Lifestyle

Co się dzieje z twoim ciałem, kiedy uprawiasz seks? 4 fazy, sporo zmian i korzyści

Seksualnie
Seksualnie
21 października 2021
fot. Smokhov/iStock
 

Zastanawiałaś się kiedyś, co dokładnie dzieje się z Twoim ciałem podczas gorących igraszek łóżkowych? Od dobrych (szczęśliwe hormony! zwiększona wrażliwość!) do niezbyt dobrych (na przykład zwiększone ryzyko infekcji dróg moczowych), oto cztery fazy i osiem rzeczy, które dzieją się podczas uprawiania seksu.

Cykl reakcji seksualnej

Cykl reakcji seksualnych to sposób, w jaki eksperci opisują, co dzieje się w twoim ciele, co sprawia, że ​​czujesz się i reagujesz tak a nie inaczej podczas seksu. Termin ten wymyślili w 1966 roku badacze seksu William Masters i Virginia Johnson. Zdefiniowali cztery etapy lub fazy tego cyklu.

  • Faza 1: Ekscytacja. Kiedy jesteś podekscytowana, twoje serce bije szybciej, a oddech staje się cięższy. Twoja skóra może się zaczerwienić. Więcej krwi napływa do twoich genitaliów. Łechtaczka puchnie, a penis zostaje wyprostowany. Sutki twardnieją i pochwa wilgotnieje. Mięśnie w całym ciele napinają się, zwiększając napięcie seksualne.
  • Faza 2: Plateau. Zmiany w twoim ciele nasilają się. Wzrasta oddech, bicie serca i ciśnienie krwi. Napięcie mięśni wzrasta jeszcze bardziej. Pochwa puchnie, a jej ściany przybierają ciemniejszy kolor. Łechtaczka staje się bardzo wrażliwa na dotyk. Jądra podciągają się w górę.
  • Faza 3: Orgazm. Podniecenie seksualne osiąga szczyt. Czujesz serię intensywnych skurczów mięśni, gdy twoje ciało uwalnia napięcie. Mięśnie pochwy i macicy kurczą się. Mięśnie u podstawy penisa napinają się i rozluźniają, uwalniając nasienie w wytrysku.
  • Faza 4: Relaks. Teraz, wydatkowane z nagromadzonej energii, twoje ciało powraca do stanu sprzed seksu. Twój oddech uspokaja się. Mięśnie się rozluźniają. Penis i pochwa wracają do pierwotnego rozmiaru i koloru. Możesz czuć się spokojna, usatysfakcjonowana lub zmęczona.

Ten czterofazowy cykl jest dość prostym sposobem na opisanie ludzkiej reakcji seksualnej. W rzeczywistości ludzkie ciała (i umysły) są wyjątkowe. Sposób, w jaki reagujemy na seks, nie zawsze da się włożyć do tych czterech szufladek. Po pierwsze, nie każdy akt seksualny prowadzi do orgazmu. Niektórzy ludzie uprawiają seks bez uczucia podniecenia. Inni mają wielokrotne orgazmy i nie osiągają fazy relaksu.

Model cyklu reakcji seksualnych został zaktualizowany na przestrzeni lat. Pod koniec lat 70. seksuolożka Helen Singer Kaplan, dr n. med., dodała do tego cyklu pożądanie. Jej zdaniem ludzie muszą być w nastroju i emocjonalnie gotowi na seks, aby się podniecić i mieć orgazm.

W 2001 roku dr Rosemary Basson, profesor medycyny seksualnej na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, stworzyła z tego modelu pętlę – dosłownie. Stworzyła okrągły model reakcji seksualnej. Jego głównym założeniem jest to, że ludzie uprawiają seks z wielu różnych powodów, nie tylko z podniecenia. A każda część cyklu nie musi odbywać się w ustalonej kolejności. Na przykład pragnienie może pojawić się dużo później. Natomiast orgazm nie jest jedyną nagrodą za seks. Możesz to zrobić z wielu innych powodów, takich jak zwiększenie intymności lub uszczęśliwienie partnera. „Tylko dlatego, że ktoś nie ma orgazmu, nie oznacza, że ​​nie odczuwa pewnego poziomu satysfakcji” – mówi Mark.

