Lifestyle

Idzie nowe, tyle tylko, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym… O wku*wie na reformę edukacji

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 czerwca 2016
Reforma edukacji? Żart! Taką reformę edukacji, to można...
Fot. iStock/vectorlab
 

No więc myślę sobie: „Nie denerwuj się, nie angażuj zbytnio emocjonalnie na to, na co wpływu mieć nie możesz”. Gdyby to tylko było takie łatwe. Bo mnie proszę Państwa krew znowu zalała, para poszła uszami, bo jak można nie myśleć, jak można być tak ograniczonym widząc tylko jedną rację, nie dostrzegając setek problemów.

Mam wku*wa. I to totalnego, od wczoraj. Od kolejnego pomysłu naszego rządu. Ja nie chcę dyskutować, czy likwidacja gimnazjów to dobry krok, nie chcę mówić o deprawacji gimnazjalnej młodzieży, młodzieży, która teraz będzie w jednym budynku z siedmiolatkami rozpoczynającymi edukację.

I jasne, że znajomi nauczyciele od zawsze mi powtarzali: „gimnazjum to dla młodzieży najgorszy twór, nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować”, i oczywiste, że mamy sentyment do tych ośmioklasowych szkół, gdzie zawierało się przyjaźnie na lata, gdzie nikt po trzech latach nie odzierał cię z tego co dopiero poznane.

Ale świat się zmienia. Idzie do przodu. Tylko nie u nas. U nas co to, to nie. Mamy rodzić dzieci za 500 plus, które nie mają dostępu do  bezpłatnych zajęć w szkole, gdzie za dodatkowe wizyty u logopedy jeszcze w przedszkolu trzeba zapłacić, nic mówią już o gimanstyce korekcyjnej, zajęciach na basenie. O nauce języka obcego nie wspominając. My wam damy 500 plus, a wy się martwcie o edukację swoich dzieci. I git.

Bo jak widać o edukację martwią się tylko rodzice. Czytam komentarze pod informacjami o zmianach w edukacji, decyzji o likwidacji gimnazjów i to co z tych komentarzy wypływa na pierwszy plan, to jedna wielka obawa rodziców o przyszłość ich dzieci. Bo dziś nie wiedzą na czym stoją, bo mają świadomość, że za chwilę dzieci albo będą musiały walczyć o miejsce w szkole średniej, albo będą uciekać na korytarzu przez jakimś narwanym ósmoklasistą w szkole-molochu, gdzie duża część dzieci stanie się anonimowa. Nie sposób nad wszystkimi zapanować.

A ja głupia myślałam, że reforma edukacji powinna zacząć się od naprawiania błędów, krok po kroku prowadzenie ścieżki edukacyjnej ku coraz wyższym standardom. A tymczasem mamy zrównanie z ziemią i zaczynanie wszystkiego od samego początku. Od zera, albo jeszcze niżej, bo struktury, które zostały zbudowane nagle znikną. Zostanie dziura.

Mam w głowie tysiąc pytań, od tych najbardziej ogólnych – co się stanie z budynkami, boiskami budowanymi w ramach zmiany edukacji i wprowadzenia gimnazjów. Dzisiaj Pani Minister mówi – lekcje będą się toczyć w dwóch budynkach w okresie przejściowym, ale który samorząd stać będzie na utrzymanie dwóch budynków, na doposażenie jednego, kosztem drugiego? Ile to jest pieniędzy, ile pieniędzy zostanie wyrzuconych w błoto, a mogłoby pójść naprawdę z korzyścią dla naszych dzieci.

Dlaczego zamiast niszczyć, nie zacznie się tego, co jest, budować lepszym. Patrząc nawet na polityczny rozum – lepiej ulepszać, wskazywać rozwojowe kierunki niż niszczyć. No, ale może to nie na polskie polityczne głowy. Tu trzeba pokazać: „Moje będzie na wierzchu, nieważne czyim kosztem”.

