Lifestyle

„Bycie poza szkołą krzywdzi dzieci – niszczy ich psychikę, ogranicza rozwój, uzależnia od technologii i hamuje budowanie relacji”

Redakcja
Redakcja
2 września 2021
fot. Kat Piwecka
 

Minister zdrowia zapowiedział właśnie, że może zagwarantować miesiąc, dwa stacjonarnego nauczania w tym roku szkolnym. – „Lockdownowa” edukacja krzywdzi dzieci. Są ograniczane intelektualnie, bo w czasie lekcji zamiast być obecne i się uczyć, mają wyłączone kamery i wertują internet, robiąc coś innego. Nudzą się, bo część nauczycieli nie umie interesująco wykładać zdalnie, a przyswajalność materiału bez interakcji jest słabsza. Część dzieci jest wykluczona z nauki, bo nie ma dostępu do internetu albo komputera. W efekcie zupełnie odbiera im się możliwość edukacji. Izolacja w zamkniętym pokoju jest dla nich emocjonalnie zła, może prowadzić do apatii, zaniku motywacji i radości – mówi psycholog Mateusz Grzesiak, z którym rozmawiamy o dzieciach, ich powrocie do szkół i o tym, jaki wpływ ma na nie edukacja zdalna.

Pandemia dotknęła wiele dziedzin naszego życia – zdrowie, gospodarkę czy edukację. Wydaje się jednak, że jeśli chodzi o tę ostatnią, to troska rządzących skupiona jest otwieraniu i zamykaniu szkół. W czym Pana zdaniem tkwi problem – w braku długofalowego planu, braku konsultacji ze środowiskiem nauczycielskim i akademickim czy też są jeszcze jakieś inne powody?

Te wszystkie wymienione, a także brak świadomości konsekwencji podejmowanych działań. Jest bezsprzecznym faktem, że zamykanie szkół krzywdzi wszystkich zainteresowanych i jest kolosalnym błędem, za który będą płacić przyszłe pokolenia. Rządzący są otoczeni przede wszystkim lekarzami, więc siłą rzeczy spojrzenie na pandemię przez okulary ekonomiczne, kulturowe, socjologiczne, biznesowe, psychologiczne jest dla nich w mniejszym stopniu dostępne. Problem tymczasem jest wielowymiarowy i wymaga otaczania się mądrymi głowami z wielu różnych źródeł.

Czy uważa Pan, że jakieś Państwo w EU czy na świecie poradziło sobie lepiej z zapewnieniem edukacji zdalnej?

Według Unicef, bez szkoły przez pandemię zostało 168 milionów dzieci. Wykluczone lockdownami albo brakiem dostępu do sprzętu i internetu zostały one deprywowane ze swego podstawowego prawa – do edukacji. Jedno na troje dzieci nie odbyło 75% nauki na żywo w klasie. Państwa rodziły sobie na różne sposoby, jedne lepiej a inne gorzej. Przede wszystkim zacząć należy od państw, które z zajęć stacjonarnych nie zrezygnowały. Szwecja, Francja, Niemcy, Włochy, Islandia w przeciwieństwie do Polski znacznie szybciej umożliwiły powrót dzieciom do szkół.

Co do kwestii nauki zdalnej, Polska ma większy problem z wykluczeniem cyfrowym – ponad milion uczniów w Polsce nie bierze udziału we wszystkich lekcjach online, bo nie ma komputerów albo dostępu do internetu. Między 50-70 tysięcy uczniów nie ma w domu komputera, a ponad milion musi się nim dzielić w domu z innymi osobami. Gorzej w Europie jest w 6 krajach – Portugalii, Grecji, Rumunii, Chorwacji, Bułgarii i we Włoszech, ale lepiej w 19 innych.

Czy słyszał Pan o jakichkolwiek badaniach w Polsce czy na świecie, które przeanalizowały wpływ pandemii i związanego z tym zamknięcia na uczniów?