8 rzeczy, które dzieją się z twoim ciałem podczas seksu

  1. Uwalniane są hormony szczęścia. Seks stymuluje wydzielanie hormonów, takich jak oksytocyna, która sprawia, że czujesz się połączony z innymi i dopamina, która aktywuje mózgowy ośrodek nagrody. Rezultat: czujesz się usatysfakcjonowany i blisko swojego partnera.
  2.  Naczynia krwionośne rozszerzają się. Co powodują rozszerzone naczynia krwionośne? Twoja łechtaczka i srom stają się nabrzmiałe, podobnie jak naczynia w ścianie pochwy. To prowadzi do większej ilości wydzieliny i nawilżenia. Twoja twarz i klatka piersiowa również mogą się zarumienić.
  3. Stajesz się wyjątkowo czuła na dotyk. Twoje strefy erogenne, w tym sutki, uszy, szyja i okolice narządów płciowych, stają się wyjątkowo wrażliwe z powodu zwiększonego przepływu krwi i uwalniania neuroprzekaźników, wzmacniających czucie.
  4. Otwiera się droga dla bakterii. Podczas seksu bakterie z pochwy i odbytu mogą dostać się do cewki moczowej i namnażać się, prowadząc do infekcji dróg moczowych. Wskazówka: sikaj natychmiast po seksie, aby wypłukać bakterie.
  5. Spalasz (trochę) kalorii. Badanie opublikowane w „The New England Journal of Medicine” wykazało, że osoba o wadze 70 kg spaliłaby 21 kalorii w ciągu sześciu minut aktywności seksualnej. Zatem pół godziny seksu pomoże ci spalić około 100 kalorii.
  6. Twoje serce bije szybciej. Jak każda aktywność aerobowa, seks podnosi tętno. Jak pokazują badania, osiąga szczyt podczas orgazmu i wraca do stanu wyjściowego w ciągu 10 do 20 minut.
  7. Twoje mięśnie napinają się. Podczas orgazmu mięśnie dna miednicy mimowolnie się kurczą. Aktywne napinanie i rozprężanie tych mięśni podczas seksu może pomóc zwiększyć podniecenie i przyjemność. Ćwiczycie mięśnie Kegla?
  8. Czujesz się zrelaksowana. Orgazmy wywołują wzrost prolaktyny, uspokajającego hormonu, który osiąga najwyższy poziom, gdy śpimy.

Jaka jest twoja seksualna osobowość i kto do ciebie najlepiej pasuje? Sprawdź horoskop!


Lifestyle

Znudzenie seksem w małżeństwie? Oboje to czuliśmy. Podpisaliśmy umowę: zero zbliżeń przez pół roku

Seksualnie
Seksualnie
9 listopada 2021
Fot. iStock/kieferpix
 

Uczyłam syna matematyki, z córką bawiłam się w dinozaury, sprzątałam, oglądałam z mężem film, a potem szłam do łazienki masturbować się pod prysznicem. Przez długie miesiące wstydziłam się przyznać, ze wolę to, niż seks z mężem. Potem on przyznał, że czuł to samo, zmęczyła go walka o to, bym znów zaczęła go pragnąć. Poza tym, nie ukrywajmy, zaniedbałam się. Depilowałam się najwyżej raz w tygodniu (dobra, rzadziej), chodziłam w rozciągniętych sukienkach, a moje włosy zapomniały co to jest grzebień. A gdy chciałam sobie przypomnieć, kiedy się ostatnio umalowałam– nie pamiętałam.

Nie spodziewałam się tego, że może mi się kiedyś przestać chcieć seksu. Nie potrafiłam też zrozumieć facetów, którzy zaczynają unikać bliskości z żoną. Jak to? Przecież to taka moc, mieć miłość, rodzinę i seks. Mieć wszystko z jednym facetem, to mnie kręciło dużo bardziej niż jakiś Tinder, nieznajome ciała, nowe fascynacje.

Zauważyłam, że kobiety o małżeńskim seksie mówią na dwa skrajne sposoby. Pierwsze opowiadają, jak im jest cudownie, uprawiają seks codziennie, jest raj. Drugie mówią o tym, że seks jest przereklamowany (akurat!), kochają się raz w tygodniu albo raz na miesiąc. Niektóre przestały to robić w ogóle. My długo plasowaliśmy się gdzieś po środku. Ot, zwyczajna wieloletnia para, która uprawia seks dwa, trzy razy w tygodniu. Raz jest genialnie, raz po prostu miło. Statystyki wzrastały nam na wyjazdach, ale to klasyka.

