Lifestyle

„Jeśli wybierasz trudną miłość, twoja sprawa, nie mieszaj w to dziecka”. List córki do matki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 grudnia 2015
Fot. iStock / muratseyit
 

Droga Mamo,

Cóż, chciałabym napisać, że dziękuję Ci za wszystko. Ależ nie, to nie ironia.

No może tylko kapeczkę, minimum, ale bez teatru zbytniego. Obiecuję.

Siedzę mocno w moim szczęśliwym życiu, który latami sobie wypracowywałam. Jestem często dla innych wzorem. Fajny mąż jest? Jest. Uroda jest? Raczej. Dziecko? Oczywiście. Praca, pasje, siła.

Trochę czasem drżą mi ręce, czasem nie mogę oddychać – to podobno nerwicowe. Koleżanki biorą na to magiczne białe, różowe i fioletowe pigułki. Ono ponoć odcinają lęk. Ja wolę niepokój popić winem. Nie, nie za często. Zbyt dobrze pamiętam, co alkohol robi z człowiekiem, mamo i sama rozumiesz nie chciałabym leżeć w przechodzonej już pościeli, nie chciałabym bełkotać, rozrzucać rzeczy i sprawiać, że moje dziecko się boi. No wiesz, tłumaczyłam Ci milion razy – dziecko potrzebuje przede wszystkim spokoju, stałych reguł, przewidywalności. I ja daję ten spokój mojemu dziecku.

I jednak kocham bardziej ją, moją córkę niż alkohol, choć rozumiem, że wybór mógł być trudny. I ty zdecydowałaś inaczej, ale życie to wybory, prawda?

Sama też rozumiesz, mamo, że każdego dnia wybieram właściwego mężczyznę, choć serce nieraz bolało mnie od tego wyboru, bo moja chora dusza popędziłaby tam gdzie Wy zabieraliście mnie każdego dnia: do bólu, przemocy, chwiejności. To Ty uczyłaś mnie zresztą nazywać to miłością. „Ale ja go kocham, córeczko” mówiłaś o tacie. „Kocham cię, córeczko. Po prostu musiałem cię zbić. Zasłużyłaś” mówił on.

Za to jednak czasem nienawidzę Cię najbardziej, bo przecież naprawdę mogłabym być szczęśliwa w normalności, a nie bardzo umiem. Trudno mi odróżnić dobrą miłość od złej, wciąż szukam napięcia. Dlatego uwierzyłam M. że mnie kocha, uwierzyłam P. Śmieszne, bo co miłość ma wspólnego z niszczeniem.

Kochasz – szanujesz. Troszczysz się – nie niszczysz.

Dziś koleżanka opowiedziała mi, że mąż miał zabrać ją na obiad. Ją i dzieci. Wsiedli do auta, było ciepło, miło. Nagle jedno z dzieci zwymiotowało. Mąż (przed chwilą cudowny) dostał szału, darł się, dzieci się zesztywniały ze strachu, potem się skuliły. On cedził, że nici z obiadu, a ona ma sprzątnąć samochód i w ogóle jest beznadziejną matką.  Bardzo, bardzo się zdziwiłam, że ona opowiada o tym tak jakby chodziło o przegotowaną zupę, spóźnienie, małe niedogadanie.

Ale ofiary przemocy to chyba nigdy nie wiedzą, że są ofiarami przemocy, a ich życie to zapominanie, prawda? Czy będę potworem jeśli powiem, że dzieci nie wybierają sobie takiego życia, a obowiązkiem matki jest chronić dziecko?

No cóż, próbuje nie zamykać już oczu i nie przypominać sobie jego szałów. Szału mężczyzny, twojej miłości, mojego ojca, z którym poranek był inny niż wieczór, wieczór niż noc i nigdy nie było wiadomo o co i dlaczego wybuchnie. Kiedyś, pamiętasz, zdenerwował się. Rzucił obiadem przez okno, zwymyślał sąsiadkę. Chodziłaś i przepraszałaś za niego. „Przepraszam, bardzo przepraszam, bardzo. Nie wiem jak to się stało, mąż jest taki zdenerwowany”.

A przecież po prostu powinnaś wziąć mnie, psa, parę rzeczy i uciec. Niezależnie od tego, że on pisał, że Cię zabije. No cóż, zabijał nas każdego dnia. Dziś już temu nie zaprzeczasz, często mnie przepraszasz, mówisz: „gdybym mogła zmienić przeszłość”, każesz mi szanować mojego męża i doprawdy jesteś taka poukładana, że nikt by nie uwierzył, że stworzyłaś piekło nie tylko sobie.