Jest ich wiele. Ze względu na wzrost samobójstw wśród uczniów, Las Vegas w styczniu zdecydowało się otworzyć szkoły. Wykazano, że 6-miesięczna nieobecność w szkole prowadzi do utraty 1% zarobków przez resztę jego dorosłego życia. W czasie kwarantanny 23% przebadanych dzieci miało objawy depresji, a 19% odczuwało niepokój. Wiadomo też, że dzieci uczące się zdalnie słabej rozwijają się fizycznie, bo siedząc po nawet dziesięć godzin dziennie przed ekranem nie mają ruchu, nie ćwiczą i mogą tyć. Problem nie dotyczy tylko uczniów – w USA na Brown University, profesor Sean Deoni pokazał że IQ dziecka w wieku 3 miesiące – 3 lata spadło podczas pandemii ze 100 do 78.

A jaki Pana zdaniem, jako psychologa i pedagoga , może mieć wpływ lockdown na dzieci i młodzież? Krótko i długofalowo?

„Lockdownowa” edukacja krzywdzi dzieci. Tracą one dostęp do prawdziwych relacji, przez co są mniej szczęśliwe i nie mają jak rozwijać zdolności społecznych. Uzależniają się od technologii, grania, mediów społecznościowych, nie wiedzą jak inaczej spędzać czas wolny. Są ograniczane intelektualnie, bo w czasie lekcji zamiast być obecne i się uczyć, mają wyłączone kamery i wertują internet, robiąc coś innego. Nudzą się, bo część nauczycieli nie umie interesująco wykładać zdalnie, a przyswajalność materiału bez interakcji jest słabsza. Część dzieci jest wykluczona z nauki, bo nie ma dostępu do internetu albo komputera. W efekcie zupełnie odbiera im się możliwość edukacji. Izolacja w zamkniętym pokoju jest dla nich emocjonalnie zła, może prowadzić do apatii, zaniku motywacji i radości.

Bycie poza szkołą krzywdzi dzieci – niszczy ich psychikę, ogranicza rozwój, uzależnia od technologii i hamuje budowanie relacji. Jest wobec powyższego absurdem, że w imię „dbania o zdrowie” niszczy się młodemu pokoleniu życie.

Zamknięcie szkół to wyzwanie dla edukacji, ale przede wszystkim dla rodziców, którzy nagle musza zabezpieczyć sprzęt, zapewnić warunki a jednocześnie nierzadko samemu być na zdalnym. Jak to zrobić logistycznie ? I jak nie zwariować?

W październiku 2020 r. „Pediatrics”, oficjalne czasopismo Amerykańskiej Akademii Pediatrii, opublikowało wyniki ogólnokrajowego badania dotyczącego dobrostanu rodziców i dzieci podczas pandemii. Naukowcy odkryli, że od marca 2020 r. 27% rodziców zgłosiło pogorszenie zdrowia psychicznego, a 14% zgłosiło pogorszenie zdrowia behawioralnego swoich dzieci. Mamy więc do czynienia z negatywnym wpływem lockdownu także na rodziców. To nie jest więc tylko logistyczny problem, bo ten jest kwestią właściwej organizacji miejsca i czasu pracy.

Na tyle na ile warunki mieszkaniowe i finansowe pozwolą, każdy powinien mieć swoje miejsce do pracy / nauki, swój sprzęt, na którym może pracować. Powinno się także rozdzielić te aktywności organizacyjnie, by wiedzieć, kiedy kto co robi i sobie nie utrudniać. W końcu w jednym miejscu nagle mamy kilka ról życiowych – jako dorosłym jest się rodzicem dziecka, czasem też jego nauczycielem, pracownikiem swego szefa. To trzeba zaplanować.

W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że ‘stracone pokolenie’ może dotyczyć również tego, że studenci nie muszą wyprowadzać się od rodziców, usamodzielniać się czy szukać pracy. Myśli Pan ze że to z lenistwa, z wygodnictwa czy z lęku? Jak Pan ocenia stan emocjonalny Pokolenia Z?