I już pal sześć te gimnazja, ale kiedy słyszę „nowa podstawa programowa” to szczerze mówiąc, robi mi się słabo. Bo już jest mowa o zwiększeniu lekcji historii – ciekawa jestem kosztem jakich innych lekcji? Może wychowania fizycznego, w końcu to, że polskie dzieci prowadzą w europejskiej czołówce otyłości nie ma znaczenia. A może kosztem nauki języków obcych. Bo skoro wracamy do „starego”, to nasze dzieci, tak jak my w podstawówce mogą się uczyć jednego języka. I co z tego, że Pani Minister mówi o dostępie do Internetu wszystkich szkół, jak w wielu brakuje komputerów, a te co są pamiętają zamierzchłe czasy. Jak choćby w szkole moich synów, gdzie dyrektor rozkłada ręce, bo skąd ma wziąć pieniądze na nowe. Ba, na nowe. Na naprawę tego złomu, co tam stoi w szumnie nazwanej klasie komputerowej. Śmiech na sali.

I co z edukacją seksualną naszych dzieciaków? Czy w podstawie programowej znajdzie się sensowna, oparta na naprawdę rzetelnych informacjach, a nie religijnym widzimisię nauczyciela propozycja nauczania nastolatków o ich seksualności? Niestety, szczerze w to wątpię.  I jakim kosztem wprowadzona zostanie religia na maturę, kosztem, jakich lekcji, bo przecież godzina w tygodniu nie wystarczy… zapewne.

A najbardziej wkurza mnie to, że nic nie mogę. Że muszę siedzieć i czekać z założonymi rękami, co też głowy, którym wydaje się, że są najmądrzejsze, ustalą. Nie przedstawiono żadnego konkretnego planu, wiele pytań pozostaje kompletnie bez odpowiedzi. Ale idzie nowe… tyle, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym. I naprawdę… chciałabym się mylić.


Lifestyle

Koniec narzekania! Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
28 czerwca 2016
Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem
Fot. iStock / wundervisuals
 

Pomimo tego, że ciuchy wylatują z twojej szafy i tak naprawdę mogłabyś nimi obdzielić co najmniej kilka przyjaciółek, poranna rzeczywistość zawsze wygląda tak samo: stajesz przed swoją szafą i z rozpaczą stwierdzasz, że nie masz co na siebie włożyć. Pora zmierzyć się z nadmiarem ciuchów i odświeżyć swoją garderobę małym kosztem!

Rygorystyczne sortowanie

Na początku przygody z odświeżaniem swojej szafy, czeka cię brutalne pożegnanie z ciuchami, które do niczego się już nie przydadzą. Często bywa tak, że wraz z wiekiem zmieniają się nasze upodobania, a co za tym idzie, nasz styl przechodzi ewolucję. Ostatecznie chodzimy tylko w garstce ubrań, a reszta po prostu zabiera nam miejsce. Zanim jednak wyrzucisz tony ubrań na podłogę i zagrodzisz wejście do pokoju, zaproś do niego życzliwą ci osobę. Łatwiej będzie się pozbyć ukochanej czerwonej sukienki, w którą nie mieścisz się od dobrych kilku lat, kiedy ktoś rzuci wymowne spojrzenie. Pozbądź się sentymentów, a w ostateczności zapakuj aktualnie niepotrzebne ciuchy do worków i wynieś na strych lub do piwnicy.

„(…) a styl pozostaje”

To, że moda przemija wiemy wszyscy. Owszem, czasem jakiś trend wraca i powala nas na kolana, tak jak na przykład aktualna moda na odkryte ramiona. Jeżeli jesteś tą szczęściarą, która od zawsze uwielbia tego rodzaju bluzki – brawa dla ciebie! Bo właśnie o to chodzi – najważniejsze to być wierną swojemu stylowi. Najpierw jednak trzeba go znaleźć. Na początek zastanów się, jaki obraz siebie chcesz stworzyć, bo to ubrania mają odwzorowywać twoją osobowość, a nie na odwrót. Kreowanie postaci jest bardzo modnym tematem, ale zagra tylko wtedy, kiedy będzie autentyczne. Jeżeli masz już określoną porządną podstawę swojego stylu, łatwiej będzie ci kompletować garderobę w rozsądny sposób.

