Zostań suką dla swojego męża. Polecam ten eksperyment, w naszym małżeństwie zmienił wszystko

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 kwietnia 2018
Fot iStock/PeopleImages
Fot iStock/PeopleImages
 

Wiecie, jak to jest na początku. Obiad z dwóch dań, śniadanie do łóżka. Mieszkanko wymuskane, wysprzątane, byleby tylko nie wystraszyć faceta, który się pojawił w waszym życiu. Każda z nas, myślę, przynajmniej raz zrobiła z siebie taką wariatkę. Milutka, cichutka, uśmiechająca się na wszystkie jego propozycje i głupie żarty. Byleby tylko on poczuł się przy tobie wyjątkowo i już został, a ty byś mogła zakończyć poszukiwania samca, któremu ostatecznie dasz się zapłodnić.

Jasne, że tego nie pamiętamy. Bo później jak te pieluchy, nocne wycia, targanie wózka przychodzą, to tracimy poczucie czasu i kompletnie zaciera się czas, który był przed. Ale, UWAGA, on pamięta. I wtedy słyszysz: „Zmieniłaś się”, „Kiedyś byłaś inna”, „Gdzie jest ta dziewczyna, w której się zakochałem”. A ty myślisz: „Ku*wa, o czym on gada” walcząc z pralką, która właśnie, gdy postanowiłaś wyprać pościel, odmówiła posłuszeństwa. Ale masz jeszcze instynkt zachowawczy. Więc kompletnie poza swoją świadomością stajesz nad tymi garami z dziećmi uwieszonymi przy nogach. Sprzątasz chatę, latasz do pracy, odbierasz z przedszkola. Wpadasz w taki kołowrotek, że nawet nie wiesz, kiedy padasz na ryj.

Przyznaję się, ja tak miałam. I kiedy zaczynam mówić o tym otwarcie, inne kobiety też się do tego przyznają. Rozpuściłyśmy facetów jak dziadowski bicz. Chciałyśmy, by miał jak najlepiej i nie szukał już dalej, a później płacimy za to wysoką cenę.

Chcę wam coś opowiedzieć. To było kilka miesięcy temu. Po pracy odebrałam dzieci ze szkoły, porozwoziłam na zajęcia, w międzyczasie zrobiłam zakupy obmyślając obiadokolację na dwa dni do przodu, po dwóch godzinach zabrałam dzieciaki i wróciliśmy do domu. Weszłam i chciało mi się od drzwi ryczeć. Urwała mi się torba. Pękł słoik z buraczkami. A przedpokój, sprzątany przeze mnie wieczorem, po poranku wyglądał, jakby tornado po nim przeszło. W kuchni naczynia ze śniadania jak zostawiliśmy, tak stały, choć prosiłam męża, żeby ogarnął, bo wychodził chwilę po nas. Kot miauczy głodny. Dzieciaki kłócą się o jakieś pierdoły. A ja z wizją posprzątania, ugotowania, pomagania w lekcjach, chciałam uciec.

Uwaga – wchodzę do sypialni, a on śpi. Wyobrażacie sobie. Ku*wa śpi. Jak gdyby nigdy nic, bo udało mu się szybciej z pracy wyrwać. Pierwszy raz poczułam taki przypływ furii, że gdybym miała nóż, to bym zabiła. I nagle, jak jakiś rozbłysk świadomości, dotarło do mnie, że tak jest od zawsze. Ja zapie*dalam, a on ogląda mecz, leży na kanapie, owszem rzuca „Kochanie, pomóc ci”, ale nawet jak go o te durne naczynia z rana poproszę, to on i tak ma je w dupie. A później słyszę, że jestem małostkowa, że o bzdury się czepiam, że „czy naprawdę naczynia są w życiu najważniejsze”. No ku*wa nie są, ale ktoś o to, żeby były czyste musi zadbać.