Pokolenie Z jest obecnie najbardziej zestresowanym pokoleniem. Zarówno oni, jak i millenialsi twierdzą w badaniu Verywell Mind Mental Health Tracker, że ich największym źródłem stresu są problemy finansowe. Idąc za wynikami badań Stress in America 2020: A National Mental Health Crisis, nastolatkowie z pokolenia Z (w wieku 13–17 lat) i dorośli z pokolenia Z (w wieku 18–23 lat) stanęli w obliczu bezprecedensowej niepewności, doświadczyli podwyższonego stresu i już zgłaszali objawy depresji. 65% z nich czuje się samotna. Prawie 3 na 4 dorosłych z pokolenia Z (74%) zgłasza niepożądane zmiany masy ciała od początku pandemii.

Tendencja do pozostawania w domach rodziców dotyczyła już milenialsów i rozpoczęła się przed pandemią. W tej chwili jednak młodzi ludzi czasem nie mają wyjścia – wraz z lockdownami życie poza swoim domem czasem nie jest możliwe albo nie ma żadnego sensu. Nie upatruję źródła tej sytuacji w lenistwie czy wygodnictwie, ale w lockdownach i kryzysie z nimi związanym.

A może im było paradoksalnie im jest w tej sytuacji lepiej, skoro Internet czy telefon to ich chleb codzienny?

Na pewno jest im się łatwo zaadoptować i im samym może być na pewno dużo łatwiej – w końcu nie muszą tracić czasu na dojazd do szkoły, egzaminy zdają bez zewnętrznej kontroli, a przy wyłączonej kamerze mogą sobie przeglądać internet. Ale ta łatwość jest powierzchowna, bo długoterminowe straty związane z deprywacją podstawowych ludzkich potrzeb takich jako chociażbym interakcja z innymi są obiektywnie złe. Nadmienię też, że każde dziecko inaczej znosi te zmiany i w ostatecznym rozrachunku powinno być traktowane indywidualnie – są dzieci, które są teraz, chociażby ze względu na bliższy kontakt z rodzicami, faktycznie w lepszym położeniu niż przed pandemią.

Jak Pana zdaniem powinien wyglądać powrót do szkoły od września – począwszy od szkół podstawnych, po średnie, do wyższych? Gdyby był Pan ministrem edukacji jakby Pan to zaplanował?

Proces adaptacyjny trwający minimum miesiąc związany z odbudowaniem relacji, adaptacją do starej i dobrej normalności, przyzwyczajeniem się do rytmu nauczania – żadnych klasówek, sprawdzianów, powodów do stresu. Organizowałbym w jego trakcie gry i zabawy, moderowane dyskusje, ustawił proces grupowy na jak największą ilość interakcji i współpracy. Koniecznie dodałbym naukę inteligencji emocjonalnej, czyli jedną z umiejętności miękkich. Są to umiejętności zarządzania myślami, emocjami i zachowaniami, które pomagają osiągnąć cele w życiu osobistym i zawodowym. Poniżej przedstawiam swój autorski model je kwalifikujący, który był przedmiotem doktoratu z zakresu pedagogiki.

Pokazuje on cztery obszary, w zakresie których można je zdobywać – zarządzanie, rozwój osobisty, marketing i duchowość. Wśród tych umiejętności miękkich znajdą się m.in. empatia, personal branding, perswazja, public speaking, planowanie, zarządzanie emocjami, budowanie relacji, komunikacja, zmiana zachowań, coaching, motywowanie i wiele innych, bardziej lub mniej złożonych, umiejętności. Wszystkie one grają teraz pierwszoplanową rolę, bo bez relacji i zarządzania emocjami te dzieci będą nieszczęśliwe.

Zmiana systemu edukacji jest potrzebna na każdym jego poziomie i jest tematem nadającym się na książkę. Polska edukacja jest upolityczniona, bazuje częściowo na nieskutecznych metodach nauczania i moim zdaniem mizernie zarządzana. Badania metodyki uczenia, zarządzania szkołą jako społecznością, styl partnerski zamiast feudalnej hierarchii, nauka praktyczna na konkretnych przykładach i krytycznej dyskusji a nie nieprzydatnej teorii dyktowanej przez mądrą głowę – to tylko małe przykłady tego, co powinno się zmienić.