Must have

Istnieją takie rzeczy, które po prostu trzeba mieć w swojej szafie. Ich funkcjonalność wpływa na ogromne oszczędności i brak marudzenia codziennie rano. Do takich klasyków należą np. biała męska koszula, czarny żakiet, mała czarna sukienka, dobrze dobrane jeansy czy basicowe koszulki z cienkiego materiału. Przy przeglądaniu swojej szafy, sprawdź, czego ci brakuje i sukcesywnie odhaczaj dane pozycje. Pamiętaj, że w klasyki dobrze jest zainwestować – mogą służyć ci przez lata!

Mądre kupowanie

Brzmi abstrakcyjnie? Mądre zakupy to przede wszystkim te, z których nie wychodzimy z torebką, kiedy przyszłyśmy po buty. Czasem ciężko się powstrzymać, bo ciuchy wręcz mówią do nas z wystawy, niczym do bohaterki „Wyznań zakupoholiczki”. System listy też jest tutaj wyjściem – łatwiej się skupić, kiedy idziesz po konkretną rzecz, zapisaną na kartce. Spróbuj też odłożyć duże zakupy na czas wyprzedaży, najlepiej tych ostatecznych. Może wybór nie jest wtedy aż tak duży, ale za to ceny są bardzo małe. Szukaj okazji i nigdy, przenigdy nie idź do galerii handlowej tylko „pooglądać” – to zawsze kończy się zakupem najmniej potrzebnej rzeczy!

Vintage

Nie ma nic lepszego od sukienki znalezionej w szafie babci, która ma swoją historię, a do tego jest tak klasyczna, że idealnie będzie wyglądać na każdą okazję. Kiedy już uporasz się ze swoją szafą, weź się za przeszukiwanie szafy mamy, babci czy ciotek. Można w nich znaleźć prawdziwe perełki! Popularnym rozwiązaniem są także zakupy w second handach. Do tego trzeba jednak ogromnej cierpliwości. Na takie łowy warto poświęcić co najmniej godzinę i mieć w głowie (lub na kartce) rzeczy, których potrzebujesz. Nie kupuj czegoś, czego i tak nie będziesz nosić albo co trzeba skrócić czy poprawić – i tak tego nie zrobisz.

Modowe DIY

Masz kilka koszulek, których już nie nosisz albo znoszone spodnie, które nie do końca nadają się do pokazania światu? Odpal Youtube lub Pinterest i poszukaj inspiracji na przerobienie swoich ciuchów w modowe hity! Tutaj najważniejsza jest kreatywność i artystyczne „wyżycie się”. Oczywiście pewne zdolności manualne się przydadzą, ale wszystkiego można się nauczyć, a może przy okazji odkryjesz w sobie talent krawiecki? Spróbuj zrobić własny napis na koszulce, z długich spodni stworzyć szorty albo szalik ze starego swetra. Nożyczki w dłoń i do boju!

Postaw na dodatki!

Możesz ubrać zwykłą, białą koszulkę, ale kiedy założysz do niej ogromną kolię stylizacja nabierze nowego wymiaru. Dodatki to małe cuda, które potrafią zmienić wszystko w naszym wyglądzie. Wiele stylistek czy blogerek modowych powtarza, że lepiej inwestować w piękne buty, torebki czy naszyjniki, bo to właśnie one podbiją outfit. Plusem biżuterii jest też to, że wcale nie musi być droga, szczególnie na wyprzedażach. W sklepach zajmujących się biżuterią w bardzo przystępnej cenie, w czasie wyprzedaży możesz kupić kilka naszyjników czy pierścionków, które starczą ci na cały sezon, a może i jeszcze dłużej!


Lifestyle

Zaufanie? Nie znam tego słowa. Jak skutecznie pozbyć się wiary w drugiego człowieka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 czerwca 2016
Fot. iStock /ljubaphoto

Jak stracić czyjeś zaufanie? O, bardzo łatwo. Wystarczy kilka kłamstw, kilka sytuacji, w których nie wywiążesz się z tego, co obiecałeś, kilka ważnych chwil, które zniszczysz swoim lekceważącym zachowaniem – i gotowe. Trudno będzie ci potem to wszystko odplątać, wytłumaczyć, przekonać do siebie na nowo tych, na których ci zależy. Jednak przy dobrej woli obu stron, to może się udać.

