Dania główne Gotowanie Przepisy

Halloween: Straszny zielony makaron

Redakcja
Redakcja
29 października 2019
Halloween: Straszny zielony makaron
Fot. Materiały prasowe/ Halloween: Straszny zielony makaron
 

Halloween: Straszny zielony makaron – składniki:

Makaron:

80 g szpinaku np. Szpinaku młodego marki Eisberg

200 g mąki

1 jajko

1 żółtko

szczypta soli

Sos:

200 g serka ricotta

pół szklanki startego żółtego sera

½ małej cebuli

1 ząbek czosnku

puszka krojonych pomidorów (400 g)

½  łyżeczki cukru

sól

mielony pieprz

łyżeczka suszonego oregano

3 łyżki oliwy z oliwek do smażenia

Oczy:

125 g mozzarelli (można wykorzystać mozzarellę mini – w kulkach)

50 g czarnych drylowanych oliwek

Halloween: Straszny zielony makaron – przygotowanie:

Makaron:

Zblanszowany szpinak zmiksować na gładką masę i odsączyć cały sok. Z mąki i jajek zagnieść ciasto na makaron. Stopniowo dodawać szpinak, aż do uzyskania pożądanej barwy. Ciasto cienko rozwałkować i suszyć po 10 min z każdej strony. Dobrze wysuszone ciasto posypać mąką, następnie zwinąć w luźny rulon i pokroić na wstążki (ok. 1 cm grubości). Makaron gotować
ok. 3-5 min, w zależności od grubości ciasta.

Sos:

W garnku na oliwie podsmażyć posiekaną cebulkę i czosnek. Dodać pomidory wraz z przyprawami, wymieszać i zagotować.

Następnie dodać serek ricotta i starty żółty ser, dokładnie wymieszać. Gotować na małym ogniu
15 min, aż sos zgęstnieje, od czasu do czasu mieszając. Zmiksować blenderem do uzyskania gładkiej konsystencji.

Oczy:

Z 0,5 cm plastrów mozzarelli wykroić kółka. Można posłużyć się dużymi zatyczkami do mazaków albo wąskimi kieliszkami. Słomką do napojów zrobić otwory w serowych krążkach oraz w oliwkach. „Źrenice” z kawałków oliwek umieścić we wcześniej utworzonych serowych otworach.


Dania główne Gotowanie Przepisy

#WszyscyDoWioseł2019 czyli „Dołóż się do łóżka”

Redakcja
Redakcja
29 października 2019
Fot. iStock
 

Wystartowały zapisy do wielkiej akcji Fundacji Legii. W piątek 15 listopada odbędzie się czwarta edycja charytatywnych regat na ergometrach #WszyscyDoWioseł. W tym roku Fundacja Legii dołączyła do akcji „Dołóż się do łóżka!”, w ramach której prowadzona jest zbiórka na zakup łóżek dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Wszyscy do Wioseł 2019 to impreza charytatywno – sportowa organizowana przez Fundację Legii. Łączy ze sobą sportową rywalizację z ideą pomocy. Uczestnicy, w czteroosobowych drużynach, startują  w zawodach wioślarskich na ergometrach i walczą o  pokonanie jak największego dystansu w dziesięć godzin. Na liście startowej organizatorzy przewidzieli miejsca dla 100 załóg. Jednocześnie wiosłować będą dwie osady, każda na czterech ergometrach. Przewidywany czas wiosłowania dla każdej czwórki wynosi 12 minut. Dobroczynne regaty rozpoczną się w piątek 15 listopada o godzinie 10:00 w strefie Silver na stadionie Legii.

Dla wszystkich tych, którzy chcą zgłosić swoją czteroosobową drużynę i tym samym  dołączyć do zbiórki pieniędzy na zakup nowych łóżek na oddziały dziecięce uruchomiony został specjalny adres mailowy: wdw@legia.pl. O dostaniu się na listę startową decydować będzie kolejność zgłoszeń.