Dr Mateusz Grzesiak – z zawodu wykładowca, konsultant i terapeuta. Posiada trzy doktoraty, w dyscyplinach: zarządzania, pedagogiki i psychologii. Specjalizuje się w nauce umiejętności miękkich, które naukowo klasyfikuje i praktycznie modeluje, dostarczając zarówno klientom indywidualnym jak i organizacjom w formie szkoleń i konsultacji. Napisał 24 książki, wykładał w 7 językach, jego profile społecznościowe maja w sumie blisko 800 tysięcy fanów, a on sam zyskał medialny przydomek „najpopularniejszego psychologa w Polsce”.

fot. Kat Piwecka


Lifestyle

„Czego pragną mężczyźni? Seksu, szybkich samochodów, świętego spokoju, kasy? Nie! To jest halucynacja”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
2 września 2021
fot. Chalabala/iStock
 

– Aby w ich relacji była miłość i bliskość, to kobieta musi się czuć kochana, a mężczyzna musi się czuć ważny. Jeżeli mąż podoba się innym kobietom, bo ma cechy, które są pożądane, to żona często myśli, że lepiej go nie chwalić, bo mu się w głowie poprzewraca. Iluż ja miałem w gabinecie przystojnych, pięknie zbudowanych chłopców, którzy z tego powodu płakali! – twierdzi Robert  Rutkowski psychoterapeuta.

Postanowiłam przepytać moje koleżanki na użytek tego wywiadu. Wyszło nam, że mężczyźni potrzebują trzech rzeczy: świętego spokoju, dużo seksu i pieniędzy.

Tak i dodajmy do tego jeszcze szybki samochód. Pieniądze przecież nie dają nam tego napędu i adrenaliny, dają jedynie iluzję możliwości. Jak powiedziała Marilyn Monroe: „To nie pieniądze dają przyjemność, ale ich wydawanie”. Idąc tym tropem myślowym można jeszcze do kompletu dorzucić: dobą whisky i telewizor 60-calowy do oglądania meczu. I tym sposobem mamy gotową… piękną katastrofę. (śmiech).

Dlaczego od razu katastrofę?

Jeżeli taki obraz męskich oczekiwań mają kobiety, to nic dziwnego, że zaczynamy żyć na dwóch oddzielnych planetach. To, o czym opowiadały pani koleżanki, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, z faktycznymi potrzebami facetów. To jest obraz, który jest halucynacją i który powoduje pewien rozdźwięk w postrzeganiu swoich wzajemnych potrzeb.

To może mężczyźni chcą dokładnie tego samego, co kobiety?

Różnica polega między innymi na tym, że kobiety dobrze wiedzą, czego chcą. Kobiety mają swój wewnętrzny azymut bardzo sprawnie działający. Natomiast my, mężczyźni często musimy dopiero go odkryć. W moim przekonaniu kobiety tak naprawdę są dziś dużo od nas silniejsze w takim pragmatyzmie życiowym. Jesteście praktyczne i dzięki temu świat jako tako funkcjonuje.

A czego tak naprawdę pragną mężczyźni, ale sobie tego nie uświadamiają?

Odpowiedzialności! ”Mężczyzna bez odpowiedzialności jest jak pies zaprzęgowy bez zaprzęgu”, zacytuję kanadyjskiego psychologa klinicznego Jordan Peterson. Mężczyzna jest jak zwierzę juczne. My musimy coś dźwigać, bo to nadaje sens naszemu życiu. Terapeuci bardzo często słyszą od swoich pacjentów pytanie: „Co zrobić, żeby być szczęśliwym?” Ja zawsze wtedy odpowiadam, że szczęście jest niedefiniowalne, jest pojęciem abstrakcyjnym, ale zawsze czynnikiem poprzedzającym tzw. odczuwanie frajdy z życia – jest sens.

Co pan przez to rozumie?

Sens jest najgłębszym przejawem instynktów, to jest ten wewnętrzny azymut, który napędza do działania. Jeśli my mężczyźni nie mamy, czego dźwigać, jeżeli nie mamy bagażu, który możemy przemieszczać – to jakie życie wybieramy? Wybieramy życie łatwe, przyjemne, a co za tym idzie nudne. Cel powinien popychać nas do przodu, do rozwoju.

Co może być tym celem?

