Lifestyle

Jak technologia motywuje do zdrowego życia?

Redakcja
Redakcja
20 maja 2021
Family and children with scooters in the park
 

Każdego dnia żyjemy w coraz większym pędzie. Wstajemy, uruchamiamy samochód i dojeżdżamy do pracy, w której przez długie godziny nie rozprostowujemy nóg, by w końcu wrócić z niej po południu również wciskając tylko gaz i hamulec. W efekcie brakuje nam czasu na aktywność fizyczną i kontakt ze świeżym powietrzem, a traci na tym nasze zdrowie i samopoczucie. Czy technologia jest w stanie to zmienić?

Wspomnienie z dzieciństwa

Kiedy pomyślimy o czasach, w których ku uciesze rodziców nie dorastaliśmy jeszcze do ostatniej półki szafki, na której znajdowały się słodycze, w głowie pojawia się często lustrzane odbicie obecnego życia. Oprócz nieprzejmowania się podatkami i mandatami za złe parkowanie, przede wszystkim przypomnimy sobie o tym jak z utęsknieniem czekaliśmy na koniec zajęć w szkole, by móc oddać się po nich beztroskiej grze w piłkę z rówieśnikami. Czuliśmy spokój i beztroskę. Wracając z podwórkowego meczu wsiadaliśmy na rower czy hulajnogę, by było szybciej i ciekawiej. Ta hulajnoga właśnie wróciła dzisiaj w wersji, której nie powstydzą się rodzice.

Hulajnogi elektryczne swój debiut na rynku świętowały już lata temu. Były jednak ciężkie i nieporęczne, więc nikt nie myślał o nich w kategoriach poważnego gadżetu mogącego znacznie ułatwić życie jego posiadaczowi. Przed kilkoma laty technologia ta zaczęła lawinowo zyskiwać na popularności. Coraz częstszym widokiem stają się już nie tylko nastolatkowie, ale też postacie mknące na hulajnogach w garniturach, by dojechać do pracy omijając korki. Największy skok w ilości osób decydujących się na przesiadkę z samochodu na ten alternatywny środek transportu nastąpił, gdy Xiaomi, firma znana wcześniej z produkcji wysokiej jakości smartfonów w bardzo konkurencyjnych cenach, wypuściła na rynek swój pierwszy model hulajnogi. Ta, oprócz niskiej ceny, ceniona była przede wszystkim za zmianę podejścia do stylistyki. Sportowy styl przerodził się w elegancję w czerni, pasującą właściwie do każdej okazji, niezależnie od celu podróży. Pora jednak przejść do obiecanego meritum. Czy hulajnogi mogą zmienić nasze życie na zdrowsze?

Hulajnoga wolniejsza od auta? Tylko, gdy ją ładujemy

To prawda, większość hulajnóg elektrycznych jest ograniczona elektronicznie do maksymalnej prędkości ok. 25 km/h. Dlaczego jednak warto zostawić auto w garażu i do pracy pojechać właśnie nią? Po pierwsze, jest to nieustanny kontakt ze świeżym powietrzem, którego brakuje nam na co dzień. Wpływa on nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na wyniki naszej pracy, które przy zmęczeniu i niedotlenieniu są znacznie niższe. Dla tych, dla których argumenty przemawiające za zdrowiem i samopoczuciem są za słabe, z pomocą paradoksalnie przychodzi oszczędność czasu.

Bardzo często droga do pracy składa się z czubatej łyżki oczekiwania w korku i tylko szczypty jazdy. Problem ten nie dotyczy hulajnóg. Rzadko kiedy ustawiają się one w kolejki wyczekując aż poprzedzający je jednoślad przesunie się o kolejne kilka metrów do przodu. Dlatego w ogólnym rozrachunku, hulajnoga okazuje się świetnym sposobem, by do celu dostać się po prostu szybciej. Im większe jest miasto, w którym żyjemy, tym ta różnica staje się bardziej odczuwalna.

Obawą wielu osób przestrzegającą przed zakupem hulajnogi elektrycznej jest jej zasięg. W mediach często słyszymy bolączki kolejno przedstawianych prototypów aut elektrycznych, z których główną jest właśnie dystans możliwy do przejechania na jednym ładowaniu. W przypadku dzisiejszych hulajnóg, bez problemu przełamywana jest granica 20 km, a bardziej oszczędne tryby jazdy pozwolą pokonać nawet ponad 30 km bez ponownego podłączenia urządzenia do gniazdka. Przykładem jest tu najnowsza hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Pro, która ze znacznie wzmocnionym silnikiem i zasięgiem 45 km wyznacza nowe standardy w swojej klasie i zdecydowanie pozwoli poczuć wiatr we włosach.