Nie, nawet nie mam do Ciebie już pretensji, że sporo piłaś, migrowałaś do łóżka, zostawiałaś mnie i musiałam walczyć o nasze bezpieczeństwo, Twoje bezpieczeństwo, bo przecież gdyby nie ja być może już by Cię zabił. No wiesz, wtedy, gdy spadłaś ze schodu, on rzucił w Ciebie kubkiem, rozciął Ci skroń, a ja wzywałam lekarza i mówiłam mu: „Basta, przestań”. Ile to ja miałam lat? A, chyba dziesięć. Tyle ile moja córka teraz. A jej największą życiową trudnością jest klasówka z matematyki, basen i pobudki co rano.

Ale tak, wiem. To była miłość. Miałaś z nim namiętność, emocje, szaleństwo, a gdy byłaś w ciąży przeżyłaś najpiękniejsze chwile życie. On Ci mówił słowa tak piękne i zabierał w takie rejony seksu, że nawet nie przypuszczałaś, że one istnieją.

Tak, wiem. On  miał trudne dzieciństwo, naprawdę nas kochał. Po prostu nie umiał.

Tylko dlaczego mam ochotę zabić każdą kobietę, która wciska mi te farmazony, a na jakąkolwiek formę przemocy („spier**laj” to też przemoc) patrzy jej dziecko? Że mam ochotę pozbawić ją praw rodzicielskich, bo po prostu uważam , że w dupie z tym, co my nazywamy miłością, nasze dzieci na to patrzą. I się uczą. I cierpią.

Każdej kobiety, która godzi się na przemoc spytałabym

– chcesz, żeby twoja córka spokoju szukała w winie wypijanym duszkiem w samochodzie?

– chcesz, żeby wciąż się niszczyła – jedzeniem, nieodpowiednimi ludźmi, poczuciem winy

– chcesz, żeby cierpiała z miłości, ból za miłość uważała

– żeby niszczyła dobrych ludzi, których być może spotka?

– żeby dużo się śmiała, a w środku miała popiół i pustkę?

Chcesz? Weźmiesz za to odpowiedzialność? Czy może zrobisz coś ze sobą zamiast mówić, że go kochasz?

Bo kochać to powinnaś tylko swoje dziecko. I je chronić. Przed sobą. I tą, pożal się Boże, miłością.

Córka ofiara przemocy, córka bardzo kochających się rodziców.


Lifestyle

5 szklanych gadżetów, które nigdy się nudzą. Czyli proste triki na niesamowite świąteczne dekoracje

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 grudnia 2015
Fot. iStock / SolStock
 

Święta za pasem, a  jak święta to i świąteczny stół.  Bo to właśnie wokół niego wiele się dzieje. Nic więc dziwnego, że zależy nam na tym, by nasz stół błyszczał, wyróżniał się, był po prostu wyjątkowy.

Na szczęście by „odpicować” stół jak z katalogu, wcale nie trzeba sygnowanej porcelany za kilkanaście tysięcy złotych. Diabeł tkwi w szczegółach i pomyśle. Sprawdźcie, jak prosto, ale niepowtarzalnie udekorować swoje świąteczne stoły za pomocą klasycznego szkła. Zobaczcie, jak za pomocą kilku prostych szklanych naczyń, można urządzić święta praktycznie w każdym stylu.

Dziś stawiamy na klasyczne bezbarwne szkło i bierzemy pod lupę rodzimego producenta KROSNO – naprawdę dostępnego na każdą kieszeń.

Bola Servo Line

A cóż to takiego? Zaokrąglona duża miska (sprzedawana w zestawie z łyżką), koszt ok. 59,99 zł. Idealna na świąteczny poncz, który dobrze znamy z hollywoodzkich filmów i na polski kompocik z suszonych owoców. Ale oprócz tego… niezastąpiona królowa dekoracji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Co można z niej wyczarować?

Praktycznie wszystko. To szczególnie dobry pomysł na aranżację stołu, gdy mamy małe dzieci (które to maja wyjątkowo chciwe rączki). Genralnie dekoracje umieszczamy wewnątrz misy, a nasze propozycje to:

– klasycznie – kolorowe lub stonowane bombki. Pasują do klasycznych świątecznych wystroi, można dodać ozdobny łańcuch choinkowy, można na dnie położyć żwirek akwariowy lub wysypać brokat.

1488695_593731310679893_814331325_n

– naturalnie – szyszki lub orzechy. Niezastąpione symbole zimowych świąt. W połączeniu z białą zastawą i gdzieniegdzie położonymi gałązkami świerku czy ostrokrzewu, zrobią cały klimat. Biały obrus i gotowe. Stół będzie świeży i naturalny, sprawi wrażenie przestronnego. Taki eko-minimalizm.