Mężczyzna powinien służyć rodzinie, ojczyźnie, a może jakiejś społeczności mikro czy makro. „Normalny facet” nie wytrzyma braku poczucia odpowiedzialności i wyzwań. Są oczywiście odstępstwa od tej reguły – ludzie o niskiej sumienności. Wielu też odczuwa pokusę, żeby oddać się niskiej jakości przyjemnościom, których współczesny świat mnóstwo mężczyznom podsuwa – alkohol, narkotyki, pornografia. To wszystko są problemy, które coraz szerzej zbierają żniwo.

Co dzieje się z mężczyzną, który idzie właśnie w tę stronę?

Jeżeli mężczyzna nie ma po co żyć, to kim zostaje? Piotrusiem Panem, czyli Nikim. ” Pan” oznacza wszystko, a Piotruś Pan jest Piotrusiem Nikim. Tylko wydaje mu się, że może być dla siebie wszystkim. To jest dorosły, który jest niemowlakiem. Coraz więcej takich mężczyzn widzę. Niby dorośli, pięknie wyglądają, a nie mają wyraźnych azymutów wewnętrznych.

My kobiety nie lubimy takich mężczyzn.

W obszarze nieświadomości, jeśli chcecie łączyć się w pary, to zazwyczaj pragniecie mężczyzn, a nie chłopców. W moim gabinecie słyszę, że dziś kobiety szukają kogoś, z kim będą mogły rywalizować. Mężczyzn, którzy będą dla nich wyzwaniem. Kobiety są wyraziste, mają silny charakter, są dobrze opłacanymi CEO w różnych organizacjach. Dlatego też pragną kogoś, kto wniesie do związku coś, czym one nie dysponują.

Kobiety są bystre, piękne i mają często trudności ze znalezieniem odpowiednich partnerów, bo w ich otoczeniu brakuje mężczyzn, którzy potrafią utrwalić ich zainteresowanie. To nie musi w być tylko w kontekście dochodów, wykształcenia i inteligencji.

Jakie błędy w relacjach z mężczyznami najczęściej popełniamy?

Jeżeli mąż podoba się innym kobietom, bo ma cechy, które są pożądane, to żona często myśli, że lepiej go nie chwalić, bo mu się w głowie poprzewraca. Iluż ja miałem w gabinecie przystojnych, pięknie zbudowanych chłopców, którzy z tego powodu płakali! Każdy mężczyzna bez względu na swoje wykształcenie czy budowę fizyczną potrzebuje akceptacji i chwalenia. Każdy mężczyzna potrzebuje też rzeczowej informacji zwrotnej – wyartykułowania tego, co kobiecie się nie podoba.

Dziewczyny często uznają, że faceci powinni się domyślić, a do nas często trzeba mówić dużymi literami. To nie znaczy głośno! Trzeba się nauczyć mówić dużymi literami, ale szeptem. Lepiej, by kobiety założyły sobie, że większość mężczyzn jest jednak kaleka emocjonalnie.

To nie jest zbyt śmiała teza?

Pokolenie obecnych 30-latków to jest paskudne pokolenie ekspresji ekonomicznej z początku lat dziewięćdziesiątych. Ja mam teraz w gabinecie ofiary tego prospérité. Kupa kasy, nieobecność rodziców w domu i brak bliskości. Oni nie rozumieją, że bycie razem to nie jest patrzenie sobie prosto w oczy. To jest okej, ale na początku związku, w okresie tzw. motyli w brzuchu. Potem ideałem jest patrzenie w tym samym kierunku.

I jakieś porozumienie, umiejętność rozwiązywania konfliktów…

Do mojego gabinetu przyszłą wczoraj para. Oboje byli napędzani gorącym, wewnętrznym atawistycznym pragnieniem, żeby na małżeńskim ringu dokopać drugiej stronie i wygrać. Moim zdaniem kobiety (i mężczyźni też!) często zapominają, że pragnienie wygranej za wszelką cenę jest katastrofą. Jeżeli wygramy na argumenty (bardzo często bolesne!), to wtedy wydaje nam się, że mamy jakiś „sukces”.

