Go to content

„Dla matki zawsze byłam tą gorszą”. Rodzice kochają jedno dziecko bardziej, czy po prostu inaczej?

dłoni
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Na zdjęciach wyglądali pięknie. Dwie ładne siostry, uśmiechnięci rodzice. Ale każde z nich kryło w sobie tajemnicę. Agata ukrywała to, że czuje się niekochaną córką. Marta nie potrafiła powiedzieć, że wcale nie czuje się wyróżniona. To bardziej presja, którą wywiera na niej mama. Z kolei Ewa, ich matka, popełniała błędy, bo nie potrafiła poradzić sobie z macierzyństwem. Czy po latach trzy kobiety mogą dojść do porozumienia? I co się musi stać, żeby do tego doszło.

Agata: Do czwartej rano sprzątałam i piekłam schab ze śliwkami, chociaż sama jestem weganką. Ale to ulubiona potrawa mamy. Rodzice i Marta mają przyjść na obiad. Wyciągam sukienkę w kwiaty kupioną w lumpeksie, kocham kolorowe ubrania. „Ślicznie wyglądasz” rzuca Marcin. Jestem spięta, bo rodzina dawno u mnie nie była. Wstydzę się ich zapraszać. Żyjemy w 48 metrach z dwójką dzieci, ja jeszcze w domu projektuję. Ale dziś panuje niemiecki porządek.

Moi bliscy pojawiają się, gdy na zegarze w salonie wybija 14.00. Marta z mamą nie tolerują spóźnień. Wyglądają olśniewająco. Szczupłe, krótko obcięte blondynki w eleganckich sukienkach. Próbuję odgonić myśl, że wyglądam przy nich, jak uboga krewna. Tata zachwyca się, jak ładnie posprzątałam, mama z Martą stoją w kuchni i rozmawiają o klientce, której mąż wyprowadził pieniądze zagranicę. Jeszcze rok, dwa lata temu wyszłabym z kuchni porozmawiać z tatą, a wieczorem płakałabym, że mama znów mnie nie widzi. Dziś mówię: – Skończcie już pracować, starałam się, macie się zająć nami. Przerywają rozmowę. Marta głaszcze mnie po głowie: – Jasne, siostra.

Wspomnienia

Marta jest ta lepsza. Rozumiem to w liceum. Wzorowa uczennica, mistrzyni szkolnej siatkówki. Ja lubię malować rysować, matematyki i historii nie znoszę. Nienawidzę sportu. Wdałam się w tatę. „Weź się za siebie, Marta codziennie po szkole biega” rzuca mama, gdy zaczynam tyć. Zawsze jest Marta to, Marta tamto. „Chcę urządzać ludziom mieszkania albo być malarką” mówię. Mama przewraca oczami. Siostra marzy o prawie. „Moja krew” chwali się mama na koleżankom i rodzinie. Kilka sytuacji, które wciąż bolą. Jesteśmy z rodzicami na na żaglach, z ich znajomymi i dziećmi. Dopływamy na cypel, wszyscy się kąpią. Gdy stoję w kostiumie kąpielowym mama mówi: „No dziewczynki mają tendencje do tycia po mnie. Tyle że Agata sobie folguje, a Martusia jest zdyscyplinowana”. Słyszy to kilkanaście osób, chcę zapaść się pod ziemię. Albo rodzinne święta.

Mama przez godzinę opowiada o sukcesach Marty. W końcu jedna z ciotek pyta: „A co u Agatki?”. „U Agaty jak zwykle. Miłosne rozterki i rysowanie”. Rodzice wyjeżdżają, marzę o urządzeniu imprezy. „Nie powiem nikomu, pod warunkiem, że wszyscy wyjdą przed północą” ostrzega Marta. Całą imprezę siedzi zamknięta w pokoju, uczy się. O północy wpada do salonu, zapal górne światło, wyłącza muzykę. ”Musicie już iść” komenderuje, jestem wściekła, że robi mi obciach przed znajomymi. „Czy ty jesteś emerytką” krzyczę. „Obiecałam, że wszystko dopilnuję”. Ona dopilnuje. Również mnie, tej nieodpowiedzialnej, która z pewnością podpali dom. Marta jest moim lustrem, w którym widzę jaka jestem niefajna.