Motywacji do zdrowia ciąg dalszy

W jaki sposób jeszcze możemy zmotywować się do prowadzenia zdrowego trybu życia korzystając ze zdobyczy technologii? Dobrym wyborem może okazać się ściągnięcie na smartfona specjalnych aplikacji śledzących nasze treningi. Za ich pośrednictwem jesteśmy w stanie utworzyć plany treningowe, o których aplikacja będzie nam przypominać przy pomocy powiadomień. Sięganie po coraz wyższe cele i zachowanie systematyczności staje się wtedy dużo łatwiejsze, śledząc na ekranie monitora dokładne parametry naszego biegu oraz comiesięczny postęp. Znacznym ułatwieniem są tu oprócz smartfonów sportowe opaski czy smartwatche, które są znacznie wygodniejsze podczas intensywnego wysiłku niż duży telefon, a są w stanie zapewnić nam dodatkowo informację o naszym pulsie czy w chwilach wolnych od treningu monitorować jakość snu i wysyłać wskazówki jak ją poprawić.

Sposobów, by zachować lepsze zdrowie jest naprawdę wiele. Najłatwiej jest jednak wcielić w życie te, które nie wymagają od nas zupełnej zmiany organizacji dnia, a przy tym wiążą się z przyjemnością i pozwalają zaoszczędzić czas. Takie są dzisiejsze hulajnogi elektryczne, które w niczym nie przypominają już swoich nieporęcznych prekursorów o niewielkim zasięgu. Należy pamiętać, że zmiana prowadzonego trybu życia nie tylko przynosi pozytywne długofalowe skutki dla naszego zdrowia, ale już po kilku tygodniach pozwoli poczuć się zdecydowanie lepiej, rozstać z uczuciem zmęczenia i znacznie poprawić efektywność naszej pracy, co… często pozwoli szybciej ją ukończyć.

Artykuł partnera


Lifestyle

Kosmetyki naturalne – jak wybierać? Gdzie kupić?

Redakcja
Redakcja
20 maja 2021
 

Kosmetyki naturalne cieszą się rosnącą popularnością. Kobiety cenią je przede wszystkim za ekologiczne składy pozbawione sztucznych substancji oraz skuteczność działania. Nie każdy jednak preparat,który jest określany przez producenta jako naturalny, faktycznie taki jest. Na co warto zwrócić uwagę, by nie dać wywieść się w pole? Gdzie szukać naturalnych kosmetyków?

Drogeria internetowa – szeroki wybór naturalnych kosmetyków

Kosmetyki naturalne w zdrowy i ekologiczny sposób pielęgnują skórę, a jednocześnie nie zaburzają jej naturalnego rytmu. Nic więc dziwnego, że ich popularność rośnie z roku na rok. Gdzie jednak szukać sprawdzonych produktów? Drogeria online służy pomocą. Znaleźć w niej można wiele atrakcyjnych kosmetyków, w tym także te naturalne. Dlaczego zakupy przez internet to dobra opcja?

Po pierwsze, drogeria internetowa oferuje szeroki wybór naturalnych kosmetyków. To różnego rodzaju mydła i mleczka do ciała, kremy i balsamy, maseczki, masła, szampony i odżywki, a także ekologiczne kosmetyki kolorowe. Niezależnie więc od tego, czego szukasz, na pewno znajdziesz wariant o naturalnej formule.

Po drugie, drogeria internetowa, taka jak Puderek, daje Ci możliwość łatwego porównywania kosmetyków między sobą. Atutem zakupów przez internet są również atrakcyjne ceny, a także możliwość skorzystania z różnych rabatów. Minus 15 proc. w zamian za zapisanie się do newslettera czy też darmowa dostawa to często spotykane praktyki. Dzięki nim możesz obniżyć koszt zakupu naturalnych kosmetyków.

Kosmetyki online – na co zwrócić uwagę przy wyborze naturalnych preparatów?

Zgodnie z definicją, kosmetyki naturalne to preparaty, do produkcji których użyto składników pochodzenia roślinnego, mineralnego lub morskiego nieprzetworzonych z syntetycznymi związkami. Co jednak ważne, w ich składzie mogą znajdować się substancje syntetyczne, np. w postaci konserwantów lub dodatków.

Jeśli szukasz kosmetyków całkowicie ich pozbawionych, sięgnij po preparaty organiczne. Zawierają one składniki pochodzące z ekologicznych farm, gdzie nie stosuje się pestycydów lub GMO. Obecnie praktycznie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie. Analiza składu to istotny punkt wyboru kosmetyków naturalnych, jednak nie jedyny.

