Lifestyle

Czy miłość może aż tak zaskoczyć? „Randka z Hugo Bosym” – fantastyczna książka, od której nie będziecie mogły się oderwać

Oh!Books
Oh!Books
11 lutego 2019
Fot. iStock/wundervisuals
 

Mogę się mylić, ale myślę, że zdecydowana większość z nas – kobiet, choć przez chwilę w swoim życiu marzyła o wielkie romantycznej miłości. O tym jedynym, który przybędzie na białym koniu i nas do siebie porwie. Oczywiście mamy świadomość, że taka miłość idealna nie istnieje, że wymaga pracy, cierpliwości, bla bla bla. Ale może jednak? Może na każdą z nas, gdzieś za rogiem czeka taka miłość albo już ją spotkaliśmy i postanowiliśmy nie wypuścić nigdy z ramion, choć wiadomo, że nie zawsze bywa łatwo?

Jagoda jest po 30-tce, ma za sobą nieudany związek. Nieudany, bo rozum jej podpowiadał, że to może się udać, że czas się ustatkować, że on nie jest wcale taki zły i na życie może okazać się dobrym wyborem. Serce jednak trudno było przekonać do tej miłości. A ona sama? Jasne, że zastanawiała się, czy może jednak nie podjęła błędnej decyzji, że może on był do zniesienia, tylko ona jest tą trudną? Na szczęście ma cudowne grono wiernych od lat przyjaciół, którzy w jej rozterkach szybko stawiają ją do pionu i wspierają w każdej chwili. Także w tej, gdy wybiera sukienkę na ślub swojej przyjaciółki z lat dzieciństwa, na który – a jakże, idzie sama.

To mogłaby być historia wielu z nas. Sama, czasami samotna, z której ucieka nadzieja, że w jej życiu uczuciowym wydarzy się jeszcze coś spektakularnego. Tymczasem Jagoda to bohaterka książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Randka z Hugo Bosym”, której temperament, charakter pakują ją w przeróżne – dla nas czytelników zabawne – sytuacje. Ona sama może nie jest zachwycona, gdy pół jej sukienki zostaje w taksówce, bo przytrzasnęła ją sobie drzwiami albo gdy ląduje z hukiem na podłodze, bo obcas zawinął się jej w hotelową wykładzinę. Ma jednak spory dystans do siebie i ogromne poczucie humoru, co sprawia, że trudno jej nie polubić i nie chcieć poznać jej historii, zwłaszcza, gdy zupełnie przypadkiem bardzo przystojny mężczyzna kłóci się z nią o taksówkę. Tego samego faceta spotyka kilka godzin później w hotelu i z nim bawi się na ślubie swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Zabawa kończy się kąpielą – nagą, w morzu… Ona jednak ucieka z jego sypialni przestraszona tym, co tak szybko się zadziało. I kiedy okazuje się, że dokładnie ten sam facet, na którego widok zapierało jej dech, zostaje niejako jej szefem… robi się bardzo gęsto.

Co się może wydarzyć? Czy chodzi tylko o seks? Czy może jednak o coś więcej? I kim on jest? Skąd się wziął? Pełen sprzeczności facet, który chciałby się zaangażować, a za chwilę zachowujący chłodny dystans.

„Randka z Hugo Bosym” to wybuchowa mieszanka emocji, przeróżnych sytuacji – tych bardziej, ale też mniej zabawnych, bo kto wychodzi wyrzucić śmieci w samych pończochach i krótkiej koszulce zatrzaskując klucze w mieszkaniu?

Jedno jest pewne – to książka, przy której nie będziecie się nudzić. Autorka raczy nas bardzo dynamiczną akcją, w której wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Uważajcie – jak sięgnięcie po nią wieczorem, możecie pójść spać dopiero, gdy skończycie czytać.

Książkę kupicie w przedsprzedaży przez internet.

Artykuł powstał we współpracy z Burda Media Polska


Lifestyle

Kto jest winny zdradzie? Tylko zdradzający. Ale to się wie po czterdziestce

Oh!Books
Oh!Books
14 lutego 2019
Fot. iStock / tixti
 

„Co to jest za suka” denerwowała się Agata. Siedziałyśmy u niej w mieszkaniu z dwoma innymi koleżankami i i planowałyśmy zemstę. Tak, ZEMSTĘ na Na Tamtej Kobiecie. Tej Innej, która miała romans z mężem Agaty. „Porysujmy jej samochód”, „Przebijmy opony”, „Napiszemy maila do jej pracy i powiemy, że to „rozbijaczka małżeństw”. Kobieta SAMO ZŁO. Przecież inni mają prawo wiedzieć, z kim mają do czynienia. Tak, padały z naszych ust takie słowa. Nie miałyśmy jeszcze trzydziestu lat, małżeństwo uważałyśmy za świętość. Byłyśmy gotowe zniszczyć Złą, która tego nie rozumiała i wtryniła się pomiędzy parę.

