Lifestyle

Jak widzą cię inni? Rzuć okiem na obrazek i sprawdź, co oznacza twoja odpowiedź

Redakcja
Redakcja
16 listopada 2022
 

Jeśli jesteś osobą, która zawsze przejmuje się tym, co myślą o niej inni, ten psychotest jest dla ciebie. Spójrz na grafikę i powiedz, co zobaczyłaś jako pierwsze. 

Ciało kobiety:

Oznacza to, że w twoim charakterze leży wielka hojność. Ludzie, którzy cię otaczają, podziwiają twoje pozytywne nastawienie do życia. W grupie twoja skuteczność mówi sama za siebie i jesteś uważana za wysoce zmotywowaną i kompetentną osobę. Zobowiązujesz się do wykonania czegoś i robisz wszystko, by się z tego wywiązać. Jesteś również znana ze swoich umiejętności interpersonalnych. Potrafisz wychwytywać subtelne sygnały w swoim otoczeniu, czytać w emocjach innych oraz nawet w sposobie, w jaki się poruszają. Jesteś empatyczna i starasz się nikogo nie zranić swoimi słowami.

Ponieważ jesteś wrażliwa na energię innych ludzi, do doboru towarzystwa podchodzisz selektywnie. Jest dla ciebie niezwykle istotnym, żeby otaczający cię ludzie nie byli toksyczni. Potrafisz jasno stawiać granice.

Twarz mężczyzny:

Potrafisz zachować emocje i uczucia dla siebie. Patrząc na ciebie, postronna osoba nie będzie w stanie stwierdzić w jakim jesteś nastroju, nawet jeśli jesteś czymś głęboko zaniepokojona. W grupie jesteś znana ze swojego przywództwa i wysokiego poziomu energii. Jesteś bardzo analityczna i stanowcza w swoich decyzjach. To, że można cię nazwać wyluzowaną, nie oznacza, że ​​ślepo podążasz za tłumem. Jesteś ciekawska i bezpośrednia, a ludzie lubią przebywać w twoim towarzystwie, ponieważ masz bardzo silną, pozytywną aurę.

Ponieważ bardzo sobie cenisz ludzi, zawsze stawiasz ich potrzeby przed swoimi. Czasami jednak czujesz, że potrzebujesz potwierdzenia, że również jesteś kochana.


Lifestyle

Przeczytaj tę bajkę o słoniu, a zrozumiesz, czemu brak ci odwagi na realizację własnych marzeń

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2022
Young Caucasian woman looking at Elephants bathing in Pinnawella, Sri Lanka
 

Pozwól, że będę Twoim przyjacielem. Pozwól, że będę dla Ciebie kochającym rodzicem, opowiadającym mądre bajki, żebyś stał się odpowiedzialnym człowiekiem. Obiecuję, że nie będę mieszał Ci w głowie, po prostu posłuchaj historii, jakie znam…”, mówi Jorge Bucay, argentyński pisarz i psychiatra oraz psychoterapeuta. Bucay napisał niezwykle ciekawą książkę pt. „Pozwól, że Ci opowiem… Bajki, które nauczyły mnie jak żyć”. Książka opowiada o Demiánie, który jest niespokojnym chłopakiem, szukającym prawdy i który trafia do psychoterapeuty. A ten pomaga mu znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania w bardzo nietypowy sposób, bo opowiadając mu różne bajki, historie i anegdoty, pochodzące z różnych tradycji: hinduskiej, żydowskiej, buddyjskiej, chrześcijańskiej. Łączy je jedno – zawarta w nich mądrość pomaga chłopakowi zrozumieć swoje lęki i pragnienia oraz uwierzyć w siebie. My przedrukowujemy bajkę o słaniuktóra opowiada o tym, dlaczego tak często nie umiemy zmienić czegoś w swoim życiu, by znów poczuć się szczęśliwymi.

„Kiedy byłem mały, uwielbiałem cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który — jak się później okazało — był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.

Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.

To oczywista tajemnica. Co go trzyma w takim razie? Czemu nie ucieka? Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: „Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?”

Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź. Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.

Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego… Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. Najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia. Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił…

– I tak to jest. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem.
Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:

Nie mogę… Nie mogę i nigdy nie będę mógł.
Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
Nie mogę i nigdy nie będę mógł!!!”