Celem prowadzonej przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka akcji „Dołóż się do łóżka”  jest zebranie funduszy na zakup łóżek dla oddziałów szpitalnych oraz dla poradni ambulatoryjnych. Pacjentami Instytutu Matki i Dziecka są głównie dzieci, nierzadko spędzające w szpitalu długie tygodnie i to właśnie wokół łóżka toczy się ich całe życie. Dostępne na dziś łóżka są bardzo, ciężkie, niewygodne, nie pozwalają na samodzielną zmianę pozycji leżącego, a personel medyczny ma trudności z transportem pacjentów w nich leżących.

Bardzo się cieszę, że podczas tegorocznej, czwartej już edycji akcji Wszyscy do Wioseł, będziemy „płynąć” dla Fundacji Instytutu Matki i Dziecka. Instytut jest jedną z najważniejszych placówek medycznych w Polsce, specjalizujących się w niesieniu pomocy dzieciom i całym rodzinom. W 2017 roku naszym celem było wsparcie inicjatywy zakupu karetki dla Centrum Zdrowia Dziecka, teraz jest okazja dopomóc kolejnej placówce o podobnym profilu działalności. Tym razem będziemy zbierać środki na zakup nowych łóżek dla pacjentów Instytutu Matki i Dziecka i liczymy na to, że nasi przyjaciele o wielkich i otwartych sercach znów pomogą nam osiągnąć ten cel. – mówi Anna Mioduska, Prezes Zarządu Fundacji Legii.

Dziękujemy za zaproszenie do współpracy! W imieniu Pacjentów, dla których łóżko to coś znacznie więcej niż mebel, dziękujemy i zachęcamy do wsparcia tegorocznej edycji akcji.- dodaje Dorota Kleszczewska, Prezes Fundacji Instytutu Matki i Dziecka.

Pomóc może każdy, nawet jeśli nie będzie w stanie pojawić się przy Łazienkowskiej 3 w dniu wydarzenia. Fundacja Legii uruchomiła specjalne konto, na które będzie można przekazywać środki na zakup łóżek dla Instytutu Matki i Dziecka: 50 1140 1010 0000 5259 0300 1027, tytuł przelewu: darowizna WDW. Na potrzeby akcji został także stworzony pakiet dedykowany sponsorom i partnerom. Informacje na ten temat można uzyskać pisząc maila na adres: sponsoring@fundacjalegii.pl .

Fot. Materiały prasowe

Akcja z dobrą historią

Po raz pierwszy charytatywne wiosłowanie na Legii odbyło się cztery lata temu. Ponad 550 uczestników, w tym osoby niepełnosprawne, miało 24 godziny na to, żeby przepłynąć na wioślarskich ergometrach 2 294 kilometry, czyli dystans dzielący Warszawę i Madryt. Cel został osiągnięty, nawet z nawiązką, bo ostatecznie przez dobę uczestnicy #WszyscyDoWioseł przepłynęli aż 2 339 kilometrów. Za zebrane przez organizatorów pieniądze – Fundację Legii, Fundację Akademia Integracji, przy współpracy z hiszpańską fundacją Fundacion Deporte y Desafio oraz Warszawskim Towarzystwem Regatowym Legia Warszawa – udało się kupić 5 ergometrów, które przystosowano dla niepełnosprawnych.

Druga edycja charytatywno-sportowego projektu odbyła się w 2017 roku. Fundacja Legii wspólnie ze Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa i kibicowską grupą „Dobrzy Ludzie – kibice Legii dzieciom” zaprosiła do wioseł osoby, które chciałyby mieć swój wkład w zbiórkę pieniędzy na karetkę dla Centrum Zdrowia Dziecka. Przez 12 godzin uczestnicy mieli do pokonania dystans długości Wisły czyli 1047 kilometrów. Jednak na mecie urządzenia mierzące dystans wskazały o 270 kilometrów więcej, niż planowany do przepłynięcia odcinek. Dzięki darczyńcom, sponsorom i partnerom, w wyniku akcji WDW 2017 udało się zebrać ponad
200 tys. zł, które przeznaczono na zakup karetki. Jej oficjalne przekazanie odbyło się 2 czerwca 2018 r. w trakcie Święta Łazienkowskiej.