A potem zaczął się COVID, lockdown i zaczęliśmy dusić się razem w domu– wszyscy! Dwa nieduże pokoje, dwoje dzieci. Rozkrzyczana, rozkoszna sześciolatka i podirytowany czternastolatek, którego po prostu rozsadzała energia, bo dom nie jest jego naturalnym miejscem życia.

Nasz dzień? Przysięgam, dzień Świstaka wersja XXI wiek

Obudzona w środku nocy, mogłabym krok po kroku opisać to, co będę robić. Pobudka, kawa, przeglądanie fejsa, śniadanie dla dzieci, zmuszenie Młodej, żeby siadła do zdalnych.

Potem ja, która zajmowałam miejscówkę na kanapie (z laptopem). I on, mężczyzna mojego życia, przy stole. Czujecie? Klepiemy w klawiaturę, czasem gadamy, słyszymy każdą swoją rozmowę. Jak jedno ma spotkanie online, drugie musi iść do łazienki z słuchawkami. Jesteśmy na siebie skazani.
Potem na zmianę ogarniamy sześciolatkę, wychodzimy na spacer z psem (zawsze tą samą trasą!!)wieczorem gramy w rodzinne gry, czasem coś oglądamy.
Seks? To była ostatnia rzecz, o której myśleliśmy.

Owszem, czasem się kochaliśmy. Jak się okazało potem, każde z nas robiło to dla tej drugiej osoby. Pewnie, po było super, obiecywaliśmy sobie, że musimy częściej, ale kończyło się tak samo. Za tydzień znów pospieszny seks. Bardziej dla tej drugiej osoby niż dla siebie. Czasem sobie wypominaliśmy: Ej, za mało mamy seksu – mówił on. Ej, za mało mamy tego seksu– odpowiadałam.

I nagle zdałam sobie sprawę, że ja tego seksu nie chcę, wolę sama zrobić sobie dobrze

Któregoś dnia pogadaliśmy. I to był nasz sukces. Nie zamiataliśmy tego pod dywan, nie udawaliśmy, ze jest okej, pary tak żyją, to życie nas zmienia.
Rozmowa raczej nie była miła.

„W ogóle mnie nie dotykasz w ciągu dnia”, „Nauczyłeś się, jak robić mi dobrze i ciągle idziesz tym samym szlakiem, jestem znudzona”. „Jestem zmęczony, ciągle pracujesz, nie pamiętam, kiedy powiedziałaś mi coś fajnego”. „W łóżku jest nudno”.

Nudno. Właśnie. Byliśmy na siebie źli. Jednocześnie otwarcie mówiliśmy, że wciąż się kochamy. Chcieliśmy, żeby wrócił nam niezły seks.

Myśl pierwsza – ktoś trzeci

To ja wyszłam z tym pomysłem, wydawało mi się, że jak zaprosimy do łóżka inną kobietę to ożywi nasz związek. Ale potem zaczęliśmy rozkminić. Znałam parę, która tak zrobiła– mąż potem odszedł z tą nową. Można się śmiać, ale jaka jest gwarancja, że to jeszcze bardziej nie popsuje relacji. Słaba. Seks na raz? Ale z kim. W czasie pandemii? Gdzie skoro zamknięte są hotele. Odrzuciliśmy ten pomysł.

Myśl druga – wyjazdy regularne

Nie wchodziło w grę, bo covid. Seks w samochodzie? Jakoś się nam się nie uśmiechało. Nie potrafiliśmy niczego wymyślić. W końcu wpadłam pomysł, że najlepszym pomysłem jest umówienie się, że nie możemy tego seksu uprawiać. Pół roku postu. „Ale tak zupełnie?” jęknął mój mąż. Przypomniała mi się rada pewnej seksuolożki. Jeśli pary mają problemy seksualne, czasem dobrze jest odstawić seks. Przestać robić sobie presję.

Ale brak seksu oznacza brak seksu, ale nie bliskości fizycznej. Fizyczna bliskość jest bardzo ważna. Przytulanie, czułe dotykanie, rozmowa. Wbrew pozorom to jest też gra wstępna, nie tylko całowanie i erotyczne zabawy. Grą wstępną jest budowanie atmosfery dużo wcześniej zanim dojdzie do seksu.

