien, że chce z tobą być, czy to może z jego strony przelotna znajomość. Ale się uzależniasz, rwiesz włosy z głowy na myśl, że to mogłoby nie wyjść. Strach przed odrzuceniem napędza wszystko, co mówisz i co robisz.

Teraz kolejny scenariusz.

Spotykasz faceta, myślisz, że jest miły i sympatyczny, dobrze się wam rozmawia, zostawiasz mu swój numer. I chociaż było miło, nie wpadasz w te sidła. Sprawdzisz pewnie jego profil na Facebooku, z przyjemnością odbierzesz telefon, gdy zadzwoni czy odpiszesz na SMS-a, ale nie będziesz odliczać godzin, gdy on milczy. Nie snujesz wspólnych planów, ale znajomość trwa. Spotykacie się coraz częściej…

Który związek ma większą szansę na przeżycie?

Instynktownie powiedziałbyś pewnie, że drugi. W prawdziwym życiu większość z nas utknęłaby jednak na pierwszym. Dlaczego? Bo pierwszy scenariusz ilustruje wszystko to, co o miłości zostało powiedziane i napisane.

W filmach i romansach miłość jest wielką, wszechogarniającą siłą. Ma ogromne przeszkody do pokonania, ale w końcu zwycięża, bo przecież miłość wszystko zwycięża.

Niezdrowe związki zaczynają się od zaślepienia. Wybuchowa chemia nie może być tym, co stworzy trwały związek. Owszem, może nam dać świetny seks, ekscytację połączoną z euforią – i wtedy rozumiesz, dlaczego miłość nazywają narkotykiem. Tyle tylko, że ta miłość rzadko kiedy jest długoterminowa.

Kiedy cię tak bardzo ciągnie do faceta, nie widzisz w nim zwykłego śmiertelnika, tylko bóstwo i tak pakujesz się w niezdrowe związki. Okej, można to wyjaśnić teorią Imago, czyli obrazu. Dlaczego przyciągasz narcyzów, facetów, przy których zawsze czujesz się niewystarczająco dobra? Ponieważ w dzieciństwie rodzice zakorzenili w tobie to uczucie. A teraz ty za wszelką cenę chcesz udowodnić sobie, że jest inaczej wiążąc się z facetem, który traktuje cię dokładnie tak, jak rodzice.

Jeśli twój ojciec był bardzo krytyczny, może cię ciągnąć do takich mężczyzn, bo próbując zdobyć ich miłość i aprobatę, chcesz wyleczyć się z bólu odrzucenia przez ojca. Decyzje te nie są świadome, zdarzają się bardzo głęboko pod naszą powierzchnią, w obszarach, do których nie mamy łatwego dostępu.

Na poziomie świadomym możesz uważać na to, co on mówi, ale na tym nieświadomym obserwujesz jego język ciała, ton, sposób, w jaki mówi, czy nawiązuje z tobą kontakt wzrokowy. I jeśli twoja podświadomość znajdzie coś znajomego w tym facecie, co przypomina ci nierozwiązany ból z przeszłości, od razu popchnie cię w jego stronę, a ty nie będziesz mieć pojęcia, jak to się właściwie stało, że wylądowałaś z nim w łóżku.

Zauroczenie jest niebezpieczne, bo zakochujesz się w obrazie, a nie w prawdziwym facecie. Stawiasz go na piedestale i zdajesz się nie zauważać jego wad. Żeby go zdobyć nie jesteś autentyczna w swoich reakcjach, rozpaczliwie zależy ci na jego aprobacie, tracisz poczucie własnej wartości, bo skupiasz się na tym, jak on ciebie odbiera.

Tymczasem zdrowe związki budują się powoli. Zaczynają się zazwyczaj od wzajemnego zainteresowania i przyciągania, które rośnie z czasem, a nie wybucha nagle jak supernova. Tylko, że nas to nie kręci. My chcemy tego dramatu jak w filmie, tej niecierpliwości wyczekiwania, kiedy on się odezwie. Chcemy motyli w brzuchu, strzału amora, chcemy to poczuć tu i teraz. A prawdziwa miłość przychodzi ostrożnie, słucha uważnie, pozwala sobie na obiektywizm, początkowo nie jest ufna, bo nie chce, by ktoś ją zranił

Chcesz zdrowego i szczęśliwego związku? Daj się spalić namiętności, wejdź w tę pełną pożądania relację, weź z niej co najlepsze dla ciebie, ale pamiętaj – nie wiąż się z tym facetem nim nie poznasz go bliżej, nim nie spadną ci różowe okulary. Masz prawo poczuć tę iluzję miłości, którą nas karmią. Ale umów się drugi i trzeci raz z facetem, z którym dobrze ci się rozmawiało, który słucha tej samej muzyki, też lubi chodzić po górach i zaproponował, żebyście razem zapisali się na kurs wspinaczkowy,

Wbrew pozorom to właśnie on może okazać się miłością twojego życia.


Zobacz także

Dokąd iść na pierwszą randkę? Poznaj 3 najlepsze i 5 najgorszych miejsc na pierwsze spotkanie

Każdy z nas potrzebuje odrobiny przestrzeni tylko dla siebie, nawet gdy kocha całym sobą

Każdy z nas potrzebuje odrobiny przestrzeni tylko dla siebie, nawet gdy kocha całym sobą

11 rzeczy, za które kochamy nasz kraj (pomimo szalonej teraźniejszości)