Jaki z tego morał?

fot. iStock

Wydaje się, że zmiana jednak w dużej mierze należy od nas. Jeśli nie spróbujemy, nie dowiemy się, czy jest możliwa. Często jednak hamują nas wspomnienie z dzieciństwa lub dawnych lat. Niby wydają się racjonalne i obiektywne, a jednak takie nie do końca tak naprawdę są. Weźmy na przykład kobietę, która pracuje w korporacji i ciągle mówi koleżankom: „Nie mam szans na to, by schudnąć. Jestem samotną matką dwójki dzieci i ledwie daję sobie radę. Nie potrafię znaleźć 15 minut dziennie na ćwiczenia”. Niby to, co ona mówi wydaje się obiektywne. A jednak prawda może też być taka, że coś te kobietę hamuje. To może być cokolwiek. Na przykład słowa ojca, która mówił jej, że o pracę trzeba dbać i wykonywać perfekcyjnie i starannie, bo pieniądze na drzewach nie rosną. Albo słowa matki, która mówiła, że każda porządna mama dobro własnych dzieci przedkłada nad własne zdrowie.

Hamują nas też wspomnienia o porażkach. Jeśli kiedykolwiek marzyłaś, by być aktorką, a nie dostałeś ułamka braw po wystawaniu szkolnego przestawienia, możesz do tej pory nosić w sobie ranę po tym wydarzeniu. Dlatego powtarzasz sobie, gdy nadarza się okazja na próbę spełnienia marzeń: „Po co próbować?”, „Na pewno się znowu nie uda”, „Nie ma sensu”, „Świat mi nie sprzyja”.

A przecież czas płynie i ty zmieniasz się razem z upływem minut, godzin, lat. Stajesz się silniejsza i mądrzejsza. Inne są też okoliczności. Dekoracje wokół ciebie naprawdę się zmieniają. Nie są już takie same jak dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Dlaczego więc nie miałabyś znów nie spróbować? Dlaczego nie miałabyś zaryzykować, pomimo niepowodzeń? Pomimo tego, że już nie raz sparzyłaś się, ufając nieodpowiedniemu mężczyźnie? Pomimo tego, że cztery kolejne związki okazały się niewypałem?
Zawsze przecież może okazać się, że tkwisz w jednym miejscu jak wystraszona dziewczynka. A tak naprawdę, kołek, który cię „więzi” dawno już spróchniał albo jest akurat teraz łatwy do wyważania z ziemi. Zmiana wymaga odwagi, ale czasem wystarczy tylko podjąć decyzję. Dlaczego miałabyś zakładać od razu, że zmiana wymaga ciężkiej pracy? Tak może być, ale wcale nie musi.

Ludzie często popełniają jeszcze jeden błąd w myśleniu na temat zmiany swojego życia. Wyobrażają sobie, że realizowanie marzeń polega na staniu się zupełnie inną, taką fantastyczną osobą. A to jest niemożliwe, byśmy stali się kimś innym. Możemy stać się tylko sobą. Sobą zintegrowanym. Człowiekiem, który akceptuje, że czasem bywa mądry. Ale czasem bywa głupi. Czasem jest silny, ale też i słaby. Piękny, ale i brzydki. Ważne byśmy tylko nie tkwi z powodu lęku w jednym miejscu. Bo wtedy z całą pewnością nie będziemy się rozwijać.


Lifestyle

Poruszające słowa Christiny Applegate. Stanęła przed fanami o lasce, bez butów, podtrzymywana przez przyjaciół

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2022
Christina Applegate
Christina Applegate

Słynna amerykańska aktorka Christina Applegate, którą widzowie znają z takich produkcji jak „Świat według Bundych” czy „Już nie żyjesz” 15 listopada odsłoniła swoją gwiazdę w kultowej hollywoodzkiej Alei Sław. Pojawiła się na niej podtrzymywana przez współpracowników, oparta o laskę, bez butów. Stała przez chwilę boso i trzęsącym się głosem z oczami mokrymi od łez dziękowała najbliższym.

Aktorka od dwóch lat wie, że choruje na stwardnienie rozsiane, które w szybkim tempie dewastuje jej organizm. To było pierwsze od roku jej wystąpienie publiczne. Niezwykle emocjonalne, ponieważ aktorka od dawna nie rozmawiała z fanami. 

Życie jej nie oszczędzało

U Christiny Applegate w 2008 roku wykryto nowotwór piersi. Wtedy poddała się usunięciu obu piersi, a następnie ich rekonstrukcji. Niemal dekadę później, w 2017 roku usunęła również jajniki, by zminimalizować ryzyko zachorowania na nowotwór.

Mówiła: „To najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć”.