Pierwszy tydzień

Nie dotykaliśmy się wcale. Byliśmy na siebie wściekli i tak naprawdę chyba zirytowani naszym głupim postanowieniem. Mąż parę razy próbowałam przytulać mnie w nocy, ale czułam irytację.

Drugi tydzień

Zaczęliśmy rozmawiać, to on zainicjował tę rozmowę. Zaczęliśmy też spędzać ze sobą czas. Nie na oglądaniu filmów, na dzielenie się sobą. Miałam ochotę się do niego przytulić, robiłam to. Trochę chyba kręciło nas, że nie możemy, bo nagle przyznaliśmy się, że mamy ogromną ochotę na seks. Powstrzymaliśmy się, ja też nie poszłam szukać ulgi sama– chciałam zobaczyć, co się będzie z nami działo dalej.

Trzeci tydzień

Dotyk, pojawił się między nami prawdziwy dotyk. Do tej pory każde dotknięcie mnie przez męża kończyło się wkładanem ręki w moje majtki. Nie znosiłam tego. Tak jakby nie potrafił być ze mną blisko bez seksu. Zresztą przyznał to. W jego domu nikt nikogo nie przytulał. Dotyk kojarzył mu nie z seksem. Uczyliśmy się, on się uczył, że bliskość nie musi oznaczać seksu.

Czwarty tydzień

Zasypialiśmy się i budziliśmy przytuleni. Otwarcie gadaliśmy o tym, że człowiek jest jednak dziwną istotą– pragniemy często tego, czego nie możemy mieć.

Piąty tydzień

Już raczej wiedzieliśmy, że tego nie przetrwamy. Wysyłaliśmy do siebie erotyczne wiadomości (nie pamiętam, kiedy robiliśmy to wcześniej, ale dawno), po raz pierwszy od wielu miesięcy mieliśmy ochotę na wspólną kąpiel. I zrobiliśmy to.

Szósty tydzień

Uzmysłowiliśmy się, że zapomnieliśmy co to jest prawdziwa gra wstępna, kuszenie. Kiedyś mój partner uwielbiał, jak dla niego tańczyłam, czy robiłam mu masaż. Dlaczego przestałam? Dlaczego on przestał? Na te pytania nie ma oczywiście łatwych odpowiedzi poza banalnym: bo się nie staraliśmy, nie chciało się nam.

Siódmy tydzień

Tak, zerwaliśmy te cholerną umowę. I mieliśmy świetny seks. Taki, jak kiedyś. Nie będę mówić, że wszystko zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo nie. Ale zmieniło się wiele. Nie używamy swoich ciał do odpuszczenia napięcia z pracy, czy z życia. Zaspokojenia się. Znów jesteśmy blisko. I pamiętamy o sobie.


Lifestyle

Waniliowy seks – jedni go uwielbiają, dla innych to nuda. O co w nim chodzi?

Seksualnie
Seksualnie
1 października 2021
Waniliowy seks
Fot. iStock

Waniliowy seks to określenie na seks, w którym trudno szukać perwersji i stosowania przeróżnych erotycznych zabawek. Próbował go chyba każdy, ale nie każdy się nim zachwycił. Waniliowy seks to kilka pozycji, które, choć niewyszukane, pozwalają na bliskość fizyczną i emocjonalną oraz umożliwiają spełnienie seksualne. To, co dla jednych wydaje się być zwyczajne nudne, dla innych staje się idealnym dopełnieniem ich relacji. O co w tym chodzi?

Waniliowy seks — co to jest?

Waniliowy seks (vanilla sex) to określenie na erotyczną bliskość, która nijak się ma do szalonych eksperymentów w łóżku i szokujących perwersji. W waniliowym seksie chodzi przede wszystkim o to, by być blisko siebie, czuć intymność chwil, zatracić się w nich. To seks szczególny, koncentrujący się na okazywaniu partnerowi uczucia. To seks, w którym ważne jest zwrócenie uwagi na potrzeby własne i partnera, obdarowywanie go pocałunkami i  gestami przepełnionymi czułością. Waniliowy seks zachęca do zmysłowego delektowania się zbliżeniem, które nie spieszy się do osiągnięcia orgazmu.

Skąd się wzięła taka nazwa?

Określenie tego rodzaju seksu mianem waniliowego, wzięło się od nieco  „oklepanego” ale uwielbianego przez wielu smaku lodów. I właśnie taki jest waniliowy seks. Niby coś zwykłego, coś, co każdy zna, ale jednak kusi znaną słodyczą i przyjemnością z zajadania się ulubionym smakołykiem.