Pękłam. Wtedy widząc go śpiącego w tej sypialni, który jak się przebudził ze zdziwieniem spytał: „O już jesteś? Co jest do jedzenia?”. Wiecie, co zrobiłam? Wyszłam. Wyszłam i szłam przed siebie kompletnie bez celu. Z pustką w głowie. Przez chwilę pomyślałam, że już nigdy tam nie wrócę, że to koniec, nie dam się dłużej tak traktować, nie mam siły. Tak, to było najsilniejsze: NIE MAM SIŁY. Moja babcia zawsze mi powtarzała: „Dziecko, pomyśl, co sprawia, że jesteś nieszczęśliwa, a później szukaj rozwiązania”. U mnie „nieszczęśliwa” równało się „mąż, który nie pomaga”. Zrobienie zakupów raz na miesiąc, nakarmienie kota, gdy nieustannie o to proszę i powieszenie prania po ośmiu SMS-ach nie mogę nazwać pomocą. Byłam taka głupia, że nawet na łeb wzięłam sobie płacenie rachunków! Dobra żona. Ku*wa!

Dość. Miałam tego wszystkiego serdecznie dość. Byłam samotna, z poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie. I chociaż nie raz z mężem o tym rozmawiałam, moje prośby zmieniały sytuację na kilka dni, czasami na tydzień, a później niepostrzeżenie wszystko wracało do normy. Zaszła we mnie jakaś zmiana podczas tego spaceru. Poczułam się nagle silna. „Nikt nie będzie mnie więcej wykorzystywał. Ja też muszę odpocząć”. Żebym mogła odpocząć, on musi w końcu ruszyć dupę. I tak narodziła się we mnie żona-suka. Ja wiem, jak to brzmi, ja wiem, że to drastyczne, że dorośli ludzie powinni usiąść i pogadać. Ale na litość boską, przez 13 lat naszego małżeństwa ja już tyle razy rozmawiałam, że język mi się zmęczył. Wiem, że to ja popełniłam błąd. Że zamiast od samego początku postawić sprawę jasno, nie udawać, że na dłuższą metę frajdę mi sprawia nadskakiwanie i robienie wszystkiego samej, to szłam w zaparte, aż żyłka mi pękła.

Wróciłam oznajmiając, że to koniec. Koniec robienia wszystkiego samej. On trochę zaskoczony, ale zapewne z przekonaniem, że znowu mam TEN dzień, który zaraz minie, słuchał. Zrobiłam listę – on od dzisiaj płaci rachunki, dwa razy w tygodniu wozi dzieci na zajęcia, gotuje dwa razy w tygodniu, kiedy ja odbieram dzieci, wtedy też robi zakupy. Do niego należy czystość łazienki, przedpokoju i podłogi w całym mieszkaniu. I o praniu musi dwa razy w tygodniu pamiętać. Zastosowałam się do zasady, że facetowi trzeba prosto, jasno, na kartce, bez dodatkowego, według niego – zbędnego gadania.

Omówiliśmy, w jakie dni za co kto będzie odpowiedzialny. Cały rozpisany plan zawisł na lodówce. I… się zaczęło. Wtorek – dzwonią dzieci, kiedy po nie będę. „Dzwońcie do taty, dzisiaj jego dzień” – spóźnił się, bo zapomniał, został dłużej w pracy, żeby z kumplem pogadać. Cóż… Dzieci czekały. W czwartek już pamiętał. Za to w środę nie mieliśmy nic do jedzenia, bo zapomniał zakupów. Nie ruszyłam palcem. Zabrałam dzieci na pizzę. On miał sobie coś wykombinować.

„Widziałaś gdzieś moje czyste skarpetki?”. Spytałam, kiedy wstawiał pranie, bo minął tydzień i skoro on nie pamiętał o tym, żeby rzeczy wrzucić do pralki, ja przestałam prać jego ubrania, kiedy była moja kolej.

„Ku*wa, co ta podłoga się tak klei” – kolejne. Mój wzrok tylko szedł w stronę lodówki i wiszącym na niej podziale obowiązków.