Marta zdaje na prawo i tym samym zyskuje kolejny punkt w oczach mamy. Tych punktów jest wciąż więcej. Języki, wspinaczka, samodyscyplina. „Daj te rachunki, Marta je zapłaci, na niej można polegać”, „Wolę, żeby Marta pomyła okna, robi to dokładniej” mama nieustannie stawia ją za wzór. Siostra od niej uczy się traktowania mnie jak ofiarę. „Nie wiem, jak ty możesz tak odpuszczać” wzdycha Marta, gdy rozważam, czy mam tyle odwagi, by zdawać na ASP. „Jak będziesz wciąż się bać, przegrasz życie” wtóruje mama.

Nawet, gdy dostaję się na studia mama nie umie mnie pochwalić. „No dobrze, dziecko, ale z czego ty będziesz żyć. Artyści klepią biedę”. Mijają lata. Poznaję Marcina, wychodzę za mąż, rodzę dziecko. Marta robi karierę w znanej kancelarii, potem otwiera swoją. Pieniądze daje jej mama. Dowiaduje się o tym tylko dlatego, że miesiąc później proszę ją, by pożyczyła nam na rok 30 tysięcy, bo chciałabym mieć wkład w większe mieszkanie. „Masz męża, on musi o was zawalczyć. Poza tym nie mam teraz wolnych środków, wszystko dałam Marcie. Wiesz, ona jest sama, a ma ogromny potencjał”. Pieniądze dostaję od taty, sprzedaje swój samochód, żeby mi pomóc. Kiedyś wpadam do firmy siostry. Parter w pięknej kamienicy. Dwie stażystki przyjmują mnie w holu. „Była pani umówiona z panią mecenas?”. Ma 34 lata i dwanaście osób pod sobą. Podziwiam jej siłę.

Uświadomienie

„Babski, cudowny wyjazd na Maltę, co wy na to”. Marta wpada do domu rodziców machając mapą Malty i Gozo, którą dostała od przyjaciółki. „Wyjmiemy hotel z basenem, będziemy piły drinki z palemka” kusił. „Sama nie wiem, Maja” pokazuje na bawiącą się na podłodze trzyletnią córkę. „Polecimy wszystkie, ja płacę za bilety. Siostrzeniczka też się zabawi”. Głupio mi się wycofać, mama też się cieszy. „Jak ja zniosę dwie perfekcjonistki” mruczę do Marcina. Pierwsze spięcie już na lotnisku. „Co ty tak ją wciąż nosisz! Przecież ona ma już trzy lata” poucza Marta. „No tak, w końcu masz tyle dzieci, że na pewno wiesz, jak je traktować” nie wytrzymuję. Marcie szklą się oczy, mama patrzy z wyrzutem. „Nie można tak, dziecko”. Nie wierzę. A ona może mnie pouczać? Męczę się z nimi we wspólnym apartamencie. Denerwuje je źle odłożona zabawka, ręczniki leżące na podłodze w łazience, kubek. „Mamo, z dzieckiem nie da się mieć idealnego porządku”. „Ja miałam” rzuca matka. To jest ich wyjazd, ja biegam za Mają. Widzę jakie są do siebie podobne. Zajęte polityką, analizowaniem spraw prawniczych. Męczą mnie te rozmowy. „Chyba zostałam adoptowana” pisze do Marcina. Na Malcie ciągle mi niedobrze, po powrocie robię test ciążowy. „Będziemy mieli dziecko” mówię mamie. „W tym małym mieszkaniu? Jak dacie radę, jak będziesz pracować. Potem już nic nie osiągniesz”.

Po urodzeniu Stasia jestem na granicy załamania nerwowego, nie śpię. Gdy syn kończy rok koleżanka, której pomogłam urządzać mieszkanie przekonuje mnie, że muszę coś ze sobą zrobić. „Piękne są twoje aranżacje, napisz do tej firmy, szukają architektów wnętrz, możesz pracować zdalnie” wręcza mi wizytówkę, a ja przez kilka tygodni nie potrafię się zebrać. Bo przecież na pewno nie odpiszą. A nawet jak odpiszą, to gdzie. Ja w korporacji? Niczego się nie bałam tak, jak rywalizacji. „Byłam u świetnej terapeutki w Łodzi” oznajmiła druga koleżanka, która widzi nieustanne zmagania z samym sobą. Żadne czary mary, to psychologiczna hipnoza, której celem jest dotarcie do wspomnień, które wypieramy, bo są za trudne. A te wspomnienia są ważne, bo nas ukształtowały. Pomyślałam: „co mi szkodzi”.

