Lifestyle

Jedynaczka, najstarsza czy najmłodsza? Od tego zależy… jak kochasz!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
28 stycznia 2017
Jedynaczka, najstarsza czy najmłodsza? Od tego zależy... jak kochasz!
fot. iStock/ DzoPhotography
 

Nie od dziś wiadomo, że rodzina ma na nas ogromny wpływ i od naszych bliskich zależy między innymi to, jakimi staniemy się ludźmi i jak będziemy odnosić się do innych, także i w życiu miłosnym. Ale czy wiecie, że nie tylko od panujących w rodzinie relacji zależy jak kochamy, ale także od kolejności w jakiej przyszłyśmy na świat? Jesteś jedynaczką, najstarszą czy najmłodszą z rodzeństwa? Zobacz, co na temat twojego życia miłosnego mają do powiedzenia eksperci.

Najstarsze dziecko

Starsze dzieci często są inteligentne, odpowiedzialne i mogą pochwalić się dużymi osiągnięciami. Te cechy mają swoje odbicie także i w ich życiu uczuciowym, gdy zakochują się i wchodzą w związek, są opiekuńczy, potrafią okazać partnerowi troskę i wsparcie, można na nich polegać jak na Zawiszy. Jak każdy, mają też i swoje niedoskonałości – są wobec siebie bardzo krytyczni, mają skłonność do perfekcji i zamiłowanie do dążenia do ideału, a przy tym nie lubią podejmować ryzyka, o wiele lepiej czują się mając nad wszystkim kontrolę. Ta cecha może doprowadzać do szału osoby urodzone jako środkowe lub najmłodsze i utrudniać miłosne relacje między nimi.

Środkowe dziecko

Środkowe dzieci to urodzeni rozjemcy i mediatorzy. Ponieważ od najmłodszych lat muszą się dostosowywać zarówno do starszego, jak i młodszego rodzeństwa, naturalnie i z łatwością zdobywają zdolności dyplomatyczne i negocjacyjne. Bardzo ważna jest dla nich uczciwość i jasność sytuacji, dlatego w związku ze środkowym dzieckiem dobrze jest grać w otwarte karty i głośno mówić o tym, co w relacji zgrzyta i nam przeszkadza. Środkowi charakteryzują się też bardzo realistycznym podejściem do swoich zdolności i możliwości, ale niekiedy nie do końca wiedzą, czego konkretnie chcą od życia, mogą mieć trudności z podjęciem decyzji. Bywa też, że są bardzo wrażliwi na opinie innych osób i mogą im łatwo ulegać.

Jedynaczka, najstarsza czy najmłodsza? Od tego zależy... jak kochasz!

fot. iStock/ SanneBerg

Najmłodsze dziecko

Najmłodsi w rodzinie to często poszukiwacze atencji i uwagi, skłonni do ryzyka i charyzmatyczni. W związkach wydają się być zabawni, spontaniczni, przyciągający do siebie innych. Zazwyczaj posiadają wysokie umiejętności interpersonalne – wszak od urodzenia uczyli się odczytywać sygnały ze strony starszego rodzeństwa i rodziców.  Ich wadą bywa kapryśność i oczekiwanie, że partner podejmie niektóre decyzje za nich i dla nich, zaopiekuje się nimi i zatroszczy o ich potrzeby. W relacji z poważnym i odpowiedzialnym najstarszym dzieckiem, charyzmatyczny najmłodszy może  być na dłuższą metę nieco irytujący, choć z drugiej strony to właśnie przy tym czarusiu pierworodny najlepiej się rozluźni i porzuci swój pancerz perfekcji.

Jedynak

Jedynacy nigdy nie musieli zabiegać o uwagę swoich rodziców, konkurować o nich z rodzeństwem, dlatego w związku potrafią być czasami wymagający i potrzebujący dużej atencji ze strony partnera. Z drugiej strony, jedynacy to osoby, ma których można polegać, odpowiedzialni i konwencjonalni – te cechy sprawiają, że świetnie sprawdzą się jako towarzysze życia dla najstarszego dziecka.  Jeśli jedynak zechce związać się jednak z najmłodszym dzieckiem, musi uzbroić się w cierpliwość i przygotować na czekające go trudności – zabawny, spontaniczny i charyzmatyczny junior będzie bowiem dla niego sporym wyzwaniem, a dopasowywanie się może rodzić frustrację i wymaga czasu.