Nie było mi łatwo. Uwierzcie, nie raz chciałam wziąć szmatę i ogarnąć mieszkanie, w łazience umyć zlew, wymienić ręczniki. Ale za każdym razem w pamięci przywoływałam ten pęknięty słoik buraczków i to, jak się wtedy czułam. Postąpiłam jak dorosły człowiek. Postawiłam sprawę jasno. Nie, że on się domyśli, że może zrozumie, że może zrobi. Nie – jasny podział obowiązków, do którego on musi się dostosować, bo nie będzie mieć co jeść, bo dzieci utkną w szkole, bo za chwilę nie zobaczy siebie w lustrze w łazience. Wysprzątał ją po dwóch tygodniach. Na błysk. Nie zapomniał o zakupach w kolejny poniedziałek. Po trzech tygodniach zadzwonił, czy mogę odebrać dzieci – nie mogę, bo robię zakupy i już nie mam siły. Odebrał

I wiecie co, to nie była chwila mojego triumfu, pokazania mu, kto tu rządzi. Za każdy razem wszystko, do czego się zobowiązał przyjmowałam bez słowa, tak jak przez lata on przyjmował to ode mnie, jakby mu się należało. Jasne, że momentami było mi go nawet szkoda. Jaka paranoja, prawda? Jemy nigdy mnie szkoda nie było.

Po sześciu tygodniach wiecie, co usłyszałam? „Przepraszam” – powiedział, kiedy już leżeliśmy w łóżku. „Przepraszam, ja tego zupełnie nie widziałem”… Popłakałam się jak dziecko. Puścił mi cały stres, całe napięcie, które towarzyszyło mi każdego dnia, żeby nie dać mu poznać, jak mi ciężko z tymi wszystkim emocjami, z byciem suką.

Minęły cztery miesiące. Kartka na lodówce trochę wyblakła. Ale ten eksperyment się udał. Jakkolwiek idiotyczny by się nie wydawał. Piszę wam o tym, żebyście nie dały się wpędzić, jak ja w poczucie osamotnienia w tym, że wszystko mogę sama, bo pewnego dnia z równowagi wybije was słoik z buraczkami albo kubek rozlanej śmietany. I co wtedy zrobicie? Posprzątacie i  ugotujecie obiad?


Ciągle ci zimno? Twój organizm coś sygnalizuje. Tego objawu nie można ignorować

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2018
Fot. iStock/hoozone
Następny

Każdy z nas zna choć jedną osobę, której wiecznie jest zimno. A może sama jesteś jedną z nich? Wiesz, niezależnie od pogody (no chyba, że jest ponad 30 stopni) kręci nosem i opatula się, gdy tylko wiatr zawieje. Zimą ma lodowate dłonie i stopy i wystarczy, że chwilę posiedzi w bezruchu i już jest jej zimno. Sama o sobie mówi, że jest „zmarźluchem” i lubi ciepło, ale czy faktycznie „taka jej uroda”? Możliwe. Bardziej jednak prawdopodobne, że zmaga się z chorobą lub schorzeniem, o którym po prostu nie ma pojęcia. Jeśli jesteś jedną z tych osób, sprawdź, jakie mogą być przyczyny takiego stanu. 

Niedobór żelaza

Jeśli twoje dłonie i stopy są zawsze zimne, przyczyną może być niedokrwistość, wynikająca z niedoboru żelaza. Czerwone krwinki potrzebują żelaza, by przenosić tlen do krwi i dlatego niedobór może zaburzać prawidłowe krążenie. Zimne dłonie i stopy są wówczas charakterystyczne, ponieważ organizm kieruje krew do ważnych narządów, takich jak mózg czy serce. Co należy zrobić? Na pewno morfologię. A do tego zmodyfikować styl życia i dietę.

Niedobór witaminy B12

Jeśli to nie o żelazo chodzi, warto rozważyć niedobór witaminy B12. Objawia się uczuciem zimna, spadkiem energii, drętwieniem kończyn.  Podobnie jak żelazo, większość pokarmów bogatych w witaminę B12 to produkty pochodzenia zwierzęcego, więc wegetarianom może być trudno uzyskać wystarczającą ilość. Witamina B12 znajduje się w jajach, jogurtach i serach.

Chora tarczyca

Gdy organizm nie wytwarza wystarczającej ilości hormonów tarczycy, dochodzi do zaburzenia metabolizmu. To z kolei daje uczucie chłodu. Jeśli dodatkowo cierpisz na zaparcia i zauważyłaś, że zaczęły wypadać ci włosy, sprawdź, czy nie cierpisz na niedoczynność tarczycy.

Odchudzanie

Jeśli w ostatnim czasie sporo schudłaś, możesz odczuwać zimno. Tkanka tłuszczowa po prostu pomaga utrzymać odpowiednią ciepłotę ciała, działa jak izolacja. Jeśli masz niedowagę, objawy się nasilą. Twój organizm jest sprytny i jeśli spożywasz mało kalorii, będzie pożytkował energię na podstawowe funkcję życiowe, a ogrzewaniem nie będzie się przejmował. Ważniejsza jest praca serca i mózgu.