W gabinecie psycholożki myślę jeszcze, że kompletnie zwariowałam. Marta z mamą uznałyby, że trzeba mnie leczyć. „Policzę do dziesięciu i zaśniesz” to ostatnie słowa, które słyszę. Pojawiają się obrazy. Większość związanych z domem rodzinnym. Mam 4 lata, Marta 6. Mama uczy nas jeździć na rowerze. Przewracam się, mama podbiega, zaczyna mnie szarpać. „Dlaczego Ty nie możesz być jak Marta! Zobacz jak ładnie już jeździ, z nią nie mam takich problemów”. Drugi obraz. Mam niecałe trzy lata. Szukam mamy po mieszkaniu, ze strachu płaczę. Wchodzę w końcu do pokoju, gdzie mama przytula Martę. „Moja ukochana córeczka” mówi głaszcząc ją po włosach. Po seansie u terapeutki ponad godzinę dochodzę do siebie w samochodzie. Nie mogę oddychać. Nienawidzę ich obu.

Konfrontacja

W rodzinnej kawiarni pełno dzieci. Wpadłyśmy tu z Martą po niedzielnym spacerze. „Zaraz oszaleję. Po co ludziom tyle dzieci” jęczy. Uśmiecham się, choć czuję narastającą irytację. „A wiesz, że w przyszłym tygodniu kupuję działkę w Węgorzewie, będziecie do mnie przyjeżdżać” rzuca. W przyszłym tygodniu, a ja nic o tym nie wiem. „Świetnie, niezła jesteś, że tyle zarabiasz”. „Rodzice mi pomagają, sama nie dałabym rady”. „Słucham!?” wybucham. Już nie potrafię opanować emocji. Krzyczę, ludzie na mnie patrzę.” Naprawdę kupują ci działkę, co jeszcze?!”. Marta siedzi osłupiała, milczy. A mi wylewają się żale gromadzone od lat. „Ty ulubienico mamusi, czuję się przy tobie nikim i nie wytrzymam ani chwili dłużej” rzucam na końcu. Łapię ubrania Mai i Stasia, wybiegam z kawiarni.

Zmiana

Marta, siostra: Po wybuchu Agaty przez pół godziny nie mogłam się ruszyć. O czym ona mówi, skąd ten atak. I to moja ukochana, delikatna siostra? Której mama kilka razy proponowała pieniądze, ale ona nigdy ich nie chciała? Nagle uświadomiłam sobie, jak dwie osoby mogę różnie widzieć tę samą sytuację. Zazdrościłam Agacie miłości ojca. Tata często powtarzał. „A Agatka uważa to i tamto”. „Agatka to moja artystka, zdała na ASP”. Uwielbiał ją. I nie czułam się wcale ulubienicą mamy. Mama raczej wywierała na mnie presje. „Ty jesteś ta starsza, bardziej odpowiedzialna”. Chciałam temu sprostać. Mama zawsze była nerwowa. Pokrzykiwała, w dzieciństwie potrafiła nas szarpnąć, czy powiedzieć coś raniącego. Do nas obu, nie tylko do Agaty. Ale Agata szła swoją drogą, ja nie potrafiłam się mamie przeciwstawić. Podziwiałam siostrę za niezależność i wiele innych rzeczy. Chciałam mieć jej talent do malowania, do dziś pamiętam, jak wygrała ogólnopolski konkurs i wywołano ją na apelu.