Zapominamy, że po takim „sukcesie” będziemy musieli jeszcze nadal mieszkać z „przegranym.” Pary zapominają, że aby w ich relacji była miłość i bliskość, to kobieta musi się czuć kochana, a mężczyzna musi się czuć ważny.

Co to znaczy „ważny”?

Mężczyzna będzie się czuł ważny, jeżeli partnerka zauważy, że on się stara, angażuje i wykonuje pracę dla niej i dla rodziny. Największa krzywda, jaka spotyka mężczyzn we współczesnym świecie to policzkowanie i upokarzanie bez wnikania w strukturę danego przypadku. Kobiety mają często tendencję do generalizowania i wyrzucania partnerom: – „Jesteś patologiczny i opresyjny”. Po co mężczyźni, którzy doświadczają braku zrozumienia i nagrody, mają dalej się starać? Konstatują: po co się starać, skoro i tak moja kobieta tego nie dostrzega.

Dlaczego my kobiety mamy poczucie, że nasi partnerzy pragną… świętego spokoju?

Bo milkną. To jest bardzo złożony problem. Często mówi się tak: „Nie proś o coś, czego nie chcesz otrzymać”. Wyobraźmy sobie, że kobieta wydziera się na swojego faceta: „Weź się zamknij, przestań się do mnie w ten sposób odzywać!”. On tego posłucha, on to zrobi. Tylko wcale nie jest powiedziane, że to będzie to, czego ona naprawdę pragnie. Podczas terapii często okazuje się, że taka kobieta miała matkę, która „wykastrowała” swojego męża. Ona w dzieciństwie słyszała z ust matki słowa, że jej tata jest „pierdołą i niemotą życiową”. To jest oczywiście ekstremalnie opresyjny przykład, ale dziś ta kobieta identycznie traktuje swojego mężczyznę.

On słysząc inwektywy, zamyka się w sobie. Ucieka do innego pokoju. Zamiera. Robi wszystko, by mieć ten święty spokój. Jeżeli ta kobieta nie oglądała swojej matki, która z czułością zwraca się do ojca i odwrotnie, to niestety teraz ma trudność, by stworzyć dobrą relację.

Za ucieczkę do „świętego spokoju” odpowiadają relacje z rodzicami z dzieciństwa?

Pamiętam pacjenta, który w dzieciństwie był zahukanym chłopcem, wychowującym się w rodzinie, w której głównym celem jego rodziców było to, że on ma być grzeczny: ”Zamknąć się i nie odzywać”. Ten dorosły już chłopak w dorosłym życiu był wyciszony i wycofany. Dziewczyna go zostawiła, bo był dla niej „za grzeczny”. Ona nie wytrzymała tego, o co kobiety często same proszą.

Dlaczego kobietom wydaje się, że mężczyźni pragną bardziej seksu niż czułości?

Chłopak, którego ojciec nie namaścił w dzieciństwie na rycerza, nie dowie się, czym jest poetyką związku, sztuka uwodzenia i celebracji seksu. Bardzo często dziewczyny, które przychodzą do mojego gabinetu, doświadczają dziś od facetów czystego odhumanizowania aktu seksualnego.

Z przykrością stwierdzam, że spotykają na swojej drodze emocjonalnych impotentów z wielkim libido, którzy kaleczą kolejne pokolenia dziewczyn, chociażby za pomocą randek umawianych na Tinderze. Tam zazwyczaj uwodzenie jest skrócone do pierwszego lub w najlepszym wypadku trzeciego pytania „bzykasz się dzisiaj, czy pojutrze?” W ten sposób mordujemy poetykę romansu, miłości, związku.

O jakich mężczyznach marzą kobiety?

Marzeniem wielu kobiet jest sylwetka mężczyzny, która jest połączeniem drwala i poety. Jeżeli jesteśmy tylko drwalem, stajemy się fizyczni i siermiężni. A z kolei będąc jedynie poetą, stajemy się zbyt delikatni.

O jakich kobietach marzą mężczyźni?

Upraszczając humorystycznie, mężczyźni marzą o kobiecie, która będzie miała w sobie połączenie dziewicy i kurtyzany. Po prostu sprzeczność!