Ale na tym nie skończyły się jej kłopoty ze zdrowiem.  Pierwsze sygnały, mogące świadczyć o stwardnieniu rozsianym, zaczęły pojawiać się u czterokrotnie nominowanej do Złotego Globu gwiazdy już w 2019 roku. Aktorka pracowała wtedy na planie serialu „Już nie żyjesz”. Nagle podczas jednej ze scen straciła równowagę i upadła. Mimo uczucia drętwienia i mrowienia kończyn Christina Applegate zbagatelizowała tę sytuację. Myślała początkowo, że jest po prostu przemęczona. Po kilku miesiącach postanowiła jednak przebadać się gruntownie.

Przerwana kariera

Rok temu poinformowała swoich fanów o diagnozie, którą usłyszała od lekarzy 10 miesięcy wcześniej. Okazało się, że serialowa Kelly Bundy cierpi na stwardnienie rozsiane – przewlekłą chorobę układu nerwowego. Choroba ta polega na występowaniu nawrotowych epizodów objawów neurologicznych, które mają podłoże w rozsianych uszkodzeniach ośrodkowego układu nerwowego. Uszkodzenia te, z czasem prowadzą do poważnych deficytów neurologicznych.

Producenci zdecydowali wtedy, że trzeba wstrzymać na pięć miesięcy pracę nad netflixową produkcją. Postanowili czekać, aż gwiazda poczuje się lepiej i będzie gotowa wrócić na plan. Niestety u 50-latki choroba postępuje błyskawicznie. Mogła więc zagrać w kilku scenach, by pożegnać się z fanami. Gwiazda zapowiedziała, że rola w serialu „Już nie żyjesz”, którego 3. sezon będzie miał niebawem premierę, będzie jej ostatnią w życiu.

Christina Applegate: miałam bardzo interesujące życie…

Kiedy Christina Applegate odsłaniała swoją gwiazdę na Alei Sław wzdłuż Hollywood Boulevard, powiedziała fanom otwarcie, że jej przemowa będzie krótka, ponieważ nie jest w stanie długo stać na nogach. Dlatego podziękowała tylko kilku najważniejszym osobom.

„Miałam bardzo interesujące życie. Tak naprawdę wszystko zaczęło się, kiedy stałam w kolejce, żeby zobaczyć „Gwiezdne Wojny”, dokładnie na tej ulicy i dokładnie patrząc na te gwiazdy na chodniku, zastanawiałam się, kim są ci ludzie i czy zrobili coś dobrego, czy może złego. A potem pomyślałam: cokolwiek zrobili, też chcę taką w gwiazdę. Miałam wtedy pięć lat. Tamten dzień znaczy dla mnie więcej niż jesteście sobie w stanie wyobrazić”, powiedziała.

Na koniec aktorka podziękowała rodzinie oraz grupie ludzi, która wspierała ją przez 20 lat kariery. Podkreśliła nawet, że przyjaciele oraz współpracownicy są dla niej równie ważni, co rodzina. „Nie wiem, co bym bez nich zrobiła”, przyznała.

Najbardziej wzruszający fragment dotyczył jednak córki Sadie Grace Lenoble, która ma dziś 11 lat.

„Najważniejszą osobą na świecie jest moja córka”, powiedziała i zwróciła się zalana łzami do swojego dziecka: „Jesteś czymś więcej niż kiedykolwiek zdasz sobie sprawę. Jesteś tak piękna, dobra, kochająca, interesująca, mądra… To dla mnie błogosławieństwo, że mam cię codziennie i że mogę obudzić się i zabrać cię do szkoły. Jesteś dla mnie wszystkim. Dziękuję, że stałaś obok mnie. A tak przy okazji jestem chora. W każdym razie, jeśli nie zauważyliście, nie mam na sobie nawet butów. W każdym razie… możemy się z tego śmiać”, powiedziała.

Zobacz także: Stwardnienie rozsiane. Pierwsze objawy łatwo zbagatelizować

 


Zobacz także

Koloryzowane kłamstwo, czy bezwzględna szczerość? Co wybieracie?

Kup babo rower, żaden lowelas tak cię nie odmłodzi! Wsiadłam, pojechałam, żyję i mam się świetnie. Jak testowałam "miejskie cudo"

Kup babo rower, żaden lowelas tak cię nie odmłodzi! Wsiadłam, pojechałam, żyję i mam się świetnie. Jak testowałam „miejskie cudo”

„Drżymy o przyszłość, pęka nam serce z bólu, bo tyle zwierząt czeka wciąż na pomoc”. Pomóżmy!