Agata funkcjonowała w tamtym czasie tylko dzięki naszej złości. Furia jej przyjaciółek pozwalała wstawać rano, robić kawę, iść do pracy. Zrobić to wszystko, co jest trudne, gdy dowiadujesz się, że ktoś cię zdradził, zawiódł twoje zaufanie. Dyżurowałyśmy przy niej na przemian. Ona sama na złość nie miała siły.

Nie spełniłyśmy naszych gróźb. Ale wieczorem (był styczeń!) pojechałyśmy i stałyśmy pod domem Tamtej. Ustalenie adresu zamieszkania? To była pestka dla zdesperowanych kobiet, w tym jednej policjantki i dziennikarki. Czekałyśmy aż Wojtek (mąż Agaty) wyjdzie z klatki. A Agata będzie miała dowód, że naprawdę jest zdradzana. Światło w oknach TAMTEJ się paliło. Widziałyśmy parę. Całą resztę sobie wyobraziłyśmy, ale było to sielankowe wyobrażenie. Są szczęśliwi, śmieją się, robią kolacje, piją wino. On do drugiej w nocy od niej nie wyszedł. Zrezygnowane wróciłyśmy do domów. Agata do pustego, bo oficjalnie Wojtek był na służbowy spotkaniu. Wrócił o czwartej rano.

– Przeciągnęło się – powiedział.

Agata udawała, że wierzy.

Następnego dnia popołudniu pojechałyśmy  pod jego pracę. Właściwie też pod pracę TAMTEJ, bo poznali się w firmie. Tego dnia mieli mieć, z kolei, firmową imprezę. Znów kryłyśmy się za samochodami. Znów było zimno.

W końcu TAMTA wyszła. Jaka była? Dla nas, wtedy, oszałamiająca. Długowłosa, w czerwonej sukience, szpilkach, długim płaszczu.

– Cholera, ładna jest– jęknęłam i zaraz ugryzłam się w język.

– Gruba, nie uważasz– Agata patrzyła na nią urzeczona.

– Bardzo gruba– przytaknęłam,

Za chwilę wyszedł za nią Wojtek, podpalał jej papierosa, śmiał się. Nie było wątpliwości, że łączy ich coś więcej. Do samochodu poszli wtuleni w siebie. A my stałyśmy dalej jak te wariatki. Agata nie mogła złapać tchu.

Jedynym naszym wytłumaczeniem było to, że byłyśmy młode. Dlatego szukałyśmy dowodów, choć Agata miała je przecież przed sobą.

– Wojtek mówi, że to nic – gorączkowała się na początku Agata.

Wojtek rzeczywiście zaprzeczał. Nic ich nie łączy. To koleżanka. A Agata to wariatka, ma paranoje. Ta zazdrość jest toksyczna. Odbija jej od siedzenia w domu z półrocznym dzieckiem. Że wraca późno? Dziewczyno, ja pracuję. Jak AKURAT PRACUJĘ. Te czułe maile? One nic nie znaczą! Dobra, był flirt. Przecież ludzie czasem flirtują, to niegroźne. Ale seks? Matko święta, żadnego seksu nie było. Nigdy bym cię nie zdradził, kocham cię, wciąż, ale tak się zmieniłaś”.  Tylko pisali. Potem Agata znalazła SMSy: „Cudownie całujesz”. Wojtek zmienił więc wersje wydarzeń. „To było jedno całowanie, ty jesteś wciąż zajęta. Ale PRZYSIĘGAM, nie było żadnego seksu”. I tak dalej.

Obiecywał, że skończy to „pisanie” z koleżanką z pracy, Agata czekała.

W końcu było jak w filmach. Tamta któregoś dnia zadzwoniła.

– Czy mogłabyś nie utrudniać Wojtkowi rozwodu?

–  Jakiego rozwodu?– zdziwiła się Agata. – Przecież między wami nic nie ma.

–  Nami? Jesteśmy parą od pół roku!  Wojtek mówi, że to Was nic już nie łączy, nie uprawiacie seksu, w ogóle to nie był związek z miłości, połączyło was dziecko. Jeden raz, przypadek, nalegałaś.

– Ja nalegałam? Staraliśmy się o dziecko dwa lata.