Waniliowy seks

Fot. iStock/Waniliowy seks

Waniliowy seks nie lubi pośpiechu 

Waniliowy sex to nie wyścig w drodze na szczyt, a raczej niespieszna wędrówka w jego kierunku. Partnerzy, którzy lubią waniliowy seks, stawiają najczęściej na długą grą wstępną. A wtedy wszystko, co kojarzy się z czułością i miłością jest wskazane — patrzenie sobie w oczy,  całowanie, delikatny dotyk, muskanie opuszkami palców wrażliwych miejsc. W waniliowej grze wstępnej partnerzy chętnie sięgają po rozluźniający masaż, nastrojową muzykę, nastrojowy blask świec. To pomaga oderwać się od codzienności, skupić na tym, co dzieje się tu i teraz. Pozwala, szczególnie na początku wspólnej drogi, bez pośpiechu odkrywać strefy erogenne partnera, uczyć się tego, co naprawdę wywołuje przyjemność.

Czego na pewno nie znajdziemy u pary, dla której waniliowy seks jest odpowiedzią na ich potrzeby? Nie ma tu miejsca na myślenie tylko o własnej przyjemności, stosowanie różnych zabawek, gadżetów czy przebrań, dominacji.

Waniliowy seks

Fot. iStock/Waniliowy seks

Zalety waniliowego seksu

Nie ma jednego  słusznego sposobu na uprawianie miłości. Prawda stara jak życie twierdzi, że ile ludzi, tyle potrzeb, więc i waniliowy seks  znalazł wielu miłośników. Mimo iż nie wymaga osiągania wyżyn akrobatyki w łóżku i nie używa ekscentrycznych gadżetów seksualnych, wcale nie musi być nudny. W dodatku ma kilka mocnych zalet.

Waniliowy seks pozwala w pełni zatopić się w chwilach z ukochaną osobą, uczy czułości i delikatności. Zwraca uwagę na potrzeby własne i partnera. Pozwala kochać się bez pośpiechu, bez obaw i wyśrubowanych norm, które czasem wywierają na nas presję z zewnątrz. Pozwala odkryć emocje, które pojawiają się po raz pierwszy i odpowiadać na nie. 

Jak widać, nawet „zwykły” seks ma swoje zalety i nie ma nic złego w lubieniu tego, co może i odstaje od wyobrażeń o seksie rodem z szalenie  popularnych książek z cyklu Pięćdziesięciu twarzy Greya, ale daje obojgu partnerom dokładnie tego, czego oni  potrzebują.

Waniliowy seks

Fot. iStock/Waniliowy seks

Waniliowy seks — jakie pozycje go charakteryzują?

W 2019 roku magazyn „Vice” przygotował dla swoich czytelników ankietę. Padły w niej pytania dotyczące tego, jak rozumieją oni waniliowy seks i jakie pozycje się z nim kojarzą. Ponad połowa badanych stwierdziła, że  waniliowy seks kojarzy się z im pozycją misjonarską. O połowę mniej osób udzieliło odpowiedzi, że dla nich to seks oralny, a jeszcze mniej, że to pozycja „na pieska”.

Oprócz pozycji misjonarskiej (klasycznej), w której  mężczyzna znajduje się na kobiecie leżącej na plecach i oboje są skierowani twarzami do siebie, charakterystyczną pozycją w seksie waniliowym jest pozycja „na łyżeczkę”. Podczas takiego zbliżenia partnerzy leżą na boku (partnerka z przodu, a partner z tyłu). Partner dzięki temu ma lepszą możliwość głębokiej penetracji oraz łatwy dostęp do piersi.

Pozycja „na krzesło” wymaga, by partnerka usiadła okrakiem na partnerze, co umożliwia wygodne obdarowywanie się nawzajem pieszczotami.

„Kwiat lotosu” jest pozycją, w której partner siada na łóżku ze skrzyżowanymi nogami. Kobieta siada na nim i oplata wokół niego swoje nogi.

Z kolei w pozycji „galopującego konia” partner siada na łóżku z rozstawionymi nogami i lekko się odchyla, podpierając się rękoma np. o łóżko, a partnerka siada na nim i razem się poruszają.


źródło: zdrowie.wprost.pl