Byłyśmy inne, ale zawsze blisko siebie. Do Agaty jako pierwszej dzwoniłam w ważnych chwilach. Gdy postanowiłam założyć kancelarię, wygrałam ważną sprawę, gdy miałam kiepski czas, bo rozstałam się z facetem. Zazdrościłam jej podejścia do mężczyzn, ciepła, czułości i cierpliwości. Każde odwiedziny u niej i Marcina odchorowywałam. Ciepłe, kolorowe wnętrze. Agata potrafi wyciągnąć meble ze śmietnika i tak je odrestaurować, że zapiera dech. Śmiejąca się rodzina, czułość. Wracałam do mojego mieszkania i płakałam, że spotykam samych beznadziejnych facetów. Że nie mam dzieci. Nigdy w życiu mi nie powiedziała, że coś jej nie pasuje. Czasem nawet ją pouczałam; „Bądź asertywna, walcz o siebie, jesteś tak utalentowana, że możesz zrobić karierę, ale musisz po to sięgnąć. Irytowało mnie, że się marnuje. Ale gdyby ona chociaż raz powiedziała mi: „stop, to moje życie”. Nie zrobiła tego. Jak miałam się domyślać? Po scenie, którą mi zrobiła czułam się strasznie. Nie odzywałam się do niej miesiąc, bo nagle uznałam, że wszystko co sobie myślałam o siostrze to iluzja, bo ona mnie nienawidzi. Zadzwoniłam do niej dopiero na urodziny. „Spotkajmy się na wino” poprosiłam.

Matki nie chcą źle, ale….

Ewa, mama Agaty i Marty: Marta zadzwoniła zapłakana, że Agata jej nienawidzi. Pierwszy raz chyba widziałam córkę w takim stanie. Byłam w szoku, bo nigdy nie czułam, że wyróżniam którąś z nich. Były zupełnie inne. Marta bardziej podobna do mnie, Agata do męża. Do pewnego momentu bardziej się o Agatę martwiłam. Chciałam nią potrząsnąć. Zawsze rozkojarzona, zamyślona, delikatna. Bałam się, że zginie we współczesnym świecie. Ale to Agata poradziła sobie lepiej, ma wspaniałego męża, dwoje dzieci, wielu naszym znajomym aranżowała wnętrze, wszyscy byli zachwyceni. Martwiłam się, że Marta nie może ułożyć sobie życia, czułam się za nią odpowiedzialna, więc poświęcałam jej więcej czasu.

Bywało, że szłyśmy razem na kolacje, wyjeżdżałyśmy na weekend. Nie proponowałam Agacie, bo ona zawsze stawiała na rodzinę. Po telefonie Marty próbowałam się skontaktować z Agatą. „Potrzebuję czasu” odpisała. Na początek byłam zła. Co to za egocentryczne fanaberie. Ale tęskniłam za wnukami, tęskniłam też za córką. „Czy ja kiedyś wyróżniałam Martę?” spytałam w końcu męża. „Mogło tak czasem wyglądać” przyznał. To mnie jakoś dobiło. Chciałam być inną matką niż moja mama, która całe życie wyróżniała moją starszą siostrę. Analizowałam dzieciństwo i dorastanie dziewczynek. Marta urodziła się i wszystko od początku było z nią proste. Jadła o określonych godzinach, spała w nocy. Wiecznie uśmiechnięta. Dziewczynka ideał. Agata była dla mnie szokiem. Nieprzespane noce, kolki, później, gdy dorastała zawsze trzymała się na uboczu. Nie lubiła się przytulać, Marta uwielbiała. Czasem Agata mnie złościła, ale jednocześnie bardzo ją podziwiałam. Miała w sobie niezależność, której ja i Marta nie miałyśmy. Córka zarzucała mi perfekcjonizm, obsesyjne zdyscyplinowanie. Nie wiem, czy mogłam być inna. Moja mama piła, zajmowałam się też chorym tatą. Trudno mi było w życiu odpuścić.

Agata: „Bierz od innych to, co mają najlepsze. Doceniaj ich za to, wybacz im to, czego nie robią”. Tak mawia Marcin. Rozmowa z Martą była oczyszczająca. „To ja ci zazdrościłam” przekonywała pijąc kolejny kieliszek wina. Ustaliłyśmy zasady. Rozmawiamy szczerze, mówimy co nas boli. Stawiamy granice mamie. Obie. Doceniamy, że jesteśmy inne, bo możemy się nawzajem od siebie uczyć. I śmiałyśmy się: no dobra, taki los, jedna jest córeczką mamusi, druga tatusia. Od tego czasu mi łatwiej, choć wciąż myślę, żeby pójść na terapię i naprawdę wszystko przerobić. Bo jedną rozmową nie da się tak wszystkiego załatwić nawet jeśli mama zaczęła się teraz bardziej starać.