– Teraz podobno masz depresję i nie jesteś w stanie zajmować się dzieckiem! Nie może cię zostawić.

– Ja mam depresję!?

Tamtego dnia Agata wyrzuciła Wojtka z domu. Ale wciąż powtarzała: „Jak ta suka mogła zniszczyć mi małżeństwo!”. Ona, nie on.

Minęło 10 lat. Córka Agaty skończyła 11 lat, relacje z Wojtkiem, po rozwodzie jakoś się ułożyły.

I druga część tej historii. Rok temu Agata poznała faceta. Żonatego.

„Oszalałaś, serio?” – pytały ją przyjaciółki.

– On z tamtą nie jest na serio. Nie uprawiają seksu, to małżeństwo nie istnieje, łączą ich tylko dzieci. Ona zresztą sama ma romans, też chce rozstania.

– On ci tak mówi?

– Tak! I ja mu wierzę.

Minęło kilka miesięcy wielkiej miłości. „Żonaty” Agaty już miał się wyprowadzić. Ale ciągle coś. A to dzieci, a to nagły wyjazd, a to choroba teściowej. Same dramaty. Agata prosiła: „Powiedz, jeśli kochasz żonę, to się wycofam. Sama przez to przeszłam”. On protestował: „Ja kocham żonę? Oszalałaś. To wariatka, nic nas nie łączy, nie uprawiamy seksu. Mówiłem, mówiłem. Masz paranoję”.

Któregoś dnia Agata odebrała telefon.

– Cześć, jestem żoną Mariusza. Dlaczego niszczysz mi małżeństwo. Znalazłam wasze SMS-y, on mówi, że ciągle piszesz. Nie odpuszczasz.

– Ja nie odpuszczam?!- zezłościła się Agata. – Nie jesteśmy razem, bo twoja mama choruje!

– Moja mama choruje?!!!- żona kompletnie nie rozumiała. – Moja mama to okaz zdrowia.

Spotkały się na kawie. Każda z nich miała do opowiedzenia inną wersję wydarzeń.

– Dziękuję- powiedziała na koniec Żona. – Gdyby nie ty, nigdy nie dowiedziałabym się, kim naprawdę jest mój mąż. I jakie jest to małżeństwo.

Agata zerwała związek z tamtym żonatym. Co więcej, wróciła do swojej przeszłości i nagle pomyślała, że to nie kochanka była winna rozpadu jej małżeństwa. Kto był winien? Wojtek, bo ją oszukiwał.  Ona, bo nie potrafiła tego zobaczyć. Zaszwankowało też coś między nimi, że w ogóle do czegoś takiego doszło.

Dziś Wojtek ma ponad 40 lat, nowy związek, nowe dziecko. Znów jest w kryzysie, rozmawia z Agatą i przeprasza : – Wiem, że wtedy uciekłem, byłem kłamczuchem, żenadą. Teraz jestem doroślejszy, rozumiem, że z każdym dochodzimy w końcu do tego samego etapu. Rutyny, przewidywalności. Gdy nie umiesz radzić sobie z kryzysami, chcesz natychmiast załatać dziurę nowymi emocjami. Wierzysz, że druga osoba zaspokoi twoje potrzeby.

Kto jest winny zdrady? Na pewno nie kochanka. Bo, gdy ludzie się kochają i- przede wszystkim– rozmawiają ze sobą, nikt nie jest w stanie wejść między nich. Na pewno nie jest winna osoba zdradzana (czy to kobieta czy mężczyzna), bo ona nie ma szans zdecydować o związku, wybrać. Jest oszukiwana, więc jej decyzyjność jest ograniczona.

Chyba jednak najbardziej winny jest zdradzający/ zdradzająca. Bo nie ma odwagi wybrać, bo kłamie, bo manipuluje, chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Nie wybrać, bo wybory z reguły są trudne i trzeba za nie płacić.

Ale to już wnioski kobiety po czterdziestce.

A co wy myślicie?


Imię bohaterki zostało zmienione. Historii wysłuchała Katarzyna Troszczyńska – dziennikarka i współautorka, obok Karoliny Głogowskiej książki pt. „Inna kobieta”, opowiadającej o romansie widzianym z dwóch stron: żony i kochanki.

„Inna kobieta” 

Dwie kobiety. Żona i kochanka. Różni je wiele. Poglądy, charakter, styl życia. Inaczej widzą też mężczyznę, którego kochają. Po czyjej stanąć stronie? Żony, z którą on ma przeszłość i dzieci? Czy może kochanki, która daje mu to, czego dawno nie miał? Można wybaczyć? A może nie tylko on jest winny? Poznajcie dwie wersje tej samej historii, w której w końcu każdy musi zadać sobie pytanie:  odejść czy zostać? Poddać się czy walczyć? Ważniejszy jest namiętny seks czy przywiązanie i bezpieczeństwo? Tutaj każdy uważa się za niewinnego, ale czy tak jest naprawdę?