– jeśli kochasz klasyczne stroiki, umieść taki wewnątrz boli. Będzie wyglądał bardzo majestatycznie (i ochroni talerze gości od sypiących się igieł).

– dla miłośników robótek, tez mamy dobra wiadomość. Wykonaj (kolorowe lub w wybranych odcieniach włóczki) pompony i wsyp je do boli. Efekt powalający. Dodatkowo pompony możesz wykorzystać do przewiązania serwetek, czy przypisać biesiadnikom indywidualny kolor pompona (to pomoże im zidentyfikować np. swoją szklankę).

– piórka! Tak są cudowne, szczególnie białe (można je kupić prze internet, koszt dosłownie parę złotych plus znaczek pocztowy).

– oczywiście możesz w boli umieścić co tylko chcesz, np. pomarańcze ozdobione goździkami, lub owoce na deser czy słodycze. Jeden przedmiot i nieograniczone możliwości – możesz się nią bawić przez cały rok.

Bolę z łyżką Servo, kupisz tutaj.

Klosz

Kochamy takie naczynia. Są bardzo gustowne i mogą się przydać o każdej porze roku.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

A na święta? Kilka naszych propozycji:

– tradycyjnie i zgodnie z przeznaczeniem, czyli jako „rama” dla pachnących ciast i ciasteczek lub owoców.

– nowatorsko, dla odważnych, którzy zrezygnują z obrusów. Jeśli masz piękny stół, obrus wcale nie jest konieczny – pięknym stołem trzeba się chwalić. A dekoracja? Rozsyp cukier puder na blacie w centralnej części stołu (tak, to będzie śnieg), postaw na nim małą (lub dużą) chatkę z piernika i przykryj kloszem. Możesz również wyciąć z papieru szablony i ułożyć je przed posypywaniem – otrzymasz wzory np. gwiazdki. Pamiętaj, żeby cukier przetrzeć przez sitko, żeby nie miał grudek.

– kloszem możesz przykryć małą szopkę lub mini choinkę, to naprawdę świetnie eksponuje takie dekoracje i dodaje im niepowtarzalnego uroku.

Podobnie możesz wykorzystać szklaną paterę, ma niższy klosz, ale dzięki temu, że stoi na nóżce nie zajmuje wiele miejsca na zastawionym stole – nie da się jej nie kochać!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Klosz Servo Line, kupisz tutaj, cena 68 zł, Patera z kloszem Servo Line, cena ok. 79 zł.

Boskie pojemniki

Są genialne, trochę oldskulowe, ale zawsze na czasie. Szklane cylindryczne pojemniki można kupić w kilku wersjach i rozmiarach. Zakup jak zawsze w przypadku takich gadżetów jest opłacalny, bo posłużą bardzo długo, a nie tylko na święta.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Jak pięknie się prezentują z łakociami w środku – nie musimy was przekonywać. A jeśli szukacie pomysłu na dekorację, zapraszamy do skorzystania z naszych:

– duży pojemnik z jedną komora – ułóż na dnie kilka gałązek jakiegoś iglaka, postaw grubą świece – i stroik gotowy. Może dodać szyszki. Cudownie wyglądają napełnione orzechami.

– podobnie jak w przypadku boli można nasypać do środka wszystko, co sobie wymarzymy – czekoladę, małe bombki, jabłka i orzechy, szyszki, łańcuch choinkowy (a może zamiast niego włożycie sznur pereł?). Oczywiście świetnie będą wyglądały w nim lizaki – ręcznie robione tradycyjne zawijane lizaki to koszt ok 3-4 zł/szt; albo na amerykańską nutę – biało-czerwone świąteczne lizaki w kształcie lasek.

– trzykomorowy pojemnik, to jeszcze więcej radochy, ponieważ można w nim jednocześnie podać łakocie, a w jednej z części umieścić dekoracje.

Pojemnik Servo Line (cena ok. 45 zł) i Komplet pojemników Servo Line (cena ok. 79 zł) kupcie w sklepie internetowym KROSNO.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Miski, miseczki i salaterki

Macie już swoje pomysły? A może pływające świeczki, które będą czekały przy każdym nakryciu? Już widzicie, jak wiele można zdziałać. Zobaczcie koniecznie, najfajniejsze ze szklanych cudeniek, które wpadły nam w oko.