Pamiętajmy jednak, by na powyższą charakterystykę patrzeć z dystansem i nie przenosić na własne życie w stu procentach. Nie wszystko zależy od kolejności urodzenia – ważne jest też to, jakimi partnerami byli nas rodzice, czy tworzyli silny, zdrowy związek, czy może się rozstali, jak wyglądały relacje w rodzinie. W psychologii człowieka nie ma stałych, uniwersalnych zasad i pasujących do każdego cech – nasz charakter i sposób bycia, tego, jak dajemy i co otrzymujemy w miłości, zależy od bardzo wielu indywidualnych czynników.


Na podstawie: www.huffingtonpost.com

Zapisz

Zapisz


Lifestyle

Tętniak mózgu, czyli żyję na tykającej bombie. ‘Choroba otworzyła mi oczy, pozwoliła mi się przewartościować. Cieszmy się z małych rzeczy, bo wielkie mogą nie nadejść’

Magdalena Lis
Magdalena Lis
28 stycznia 2017
Tętniak mózgu, czyli żyję na tykającej bombie
Fot. iStock / sankai
 

Jest rok 2014. Paulina spełnia swoje największe marzenie. Wraz z narzeczonym rozpoczynają budowę domu. Wieś, fajna okolica. Wszystko układa się wówczas doskonale. Jedna rzecz zaczyna jednak niepokoić dziewczynę. Od pewnego czasu bardzo często boli ją głowa. W jej rodzinie było wiele przypadków nowotworowych, więc po namowie bliskich Paulina udaje się do neurologa. Od lekarza dostaje skierowanie na badanie rezonansem magnetycznym. Słyszy, że to tak czysto profilaktycznie, bo może mieć początki migreny. Badanie ma umówione na połowę lipca przyszłego roku.

– Czekałam spokojnie – mówi Paulina. Przecież nic się nie działo. W całości pochłaniała mnie praca i budowa domu. Nasza miłość mimo małych zgrzytów rozkwitała. Miałam kochającą rodzinę, przyjaciół, narzeczonego, wiedziałam, że wkrótce razem zamieszkamy. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Głowa wciąż mnie czasem pobolewała, ratowałam się jednak ogólnodostępnymi proszkami. Ten rok bardzo szybko mi minął. O tym, że coś może być nie tak zupełnie nie myślałam.

W umówionym terminie Paulina jedzie na zalecone badanie. Trochę się stresuje, głównie dlatego, że ma klaustrofobię, a wie, że wsuną ją w dużą, ciasną tubę. Tuż po badaniu z poczuciem ulgi jedzie na obiad z narzeczonym. Niedługo później z przyjaciółmi spędzają tydzień w Jarosławcu nad morzem. Po wyniki ma się stawić tuż po powrocie.

– Pojechałam sama. Nie miałam żadnych obaw. Przecież to badanie miało być czysto profilaktyczne, bo jak to mówią, lepiej zapobiegać niż leczyć. W rejestracji podałam swoje nazwisko i czekałam na kopertę z wynikiem. Pielęgniarka gdzieś zadzwoniła, a później poprosiła, żebym chwilę poczekała. Miała dziwną minę, zaczynałam się denerwować. Wynik odczytałam będąc jeszcze na szpitalnym korytarzu. Oblał mnie zimny pot, zrobiło się słabo. Diagnoza zwaliła mnie z nóg. Tętniak w prawej środkowej półkuli mózgu. Pomyślałam, że to musi być jakaś pomyłka. Przecież to było zupełnie niemożliwe.

Przez głowę Pauliny przebiega najczarniejszy scenariusz. Przypomina sobie kolegę, który zmarł mając zaledwie osiemnaście lat. On też miał tętniaka, pękł mu, kiedy spał. Wie, że tętniak to niejako wyrok. Że to cichy zabójca. Do auta dociera na miękkich nogach, zaczyna rozpaczliwie płakać. Myśli, że życie jej się właśnie rozpada. Nie wie, jak ma wrócić do domu. Jak powiedzieć o tym rodzicom, narzeczonemu, przyjaciołom.

– Do domu miałam trzydzieści kilometrów, nie mogłam trafić, błądziłam, nie wiedziałam którędy jechać. Po drodze zadzwoniłam do narzeczonego, zaczęłam krzyczeć, że mam tętniaka mózgu, żeby włączył Google, żeby zaczął sprawdzać. Chciałam jakiegoś pocieszenia, jakiejś uzdrawiającej diagnozy, jakiegoś potwierdzenia, że to nic takiego ten cały tętniak mózgu, że może czasem po prostu mają go całkowicie zdrowe osoby.