Jaką kochanką jest kurtyzana?

To nie jest tak, że mężczyzna pragnie tylko seksu i wyuzdanej, perwersyjnej kochanki, bo ona mu się znudzi. Ekspresja seksualna, namiętność, pożądanie to nie wulgarność. Wulgarność jest aseksualna. Nagość jest aseksualna. Tu musi być poetyka poprzeplatana atawizmami. Niestety świat nie sprzyja ani kobietom, ani mężczyznom, żeby tych sztuk się uczyli w naturalny sposób od swoich dziadków i rodziców. Zniknęła we współczesnym świecie funkcja przekazu międzypokoleniowego. Kim jest dorosły mężczyzna dla młodego chłopaka? Dziadem, starym dziadem, który nie ma mu nic do zaproponowania.

Czy mężczyźni kochają kobiety, które dbają o rodzinę i dom?

Mężczyzna choćby był wojownikiem Odyseuszem, który podróżował ze swoją flotą okrętów wojennych po ocenach, walczył, zabijał potwory, pragnie… swojej Penelopy. Odyseusz przypływa do Itaki, gdzie Penelopa dba o ciepło rodzinne, wspólny posiłek, dzieci. Nie ma domu tylko z sypialnią. I nie ma domu tylko z kuchnią. To musi być połączone.


Robert Rutkowski prowadzi w Warszawie prywatny Gabinet Psychoterapii i Rozwoju Osobistego. Jest psychoterapeutą, pedagogiem, trenerem umiejętności psychologicznych. Zajmuje się leczeniem uzależnień od alkoholu, narkotyków, leków, dopalaczy, hazardu, internetu, seksu, zakupów. Wspiera rodziny i bliskich osób uzależnionych. Inne obszary pomocy: depresja, nerwice lękowe, zarządzanie stresem, kryzysy rodzinne z powodu choroby, zdrady, straty pracy, rozłąki na emigracji.

Autor książek „Oswoić narkomana”, „Pułapki przyjemności”, „Toksyczna matka”.

Robert Rutkowski


Lifestyle

Karambola jest skarbnicą witaminy C, a to nie jedyna jej zaleta. Dlaczego warto sięgać po gwiaździsty owoc?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
1 września 2021
Karambola - wartości odżywcze, kalorie, zalety
Fot. iStock

Karambola to egzotyczny owoc o charakterystycznym kształcie gwiazdy w przekroju. Jest on skarbnicą witaminy C, czym na głowę bije cytrynę, a to nie jedyna jego zaleta. Czym charakteryzuje się karambola, w jaki sposób można ją jeść i kto powinien jej unikać?

Karambola — skąd pochodzi ten owoc?

Karambola (oskomian pospolity), zwana także gwiaździstym owocem, naturalnie porasta tereny Indonezji i Malezji, można ją spotkać również na wyspach karaibskich, w Ameryce Środkowej i na Zanzibarze. Drzewo karambolowe dorasta do ok. 7-10 metrów, wydaje pierzaste i naprzemianległe liście o długości ok. 30 centymetrów, oraz pachnące, różowe kwiaty, z których wykształcają się owoce.

Niedojrzała karambola ma zielony kolor i jest kwaśna, natomiast dojrzała przybiera żółty lub żółtopomarańczowy kolor i charakteryzuje się połączeniem słodkiego i kwaskowatego smaku. Miłośnicy karamboli często porównują go do smaku agrestu. Jadalny w karamboli jest miąższ oraz woskowata skórka. Owoc nieco przypomina konsystencją winogrona. Przed spożyciem należy odciąć górną i dolną część owocu.

Karambola - wartości odżywcze, kalorie, zalety

Fot. iStock/karambola

Karambola — wartości odżywcze, kalorie

W 100 g tego owocu znajduje się 6,73 g węglowodanów, 1,04 g białka, 0,33 g tłuszczów, 2,8 g błonnika. Karambola należy do owoców o niskiej wartości energetycznej — 100 g dostarcza tylko 31 kcal. W przeciwieństwie do kalorii, witamin i składników mineralnych w gwiaździstych owocach jest dużo. W jej miąższu i skórce znajdziemy bogactwo witaminy C, witaminę A i E, oraz witaminy z grupy B. Obecne są w niej: potas, fosfor, wapń, żelazo, magnez, cynk, miedź i selen. Karambola to również bogactwo antyoksydantów, które pełnią ważną rolę ochronną dla komórek organizmu.