Trzeci raz pomoc popłynęła 29 listopada 2018 roku do Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa. Za zebrane fundusze zakupione zostały niezbędne pulsoksymetry, koncentratory tlenu, łóżka czy specjalistyczny aparat do EKG. W ciągu 10 godzin 100 czteroosobowych drużyn przepłynęło 1096,82 km. W trzeciej edycji akcji Fundacji Legii udział wzięli między innymi piłkarze Legii – Mateusz Wieteska i Paweł Stolarski, koszykarze z sekcji koszykówki Legii.

Warszawa – Keanu Pinder i Dawid Sączewski, złote medalistki mistrzostw Europy i mistrzostw Świata w wioślarstwie – Agnieszka Kobus – Zawojska, Marta Wieliczko, Katarzyna Zillmann, Maria Springwald, aktorzy Teatru Kwadrat – Anna Karczmarczyk, Andrzej Andrzejewski, Andrzej Nejman, Michał Lewandowski, Joanna Przetakiewicz – projektantka mody, założycielka i dyrektor kreatywna domu mody „La Mania”, Maffashion – blogerka modowa oraz czołowi dziennikarze sportowi, przedstawiciele sponsorów, partnerów wydarzenia                  i delegacja zarządu Legii Warszawa. W wyniku akcji zebrano 125 tysięcy złotych.

Fot. Materiały prasowe


Dania główne Gotowanie Przepisy

Do końca nie wiemy, co to znaczy zdrowo się odżywiać i mieć zdrowy styl życia. Kasia Gendis – health coach, podpowiada, co zrobić, by jeść i żyć lepiej

Redakcja
Redakcja
28 października 2019
Arch. prywatne

Czy jesteśmy w stanie wprowadzić dobre nawyki do naszego życia na stałe? Wielu próbowało, niewielu się udało – taka prawda. Katarzyna Gendis jest health coachem i pomaga utrwalić w naszym życiu zmiany w diecie, które mają poprawić nie tylko jakość naszego zdrowia, ale także codzienności. Chcecie być bardziej eko, jeść zdrowiej? Przeczytajcie koniecznie, bo zmiana stylu życia jest zmianą na całe życie, ale jak mówi Kasia, musi być przede wszystkim przyjemnością. 

Nie masz wrażenia, że sformułowanie „zmiana nawyków żywieniowych i stylu życia” robi się trochę wyświechtane? Niby wszyscy wiedzą, że powinni takie zmiany wprowadzić w swoim życiu, ale tak naprawdę niewiele osób to robi?

Katarzyna Gendis: Uważam, że to jest dopiero początek, w końcu na te tematy rozmawiamy, zaczynamy mieć świadomość, że to jak dziś żyjemy i jemy nie do końca jest dla nas korzystne. W ramach health coachingu kształciłam się w Stanach Zjednoczonych, gdzie ten trend jest zdecydowanie bardziej zaawansowany. Sama pozycja health coacha jest bardzo popularna, czego u nas jeszcze brakuje. Od pięciu lat mieszkam w Polsce i muszę powiedzieć, że naprawdę wiele zaczyna się też tu zmieniać.

Czyli jest nadzieja, że zaczniemy bardziej dbać o siebie?

Oczywiście, wszyscy chcemy być zdrowi, problem polega na tym, że do końca nie wiemy, co to znaczy zdrowo się odżywiać i mieć zdrowy styl życia, gubimy się w natłoku sprzecznych informacji napływających ze wszystkich stron. Moi klienci i nawet znajomi mówią często z przekonaniem, że jedzą zdrowo, wprowadzają zmiany, ale wciąż nie czują się dobrze. Dopiero, kiedy proszę, by przez tydzień notowali wszystko, co jedzą, okazuje się, że nie mieli świadomości jak ich dieta naprawdę wygląda. Dopiero patrząc na spisane na papierze zestawienie, zaczynają zauważać, co tak naprawdę powinni zmienić. Istotne jest, że kiedy budzi się świadomość, sami znajdujemy rozwiązania, ja tylko podpowiadam i „prowadzę za rękę”.