– Mama płakała. Tata powiedział, że znajdzie mi najlepszego lekarza, bez względu na to, ile to będzie kosztowało. A później zabrał mnie na lody. Czułam się jak mała dziewczynka – Paulina jest wyraźnie wzruszona.

Paulina rozpoczyna walkę o zdrowie. Wizyty u lekarzy stają się jej codziennością. Jedni chcą przeprowadzać z dnia na dzień trepanację czaszki bez dodatkowych badań, inni karzą czekać, kolejni rozkładają ręce mówiąc, że czas pokaże. Jeden z nich zaprasza Paulinę pod swoje skrzydła do Krakowa. To jemu właśnie dziewczyna zaufała. Ma się u niego stawić w listopadzie.

– Przy rodzicach i siostrze nie płakałam w ogóle. Nie pokazywałam im tego, jak bardzo się boję. To był najgorszy czas w moim życiu i w życiu moich bliskich. Nic mnie nie cieszyło. Na budowę nie jeździłam, nie chciałam widzieć jak buduje się dom w którym mogę nie zamieszkać. Bolało mnie to. Cały czas czepiałam się narzeczonego, kłóciłam się z nim, chciałam go do siebie zrazić. Chciałam żeby ode mnie odszedł. Ale on był uparty. Mówił że mnie kocha, że przejdziemy przez to razem.

W kolejnym umówionym terminie Paulina stawia się w szpitalu. Na sali ląduje z osobami po trepanacjach czaszek. Patrzy na poszyte głowy kobiet, totalny brak włosów, jest przerażona. Nie wytrzymuje tego widoku, wychodzi na pusty korytarz i zaczyna płakać. Mija ją pełniąca nocny dyżur salowa, ale udaje, że jej nie widzi. Pozwala jej zostać samej ze sobą, przeżyć to po swojemu.

– Musiałam zebrać siły. Nie mogłam przecież umierać. Musiałam przetrwać tę pierwszą noc, poczekać na kolejny dzień, na badanie, które miało zadecydować, czy trafię na stół operacyjny, czy wrócę do domu. Nie mogłam zasnąć, czuwałam jak zając. Bliskim wysłałam SMS-y. Kocham cię mamo, kocham cię tato, kocham cię Bartek. Chciałam, żeby wiedzieli. Tak na zapas, gdyby nie było mi dane tego im już tego powiedzieć.

Nad ranem Paulina zostaje przewieziona do innego szpitala. Przed badaniem mdleje cztery razy. Pielęgniarki boją się podać jej kontrast, jest bardzo słaba. Udaje się, badanie się rozpoczyna. Paulina zaczyna się modlić, odmawia ‘pod twoją obronę’. Po badaniu po raz kolejny mdleje, to już szósty raz odkąd tam pojechała. Wyniki mają być nazajutrz.

– Mama i Bartek byli ze mną przez cały pobyt w szpitalu. Tata czekał na telefon. Gdybym miała mieć trepanację, niezwłocznie przyjechał by do Krakowa. Nigdy nie zapomnę słów mojego prowadzącego lekarza. ‘Dziewczyno jedziesz do domu, widzimy się za dwa lata.

Paulina mówi, że dobrze, że wtedy leżała, bo nogi zrobiły jej się jak z waty. Przypomniał jej się lekarz z rodzinnego miasta, który chciał ją kroić bez zastanowienia. Bała się nawet myśleć, że taka operacja mogłaby z niej zrobić kalekę. Albo nawet ją zabić.

– Po powrocie tata powiedział że to jego najszczęśliwszy dzień w życiu. Tak bardzo się cieszył, że zmiana owszem jest, ale że nie będę operowana. Za rok jadę na badanie kontrolne. Tętniak może się potwierdzić bądź też nie. Wiesz, to jest taka franca która może się obudzić w każdej chwili. Nadal bardzo się boję. Mam problemy z zajściem w ciąże, może to tak podświadomie? Może moja głowa daje mi tę blokadę. Może gdzieś podświadomie boję się, że nie będzie mi dane ich wychować. Mój tata umarł, od jego śmierci minęło nieco ponad pół roku. Czasami myślę, że zabrał ze mnie chorobę a sam zachorował, choć wiem, że to może wydawać się głupie czy absurdalne.