Warto również sprawdzić, czy dany preparat uzyskał certyfikat organizacji weryfikującej lub audytującej, takiej jak np. ICEA, Demeter lub Eccocert. Żeby ujednolicić oznaczenia, stworzono standard COSMOS. Jest on uznawany na całym świecie i stanowi gwarancję odpowiedniej jakości produktów.

Drogeria internetowa i kosmetyki naturalne – mariaż idealny?

Jak zostało wspomniane, drogeria internetowa daje możliwość łatwego porównywania kosmetyków między sobą. Ułatwia to wybór preparatu, który najbardziej odpowiada indywidualnym potrzebom skóry. Zakupy online pozwalają również skrupulatnie przeanalizować skład kosmetyku. Przy każdej pozycji można się zatrzymać i sprawdzić, jak substancja wpływa na kondycję skóry.

Warto przy tym pamiętać, że naturalne preparaty mogą zawierać składniki, które uczulają. Wśród substancji, które znajdują w nich zastosowanie i najczęściej wywołują niepożądane reakcje alergiczne, wymienić można miód, propolis, aloes, rumianek czy też nagietek.

Przy wyborze naturalnych kosmetyków można również kierować się opiniami innych. Na internetowych forach z łatwością znajdziesz informacje od użytkowniczek preparatów. Ich doświadczenie zmniejszają ryzyko niewłaściwego dopasowania kosmetyku. Ułatwiają również podjęcie decyzji.

Artykuł partnera


Lifestyle

Nina i ja. Obie jesteśmy ofiarami mobbingu. Naszymi dręczycielkami były kobiety. [AKT PIERWSZY – UWIEDZENIE]

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
20 maja 2021
Photo by Elisa Ventur on Unsplash

Poniżej przedstawiam dramat w trzech aktach, na dwa głosy – mój i Niny, mojej koleżanki. Obie jesteśmy ofiarami mobbingu. Naszymi dręczycielkami były kobiety.

Bardzo długo śniły mi się jej paznokcie, starannie pomalowane lakierem hybrydowym. Wskazywała nimi rubrykę w arkuszu kalkulacyjnym, w której po raz kolejny popełniłam błąd. Kręciło mi się w głowie z niewyspania, brzuch bolał ze stresu – rzeczywiście, śmieszny błąd, dosłownie nie potrafiłam dodać dwa do dwóch, boki zrywać.

„Znowu się pomyliłaś, oj, naprawdę powinnaś bardziej się skupić”  – myślałam, choć oczy piekły od wpatrywania się w monitor, głowa odmawiała współpracy. W tamtym okresie nie byłam już pewna nie tylko zdolności intelektualnych, ale również tego, czy się nadaję do jakiejkolwiek pracy umysłowej. Wielomiesięczne udowadnianie mi mojej beznadziejności i braku elementarnej wiedzy podkopało moje poczucie własnej wartości. Sytuacja ta była dla mnie tym bardziej absurdalna, że wiedza na temat metod postępowania mojej byłej przełożonej absolutnie nie stanowiła w firmie tematu tabu.

Nie ja pierwsza, nie ostatnia zostałam przez nią połknięta, przeżuta i wypluta. Jak wiele kobiet przede mną, zapewne również wiele po mnie. W tym samym niemal czasie moja przyjaciółka, Nina, sama przeżywała bliźniaczo podobne emocje. Kilka lat wcześniej poszła do pracy w urzędzie, w małym mazowieckim mieście. Pracę dostała trochę po znajomości, jak to bywa w małych miasteczkach. Jej szefowa przyjaźniła się z nią wcześniej parę dobrych lat, mieszkały na jednym osiedlu, spotykały się przy kawie i ciasteczkach. Pani dyrektor powiatowego centrum pomocy rodzinie była dla niej trochę jak siostra, trochę jak ciocia, starsza koleżanka. Gdy wspomniała, że potrzebuje doświadczonego, kompetentnego pracownika, Nina od razu wysunęła swoją kandydaturę. Nie posiadała się z radości, że może nareszcie wrócić na rynek pracy po urlopie macierzyńskim, i to pod skrzydła tak miłej i serdecznej osoby, kobiety, która na pewno zrozumie, jeśli czasem weźmie dzień wolnego z powodu choroby dziecka.