Salaterka Servo Line (ok. 33 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Patera prosta na nodze Servo Line(ok. 42 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Salaterka trójdzielna Servo Line (ok. 49 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Patera na tort Servo Line (ok. 59 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Magia klasycznej elegancji 

Nie bez powodu najlepsze restauracje i hotele stawiają na prostotę. Stół ma być oazą spokoju, ma być wykwinty – tak by detale i potrawy mogły godnie się prezentować. Podobnie jest z naszymi stołami, bez względu na to, czy marzycie o stylizacji rodem z Titanica czy ekstrawaganckiej i krzykliwej kompozycji – klasyczne szkło będzie pasowało. Jest ponadczasowe. Tylko do was zależy jak zechcecie je wykorzystać na te święta.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Nawet zwykłe kieliszki można świątecznie zaczarować. Dajcie się ponieść wyobraźni i bawcie się dobrze!


Artykuł powstał we współpracy z marką KROSNO

 


Lifestyle

Mój Mały Książę, dziękuję za pierwszy nasz wspólny koc i za to, że dowiedziałam się że mam uczucia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 grudnia 2015
Fot. Flickr / Felipe Venâncio / CC BY

Kiedy to piszę, sama nie wiem, gdzie jesteśmy. Co będzie, na czym stoimy i co powiesz mi jutro… Dziękuję że pokazałeś mi, jak wygląda życie.

19. czerwca – ta impreza Twój wzrok i ten moment. Wiedziałam już, że utonę, ale nie wiedziałam, że  utonę aż tak głęboko.  Przecież to był właśnie ten czas, który był tylko moim.

To ja zawsze byłam przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Tylko ja i mój świat. Bez nikogo. A ty w niego wkroczyłeś butami, jak nigdy nikt inny.

Znalazłam Cię, napisałam pod dziwnym pretekstem i czekałam. Nigdy tak na nic nie czekałam, jak na pierwszą wiadomość od Ciebie.

Tak jak teraz, zalana łzami, czekając na jakąkolwiek iskierkę nadziei…

Odpisałeś – nie tego oczekiwałam, ale było. A ja wiedziałam, że tyle mi wystarczy. Na tę chwilę…

28. czerwca. Moje urodziny. I myśli. Nie wokół ludzi. Nie  mojego tortu ani rodziny. Tylko wokół Ciebie. Odliczam.  Czekam szczęśliwa, że spotkam Cię znowu. I spotykam. Dokładnie takiego samego jak tydzień wcześniej. Patrzysz, co robię. Z kim rozmawiam. Jak się zachowuję.  Nie odpuszczasz ani chwili. Chociaż moi znajomi chcą iść gdzieś indziej, błagam ich, abyśmy zostali.

Kolejne wiadomości. Kolejna noc. Piszesz mi, że jesteśmy z innego świata, a Ty tego świata nie rozumiesz. Tak bardzo chcę to zmienić. Postaram się to zrobić.

Nasze pierwsze spotkanie i te emocje w powietrzu. Nie wyobrażalne emocje i dystans. Ty boisz się mnie, ja boję się tego, co stanie się już za niedługo. Mówimy o sobie wiedząc, że będzie ciężko… a ja zadaje sobie pytanie, czy ten ciężar uniosę?  Czy to będzie mieć sens. Ty wiesz, że nie jestem dla Ciebie, a ja już wiem, że to z Tobą chcę spędzić życie…

Piszesz chaotycznie. I co raz więcej. Zaczynasz dzwonić więcej niż być chciał i chyba więcej niż ja bym tego chciała.

Drugie spotkanie i ten spacer nad rzeką. Cały świat przestaje dla mnie istnieć. Zwracam uwagę na każdy szczegół. Uśmiecham się chwytając się na tym, że nigdy nie będąc zwolenniczką takich momentów, stają się dla mnie wszystkim. Puszczasz kaczki, a ja chcę, żebyś je puszczał kiedyś z naszymi dziećmi….  nagle odwracasz się i mówisz: ” Muszę jechać do pracy”, a ja zastanawiam się całą noc ,co poszło nie tak?

Nasze spotkanie numer trzy. Sobota, las, spacer i mówisz do mnie :  „Proszę traktuj mnie jak koleżanka kolegę”. I wtedy po raz pierwszy mój świat się zatrzymał….

Nie ma Cię kilka dni. Znikasz, a ja myślę sobie, że nie odpuszczę. Nie pozwolę. Muszę zrobić coś, aby Cie zatrzymać.

Nasz pierwszy obiad na rynku. Nasza pierwsza noc.  I pierwszy pocałunek po jednej butelce wina. Oboje boimy się siebie. Ja nie znam tego uczucia – nie wiem, jak to jest, jak mi na kimś zależy. Z kim po miesiącu chcę mieć rodzinę. Tak rodzinę. Sama nie wierzę,  że o tym myślałam, myślę i czułam, że to nastąpi.