Druga istotna rzecz – nie ma czegoś takiego jak zdrowo dla wszystkich. Nie mogę stanąć przed setką ludzi i powiedzieć, co powinni jeść. To, co dla jednego jest zdrowe, nie musi być takie dla drugiego. Bioindywidualność jest tutaj niezwykle istotna. To jest podstawowa zasada w mojej pracy.

Obecnie panuje moda na odstawianie glutenu, rezygnację z laktozy, przejście na weganizm, czy warto się tymi modami kierować?

Jeśli chodzi o nasze zdrowie, nie możemy ślepo podążać za modą. Oczywiście, jeśli ktoś ma stwierdzoną badaniami nietolerancję glutenu, a tym bardziej celiakię, powinien go odstawić. Ja jestem ogromną zwolenniczką robienia detoksów raz na rok, czy nawet raz na pół roku. W czasie detoksu odstawiamy produkty, które mogą nas uwrażliwiać oraz te, które są ciężkostrawne. Jemy warzywa, owoce, nasiona. Robiąc to odciążamy system trawienny. Nasz organizm stworzony jest naturalnie do tego, żeby nas oczyszczać, ale przy dzisiejszym odżywianiu nie nadąża tego robić. Dzięki detoksowi ułatwiamy mu to, przy czym najważniejszym momentem detoksu jest wprowadzenie poszczególnych grup żywieniowych z powrotem do naszej diety. To ten moment, kiedy możemy obserwować, jak nasz organizm odbiera poszczególne produkty, na co mamy uczulenie, wrażliwość, po czym czujemy się dobrze, a co nam nie służy. Właśnie dlatego po zakończonym detoksie zalecam wprowadzenie nowej grupy produktów, na przykład zawierających gluten, czy nabiał, pojedynczo, każdy z nich innego dnia lub nawet raz na kilka dni, by zobaczyć, jak się czujemy. To najlepszy sposób na poznawanie siebie, byśmy wiedzieli, jak nasz organizm reaguje na każdy produkt i mogli stworzyć swoją indywidualną dietę, która będzie dobra tylko dla nas.

Czyli zdrowe odżywianie to samoświadomość swojego organizmu? Można tak powiedzieć?

Zgadza się. Oczywiście jest kilka ogólnych zasad, korzystnych dla wszystkich, które możemy wprowadzić w swoje życie. Pierwsza to unikanie produktów przetworzonych, powinniśmy je wyciąć lub bardzo ograniczyć w swojej diecie. Zawsze powtarzam, że nie jemy tego, czego nasza babcia nie znała. Skupmy się na tym, co jest najbardziej naturalne – owoce warzywa, ziarna, nasiona, zdrowe tłuszcze. Pożywienie w najprostszej postaci jest zawsze bezpieczne. Jeśli wybieramy na przykład gluten, którego ogólnie nie jestem przeciwniczką, sięgnijmy po ten, który będzie najmniej przetworzony.

Mówimy o podstawowych rzeczach, które jednak bywają trudne do wprowadzenia na dłuższy czas.

Tak, bo mamy swoje nawyki, przyzwyczajenia. Zorganizowanie życia wokół jedzenia, które znamy, jest dla nas proste. Kupujemy to samo, gotujemy to, co zwykle. Jakiekolwiek zmiany stają się od razu problemem.

Jak długo pracujesz, żeby zmienić nawyki żywieniowe swojego klienta?