Lifestyle

„Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” pełna humoru, ale traktująca miłość poważnie, książka dla nastolatków. Polecamy!

Oh!Books
Oh!Books
4 lutego 2019
Fot. iStock/jacoblund

Walentynki, Dzień Zakochanych. Wielu dorosłych kręci nosem na to święto, bo w końcu doskonale zdajemy sobie sprawę, że o miłość trzeba dbać każdego dnia, a nie tylko od święta. Ale to my – trochę już doświadczeni życiowymi perturbacjami. A co jeśli obok nas, być może w drugim pokoju, siedzi nastolatek czy nastolatka, którzy być może przeżywają swój pierwszy stan zakochania i dzień Walentynek jest dla nich zapowiedzią wielkich emocji?

Oczywiście, że nasze dzieci zawsze będą dla nas małe i jakoś dziwnie nam myśleć, że miłością zaczynają darzyć nie tylko nas – rodziców. Jednak to się dzieje i byłoby świetnie, gdybyśmy w tym ich emocjonalnym rollercoasterze uczestniczyli, wspierali ich, rozmawiali i w razie potrzeby podali ramię do wypłakania się.

Niestety, często mamy problem z taką rozmową. My nie wiemy jak zacząć, a nasze dzieci w nastoletnim wieku trochę się od nas odsuwają i nie zwierzają nam się już z taką ochotą jak wcześniej. Jak temu zaradzić? Wychodzę z założenia, że zawsze można podsunąć pretekst do rozmowy. Może nim być chociażby książka. Tak, wiem, już widzę rodziców, którzy kręcą nosem, bo ich dziecko czyta jedynie szkolne lektury. Ja jednak uważam, że aby polubić czytanie, trzeba trafić na odpowiednią książkę i myślę, że taką jest „Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” Mans Gahrton.

To napisana z dużym humorem, ale traktująca poważnie nastoletnią miłość pozycja wydawnictwa Debit. Adam – chłopiec, który zmienia szkołę, jest już po zakończeniu swojego pierwszego związku (nie śmiejmy się, że nastolatki nazywają to związkiem, a nie „chodzeniem”) i musi się odnaleźć w nowym rówieśniczym świecie rządzącym się zasadami, których nie zdążył jeszcze poznać. Oczywiście przez to dochodzi do różnych zabawnych dla czytelnika, niekoniecznie dla samego Adama, zdarzeń, ale też pokazuje, że zmiany, choć początkowo trudne, stają się szansą na nowe przyjaźnie, a nawet na… miłość.

Adamowi od samego początku podoba się Eva – koleżanka z nowej klasy, choć oczywiście trudno mu się do tego przyznać nawet przed samym sobą. Prowadzona podwójnie narracja – ze strony Adama, ale też Evy, pozwala czytelnikowi rozeznać się w uczuciowym świecie bohaterów książki. Ona zachwycona kolegą swojego starszego brata (która nastolatka mająca starszego brata, tego nie przeżyła?), jest uczestnikiem niefortunnych zdarzeń z udziałem Adama. Eva prowadzi bloga, świetnie gra w piłkę nożną i ma przyjaciółkę, której zwierza się ze wszystkiego. No może poza tym, że coś jest w tym Adamie…

Świetnie napisana książka dla nastolatków. Lekko, bez dorosłego moralizowania, z pełnym zanurzeniem się w ich współczesny świat, w którym porozumiewają się za pomocą telefonów, żyją trochę w wirtualnym świecie, ale też stykają się z tymi samymi emocjami, jak my w ich wieku. Pierwsze spojrzenia, pocałunki, rozczarowania. „Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” to lektura zarówno dla chłopców jak i dla dziewczyn. Dorośli też mogą do niej zerknąć, żeby zorientować się, jak wygląda życie uczuciowe życie nastolatków, jeśli sami o nim zapomnieli.

Podsuńcie ją swoich dzieciom na Walentynki. Kto wie, może ta książka stanie się powodem do rozmów o miłości? Może obudzi miłość do książek? Korzyści jest wiele, nie zwlekajcie, nie wiemy kiedy nasi nastolatkowie wkroczą w ten świat pełen uniesień, szczęścia, ale też trudnych dla nich rzeczy, których do końca być może nie będą rozumieć, ale będą mogli z nami o nich porozmawiać.