Go to content

Jak mieć zdrowy związek, jeśli wychowywałaś się w emocjonalnym chaosie

Fot. iStock/SrdjanPav

Jeśli wychowaliśmy się w emocjonalnie chaotycznym środowisku, jako dorosłe osoby stajemy przed sporym wyzwaniem, próbując nawiązać zdrowe relacje z innymi. Kiedy chaos staje się normą, powoli przyzwyczajamy się do obecności w naszym życiu tego, co złe i przerażające. Podświadomie staramy się „uciszać” nasze doświadczenia, ponieważ wydaje się nam zbyt niebezpieczne by o nich mówić wprost. Wypieramy przeszłość, ale problemy nie znikają.

Jako dzieci musimy czuć, że do kogoś, gdzieś należymy. Należeć to znaczy przetrwać. „Rozgrzebywanie” naszego doświadczenia związanego z jakimś rodzinnym dramatem  oznaczałoby zaryzykowanie miłości naszych opiekunów, naszej przynależności, a tym samym naszego przetrwania. Kiedy dom jest emocjonalnie chaotyczny, zazwyczaj nie ma w nim dorosłych, którzy są otwarci i zainteresowani osobistymi przeżyciami i doświadczeniami dziecka. Nie ma zatem osoby, z którą dziecko mogłoby porozmawiać, a jeszcze mniej szans na to, że znajdzie się tam ktoś, kto weźmie odpowiedzialność za trudną codzienność lub zmieni to, co się dzieje złego.

Musimy więc przetrwać samodzielnie i powoli stajemy się ekspertami w ukrywaniu lęku, strachu, gniewu i rozpaczy, przechodzimy obok tych emocji, jakby nic się nie działo, bez względu na to, jak źle się czujemy. I w końcu to, co nie jest normalne, staje się naszą normą.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Gdy jesteśmy dziećmi, nasze strategie przetrwania skutecznie nas chronią, ale jedynie na pewnym poziomie. Jednak kiedy kilkanaście lat później wnosimy te same strategie obrony w relacje z dorosłymi, przestają one działać i czujemy się uwięzieni, bezsilni, niespokojni i źli. Uczucia, które „zakopaliśmy” głęboko jako dzieci, wciąż tam są – tylko teraz wychodzą na wierzch.

Jak stworzyć i utrzymać zdrowy związek z bliską osobą, w sytuacji, gdy jako dzieci doświadczyliśmy braku stabilnego emocjonalnie środowiska rodzinnego?  Jak przekształcić instynktowne działania obronne, takie jak „zamykanie się w sobie”, uporczywe milczenie, uciekanie przed rozwiązywaniem konfliktów,  w świadomy proces, abyśmy mieli wybór i możliwość działania?

Pierwszym krokiem jest zwrócenie uwagi na to, co dzieje się z nami w obliczu konfliktu – musimy uświadomić sobie, że przechodzimy w tryb określonej reakcji, gdy stajemy w obliczu tego, co wydaje się względnie niebezpieczne (a potencjalnie niebezpieczna jest dla nas każda sytuacja sporna). Obserwujmy zatem bacznie własne reakcje w trakcie kłótni z ukochaną osobą, w trakcie wymiany zdań, różnicy poglądów. Stańmy oko w oko z tym, jacy wówczas jesteśmy. I zaakceptujmy to.

Uznając symbolicznie tę ​​prawdę o nas samych, ofiarujemy sobie nie tylko życzliwość i współczucie, ale także wdzięczność. I przypominamy sobie, że to tylko przeszłość. Że możemy wreszcie mówić o tym, co czujemy i myślimy. Nie uciekajmy od tego.

Po drugie, musimy zacząć pracować nad opanowaniem lęku o to, że ukochana osoba odejdzie.  I że, nawet jeśli związek się rozpadnie, poradzimy sobie bez partnera. Jeśli zdamy sobie sprawę, że „nie umrzemy”  bez tej drugiej osoby, że jedynie przenieśliśmy zależność z naszego dzieciństwa do tej relacji,  możemy znaleźć w sobie odwagę, by zaryzykować myśl, że związek, choć ważny, nie jest fundamentem naszej egzystencji. Jej fundamentem jest umiejętność „dobrego życia” : podejmowania dobrych dla nas decyzji, dzielenia codzienności z ukochaną osobą, troska o siebie, swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz o zdrowie bliskich nam osób.

Leczenie nieudanego emocjonalnie dzieciństwa to długi proces. Nie powinniśmy jednak odkładać w nieskończoność momentu, w którym zajmiemy się tym aspektem naszego życia. Pora przestać wypierać i zacząć akceptować to, co przeżyliśmy.