Moja praca najczęściej trwa pół roku, bo zdaję sobie sprawę, że nie da się ot tak wyrzucić wszystkich złych nawyków, jednocześnie wprowadzając tylko nowe i tym samym wywrócić wszystkiego do góry nogami. Często ludzie próbują jednak tak robić, porywając się tym samym z motyką na słońce. Takie działanie w większości przypadków z góry skazane jest na niepowodzenie, bo rzadko kiedy ktoś ma tak silną wolę, żeby jednorazowo wprowadzić tyle zmian i to utrzymać. Udowodniono, że potrzeba co najmniej trzech tygodni, by w naszym życiu osadziły się jakiekolwiek nowe nawyki, w tym także żywieniowe. W moim programie korzystamy właśnie z zasady utrwalania zdrowych nawyków sukcesywnie. Jeżeli zaczynamy stopniowo, to mamy szansę na sukces dotyczący zmian.

Od czego zacząć?

Od wprowadzenia większej ilości warzyw chociażby. To brzmi jak banał, ale nadal mamy ich za mało w naszej diecie. Jedna sałatka raz dziennie nie wystarczy. Trzeba jeść różne warzywa, które powinny stanowić połowę każdego naszego posiłku. Druga rzecz – Polacy jedzą za dużo mięsa, jemy mięso na śniadanie, obiad i kolację, a wystarczyłoby dwa razy w tygodniu czerwone mięso plus kurczak i ryba, jeżeli już decydujemy się na te produkty. Obok mięsa najbardziej niekorzystną dla nas rzeczą jest cukier – dziś obecny w większości produktów, także tych, które wydają się zdrowe. Właśnie dlatego powtarzam swoim klientom: czytajcie, co jest w składzie produktu, który chcecie kupić, tylko tak dowiemy się, co jemy. Musimy się edukować, to jest najważniejsze. W zmianie nawyków nie chodzi o to, by się męczyć, to ma być przyjemność, mamy jeść tylko to, co lubimy.

Tu też nie chodzi o to, żeby jeździć na wieś po świeże mięso, jajka i warzywa.

To raczej trudne, ale można znaleźć takie źródła niedaleko siebie.Nie da się też kupić wszystkiego eko. Poza tym wszystko co eko nie znaczy od razu zdrowe. Najważniejsze, to zacząć wprowadzać i utrwalać dobre nawyki, które z czasem wyprą te złe. Wtedy właściwie będzie się nam wydawać, że robimy to bez naszego większego wysiłku. Powinniśmy jednak pamiętać, że nie da się żyć w stu procentach zdrowo, zwłaszcza gdy mówimy o diecie na całe życie. Uważam, że tymczasowe diety, poza uzasadnionymi medycznie, przy schorzeniach zdrowotnych, nie są skuteczne. Jednak przy diecie na całe życie, trudno jest zakładać, że już zawsze będziemy odżywiać się idealnie i nigdy nie zjemy przysłowiowej kiełbaski z ogniska, pączka, czy nie wypijemy lampki wina. Dlatego kolejną zasadą, jaką przekazuję klientom, to stosowanie diety 80/20 lub nawet dla niektórych 90/10. Oznacza to, że odżywiamy się w 80 czy 90 procentach zdrowo, ale zostawiamy sobie te 10, czy 20 procent na pokusy. Jeśli jej ulegniemy, nie porzucamy zdrowych nawyków, tylko nadal przy nich trwamy. Działa to dobrze na naszą psychikę, bo teoretycznie niczego sobie nie odmawiamy, ale nie jemy tego za dużo. Czasami zdrowiej jest coś zjeść niż się od tego na siłę powstrzymywać, a jak już jemy to się tym cieszyć. Tak ustalona proporcja pozwala nam utrzymywać zdrowy styl życia na długi czas.

Co jest kluczem do sukcesu?

Danie sobie czasu. Z moimi klientami spotykam się co dwa tygodnie przez pół roku. Przy okazji każdego spotkania podaję maksymalnie dwa do trzech zaleceń i po dwóch tygodniach sprawdzamy, czy udało się je wprowadzić w życie, czy odpowiadały, czy może trzeba coś zmienić. W ten sposób poznajemy siebie i wybieramy wśród wielu zdrowych zaleceń, to co nam najbardziej nam pasuje.