Na koniec życzę Paulinie kołyski i rosnącego brzuszka, wiem, że to by było kolejne spełnienie jej marzeń.

– Życz mi zdrowia – mówi Paulina. Jak los da, to dziecko mogę zaadoptować, a zdrowia nie. Wiesz, ja tak trochę żyję na tykającej bombie. Choroba otworzyła mi oczy, pozwoliła się przewartościować. Cieszmy się z małych rzeczy- tyle ci powiem. Cieszmy się, bo wielkie mogą nie nadejść.


Lifestyle

10 innych sposobów na to, by powiedzieć kocham

Karolina Krause
Karolina Krause
28 stycznia 2017
Jak inaczej powiedzieć kocham?
Fot. iStock/wundervisuals

„Kocham cię” – tych słów chyba nigdy nie może być za wiele. Ale po pewnym czasie, zwłaszcza w w długotrwałym związku, chcemy powiedzieć coś więcej. Dać tej drugiej osobie znać, jak wiele dla nas znaczy, że może na nas polegać, że jesteśmy blisko. To znak. Sygnał, że wasza relacja się rozwija i zmierza w dobrą stronę. Jeśli jednak zastanawiacie się nad bardziej konstruktywnym sposobem wyrażenia swoich uczuć. Spróbujcie, któregoś z naszej listy.

10 innych sposobów na to, by powiedzieć kocham:

1. Zrób mu kolację-niespodziankę

Od tak po prostu, tylko dla tego, że możesz. Spraw, by w tygodniu poczuł się, jak od święta. Dzięki temu pokażesz mu, że nadal ci zależy i chcesz dać coś od siebie dla dobra tego związku.

2. Zostaw mu ukrytą wiadomość

Schowaj gdzieś liścik, który odczyta dopiero w pracy. Albo wyślij mu krótką wiadomość, o tej porze dnia, gdzie normalnie nie masz na to czasu. Po prostu pokaż mu, że o nim myślisz, kiedy najmniej się tego po tobie spodziewa.

3. Podaruj mu jakiś drobiazg

To może być wszystko: od ulubionej czekolady po jakiegoś małego wypchanego zwierzaka. Cokolwiek co wywoła na jego twarzy uśmiech.

4. Potrzymaj go za rękę kiedy prowadzi

Połóż głowę na jego ramieniu. Czasem mały dotyk może wiele dla kogoś znaczyć.

5. Pochwal go w towarzystwie

Tak, żeby wszyscy słyszeli. To sprawi, że choć przez chwile poczuje się wyjątkowo. I na pewno ci tego nie zapomni.

Jak inaczej powiedzieć kocham?

Fot. iStock/AleksandarNakic

6. Zadzwoń do niego bez większego powodu

Tylko po by z nim porozmawiać.

7. Odrób za niego zadanie domowe

Nikt nie lubi uganiać się za sprawami, które mamy do załatwienia. Dlatego bardzo doceniamy, gdy ktoś zrobić coś za nas. Postaraj się zrobić to w wolnej chwili. Zanieść za niego papier do urzędu, wywiesić pranie (jeśli to do niego należy ten obowiązek).

8. Zabierz go na spotkanie z przyjaciółmi

Jeśli w najbliższym czasie masz zamiar spotkać się ze swoimi przyjaciółmi, weź go ze sobą lub przynajmniej zaproponuj, by poszedł z wami. Dzięki temu pokażesz, że nie tylko kochasz swojego partnera, ale także zaliczasz go do grona swoich najbliższych przyjaciół

9. Zaplanuj coś niezwykłego

Wymyśl coś nowego co moglibyście robić razem. Przerwij rutynę jaka mimochodem wdarła się do waszego związku. Opowiedz mu swoim nowym pomyśle i zaraź go swoim entuzjazmem.

10. Powiedz mu, że w niego wierzysz

Zwłaszcza wtedy, gdy dąży do osiągnięcia jakiegoś celu. To coś, co każdy z nas chciałby usłyszeć od swoich najbliższych i ciężko przecenić jego znaczenie. 

Źródło: dailyvibes.org


Zobacz także

Makijażowe „must have” – co powinno znaleźć się w Twojej kosmetyczce?

Miarą społeczeństwa jest to, jak traktuje ono swoje kobiety i dziewczynki. 10 cytatów, za które kochamy Michelle Obama

Poranne nawyki, które nie pozwalają nam schudnąć