A jak przestać ufać ludziom? Tu już nie jesteśmy tacy jednomyślni. Bo wielu z nas, mimo życiowego doświadczenia wierzy naiwnie najgorszym krętaczom. I ufa nawet tym, co zawodzą ich notorycznie, wyznając zasadę, że człowiek potrafi się zmienić, jeśli tylko znajdzie w sobie motywację.

Są więc ci, co tracą nasze zaufanie, są tacy, którzy nas obdzielają swoim zaufaniem. Ale są jeszcze ci, którzy nigdy nie uwierzą.

Jak skutecznie pozbyć się tej wiary w drugiego, nawet najbliższego człowieka?

Po pierwsze, zacznij mieć nierealistyczne oczekiwania

Zakładaj, że wszyscy powinni czytać w twoich myślach i bezbłędnie rozpoznawać twoje emocje. Uwierz w to, że należy się domyślać jakie są twoje potrzeby i nie mów o nich wprost nikomu. Możesz być pewien, że szybko opanuje cię uczucie frustracji: poczujesz się samotny wśród ludzi, choćby było ich obok wielu i choćby mieli najlepsze intencje. Bliskim i współpracownikom stawaj poprzeczkę tak wysoko, żeby nie byli w stanie jej nawet musnąć palcami. A kiedy już im się nie uda, kiwaj smutnie głową. W ten sposób dopniesz swego: stale już będzie ci towarzyszyć przekonanie, że jeszcze się taki nie urodził, któremu można by było zaufać.

Po drugie rób częste projekcje

Skoro zawiodłeś się raz na bliskiej osobie i była to kobieta, nie ufaj już nigdy żadnej kobiecie. Kobiety są wredne i nieszczere. Muszą być takie wszystkie, skoro ta jedna taka właśnie się okazała.

Po trzecie pielęgnuj w sobie negatywne emocje związane z wydarzeniami z przeszłości

To się nazywa nauka na błędach. Podsycaj nienawiść, uczucie smutku i rozczarowania. To trio skutecznie wybije ci z głowy wszelkie pokusy, żeby zaufać drugiej osobie. Ty nie masz powodu by ufać: przecież zraniono cię, oszukano, poznałeś co to znaczy zawieść się na kimś. Drugi raz nie będziesz już taki naiwny. Ludzie są wszędzie tacy sami.

Po czwarte dbaj o jak najniższy poziom skłonności do zaufania

Nasza skłonność do zaufania zależy od wielu czynników takich jak: osobowość, wzorce i doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, przekonania i wartości, kultura, samoświadomość i dojrzałość emocjonalna. Połączenie tych czynników i doświadczeń kształtuje twoje predyspozycje do obdarzania zaufaniem innych ludzi.

Po piąte, nie wierz w ludzką życzliwość

Bo niby dlaczego ktoś miałby zrobić coś dla ciebie bezinteresownie? Jest więcej niż pewne, ze oczekuje czegoś w zamian. Tak właśnie działa cały ten świat, tak wyglądają relacje między ludźmi: coś za coś. Lepiej więc polegać tylko na sobie.

Po szóste, koncentruj się głównie na negatywnych stronach osobowości bliskich ci osób

Spodziewaj się zawsze tego, co gorsze, wyolbrzymiaj ich wady i wytykaj niesłowność. Stwórz w swoich oczach obraz osób, które po prostu nie są godne twojego zaufania.

Takich absurdów można przytoczyć więcej. I choć brzmią naprawdę przerażająco, to wielu z nas przeżywa zgodnie z tymi zasadami większość swojego życia. Jeśli nie potraficie zaufać, najwyższa pora nad tym solidnie popracować. Nie jesteśmy stworzeni do życia w pojedynkę, a takie właśnie ono będzie jeśli nie uwierzymy w drugiego człowieka.


Zobacz także

Ekstrawertyk czy introwertyk? Kiedy trudno kogoś rozgryźć

Ekstrawertyk czy introwertyk? Kiedy trudno kogoś rozgryźć

Po czym poznasz, że jesteś silna? Słaby mężczyzna ma przy tobie tylko dwie możliwości: stać się silnym, albo odejść

Po czym poznasz, że jesteś silna? Słaby mężczyzna ma przy tobie tylko dwie możliwości: stać się silnym, albo odejść

Dziecko nocuje poza domem? Czas na szaleństwa