Jakie to są zalecenia?

Choćby tak najprostsze, jak picie wody, bo cały czas o tym zapominamy. Zastanawiamy się, dlaczego źle się czujemy, nie zdając sobie sprawy, że mamy za mało wody w naszej codziennej diecie. Innym z zaleceń jest jedzenie większej ilości warzyw, najczęściej określonego rodzaju. Pracuję nie tylko z nawykami żywieniowymi, ale ogólnie z całym trybem życia. Żywność jest często drugoplanowa, skupiamy się także na równoważeniu innych sfer: praca, aktywność fizyczna, relacje z ludźmi, czy nawet duchowość. Często mam klientów skarżących się na nadmierny stres, demotywację, brak energii do działania, czy nawet entuzjazmu do życia. Pracuję z nimi wtedy korzystając z technik oddychania i innych podstawowych technik medytacyjnych, zaczerpniętych z jogi, (gdyż od 20 lat zajmuję się także jogą, praktykuję i prowadzę zajęcia). Wszystko zależy od tego z jakim człowiekiem się spotykam, bo nie każdy wie od razu, czego potrzebuje. Są osoby uzależnione od cukru, więc zaczynamy go wycinać, wprowadzać powoli zamienniki.

Widzę, że moi klienci w czasie naszej pracy obserwują i poznają siebie, biorą odpowiedzialność za swoją dietę i swoje życie, budują świadomość tego co jest dla nich dobre i edukują się na temat dostępnej na rynku żywności, a świadomość i edukacja, jeśli chodzi o zmianę nawyków żywieniowych i życiowych, są najważniejsze.

Kasia Gendis – holistyczny coach zdrowia, wspiera, uświadamia i edukuje w zakresie zdrowego żywienia (secondary foods), jednocześnie pomaga usprawnić takie sfery życia jak kariera, relacje
międzyludzkie, duchowość, czy aktywność fizyczna (primary foods), jako że zdrowie fizyczne jest nierozłącznie związane z naszym samopoczuciem i stanem ducha.
Holistyczny Coach Zdrowia jest mentorem i przewodnikiem, który pomaga klientowi osiągnąć wyznaczone dla niego cele zdrowotne, poprzez sukcesywne wprowadzanie pozytywnych i trwałych zmian w stylu życia. Kasia ukończyła Szkołę Zintegrowanego Odżywiana w Nowym Jorku.

e-mail: kassiagendis@gmail.com

www.facebook.com/boostbykasiagendis

Instagram: @boost_by_kasiagendis

Kasia prowadzi:warsztaty zdrowego gotowania, wykłady i kursy na temat odpowiedniej diety uzależnionej od bio-indywidualności każdej osoby, grupowe i indywidualne detoksy, 6-cio miesięczne programy indywidualne, które polegają na wspieraniu i wdrażaniu zmian w żywieniu i stylu życia, prowadzących do poprawy poziomu życia w sferze zdrowia fizycznego, ale także mentalnego i duchowego.

Kasia jest również certyfikowanym nauczycielem Manasa Jogi. Swoją podróż z jogą zaczęła w 2001 roku w Malezji, gdzie przez 3 lata uczyła się pod okiem swojego guru Manoja Kaimala, założyciela

Manasa Jogi w Kuala Lumpur. Następnie zdobytą tam wiedzę przekazywała dalej uczniom w Malezji, Indonezji, Kenii, Nigerii i teraz również w Warszawie.

www.facebook.com/manasayogabykasia


Zobacz także

Żelazna pasta jajeczna. Wasze przepisy wielkanocne

Bakaliowe podróże – propozycje śniadań z różnych stron świata

Bakaliowe podróże – propozycje śniadań z różnych stron świata

Azjatycki przepis na szczupłą sylwetkę