AKT PIERWSZY – UWIEDZENIE

Miało być tak pięknie. Uśmiecham się teraz z politowaniem, myśląc o mojej naiwności sprzed kilku lat. Cztery lata temu w lutym odbierałam ostatnie telefony jako specjalistka obsługi klienta w jednej z mokotowskich korporacji. Nie mogłam się doczekać przejścia do nowej, atrakcyjnej pracy, w której wynagrodzenie będzie bardziej niż konkurencyjne, zadania ambitne, a klienci prestiżowi. Duże wyzwania, kilkumilionowe kontrakty do zdobycia, zagraniczne podróże biznesowe. Do tego siedziba firmy trzy minuty drogi piechotą od miejsca zamieszkania. Porównałam wszystkie za i przeciw, nie chciało wyjść inaczej – wyglądało na to, że złapałam Pana Boga za nogi.

Nina:

Czułam się wyróżniona, hołubiona. Na zebraniach zespołu pani dyrektor patrzyła zawsze w moją stronę. Szukała w moich oczach potwierdzenia, że to, co mówi, jest mądre i logiczne. Była przyjaciółką domu. Pracę dostałam niejako po znajomości, bo wiele lat byłyśmy sąsiadkami. Chodziłyśmy razem na grzyby, stawiała bańki mojemu młodszemu synowi. Czułam się traktowana po partnersku, nie tylko jako jej podwładna, ale także jako jej koleżanka, a przynajmniej dobra znajoma. Dawała mi do zrozumienia, że jestem jej prawą ręką, że cieszę się jej zaufaniem i szacunkiem.

Czerwona lampka numer jeden

Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że jakiś chochlik – teraz już wiem, że był to mój instynkt samozachowawczy – kazał mi odczuwać pewne zaniepokojenie już podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Trwała ona nietypowo długo, bo całą godzinę. Była to rozmowa ze wspaniałą, charyzmatyczną, pełną wdzięku kobietą biznesu, starszą ode mnie o kilkanaście lat, zdecydowanie bardziej doświadczoną w branży B2B, elegancką i pełną klasy. Coś mi nie grało, nie pasowało podczas naszej rozmowy, wtedy jeszcze nie potrafiłam sprecyzować, co to dokładnie było. Może zbyt intensywne zainteresowanie moim życiem prywatnym? Może zbyt natarczywe pytania odnośnie moich pasji pozazawodowych? Może zachwyt nad moim, nie do końca wybitnym, cv? Jakaś część mnie podawała w wątpliwość słowa wypowiadane przez przyszłą przełożoną, jej zapewnienia, że firma, działająca od dwudziestu lat, jest bardzo stabilna i nie dochodzi do rozwiązywania umów. Kameralne środowisko, wszyscy się lubią i cenią, pracują wespół dla sukcesu i dostatku ogółu. Brzmiało pięknie. Zbyt pięknie.

Myślałam jednak wtedy, że być może i do mnie uśmiechnęło się szczęście, że w końcu zasłużyłam, po latach uciążliwych dojazdów, na swoją gwiazdkę z nieba. Dlaczego do mnie ma się szczęście nie uśmiechnąć? Te zachwyty nad moim cv – cóż, pewnie sama siebie nie doceniam. Oto pojawiła się na mojej drodze mentorka, guru, przewodniczka, która w swej łaskawości wprowadzi mnie w świat wielkiego biznesu i dużych pieniędzy. Nareszcie! Piętnastego maja kilka lat temu rozpoczęłam upragnioną pracę. Byłam zachwycona, choć to słowo i tak nie oddaje pełni mojego szczęścia w tamtym momencie. Piękne biuro, mili, serdeczni ludzie, mało współpracowników, a obowiązki, wydawało się wtedy, całkowicie do ogarnięcia.

Wiedziałam, że praca, którą mam wykonywać, jako asystentka i koordynatorka projektów, nie będzie dla mnie zbyt trudna ani też nie będzie się wiele różniła od zadań wcześniej mi powierzanych. Zarówno moje wykształcenie, jak i doświadczenie zawodowe, dawały mi możliwość płynnego wtopienia się w pracę zespołu. Na początku tak właśnie się działo. Moja przełożona robiła wszystko, by skrócić dystans między nami – abyśmy szybko stały się zgodnym, płynnie działającym tandemem. Jak mi się to podobało! Te spotkania jeden na jeden, doradzanie mi i mojemu mężowi, pracującemu w pokrewnej dziedzinie, czego możemy wspólnie dokonać, przesyłanie linków do interesujących artykułów, rozmowy o życiu – wszystko w godzinach pracy. Zapewnianie o dozgonnym zachwycie mną – byłam jej skarbem, najlepszą pracownicą, na jaką mogła trafić. Przy tym wypowiadała się krytycznie o innych osobach, pracujących kiedyś z nią i wyraźnie była obrażona na mojego poprzednika, że postanowił się usamodzielnić i pragnął sam zdobywać nowych klientów dla firmy. Uważałam jej chowanie urazy za dziecinne, lecz nie zastanawiałam się nad tym szczególnie długo. Cieszyłam się, że jej były asystent zrezygnował ze współpracy z moją szefową, tym samym dając mi dostąpić tego niewątpliwego zaszczytu.