Indeks glikemiczny karamboli

Karambola posiada niski indeks glikemiczny równy 36, dzięki czemu jest bezpieczna dla osób cierpiących na cukrzycę. Produkty o niskim indeksie glikemicznym zapobiegają gwałtownemu wzrostowi poziomu glukozy we krwi po posiłku. A to oznacza, że wywiera korzystny wpływ na gospodarkę glukozowo-insulinową.

Karambola - wartości odżywcze, kalorie, zalety

Fot. iStock/karambola

Właściwości zdrowotne karamboli

Karambola to bogactwo antyoksydantów (przeciwutleniaczy), które ograniczają szkodliwą działalność wolnych rodników i hamują ich wpływ na procesy starzenia się komórek w organizmie. Przeciwutleniacze mają udowodniony wpływ na ochronę układu krążenia. Wpływają na obniżenie poziomu „złego cholesterolu”, chroniąc przed rozwojem miażdżycy. Antyoksydanty wspierają układ odpornościowy dzięki działaniu przeciwzapalnemu.

Duża ilość błonnika pokarmowego wpływa na prawidłowe działanie układu pokarmowego, reguluje poziom cukru we krwi i zapobiega chęci podjadania. Kwerecytyna wpływa na zahamowanie wydzielania histaminy, przez co łagodzi objawy alergii.

Karambola — przeciwwskazania

Karambola jest oryginalnym owocem o wielu zaletach, jednak nie każdy może pozwolić sobie na włączenie jej do diety. Zawiera ona wysoką zawartość kwasu szczawiowego, który jest szkodliwy szczególnie dla osób cierpiących na choroby nerek. Uważać na karambolę powinny także osoby przyjmujące leki nasercowe i na nadciśnienie, oraz kobiety w ciąży. Składniki obecne w karamboli mogą wchodzić w interakcje z niektórymi lekami, dlatego warto upewnić się u lekarza prowadzącego, czy ten owoc można w danym przypadku jeść bez obaw.

W pewnych przypadkach owoce karamboli mogą wywoływać reakcje alergiczne, dlatego osoby ze skłonnością do uczuleń powinny wprowadzać ją do diety ostrożnie lub z niej zrezygnować.

Karambola - wartości odżywcze, kalorie, zalety

Fot. iStock/Karambola

Jak jeść karambolę?

Karambola pokrojona w plasterki jest świetnym dodatkiem do drinków i kolorowych sałatek. Można jej słodko kwaśny smak wykorzystać do dań z owocami morza i delikatnymi mięsami. Z karamboli można wyciskać również sok, który latem stanowi skuteczne orzeźwienie w trakcie upałów. Gwiaździstego owocu nie trzeba spożywać od razu po zakupie. Może on trochę poleżeć — w temperaturze pokojowej w suchym miejscu wytrzyma kilka dni, natomiast w lodówce może leżeć nawet kilka tygodni. Należy jednak pamiętać, że im świeższy owoc, tym więcej cennych substancji zawiera.

Karambola — gdzie można ją kupić, cena

Karambola dostępna jest w Polsce w sprzedaży od jesieni do wiosny, w dużych sklepach stacjonarnych oraz w sklepach internetowych. Ponieważ karambole pochodzą z importu z dalekich zakątków świata, wpływa to na cenę tego owocu, która, w porównaniu do innych owoców egzotycznych (np. banany), jest wyższa. Cena za sztukę karamboli w hipermarketach wynosi ok. 8 – 10 złotych.


źródło:  dietetycy.org.pl, www.poradnikzdrowie.pl 

Zobacz także

Uważaj, o co prosisz, marzenia się spełniają. Obejrzyjcie ten krótki filmik

5 trików, które pomogą zmotywować się do porannych ćwiczeń

Co się dzieje z twoim ciałem, jeśli pijesz co najmniej jedną kawę dziennie