Spotykamy się często, a ja dowiaduję się o Tobie co raz więcej. Nie tylko o Tobie. Dowiaduję się o wszystkim, co jest wokół Ciebie. Co robisz, z kim się kolegujesz i z kim masz bliższe relacje.

Powoli tonę, a zarazem uczę się pływać.

Każdy wieczór. Każdy Twój gest pamiętam. Stajesz się moją obsesją  i sensem wszystkiego.

Chcę Ciebie i nasze dziecko. Jak nigdy nic innego. Chcę być z tobą zawsze. Za rok za 10 za 20 lat. Widzieć jak się starzejesz. Chcę z Tobą siedzieć na tej kanapie w tym naszym domu. I jeść makaron, który robisz najlepszy. Chce być dla Ciebie wyjątkowa. Chcę być Twoim partnerem w każdym aspekcie Twojego życia.

Boję się, co będzie. Boję się, że to wszystko stracę. Że obudzę się z wielkiego snu i że wszystko pęknie jak bańka mydlana.

Pierwszy wyjazd. Pierwsze wyjście z Twoją mamą. Siostra. Dla Ciebie tak nie wiele dla mnie wszystko. Pierwsze noce i poranki. I wiem, że chcę, aby to trwało już zawsze.

Nie jesteś idealny i daleko Ci do tego, co zawsze myślałam, że będę mieć. Nie jesteś idealny, a jednak  bez Twojej idealności nie mogę oddychać.

Jeden wieczór. Drugi. Ty zamykasz się w sobie a ja wiem, że w tym momencie mój, a raczej nasz świat, rozsypuje się na miliony kawałków. Ty „nie jestem facetem dla Ciebie. Nie będziemy ze sobą. Jesteśmy z innej gliny ulepieni. To nie zadziała”. Tylko dlaczego ja wiem, że to działa. Że to zadziała. Wmawiam sobie to? Utonęłam. Nie umiem już pływać. Chciałabym Ci powiedzieć, jak bardzo Cię kocham i jak bardzo ważny jesteś dla mnie. Ale nie potrafię. Boję się, że mnie to pogrąży. Boję się. Kolejny raz. Szukam pomocy w różnych miejscach. Nie mogę oddychać. Dałeś mi szansę wtedy, daj mi szansę teraz. Modlę się. Nie czuję nic.

Druga rozmowa, a ja już wiem że Cię tracę. Trzymając Cię za rękę chcę Twojego szczęścia. Naszego szczęścia, o którym gdzieś tam przez chwilę marzyliśmy.

Tak różni, a tak podobni. Tak daleko od siebie, ale bliżej się już nie da. Tak całkowicie inni. Nie napiszę, że chcę być dla Ciebie wszystkim. Nie powiem Ci tego, co powiedziały Ci już inne kobiety. Zastanawiasz się skąd wiem? Skąd wiem aż tyle. Jak się kocha, to się czuje. Czuje się to, czego się nie widzi. Poczujesz kiedyś też…

Przepraszam, że nie mogę wnieść do Twojego życia tego, czego oczekujesz. Zasługujesz na to, czego pragniesz jak nikt inny, a zarazem jak każdy.

Nie wiem, jak to będzie bez Ciebie. Nie chcę i nie będę płakać najbliższe tygodnie. Nie chcę wyobrażać sobie, jak to jest nie zobaczyć się z Tobą po pracy.  Lęk przed uczuciem straty paraliżuje mnie. Paraliżuje mnie myśl, że za jakiś czas, jeśli będę chciała walczyć,  znowu powiesz „Nie jestem mężczyzną dla Ciebie”. Nie wiem czy to przeżyję jeszcze raz…

Dziękuję, że pokazałeś mi jak wygląda życie. Dziękuję za momenty, kiedy poczułam w sobie chęć posiadania rodziny. Za to, że poczułam co to może być rodzina. Dziękuję za pierwszy nasz wspólny koc i za to że dowiedziałam się, że mam uczucia.

Moje życie i nasza bajka się kończy, a razem z nią cała ja…..

Kocham Cię mój  ” Mały Książe”.

Twoja LB.


Zobacz także

„To wybór każdej z nas, mamy do niego prawo – bez osądzania i ocenienia…” – Anna Lewandowska szczerze o karmieniu piersią

gwyneth paltrow

Gwyneth Paltrow pokazała, jak powinnyśmy naprawdę kochać siebie. #Nomakeup na 44 urodziny

„Doświadczaj, smakuj, poznawaj i nigdy nie zapominaj jak fascynującą i nieodgadnioną tajemnicą jest życie”. Akcja „List do dziecka”