Nina:

Nie bardzo mi pasowało to, jak szefowa źle się wyrażała o innych ludziach. Owszem, o mnie złego słowa jeszcze nigdy nie powiedziała, ale słyszałam jej krzyki dochodzące z gabinetu, widziałam wzburzone, zaczerwienione koleżanki, gdy wychodziły od niej z pokoju, połykając łzy. Niedługo po moim przyjęciu nie przedłużyła umowy o pracę jednej z pracownic – wcześniej wyzywając ją od analfabetek. Miała świadomość trudnej sytuacji życiowej tej kobiety, która w tym samym miesiącu przeszła przez rozwód. Widać było, że nie miała żadnych skrupułów, w trudnym dla tej dziewczyny czasie tym bardziej ją gnębiła, każąc w nieskończoność poprawiać pisma urzędowe. Nie podobało mi się to, lecz z tyłu głowy przypuszczałam, że pani dyrektor widocznie ma rację, możliwe, że koleżanka jest po prostu kiepskim pracownikiem.

Czerwona lampka numer dwa

Tylko czy to rzeczywiście był zaszczyt? Dwa tygodnie po moim przyjściu do pracy – i dość szybkim zaklimatyzowaniu się w nowym, serdecznym środowisku – obchodziłam swoje urodziny. Jak tradycja w firmie kazała, przyniosłam jakieś słodkości do kuchni, otrzymałam życzenia, uściski. Jednak stanowczo zbyt często pośród życzeń padało jedno słowo: „Wytrzymaj”. Myślałam sobie, o co chodzi tym ludziom, wszak spełniło się właśnie moje największe marzenie odnośnie do życia zawodowego. Co mam niby wytrzymywać, przecież jest doprawdy znakomicie. No tak, było jeszcze przez chwilę. Mniej więcej do połowy lipca moja druga połowa toksycznego związku zawodowego nie okazywała, na co ją stać. Do pierwszego z dużych przetargów, podczas których najwyraźniej było widać, jak bardzo jest niezrównoważona i jak bardzo jej brak emocjonalnej stabilizacji odbija się na innych.

Moja szefowa była niezwykle ambitna i waleczna. Przyzwyczajona do wygrywania, na szali zwycięstwa kładła wszystko – relacje międzyludzkie, dobrą atmosferę w zespole, poczucie godności – swoje i cudze. Najważniejsza była wygrana w przetargu, resztę jakoś później odbuduje. Nieważne, jakim kosztem.

Nina:

Kolejnym zgrzytem były zdjęcia, jakie pani dyrektor wynosiła z wieczornych imprez integracyjnych, w których uczestniczyły ważne w naszym powiecie osoby. Pokazywała nam z dziką satysfakcją pijanych oficjeli, tańczących w samych majtkach z młodymi dziewczynami w objęciach. Lżyła je w sposób niewiarygodnie wulgarny. Wtedy przeszło mi przez myśl, że jej serdeczność wobec mnie to maska. Jednak nie miałam jeszcze powodów, by martwić się o nasze relacje. Były absolutnie bez zarzutu.

Ciąg dalszy nastąpi…

***

Małgorzata Żebrowska – „Reportaż był częścią mojej autoterapii, miałam przekonanie, że prędzej czy później zostanie opublikowany i będzie dawał siłę kolejnym kobietom. I dzięki Wam tak się właśnie stanie…”.

Absolwentka filologii angielskiej, pisarka, dziennikarka. Wraz z Edytą Niewińską tworzy kursy kreatywnego pisania pod marką Pisarskie Olśnienia. Pisze felietony i recenzje dla portalu Zupełnie Inna Opowieść. Publikuje również m.in w Onecie i na platformie medialnej Anywhere. Zdobywczyni pierwszego miejsca w Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania 2019 za tekst pt. „Mrówki”, wyróżniona podczas Połowu 2020 w Pracowni „Pierwsza książka prozą” wydawnictwa Biuro Literackie. Jej opowiadania ukazały się w najważniejszych polskich magazynach literackich.

 


Zobacz także

typ męskiej urody

Mężczyźni wolą blondynki, a kobiety…? Polki mają swój ulubiony typ męskiej urody

Idealny hummus? Przygotuj go sama w domu

Na cześć zmarłego męża Elżbieta II zasadziła w ogrodach Windsoru nowo wyhodowany gatunek róży