Niedobór snu

Notoryczne niewyspanie prowadzi do spowolnienia metabolizmu, to udowodnione naukowo, dlatego też niedobór snu prowadzi do tycia. Jeśli siedzisz do późna, twój organizm głupieje i źle wykorzystuje energię.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Jak facet robi z ciebie idiotkę, czyli co to znaczy, kiedy na drugiej randce słyszysz: „Szukałem cię przez całe życie”

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2018
Fot. istock/LightFieldStudios
Fot. istock/LightFieldStudios

Zauroczenie sprawia, że wielu spraw nie dostrzegamy w porę. Atrakcyjność fizyczna, pociąg seksualny, przypływ emocji – wszystko to może sprawić, że nie zauważymy tak zwanych czerwonych chorągiewek, znaków ostrzegawczych, że mamy do czynienia z Rezultatem jest złamane serce i poczucie winy wobec samej siebie.

Oto kilka typowych sytuacji, które powinny cię zaniepokoić na początku związku.

Co on mówi: „Jesteś osobą, której szukałem przez całe życie”.

Kiedy to mówi:  Randka numer 2

Wniosek:  Faceci tacy jak ten bardzo szybko stwierdzają, że się zakochali. Dają ci poczucie, że czekali na kogoś takiego jak ty i mówią ci o tym niemal natychmiast. Bombardują cię miłością, wysyłają milion SMS-ów, a to będzie miało oczywiście pozytywny wpływ na twoje poczucie własnej wartości. Wystarczy, że osiągną to, czego chcieli (intymna bliskość, twoje uczucie) i odchodzą, a ty zostajesz z pytaniem „Co zrobiłam źle?”

Co robić: To prawda, że ​​miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa … ale zawsze warto się najpierw upewnić, że nie padłaś ofiarą nałogowego uwodziciela. Nie wyjawiaj od razu swoich uczuć, obserwuj.

Co on mówi: „Chciałbym cię dziś zobaczyć.”

Kiedy to mówi: 22:30 w dni powszednie

Wniosek:  Mówi ci, że chce cię widzieć, ale przecież w dzień oboje jesteście zajęci: praca, obowiązki… Przychodzi weekend i nie udaje się wam spotkać – z jego powodu.  Jeśli twój partner ma dla ciebie czas tylko późno w nocy – lub jedynie w niektóre dni tygodnia bez wyjaśnienia dlaczego tak właśnie jest – coś jest nie w porządku. Prawdopodobnie jest w związku lub chodzi mu tylko o seks.

Co robić:  Ktoś, kto naprawdę jest w tobie zakochany, sprawi, że staniesz się priorytetem. Odpuść. Seks jest świetny, ale prawdziwy związek wymaga czegoś więcej niż tylko bliskości fizycznej.

Co on mówi: „Tęsknię za Tobą.”

Co mówi następnego dnia: „Dlaczego jesteś taka czepliwa?”

Wniosek: Mówi, że mu zależy, a potem staje się niedostępny. Chce cię widzieć, a następnie pyta cię, dlaczego jesteś tak wymagająca / czepliwa / nachalna.

Co robić:  Zamiast próbować dostosować się do jego oczekiwań, powiedz mu, czego chcesz i zobacz jak zareaguje. Nie zadowalaj się związkiem z kimś, kto jest w relacji na 50%.

Najczęstszy powód, dla którego mężczyźni traktują w ten sposób partnerki jest skoncentrowanie jedynie na własnych potrzebach. Jedynym rozsądnym wyjściem z takiej sytuacji jest… zmiana partnera.


Na podstawie: themindsjournal.com

 


Zobacz także

Fot. iStock /  themacx

Mam kochanka, ale od męża nie odejdę, z nim jestem szczęśliwa

Fot. iStock / tatyana_tomsickova

Nagle dociera do ciebie, że to, co zawsze było dla ciebie najważniejsze – miłość, w twoim życiu nie istnieje

Fot. iStock/igor_kell

Przestań się wstydzić, te fantazje są zupełnie normalne (nawet w związku)